Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Damian Kowalski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Damian Kowalski. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 sierpnia 2014

Ideologizacja aparatu przemocy

Mamy do czynienia z ideologizacją organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, które zdają się zlewać w jeden, sprawnie działający aparat przemocy.

I. Pełzająca represjonizacja

Niezawisły sąd uznał w majestacie prawa, że kara aresztu nałożona na Grzegorza Brauna była zasadna i tym samym oddalił zażalenie reżysera. W sumie można się było tego spodziewać. Przypuszczam zresztą, że dla każdego, kto obserwuje ostatnie poczynania naszego sądownictwa i organów ścigania w kwestiach zahaczających o politykę, bądź tematy symboliczno-światopoglądowe, muszą się one układać w pewien większy, całościowy obraz pełzającej represjonizacji, której ostrze zwrócone jest przeciw elementom niepożądanym tak z punktu widzenia władzy, jak i szerzej – polit-ideologicznego establishmentu III RP. Spójrzmy.

Wrocław ze swoją czujnie łypiącą na podsądnych, pozbawioną opaski na oczach Temidą, przyozdabiającą od czasów hitlerowskich wejście do tamtejszego Sądu Okręgowego wiedzie niewątpliwie prym. Mamy tu ciągnącą się już siódmy rok sprawę Grzegorza Brauna, która w zasadzie od samego początku przybrała formę kolejnych sądowych szykan – z ostatnim osadzeniem na tydzień w areszcie za rzekomą obrazę sądu, który sposobem prowadzenia postępowania skutecznie pozbawił niepokornego reżysera prawa do obrony. Prócz tego wciąż nie milkną echa tzw. „baumangate” - czyli skazania na wysokie grzywny bądź areszt uczestników zeszłorocznego protestu przeciw fetowaniu na Uniwersytecie Wrocławskim stalinisty Zygmunta Baumana. Po tych drakońskich wyrokach środowiska patriotyczne zorganizowały demonstrację pod hasłem „Wszystkich nas nie zamkniecie”. Obecnie wzywa się na przesłuchania kolejnych organizatorów demonstracji z ewidentnym zamiarem uszycia z tego grubszej sprawy. Nazwiska takich sędziów jak Krzysztof Korzeniewski (sprawa Brauna) czy Pawła Chodkowskiego („baumangate”) należy zachować w szczególnie wdzięcznej pamięci. Zobaczymy, czy wezwań na przesłuchanie nie otrzymają za chwilę uczestnicy niedawnej manifestacji przed aresztem upominający się o Grzegorza Brauna.

II. Elementy „słuszne” i „niesłuszne”

W kontekście sprawy kabewiaka Baumana warto wspomnieć o zakłóceniu wykładu ks. prof. Pawła Bortkiewicza w grudniu 2013 na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu. Wykład zatytułowany ,,Czy gender to dewastacja człowieka i rodziny?” przerwany został przez grupę anarchistów, w tym osobnika przebranego w złotą kieckę. Tak się składa, że ostatnio prokuratura umorzyła dochodzenie pod pretekstem, że „nie było odmowy opuszczenia sali na wyraźne i stanowcze wezwanie osoby do tego uprawnionej” - czyli przedstawiciela władz uczelni, bowiem do opuszczenia sali wzywali jedynie organizatorzy wykładu. We Wrocławiu prokuratura jak się zdaje w ogóle takim dzieleniem włosa na czworo nie zawracała sobie głowy. W efekcie otrzymaliśmy bijący po oczach dowód na to, kto wedle wymiaru sprawiedliwości jest elementem słusznym, kto zaś niesłusznym. A skoro już jesteśmy w Poznaniu, to swoje zapewne mogliby dopowiedzieć członkowie Akcji Alternatywnej „Naszość”, onegdaj notorycznie nękani za swe antymainstreamowe happeningi.

Jedźmy dalej. Niedawno na policję został wezwany pan Damian Kowalski, lider inicjatywy „Nie dla islamizacji Europy” i właściciel portalu ndie.pl. Stało się tak na skutek delatorskiego zapału związanego z „Krytyką Polityczną” Jasia Kapeli, który złożył już w 2013 roku zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art.256 §1KK, czyli „nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość - chodzi o tzw. „mowę nienawiści”. Kowalskiego wezwano w charakterze świadka, po czym już na komendzie nastąpiło „cudowne przeistoczenie świadka w podejrzanego”, następnie zaś policja przeszukała mieszkanie rekwirując komputer, telefon komórkowy i kartę SIM. Zestawmy to chociażby ze sprawą Michała Nowickiego (syna Wandy Nowickiej), który na swej stronie internetowej propagował komunistyczny totalitaryzm i wzywał do siłowej rozprawy z przeciwnikami politycznymi – temu oczywiście nie spadł włos z głowy i „mowy nienawiści” nie stwierdzono.

III. Na tropie myślozbrodni

Można by ciągnąć tę wyliczankę, ale chyba powyższe przykłady wystarczą do sformułowania diagnozy, że mamy oto do czynienia z ideologizacją organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, które w newralgicznych kwestiach zdają się zlewać w jeden, sprawnie działający aparat przemocy. To by było tyle, jeśli chodzi o „państwo neutralne światopoglądowo” i „niezawisłe sądy” - w przytoczonych przypadkach widać bowiem jak na dłoni, iż sądy stają się jednym z trybów machiny represji. Kogo się im postawi do skazania, tego skażą i to często nie szczędząc w swej gorliwości mentorskich połajanek niczym sędzia Chodkowski skazanym za „baumangate”, na podobieństwo stalinowskich sędziów piętnujących gromko „wrogów ludu”.

Dlaczego tak się dzieje? Ano dlatego, że lewactwo zdaje sobie doskonale sprawę, że jego ideologiczne wykwity są zwyczajnie nie do strawienia dla stanowiących milczącą większość tzw. „zwykłych ludzi”. Normalny człowiek odrzuci np. genderyzm, homopropagandę lub radykalne multi-kulti niemal instynktownie, aby więc ruszyć z posad bryłę świata i przeprowadzić nową rewolucję wedle obrządku Antonio Gramsciego należy zaprząc do roboty państwowy aparat przymusu poddając go uprzednio odpowiedniej ideologicznej obróbce. Na poważnie zabrano się do tego jesienią 2013, kiedy to w 49 terenowych jednostkach prokuratur odbyła się tresura indoktrynacyjna przeprowadzona przez przedstawicieli lewicowych organizacji „Otwarta Rzeczpospolita” i „Nigdy Więcej”. Wstępnie przeszkolono 96 prokuratorów, lecz zainteresowanie wyraziło 350, więc wszystko jeszcze przed nami.

Cóż, „nihil novi sub sole”. Niegdyś chciano kolbami sowieckich karabinów wybijać z tubylczych głów „alienację”, obecnie zaś ściganie myślozbrodniarzy zostało powierzone sprawdzonym pod kątem odpowiedniego światopoglądu funkcjonariuszom państwowym i „dobrowolcom” rekrutującym się spośród aktywistów Nowego Wspaniałego Świata.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Artykuł opublikowany w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 32-33 (11-24.08.214)

niedziela, 3 sierpnia 2014

Delator Jaś Kapela

...czyli smutna historia chłopczyka z dobrego domu.

I. Wybić z głów alienację

Przypadek związanego z „Krytyką Polityczną” Jasia Kapeli, który doniósł do prokuratury na właściciela stron parezja.pl i ndie.pl oraz lidera inicjatywy „Nie dla islamizacji Europy”, zarzucając mu szerzenie „mowy nienawiści” jest kolejnym dowodem tego, że lewactwo w obliczu kontrrewolucji uruchamia atawizmy sięgające korzeniami czasów Pawlika Morozowa. Przyczyny takiego postępowania widzę dwojakie: prócz cech osobniczych w których poczesne miejsce zajmuje zamiłowanie do delatorstwa, istotną rolę odgrywają względy praktyczne. Postępactwo doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że ich ideologiczne wykwity są przez milczącą większość niemal instynktownie odrzucane – i to nawet nie tyle z powodów światopoglądowych, ile po prostu ze zdrowego rozsądku. W związku z tym, aby ruszyć z posad bryłę świata niezbędne staje się prędzej czy później sięgniecie do państwowego aparatu przemocy, by tą drogą wybić z ciemnych łbów alienację, co zresztą jest zgodne z totalniackimi przekonaniami lewicy dawnej i obecnej, co by tam nie plotła o wolności.

„My sowieckimi kolbami nauczymy ludzi w tym kraju myśleć racjonalnie bez alienacji" - pisał w 1948 roku stalinowski filozof Tadeusz Kroński w liście do Czesława Miłosza. Dziś wprawdzie kolby sowieckie wyszły z użycia wraz ze zmianą historycznego etapu, lecz istota rzeczy pozostała niezmieniona. Stalinizm gdzieś po drodze ustąpił miejsca gramscizmowi, lecz oznacza to jedynie modyfikację metod, nie zaś celu ostatecznego, którym niezmiennie pozostaje globalny kołchoz. A że zgodnie z naukami Lenina moralne jest to, co służy Rewolucji, należy więc odrzucić burżuazyjne przesądy i jeśli trzeba jednego z drugim zadenuncjować, to nie ma co bawić się w skrupuły, tylko należy siąść do smarowania donosu.

II. Indoktrynacja aparatu przemocy

Wybijanie alienacji z głowy Damiana Kowalskiego przybrało postać wezwania na policję w charakterze świadka w celu złożenia zeznań, jak się okazało tylko po to, by już na komendzie nastąpiło „cudowne przeistoczenie świadka w podejrzanego”. Kowalskiemu zarzuca się przestępstwo z art. 256 §1KK, czyli „nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość”. Spektrum kar – od grzywny poprzez ograniczenie wolności, aż do 2 lat odsiadki. Następnie na mocy decyzji prokuratury policja przeszukała mieszkanie i zarekwirowała potencjalne dowody, czyli telefon komórkowy, kartę SIM i komputer.

W tym miejscu warto nadmienić, że by aparat przemocy spełniał funkcje wyznaczone mu przez postępactwo, musi zostać uprzednio poddany odpowiedniej obróbce ideologicznej, czyli indoktrynacji. Tylko wtedy bowiem jest w stanie precyzyjnie odczytać stawiane mu wymagania i efektywnie wyłapywać winnych myślozbrodni. I takie przeszkolenie zafundowano na jesieni 2013 r. 49 jednostkom prokuratur na terenie całego kraju w którym wzięło udział ok. 90 prokuratorów. A szkolił ich nie byle kto, bo sami pierwszorzędni fachowcy z organizacji „Otwarta Rzeczpospolita” i „Nigdy Więcej”. Ta druga współpracuje również z PZPN, czego wynikiem jest zakaz dla eksponowania na trybunach symbolu falangi, czy mieczyka Chrobrego, przy jednoczesnej tolerancji dla symboli komunistycznych – czerwonej gwiazdy, tudzież sierpa i młota. Dodajmy, iż zainteresowanie praniem mózgów wyraziło 350 prokuratorów, tak więc widać wyraźnie, że wykonanie polecenia „idziemy po was” jest dopiero w powijakach i wszystko jeszcze przed nami.

Co ciekawe, Jaś Kapela zawiadomienie złożył już w zeszłym roku, ale najwyraźniej przetrawienie zdobytej na warsztatach pożywki ideologicznej musiało prokuraturze iść dość opornie, skoro zdecydowała się zainterweniować dopiero teraz.

III. Profesjonalni delatorzy z „Krytyki Policyjnej”

Teresa Kapela, matka Jasia i działaczka katolicka, konstatuje w rozmowie z Mazurkiem, że „środowisko, do którego trafił, okazało się niesłychanie silne. On się 'Krytyką Polityczną', która jest ciekawym środowiskiem, zachłysnął i tak trwa”. Od siebie dodałbym, że najwyraźniej młodzieńczy bunt przybrał u „Jasia” formę permanentną, która pod wpływem towarzystwa w jakim się obraca płynnie przeszła w degenerację. Ot, historia chłopca z dobrego domu, który na złość porządnym rodzicom uparł się, by przy każdej okazji mówić „dupa”, aż w pewnym momencie odkrywa, że może to być wstępem do interesującej kariery. Pan Jaś bowiem już zastanawia się, czy aby nie donieść na portal wPolityce.pl, tak więc jest pełen zapału i planów na przyszłość.

Przypomnę jeszcze, że donos Kapeli nie jest pierwszym przejawem tego typu aktywności środowiska „Krytyki Policyjnej”, które najwyraźniej wzięło sobie do serca postać z opowiadania Woody'ego Allena. Bohater ów od dzieciństwa marzył, by zostać zawodowym donosicielem – brał nawet lekcje wymowy, by wyraźniej kapować. „- Mój Boże, jak ja lubię donosić na ludzi” - wyrywa mu się w pewnym momencie. We wrześniu 2013 podobnym ciągotom dał upust Tomasz Piątek, który zadenuncjował u jednego z reklamodawców tygodnik „Do Rzeczy” za rzekome popieranie prześladowania homoseksualistów przez Putina. Wcześniej zaś tenże Piątek doniósł do brytyjskiego „Guardiana” na rysownika Andrzeja Krauzego za „homofobiczny” rysunek w „Rzeczpospolitej”. Jak widać pasja delatorska udziela się na podobieństwo opryszczki.

Dla Piątka skończyło się to wprawdzie niewesoło, bo „Krytyka” wyrzuciła go przestraszona, że w rewanżu „Do Rzeczy” zacznie pisać z kolei do ich grantodawców, jednak ziarno zostało zasiane i właśnie obrodziło pierwszymi plonami. Póki co dola delatora na tym świecie bywa jeszcze chwilami ciężkawa i wymagająca pewnego samozaparcia, bo Jaś Kapela skarży się, że doświadcza za swój uczynek hejtu w internecie, zupełnie jakby nie zdawał sobie sprawy z kulturowych konotacji donosicielstwa w kraju takim jak Polska. Jednakże wszystko wskazuje, iż są to jedynie tzw. trudne początki i wraz z doszkalaniem kolejnych państwowych instytucji w zakresie wyłapywania „faszystów” życie donosicieli stopniowo stanie się lepsze i weselsze.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:

http://niepoprawni.pl/blog/346/pawlik-morozow-i-mlynskie-kamienie