Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kinga Rusin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kinga Rusin. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 kwietnia 2020

Pod-Grzybki 202

Ech, z wolna kończy się słotna jesień, która w tym sezonie postanowiła płynnie przejść w wiosnę, nie zawracając sobie głowy zimą. Nie wiem, jak u państwa, ale w mojej okolicy nie było ani jednego śnieżnego dnia (parę razy tylko popadał deszcz ze śniegiem) – co bardzo sobie chwalę, bowiem odkąd przestałem jeździć na sankach i przerzuciłem się na poranne skrobanie szyb samochodu, jakoś przeszła mi sympatia do uroków mroźnej i śnieżnej zimy. Na szczęście klimat robi się coraz łaskawszy i nieuchronnie wkracza w okres kolejnego optimum – za poprzednim razem, ponad tysiąc lat temu, nasi przodkowie wykorzystali sprzyjającą aurę do budowy państwa polskiego, sądzę zatem, że i my teraz możemy z optymizmem patrzeć w przyszłość.


*

Elity w euforii – zawitał do nas z dawna oczekiwany koronawirus! Teraz to już całkiem mamy jak na Zachodzie! Traf tylko chciał, że zamiast jakiegoś postępowego pisarza, reżysera czy innego „autorytetu moralnego” wirus wybrał sobie... byłego działacza PiS, który właśnie wrócił z zagranicy. Jest to o tyle niezręczna sytuacja, że wychodzi na to, iż prawicowcy pędzą całkiem światowe życie, zamiast siedzieć w swoich wiochach i nie mają nawet tyle przyzwoitości, by odstąpić przywilej nabawienia się egzotycznej i ekskluzywnej infekcji osobom bardziej zasłużonym. No bo, pomyślmy tylko – czy temu pisiorowi coś by ubyło, gdyby przed nim koronawirusem zaraziła się np. Janda, Holland, Nurowska, Olbrychski albo któryś ze Stuhrów? Osoby ze wszech miar godniejsze i bardziej predestynowane do europejskości, które dzięki temu mogłyby zadawać szyku na salonach? Doprawdy, niektórzy to zupełnie nie wiedzą jak się zachować...


*

Ale jak się nie ma co się lubi... Na pierwszą ofiarę koronawirusa rzuciły się wyposzczone media. Dowiedzieliśmy się o nim wszystkiego – jak się nazywa, gdzie mieszka, jak mu się układa w małżeństwie, nie mówiąc już o wspomnianych wyżej politycznych afiliacjach. To musi się skończyć jakimś reality show – a że wkrótce potem zaraziło się kilku następnych, to sądzę, że nie od rzeczy będzie urządzić jakieś telewizyjne „koronawirus party”, które kolejni uczestnicy będą opuszczać po SMS-owym głosowaniu widzów. Nogami do przodu.


*

Ale co tam jacyś zarażeni. Całe show ukradła szefowa Sanepidu w Słubicach, której wystąpienie przed miejscowymi radnymi z miejsca stało się hitem internetu (nawet nie mówcie, że nie widzieliście). Rany, jak ta kobieta czuje kamerę! Istne medialne zwierzę – od awangardowej powierzchowności począwszy (wygląda jak klon ambasador Mosbacher), na ostrych tekstach i umiejętnościach wokalnych skończywszy. I tak oto narodziła się pierwsza „korona-celebrytka”. Historia dzieje się na naszych oczach!


*

Chociaż trzeba przyznać, że i tradycyjne celebryctwo nie odpuszcza. Ledwie co ochłonęliśmy po amerykańskich wojażach Kingi Rusin, a tu w poziomie ogólnego buractwa postanowiła ją przebić trenerka fitness Ewa Chodakowska. Postanowiła mianowicie wyprawić swojej siostrzenicy wypasioną „osiemnastkę” w ekskluzywnym hotelu i zaangażować fotografa, by wszystko ładnie wyglądało na Instagramie (wiadomo, zdjęcia komórkami cyka tylko jakaś hołota). I w związku z tym jej biuro rozesłało po firmach fotograficznych „ofertę” z propozycją „barteru” - otóż „zapłatą” za pracę fotografa miały być... „lajki” i „oznaczenia” na portalach społecznościowych. Kurczę, wszyscy Janusze biznesu porobili się z wrażenia, że sami na to nie wpadli, a Jeff Bezos już przystąpił do wdrażania innowacyjnego algorytmu w obozach pracy Amazona. Tak więc, nie zdziwcie się państwo, gdy pod koniec miesiąca szef w robocie zapyta was o konto na Fejsie i zaproponuje worek „lajków” zamiast wypłaty.


*

Jedna z agencji fotograficznych doniosła o tym wszystkim publicznie, a branża zaniosła się oburzeniem. No co za chamy, jak pragnę zdrowia... Nawet nie są w stanie ogarnąć, jaki to zaszczyt obfotografować osiemnastkę siostrzenicy SAMEJ CHODAKOWSKIEJ! Przecież nie dość, że taki jeden z drugim będzie mógł się nażreć za darmochę, to jeszcze poociera się o różne sławy – a ci tylko potrafią jęczeć: dej piniendze i dej piniendze. Zupełnie jak jakieś roszczeniowe bydło od „pińćset plus”. Ale dla pani Chodakowskiej mam rozwiązanie - niech zagada z Kingą Rusin. Ta w ocieraniu się o celebrytów i strzelaniu słitfoci ma niewątpliwą wprawę. Dla takiego „eventu” zrobi wszystko – i jeszcze przyniesie własne kanapki.


*

Wracając do naszych koronaświrusów. Małgorzata Kidawa-Błońska wyraziła troskę o to, że nasze granice są słabo chronione i może je przekraczać każdy, komu tylko przyjdzie ochota – a to rodzi zagrożenie epidemiologiczne. Zaraz, zaraz – czyżby zatem Jarosław Kaczyński miał rację ostrzegając w 2015 r. przed niekontrolowaną migracją i roznoszeniem przez przybyszy różnych egzotycznych chorób? No to teraz proszę przy najbliższej okazji podejść w Sejmie do pana Kaczyńskiego i ładnie przeprosić.


*

Zresztą, generalnie obserwujemy atak zdrowego rozsądku na ogólnoeuropejską skalę. Otóż sułtan Erdogan znów postanowił wypuścić do Unii falę migrantów – na co europejskie elity zareagowały... nie, wcale nie żadnym „herzlich willkommen”, tylko twardym „NEIN!”. Bundestag, Makrela, Komisja Europejska z Ursulą von der Leyen – wszyscy nagle otrzeźwieli i przypomnieli sobie, że unijnych granic trzeba bronić przed nielegalnymi nachodźcami. No więc, jak wyżej – proszę teraz odszczekać swoje kalumnie sprzed kilku lat i przeprosić kraje Grupy Wyszehradzkiej – ze szczególnym uwzględnieniem Węgier i Victora Orbana.


*

Niestety, na koronaświrusa zapadł również w znacznej mierze Kościół. Papież Franciszek odwołał audiencję generalną w Watykanie – ale to jeszcze nic. Otóż władze Sanktuarium w Lourdes postanowiły zamknąć dla wiernych tamtejsze cudowne sadzawki. Ponury dowcip polega na tym, że woda w tych sadzawkach ma właściwości uzdrawiające. Wychodzi więc na to, że sam Kościół coś słabo wierzy w ich lecznicze działanie. Nawet nie chcę myśleć, co o tym upadku wiary sądzi Matka Boska...


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 11 (13-19.03.2020)

niedziela, 23 lutego 2020

Pod-Grzybki 199

Ruszyła oficjalnie kampania prezydencka i Platforma od razu pokazała, jak wystartować z przytupem i przykuć uwagę mediów. Chodzi oczywiście o słynny plakat wyborczy Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, zrobiony w stylu „grafik płakał, jak retuszował”. Chociaż trzeba oddać, że ostatecznie Kidawa z plakatu nawet jest trochę do siebie podobna – płeć się zgadza. Ale reszta – nie. Nie dziwi więc, że na oficjalną prezentację kandydatka nie przyszła. Widzowie porównując zdjęcie z oryginałem mogliby się nabawić dysonansu poznawczego.


*

W oczy rzuca się również stylówa na gwiazdę kina lat '70, co skrzętnie wychwycili internauci zwracając uwagę na uderzające podobieństwo do Sofii Loren. Hm, ten plakat warto zachować do powtórnego wykorzystania – jak już Kidawa nie zostanie prezydentem, to zawsze będzie mogła reklamować makaron.


*

Chyba, że sztabowcy PO postawili na ukryty podprogowy przekaz. Otóż wg udostępnianych cyklicznie statystyk największego portalu „dla dorosłych”, czyli Red Tube, użytkownicy z Polski najczęściej wybierają kategorię „mamuśki”. Najwyraźniej postanowiono dotrzeć właśnie do tej specyficznej grupy docelowej. Kurczę, to jednak sprytne jest!


*

A tymczasem posłanko-dziennikarka Joanna Lichocka postanowiła sprawić, by Dudzie nie było za łatwo i po wygranym głosowaniu w Sejmie w sprawie 2 mld. zł. dotacji dla TVP pokazała z uśmiechem opozycji „fucka”. Już samo to było dość żenujące – ale prawdziwym szczytem było tłumaczenie, że tylko potarła się środkowym palcem pod okiem. Naprawdę, nie ma znaczenia, że dała się sprowokować wrzaskom platformersów. To aż niewiarygodne, że dziennikarka z solidnym stażem wykazała się taką piarowską amatorszczyzną w zarządzaniu kryzysem. Zamiast wyjść do kamer, powiedzieć coś w stylu „poniosło mnie, przepraszam” i zakończyć temat, dała „totalnym” pożywkę na resztę kampanii – będą to eksploatować do imentu jako przykład arogancji władzy. I wiecie co? Ich zbójeckie prawo wykorzystać taki prezent od losu - jeden obrazek znaczy czasem więcej niż tysiąc słów. Solidny ochrzan od Kaczyńskiego, jaki pani Joanna zainkasowała, był w pełni zasłużony.


*

Echa Oskarów. Kinga Rusin wkręciła się na prywatne, zamknięte dla postronnych „after party” Beyonce i Jay'a-Z., po czym... jako JEDYNA zamieściła szczegółową relację w internecie, opatrując ją selfie z Adele. Jednym słowem, narobiła wiochy, a na krytykę odparła, iż jest to „dziennikarski tekst insajderski”, czym przebiła chyba nawet tłumaczenie Lichockiej. Otóż, pani Kingo, to nie jest „tekst insajderski”, ani w ogóle dziennikarstwo. To jest magiel skrzyżowany z pamiętniczkiem egzaltowanej nastolatki, której udało „otrzeć się” o swoich idoli. Rekordem natomiast był jej komentarz do fotki z Adele – taki mianowicie, że wokalistka „zrzuciła chyba z 30 kg!”. Podobno, gdy Adele się o tym dowiedziała, wpadła w depresję i znów zaczęła żreć.


*

Nadzwyczajna kasta” stroi się w męczeńskie szaty. Powołała mianowicie fundusz dla „represjonowanych sędziów” - a konkretnie jednego sędziego, czyli Pawła Juszczyszyna, któremu pisowscy siepacze obcięli wypłatę o 40 proc. Rodzi to ciekawe implikacje. Wyobraźmy sobie bowiem, że ktoś wpłaca na ten fundusz okrągłą sumkę – a darczyńca przecież nie jest anonimowy, musi na przelewie podać swoje dane. Następnie taki dobrodziej trafia przed oblicze „niezwisłego sądu” - być może nawet jako oskarżony. „Niezwisły sąd” będzie miał wtedy idealną okazję, aby się odwdzięczyć... Tak więc, moja rada dla wszystkich, którzy mają w niedalekiej perspektywie bliskie spotkanie III stopnia z wymiarem sprawiedliwości – potrząśnijcie sakiewkami i wpłaćcie jakieś małe co nieco. A potem koniecznie zadbajcie, by ta informacja dyskretnie trafiła do wiadomości Wysokiego Sądu.


*

Postępowe parlamentarzystki urządziły w Senacie happening polegający na zbiorowym tańcu, protestując... przeciw gwałtom i przemocy wobec kobiet. I to wszystko w same Walentynki. Jakby to powiedzieć... w Walentynki to idzie się do kina – na przykład na „365 dni” wg skandalizującej powieści niejakiej Blanki Lipińskiej, co paniom aktywistkom mogłoby nieco zmienić perspektywę. Tak w ogóle, to mam niezły ubaw obserwując niezborne reakcje kręgów feministycznych na tę szmirę. Najwyraźniej pozostają w ciężkiej rozterce i nie mogą się zdecydować, czy przymuszanie kobiety do tzw. „innej czynności seksualnej” to gwałt, czy też – jak oznajmiła pani Blanka - „fajny seks”?


*

Faszyzm! Prokuratura Rejonowa w Pucku wszczęła postępowanie w sprawie znieważenia Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej (art. 135 §2 KK), po tym jak objazdowy cyrk kodziarzy wznosił pod adresem prezydenta Dudy niewybredne okrzyki w trakcie oficjalnej państwowej uroczystości 100-lecia zaślubin Polski z morzem. Po zajściu, przypomnijmy, kodziarstwo zostało nader ciepło podjęte przez Małgorzatę Kidawę-Błońską, która czystym przypadkiem przechodziła w okolicy z tragarzami. I tu dwie refleksje. Po pierwsze, obóz PO najwyraźniej wciąż pozostaje w traumie roku 2015 i święcie wierzy, że PiS wygrał wówczas jedynie dzięki internetowym trollom i krzykaczom na wiecach Komorowskiego (żeby było zabawniej, owi krzykacze rekrutowali się głównie spośród korwinowskich „kuców”). Przerażona Ewa Kopacz bredziła wówczas o zatrudnieniu „stu hejterów”, objawiając mimowolnie, iż cierpi na wstydliwą przypadłość polegającą na tym, że nie wie co mówi. Dziś w jej ślady idzie Kidawa – i zapewne z podobnym skutkiem.


*

I rzecz druga: pamiętamy, jak skazywano kibiców z artykułu o obrazie konstytucyjnego organu RP za okrzyk „Donald matole, twój rząd obalą kibole”? Posypały się wtedy kary grzywny i aresztu, wskutek czego kibice zmodyfikowali hasło na „TOLA ma DONALDA, a DONALD ma TOLE” (celowo bez „ę”) oraz „Donald, ty organie”. A wyrok grzywny dla „człowieka z krzesłem”, który wniósł rzeczony mebel na więc Komorowskiego, dopuszczając się tym samym „obrazy głowy państwa”? A słowa Komorowskiego o „rozgrzanych sądach”? Ech, co niektórym warto by odświeżyć pamięć...


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 8 (21-27.02.2020)