Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paweł Chodkowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paweł Chodkowski. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 kwietnia 2015

Sędziowie – samozwańczy wychowawcy narodu

Rewolucyjne sumienie sędziego kształtowane jest przez głosy tych, których słyszy w swej głowie po założeniu łańcucha.

W jednej z książek śp. Terrego Pratchetta z cyklu „Świat Dysku”, dziejącej się w królestwie Lancre, mamy zarysowaną arcyciekawą metaforę. Oto, kiedy monarcha wkłada koronę, w jego głowie momentalnie odzywają się głosy pokoleń poprzednich władców – niczym jakieś skumulowane doświadczenie przodków. Nic dziwnego więc, że aby unieść taki ciężar i nie oszaleć trzeba być prawowitym następcą tronu, uzurpator prędzej czy później popadnie w obłęd – i tak też się dzieje. Do noszenia bowiem czegoś tak szczególnego jak korona potrzeba swoistego posłannictwa, predestynacji - bez tego pozostaje czysta władza oraz związana z nią destrukcyjna i nieodwracalna deprawacja każdego nadambitnego chłystka, który w swym zadufaniu sięga za wysoko.

Powyższa refleksja nasuwa mi się każdorazowo, gdy słyszę o kolejnych dokonaniach naszych niezawisłych sądów, które na wyścigi bądź to umarzają postępowania mimo ewidentnego przestępstwa, bądź przeciwnie – solą „piękne wyroki”. Wszystko zaś w zależności od tego, czy mają do czynienia z „elementem socjalnie bliskim”, czy też przedstawicielami reakcji i wrogami ludu. Tak sobie myślę, że tu musi działać prawidłowość podobna do tej z koroną, innego wytłumaczenia nie widzę. Sędzia zakładając na piersi łańcuch z orłem, momentalnie przeistacza się z samodzielnej jednostki w cząstkę większego konglomeratu i członka prawniczej sztafety pokoleń. A że tradycją ostatnich kilkudziesięciu lat naszego wymiaru sprawiedliwości, osobliwie w sądach karnych, są takie cechy jak dyspozycyjność, wyrokowanie na polityczne zamówienie, egzekwowanie praw stanu wojennego pod czujnym okiem WRON, wcześniej zaś procesy kiblowe kończone strzałem w potylicę przeprowadzane wedle nauk Andrieja Wyszyńskiego, toteż i wyroki zapadają nie tyle zgodnie z prawem, co z rewolucyjnym sumieniem sędziego. Rewolucyjne sumienie sędziego natomiast kształtowane jest przez głosy tych, których słyszy w swej głowie po założeniu łańcucha.

Wkracza sędzia na salę, spogląda zmęczonym wzrokiem na takiego Mariusza Kamińskiego, po czym nakłada łańcuch... i zaczyna się jazda. W jego mózgu przekrzykują się Stefan Michnik ze Stanisławem Zarakowskim, wtóruje im apodyktycznie Helena Wolińska nieprzyzwyczajona by jakiś sędzia popisywał się niezawisłością – no i w tym momencie Mariusz Kamiński jest ugotowany, a „IV RP” rozliczona i napiętnowana niczym reakcyjne podziemie. Warto zwrócić uwagę, że sędziowie u nas uzupełniają się w praktyce przez kooptację – niczym mafia, prezydencka nominacja jest czystym rytuałem. Kogo więc mają dobierać do swego grona starsi koledzy, jeśli nie podobnych sobie, ulepionych na własny obraz i podobieństwo? Wbrew naiwnemu poglądowi prof. Adama Strzembosza, środowisko nie oczyściło się samo – i całe to umoczone towarzystwo dostało po '89 roku, niczym małpa zegarek, niezawisłość, niezależność i związane z tym poczucie bezkarności.

Takie uwarunkowania musiały poskutkować stopniowym odklejeniem się od rzeczywistości – i co mniej odporni psychicznie sędziowie faktycznie „odlatują”, niczym ów książkowy uzurpator wariujący od głosów dobiegających go z korony. Jednym z przejawów owego szaleństwa jest wchodzenie w rolę wychowawców, tak się bowiem składa, że nadęci pychą i przeświadczeniem o własnej doskonałości sędziowie coraz częściej zamiast merytorycznego uzasadnienia orzeczeń serwują nam na salach sądowych jakieś nieprzytomne spektakle pełne połajanek spod znaku „świat według sędziego”. A że świat sędziego ograniczony jest na ogół głosami braci Michników (Stefan w głowie, Adam w porannej gazecie), to i treść pouczeń jest charakterystyczna. Sędzia od Kamińskiego, Wojciech Łączewski, wsławił się wcześniej skazaniem grupy kiboli na obejrzenie propagandowego produkcyjniaka Izabeli Cywińskiej „Cud purymowy”. Ja kiedyś to-to widziałem i muszę wyznać, iż tak topornego gniota ze świecą szukać. Ale, że przesłanie ma słuszne, piętnujące „polski antysemityzm”, co to z mlekiem matki i tak dalej – więc w sam raz nadaje się do katowania nim podsądnych, choć niby mamy zakaz tortur. Inny sędzia, Igor Tuleya, wsławił się histerycznymi porównaniami działań CBA do „konwejerów”, co zważywszy na parantele może znać z rodzinnych przekazów. Trzeba wspomnieć również na ognistą perorę sędziego Pawła Chodkowskiego, który sypiąc „piękne wyroki” protestującym przeciw wykładowi majora Zygmunta Baumana na Uniwersytecie Wrocławskim nie omieszkał napomnieć skazanych, iż „Ideowe wybory Zygmunta Baumana dokonane przez niego w latach 45-53 (...) nie dają jakiejkolwiek legitymacji do kreowania nienawiści wobec tych, których postaw i wyborów oni nie akceptują”. Przykłady można by mnożyć, zakończę jednak przypuszczeniem, że tylko patrzeć gdy atrakcją np. miejskich festynów staną się rozgrzani sędziowie bujający na sznurkach niczym balony i wygłaszający z wysokości jeden przez drugiego świeckie rekolekcje dla stojącego z rozwartymi gębami narodu.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 16 (17-23.04.2015)

piątek, 30 maja 2014

Bauman i neokolonialny kulturkampf

Doczekaliśmy się następnego świątka III RP w osobie majora KBW oraz agenta Informacji Wojskowej ps. „Semjon” - prof. Zygmunta Baumana.

I. Świątki III RP

No to mamy kolejną osobę publiczną immunizowaną przez rozgrzane sądownictwo III RP od krytyki. Był już Michnik, o którym sędzia Agnieszka Matlak stwierdziła, iż „negatywne treści na temat Adama Michnika (...) są sprzeczne z zasadami współżycia społecznego”. Przerobiliśmy kuriozalny proces Wałęsa-Wyszkowski o TW „Bolka”, kiedy to sąd orzekł, że niezależnie od faktów świadczących przeciw Wałęsie Wyszkowski ma przeprosić. Teraz doczekaliśmy się następnego świątka w osobie majora KBW oraz agenta Informacji Wojskowej ps. „Semjon” - prof. Zygmunta Baumana. Został wzięty w obronę w majestacie prawa przez sąd, który skazał osoby protestujące przeciw wykładowi byłego kabewiaka na Uniwersytecie Wrocławskim.

Sędzia Paweł Chodkowski stwierdził m.in: „Ideowe wybory Zygmunta Baumana dokonane przez niego w latach 45-53 tak krytycznie oceniane przez oskarżonych nie dają jakiejkolwiek legitymacji do kreowania nienawiści wobec tych, których postaw i wyborów oni nie akceptują”, zaś kary – często surowsze od żądanych przez oskarżenie - mają „charakter prewencyjny”. Nadgorliwość godna stalinizmu, czyli epoki w której mjr. Bauman dokonywał swych „ideowych wyborów” pozostających jak się okazuje po dziś dzień pod szczególną ochroną. Cóż, jeśli chodzi o „kreowanie nienawiści”, to polecam sędziemu Chodkowskiemu passus z wniosku o zatwierdzenie kandydatury Baumana na stanowisko Szefa Oddziału Propagandy i Agitacji Zarządu Politycznego KBW: Jako Szef Wydziału Pol-Wych operacji bierze udział w walce z bandami. Przez 20 dni dowodził grupą, która wyróżniła się schwytaniem wielkiej ilości bandytów. Odznaczony Krzyżem Walecznych”. Oto co oznaczał w latach 1945-53 „brak akceptacji” „postaw i wyborów” w wykonaniu kabewiaka Baumana wobec Żołnierzy Wyklętych.

II. Neokolonialny kulturkampf

Nie będę tu dalej roztrząsał ponurych absurdów wyroku wrocławskiego sędziego, pozwolę sobie natomiast nieco zajrzeć za kulisy całej sprawy i naszkicować jej szerszy kontekst. Otóż, poza funkcją czysto usługową wobec broniącego stalinowskich zbrodniarzy mainstreamu III RP, mamy tu do czynienia z elementem realizowanego na różnych płaszczyznach neokolonialnego kulturkampfu, w którym ochoczo biorą udział kolaboranckie wobec ościennych mocarstw miejscowe elity. Tak się bowiem składa, że wykład Baumana na Uniwersytecie Wrocławskim w czerwcu 2013 roku był częścią obchodów powstania niemieckiej socjaldemokracji, której założycielem był wrocławianin Ferdynand Lasalle. Organizatorami byli: powiązana z niemiecką SPD Friedrich-Ebert-Stiftung, czyli Fundacja im. Friedricha Eberta oraz współpracujący z nią Ośrodek Myśli Społecznej im. Ferdynanda Lassalle'a. Mamy więc kolejną głowę zadaniowanej i sponsorowanej z zewnątrz fundacyjno-stypendialnej hydry oplatającej polskie życie intelektualne i polityczne, a będącej znakomitym narzędziem korumpowania elit.

Do jakiego stopnia ten obcy wpływ jest przemożny, mogliśmy zaobserwować zarówno przy okazji histerycznej reakcji prezydenta Dutkiewicza na protest („Nie będę tolerował nacjonalistycznej hołoty w moim mieście”), jak i podczas zeznań prorektora Uniwersytetu Wrocławskiego ds. badań naukowych i współpracy z zagranicą prof. Adama Jezierskiego. Oto prof. Jezierski bez żenady zeznał przed sądem, iż wezwał na uniwersytet policję, gdyż został o to poproszony przez konsula generalnego Niemiec, któremu ze względu na wagę międzynarodową imprezy po prostu nie mógł odmówić. No i policja sprawnie spacyfikowała demonstrację, zaś rozgrzany sąd równie ochoczo przysolił demonstrującym kibicom i narodowcom „piękne wyroki”. Ordnung panuje w Breslau – przynajmniej jeśli coś w tej sprawie ma do powiedzenia konsul RFN...

Zwróćmy uwagę – prorektor na gwizdnięcie niemieckiego dygnitarza cznia głęboko słynną „autonomię uczelni” i wzywa pacyfikatorów. Lokalni notable kicają przed panem konsulem na dwóch łapkach. Okazuje się, że w tym nominalnie polskim mieście faktycznie rozdaje karty niemiecki konsulat zatrudniający ponoć kilkuset pracowników, co jest rekordem na światową skalę. Czy przy takich uwarunkowaniach środowiskowych sędzia Chodkowski mógł wydać inny wyrok? Proste, że nie mógł. Co tam majestat Rzeczypospolitej, skoro mielą tu tak potężne żarna...

III. Bauman jako prekursor „Nazi matek...”

Na zakończenie jeszcze kilka słów o tym jak ma się Bauman do wspomnianego tu neokolonialnego kulturkampfu. Oto niedawno ambasador Niemiec Rolf Nikel w wywiadzie dla TVP Info pytany o serial „Nasze matki, nasi ojcowie” stwierdził, iż film ten powinien być podstawą do porozumienia między Polską a Niemcami. W tym kontekście warto przywołać wypowiedź konsultanta historycznego serialu, prof. Juliusa H. Schoepsa wygłoszoną przy okazji emisji „Naszych matek...” przez TVP. Mianowicie, niemiecki profesor żydowskiego pochodzenia podkreślił rzekomy antysemityzm panoszący się w szeregach AK, przyznając zarazem łaskawie, iż „były też dobre ugrupowania, lewicowe, które pomagały Żydom”. Mamy zatem idealną wspólnotę zapatrywań na polskie niepodległościowe podziemie między niemiecką propagandą historyczną, a mjr Baumanem zwalczającym reakcyjne „bandy” u boku byłych AL-owców w szeregach KBW – czyli tych „dobrych, lewicowych”, co to „pomagali Żydom”. Dodajmy, że sam Bauman w wywiadzie dla brytyjskiej prasy przyrównał swą bezpieczniacką aktywność do współczesnej walki z terroryzmem. Taki wykładowca musiał wyjątkowo leżeć niemieckim zleceniodawcom wrocławskiej imprezy.

I tak się to turla, moi drodzy. Od Baumana do „Nazi matek...” jako podstawy niemiecko-polskiego dialogu i historycznego porozumienia. Od kata niepodległościowego podziemia w roli nietykalnego autorytetu do serialu powielającego wobec tegoż podziemia stereotypy lansowane uprzednio przez komunistyczną propagandę. I do sesji na polskim uniwersytecie pod dyktando niemieckiego konsula. Kulturkampf gra na wielu fortepianach.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Ilustracja: http://kresy24.pl

Artykuł opublikowany w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 21 26.05-01.06.2014