Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sondażownie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sondażownie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 czerwca 2019

Sondaże czy horoskopy?

Sondaże nie służą opisywaniu preferencji, tylko kształtowaniu opinii publicznej – kluczową rolę odgrywa tu społeczny konformizm, każący iść za głosem większości i trzymać z silniejszymi.

Na początek uwaga porządkująca. W ubiegłym tygodniu opublikowałem tu krytyczny felieton o zaostrzeniu art. 212 KK (zniesławienie) – w ramach nowelizacji Ministerstwo Sprawiedliwości chciało do niego dodać art. 212 par.2a, kryminalizujący m.in. zniesławiające fake newsy, które na dodatek miałyby być ścigane z urzędu. Projekt przeszedł przez Sejm, na szczęście już po skierowaniu gazety do druku min. Ziobro nieco się zreflektował i wycofał kontrowersyjną nowelizację z Senatu. Dobre i to, choć sama kwestia ścigania karnego „za słowo” wciąż pozostaje nierozwiązana, mimo licznych apeli organizacji międzynarodowych i pozarządowych.

A teraz, do rzeczy. Za nami wybory do europarlamentu, które przyniosły dość zaskakujące rozstrzygnięcia – PiS zdeklasowało konkurencję osiągając rekordowy wynik 45,38 proc. głosów i 27 mandatów, wygrywając różnicą 6,91 punktu procentowego z Koalicją Europejską (38,47 proc. i 22 mandaty). Nad kreską znalazła się również „Wiosna” Roberta Biedronia (6,06 proc. i 3 mandaty), natomiast Konfederacja, której niemal wszystkie sondaże (włącznie z exit poll robionym przed lokalami wyborczymi) wróżyły przekroczenie progu, ostatecznie uzyskała zaledwie 4,55 proc.

Krótko mówiąc, jesteśmy świadkami kolejnego (którego to już?) blamażu sondażowni. Nic nowego, zważywszy, że z podobnym rozjazdem między prognozami a ostatecznym wynikiem mieliśmy do czynienia także przy okazji innych wyborów. Do legendy przeszedł sondaż GfK Polonia dla „Faktów” TVN, który w 2005 r. na 11 dni przed drugą turą wyborów prezydenckich dawał Donaldowi Tuskowi 62 proc. przy 38 proc. Lecha Kaczyńskiego. Inne „ośrodki badawcze” (cudzysłów zamierzony, bo trudno traktować te instytucje poważnie) były nieco bardziej wstrzemięźliwe: 18 października 2005 r. (na 5 dni przed II turą) TNS OBOP oraz PBS zgodnie dawały Tuskowi 55 proc. poparcia przy 45 proc. Lecha Kaczyńskiego. Ostatecznie, jak wiemy, Lech Kaczyński wygrał niemal dokładnie odwrotnym stosunkiem głosów, otrzymując 54,04 proc. przy 45,96 proc. Donalda Tuska. Nie zmąciło to bynajmniej dobrego samopoczucia czarodziejów od sondaży – Elżbieta Gorajewska, ówczesna rzecznik odpowiedzialności dyscyplinarnej w zrzeszającej największe firmy badawcze organizacji OFBOR (Organizacja Firm Badania Opinii i Rynku), stwierdziła z pełną dezynwolturą, iż „pomyłki” wynikają z tego, że... „ludzie kłamią ankieterom”. Podobne przypadki można mnożyć.

Nie inaczej było i tym razem. Na stronie „ewybory.eu” mamy zestawienie sondaży wiodących pracowni od lutego do 24 maja 2019 r. Spójrzmy na ostatnie dni kampanii. Średnie poparcie uzyskane przez poszczególne komitety wyborcze w dniach 22-24 maja (z uwzględnieniem osób niezdecydowanych) wynosiło: PiS – 37,9 proc.; Koalicja Europejska – 36,9; Wiosna – 7,7; Konfederacja – 6,2; Kukiz'15 – 5,5. Z kolei średnia z całego miesiąca (biorąca pod uwagę jedynie osoby zdecydowane, zatem bez „doważania” głosów) wynosiła: PiS – 39,1; Koalicja Europejska – 38,0; Wiosna – 8,0; Konfederacja – 6,4; Kukiz'15 – 5,6 proc. Czyli, wyniki sondażowe nijak się miały do tych rzeczywistych – takiego rozdźwięku nie sposób wytłumaczyć błędem statystycznym, mogącym teoretycznie sięgać maksymalnie 2-3 pkt. proc. Czyżby tu ludzie także notorycznie i uparcie „kłamali ankieterom”? Wolne żarty. Jeżeli natomiast spojrzymy na poszczególne badania, to okaże się, że literalnie żadnemu ośrodkowi badania opinii publicznej nie udało się choćby zbliżyć do odkrycia faktycznych preferencji wyborczych społeczeństwa – i to niezależnie od zastosowanej metody. W zestawieniu mamy cały przekrój: uznawany za „najdokładniejszy” CATI (wywiad telefoniczny wspomagany komputerowo), CAWI (wspomagany komputerowo wywiad przy użyciu strony WWW) oraz CAPI (wywiad bezpośredni przy użyciu komputera) – wszystkie strzelały „Panu Bogu w okno”. Wyjątkowo kuriozalny okazał się sondaż kojarzonego z Platformą Obywatelską IBSP (Instytut Badań Spraw Publicznych) dla springerowskiego „Newsweeka” przeprowadzony 22-23 maja, dający KE 42,51 proc., a PiS jedynie 36,32 proc. W drugą stronę z kolei przegiął rządowy CBOS dając PiS 43 proc., a KE zaledwie 28 proc.

Oczywiście, wszystkie te „badania” powstają „na obstalunek” zamawiającego. Rąbka tajemnicy uchylił niegdyś Przemysław Wipler opowiadając, jak zlecił w 2013 r. instytutowi Homo Homini (dziś IBRIS) sondaż dający jego stowarzyszeniu Republikanie 19 proc. poparcia. Koszt niewygórowany – 6 tys. zł. Powstaje pytanie, czy nie taniej byłoby zamówić horoskop u wróża Macieja? No cóż – chodzi tutaj o „perswazyjną funkcję sondaży” spłodzonych przez „niezależne firmy”, obliczoną na efekt wywołania „społecznego dowodu słuszności”. Innymi słowy, sondaże nie służą opisywaniu preferencji, tylko kształtowaniu opinii publicznej – kluczową rolę odgrywa tu społeczny konformizm, każący iść za głosem większości i trzymać z silniejszymi. Tylko, czy po tych wszystkich spektakularnych „wtopach” jeszcze ktokolwiek wierzy radosnej twórczości płatnych propagandystów?


Gadający Grzyb


Na podobny temat:

Bourbonowie od sondaży


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Felieton opublikowany w tygodniku „Gazeta Finansowa” nr 22 (31.05-06.06.2019)

Pod-Grzybki 162

Po eurowyborach media wymieniają największych wygranych i przegranych, przerzucając się głośnymi nazwiskami polityków, którzy bądź to dostąpią brukselskiej manny z nieba, bądź też przez najbliższe lata będą cierpieć o chlebie i wodzie. Ja mam innego faworyta wśród przegranych: wszystkie działające na rynku sondażownie. Literalnie ani jeden „ośrodek badań opinii” nawet nie zbliżył się do rzeczywistego wyniku wyborów. Oni już nawet nie udają, że badają cokolwiek, to są wprost płatne ośrodki propagandowe, mające urabiać na obstalunek zleceniodawców opinię publiczną. Mam zatem pomysł - założę własny, jednoosobowy „instytut badawczy”. Nazwę go jakoś ładnie, np. Pracownia Robienia Wody z Mózgu i będę czesał kasę. Oczywiście, przeprowadzanie jakichkolwiek badań mija się z celem – wystarczy znać preferencje sponsora. Gwarantuję za to słupki i wykresy w zarąbistych kolorkach. W ostateczności, gdy zabraknie mi weny, zawsze będę mógł zadzwonić do wróża Macieja – efekt nie będzie gorszy od sondaży „wiodących ośrodków badawczych”, a ileż mniej roboty!


*

A tak bardziej serio – jednym z największych przegranych jest Konfederacja. Niestety, frontmanom Konfederatów kampania wyborcza pomyliła się ze spotkaniem autorskim w salce parafialnej, gdzie przychodzą sami swoi i można swobodnie „popłynąć”, dając upust oratorskim zapędom. Swoją drogą, poparcie dla Konfederacji zadeklarował słynny „jasnowidz” Krzysztof Jackowski – i co, nie ostrzegł ich co się szykuje? Teraz poobijani antysystemowcy muszą odbudować formę przed jesienią. Zalecam kurację produktami innego fana Konfederatów, Jerzego Zięby - „lewoskrętną” witaminą C (39 zł), popijaną wodą przepuszczoną przez „strukturyzator” za jedyne 2500 złociszy. Może nawet da im na kredyt – po jesiennych wyborach zwrócą mu z budżetowej dotacji, o ile oczywiście wcześniej znowu nie odpalą słynnego „protokołu 2 proc.”.


*

A wygrany? Oczywiście Beata Szydło, która wynikiem 524 951 głosów zdetronizowała dotychczasowego etatowego zwycięzcę eurowyborów, czyli startującego z ludnego Śląska Jerzego Buzka. Tak, że ten... może by się jeszcze zastanowić nad kandydowaniem Dudy w przyszłym roku? Przypomnę, że rok temu popełniłem tekst pt. „Beata Szydło na prezydenta” - i odnoszę wrażenie, jakby znów zyskiwał na aktualności...


*

Inny wygrany to niewątpliwie Robert Biedroń, który opowiadając o swym związku ze Śmiszkiem chwalił się, że „Jak się nie widzimy miesiąc, to króliczki Duracella odpadają przy nas. 24 godziny na dobę!”. Drżyjcie brukselscy geje – jurny Robert nadchodzi!


*

A tymczasem, doceniają nas w Europie! Francuski minister gospodarki i finansów Bruno Le Maire przyznał samokrytycznie, że „Francja gardziła Polską i myliła się”. W ramach rekompensaty Paryż zaproponował nam przystąpienie do „francusko-niemieckiego projektu sektora przemysłowego baterii elektrycznych, ZWŁASZCZA W DZIEDZINIE RECYKLINGU”. Yes, yes, yes! Polska śmieciarzem Europy – to brzmi dumnie!

Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 22 (31.05-06.06.2019)

środa, 23 czerwca 2010

Burbonowie od sondaży.


... czyli permanentny blamaż „medialnej socjologii”.

I. Powtórka z wielkiej wtopy.

Przedwyborczy blamaż sondażowni, które do końca wykazywały przewagę Bronisława Komorowskiego dwu – trzykrotnie wyższą, niż ten ją miał w rzeczywistości, pokazuje, że zarówno instytucje badawcze, jak i ich klienci są niereformowalni niczym Burbonowie z okresu Restauracji. Nie, wróć - o Burbonach mówiło się, że o niczym nie zapomnieli i niczego się nie nauczyli, zaś w omawianym przypadku mamy do czynienia z przypadkiem znacznie cięższym – brakiem zdolności wyciagania wniosków z doświadczeń, połaczonym z amnezją.

Wydawało się, że większą wtopę, niż ta, która miała miejsce pięć lat temu, przy okazji starcia Donald Tusk – Lech Kaczyński, trudno sobie wyobrazić. A jednak. Okazało się, że biznes sondażowy ma gdzieś własną wiarygodność, zaś tzw. „funkcja perswazyjna” badań (czyli, mówiąc wprost – sondażowa propaganda) pełni rolę zdecydowanie nadrzędną wobec funkcji poznawczej. Jest to poniekąd logiczne – jeżeli komitety wyborcze chcą się naprawdę czegoś dowiedzieć, to zamawiają własne, pogłębione badania, zaś „słupki” pokazywane w mediodajniach to prop – agitka dla maluczkich, zwłaszcza te produkowane metodą telefoniczną. Taniej byłoby pójść do wróżki. Układ herbacianych fusów miałby zbliżoną wiarygodność.

II. Medialna socjologia.


Jedno mnie zastanawia. W kontekście sondażowej kompromitacji, jaką zafundowali sobie w wyborczy wieczór „przyjaciele z TVN i drugiej telewizji komercyjnej” wychodzi na to, że albo uwierzyli we własną propagandę (ciężki błąd), albo lekce sobie ważą rynkową reputację. Sądząc po źle ukrywanym zaskoczeniu, chyba to pierwsze. Medialni macherzy najwyraźniej uwierzyli we własny matrix. Uwierzył chyba również Komorowski któremu marzyło się zwycięstwo w pierwszej turze, ale on generalnie niewiele kuma...

Do tego dodajmy całkiem pokaźne stadko dyżurnych socjologów, tudzież „psychologów społecznych”, którzy odpowiednio upozowani interpretowali ze śmiertelną powagą wyniki kolejnych „badań”, choć jako specjaliści musieli zdawać sobie sprawę, że to wszystko lipa i uczestniczą w procederze wciskania ludziom ciemnoty. Oto oblicze medialnej „socjologii” - miast badać i objaśniać procesy społeczne, jej luminarze czują się powołani do tego, by owe procesy współkształtować.

Pocieszajacy wniosek jest taki, że ludzie zdają się stopniowo emancypować spod „terroru słupków”. Pierwszą jaskółką była wygrana Lecha Kaczyńskiego w 2005 roku na fali „wzmożenia moralnego”, drugą – to, co widzimy w tej chwili.

Acha – sondażu OBOP-u dla TVP Info również bym nie gloryfikował. Akurat t e badanie wykonano rzetelnie, wysyłając ankieterów pod punkty wyborcze, ale odbieram to jako przejaw okazanego w ostatniej chwili instynktu samozachowawczego, którego zabrakło konkurentom.

III. Grupa trzymająca sondaże.

Cóż, gdyby szefom ITI i Polsatu zależało na robieniu rzetelnych telewizji i gdyby czuli minimum szacunku do swych widzów, to pewnie by ich przeprosili i nie zapłacili sondażowniom złamanej złotówki za żadne z „badań” przeprowadzonych na przestrzeni ostatniego miesiąca, które przekraczały 2 – 3 procentowy margines błędu, nie mówiąc oczywiście, o przyszłym korzystaniu z ich usług. Ale, jestem przekonany, że współpraca na linii mediodajnie - „badacze opinii” będzie kwitła i dostarczy nam jeszcze wiele darmowej rozrywki.

Skąd to przekonanie? Ano, wystarczy sobie przypomnieć słynny tekst Piotra Lisiewicza z „Gazety Polskiej” sprzed kilku lat pt. „Grupa trzymająca sondaże”, demaskujący korzenie i związane z nimi aktualne preferencje wiodących sondażowni. Powiem tylko, że nie odbiegają od korzeni i preferencji „medialnych przyjaciół” wymienionych przez Andrzeja Wajdę, będących głównymi zleceniodawcami badań. Tekst do dziś krąży w internecie – polecam. (Tu wersja PDF ze strony Nurniflowenoli)

IV. Własna sondażownia?

Na marginesie – przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Założę własne biuro badania opinii publicznej. Szukających pracy uprzedzam, że nie mam zamiaru nikogo zatrudniać, gdyż nie będę męczył się wykonywaniem żadnych badań. Ograniczę się do zbierania zleceń, następnie usiądę sobie przy biurku (jeszcze nie mam, ale kupię, żeby było bardziej profesjonalnie), poskrobię się po głowie i odeślę wyniki swych przemyśleń zleceniodawcy, biorąc poprawkę na jego preferencje. Gwarantuję przy tym „słupki” w zajebistych kolorkach i spektakularne krzywizny wykresów. Za usługę wezmę połowę tego, co konkurencja a jestem dziwnie spokojny, że nie będę rozmijał się z rzeczywistością bardziej niż przereklamowani „profesjonaliści”.

Czekam na zamówienia.

Gadający Grzyb

www.nurniflowenola.com/wp-content/uploads/2010/04/Lisiewicz_sondaze.pdf

iskry.pl/index.php

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl