
Szok. Dekapitacja wyśnionej IV RP. Różne myśli przychodzą do głowy, zważywszy na miejsce tragedii. Dlaczego właśnie oni? Państwo Kaczyńscy, prezes NBP Sławomir Skrzypek, Janusz Kochanowski – bodaj najlepszy Rzecznik Praw Obywatelskich, jakiego mieliśmy. Janusz Kurtyka – bezkompromisowy szef IPN-u. Anna Walentynowicz, uosobienie „Solidarności” - i tej historycznej, pisanej przez wielkie „S” i tej zwyczajnej, codziennej, ludzkiej. Ryszard Kaczorowski – ostatni prezydent na uchodźctwie – jego śmierć akurat w tym miejscu jest znakiem szczególnie przejmującym. Generalicja… i tylu innych.
Wszystkie słowa są zbyt małe, zbyt banalne. Zginął człowiek, o którym mogę powiedzieć, że był pierwszym prezydentem Polski, z którym się identyfikowałem. Człowiek, który znosił z godnością razy wymierzane przez tych, którzy wylewają dziś w mediach hektolitry krokodylich łez. Człowiek, który miał odwagę stanąć w obronie zaatakowanej Gruzji. Każdą funkcję – prezesa NIK-u, ministra sprawiedliwości, prezydenta Warszawy i w końcu prezydenta Rzeczpospolitej, pełnił z godnością, uczciwością i prawością, jakiej w czasach III RP w życiu publicznym tak często brakowało.
Ale, jak pisał Horacy, non omnis moriar („nie wszystek umrę”). Widzę tłumy Polaków oddających hołd Głowie Państwa. Jest Muzeum Powstania Warszawskiego – wielki pomnik męstwa i ofiarności, na który tylu ludzi czekało przez długie dziesięciolecia..
Ja, osobiście, złożę hołd Lechowi Kaczyńskiemu, odwiedzając właśnie to Muzeum.
Gadający Grzyb