Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Frosti Sigurjónsson. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Frosti Sigurjónsson. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 listopada 2018

Bank za złotówkę? Tak, poproszę.

Mamy paradoksalną sytuację: sektor bankowy generuje rok po roku zyski rzędu kilkunastu mld. zł., lecz jeśli głębiej poskrobać, to banki okazują się wydmuszką i potencjalnymi bankrutami.

Można tylko przyklasnąć przyjętej przez Sejm nowelizacji prawa bankowego, zezwalającej na przejęcie zagrożonego banku przez inny podmiot na mocy decyzji KNF. Warto przypomnieć, że podobne rozwiązanie sprawdziło się przy okazji przejmowania przez banki zagrożonych niewypłacalnością SKOK-ów. Ale przyznam się, że chętnie widziałbym kroki idące jeszcze dalej, albowiem dotychczasowe reakcje – czy to organów nadzoru finansowego, czy inicjatywy ustawodawcze podejmowane w rytmie wykrywania kolejnych nadużyć – przypominają leczenie objawów, przy starannym unikaniu zajęcia się źródłem choroby. A główny problem polega na tym, że cały współczesny system finansowy postawiony jest na głowie: mamy do czynienia z osobliwym połączeniem kasyna, piramidy finansowej i wydmuszki, nakręcanym nieopanowaną kreacją fikcyjnego pieniądza - i to właśnie jest praprzyczyną rozmaitych patologii. Nie bez powodu kolejne światowe kryzysy swoje początki mają właśnie w świecie banków i funduszy – i następny, zbliżający się wielkimi krokami, również tam się zacznie. Po prostu - zdemoralizowane bezkarnością elity finansowe nie widzą powodu, by hamować swoje apetyty. Należałoby więc je do tego zmusić – i są na to sposoby, trzeba jedynie determinacji.

Po pierwsze, należy skończyć z oburzającą i z gruntu niemoralną zasadą, że istnieją gracze „zbyt wielcy, by upaść”, co kończy się każdorazowo zasypywaniem „rynków” górami pieniędzy, zachęcającymi jedynie do kontynuowania spekulacji i pompowania kolejnych „baniek”. W minionym kryzysie tego typu operację przeczyszczającą zastosowała Islandia, pozwalając zbankrutować swoim bankom, by następnie objąć je zarządem komisarycznym, zaś pomoc publiczną skierowano bezpośrednio w stronę poszkodowanych obywateli. Po drugie, trzeba wprowadzić osobistą odpowiedzialność karną dla zarządów instytucji finansowych za działalność na szkodę konsumentów (co zresztą postulował niedawno NIK w raporcie dotyczącym ochrony konsumenckiej w kwestii kredytów frankowych). Tu również prekursorem jest Islandia, gdzie na szefostwo tamtejszych banków posypały się wyroki więzienia.

Jednak najważniejszą sprawą jest pozbawienie banków możliwości kreowania pieniądza. Obecnie bowiem sytuacja wygląda tak, że przytłaczająca większość pieniędzy pozostających w obiegu jest efektem radosnej twórczości instytucji finansowych. Umożliwia to model rezerwy cząstkowej, pozwalający na produkowanie pieniądza „ex nihilo”, za pomocą tworzenia zapisów księgowych, czego dowiódł prof. Richard A. Werner z Uniwersytetu w Southampton w opisywanym na tych łamach eksperymencie, badającym w jaki sposób powstaje kredyt. Okazało się w nim, przypomnijmy, że bank udzielając kredytu na żadnym etapie nie sprawdzał swoich depozytów i rezerw – a więc niemal dosłownie „wypłukał złoto z powietrza”. Skutek powyższego jest taki, że obecnie globalna gospodarka jest zadłużona na 247 bln. dolarów – czyli 318 proc. w relacji do światowego PKB. Nic więc dziwnego, że na Islandii grupa obywateli wniosła swojego czasu pozew przeciw wszystkim działającym tam bankom o... fałszowanie pieniądza – bo wszak nominalnie jedynym emitentem winien być bank centralny.

Receptą może tu być koncepcja pieniądza suwerennego, w myśl której to państwo emituje pieniądze, a banki komercyjne mogą się zajmować jedynie ich alokacją – z takim pomysłem wystąpił islandzki ekonomista Frosti Sigurjónsson w swym raporcie opracowanym w 2015 r. na zlecenie tamtejszego rządu (znów ta Islandia!). W naszych warunkach mogłoby to wyglądać następująco: jeżeli bank chce udzielić kredytu ponad stan posiadanych rezerw, występuje do NBP. W drugim kroku to NBP sporządzałby zapis księgowy kreujący nowy pieniądz, który następnie „przekazywałby” bankowi komercyjnemu – ale jako pożyczkę, którą ten musiałby bankowi centralnemu zwrócić z odsetkami (np. zgodnie ze stopą procentową). Tym samym, to bankierzy byliby pozadłużani u państwa, a nie państwo u bankierów. Takie rozwiązanie przestawiałoby z miejsca cały układ finansowy z głowy na nogi, ponadto państwo miałoby instrument dyscyplinujący banki np. skłaniając je poprzez własną, suwerenną politykę kredytową do inwestowania w realną gospodarkę, a nie w instrumenty finansowe (co z kolei byłoby zgodne z koncepcją „wytycznych kredytowych” postulowanych przez prof. Wernera). Banki niewypłacalne byłyby w tym układzie nacjonalizowane za długi przez swojego głównego wierzyciela, czyli państwo – co stanowi nieco bardziej radykalną wersję wspomnianych na wstępie nowych kompetencji KNF.

Dziś bowiem mamy paradoksalną sytuację: sektor bankowy generuje rok po roku zyski rzędu kilkunastu mld. zł., lecz jeśli głębiej poskrobać, to banki okazują się wydmuszką i potencjalnymi bankrutami – a zatem stanowią nieustanne zagrożenie dla stabilności państwa. Silne są jedynie potencjalnymi pieniędzmi swoich dłużników. Lepiej zatem wziąć je na krótką smycz i w razie czego przejmować za symboliczna złotówkę – w końcu, realnie i tak nie są wiele więcej warte.


Gadający Grzyb


Na podobny temat:

Ukrócić bankową kreację pieniądza

Wirtualny pieniądz i realny dług

O wypłukiwaniu pieniędzy z powietrza

Nikt nie może być zbyt wielki, by upaść


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Felieton opublikowany w tygodniku „Gazeta Finansowa” nr 46 (23-29.11.2018)

piątek, 22 kwietnia 2016

Ukrócić bankową kreację pieniądza

Praprzyczyna obecnej patologii tkwi w systemie rezerwy cząstkowej pozwalającej bankom na niekontrolowaną, prywatną kreację pieniądza.

Niedawna, ostentacyjnie wręcz bezczelna odpowiedź Komisji Nadzoru Finansowego na zapytanie Kancelarii Prezydenta o konsekwencje przewalutowania kredytów frankowych, stawia obecny obóz rządzący przed arcyniewygodnym dylematem. Albo ugnie się przed banksterskim dyktatem i przyjmie do wiadomości księżycowe wyliczenia KNF, co narazi władzę i prezydenta osobiście na gniew rozczarowanych frankowiczów (już teraz pojawiają się na internetowych forach głosy typu „PiS nas sprzedał”), albo pójdzie na otwartą wojnę z banksterskim lobby i stojącą za nim lichwiarską międzynarodówką. Nota bene, KNF w znamienny sposób zlekceważyła inne pytanie – ile banki zarobiły do tej pory na kredytach walutowych. Nawet jeśli jednak założymy optymistycznie, że rządowi uda się wygrać tę „frankową” batalię, to warto mieć świadomość, iż będzie to jedynie doraźne zwycięstwo, nie kończące bynajmniej samej wojny. W miejsce łże-kredytów walutowych, czy polisolokat pojawią się bowiem inne produkty służące dojeniu klientów. A że klient w konfrontacji z bankiem zawsze jest stroną słabszą (idealistyczne założenie, że mamy do czynienia z wolną grą równorzędnych rynkowych podmiotów należy włożyć między bajki) – choćby dlatego, że nie dysponuje z reguły specjalistyczną wiedzą, zabezpieczeniami, nie wspominając już o odporności na marketingowe techniki manipulacyjne – to proceder drenowania Polaków (i szerzej - realnej gospodarki) z kapitału będzie trwał w najlepsze.

Praprzyczyna obecnej patologii tkwi bowiem w systemie rezerwy cząstkowej pozwalającej bankom na „wypłukiwanie złota z powietrza”, czyli na niekontrolowaną, prywatną kreację pieniądza. W skrócie, polega ona na tym, że bank nie musi mieć 100-procentowego zabezpieczenia w depozytach dla udzielanych kredytów, w efekcie czego może pożyczać więcej, niż posiada. Przychodzi klient, bank sprawdza jedynie jego wiarygodność kredytową i jednym kliknięciem udziela mu pożyczki tworząc w ten sposób nowy pieniądz. W drugą stronę to już tak nie działa, bank bowiem ściąga kapitał i odsetki od puszczonych w ten sposób w obieg pieniędzy z realnej gospodarki – klient będący np. robotnikiem w fabryce oddaje bankowi część swej pensji będącej z kolei częścią zysku wypracowanego przez przedsiębiorstwo. Fabryka musi kupić materiały, wyprodukować towar, sprzedać go, utrzymać park maszynowy - i tak dalej. Bankowi zaś wystarczy „wyprodukowanie” kilku elektronicznych zapisów, które na mocy specjalnego przywileju okazują się w cudowny sposób być „pieniądzem”.

Kolejnym obliczem tej sytuacji jest kreowanie instrumentów pochodnych, dla których zabezpieczeniem są m.in. kredyty właśnie. One również puszczane są w spekulacyjny obieg, na ich bazie powstają kolejne i w ten sposób narasta wielowarstwowa piramida finansowa – oczywiście do czasu. W pewnym momencie „bańka” pęka i następuje krach – jak w 2008 roku. Nawiasem mówiąc, rządy i międzynarodowe instytucje finansowe zareagowały na kryzys w skrajnie nieodpowiedzialny sposób, po prostu zasypując go workami pieniędzy, co tylko utwierdziło finansistów w poczuciu bezkarności, z miejsca zatem przystąpili ponownie do swej radosnej twórczości – i naprodukowali kolejnych „instrumentów” na kwotę 500-700 bln USD. Wszystko to prowadzi do gigantycznej nadpodaży pustego pieniądza, swoistego finansowego Matrixu.

Warto w tym kontekście wspomnieć o ubiegłorocznym raporcie „Reforma monetarna” przygotowanym na zlecenie rządu Islandii przez tamtejszego ekonomistę Frosti Sigurjónssona w reakcji na dramatyczny kryzys, który dotknął tamtejszy system finansowy. Postuluje on odebranie kreacyjnych możliwości bankom komercyjnym i przywrócenie rzeczywistej władzy nad emisją pieniądza Bankowi Centralnemu w ramach koncepcji „pieniądza suwerennego”, którą pewnie przyjdzie jeszcze mi tutaj zająć się osobno. Dość powiedzieć, że przed kryzysem wartość aktywów bankowych przewyższała 10-krotnie islandzki PKB, do 20 proc. bankowych zysków wynika ze zdolności „kreacyjnych”, 91 proc. pieniądza znajdującego się w obrocie pochodzi z aktywności banków umożliwionej przez system rezerwy cząstkowej (w Polsce – ok. 84 proc.), w ciągu 14 lat poprzedzających kryzys podaż pieniądza zwiększyła się 19-krotnie, rosnąc tym samym wielokrotnie szybciej niż PKB (między 1986 a 2006 r. PKB Islandii wzrastał średnio w tempie 3,2 proc. rocznie, wzrost podaży pieniądza zaś następował w tempie 18,6 proc. rocznie).

Nic więc dziwnego, że stowarzyszenie The Homes Association pod wpływem raportu złożyło oskarżenie przeciw wszystkim dyrektorom islandzkich banków komercyjnych, zarzucając im, że poprzez kreacyjny proceder dopuszczają się fałszowania pieniędzy, powodują inflację i naruszają konstytucyjne kompetencje Banku Centralnego. Sądzę, że byłby to dobry punkt wyjścia do rozprawy z banksterami również na naszym, krajowym gruncie. W końcu, wg art. 227 Konstytucji wyłączne prawo emisji pieniądza oraz ustalania i realizowania polityki pieniężnej przysługuje Narodowemu Bankowi Polskiemu.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:

http://blog-n-roll.pl/pl/rozp%C4%99dzi%C4%87-knf

http://www.blog-n-roll.pl/pl/%E2%80%9Ekurs-sprawiedliwy%E2%80%9D-dla-wszystkich

http://www.blog-n-roll.pl/pl/kontratak-bankster%C3%B3w-%E2%80%93-cd

http://blog-n-roll.pl/pl/kontratak-bankster%C3%B3w

http://blog-n-roll.pl/pl/wytarza%C4%87-bankster%C3%B3w-w-smole-i-pierzu

http://blog-n-roll.pl/pl/%E2%80%9Erepolonizacja%E2%80%9D-franka

http://blog-n-roll.pl/pl/polska-na-banksterskiej-smyczy#.Vcj7MbVvAmw

http://www.blog-n-roll.pl/pl/walutowy-hazard#.Vcj83LVvAmw

http://www.blog-n-roll.pl/pl/ewa-kopacz-%E2%80%93-lobbystka-bankster%C3%B3w

http://blog-n-roll.pl/pl/banksterska-wojna

http://niepoprawni.pl/blog/346/gra-kredytem

http://blog-n-roll.pl/pl/kredytowa-szulernia

Zapraszam na „Pod-Grzybki” -------> http://warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/3667-pod-grzybki

Artykuł opublikowany w tygodniku „Gazeta Finansowa” nr 13 (25-31.03.2016)