Pokazywanie postów oznaczonych etykietą długi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą długi. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 września 2015

Wielki dłużnik Europy

Zawsze, gdy Niemcy dostają mocarstwowej małpy, wywołują awanturę w której niemal giną, pociągając za sobą resztę Europy.

Jak zostać wierzycielem Europy? Najlepiej stać się wpierw niewypłacalnym dłużnikiem - tak przynajmniej poucza przykład Niemiec. Spójrzmy. Dwie wojny światowe, miliony ofiar, niepoliczalne zniszczenia w majątku trwałym. Obie wojny przegrane, a mimo to, w imię geopolitycznych układanek uznawano, że Niemcy muszą istnieć w formie zwartej. Na dobrą sprawę, cholera wie dlaczego. Równie dobrze można było rozlokować alianckie bazy w poszczególnych landach i dać któryś chłopakom od Andersa na pocieszenie – mielibyśmy dziś polską kolonię w Niemczech. Europa doskonale poradziłaby sobie bez tego co i rusz aspirującego do kontynentalnego przywództwa, wiecznie niespełnionego hegemona. Lecz cóż - najwyraźniej, dziedzictwo modelu bismarckowskiego okazało się zbyt przemożne. Zjednoczono wpierw Niemcy „krwią i żelazem” na prusacką modłę, następnie zaś „uwspólnotowiono” potężną część kontynentu walutą „euro” przyspawaną do niemieckiej gospodarki. I pomyśleć, że zarówno projekt Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, jak i jego kolejne mutacje służyć miały temu, by Niemcy nie odzyskały dominującej pozycji w Europie. Zamysł był następujący – otorbić te post-bismarckowskie i post-hitlerowskie Niemcy siecią państw, tak by powiązania polityczno-gospodarcze skazały je na rolę „wiecznie drugiego” - po USA, ZSRR, a może wręcz po komunistycznych Chinach. Ale świat nieopatrznie pozwolił na zjednoczenie i w ciągu dwudziestu kilku lat Niemcy stały się głównym graczem w Europie, konsekwentnie wysysającym z niej za pomocą „wspólnej waluty” wszelkie siły witalne.

Swoją drogą, nie wiem czy przypominacie sobie Państwo klasyczny horror „Omen”, w którym wieści się narodziny Antychrysta gdy odrodzi się Imperium Rzymskie, co główny bohater, amerykański dyplomata grany przez Gregory'ego Peck'a, interpretuje jako powstanie Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej – w chwili premiery filmu (1976) istniejącej od 18 lat (1958). Niemcy się w ten mniej więcej sposób odbudowują: powstają z piekieł za pomocą zewnętrznego lewarowania - niczym tamten upiorny gnojek z filmu, któremu pomagają wszyscy wokoło - a następnie, gdy przyjdzie ich czas, przystępują do dzieła. Rolę dźwigni mogą stanowić choćby pieniądze amerykańskich Żydów sponsorujących Hitlera i prących do wojny po drugiej stronie Atlantyku, by pobudzić koniunkturę. A potem Damian/Hitler zaczyna swoje... Chociaż, kto wie – może amerykańsko-żydowskim elitom wręcz zależało na wymordowaniu pobratymców z Środkowo-Wschodniej Europy, bo ci w niekontrolowany sposób dostawali się do Stanów i tworzyli niebezpieczny, konkurencyjny potencjał dla zasiedziałego establishmentu? Jak by nie patrzeć, to banksterzy z Wall Street wykaraskali Niemcy z zapaści po Wielkiej Wojnie – ale tylko po to, by zrobiły drugą, wspólnie z bolszewikami kierowanymi władną ręką towarzysza Stalina. Im również dopomógł świat finansjery, lecz to osobna historia. Obecnie rolę owego zewnętrznego wspomagacza pełnią europejskie instytucje. Mamy zatem kolejny paradoks historii: coś, co miało Niemcy obezwładniać, stało się źródłem ich dzisiejszej potęgi.

Niemcy swą kolonialną dominację wykorzystują na różne sposoby. Ostatnio po to, by „podzielić się” ze swymi środkowoeuropejskimi „terytoriami zależnymi” ciężarem muzułmańskiej inwazji na kontynent. I tu powstaje pytanie – czy otwarcie na oścież granic podyktowane jest niemieckim genem samozniszczenia, tym razem o lewackiej proweniencji, czy też może kryje się za tym perfidny plan obniżenia kosztów pracy? My, tutaj sobie w Niemczech i skoligaconej Austrii wyselekcjonujemy przydatnych robotników i zagarniemy ich w ramach dyscyplinowania dotychczasowej siły roboczej, wam zaś pozostawimy „spady” rozdysponowane według ustalonego przez nas brukselskiego strychulca i na odczepnego damy jakieś grosze jednorazowej zapomogi na imigrancką twarz. Terrorystów i resztę nieprzydatnego na rynku pracy barachła wypchniemy do was, a ci, którzy mogą cokolwiek zdziałać popracują naszych fabrykach W każdym razie - zawsze, gdy Niemcy dostają mocarstwowej małpy, wywołują awanturę w której niemal giną, pociągając za sobą resztę Europy.

Niemcy się na tym oczywiście przejadą, podobnie jak na wcześniejszych swych wizjach podboju świata, ale koszty ekonomicznej wojny poniosą wraz z nimi wszyscy wokół. Co najgorsze, nikt nawet nie ośmieli się wyliczyć strat, a nawet jeśli się ośmieli wyliczyć, to nie będzie ich dochodził. I chyba właśnie ten brak finansowego bata nad tyłkiem czyni współczesne Niemcy tak bezczelnymi. A wystarczałoby zacząć egzekwować należne kwoty: Grecja - 278,7 mld euro; Polska – 45,300 mld euro za samą Warszawę. Jest jeszcze kwestia bezpodstawnego, czysto politycznego umorzenia na konferencji w Londynie w 1953 ponad 55% długu wynoszącego wówczas 32,3 mld marek (bo Niemcy wszak nie mogą upaść), co pozwoliło Niemcom na „cud gospodarczy” w kolejnych latach. Teraz to oni pożyczają, dyktują warunki i wyciskają z dłużników ostatnie poty. Doprawdy, czy to państwo-krwiopijca naprawdę musi istnieć?

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Zapraszam na „Pod-Grzybki” -------> http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/2415-pod-grzybki-20

Artykuł opublikowany w tygodniku „Gazeta Finansowa” nr 37 (11-17.09.2015)

sobota, 8 czerwca 2013

Zrobieni w abonament

…a właściwie w iluzję jego niepłacenia: 2,5 miliona osób zostało objętych procedurą windykacyjną za zaległości w uiszczaniu abonamentu RTV.

I. Dwa i pół miliona dłużników

Jakiś czas temu za sprawą senatorów PiS Henryka Ciocha i Grzegorza Biereckiego dowiedzieliśmy się, że w Polsce ok. 2,5 miliona osób zostało objętych procedurą windykacyjną za niepłacenie abonamentu RTV. Abstrahując od zasadności tego para-podatku „od telewizora” i kwestii modelu finansowania mediów państwowych (bo nie publicznych przecież), należy zwrócić uwagę, że obciążeni zaległościami są w dużej mierze (ok. 30%) ludzie starsi, często już w wieku emerytalnym, którzy obowiązek uiszczania abonamentu odziedziczyli w spadku po poprzedniej komunie, obecnie bowiem mało kto kłopocze się zgłaszaniem posiadanych odbiorników. I właśnie m.in. w stosunku do nich podejmowane są teraz czynności egzekucyjne za zaległości.

Wyobraźmy sobie tych emerytów i rencistów, do których nagle przychodzi urzędowa powiastka z groźnymi pieczęciami, która informuje ich, że wiszą ukochanej telewizorni jakieś 1400 – 1800 złotych. I mają to zwrócić wraz z karnymi odsetkami oraz kosztami postępowania. Przypominam, są to ludzie dysponujący np. tysiącem złotych miesięcznie, czyli balansujący na granicy biologicznego przetrwania. To samo tyczy się chociażby bezrobotnych. Zawału można dostać – może zresztą właśnie o to chodzi i mamy do czynienia z kolejnym elementem Programu Pełzającej Eutanazji uskutecznianej wobec bezproduktywnych „darmozjadów”? Big Cyc śpiewał kiedyś: „Państwo żywi i ubiera, nie obciążaj go – umieraj”. Tak, to by się nawet zgadzało.

II. Oślizgłe obiecanki

Skąd się wzięły owe zaległości? Ludzie sami z siebie powzięli nagle na masową skalę decyzję o bojkocie zobowiązań wobec reżimowych szczekaczek? No przecież, że nie. A już na pewno nie emeryci, którzy – wnioskując z obserwacji – na ogół starają się być z opłatami w porządku, nawet jeśli oznacza to przetrwanie do kolejnej emerytury o cienkiej herbatce i suchym chlebie. Swój początek obecna fala zadłużenia bierze w jednej, jedynej ale wszechstronnie nagłośnionej przez reżimowe mediodajnie wypowiedzi premiera Donalda Tuska sprzed pięciu lat (2008 r.). Premier rządu RP wypowiedział wówczas następujące słowa:

„Abonament jest archaicznym sposobem finansowania mediów publicznych, haraczem ściąganym z ludzi. Dlatego rząd będzie zabiegał o poparcie do jego zniesienia.”

Zwróćmy uwagę na perfidię cytowanych zdań. Czy premier tam powiedział, że abonamentu nie trzeba płacić? Ależ skąd. Formalnie rzecz biorąc, Tusk podzielił się jedynie swą opinią, że abonament jest „archaiczny”, oraz że jest „haraczem”. A do tego zapowiedział, że „rząd będzie zabiegał o poparcie do jego zniesienia”. Czyli, mieliśmy do czynienia z typową dla Ober-Matoła oślizgłą formułką, skonstruowaną tak, by nabić sobie sondażowe słupki popularności do niczego się nie zobowiązując. Cóż to bowiem oznacza, że „rząd będzie zabiegał o poparcie”? Literalnie nic.

Ludzie jednak zrozumieli to zupełnie inaczej, o czym świadczy nagłe załamanie się wpływów z abonamentu. Tak się bowiem składa, że większość obywateli nie jest szkolona w socjotechnice i pijarowskich sztuczkach, co sprawia, że wobec takich zagrywek, jak ta opisana powyżej, są rozpaczliwie bezbronni. Nie mają również pojęcia o trybie podejmowania decyzji i procedurze legislacyjnej. Do nich dotarł komunikat, że oto dobry premier zniósł abonament, by ulżyć ich doli - a nie, że jeden z najwyższych dostojników państwowych ot tak sobie tylko zażartował, by zrobić sobie popularkę.

III. Do żywego mięsa

Jakiś czas temu miałem okazję naocznie przekonać się o konsekwencjach niby-obiecanki premiera i konkretnym ludzkim wymiarze tego windykacyjnego nieszczęścia, które dotknęło dwa i pół miliona Polaków. Oto podczas wizyty na poczcie byłem świadkiem, jak do sąsiedniego okienka podeszła roztrzęsiona młoda kobieta z jakimiś świstkami w garści i dosłownie ze łzami w oczach, łamiącym się głosem zaczęła klarować urzędniczce, co następuje:

Do jej ojca przyszło zawiadomienie z rodzaju tych o których mówili senatorowie Cioch i Bierecki. (Nie pamiętam dokładnej kwoty, ale było to grubo ponad tysiąc złotych.) Ojciec od dawna nie wstaje z łóżka, jest po trzech wylewach, ma orzeczoną stuprocentową niezdolność do pracy i utrzymuje się z jakiejś skromnej renciny. Przecież wszyscy słyszeli, że abonamentu nie trzeba już płacić. Sam pan premier mówił tak kilka lat temu w telewizji! Dlaczego więc teraz przyszło do niego wezwanie do zapłaty? Skąd mamy wziąć nagle takie pieniądze?

Teraz, drodzy państwo, pomnóżmy sobie tę sytuację razy 750 tysięcy, tyle bowiem wynosi ów 30-procentowy odsetek emerytów i rencistów z ogólnej liczby dwóch i pół miliona osób z zaległościami w płaceniu abonamentu RTV. Przyznam się ze wstydem, że w pierwszej chwili poczułem coś w rodzaju złośliwej satysfakcji – „uwierzyliście ryżemu miglancowi, to teraz macie, głupole”. Po jakimś czasie jednak naszła mnie refleksja, której przed momentem dałem wyraz – o tej dziecięcej wręcz bezbronności ludzi wobec pijarowskiej ściemy uprawianej na zmasowaną skalę, z użyciem wszelkich środków rażenia pozostających na wyposażeniu zaprzedanych Dyktaturze Matołów mediodajni.

Tak sobie myślę, że gdyby jakimś trafem Tuskowi i jego kamaryli udało się uniknąć odpowiedzialności za wszystkie przekręty, zdrady, zaprzaństwa i zbrodnie jakich się dopuścili, ze Smoleńskiem na czele; gdyby, powiadam, jakimś cudem się z tego wywinęli, to już za samo cyniczne robienie sobie jaj z ludzkiej naiwności dla chwilowego poklasku i sondażowych notowań, za wpędzenie siedmiuset pięćdziesięciu tysięcy starszych i schorowanych ludzi w niezawinione długi – tłukłbym tę zgraję bykowcem do siódmej krwi, do żywego mięsa, aż zdechliby po kolei z czerwoną pianą na ustach.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/