Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przedsiębiorczość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przedsiębiorczość. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 sierpnia 2009

„Przyjazne Państwo”, czyli kogo do mamra, a komu ferrari.


Komisja pragnie „zaprzyjaźnić się” z handlem ulicznym.

Orwellowska komisja.

Komisja o iście orwellowskiej nazwie „Przyjazne Państwo” postanowiła włączyć się do trwającej w Polsce nieprzerwanie od lat 90-tych „bitwy o handel” i zapragnęła „zrobić porzundek” z ulicznymi handlarzami. Do tej pory za nielegalny handel na ulicy groziła grzywna do 500 zł, teraz zaś ma grozić areszt i konfiskata towaru. Pożądany efekt ma zostać osiągnięty w drodze nowelizacji Kodeksu wykroczeń. Na stronie komisji, czytamy, iż projekt:

„Dotyczy zwiększenia dolegliwości kar wobec podmiotów, które handlując utrudniają ruch lub postój pojazdów lub ruch pieszych poza miejscami do tego wyznaczonymi przez właściciela, użytkownika lub zarządcę terenu”

href="http://www.przyjaznepanstwo.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=162&Itemid=99"> (żeby było ciekawiej, pełen tekst projektu jest niedostępny w wersji elektronicznej).

O przyjaźni w wydaniu sejmowej komisji niech zaświadczy fakt, iż wzięła ona pod uwagę tylko argumenty samorządowców, które w zasadzie sprowadzały się do kwestii estetycznych – bo uliczne stoiska brzydko wyglądają. To, że z takiego handlu utrzymuje się w skali kraju kilkaset tysięcy osób, których nie stać na płacenie sklepowego czynszu, zaś tanich miejsc na targowiskach jest jak na lekarstwo – to już ani posłów, ani samorządowców nie interesuje. Nie interesuje ich również to, iż uliczni „spekulanci”, próbują się utrzymać własną, ciężką pracą (spróbujcie postać cały dzień na ulicy na mrozie, lub w spiekocie) i nie wyciągają ręki po pieniądze podatnika.(Dodajmy, w przeciwieństwie np. do wielkich sieci handlowych, których inwestycje poparte „grzecznościami” wsuwanymi do kieszeni lokalnych i ponadlokalnych polityków, mogą liczyć na rozliczne ulgi, okresy wolne od podatków itp.).

A że działalność handlarzy w świetle prawa stanowi wykroczenie? Cóż, jest to tylko świadectwem tego, w jak chorym i „przyjaznym” kraju żyjemy. Komisja postanowiła owo „życzliwe” drobnej przedsiębiorczości państwo dodatkowo „uprzyjaźnić”, konfiskując ulicznym „spekulantom” towar i posyłając ich do ciupy.

Wyjątkowo obłudnie brzmi argumentacja, iż (cyt za "Gazetą Prawną) „zjawisko to (handel uliczny – G.G.) powoduje niezdrową rywalizację z osobami sprzedającym swoje produkty legalnie”, (czytaj - z kupcami). Przepraszam, czy z tymi kupcami, których platformiana władzuchna gazowała niedawno podczas szturmu na KDT? Toż to wzajemne szczucie na siebie ludzi. Poza tym, projekt uderza w konsumenta – odbiera mu możliwości wyboru, czy kupić towar taniej, na ulicy (ale z ryzykiem wad, których nie będzie mógł reklamować, gdy handlarz się ulotni), czy drożej w sklepie (ale za to z możliwością zwrotu, jeśli towar okaże się wadliwy). Wyłazi tu typowe „opiekuńcze” myślenie o obywatelu – bezrozumnym bydlątku, które państwo musi prowadzić za rączkę.

Kalizm gospodarczy.


W tym kontekście, dodatkowego, ponurego wydźwięku nabiera to, co niedawno pisałem o pakiecie antykryzysowym i potrzebie deregulacji gospodarki. (href="http://www.niepoprawni.pl/blog/287/sciema-antykryzysowa"> ). Pod rządami rzekomo „liberalnej” i „prorynkowej” partii państwo dryfuje w zgoła odmiennym kierunku. Jak widać, liberalizm być dobry, gdy idzie o zrobienie dobrze wielkim, zagranicznym inwestorom, a być zły, gdy w grę wchodzi rodzimy, drobny handel.

Nie wspomnę już, że dla wielu paskudnych handlarzy, których działalność tak razi wyrafinowany zmysł estetyczny urzędników, uliczny stragan jest ostatnią deską ratunku przed osunięciem się w otchłań nędzy. Brawo, brawo, jaśnie państwo posłowie – skonfiskujcie pietruszkę babinie dorabiającej sobie do głodowej emerytury a ją samą wsadźcie do paki. Nie będzie handlara jedna szpeciła naszych wymuskanych trotuarów. I nie przyjdzie jednemu z drugą do pustych łbów refleksja na temat przyczyn dla których owa babina, czy bezrobotny zmuszeni są wystawać całymi dniami, niezależnie od pogody na ulicy i liczyć na to, że ktoś coś od nich kupi. Dlaczego inteligentny z wyglądu, choć biednie odziany człowiek wyprzedaje ze stolika książki z domowej biblioteki.

Pani sprawozdawczyni omawianego projektu, poseł Hanna Zdanowska nie ma takich rozterek. Dla niej to wszystko nieestetyczni przestępcy, podli oszuści, nie płacący podatków krętacze, których należy usunąć z widoku publicznego. Pewnie, jak wszędzie, znajdzie się wśród nich jakaś grupa cwaniaków, ale generalnie, ludzi do handlowania na ulicy popycha życiowa konieczność, a nie chęć szwindlu. Przyjazne państwo zaś, zamiast pomóc, ułatwiając działalność gospodarczą, wsadzi ich do pierdla.

Dodam jeszcze, że w czasach kryzysu, gdy rośnie bezrobocie i tego wzrostu nie powstrzyma żaden picowny „pakiet antykryzysowy”, postulowany przez komisję projekt jest zwyczajnie nieludzki. Ale domyślam się, że kryzys uderzył również w galerie i centra handlowe, których właścicielom nasi politycy mają pewnie coś niecoś do zawdzięczenia, dlatego po kupiectwie należy zdusić nawet tak, umówmy się, dziadowską konkurencję jak łóżko polowe na chodniku.

Dobijanie rodzimej przedsiębiorczości.


Żeby była jasność – nie mam nic przeciwko supermarketom, czy zagranicznym inwestycjom – one też są potrzebne. Chodzi mi o równość w traktowaniu zarówno wielkich podmiotów, jak i drobnego handlu. Tymczasem, od początku lat ’90, czyli od czasu wielkiego boomu rodzimej przedsiębiorczości, narasta rażąca dysproporcja w podejściu państwa do obu grup. Wielkich się faworyzuje, małych – gnoi. Nawet argumenty o brzydocie stoisk szpecących miasta, od dwudziestu lat są te same i na ogół wysuwane przez osoby, których poczucie estetyki drażni widok „szczęk”, a nie drażni górnolotnych mózgownic dylemat, co handlujący w nich ludzie zrobią, gdy im się te obrzydliwe „szczęki” odbierze. Osobiście, wyczuwam tu echa lewicowo – inteligenckich uprzedzeń wobec „drobnomieszczańskiego sklepikarstwa”, ale to osobny temat.

Powtórzę to, co napisałem w innym tekście: Drobnych przedsiębiorców nie załatwiły naturalne procesy – owa słynna „niewidzialna ręka rynku”. Załatwiła ich ręka ryku sterowanego przez państwo. To poczynania władz skazały rodzimy handel na wegetację na krawędzi bankructwa. Zgodnie ze stalinowską dewizą, w myśl której w miarę postępu rewolucji zaostrza się walka klasowa, im bardziej zdycha kupiectwo, tym cięższe spadają nań ciosy. Bitwa o KDT jest symbolem ogólnego podejścia państwa do przedsiębiorczości obywateli. Uderzenie w uliczny handel jest kontynuacją tego procesu, którego punktem docelowym jest kraj supermarketów i centrów handlowych, za to bez tubylczego kupiectwa.

Dla towarzyszy „sprawdzonych w biznesie”…

Na zakończenie zmienię temat i zapodam nieco weselszą wiadomość. Ferrari ma otworzyć salon w dawnym gmachu KC PZPR. Bardzo trafna lokalizacja, że się tak wyrażę. Po pierwsze, czerwony kolor karoserii idealnie wpasuje się w historyczny klimat miejsca. Po drugie, w Polsce na ferrari (ponad milion złociszy sztuka) stać przede wszystkim byłych komuchów, którzy w odpowiednim momencie, kierowani mądrością etapu, postanowili „sprawdzić się w biznesie”…

Gadający Grzyb


pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

Linki:
href="http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/341410,uliczni_handlarze_bez_towaru_i_w_areszcie.html">
href="http://www.niepoprawni.pl/blog/287/sciema-antykryzysowa">
href="http://www.przyjaznepanstwo.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=162&Itemid=99">

wtorek, 4 sierpnia 2009

Ściema antykryzysowa.


W ustawie antykryzysowej jest wszystko za wyjątkiem tego, co powinno się było w niej znaleźć w pierwszej kolejności.

No i mamy ustawę antykryzysową, która wg szacunków Ministerstwa Pracy ma ponoć ochronić ponad 200 tys. miejsc pracy.

Czegóż tam nie ma!

Jest pomoc finansowa/rządowe gwarancje dla firm, których obroty spadły od lipca ub. roku w ciągu 3 miesięcy o 25%. Jest uelastycznienie warunków na jakich zatrudnia się pracowników, by firmy mogły zmniejszać koszty. Jest możliwość redukcji czasu pracy, wysyłanie pracowników na szkolenia ze stypendium w wysokości zasiłku, urlopy postojowe, ruchomy czas pracy… Pomyślałby ktoś naiwny – rząd walczy z kryzysem na całego!

Nic bardziej mylnego. Po pierwsze, uzyskanie pomocy obwarowane jest rozlicznymi biurokratycznymi barierami ( http://www.rp.pl/artykul/2,342928_Chcesz_pomocy_w_kryzysie__Wystarczy_10_zaswiadczen_.html">) . Po drugie, ustawa obowiązywać ma raptem przez 2 lata. Po trzecie wreszcie i najważniejsze, mamy tu do czynienia z typowym zestawem działań pozornych, starannie omijających meritum problemu, innymi słowy, w ustawie jest wszystko za wyjątkiem tego, co powinno się było w niej znaleźć w pierwszej kolejności.

Deregulacja, głupcze!

Podstawowym problemem polskiej gospodarki jest przeregulowanie, tłumiące inicjatywę i krępujące rozwój kraju. Ta biurokratyczna poducha, na którą składają się tysiące częstokroć sprzecznych ze sobą przepisów, w połączeniu z urzędniczą wszechwładzą, tłamsi przedsiębiorczość i przyczynia się do kryzysu o wiele silniej, niż zawirowania na rynkach finansowych, blokuje bowiem setkom tysięcy zwykłych ludzi podjęcie i rozwój własnej działalności. I właśnie tą kwestią walczące z kryzysem państwo winno zająć się w pierwszej kolejności.

Owszem, coś „w tym temacie” usiłowała zrobić sejmowa komisja „Przyjazne państwo” pod przewodem Palikota. Zakończyło się to jak wszystkie inicjatywy rzeczonego osobnika – błazenadą. Wyzwanie redukcji biurokratycznych absurdów wymagające żmudnego przekopania się przez setki tysięcy przepisów najróżniejszych ustaw, okazało się ponad siły posłów – tak z Palikotem, jak i bez niego.

Poniżej zajmę się pokrótce pewnymi obszarami, których naprawa sama z siebie dałaby większego kopa naszej gospodarce, niż wszystkie incydentalne „pakiety antykryzysowe” razem wzięte.

Reglamentacja działalności gospodarczej i zawodowej.

Obecnie, (dane z marca b.r., link pod tekstem), w Polsce obowiązuje sześć różnych form reglamentowania działalności gospodarczej. Są to:

- koncesje (6 branż),

- wpis do rejestru działalności regulowanej (25 branż),

- zezwolenie na prowadzenie działalności gospodarczej (32 branże),

- licencje (3 branże),

- zgoda na prowadzenie działalności gospodarczej (1 branża),

- uprawnienia zawodowe (8 branż).

Łącznie powyższymi formami reglamentacji objętych jest 75 różnych obszarów działalności gospodarczej. Pomyślmy - 75 obszarów wyjętych z normalnego, konkurencyjnego krwioobiegu gospodarki. Ale to jeszcze nie wszystko. Dodać bowiem należy jeszcze listę tzw. zawodów regulowanych (link pod tekstem) obejmujących – uwaga – 104 różne kategorie zawodowe. Jeśli dodać, że wiele z powyższych 104 kategorii dzieli się na szereg poszczególnych zawodów, otrzymamy ich na oko, grubo ponad 300 (tzn. przy doliczeniu do trzystu poddałem się – proszę mi wierzyć, jest tego znacznie więcej), z czego jakieś 20 zawodów ma charakter korporacyjny, tj. pardon, skupia się w „samorządach zawodowych” (jak taka sitwa działa i jak skłonna jest na otwieranie się na nowych członków, widać chociażby po profesjach prawniczych).

Krótko mówiąc – gdzie się nie ruszysz, tam państwo łapie cię za rękę i pyta: a gdzie papier? Jeżeli dodamy do tego nieprecyzyjne (często celowo) przepisy i dużą uznaniowość urzędniczą, otrzymujemy atmosferę jakby specjalnie zniechęcającą obywateli do brania spraw w swoje ręce i sprzyjającą usitwowieniu gospodarki w skali nieznanej poza krajami Trzeciego Świata.

Państwo permanentnej kontroli.

Weźmy takie kontrole - jedną z podstawowych bolączek nękających przedsiębiorców. Organów uprawnionych do tego, by wjechać do firmy i sparaliżować jej działalność jest co niemiara – od skarbówki, poprzez PIP, Sanepid, ZUS, nadzór budowlany i sam diabeł wie, co jeszcze. Zakaz więcej niż jednej kontroli w tym samym czasie to fikcja, gdyż z łatwością można go ominąć nasyłając kilka kontroli jedna po drugiej, lub też robiąc tzw. kontrole krzyżowe.

Właśnie – kontrole krzyżowe. To dopiero jest kryminał w majestacie prawa. Robi się, dla pozoru, po jednej kontroli u, powiedzmy, siedmiu kontrahentów danego przedsiębiorcy, następnie zaś wysyła się urzędników z tychże siedmiu różnych kontroli na „czynności sprawdzające” do tego przedsiębiorcy, którego pragnie się docelowo udupić. Chyba nie muszę wyjaśniać jakie to stwarza możliwości różnym lokalnym sitwom, którym przypadkiem jakiś nieszczęśnik nadepnie na odcisk. W takich sitwach, burmistrz, miejscowi „biznesmeni” z często partyjnym, lub esbeckim rodowodem (lub synkowie tychże, dziedziczący koneksje po tatusiach), naczelnicy urzędów, prokuratorzy i sędziowie stanowią jedno zblatowane środowisko, pijące razem wódkę i chodzące na te same dziwki. Można się domyślać, jak pilnie dbają, by nikt „spoza układu” nie bruździł im w interesach.

Wolności! Wolności!

Dodajmy jeszcze korupcję, skandaliczne prawo podatkowe, brak uwłaszczenia, niewydolne sądy i otrzymamy komplet, dzięki któremu Polska w tegorocznym Indeksie Wolności Gospodarczej Heritage Foundation zajęła zaszczytne 82 miejsce (ostatnie w UE) za m.in. Ugandą, Mongolią i Madagaskarem. (link pod tekstem).

Zamiast wpompowywać podatnicze miliony w molochy ponadnarodowych koncernów (bo to przecież one będą głównymi beneficjentami pakietu antykryzysowego), które łaskawie zgodziły się pozakładać u nas swoje filie deklarując zatrudnienie iluś tam przedstawicieli „lokalnej siły roboczej” za c-a 1500 peelenów brutto, (dodajmy, przy ulgach i zwolnieniach o których nie może marzyć np. rzemieślnik, czy kupiec, utrzymujący swą ciężką harówą rodzinę), należałoby przede wszystkim pomyśleć o drobnych przedsiębiorcach, którzy w swej masie są w stanie o wiele skuteczniej zapewnić materialne upodmiotowienie narodu.

Tylko, zapytam retorycznie, po co politykowi sklepiki, czy warsztaty gdzie obywatel gospodaruje na swoim, co przynajmniej częściowo uniezależnia go od państwa i uczy krytycyzmu w stosunku do poczynań władzy?

Takim ludziom przyjęty właśnie pakiet antykryzysowy nie pomoże. Nie odblokuje branż, w których dzięki uznaniowej reglamentacji rozmnożyły się przeróżne układy i układziki. Nie uprości prawa podatkowego, pozwalającego urzędnikowi jednego zgnoić, drugiemu zaś umorzyć należność (przypomnę sprawę „mafii w ministerstwie finansów” – jakoś nie słyszałem, by zlikwidowano nonsensy umożliwiające podobną korupcyjną działalność). Nie otworzy dostępu do regulowanych zawodów. Nie zlikwiduje zorganizowanego system łupiestwa i obszarów żerowisk, z jakich de facto składa się nasze państwo.

To zadanie dla straceńców, którzy nie boją się narazić rozlicznym a wpływowym grupom interesów, zaś obecny rząd właśnie takim grupom (od postkomunistycznego biznesu po korporacje zawodowe) zawdzięcza w znacznej mierze władzę. I dobrze wie, że każdy zamach na trzęsące Polską para – mafie, oznaczałby jego koniec.

Gadający Grzyb

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

Linki:

Reglamentowane obszary działalności gospodarczej:

http://firma.wieszjak.pl/abc-malej-firmy/78442,Kiedy-potrzebne-sa-koncesje--zezwolenia--wpis-do-rejestru-dzialalnosci-regulowanej--licencje-i-uprawnienia-zawodowe.html">
Lista zawodów regulowanych:

http://www.buwiwm.edu.pl/eu/public/db/index.php?fullinfo=true">

Indeks Heritage Foundation:
http://www.heritage.org/Index/Ranking.aspx">