Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wizja sił zbrojnych RP 2030. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wizja sił zbrojnych RP 2030. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 sierpnia 2015

Zapobiec trzeciej zdradzie Zachodu

Polska jako suwerenny byt państwowy jest potrzebna jedynie samym Polakom.

Zapowiedź prezydenta Andrzeja Dudy, że podejmie starania o stałe bazy NATO w Polsce, ma swój głęboki sens. Chodzi mianowicie o to, by zapobiec „trzeciej zdradzie Zachodu”. W naszej historii przerabialiśmy już dwie takie zdrady – podczas II Wojny Światowej, kiedy to sojusznicy wydali nas na żer turańskiej, rosyjsko-sowieckiej dziczy oraz wcześniej, podczas wojny polsko-bolszewickiej, kiedy to Zachód z Wielką Brytanią na czele przyjął do wiadomości wizję sowietyzacji i utratę niepodległości przez Polskę, co ostatnio znakomicie opisał w swej książce prof. Andrzej Nowak. Nie oszukujmy się – Polska jako suwerenny byt państwowy jest potrzebna jedynie samym Polakom, gdyby to zależało od Zachodu, nasze państwo mogłoby nie istnieć, reszta świata spokojnie przeszłaby nad tym do porządku dziennego. Uczyniłaby to tym chętniej, że Polska dając co jakiś czas wyraz swoim różnym aspiracjom, jawi się międzynarodowym elitom jako zbędny ból głowy.

Jak wiadomo, Rosja zgodziła się na rozszerzenie NATO pod warunkiem, że w byłych demoludach nie powstaną żadne istotne instalacje wojskowe, co w połączeniu z naszą słabością militarną i realizowaną przez kolejne rządy polityką rozbrajania pod płaszczykiem „profesjonalizacji” armii (pozostaje pytanie, czy to jedynie głupota, czy wykonywanie instrukcji płynących z różnych zewnętrznych ośrodków) – czyni Polskę de facto „strefą zdemilitaryzowaną”. NATO na takim modelu rozszerzenia zyskało strefę buforową chroniącą Europę Zachodnią przed niespodziewaną agresją, Rosja natomiast – słabych sąsiadów, co pozwalało jej zachować nadzieję na odzyskanie z biegiem czasu utraconych wpływów w regionie.

Trzeba przyznać, że nasze dotychczasowe władze nie sprzeciwiały się takiemu stanowi rzeczy – swoistemu zawieszeniu w militarnej próżni i niedookreślonemu statusowi Polski w ramach formalnej przynależności do Sojuszu. Kontentowano się papierowymi gwarancjami bezpieczeństwa ze słynnym artykułem piątym traktatu waszyngtońskiego, puszczając w niepamięć lekcję której udzieliła nam już dwukrotnie najnowsza historia. Zdarzyło mi się kilka lat temu analizować na blogu dokument wysmażony w Ministerstwie Obrony Narodowej pt. „Wizja Sił Zbrojnych RP 2030” - i muszę przyznać, że była to porażająca lektura. Autorzy dokumentu widzieli zagrożenie dla Polski w zasadzie jedynie w działaniach ponadnarodowych terrorystów, grup najemników itd. oraz w wojnie informatycznej i propagandowej. Ani słowa o możliwości tradycyjnego ataku na Polskę, choćby w rodzaju tego, który cyklicznie ćwiczy Rosja w ramach manewrów „Zapad”. Z kolei, rola naszych sił zbrojnych miałaby się ograniczać do stworzenia warunków umożliwiających wkroczenie sił międzynarodowych. Zdolność do samodzielnej obrony naszego terytorium pominięto milczeniem, dużo za to miejsca poświęcono futurystycznym wizjom małej, mobilnej armii zdolnej do uczestniczenia w różnych misjach w zapalnych punktach świata, „modułowo” wpasowującej się w międzynarodowe struktury militarne.

Dopiero od niedawna, głównie pod wpływem rosyjskiej agresji na Ukrainę, powyższe „wizje” planistów z MON ulegają stopniowej weryfikacji, nie zapominajmy jednak, że do tej pory nasza armia konstruowana była właśnie pod kątem naszkicowanym w przywołanym dokumencie. Skutek jest taki, że nie mamy wojska zdolnego do obrony Polski, zaś NATO w międzyczasie przekształciło się w klub dyskusyjny, rozgrywany dodatkowo z jednej strony przez Rosję w ramach rady NATO-Rosja, z drugiej zaś – przez Niemcy i Francję dążące do wypchnięcia Stanów Zjednoczonych z Europy. Co więcej, artykuł piąty - fundament Sojuszu - jest stopniowo podważany i reinterpretowany w duchu - „przecież nie musi od razu chodzić o interwencję militarną”. Współgrają z tym nastroje zachodnich społeczeństw – w niedawnych badaniach Francuzi, Niemcy i Włosi jednoznacznie opowiedzieli się przeciw zaangażowaniu w wojnę, gdyby któryś z członków NATO padł ofiarą agresji.

Dlatego kwestia stałych baz NATO (czyli w praktyce – amerykańskich) jest tak istotna, przynajmniej do czasu aż postawimy własne siły zbrojne z głowy na nogi, wprowadzimy obronę terytorialną z prawdziwego zdarzenia itd. - a to niestety potrwa, bo skala zaniedbań jest ogromna. Atak na Polskę równałby się wówczas automatycznie atakowi na struktury i instalacje militarne Sojuszu, co wymuszałoby adekwatną reakcję. Dlatego też stałym bazom sprzeciwiają się Niemcy, które już za pośrednictwem swych mediów wysyłają prezydentowi Dudzie dyscyplinujące sygnały. Dla Niemiec istnienie „Polski buforowej” jest wygodne, poza tym cały czas mają nadzieję, podobnie jak inne kraje Europy Zachodniej, że ukraińska awantura w końcu się wypali i będzie można po staremu wrócić do interesów z Rosją w pełnej skali – a zgoda na bazy NATO w Polsce bardzo by to utrudniła. Dlatego podczas przyszłorocznego szczytu NATO w Warszawie należy wydębić rozwiązania, które nie dadzą Zachodowi pretekstu do kolejnej zdrady.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:

http://niepoprawni.pl/blog/287/futurologia-wedlug-mon

http://niepoprawni.pl/blog/346/futurologia-wedlug-mon-czesc-druga

http://niepoprawni.pl/blog/346/orgia-chciejstwa

Zapraszam na „Pod-Grzybki” -------> http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/2267-pod-grzybki-17

Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 34 (21-27.08.2015)

piątek, 27 sierpnia 2010

Armia duchów.


Co powiedzieliby polegli żołnierze widząc obecną zapaść zapaść naszej armii?

I. Generał odchodzi? Żaden news...

Żaden to „news”, że kolejny dowódca składa wymówienie i odchodzi z armii, jak zrobił to niedawno gen. Wiesław Michnowicz odpowiedzialny za szkolenie, którego de facto w naszych siłach zbrojnych od dłuższego czasu nie ma i być nie może, albowiem rząd pod światłym przywództwem Donalda Tuska i MON pod równie światłym przywództwem Bogdana Klicha tak uporczywie szukał oszczędności na wykarmienie hordy urzędników (40 tys nowych etatów w latach 2008 – 2009, roczny koszt każdego z nich to ok. 50 tys zł), że na wyszkolenie żołnierzy grosiwa już nie starczyło. Drobniaki, które rzucono Siłom Zbrojnym RP są o 2 mld zł poniżej ustawowego limitu 1,95% PKB, a i to jest marnotrawione, co stwierdziła kontrola NIK-u.

Rząd, z premierem Donaldem Tuskiem na czele, złamał zatem prawo (hop, hop! Trybunale Stanu!) nie przyznając armii ustawowej kwoty. Raportem Najwyższej Izby Kontroli przejął się zaś na tyle, że planowana jest ... nowelizacja ustawy która ma znieść dotychczasowy pułap wydatków.

Co na to Armia Duchów? Armia tych, którzy polegli ku chwale Ojczyzny?

II. Wodzowie bez „indian”.


Jako rzekłem na wstępie, kolejne odejście dowódcy nie jest żadnym „newsem”, albowiem podobnych odejść było ostatnimi czasy sporo – gen. Waldemar Skrzypczak (b. dowódca Wojsk Lądowych), gen. Mieczysław Stachowiak (zastępca szefa Sztabu Generalnego), gen. Krzysztof Załęski (p.o. szefa Sił Powietrznych) czy płk Dariusz Zawadka, (dowódca GROM). Prosty mechanizm – dowódca zdający sobie sprawę z tego, że za pomocą mizernych środków które ma do dyspozycji nie jest w stanie wypełnić obowiązków z których będzie rozliczany - odchodzi.

Należy zdać sobie sprawę z tego, że wszyscy wymienieni to zaledwie wierzchołek lodowej góry. Prasa nie odnotowuje wszak rezygnacji oficerów niższego szczebla, czy personelu z oficerskimi stopniami, ale o niskim finansowym „zaszeregowaniu”, który odchodzi za chlebem do cywila. Jakiś czas temu gazety zająknęły się, że naszej misji w Afganistanie brakuje lekarzy wojskowych i w związku z tym „pożyczyliśmy” od bratniej Ukrainy wijskowich likariw, którzy obsługują nasz afgański lazaret. Polscy lekarze woleli „cywil” i nawet im się nie dziwię.

Poza tym - podawałem już tę haniebną statystykę w kilku notkach, ale powtórzę i będę powtarzał: na jednego dowodzącego od podoficera do generała przypada 1,9 szeregowca.

Ciekawym, co na to Armia Duchów? Armia tych, którzy polegli ku chwale Ojczyzny?

III. Nic nam nie zagraża.

Rządowi to nie przeszkadza. „Dziś nikt nam nie zagraża” - tak wygląda obecna doktryna wojenna III RP, do złudzenia przypominająca tę z przedrozbiorowego schyłku naszej państwowości. Co więcej, Polsce nic nie będzie zagrażało w przyszłości! Traktuje o tym wszak oficjalny dokument proudly wywieszony na stronach MON pod nazwą („Wizja Sił Zbrojnych RP 2030” ) nad którym miałem okazję sado-masochistycznie poznęcać się jakiś czas temu. Sadystycznie – bo do pasji doprowadzał mnie urzędowy optymizm i bajki o sprawności i mobilności naszej armii w 2030 roku co do wykonywania misji zagranicznych z jednoczesnym lekceważeniem przyszłych zadań obronnych na własnym terytorium. Masochistycznie – gdyż im dłużej czytałem ten produkt naszej „myśli strategicznej”, tym głębiej odczuwałem jej nicość, a nie było to przyjemne uczucie.

Czytelnictwo tamtych notek było nader umiarkowane, ale – znów się nie dziwię. To w sumie trudne do strawienia. Typowa „pijarowska ściema”. Bombastyczne zapowiedzi, co to my nie będziemy, jaką to wielce mobilną siłę i moc będziemy prezentowali w 2030 roku... Wszystko ubrane w biurokratyczno - fachowy żargon, tak by potencjalnemu czytelnikowi odechciało się zgłębiania dokumentu już po pierwszym akapicie. By nie uświadomił sobie przypadkiem, że Polskie Państwo – Rzeczpospolita jest bezbronna wobec obcych potencji.

I znów - co na to Armia Duchów? Armia tych, którzy polegli ku chwale Ojczyzny?

IV. Nie odpuszczę.

„Nic to”, jak mawiał Jerzy Michał Wołodyjowski. Jest jeszcze jeden ciekawy dokumencik na waszych stronach, panowie z MON: „Strategia obronności Rzeczypospolitej Polskiej”. Przyjdzie i nim się zająć. Przebrnąć przez wojskowo – biurokratyczny bełkot, przez ten nadęty wolapik od którego wypadają oczy i zrobić z nim to samo, co z „Wizją Sił Zbrojnych RP 2030”.

Domaga się tego Armia Duchów. Armia tych, którzy polegli. Tych, którzy z góry skazani byli na klęskę tylko dlatego, że Polska w kluczowych momentach swej historii nie była gotowa do wojny.

Albowiem historia dla nas wcale się nie skończyła – przeciwnie, znów nabiera rozpędu i to akurat w chwili, gdy zarówno rządzący, elity, jak i sam naród pogrążają się w ogłupiającym błogostanie.

Gadający Grzyb


Inne moje notki o zbliżonej tematyce:

niepoprawni.pl/blog/287/futurologia-wedlug-mon

niepoprawni.pl/blog/287/futurologia-wedlug-mon-czesc-druga%E2%80%A6

niepoprawni.pl/blog/287/orgia-chciejstwa%E2%80%A6

niepoprawni.pl/blog/287/rejterada-z-afganistanu


niepoprawni.pl/blog/287/polski-blogostan%E2%80%A6

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl