Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adam Wielomski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adam Wielomski. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 maja 2014

Rosyjskie miraże prawicy

Rodzimi słowianofile bardziej nienawidzą Zachodu, niż kochają Polskę i w imię swych obsesji gotowi są nas poddać pod władzę kremlowskiego satrapy.

I. Fałszywy sojusznik

„Jarzmo tatarskie wdrożyło Moskwę do korzenia się przed władzą, do bezwzględnego jej posłuszeństwa. (...) Człowiek jednak wstydzi się swego strachu, nie chce sam przed sobą wyznać, że się przed knutem korzy, ratuje się więc ubóstwieniem, idealizowaniem tego przed którym drży”. Ten cytat z Władysława Studnickiego – niezależnie od nadmiernej germanofilii autora – powinniśmy mieć zawsze w pamięci, gdy dobiegają nas syrenie pienia wychwalające Putina i Rosję jako rzekomą zaporę przed zgniłym demoliberalizmem Zachodu i cywilizacyjnego sojusznika w walce o zachowanie konserwatywnych wartości. Ów rzekomy „konserwatyzm” Putina ma bowiem jedną podstawową cechę – traktowany jest wyłącznie użytkowo, jako element wzmacniający samodzierżawie „demokratury”.

Tak głośno wychwalana walka z homopropagandą, mimo że obiektywnie słuszna, to nic innego, jak czysty populizm, mający zapewnić carowi-batiuszce poklask poddanych. Pokaz siły, mówiący – oto samodzierżawca chroni Świętą Ruś przed sponsorowaną z Zachodu inwazją dewiacji. Podobnie użytkowy charakter ma np. mariaż z Cerkwią – służy on jedynie wzmocnieniu czekistowskiego „tronu”, gdyż Cerkiew - czy to w wersji carskiej, czy „żywej cerkwi” za bolszewizmu - pozostawała częścią systemu władzy, dyscyplinującą „rabów” i tresującą ich w niewolniczym posłuszeństwie na zasadzie „nikt nie jest bez grzechu wobec Boga, ani bez winy wobec cara”. Warto nadmienić także o totalnej infiltracji Cerkwi przez spec-służby, jak i o tym, że obecne patologie kulturowe Zachodu źródło swe mają w inspirowanej z Kremla lewackiej rewolcie obyczajowej drugiej połowy XX wieku.

II. Rosyjska piąta kolumna na prawicy

Tymczasem, w Polsce miraż konserwatywnego sojuszu z putinowską Rosją wciąż znajduje zwolenników. Tacy panowie jak red. Engelgard z „Myśli Polskiej", czy „monarchista" prof. Adam Wielomski aż przebierają nogami by nastręczyć się Putinowi w charakterze prywislańskich kolaborantów. Oczywiście, czynią to z pozycji nieubłaganego realizmu, który to „realizm" każe im słać wiernopoddańcze adresy do najbardziej bezwzględnego bandziora w okolicy wywijającego okutą pałą. A że ów bandzior wali tą pałą również pederastów, to swe awanse przedstawiają propagandowo jako przymierze w obronie konserwatywnych wartości przed moralną zgnilizną Zachodu. Żałosne umizgi przypominające studenciaka w okularkach nadskakującego w imię jakichś ideologicznych fantasmagorii hersztowi okolicznych „gitowców". Na takiej samej zasadzie „narodowi komuniści" i PAX-owcy owładnięci nienawiścią do „idącej na pasku CIA" Solidarności sami do końca szli na pasku Kremla i trwali przy reżimie sowieckiego generała w polskim mundurze, nawet gdy tenże wspólnie z wyselekcjonowanymi przez Kiszczaka „solidaruchami" przygotowywał już komunie miękkie lądowanie w nowej rzeczywistości. Finał był tragikomiczny, bo towarzysz generał koniec końców kopnął wiernych do ostatka pogrobowców Piaseckiego i Moczara w cztery litery nie powiedziawszy nawet „dziękuję" za lojalną służbę. Piękny, zaiste, realizm.

Dziś obserwujemy kolejną odsłonę tej historii, a prof. Wielomski upatruje w Putinie „katechona", który ma ocalić świat, lub przynajmniej „eurazję" przed demoliberalnym szatanem, co jako żywo przypomina najdziksze pseudomistyczne odloty dziewiętnastowiecznej towiańszczyzny. Albowiem Rosja potrafi załatwić przeciwnika wielotorowo - zarówno nieprzytomnym radykalizmem każącym „iść w bój bez broni”, jak i umiejętnie sączoną rusofilią przybierającą raz oblicze „realizmu" politycznego każącego podporządkować się silniejszemu, kiedy indziej natomiast nurzając się w mętnych wodach słowianofilskiego mistycyzmu i „wspólnoty krwi". Spójrzmy zresztą na Zachód, gdzie dwie najbardziej prorosyjskie siły, to z jednej strony lewactwo wywodzące się ze sponsorowanej przez sowieckie służby rewolucji kontrkulturowej lat 60 i 70, z drugiej zaś - ugrupowania nacjonalistyczne, jak Front Narodowy Mariny Le Pen we Francji, czy partia Nigela Farage'a w Wielkiej Brytanii. Tak wygląda słynna rosyjska „gra na wielu fortepianach" w praktyce.

III. Dugin - uwodziciel

Nie sposób tutaj nie wspomnieć o jednym z naczelnych ideologów obecnej linii politycznej Kremla, czyli Aleksandrze Duginie, twórcy doktryny eurazjatyzmu. Dugin mianowicie nadaje intelektualny, geopolityczny szlif bandyckiej praktyce rządów Putina. Kremlowski mafioso potrzebuje ideologa-propagandysty do uwodzenia mas wewnątrz kraju i pozyskiwania pożytecznych idiotów/agentów wpływu za granicą. Szczególnie takich, co to chorują na nieuleczalną miłość do knuta i zafascynowani są kultem siły. Owe lizusowskie instynkty domagają się zaspokojenia, znalezienia obiektu uwielbienia, któremu mogłyby służyć ubierając swą żałosną podłotę w intelektualne esy-floresy. Rzeczonych ornamentów upiększających mongoidalne zbydlęcenie Rosji dostarcza im właśnie Dugin. A jak już złapie takiego charakterologicznego lizusa na „eurazjatycką” wędkę, to jedynie kwestią czasu jest kiedy taki pożyteczny idiota zmieni się w pełnowartościowego agenta wpływu.

Agenta, dodajmy, tym cenniejszego, bo darmowego. Nie sądzę bowiem, by prawicowi, prywislańscy wyznawcy ober-czekisty pozostawali na moskiewskim garnuszku. Jest poniekąd dużo gorzej – oni tak sami z siebie. Rodzimi „chłopcy-duginowcy” do tego stopnia pałają odrazą do zachodniej degrengolady na skutek której cywilizacja łacińska wyrodziła się w swe przeciwieństwo, czyli „cywilizację śmierci”, że gotowi są wypędzać Belzebuba Lucyferem. Innymi słowy – bardziej nienawidzą Zachodu, niż kochają Polskę i w imię swych obsesji gotowi są nas poddać pod władzę kremlowskiego satrapy. Bo przecież chyba nie łudzą się, że Putin w swej łaskawości zacznie traktować Polskę jako partnera? Moskwa od państw, które przywykła uznawać za swą strefę wpływów oczekuje bowiem tylko jednego – bezwzględnego podporządkowania jako części składowej imperium.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Ilustracja: http://kresy24.pl/

Artykuł opublikowany w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 20 19.05-25.05.2014

środa, 7 marca 2012

W służbie Władimira-Katechona


...czyli nowo-stara polityczna miłość konserwatystów od Wielomskiego.


I. Wysyp „katechonów”

Jakiś czas temu panowie z Konserwatyzm.PRL poznali za sprawą swego naczelnego ideologa, prof. Adama Wielomskiego, nowe słówko - katechon" (z gr. „ten, który powstrzymuje"), a ponieważ brzmi ono strasznie konserwatywnie, godnie i uczenie, to jak łatwo się domyślić, zaczęła się jazda na zadawanie szyku za pomocą owego „katechona”. Przypuszczalnie uznano, iż użycie tego pojęcia gwarantuje wywołanie u czytelników wrażenia przepastnej głębi myśli autora. Posmakujmy zatem i my. Uwaga - rozprowadzamy dyskretnie sylaby na językach i szepczemy w cichym upojeniu: „ka-te-chon”. Prawda, że czujemy się od razu lepsi, bardziej dystyngowani, zaś mniemanie o naszej erudycji i ogólna samoocena podniosła się na nowe, niedostępne do tej pory poziomy?

I o to właśnie chodzi. O ten intelektualny sznyt i polor, który tnie blaskomiotnym ostrzem po oczach czytelniczej gawiedzi, która tym samym czuje się wyróżniona i dowartościowana, że też już wie i rozumie, co to takiego ów „katechon” - i to zarówno dosłownie, jak i w przenośni. Ba, co bardziej wnikliwy ma szansę nawet poznać tajniki gramatyczne, bo to, panie kochany, raz się pisze „tego katechonu”, innym zaś razem „tego katechona” w zależności, czy termin donosimy do czegoś, czy do kogoś.

W każdym razie, na Konserwatyzm.PRL zaroiło się od „katechonów” - istny wysyp, opędzić się nie sposób. Kto tam już nie był obwoływany katechonem! I Tusk, i Leszek Miller, i Benedykt XVI, i Jaruzelski, i Kaddafi... Ostatnio zaś „katechonem” mianowano Władimira Władimirowicza Putina - a to za sprawą wygranych przezeń wyborów prezydenckich. Redakcja Konserwatyzm.PRL nie omieszkała wystosować przy tej okazji listu-adresu gratulacyjnego do ambasady sowiec... to jest, rosyjskiej, utrzymanego raczej w duchu pamiętnego „przy Tobie Najjaśniejszy Panie stoimy i stać chcemy”, niż oświadczenia obywateli suwerennego państwa.

II. „Przy Tobie, Najjaśniejszy Katechonie...”

Chciałbym widzieć jak podwładni ober-czekisty w ambasadzie duszą się ze śmiechu nad tą epistołą, przekazując sobie to kuriozum między wódką a kawiorem, zwłaszcza że rzecz napisana jest oczywiście z tym nieznośnym, groteskowym zadęciem, charakterystycznym dla pióra Adama Wielomskiego, kiedy to ów mąż uczony pragnie dodać sobie dostojeństwa, a swym kolaboranckim ciągotom - godnościowego splendoru.

Zaczyna się mocno:

W imieniu Polskiej prawicy (wytł. moje - GG) pragniemy złożyć panu Prezydentowi Władimirowi Putinowi szczere gratulacje z okazji ponownego wyboru na stanowisko Prezydenta Rosji.”

I dalej:

„Jakkolwiek na hałaśliwej i zrewoltowanej duchowo polskiej tzw. prawicy nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę, ale prezydent Rosji jest obecnie jedynym znaczącym politykiem, który może powstrzymać ofensywę społeczno-politycznego demoliberalizmu, homopropagandy i sodomii.”

Zatem wiemy już, że „polska prawica”, to pan ober-monarchista Wielomski z kolegami (w tym, jak się domyślam, z PAX-owskim weteranem Engelgardem), zaś godnego siebie partnera upatrują w nad-czekiście Władimirze Władimirowiczu, który jak się zdaje, zaskarbił sobie ich względy pałowaniem pedziów na ulicach.

Wobec takich zasług w obronie chrześcijańskiego światopoglądu naturalnym jest, że należy taktownie usunąć w zapomnienie „wysadzenie Rosji” i ofiary z Bujnakska, Moskwy, Wołgodońska, które utorowały drogę do rozpętania na nowo ludobójstwa w Czeczenii, zaś samemu „katechonowi” otworzyły wrota Kremla. Furda mordowani opozycjoniści, dziennikarze, urzędnicy państwowi, furda czekistowska „krysza” rozpostarta nad skorumpowanym systemem polityczno-gospodarczym, furda odbudowywanie sowieckiej strefy wpływów spychające konsekwentnie Polskę do roli rynku zbytu dla Gazpromu, furda Smoleńsk... Długo by wymieniać, czego to uczony profesor Wielomski z kolegami nie mogą dostrzegać, by móc z czystym sumieniem wyrażać podziw dla rozmachu działań rosyjskiego „katechona” o mentalności czekistowskiego bandziora z naganem. Mało łby im nie poodpadają od odwracania wzroku w coraz to inną stronę.

III. Lojalizm po „wielomsku”

Doprawdy nie pojmuję, jakież to emocjonalne potrzeby drzemiące na dnie duszy pan Wielomski zaspokaja obskakując a to różnych kacyków, a to krwawych pogrobowców Dzierżyńskiego, w rodzaju „katechona” Putina, bo że z realizmem politycznym nie ma to nic wspólnego, widać gołym okiem. Rosja, jako mocarstwo bandyckie, z bandycką władzą, nie uznaje partnerskich stosunków, dopóki nie zostanie do nich zmuszona siłą i żadne rojenia tego nie zmienią. „Realizm” Wielomskiego polega na tym, że Polska ma spolegliwością zaskarbiać sobie rosyjską wdzięczność. Ile to jest warte, pokazały ostatnie negocjacje gazowe, za które będziemy jeszcze długo płacić - więcej, niż kraje zachodniej Europy, czy ustępliwość Polski w kwestii katastrofy smoleńskiej. Ale tu akurat Wielomski mógłby się ścigać z TVN i „GW” w odsądzaniu od czci i wiary „maniaków od Smoleńska”.

Spójrzmy jeszcze na ten fragment kremlowskiego adresu redakcji Konserwatyzm. PRL:

„Mamy nadzieje, że nowa kadencja przyczyni się do wspólnej pracy na rzecz poprawy i umocnienia stosunków rosyjsko-polskich i rozwoju konstruktywnej, rzeczowej współpracy w najróżniejszych sprawach w tym również pozytywnego rozwiązania kwestii historycznych.”

Co za żałosne pitu-pitu. „Katechon” Jaruzel w tym duchu pewnie zwracał się do Breżniewa. Nie ma to jak głęboka internalizacja sprawdzonych wzorców...

Może to patologiczna potrzeba służalstwa, takie charakterologiczne lizusostwo, któremu imponuje naga siła władzy w miejsce demoliberalnego rozmamłania? Nie wiem, ale mam graniczące z pewnością przekonanie, że jeśli tylko objawiłby się u nas jakikolwiek silnoręki co to potrafi dobrze przyp...ć, szczególnie taki z „prawicową” nawijką, to pan Wielomski nie pozwoliłby nikomu wyprzedzić się w intelektualnych łamańcach usprawiedliwiających „realizmem”, „konserwatyzmem” i czym tam jeszcze swych karesów wobec nowego „katechona”. A gdy ten „katechon” jemu też spuści manto, to profesor Wielomski obetrze krwawe smarki i poprosi o jeszcze. To jak z PAX-owcami: Jaruzel posłał ich do diabła, gdy tylko przestali być potrzebni, a ci wciąż tęsknie wzdychają do tego sowieckiego manekina w polskim mundurze, bo tak pięknie dokopał znienawidzonym przez nich „solidaruchom”. Ot, taka masochistyczna potrzeba „lojalizmu”.

Swojego czasu prof. Jacek Bartyzel scharakteryzował Wielomskiego jako „politycznego ateistę”, dla którego „jedyną 'prawdą polityczną', w jaką naprawdę wierzy jest lojalne stanie przy każdym bydlaku u władzy, dzierżącym grubą pałę w ręku. Oczywiście tylko do czasu, gdy „zbuntowana tłuszcza” wytrąci mu tę pałę i poderżnie gardło, po czym wyłoni z siebie nowego bydlaka, którego „realistycznie” znów trzeba będzie poprzeć.”

Trudno się nie zgodzić.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: Niepoprawne RadioPL