Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Centralny Port Komunikacyjny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Centralny Port Komunikacyjny. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 czerwca 2018

Berliński blamaż

Przypomnijmy może kilka wstydliwych zakamarków z pasjonujących dziejów lotniska Berlin-Brandenburg im. Willy'ego Brandta (BER) - bowiem jest o czym mówić.

Kandydat PO na prezydenta Warszawy, Rafał Trzaskowski, skrytykował plany budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego w Baranowie, nazywając je „gigantomanią premiera Morawieckiego”. Natychmiast w sukurs przyszła politykowi część mediów, również pisząc o „politycznej gigantomanii” i „lotnisku PiS”, w czym osobliwą gorliwość wykazywał springerowski „Newsweek”. Ponadto kandydat Trzaskowski raczył się wyjęzyczyć, iż CPK nie jest potrzebny, gdyż „będziemy mieli” w 2020 r. wielkie lotnisko w Berlinie. Nie wiem wprawdzie kogo miał na myśli, mówiąc „my” (i jak owo „będziemy mieli” się ma do inwestycji w innym państwie) - niemniej na jego miejscu aż tak bardzo bym się nie cieszył, bo patrząc na historię berlińskiej budowy, może się okazać, iż jest to radość mocno na wyrost.

Przypomnijmy może kilka wstydliwych zakamarków z pasjonujących dziejów lotniska Berlin-Brandenburg im. Willy'ego Brandta (BER), bowiem jest o czym mówić, a niemiecki projekt doczekał się już nawet poważnych analiz – i to bynajmniej nie pochwalnych, a pokazujących na tym przykładzie jak nie należy przeprowadzać wielkich inwestycji infrastrukturalnych. Prace nad portem lotniczym ruszyły w 2006 r., zaś pierwotny termin oddania do użytku przewidziany był na rok 2011. Szybko jednak skorygowano tę datę na czerwiec 2012 – i to wieczne przesuwanie zakończenia prac szybko stało się jedną z cech rozpoznawczych przedsięwzięcia. Do tej pory oficjalnie przekładano terminy już bodaj cztero- czy pięciokrotnie (proszę mi wybaczyć, ale gdy próbowałem to zrekonstruować po prostu się pogubiłem), zaś pierwszy kosztorys opiewający na 2,5 mld. euro w ciągu kolejnych lat konsekwentnie szybował pod niebo, by zatrzymać się (na razie) na kwocie 6,5 mld. euro. Za te pieniądze powstać ma koniec końców supernowoczesny obiekt zaspokajający potrzeby komunikacyjne nie tylko Berlina, ale i całego regionu – w co święcie wierzy Rafał Trzaskowski (oraz „Newsweek”) twierdząc, że nasz CPK zwyczajnie nie wytrzyma konkurencji z niemieckim gigantem. Póki co jednak...

No właśnie, póki co jednak już dziś wiadomo, że lotnisko będzie „moralnie przestarzałe” na samym starcie, a na dodatek z miejsca trzeba będzie je rozbudować, bo przepustowość „bazowa” przewidziana została na 27 mln. pasażerów rocznie, zaś obecnie działające berlińskie lotniska Tegel i Schonefeld (mają zostać zamknięte po otwarciu BER) już teraz odprawiają grubo ponad 33 mln. podróżnych. Na dodatek Niemcy w 2008 r. optymistycznie zamknęli rzekomo „niepotrzebne” Tempelhof. Rozbudowa ma zapewnić obsługę nawet 50 mln. osób rocznie, tylko... kiedy to będzie? Zresztą, te wieczne modernizacje i zmiany są znakiem firmowym Berlin-Brandenburg. Przykładowo, w pewnym momencie postanowiono przystosować terminal do przyjmowania ogromnych Airbusów A380, to zaś wiązało się z kompleksową przebudową dosłownie wszystkiego – od „rękawów” poprzez ciągi komunikacyjne, aż po instalację przeciwpożarową i system sterowania lotniskiem, które trzeba było w całości wymienić. Nawiasem, zabezpieczenia przeciwpożarowe okazały się bublem, a odpowiedzialna firma dyplomatycznie splajtowała... Prace ślimaczyły się tak długo, że w tym roku z kolei wymieniono wszystkie obsługujące terminal monitory, którym w międzyczasie zdezaktualizowało się pochodzące z 2012 r. oprogramowanie. Monitorów było 750, a że zostały wyprodukowane specjalnie do obsługi tego konkretnego lotniska, to nie sposób było znaleźć na nie kupca – w efekcie poszły do utylizacji. Koszt operacji – 500 mln. euro. Dodajmy, że każdy miesiąc samego utrzymania placu budowy generuje nakłady rzędu 25 mln. euro.

Podkreślam – te absurdy nie dzieją się w „bałaganiarskiej” Polsce, tylko w „uporządkowanych” Niemczech. I pomyśleć, że wzmiankowana już tu gazeta ma czelność pisać o „CPK im. Stanisława Barei”... Jak się wydaje, jedną z przyczyn opisanej tu fatalnej organizacji, chaosu kompetencyjnego i braku koordynacji działań jest trójka publicznych inwestorów – rząd federalny, Brandenburgia i Berlin. To zaś oznacza różne polityczne pomysły od szczebla centralnego po władze landów i marnotrawstwo, nie mówiąc już o uwikłaniach korupcyjnych (o czym też bywało głośno).

Obecnie oficjalną i „ostateczną” datą oddania lotniska do użytku jest jesień 2020 r. Jednak wg medialnych doniesień sprzed kilku miesięcy brakuje ok. miliarda euro na dokończenie robót, a banki nie bardzo kwapią się do kredytowania (gotowe są sfinansować ok. połowy wymaganej sumy). Na dodatek władze Berlina nie chcą słyszeć o dopuszczeniu inwestorów prywatnych. W związku z tym już teraz przebąkuje się, że otwarcie nastąpi dopiero w 2021 r. - a zaraz potem trzeba będzie przystąpić do kolejnych prac modernizacyjnych - i tak bez końca. A zatem, biorąc pod uwagę ten festiwal nieudolności, mam dla naszych niemieckich sąsiadów propozycję: dajcie już spokój, nie marnujcie sobie nerwów, czasu i środków - po prostu poczekajcie cierpliwie na nasz Baranów. W końcu, zawsze możecie otworzyć z powrotem to wasze Tempelhof, prawda?

Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Felieton opublikowany w tygodniku „Gazeta Finansowa” nr 24 (22-28.06.2018)

sobota, 23 czerwca 2018

Pod-Grzybki 132

Ajajaj! Barbara Engelking nie zostanie na drugą kadencję przewodniczącą Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej, w związku z czym wiadome media z miejsca uznały ją za męczennicę pisowskiego reżimu. Potomków żydokomuny, tradycyjnie okupującej w Polsce tego rodzaju instytucje, najbardziej rozsierdziła zapowiedź, iż premier Morawiecki przy obsadzie stanowiska będzie kierował się „polską wrażliwością”. Jużci, skandal niebywały. Przecież wiadomo, że prawo do „wrażliwości” mają tylko Żydzi - w szczególności zaś Barbara Engelking, dla której śmierć Żyda to „metafizyka”, a śmierć Polaka – „kwestia biologiczna”. Zabrać Żydom monopol na metafizykę, to jak wygonić karczmarza z arendy, albo Rotszylda z banku – gewałt!


*

Gremia akademickie protestują przeciw reformie Gowina. Hmm, nie siedzę w temacie, ale intuicyjnie wyczuwam, że nasi luminarze nie mieli nic przeciw dotychczasowym feudalno-folwarcznym stosunkom na uczelniach, gdzie każdy naukowiec po habilitacji był „szlachcicem na zagrodzie” wraz ze swoją siecią klientelistycznych powiązań i zależności obejmujących młodszą kadrę naukową - „szlachtę chodaczkową”. I dlatego w momencie, gdy Gowin zapragnął do tego radosnego systemu wprowadzić elementy rektorskiego „absolutum dominium” - nastąpił rokosz w obronie „złotej wolności”. Zgadłem?


*

Totalni” nie odpuszczają. Portal „OKO Press” zainicjował powołanie Komitetu Obrony Sprawiedliwości (KOS) mającego śledzić „naciski” i „wspierać” szykanowanych sędziów. Czytaj – donosić za granicę i domagać się „sankcji”. Brzmi wojowniczo, ale moim zdaniem bez Kijowskiego i „Trójzęba” cała szopka się nie liczy. Swoją drogą, KOS to taki ptaszek znany z wdzięcznego pogwizdywania. I tyle właśnie te ptaszki mogą – nagwizdać.


*

Niemców boli projekt Centralnego Portu Komunikacyjnego w Baranowie i bardzo by chcieli jakoś go utrącić – ale, że nie wypada im tak wprost, to wydelegowali Trzaskowskiego, który szczerze oznajmił, że CPK jest niepotrzebny, bo niedługo „będziemy mieli” lotnisko w Berlinie. Flankował go „Lisweek” grzmiąc o „gigantomanii”. Hmm, w Berlinie budowa lotniska ślimaczy się chyba od czasów kajzera Wilhelma, kilkukrotnie przekroczono kosztorys – a końca nie widać. Wiecie co? Poczekajcie te parę lat na nasz Baranów. Na cholerę wam ta teutońska gigantomania...


*

W Niemczech trwa sezon szparagowy i jak co roku tamtejsi plantatorzy załamują ręce, że nie mają pracowników, bo Polakom i Rumunom już się nie chce tyrać – co wcześniej było dla nich naturalnym porządkiem rzeczy. Dziwne, przecież Niemcy całkiem niedawno przyjęli jakieś półtora miliona migrantów – i nadal nie ma komu zbierać tych szparagów? A za łeb jednego z drugim – i na pole do bauera! Zapomnieli już, jak to się robi? Najpierw „hande hoch” - a potem arbeit, ordnung, schneller, schneller! Trzeba tylko pola otoczyć drutami, żeby się skubańce nie rozbiegli – ale szczęśliwie Trump wprowadził cła na metale, więc spadną ceny i nawet tanio wyjdzie.

Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w dwutygodniku „Polska Niepodległa” nr 12 (20.06-03.07.2018)