Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kazimierz Mochol. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kazimierz Mochol. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 listopada 2012

Gaudenizacja „Rzepy”

Jaką rolę odegrali ludzie WSI w zamachu smoleńskim, skoro ich biznesowy protegowany tak energicznie wyczyścił „Rzepę”?

I. Nawrót gaudenowszczyzny

Można powiedzieć, że po zwolnieniu z „Rzeczpospolitej” Cezarego Gmyza za artykuł „Trotyl na wraku tupolewa”, historia zatoczyła koło. Nawet z pewnym naddatkiem, bowiem prócz dziennikarza poleciał też naczelny, Tomasz Wróblewski, wraz ze współpracownikami - szefem działu krajowego Mariuszem Staniszewskim i zastępcą redaktora naczelnego Bartoszem Marczukiem (ciekawe, za co ten ostatni, skoro w newralgicznym czasie był na urlopie). Słowem, wracamy do roku 2005, kiedy to ówczesny redaktor naczelny „Rzepy”, Grzegorz Gauden, wyrzucił z pracy za „nielojalność” Bronisława Wildsteina, po tym, jak ten ostatni wrzucił do internetu tzw. „listę Wildsteina”, która, przypomnijmy, nie była żadną „listą” (to manipulacja „Wyborczej”), tylko jawnym katalogiem osobowym IPN.

W obu przypadkach mamy do czynienia z naruszeniem tabu – w 2005 roku było to „tabu” lustracyjne, obecnie - „tabu” dotyczące hipotezy, że 10.04.2010 pod Smoleńskiem mogło dojść do zamachu na rządowy samolot z Prezydentem na pokładzie. Zarówno wtedy, jak i dziś bezbłędnie zadziałał mechanizm cenzury represyjnej, karzącej za nieprawomyślne treści, które mają pozostać domeną ledwie tolerowanego „drugiego obiegu”, nigdy zaś nie mogą przedostać się do mainstreamu – chyba, że w formie kpin lub histerycznych fraz o „podpalaniu Polski”. Wreszcie, te dwie historie łączy potężne ciśnienie zewnętrzne wywierane na właścicieli i redakcję.

W 2005 roku komentowano, że „Wyborcza”, która rozpętała wokół Wildsteina nagonkę w swym niepowtarzalnym, unikalnym stylu, jest w stanie zwalniać dziennikarzy z teoretycznie konkurencyjnej gazety, do tego wówczas udziałowcem „Presspubliki” był Skarb Państwa. Obecnie wprawdzie po dawnej potędze „Wyborczej” zastało już tylko wspomnienie, zaś „Presspublica” jest formalnie zupełnie prywatną firmą, jednak tempo i styl w jakim pozbyto się niewygodnego dziennikarza oraz – dla przykładu – trzech innych pracowników, świadczy o tym, że nad „medialnym porządkiem” III RP nadal czuwają z ramienia Niewidzialnej Ręki odpowiednie siły, dbające o zachowanie status quo.

II. Jak Hajdarowicz „Presspublicę” kupował

Co sądzę o zachowaniu Tomasza Wróblewskiego napisałem w poprzedniej notce „Ostatnia linia obrony”, a o wmanewrowaniu „Rzepy” i Gmyza w „operację trotyl” - w tekście „Wybuchowa prowokacja”, nie będę się więc powtarzał. Warto natomiast przypomnieć okoliczności w jakich Grzegorz Hajdarowicz nabył „Presspublicę”.

Otóż, przed przejęciem „Presspubliki” Hajdarowicz był właścicielem spółki „Gremi Media” wydającej dołujący sprzedażowo „Przekrój” i niszowy „Sukces”. I to właśnie owo Gremi Media odkupiło za 80 mln zł od brytyjskiego funduszu inwestycyjnego „Mecom” większościowy pakiet (51,1 %) „Presspubliki” należący do „Mecom Poland Holdings S.A.” (transakcję sfinalizowano 11.10.2011). Dodajmy, że wcześniej ten sam Mecom bezskutecznie starał się o odkupienie całości wydawnictwa od mniejszościowego udziałowca – Skarbu Państwa (48,9%).

Nie dość, że „Mecom” „Presspubliki” nie odkupił, to jeszcze Skarb Państwa na tyle skutecznie uprzykrzał mu życie, robiąc podchody pod rozwiązanie spółki, że w końcu brytyjski fundusz sprzedał swe udziały wskazanej osobie – czyli panu Hajdarowiczowi. Najprawdopodobniej po zaniżonej cenie, bowiem sprzedaż odbyła się w sposób bardzo nietypowy dla tego typu przedsięwzięć: „(...) firma giełdowa, jaką jest Mecom Group, nie prowadziła tego procesu sprzedaży przez doradcę inwestycyjnego i nie wysłała zapytań do dużych graczy, którzy byli zainteresowani kupnem udziałów w ”Rzeczpospolitej”. Zwłaszcza że dzięki takim negocjacjom mogłaby uzyskać wyższą kwotę sprzedaży – komentuje (...) Zbigniew Benbenek, przewodniczący rady nadzorczej ZPR SA.” (cyt. za www.press.pl, wytł. i skróty moje – GG).

Koniec końców, jak wiemy, ten sam Skarb Państwa, który za Chiny nie chciał zbyć swych udziałów Mecomowi, prędziutko (12.10.2011) i bez oporów odsprzedał je za ok. 55 mln. zł Hajdarowiczowi, który w ten sposób stał się niepodzielnym właścicielem wydawnictwa.

Warto nadmienić, że znaczną część zakupu „Presspubliki” sfinansowała pożyczka od należącego do Grupy Gremi NFI „Jupiter” S.A. powstałego po przejęciu 11 NFI S.A. przez 3 NFI S.A. Na pożyczkę w wysokości 20 mln 200 tys zł zgodę musiała wydać Komisja Nadzoru Finansowego, gdyż jej wartość przekraczała 10% kapitału własnego NFI „Jupiter”. Pożyczka była oprocentowana na 11,5% w skali roku, zaś jej zwrot wraz z odsetkami nastąpić miał do 30 września 2011. „Zabezpieczenie zwrotu kwoty pożyczki wraz z oprocentowaniem stanowi zastaw cywilny oraz zastaw rejestrowy na udziałach spółki Gremi Media Spółka z o.o. z siedzibą w Krakowie oraz weksel własny in blanco wystawiony przez Pożyczkobiorcę.” (cyt. za raportem Komisji Nadzoru Finansowego). Czy Hajdarowicz pożyczkę zwrócił? Jeśli tak, to z jakich środków? Czy aby nie z majątku „Presspubliki”?

No i nade wszystko należy pamiętać o partnerze biznesowym Hajdarowicza - Kazimierzu Mocholu - byłym szefie kontrwywiadu i zastępcy szefa Wojskowych Służb Informacyjnych, który wówczas był prezesem zarządu spółki KCI S.A. (dawniej – państwowy PONAR) - udziałowca NFI „Jupiter”. Zrezygnował ze swej funkcji dopiero 28 października 2011 – po sfinalizowaniu przejęcia „Presspubliki” (zrobiło się o nim za głośno?). No, z takim patronem, żaden interes w III RP niestraszny...

III. Fikus czy Gauden?

Cóż, Gmyzowi i „Rzepie”, nawet z Wróblewskim siedzącym okrakiem na barykadzie jeszcze bardziej niż niegdyś Lisicki, zbierało się od dawna. W sumie może dziwić, że „Rzeczpospolita” przetrwała aż do tej pory w dotychczasowym, umiarkowanie opozycyjnym kształcie, zaś „Uważam Rze” funkcjonuje nadal, skupiając opozycyjnych dziennikarzy (wentyl bezpieczeństwa?). Wszystko bowiem wskazuje na to, że Hajdarowicz jest biznesowym „słupem” ludzi WSI. Zastanawiająca jest też rola Hajdarowicza w „operacji trotyl”, bo należy pamiętać, że osobiście dopuścił artykuł Gmyza do druku – specjalnie wrócił z Austrii – by potem ekspresowo zmasakrować „winowajców”, czyszcząc miejsce przyszłemu naczelnemu – Andrzejowi Taladze. Rola tego drugiego jest jasna – to miałki karierowicz, który skorzystał z okazji, by wbić nóż w plecy Gmyzowi i Wróblewskiemu (który zresztą sprowadził go ze sobą do „Rzepy”) publikując niesławne pierwsze dementi ze słowami „pomyliliśmy się”. I pomyśleć, że Talaga był kiedyś dziennikarzem „Nowego Państwa”. Nie ma co – ma ta nasza prawica rękę do ludzi...

Przeszło rok temu zastanawiałem się, nieco przedwcześnie, czy „Rzeczpospolita” pójdzie drogą „doktryny Fikusa” („Rzepa” jako gazeta gospodarczo-prawna, bo od polityki jest „Wyborcza”), czy też Gaudena (dołączenie do propagandowej ekspozytury Obozu Beneficjentów i Utrwalaczy III RP zwieńczone wyrzuceniem Wildsteina). Po deklaracji Hajdarowicza, który mówiąc o „wywołaniu wojny polsko-polskiej”, sięgnął do propagandowej retoryki Dyktatury Matołów, trudno mieć wątpliwości.

Wychodzi na to, że pomniejsze „wpadki” Dyktatury Matołów można było piętnować - to nawet dobrze, bo uwiarygadnia gazetę - ale od rozważania możliwości zamachu w Smoleńsku – wara! A ponadto - jeśli jedna konferencja prasowa prokuratora Szeląga jest w stanie „zdmuchnąć” niewygodnego dziennikarza i wierchuszkę formalnie prywatnej gazety, jeśli okazuje się, że pewnych tematów lepiej nie ruszać... i jeśli połączyć to z przejęciem „Presspubliki” za którym stali najprawdopodobniej ludzie WSI...

…to warto zapytać, jaką rolę odegrały „byłe” Wojskowe Służby Informacyjne w zamachu smoleńskim, skoro ich biznesowy protegowany najpierw dał zielone światło „wybuchowej prowokacji”, by następnie skwapliwie wyczyścić teren?

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Moje wcześniejsze notki o „Rzeczpospolitej”:

http://niepoprawni.pl/blog/287/krajobraz-po-przejeciu

http://niepoprawni.pl/blog/287/krajobraz-po-przejeciu-%E2%80%93-post-scriptum

http://niepoprawni.pl/blog/287/krajobraz-po-przejeciu-%E2%80%93-domkniecie

http://niepoprawni.pl/blog/287/ostatnia-linia-obrony

http://niepoprawni.pl/blog/287/wybuchowa-prowokacja

sobota, 9 lipca 2011

Medialna rusyfikacja


Na drodze realizacji spiżowych wytycznych Umiłowanych Przywódców z Pierwszego Zjazdu Mediodajni Bratnich Krajów...



 


I. O pogłębianie wzajemnego zaufania...


Kiedy szkicowałem niedawno „Krajobraz po przejęciu”, w którym zarysowałem sytuację po odkupieniu udziałów Mecomu w „Presspublice” przez „biznesmena przyjaznego lewicy”, zapomniałem o pewnym szczególe z niedawnej przeszłości, który nie musi, ale może mieć znaczenie w kontekście ostatnich przetasowań w medialnym światku. Otóż w dniach 24-25 czerwca 2011 odbył się we Wrocławiu I Polsko-Rosyjski Kongres Mediów. Do uczestników tej zacnej imprezy prezydenci Miedwiediew i Komorowski skierowali specjalne orędzia, w których mowa była m.in. o „zwalczaniu uprzedzeń” (Komorowski), „pogłębianiu wzajemnego zrozumienia” (Miedwiediew) i takich tam pięknościach, o czym nie omieszkał donieść z nabożnym przydechem portal TokFM.


Przy okazji dowiedziałem się o istnieniu Centrów Polsko-Rosyjskiego oraz Rosyjsko-Polskiego Dialogu i Porozumienia, które były organizatorami tego krzepiącego niczym kulebiak spotkania.


II. Wzorce „liberalnego autorytaryzmu”.


A teraz zastanówmy się, jakież to praktyczne wymiary mogło osiągnąć owo „zwalczanie uprzedzeń”, szczególnie w korelacji z „pogłębianiem wzajemnego zrozumienia”. Na mój złośliwy gust, sowieccy towarzysze mogli na ten przykład opowiedzieć o budowie porządku medialnego w warunkach „suwerennej demokracji” jak zwykł określać swą czekistowską dyktaturę nasz drogi przyjaciel Władimir Władimirowicz. W skład owego porządku wchodzi m.in. przejmowanie mediów przez konstruktywnie nastawiony do aktualnej rzeczywistości biznes, któremu to konstruktywnemu podejściu wybitnie sprzyja osadzenie tegoż biznesu w specsłużbowych układach i lojalność wobec „waadzy”, za co specsłużbiści odwdzięczają się mniej lub bardziej dyskretną „kryszą”, tak że słodkiej i intratnej dla obu stron symbiozy na linii media-reżim nie jest w stanie zakłócić żadna wraża siła.


Przypomnę tu w charakterze ciekawostki, że tego typu porządkami zachwycił się w wywiadzie dla „Komsomolskiej Prawdy” sam naczelny bojownik o wolność słowa na Białorusi, Adam Michnik, określając putinowską „suwerenną demokrację” mianem „liberalnego autorytaryzmu” i zachwycając się tym, że może sobie w Moskwie nakupić 50 kg książek, niekiedy nawet przeciwnych Putinowi.


III. Zielone światło dla „zwalczania uprzedzeń”.


Moim niezbyt skromnym zdaniem, w przypadku przejęcia „Presspubliki” mamy do czynienia właśnie z próbą implementacji tego ze wszech miar godnego naśladowania wzorca. Oczywiście, negocjacje musiały toczyć się od dawna, ale wymiana bezcennych doświadczeń na wrocławskim Kongresie mogła przysłużyć się ostatecznej akceptacji przez „czynniki” medialnego dealu. W końcu, takich kongresów również nie zwołuje się z dnia na dzień, zaś zważywszy na stopień nasycenia wysyłanych przez Rosję za granicę „przedstawicieli świata mediów” przedstawicielami sprawujących nad tymiż mediami „kryszę” tajnych, widnych i dwupłciowych formacji, to można domniemywać, że sytuacja na bratnim, polskim, medialnym odcinku mogła być przedmiotem ich ożywionej troski dotyczącej niekonstruktywnego braku jakże wzniosłej jednomyślności.


No, ale te pluralistyczne „uprzedzenia” szczęśliwie „zwalczono” i to zapewne w duchu „pogłębiania wzajemnego zrozumienia” sprzedając 51% udziałów panu Hajdarowiczowi, pozostającemu w słodkiej biznesowej zażyłości z Kazimierzem Mocholem, byłym szefem kontrwywiadu i zastępcą szefa Wojskowych Służb Informacyjnych („Nasz Dziennik”), czyli polskiej sekcji rosyjskiej wojskowej razwiedki. Jeżeli doliczyć do tego pożyczkę na zakup „Presspubliki” w wysokości ponad 20 mln zł od kontrolowanego przez pana Hajdarowicza NFI Jupiter – spółki wymienianej czasem przez różnych nienawistników w kontekście prania brudnych pieniędzy - i radosną zapowiedź ministra Grada, że chętnie sprzeda panu Hajdarowiczowi pozostałe 49%, to można śmiało powiedzieć, że oto „uprzedzenia” przezwyciężono, zaś działającym na rzecz „pogłębienia wzajemnego zrozumienia” biznesmenom i podmiotom zapalono zielone światło.


I nie dajmy się zwieść temu, że krakowski, zapewne jadowicie konserwatywny „Dziennik Polski” wykupiło niemieckie, wielce demokratyczne Polskapresse, które już ma w Małopolsce wysoce konstruktywną wobec coraz bardziej nas otaczającej rzeczywistości „Gazetę Krakowską”. Wszak nic nie cementuje partnerstwa i dobrosąsiedzkich stosunków jak wspólna piecza nad kondominium, która to kuratela winna rozciągać się również na umysły miejscowych „rabów” zwanych też niekiedy „ubermenschen”.


IV. Kontrola najwyższą formą zaufania.


W powyższym kontekście może nieco dziwić oferta wykupienia idącego pod młotek TVN-u przez rosyjski koncern Yandex (ma chrapkę co najmniej na Onet), bo to trochę tak jakby wozić drzewo do lasu, ale cóż – już Stalin mawiał, że „kontrola jest najwyższą formą zaufania”, a wszak na czym opierać zaufanie jak nie na wzajemnym „zrozumieniu” do którego „pogłębiania” nawoływał w swym liście do uczestników I Polsko-Rosyjskiego Kongresu Mediów prezydent Miedwiediew? Od razu widać, że u podstaw opisywanego tu ocieplenia na forum medialnym leży nielicha praca koncepcyjna, której efekty przemodelują naszą przestrzeń publiczną na długie lata, ponieważ ktoś, kto wzmiankowaną pracą koncepcyjną się zajął, uznał najwyraźniej, że stan obecny nie nadąża za wyzwaniami współczesności wymagającymi pełni jedności polityczno-ideowej, bez „pieredyszkowych” liberalno-pluralistycznych odchyleń i fanaberii.


Oficjalnie mówi się wprawdzie o francuskim koncernie Vivendi, niemieckim Bertelsmannie, Fox Entertaiment Group należącej do potentata medialnego Ruperta Murdocha, czy grupie Discovery (przytaczam za „Rzeczpospolitą”), ale - jak by tu powiedzieć – nawet jeśli TVN zostanie zakupiony przez któryś z wymienionych podmiotów, to nauczeni „trudną współpracą” Mecomu zachodni partnerzy raczej nie pójdą w ślady Brytoli, którzy opieszałość w „zwalczaniu uprzedzeń” i „pogłębianiu wzajemnego zrozumienia” przypłacili swą pozycją na medialnym rynku. A że zapatrzone w „liberalny autorytaryzm” Putina (że tak znów przytoczę Michnika) „waadza” i sprzęgnięty z nią szeroko rozumiany establishment IIIRP znają miliony sposobów, by uprzykrzyć życie niekonstruktywnym mediom (weźmy choćby reklamowy ostracyzm – a są i ostrzejsze metody), to można się spodziewać, że nawet wypatrywany przez niektórych z utęsknieniem Murdoch nie pomoże i skoncentruje się na robieniu rozrywki.


Jeszcze jedno – sprzedaż grupy TVN najprawdopodobniej nie zostanie sfinalizowana przed październikowymi wyborami, co jeszcze raz uzmysławia nam głębię koncepcji i właściwe priorytety. Wszak, pomijając kwestię stabilnego działania propagandowej tuby, nowy właściciel na bank pozbędzie się balastu w postaci Legii Warszawa, na stadion której platformiana Główna Bufetowa Miasta Stołecznego Warszawy wycelowała pół miliarda złotych. Taka wtopa w postaci pozostawienia samemu sobie finansożernego klubu-wydmuszki z liczną i dobrze zorganizowaną rzeszą rozwścieczonych zdradą „kiboli”, byłaby bardzo niepożądana w okresie przedwyborczego „dożynania watach”, tudzież „wyżynania talibanu”.


***


Za to po wyborach... O, wtedy proces wdrażania bratnich standardów „liberalnego autorytaryzmu” (ależ mi podoba się to określenie) w Priwislańskim Kraju wkroczy w decydującą fazę, a II, III, IV i wszystkie kolejne Polsko-Rosyjskie Kongresy Mediów będą odnotowywały z rosnącą satysfakcją kolejne postępy na drodze „zwalczania uprzedzeń” poprzez „pogłębianie wzajemnego zrozumienia”, zgodnie ze spiżowymi wytycznymi Umiłowanych Przywódców z Pierwszego Zjazdu Mediodajni Bratnich Krajów.


Gadający Grzyb