Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolonizacja gospodarcza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolonizacja gospodarcza. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 kwietnia 2015

Te ubogie supermarkety...

Nie zdziwmy się, gdy niedługo odnotujemy pojawienie się na naszym rynku nowej, prężnej sieci. Węgierskiej.

Wpadła mi właśnie w oko informacja podana przez „Rzeczpospolitą”, z której wynika, iż na Węgrzech tamtejszy Urząd Konkurencji Gospodarczej nałożył na sieć Auchan Magyarország kft karę w wysokości miliarda forintów (ok. 13,7 mln zł) za nieuczciwe praktyki względem kooperujących z nią podmiotów. Polegały one głównie na swoistym dyktacie wielkiego gracza wykorzystującego dominującą pozycję wobec mniejszych dostawców, głównie węgierskich. Kooperanci, przede wszystkim z branży spożywczej oraz towarów codziennego użytku, zmuszani byli do uiszczania opłat „gazetkowych” i „półkowych” - czyli haraczy, bez których ich towar nie miał szans na właściwą ekspozycję w sklepach, a także do ponoszenia kosztów promocji bądź przecen produktów. Niby nic nowego – znamy ten proceder również z własnego podwórka, a od siebie dodam jeszcze, że na porządku dziennym jest także ordynarne łapownictwo. Handlowcy „frontowi”, mający do czynienia na co dzień z impertynenckimi managerami sklepów wielkopowierzchniowych mogli by tu wiele opowiedzieć o różnego rodzaju wymuszeniach jakim są poddawani, jeśli chcą jakoś upłynnić towar. Wbrew utartemu mniemaniu, korupcja nie dotyczy jedynie sektora publicznego – skoro przeżarty jest nią cały kraj, to niby dlaczego prywatny biznes miałby stanowić wyjątek?

W każdym razie, na Węgrzech, gdzie Fidesz od dawna ma zagraniczne sieci handlowe na celowniku, postanowiono zrobić z tym porządek. Orban od początku swych rządów stawia głównie na pobudzenie rodzimej przedsiębiorczości i podniesienie poziomu życia obywateli, stąd już w 2011 roku wprowadził liniowy podatek dochodowy (16%), a także obniżył z 19% do 10% stawkę podatku korporacyjnego dla małych i średnich przedsiębiorstw o rocznych obrotach nie przekraczających 1,8 mln euro. Zamiast tego wprowadził specjalne podatki sektorowe dla przedsiębiorstw z branż: telekomunikacyjnej, energetycznej, finansowej i sieci handlowych. Jak łatwo się domyślić, daniny sektorowe dotknęły głównie wielkie, międzynarodowe koncerny, przy czym naliczane są one od przychodów, zaś w przypadku banków – od aktywów, co sprawia, iż trudniej jest uciec od wywiązania się z powinności poprzez zaniżanie zysków. Korporacje pobiegły na skargę do Komisji Europejskiej – list wystosowały m.in. OMV, Deutsche Telekom, RWE, EnBW, E.ON, Aegon, Allianz, ING Group – lecz nie udało im się wiele wskórać poza groźnym pohukiwaniem europejskich urzędników.

Warto zauważyć, że powyższe rozwiązania idą dokładnie w przeciwnym kierunku niż typowe zalecenia naprawcze Międzynarodowego Funduszu Walutowego nakazującego radykalnie ciąć wydatki (od Węgier wymagano m.in. ograniczenia wydatków na szkolnictwo, transport publiczny, opiekę zdrowotną), zwiększać obciążenia fiskalne ludności i dopieszczać zagranicznych inwestorów, toteż nic dziwnego, że Węgry postarały się o przedterminową spłatę pożyczki od MFW i w 2013 podziękowały tej instytucji za dalszą współpracę.

Obecne uderzenie w jednego z potentatów handlowych jest logiczną kontynuacją tej polityki. Od niedawna obowiązuje zakaz handlu w niedzielę oraz ograniczenia budowania sklepów wielkopowierzchniowych w kulturowych centrach miast. Prócz tego zagrożono wycofaniem licencji sieciom, które przez dwa lata z rzędu wykażą stratę operacyjną, co jest kolejną odsłoną wojny z unikaniem płacenia podatków na Węgrzech i transferowaniem zysków za granicę. A trzeba wiedzieć, że największe sieci (TESCO, Spar, Auchan, Aldi, Lidl) wykazywały straty permanentnie.

Tymczasem u nas neokolonialna eksploatacja rynku rozkwita w najlepsze. W tym kontekście można przywołać chociażby raport Fundacji Republikańskiej z 2013 roku w którym porównano przychody największych sieci i kwoty płaconego przez nie podatku CIT za rok 2011. I tak, Kaufland przy 6,4 mld zł przychodu nie zapłacił CIT w ogóle; Carrefour przy przychodzie 7,9 mld otrzymał 14 mln zwrotu; Tesco – 11,9 mld przychodu, brak danych nt. CIT; Lidl – 7,6 mld przychodu i 57,4 mln zł CIT; Biedronka – 25,3 mld przychodu i 241 mln zł podatku CIT. Obrazuje to skalę kreatywności rachunkowej – wszak chyba nikt się nie łudzi, że wszystkie zyski zjadły inwestycje i ekspansja na rynku. Mamy do czynienia, jak w tylu innych branżach, z drenażem polskiej gospodarki choćby poprzez tzw. ceny transferowe i zakupy od zagranicznych podmiotów tej samej grupy kapitałowej. Nie wiedzieliście Państwo, czemu dyskonty ostatnio tak intensywnie promują „smaki” z różnych europejskich kuchni? No to teraz już wiecie - bo kapitał ma narodowość, a kolonialne peryferia są od tego, by wydojoną z nich kasę przekazywać do metropolii. Wszystko to zaś odbywa się przy zastanawiającej bierności Ministerstwa Finansów – dość powiedzieć, że mamy najdroższy w stosunku do efektywności aparat skarbowy wśród krajów OECD i jedynie nieco ponad stu urzędników specjalizujących się w problematyce cen transferowych. Dlatego nie zdziwmy się, gdy niedługo odnotujemy pojawienie się na naszym rynku nowej, prężnej sieci. Węgierskiej.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

PS. Informacje o podatkach zamieszczone w grafice nieco różnią się od podanych w tekście, mimo że jedne i drugie bazują na ustaleniach Fundacji Republikańskiej. Być może Fundacja po pewnym czasie uściśliła dane.

Artykuł opublikowany w „Gazecie Finansowej” nr 13-14 (27.03-09.04.2015)

niedziela, 15 września 2013

W niewoli kapitału

Jan Vincent Rostowski mógł zostać Tuskowi zwyczajnie narzucony, by dokończyć proces kolonizacji gospodarczej Polski.

I. Wynarodowiona gospodarka

Do annałów: 13.09.2013. Sejm uchwalił nowelizację ustawy budżetowej zwiększającą deficyt o ok. 16 mld zł – z 35,6 mld do 51mld 565mln zł. Dalsze 7,7 mld złotych mają przynieść cięcia w poszczególnych resortach. W sumie – prawie 25 mld złotych. No cóż, przydałoby się teraz mieć te 5,8 mld euro, które „pożyczyliśmy” na 0,1-0,2 procenta w ramach zrzutki na ratowanie Grecji Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu w 2011 roku (sami mamy linię kredytową w MFW oprocentowaną na 5-6%). Po obecnym kursie (ok. 4,2 zł), byłoby to 24,36 mld zł – i kwestia niedoboru byłaby właściwie rozwiązana. Ale przecież nie po to międzynarodowa finansjera nasłała tu w charakterze strażnika swych interesów pana Jana Vincenta „no PESEL” Rostowskiego z samego londyńskiego City, by Polska przestała się zadłużać.

Powyższe koreluje z wypowiedzią prof. Witolda Kieżuna o tym, w jakim stopniu jesteśmy (Polska i cała środkowa Europa) skolonizowani przez obcy kapitał. Sektor finansowy – na sześćdziesiąt kilka banków tylko cztery są polskie. W krajach Europy Zachodniej obecność obcych banków nie przekracza 20% - i to pomimo „swobodnego” przepływu kapitałów. Poszczególne branże – zdominowane przez firmy zagraniczne, wliczając w to „sprywatyzowane” za ułamek wartości przedsiębiorstwa państwowe. Do tego jesteśmy rezerwuarem taniej siły roboczej. Sędziwy profesor mówiąc o tym, płakał. Nie o taką Polskę walczył, nie takiej Polski wyglądał. Struktura gospodarcza Polski przypomina bowiem jako żywo to, co ma miejsce w krajach postkolonialnych.

II. Kapitałowa kolonizacja

Mamy zatem do czynienia z wielopoziomową kolonizacją – finansową, sił wytwórczych i materiału ludzkiego. Czegoś jednak z punktu widzenia ekonomicznych kolonizatorów wciąż brakowało – mianowicie, do pewnego momentu Polska, dzięki zachowywaniu jako-takiej dyscypliny finansowej, pozostawała krajem stosunkowo mało zadłużonym. Dług publiczny wprawdzie stopniowo narastał, jednak dość powoli, ponadto istniały progi ostrożnościowe traktowane przez wszystkie kolejne ekipy niezależnie od politycznych barw jako tabu. Inna sprawa, że kolejne rządy przed nadmiernym zapożyczaniem się ratowała „prywatyzacja” - czyli wyprzedaż obliczona na „dopięcie” kolejnych budżetów.

W każdym razie, na koniec 2007 roku dług publiczny wynosił nieco ponad 527 mld zł, a obecnie według różnych wyliczeń od 800 mld do biliona złotych. Osobiście przypuszczam, że bliższa prawdzie jest ta wyższa suma z uwagi na różne, nie stosowane przez poprzedników, księgowe sztuczki ministra Rostowskiego.

Co spowodowało tak nagły wzrost tempa zadłużania Polski? Do niedawna skłonny byłem sądzić, iż jest to wynik zbrodniczej beztroski i dojutrkowości charakteryzującej rządy Tuska - „ciepła woda w kranie” za pożyczone pieniądze dopóki się da, a potem ucieczka na brukselską posadę komisarza od prostowania bananów. Rostowski zaś miał być wykonawcą tej polityki. Obecnie jednak rodzi mi się w głowie spiskowe podejrzenie, że sprawa może mieć drugie i o wiele poważniejsze dno.

III. Dokończenie procesu kolonizacyjnego

Otóż Jan Vincent Rostowski mógł zostać Tuskowi zwyczajnie nastręczony, lub wręcz narzucony, jako strażnik interesów banksterskiej międzynarodówki, by dokończyć proces kolonizacyjny i to tak, byśmy nie mieli szans kiedykolwiek wygrzebać się z bagna. Finanse publiczne były bowiem ostatnim poważnym segmentem w którym mieliśmy jeszcze pole manewru i jakąkolwiek podmiotowość. A finanse publiczne, to nic innego jak podatki płacone przez obywateli, na które chrapkę mają instytucje finansowe skupujące państwowe papiery dłużne. Wydaje się nam, że podatki płacimy do budżetu państwa, tymczasem, jak poskrobać, to okazuje się, że budżet państwa jest tu tylko „przepompownią” która przekazuje nasze pieniądze do wierzycieli będących w posiadaniu obligacji Skarbu Państwa. W 2012 na samą obsługę zadłużenia wydaliśmy równowartość wpływów z PIT i jeszcze trochę, a przecież to nie koniec.

Zrozumiałe więc, że w interesie ekonomicznych kolonizatorów jest pogłębianie zadłużenia państwa, bo to gwarantuje im pewne dochody – im zadłużenie wyższe, tym większe zastrzyki gotówki płyną z naszych do ich kieszeni. Cały proceder kończy się zaś bankructwem i półformalnym ubezwłasnowolnieniem kraju, jak dzieje się to w przypadku Grecji. Pisałem już o tym wielokrotnie (wykaz poprzednich tekstów pod notką), ale powtórzę – zadłużanie państwa, to wyprzedaż suwerenności. Do tej pory owo uzależnienie od międzynarodowej finansjery postępowało najwyraźniej zbyt wolno jak na apetyty mocodawców Rostowskiego. Od momentu objęcia teki ministra finansów przez Jana Vincenta wszystko ruszyło z kopyta.

Nie do przecenienia jest również naruszenie finansowego tabu w postaci „zawieszenia” pierwszego progu ostrożnościowego. W ten sposób pękła pewna psychologiczna bariera - od tej pory każdy rząd będzie miał świadomość, że wszelkie zasady dotyczące finansów publicznych będzie można złamać ku uciesze przyszłych wierzycieli i licytatorów masy upadłościowej. I sądzę, że to również jest celowe działanie Rostowskiego, który zwyczajnie musiał wiedzieć, że układa nierealny budżet – właśnie po to, by stworzyć okazję do przełamania ostrożnościowej granicy i otworzyć wrota do dalszego zadłużania Polski.

IV. Na drodze do upadłości

Warto dodać, iż powyższe jest logiczną konsekwencją procesu „transformacyjnego” zapoczątkowanego w postkomunistycznym regionie przez George'a Sorosa (a tak naprawdę przez jego mocodawców, którzy posyłają Sorosa w charakterze finansowego „komandosa”). Proces ów Song Hongbing w swej „Wojnie o pieniądz” scharakteryzował jako „zamianę długów na udziały”. W telegraficznym skrócie polega on na tym, że demoludom umarzano częściowo długi, których nie mogły spłacić w zamian za „udziały” w poszczególnych gospodarkach narodowych. Stąd ta niezrozumiała na pierwszy rzut oka wyprzedaż majątku narodowego po dyskontowych cenach i niepohamowana inwazja gospodarcza, nad którą tak boleje prof. Kieżun.

Przy okazji - państwo właśnie dało sygnał o rychłej niewypłacalności, przystępując do likwidacji OFE. Tak się bowiem składa, że OFE są dość istotnym wierzycielem Skarbu Państwa na rynku wewnętrznym – na koniec 2012 roku obligacje stanowiły 45% papierów wartościowych w portfelu OFE na łączną sumę 118 mld zł. „Nacjonalizując” te obligacje, państwo dało sygnał, że długo już nie pociągnie, mimo pozornego obniżenia długu publicznego. Oczywiście, OFE nie ma co żałować, ten finansowy pasożyt był bowiem jedną z wielu form eksploatacji, zaś nasze „prywatne” emerytury i tak przecież koniec końców w 45% były uzależnione od zdolności wykupu przez państwo obligacji. Niemniej, w obecnej kondycji finansów publicznych ten rozpaczliwy rzut na taśmę dokonany przez Rostowskiego po to, by plajta nie wyszła na jaw przedwcześnie, ma jednoznaczną wymowę.

Podsumowując, obecnie jesteśmy na najlepszej drodze, by jako bankruci trafić pod nieubłagane skrzydła Międzynarodowego Funduszu Walutowego, którego recepta jest zawsze taka sama: fiskalizm, wyprzedaż tego co jeszcze jest państwowe, plus radykalne cięcia – również inwestycyjne, co każdorazowo skutkuje „zamrożeniem” gospodarki „ratowanego” kraju. Lecz to zabójcze rozwiązanie ma dla finansowej oligarchii podstawowy plus – spłacając transze „pomocy międzynarodowej” pod egidą MFW, wyciska się to, czego nie udało się z danego kraju wycisnąć do tej pory. I w tym momencie kolonizacja o której tu mówimy osiąga stadium finalne - totalne podporządkowanie wszelkich zasobów opanowanego terytorium.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:

http://niepoprawni.pl/blog/287/dlugi-suwerennosc

http://niepoprawni.pl/blog/287/szesciolatki-na-emigracje

http://niepoprawni.pl/blog/287/kryzysowy-korkociag

http://niepoprawni.pl/blog/287/zielona-wyspa-w-czarnej-dziurze

http://niepoprawni.pl/blog/287/budapeszt-czy-ateny

http://niepoprawni.pl/blog/287/o-greckich-kozojebcach-i-bankructwie-w-zjednoczonej-europie

http://niepoprawni.pl/blog/287/biale-noski-zamiast-bialych-kolnierzykow