Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemysł przykrywkowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemysł przykrywkowy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 listopada 2012

Wybuchowa prowokacja

„Oni nas uduszą, uduszą tym kłamstwem. Wytrują nas wszystkich cynizmem i kłamstwem, jak cyklonem B.”

I. Operacja „Trotyl”

Nie udało się ze zdjęciami Karacuby, więc postanowiono podgrzać atmosferę za pomocą prowokacji z trotylem i nitrogliceryną. Nie widzę innego wyjaśnienia dla tego, co stało się we wtorek. Scenariusz najprawdopodobniej był następujący: podpuszczamy redaktora Gmyza informacją o śladach materiałów wybuchowych. Mówią mu tak biegli, bądź ludzie z Prokuratury Wojskowej (bo chyba tak należy rozumieć słowa Gmyza o „czterech niezależnych źródłach”). Prokurator Generalny, Andrzej Seremet próbuje odwieść naczelnego „Rzepy” od publikacji, czym tylko utwierdza Tomasza Wróblewskiego, że ma w rękach dziennikarską bombę (podpuchy ciąg dalszy). Następnie czekamy aż ryba chwyci przynętę i „Rzepa” „puści” artykuł, który wywołuje burzę i ostre reakcje ze strony rodzin ofiar oraz Antoniego Macierewicza i Jarosława Kaczyńskiego. Wreszcie, organizujemy konferencję na której wszystkiemu zaprzeczamy... ale nie do końca – twierdzimy, że nie znaleziono śladów materiałów wybuchowych, tylko jakieś substancje, które mogą lecz nie muszą wskazywać na obecność trotylu, a tak w ogóle, to trzeba wszystko przebadać, co potrwa jakieś pół roku.

W ten sposób załatwiono za jednym zamachem kilka spraw. Po pierwsze, rozniecono na nowo „smoleńską wojnę domową” i to w wersji maksymalnie niekorzystnej dla Jarosława Kaczyńskiego oraz zwolenników tezy o zamachu smoleńskim – czyli odpalono narrację spod znaku „Kaczyński i wariaci od Smoleńska chcą podpalić Polskę”. Po drugie, „przykryto” sprawę błędu przy identyfikacji zwłok prezydenta Kaczorowskiego. Po trzecie, wyciszono kolejną akcję Seryjnego Samobójcy, którego ofiarą padł chorąży Remigiusz Muś, technik pokładowy Jaka-40, którego zeznania podważają oficjalną wersję tragedii. Po czwarte, odwrócono uwagę od porażających „zaniedbań” w śledztwie. Po piąte, przystopowano „jesienną ofensywę” PiS, zaganiając opozycję na powrót do smoleńskiego narożnika.

II. Nowe oblicze „wrzutek smoleńskich”

Wszystko to oczywiście nie zmienia faktu, że dopiero teraz polscy specjaliści zdecydowali się na przebadanie wraku pod kątem pirotechnicznym, wcześniej poprzestając na „ustaleniach” Rosjan. I że bardzo się przestraszono tego, co odkryto. Cały jazgot posłużył właśnie do tego, by owo odkrycie zawczasu rozmydlić, poniekąd „unieważnić” - i zarazem „przykryć” kolejną kompromitację, bo kto z przeciętnych konsumentów mediodajni będzie wnikał, że śledczy przywieźli do Polski tylko „gołe” odczyty, bez materiałów z Tupolewa? Że próbki z samolotu będą badane w moskiewskim laboratorium? Już teraz można się założyć, że badania – nawet jeśli „badać” będą polscy śledczy - niczego nie wykażą, co w wygodnym dla Putina momencie zostanie upublicznione i z miejsca potraktowane przez Dyktaturę Matołów oraz sprzęgnięte z nią mediodajnie jako koronny dowód na prawdziwość wersji Anodiny-Millera o „pancernej brzozie”.

I pomyśleć, że nie tak dawno pisałem o „Krachu anty-smoleńskiej narracji” i wyczerpanym arsenale „wrzutek”. Nie przyszło mi jednak do głowy, że w charakterze „wrzutki” zostanie użyte autentyczne odkrycie wskazujące na materiały wybuchowe, które odpowiednio „podkręcone” zostanie podrzucone umiarkowanie opozycyjnej, a więc przez to wiarygodnej gazecie, tylko po to, by następnie z hukiem je zdyskredytować. I żeby nikt nie wyczytał, iż „Polscy prokuratorzy mieli wątpliwości co do rosyjskiej ekspertyzy pirotechnicznej. Dostarczona przez Rosjan analiza nie spełniała wymogów proceduralnych. Nasi biegli odmówili podpisania ostatecznej opinii o przyczynach zgonu bez dokładnego przebadania wraku.” (cyt. z artykułu „Trotyl na wraku tupolewa”)

W wytworzonym szumie zginęła również informacja, że pan Stanisław Zagrodzki przekazał amerykańskim naukowcom rzeczy osobiste swej kuzynki - śp. Ewy Bąkowskiej ze Stowarzyszenia Rodzin Katyńskich - i że na pasie biodrowym od samolotowego fotela odkryli oni ślady trójnitrotoluenu, czyli trotylu. Co więcej, obecność trotylu wykryto za pomocą laboratoryjnej analizy chemicznej – czyli tej, do której dopiero mają zabrać się w Moskwie, bowiem jak na razie szczątki wraku zaledwie „omieciono” detektorem.

III. Tlen dla Ober-Matoła

Ostatnimi czasy Ober Matołowi nie brakowało rozlicznych, potencjalnie śmiertelnych politycznie zgryzot. Kolejne skandale ekshumacyjne, Konferencja Smoleńska z udziałem 100 naukowców podważających oficjalną wersję Tragedii, fiasko rozbujania emocji „elektoratu” wokół kwestii światopoglądowych związanych z aborcją i zapłodnieniem „in wiadro”, rosnące słupki PiS-u na skutek „jesiennej ofensywy” i zrównoważenia przekazu „merytorycznego” ze „smoleńskim”, przestawienie społecznej „wajchy” sympatii politycznych, kryzys i zimne grille... Do tego Jarosław Kaczyński nagle zrobił się irytująco odporny na prowokacje i złowrogo milczał, nawet po publikacji zdjęć Karacuby. Redaktor Wroński z „Wyborczej” nawoływał wręcz w desperacji: „Kiedy Kaczyński powie wreszcie: to był zamach”.

Tak, Tusk i jego zdychająca Dyktatura Matołów potrzebowali tej prowokacji jak powietrza – i ten tlen został im podany. Trudno oczywiście dziwić się Kaczyńskiemu, że po publikacji artykułu (i zapewne dysponując jakimiś własnymi źródłami) zaczął mówić o zbrodni i zamordowaniu 96 osób, podobnie jak reakcjom rodzin ofiar. Przynajmniej redaktor Wroński mógł wreszcie wypuścić powietrze i z cynizmem na który stać tylko długoletnich wyrobników reżimowej propagandy podziękować „Rzepie”, że „wyciągnęła zawleczkę z Kaczyńskiego”. Hurra! Kaczyński mówi o zamachu! Nareszcie możemy znowu zacząć robić z niego wariata! Zaś sam Ober-Matoł mógł dosiąść swego ulubionego konika i obwieścić, że „nie sposób ułożyć sobie życie w jednym państwie z ludźmi, którzy formułują tego typu wnioski”. Wszak nie od dziś wiadomo, że jedyną szansą Tuska jest gra obliczona na straszenie Kaczyńskim i zmęczenie społeczeństwa „smoleńskimi awanturami”.

Niemniej, trudno było oczekiwać od lidera opozycji i brata zamordowanego Prezydenta milczenia – byłoby ono wręcz nienaturalne. I tu tkwi kolejna warstwa perfidii Operacji „Trotyl”.

***

Na zakończenie pozwolę sobie zacytować fragment poruszającego maila, jakiego otrzymałem od redakcyjnej koleżanki z Niepoprawnego Radia PL. Nie sposób lepiej ująć całej ohydy, z jaką mamy do czynienia:

„To o to chodziło tym sługusom diabła, o to, żeby znowu zdyskredytować, ośmieszyć Kaczyńskiego, zadrwić ze świętego oburzenia rodzin, z naszej pewności o ich zdradzie! Takiej pogardy dla człowieka nawet za komuny nie było. (…) Oni nas uduszą, uduszą tym kłamstwem. (…) Potrzebne nam są dobre wiadomości, bo już nie ma czym oddychać. Wytrują nas wszystkich cynizmem i kłamstwem, jak cyklonem B.

W całej tej ponurej sprawie jeden aspekt jest pocieszający. To są ostatnie, desperackie podrygi obliczone na zmęczenie społeczeństwa Smoleńskiem. Dyktaturze Matołów musi naprawdę ostro palić się pod tyłkami, skoro sięga po takie metody. Ten „cyklon B” kłamstwa i cynizmu prędzej czy później zadusi ich samych.

Gadający Grzyb

P.S. Ilustracja – Adam Dee

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

niedziela, 28 października 2012

Galwanizacja Tuska

Tusk jest już politycznym zombie, tylko jeszcze o tym nie wie i niczym zdechła żaba galwanizuje się „pijarem”.

I. Kryzys Dyktatury Matołów

Dzisiaj powyzwierzęcam się jeszcze trochę nad postępującym upadkiem PO i Tuska osobiście, kontynuując niektóre wątki z poprzednich tekstów (lista pod notką). A co – Ober Matoł znęca się nad nami wszystkimi od pięciu lat, to i ja sobie pozwolę.

Na początek może wyjaśnię jednak skąd ten „Ober-Matoł” i „Dyktatura Matołów”, których to terminów staram się konsekwentnie używać. Sądziłem, że wszyscy zakumają, ale jednak co jakiś czas spotykam się z uwagą, że niepotrzebnie używam tak dosadnych sformułowań, bo odbiera to tekstowi powagę, osłabia przekaz itd. Otóż, „Dyktatura Matołów” to oczywiście nawiązanie do „dyktatury ciemniaków” Kisiela, (którym to mianem mistrz felietonu określił reżim Gomułki, za co dostał w jakiejś bramie solidny wycisk od tzw. „nieznanych sprawców”), połączone z kibolskim okrzykiem „Donald matole...”, za wznoszenie którego można obecnie od Niezawisłego Sądu zainkasować kilkusetzłotową grzywnę. No, a skoro mamy „Dyktaturę Matołów”, to któżby miał stać na jej czele, jak nie „Ober-Matoł”?

Obecnie jednak niedawna potęga Dyktatury zaczyna się kruszyć i to w sposób nieodwracalny. Tyle, że Ober-Matoł zdaje się kompletnie nie rozumieć, że jego obecne problemy są konsekwencją całokształtu radosnej twórczości na stołku premiera. To się odkładało przez pięć lat... aż przeważyło „wajchę”. Tymczasem Tusk zdaje się sądzić, że to tylko potknięcie, chwilowy kryzysik, który da się jak za dawnych dobrych czasów odczarować „pijarowskim” hokus-pokus. Błąd. Ludzie już tak mają, że do pewnego momentu gotowi są bezkrytycznie wielbić swych wybrańców, by po przekroczeniu pewnej nieuchwytnej linii „przestawić wajchę” i równie emocjonalnie ich znienawidzić.

II. „Pijarowska” galwanizacja

Tusk jest już politycznym truposzczakiem, zombie, tylko jeszcze o tym nie wie. Albo inaczej – gdzieś tam w głębi duszy wie, tylko wypiera ów fakt ze świadomości i uparcie próbuje galwanizować się „pijarem”. Niczym martwa żaba podłączona do prądu porusza odnóżami, symulując procesy życiowe, ale to już tylko pozory.

Ta „autogalwanizacja” kiedyś pewnie by zadziałała. Dziś staje się żałosna. Symbolem bezradności jest próba rozhuśtania zbiorowych emocji za pomocą zapłodnienia „in wiadro”, połączona z podbechtywaniem „wzmożenia światopoglądowego” przy okazji sejmowych głosowań nad projektami aborcyjnymi. I znowu – takie budowanie dychotomii jasnogród – ciemnogród, „fajnopolacy” kontra „mohery”, kiedyś mogłoby okazać się skuteczne. Jak bardzo, pokazała prowokacja z Krzyżem na Krakowskim Przedmieściu, która pewnie przejdzie do annałów socjotechnicznych operacji.

Ale nie dziś. Zadymy wokół krzyża, czy odgrzewanie tematyki aborcyjno-obyczajowej mogłoby ekscytować tłumy w czasach względnej prosperity, kiedy karkówa skwierczała wesoło na grillu, a świat po kilku browarkach wydawał się zielony niczym Irlandia. Obecnie, gdy kryzys rozgaszcza się u nas na całego, a grille dawno wystygły, tego typu spory mogą w „elektoracie” budzić jedynie irytację, że rząd zamiast zajmować się realnymi problemami, marnuje czas na „pierdoły”. Na dodatek, „Tusku musisz” postanowił wyjechać w Polskę „tuskobusem”. To powtórzenie chwytu z ostatniej kampanii ledwie rok po wyborach świadczy o kompletnym wyjałowieniu. Ciekaw jestem przebiegu tych „gospodarskich wizyt”. Przypuszczam, że słynne spotkanie z „Paprykarzem” to będzie pikuś w porównaniu z tym, z czym Ober-Matoł będzie musiał zmierzyć się tym razem. Tak to już jest, że na widok zimnego rusztu przychodzi otrzeźwienie i wtedy niezawodny do tej pory „przemysł przykrywkowy” przestaje działać.

III. „Grzyb prorokował!”

Sądzę, że gdyby nie Euro2012, które zapewniło „fajnopolakom” miesiąc euforycznych igrzysk przedłużonych siłą rozpędu na okres wakacyjny, to przesilenie nadeszłoby jeszcze wcześniej. Zwyczajnie, nie dało by się ukrywać rosnących kosztów pięcioletnich nie-rządów (dość powiedzieć, że w trzech pierwszych kwartałach roku na skutek „skoku cywilizacyjnego” związanego z „inwestycjami” padło 147 firm budowlanych – najwięcej od pięciu lat!). Do tego opozycja wreszcie zaczęła zachowywać się mądrze, dywersyfikując umiejętnie przekaz „merytoryczny” i „smoleński”, a ponadto nie daje się wpuszczać w różne prowokacje. Nie do przecenienia jest również postępujące na skutek skandali ekshumacyjnych społeczne przebudzenie dotyczące Smoleńska, tym bardziej, że arsenał „smoleńskich wrzutek” i związana z nim narracja „sekty pancernej brzozy” ostatecznie się wyczerpały, o czym świadczy fiasko akcji z ruskimi zdjęciami.

Tak nawiasem mówiąc, w styczniu 2011 roku, podsumowując ponuro domykający się w ramach „katastrofy po-smoleńskiej” system, pisałem w tekście „Domknięty system (cz. II – Czas rozkładu)”:

„(...) państwo będzie nadal powoli gniło, aż odezwie się ta charakterystyczna właściwość, którą opisałem w „polskich porach roku”to samo z czym Polacy żyli przez lata nagle zacznie uwierać i przy jednym niepozornym ruchu rządu, jakich było wcześniej wiele, nagle nastąpi obudzenie. Niemniej, PO wygra następne wybory parlamentarne (te w 2011 - GG), tak jak poprzednie – prezydenckie i samorządowe – może nie miażdżąco, ale wyraźnie. Pytanie, czy dotrwa do kresu następnej kadencji?

Osobiście, kres rządów PO przewiduję na okres po Euro2012. Państwo do tej pory przegnije na tyle, że zacznie to doskwierać ludziom na różnych poziomach – nie dość, że zabraknie „chleba” to jeszcze skończą się „igrzyska”.”

Na koniec zaś dodałem:

„Tragedia smoleńska i czas „Solidarnych 2010”, którzy mieli okazję policzyć się na Krakowskim Przedmieściu i podczas wawelskiego pogrzebu ma (...) potencjał duchowej bomby z opóźnionym zapłonem. To kiedyś da o sobie znać. Kiedy? Jak zwykle u Polaków – w najmniej spodziewanym momencie.”

Pomału wychodzi na moje. Jakby co, możecie mówić, trawestując Rocha Kowalskiego: „Grzyb prorokował!” ;)

IV. Ober-Matołowi na pociechę

Poprzedni tekst („Krach anty-smoleńskiej narracji”) zakończyłem słowami: „Dyktaturze Matołów pozostało już tylko rozhuśtywanie zbiorowych emocji sprawami obyczajowymi, w nadziei na ożywienie społecznych podziałów. Ale ta wysilona żenada to ostatnie podrygi. Już niedługo...” … i – dodaję teraz - ta galwanizowana żaba przestanie się ruszać.

Cóż, na pocieszenie Ober-Matołowi zostaje przynajmniej świadomość, że niedawno „ministra” Mucha oddała się mu „do dyspozycji”. Ja tam wprawdzie owego „oddawania się” nie podglądałem, więc nie wiem jakie tam odchodziły konfiguracje i czy przy okazji skapnęło coś także temperamentnemu „konserwatyście” Gowinowi. Mam jednak nadzieję, że żadnemu z panów nie odpadło mężydło.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na zbliżony temat:

http://niepoprawni.pl/blog/287/wielowektorowy-przekaz-pis-u

http://niepoprawni.pl/blog/287/przed-drugim-expose-tuska

http://niepoprawni.pl/blog/287/symptomy-wajchy

http://niepoprawni.pl/blog/287/krach-anty-smolenskiej-narracji