Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sieroty po III RP. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sieroty po III RP. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 lutego 2016

Jak ograć eurokołchoz, czyli lęki sierot po III RP

Obóz III RP nie tylko przegrał doraźną bitwę - może przegrać również proeuropejskie nastawienie Polaków nad którym tak usilnie pracował przez ostatnie ćwierć wieku.

I. Lęki sierot po III RP

Hmm, wygląda na to, że nie tylko ja rozważam ewentualność wystąpienia Polski z Unii Europejskiej – możliwość ta brana jest również pod uwagę po drugiej stronie barykady. Oczywiście, tam gdzie ja upatruję szansę na odzyskanie przez Polskę podmiotowej pozycji, oni widzą siedem plag egipskich i ziszczenie swych sennych koszmarów, przy czym owe lęki ubierają w paranoidalny kostium narracyjny spod znaku „Kaczyński wyprowadzi nas z Europy i zamontuje tutaj faszyzm”. Nie powiem, po swoim poprzednim tekście w „Polsce Niepodległej” („Exodus z domu niewoli”) poczułem się przez moment jakbym wywołał ducha, a może raczej – upiora straszącego „okołowyborczy” Salon. Ale, jak mawiał partyjniak z peerelowskiej anegdoty, przejdźmy „do adremu”. Przeglądając sobie strony „Wyborczej” natrafiłem oto na opublikowany 28 stycznia tekst Kazimierza Żórawskiego („krytyka filmowego i analityka telewizyjnego”) zatytułowany: „Czas powiedzieć: sprawdzam! Czy chcesz, by Polska wystąpiła z Unii europejskiej?”. Mając świadomość, że prawicowych „szczujni” w tamtych kręgach się nie czyta, traktuję tekst Żórawskiego właśnie w kategoriach zwerbalizowania wspólnotowo-środowiskowych strachów i obsesji, co nie zmienia faktu, że jego artykuł mimowolnie koresponduje z tym, co napisałem przed tygodniem.

Otóż autor słusznie skądinąd zwracając uwagę, że „debata strasburska” „będzie się podskórnie toczyć nadal” postuluje, by już teraz „zwrócić się do Polaków o potwierdzenie lub zaprzeczenie ich woli przynależenia do europejskiej rodziny w drodze referendum. Zanim będzie za późno. Cóż oznacza to „zanim będzie za późno”? Sądzę, że chodzi tu nie tyle o obawę, że PiS bez pytania narodu o zdanie, samowolnie nagle trzaśnie w Brukseli drzwiami, ile o strach, że poparcie społeczne dla UE może w kolejnych latach osłabnąć na tyle, że należy zastosować uderzenie wyprzedzające, póki jeszcze pozytywne skutki integracji przeważają w zbiorowej świadomości nad różnymi zagrożeniami.

W „salonie” nie wszyscy są głupcami i zapewne co bardziej kumaci z tego towarzystwa zdają sobie sprawę, że nawała imigrantów, arogancja Berlina i Brukseli – tych różnych Schulzów i Guyów – w połączeniu chociażby z coraz bardziej upowszechniającą się wiedzą o skali wyzysku Polski przez zagraniczne koncerny finansowe i handlowe, odbierane są przez Polaków negatywnie. Pokrzykiwania w stylu „wzięliście dopłaty, więc teraz siedźcie cicho”, czy próba przeczołgania polskiej premier na forum europarlamentu godzi w nasze czułe punkty. Mamy bowiem to do siebie, że po dobroci można nas zaprowadzić za rączkę nawet wprost do przepaści i na tym, między innymi, jechała przez osiem lat Platforma – przeciętny Polak, słysząc jak nas chwalą i widząc wyniesienie Tuska na eksponowane stanowisko sam poniekąd czuł się pogłaskany i wyróżniony. Jednak nadeptywać na odcisk i poszturchiwać nas nie należy, bo wtedy nagle przypominamy sobie skąd nasz ród, a skąd ród Merkel, słowem – odzywa się zakodowany gdzieś w tyle głowy bagaż historycznych doświadczeń. Chamskie połajanki jakiegoś belgijskiego pajaca wobec polskiej kobiety – no cóż, to najlepszy sposób na pobudzenie resztek rycerskiego etosu dawnych Polaków, nakazującego bronić kobiecej czci przed agresją. No i wreszcie – bieganie opozycji i miejscowych elit do obcych stolic na skargę. Z racji historycznych uwarunkowań donosicielstwo jest u nas w pogardzie, a tym bardziej – wynoszenie na zewnątrz tego, co się dzieje w domu.

II. Pakiet propagandowy

To i wiele więcej powoduje, że „obóz III RP” nie tylko przegrał doraźną bitwę, ale może przegrać również proeuropejskie nastawienie Polaków nad którym tak usilnie pracował przez ostatnie ćwierć wieku. I z pewnością ta świadomość do nich dociera, czego dowodem jest jest przytoczony postulat z omawianego artykułu – nie ulega bowiem wątpliwości, że stanowi on odprysk toczonych w tamtejszym środowisku dyskusji. Dlatego referendum – traktowane również jako miernik społecznego poparcia dla władzy i ew. zmiany konstytucji – chcieliby przeprowadzić jak najszybciej, zanim będzie za późno. I dokładnie z tych samych powodów napisałem, że należy opracować wpierw solidną strategię, „mapę drogową” naszego „exitu”, referendum zaś poprzedzić wszechstronną kampanią informacyjno-propagandową, mającą na celu rozwianie różnych lęków związanych z opuszczeniem UE. Innymi słowy, chodzi o doprowadzenie do sytuacji, w której to nie „władza” ciągnie za sobą „lud” do wyjścia, lecz by to „lud” „sam z siebie” żądał od władzy wystąpienia z eurokołchozu.

Taki „pakiet propagandowy”, tylko w drugą stronę, mający ostudzić antyeuropejskie nastroje Polaków, zaproponował Kazimierz Żórawski, pisząc, że referendum winno poprzedzić uświadomienie „konsekwencji”: zamknięcie rynków pracy, granic, koniec partnerstwa energetycznego, wstrzymanie środków pomocowych, odcięcie od zachodnich rynków zbytu dla polskiego rolnictwa, zakończenie programów edukacyjnych typu Erasmus. Ta „dyscyplinująca” agenda realizowana jest zresztą już teraz i dlatego właśnie trzeba ją obezwładnić uświadamiając, że warunki naszej przyszłej współpracy z Unią zależą w znacznej mierze od negocjacji poprzedzających wyjście z eurostruktur. Wskazać, że państwa zrzeszone w EFTA współtworzą z UE Europejski Obszar Gospodarczy - z wolnym przepływem osób, wymianą handlową, jak najbardziej należą do strefy Schengen i korzystają z różnych form współpracy w szeregu obszarów. Podkreślać wątpliwą wydajność unijnych funduszy i ich negatywny wpływ na różne aspekty gospodarki – począwszy od finansowania nieefektywnych przedsięwzięć (symboliczne aquaparki); inwestowania pod presją wskaźników „absorpcji” środków nie w to czego potrzebujemy, tylko w to, czego chce Bruksela; wreszcie – pokazać mechanizm napędzający zadłużenie państwa i samorządów, które zaciągają kredyty, by móc sfinansować z nich „wkład własny” w ramach różnych unijnych „programów”. Wykazywać fikcję „europejskiej solidarności” np. w dziedzinie energetyki, sprowadzającej się do narzucania nam rujnującego „pakietu klimatycznego”. Uzmysłowić absurdalny, kosztowny wysiłek wkładany w „implementację” stosu biurokratycznej makulatury produkowanej w Brukseli. No a nade wszystko – mówić głośno, że wraz z końcem obowiązywania obecnego eurobudżetu (2020 rok), manna z brukselskiej kasy drastycznie się skurczy i wedle wszelkiego prawdopodobieństwa staniemy się płatnikiem netto. To, w połączeniu z drenowaniem naszej gospodarki przez międzynarodowe koncerny dla których jesteśmy kolonialnym rynkiem zbytu i rezerwuarem taniej siły roboczej sprawi, że zaczniemy słono dopłacać do tego europejskiego interesu. Koniecznie trzeba też podkreślać, że pozostajemy w NATO i w jego ramach będziemy współtworzyć możliwie ścisły sojusz państw środkowoeuropejskich.

Słowem, jest o czym mówić do ludzi. Tylko, kto to zrobi?

III. Horyzont polityczny

No właśnie. Sęk w tym, że PiS absolutnie nie ma zamiaru nawet przebąkiwać o możliwości wyjścia z UE. Odstawiony od koryta „obóz III RP” przypisując mu takie intencje częściowo daje upust swym obsesjom, częściowo zaś czyni to z cynizmu, by zmusić obecną władzę do tłumaczenia raz po raz, że nie jest wielbłądem – co było widać nawet podczas debaty w PE. Horyzont polityczny Prawa i Sprawiedliwości to wytargowanie nieco większej przestrzeni w ramach unijnych struktur, nic ponadto. Jest to błąd, o czym można przekonać się obserwując poczynania Wlk. Brytanii i premiera Camerona, szantażującego Unię groźbą „brexitu”. Proszę sobie wyobrazić, że ci sami groźni eurokomisarze i inni prominentni brukselscy czynownicy z Martinem Schulzem włącznie, trak skorzy do pohukiwania pod naszym adresem, w rozmowach z Londynem nagle robią się bardzo konstruktywni i skłonni do ustępstw. Miast sztorcowania, mamy gładkie komunikaty o negocjacjach, kompromisie i porozumieniu. I wszystko wskazuje na to, że David Cameron osiągnie znakomitą większość tego na czym mu zależy – następnie zaś zrobi obiecane referendum, w którym obłaskawieni Brytyjczycy, acz z pewnymi oporami, zagłosują za pozostaniem w Unii. No, chyba że antyunijne nastroje zostały tak rozbujane, że zrobią wszystkim niespodziankę...

Powyższe pokazuje, jak silną bronią może być groźba wyjścia z UE. Skoro zatem PiS nie chce tego oręża wykorzystać, to może warto, by taką narrację możliwie głośno podchwycili antysystemowcy z Kukiz'15, zwłaszcza narodowcy? Nigdy nie ukrywałem, że z ruchem Kukiza wiążę nadzieję, iż stanie się siłą flankującą PiS z radykalnych pozycji – najwyższa pora, by tak się stało. Nawet głos ugrupowania nie pozostającego w rządzie może na Brukselę i Berlin podziałać trzeźwiąco, tym bardziej, że i PiS może to obrócić na korzyść Polski na zasadzie – lepiej spuśćcie z tonu i się z nami dogadajcie, bo jak nie, to do władzy dojdzie radykalna „ekstrema” i wtedy dopiero zobaczycie, co to są prawdziwe problemy. Tylko czy ktoś tam, po prawej stronie, jest w ogóle zdolny do rozumowania w tego typu kategoriach?

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Zapraszam na „Pod-Grzybki” -------> http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/3292-pod-grzybki

Na podobny temat:
Exodus z domu niewoli

Artykuł opublikowany w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 5 (03.02-09.02.2016)

czwartek, 3 grudnia 2015

Sieroty po III RP

Sierotom po III RP z fejsbukowej konspiracji życzę mocnych nerwów, bo czeka ich z pewnością jeszcze wiele niezapomnianych wrażeń.

Do pewnego momentu funkcjonowało w naszym dyskursie, z przeproszeniem, publicznym, określenie „sieroty po PRL”. Obejmowało ono bardzo zróżnicowane grono osób: zarówno tzw. „prostych ludzi” wyrzuconych przez III RP za burtę, jak i tych, którzy z nostalgią wspominali czasy młodości bo za Gierka Polska rosła w siłę, a Jaruzelski jaki był, taki był, ale przynajmniej „zaprowadził porządek” i uchronił Polskę przed ruską inwazją (powyższe polecam uwadze tych, którzy twierdzą, że Polacy byli odporni na propagandę – nie, w dużej mierze nie byli). Osobną kategorię stanowili przedstawiciele kasty beneficjentów tamtego systemu – czy to z powodu społecznego awansu (gros tzw. „lumpeninteligencji”), czy ze względu na karierę w strukturach PZPR. Ta formacja społeczna na szczęście zeszła już na margines, ale za to pojawiła się jej współczesna odmiana – sieroty po III RP.

To wprost niebywałe, by raptem po kilku dniach od formalnego przejęcia władzy przez Prawo i Sprawiedliwość uaktywniła się taka rzesza poszkodowanych, wykluczonych, zagrożonych represjami, prześladowanych... Postanowili się oni skrzyknąć na Facebooku i zawiązać „Komitet Obrony Demokracji”, symbolem swym uczynić opornik i nawiązać w ten sposób do PRL-owskiej opozycji, ze szczególnym uwzględnieniem Komitetu Obrony Robotników. Mamy tutaj do czynienia z wielopoziomową hucpą.

Po pierwsze – tym ludziom realnie nic nie zagraża poza uczuciem dyskomfortu, że władzę przejęła formacja, której nauczyli się z całego serca nienawidzić – i to nienawiścią tak patologiczną w swej intensywności, że momentami odbierającą wręcz pełnię władz umysłowych. Wystarczy prześledzić, co mieli i mają do powiedzenia ludzie tacy jak Stefan Bratkowski, Waldemar Kuczyński, czy ostatnio profesor Zoll.

Po drugie – historyczny KOR powstał w reakcji na prześladowania robotników w Radomiu i Ursusie. Zawiązała go grupka inteligentów pragnących nieść pomoc prawną i materialną ludziom nie posiadającym wówczas skutecznego „know-how” pozwalającego przeciwstawić się władzy. Innymi słowy – KOR-owcy działali na rzecz innych, natomiast obecni „KOD-owcy” działają wyłącznie w obronie własnego, partykularnego interesu, jako Samoobrona Obozu Beneficjentów i Utrwalaczy III RP.

Po trzecie – jak by nie patrzeć, obecnie założyciele dawnego KOR-u znajdują się w PiS-ie - są to Antoni Macierewicz oraz Piotr Naimski (Kuroń z Michnikiem dołączyli dopiero później) i należą do szczególnie znienawidzonych przez „obóz III RP” przedstawicieli tego ugrupowania.

No i po czwarte – dzisiejsi „KOD-owcy” przyznają sobie monopol na demokrację: utożsamiają ją mianowicie z jednym, ściśle określonym tworem ustrojowo-politycznym zwanym III RP, a i to jedynie wówczas gdy zarządza nim któraś z postmagdalenkowych sitw towarzysko-politycznych wywodzących się bądź z Unii Demokratycznej, bądź z „reformatorskiej” postkomuny.

Jazgot, jaki podniósł się po pierwszych posunięciach nowej władzy świadczy tylko o tym, że uderzenia były celne. To nic innego jak kwik świńskich ryjów odrzynanych od koryta, bądź przeczuwających, że za chwilę zostaną oderżnięte. Owszem, czasem to odrzynanie przyrośniętych do żarcia pysków dokonywane jest tępym nożem (może dlatego tak boli), ale skala zgangrenowania szeroko rozumianego życia publicznego we wszystkich jego obszarach jest taka, że inaczej się nie da. I chwała PiS-owi, że zabrał się za tę operację od pierwszych dni urzędowania. Właśnie po to zostali wybrani i – jeśli wierzyć sondażom dającym partii Jarosława Kaczyńskiego stabilne poparcie – wyborcy to doceniają, nie przejmując się medialną histerią. Odcięcie przedstawicieli dotychczasowego systemu od służb specjalnych, mianowanie Antoniego Macierewicza szefem MON, rozbrojenie bomby podłożonej przez Platformę w Trybunale Konstytucyjnym, natychmiastowy zakaz sprzedaży państwowej ziemi nałożony w Ministerstwie Rolnictwa przez Krzysztofa Jurgiela, wreszcie – co cieszy szczególnie – ułaskawienie Mariusza Kamińskiego i postawienie go na czele służb – można tylko bić brawo i czekać na więcej. Swoją drogą, przypadek Mariusza Kamińskiego jest symptomatyczny – korowód umorzeń, tańca pomiędzy sądowymi instancjami, świadczył o bezradności i ciągnięciu sprawy „na siłę”, byle coś znaleźć. Trzeba było dopiero Wojciecha Łączewskiego spuszczonego na tę okoliczność z sędziowskiego łańcucha, by doprowadzić do nieprawomocnego skazania.

Cóż, sierotom po III RP z fejsbukowej konspiracji życzę mocnych nerwów, bo jeżeli PiS utrzyma konsekwencję dotychczasowych działań, czeka ich z pewnością jeszcze wiele niezapomnianych wrażeń. PiS-owi natomiast życzę żelaznego uporu w czyszczeniu pozostawionego przez PO grajdołu i dlatego na koniec tradycyjnie przypominam się ze swymi postulatami, a zatem:

  • kiedy wprowadzony zostanie zakaz reklamowania podmiotów publicznych w prywatnych mediach?

  • kiedy nastąpi przewalutowanie kredytów frankowych?

  • kiedy zostanie odtajniony aneks do raportu ws. rozwiązania WSI?

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Zapraszam na „Pod-Grzybki” ------->http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/2877-pod-grzybki

Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 48 (27.11-03.12.2015)