Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyborcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyborcy. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 września 2011

Spróchniałe filary – kampania PO w rozsypce


Czy tylko mnie się wydaje, że kampania PO rozłazi się niczym dziadowskie gacie?



Czy tylko mnie się wydaje, że kampania PO rozłazi się niczym dziadowskie gacie, a siły obozu beneficjentów i utrwalaczy IIIRP zaczynają wykonywać coraz bardziej niezborne podrygi?


Na ile mogę zrekonstruować przedwyborcze plany PO (nie były one zresztą specjalnie ukrywane), to kampania miała się opierać na kilku filarach (kolejność przypadkowa):


1. polskiej prezydencji w UE i związanej z nią ofensywie wizerunkowej;


2. przeświadczeniu, że młodzi to część elektoratu pozostająca w stałym zasobie posiadania PO;


3. wciąganiem PiS-u z Kaczyńskim na czele w polemiczne bijatyki mające spozycjonować ich w roli partii konfliktu i agresji, co z kolei miało utwierdzać „czarną legendę” PiS i dopomóc w troskliwym pielęgnowaniu poczucia zagrożenia przed „powrotem IV RP”;


4. prezentacji osiągnięć pod hasłem „Polska w budowie” (czyli – nie jest idealnie, ale sprawy generalnie idą do przodu);


5. utwierdzaniu elektoratu za pomocą sondaży w przeświadczeniu, że PiS znowu przegra (ludzie lubią być w gronie zwycięzców);


6. blokadzie medialnej dla „pisowskiego” przekazu.


Tymczasem, rzeczywistość spłatała Platformie kilka figli, na które ta zdaje się kompletnie nie znajdować pomysłów. Jak bowiem te filary kampanii wyglądają w praktyce? Ano tak:


Ad 1. Prezydencja – klapa


Europa olewa polską prezydencję tak demonstracyjnie, że bardziej już nie można, pęka więc mit o tym, jak to teraz, w przeciwieństwie do czasów „kaczyzmu”, z ekipą Tuska się „liczą” i ją „szanują”. Możni tego świata nie mają teraz czasu na takie pierdoły jak wspomaganie Tuska w kampanii. Jeśli jest problem do rozwiązania (a obecnie trzeba ratować strefę euro, która – nie zapominajmy- jest „projektem politycznym”) to Angela Merkel spotyka się z Sarkozym, a Tuska nie proszą nawet do polewania mineralnej i podawania paluszków. Spotkania, uściski dłoni, poklepywania po plecach, uśmiechy – czyli to na czym od strony wizerunkowej Tusk oparł „politykę zagraniczną” swego gabinetu - odchodzą w niebyt i mimo medialnej osłony, zaczyna to docierać do wyborców.


Ad. 2. Młodzi - sfrustrowani


Tusk rozpętując „małą, zwycięską wojenkę” z kibolami przejechał się i to srogo. Zapomniał, że ci kibole, to w znacznej części ludzie młodzi, a zarazem zorganizowana, zdyscyplinowana i liczna grupa, którą PO „spolityzowała” przeciw sobie.


Innym problemem pozostaje „szklany sufit” – młody wyborca (18-25 lat) wkracza dziś w „życie zawodowe” polegające na nędznej pracy, rozlicznych barierach, bądź idzie wprost na rekordowe w tej grupie wiekowej bezrobocie. Ponadto, dwudziestoparolatek pamięta rządy PiS i nie trzeba dla niego pisać broszurek, jak to sobie uroili mędrcy z „Polityki”. Pamięta też, jak „zabierał babci dowód” i głosował na „fajną Platformę”. Dziś jest często o cztery lata mądrzejszy, ma za sobą pierwsze zderzenia z sitwami, na których PO opiera swą władzę i jest w stanie sobie przypomnieć, że to PiS walczył m.in. o odblokowanie zawodów prawniczych. Efekt: coraz większej liczbie młodych już nie wystarczy ogólna „fajność” Tuska-luzaka i reszty platformersów. Narasta frustracja i rozczarowanie.


Ad. 3. IV RP już nie straszy


„Unik debatowy” PiS wytrącił z rąk Platformy i Tuska kolejny oręż. Co by nie powiedzieć o kampanii Prawa i Sprawiedliwości (a nie jestem jej entuzjastą, czego wyraz dawałem TU, TU i TU), to jest prowadzona konsekwentnie i polega na schodzeniu z linii ciosu w stylu pamiętanym z wyborów prezydenckich. Czy to wystarczy? To się okaże (rok temu nie wystarczyło), ale najwyraźniej wybija to PO z uderzenia, jej koncept opierał się bowiem na wchodzeniu w spektakularne, medialne zwarcia z Kaczyńskim i jego współpracownikami na „neutralnym gruncie”, czyli „zaprzyjaźnionych” mediodajniach. Każde takie zwarcie byłoby potem eksploatowane w duchu groźby recydywy „awanturnictwa” i „pisowskiego zamordyzmu” - tymczasem nic z tego, zaś przypominanie „zbrodni” PiS wygląda coraz bardziej groteskowo i zwyczajnie przestaje rozpalać emocje. Powrót do 2007 roku i glutów posłanki Sawickiej okazał się niemożliwy.


Ad 4. Polska w budowie... ale za ile?


Chwyt „budowlany” póki co sprawdza się stosunkowo najlepiej, bo też rozgrzebano sporo, co może dawać jakąś nadzieję, że kiedyś da się skądkolwiek dokądkolwiek w Polsce dojechać bez korków. Z drugiej strony jednak ludzie odczuwają na własnej skórze zapaść kolei, po „zielonej wyspie” nie zostało nawet wspomnienie, podatki rosną a za nimi bezrobocie i ceny... Na dodatek do społeczeństwa zaczyna docierać najwyższy w Europie koszt infrastrukturalnych inwestycji połączony z najwolniejszym tempem realizacji i skala zadłużenia kraju – nie wierzyłem własnym oczom, gdy przeczytałem, że ktoś podczas „tuskobusowej” wizyty zapytał premiera o dług publiczny. Do niedawna coś takiego byłoby nie do pomyślenia, podobnie jak pojawiające się coraz częściej pytania w stylu słynnego „jak żyć”.


Spod propagandowego picu wyłazi coraz wyraźniej skrzecząca pospolitość i chyba stąd desperacka próba rejzy w krajowy interior, celem „odwojowania” z rąk PiS-u prowincji i „trudne” spotkania z tubylcami w putinowskim stylu, a także zmobilizowanie do kampanii Buzka i Lewandowskiego z niedwuznaczną sugestią, że jak PiS wróci do władzy, to mogą być problemy z europejskimi funduszami.


Ad 5. Polityka sondażowa


Jak wiadomo, sondaże w Polsce od dawna zostały sprowadzone do tzw. funkcji perswazyjnej, wskazującej ugrupowania „słuszne” na które głosuje zdrowa część narodu i partie „niesłuszne” za którymi są tylko jakieś pokręcone „mohery”. Patrząc pod tym kątem, sondaże nie pokazują realnego rozłożenia preferencji, tylko są odbiciem stanu ducha i aktualnych zapotrzebowań propagandowych zamawiającego, a także samych ośrodków badań, stanowiących część obozu beneficjentów i utrwalaczy IIIRP, zdominowaną przez tzw. „grupę trzymającą sondaże”. Innymi słowy, mamy do czynienia nie z „badaniem opinii”, tylko z „zarządzaniem opinią publiczną”.


Tymczasem, ta spójna do niedawna polityka zarządzania opinią publiczną uległa ostatnio rozchwianiu, co samo w sobie jest świadectwem, że w reżimowych mediodajniach narasta dezorientacja i niepewność co do wyniku wyborów. Jednego dnia pojawia się sensacyjne „badanie” pokazujące zaledwie dwuprocentową przewagę PO nad PiS-em, by w następnych dniach przekaz uległ korekcie wedle innej metodologii, gdzie na powrót Platforma cieszy się 15% przewagi. Mało kto chyba przy tym zauważył, że „metodologia” zależy od zamówionego wyniku „badania”. W jednych badaniach wskazuje się, że młodzież przestaje postrzegać PiS jako „obciach”, by w następnych „udowodnić”, że skądże, nic z tych rzeczy.


Co nam to mówi? Ano to, że w mediodajniach pracujących pełną parą i wyręczających wręcz Wiodące Ugrupowanie w robieniu kampanii, pomału robi się niewyraźna atmosferka – sami już nie wiedzą, czy straszyć i mobilizować, czy upajać elektorat przewagą. A te sprzeczne sygnały przekładają się na samopoczucie lemingów, które preferują stadność i prosty „mesydż”, zaś teraz już sami nie wiedzą: to w końcu jesteśmy fajni z tym popieraniem platformersów czy nie?


Ad 6. Odpowiedź na medialną blokadę – DRUGI OBIEG 2.0


Platforma zdecydowanie przeceniła siłę swojego monopolu w mediach audiowizualnych i oddziaływania tegoż na masowego odbiorcę. Na rynku prasy ten monopol skończył się już grubo ponad rok temu – pojawiły się nowe tytuły, a dotychczasowym znacząco skoczył nakład. Trauma smoleńska zostawiła w duszach pewnej części narodu osad, którego nie zmyje jazgotanie szczekaczek – w wydawałoby się ogłupionych do cna ludziach nastąpił wzrost zapotrzebowania na prawdę.


Ponadto PiS uczy się coraz sprawniej komunikować z wyborcami ponad głowami „oficjalnych” środków przekazu. Opcja niepodległościowa wypchnięta z medialnego mainstreamu zaczęła samorzutnie tworzyć DRUGI OBIEG 2.0. Bez centrum decyzyjnego, w rozproszony sposób – rój spontanicznych inicjatyw - blogowiska, stowarzyszenia, gazety, media internetowe, projekcje „zakazanych filmów”, spotkania z „niesłusznymi” twórcami, naukowcami, intelektualistami... Jak napisałem w innej notce: to wymusza osobiste zaangażowanie, rodzi poczucie wspólnoty i promieniuje na otoczenie.


Tak bezczelna i zakłamana propaganda, jak ta uprawiana przez PO i media wymaga niemal stuprocentowej szczelności systemu społecznej komunikacji – niczym w latach 90-tych. Kiedy tej szczelności zabraknie, spoistość i co za tym idzie skuteczność przekazu zaczyna się sypać.


***


Skończyłem tę wyliczankę spróchniałych filarów platformerskiej kampanii, przebiegłem wzrokiem tekst i nagle naszła mnie taka myśl: choroba, a może ONI robią to specjalnie? Nie tak dawno temu pytałem: czy Jarosław Kaczyński chce wygrać wybory? Teraz muszę zapytać: czy Tusk chce wygrać wybory? Czyżby na Polskę nadchodziły tak ciężkie terminy, że najzwyczajniej w świecie nikt nie ma ochoty na władzę?


Gadający Grzyb

piątek, 12 marca 2010

Trudne małżeństwo.


Relacja PiS – elektorat w kontekście przymiarek do koalicji z SLD. Próba analizy.



1) Futbolowo - małżeńska analogia.

Życie polskiego zwolennika prawicy jest jak życie kibica piłki nożnej – długie okresy cierpienia i przeżywania klęsk, przeplatane krótkimi chwilami euforii, gdy naszym patałachom uda się odnieść jakiś sukces.

Mimo to, kibic trwa z ukochaną drużyną – w doli i niedoli, w zdrowiu i w chorobie, w bogactwie i niedostatku. Innymi słowy – jeśliś, na swoje nieszczęście, Polaku, związał się emocjonalnie z jakąkolwiek emanacją swego patriotycznego jestestwa – czy to w formie futbolowej drużyny, czy też prawicowej partii politycznej - bądź przygotowany na najgorsze. Zawczasu możesz ustawić się w sytuacji żony poniewieranej przez męża - bydlaka, podpierającej się maksymą: „niechby pił, niechby bił, byle był”.

Ale, do jasnej, są granice. Taką granicę przekroczyli np. aktualni właściciele Legii Warszawa (ci od „ITI – sp…aj!”), co „zaowocowało” permanentnym kibicowskim bojkotem i postawiło pod znakiem zapytania opłacalność koncernowej inwestycji w klub z ulicy Łazienkowskiej – i to mimo niemal półmiliardowej dotacji otrzymanej od miasta rządzonego przez platformerską ekipę Hanny Gronkiewicz - Waltz. Bo nawet, gdy powstanie piękny stadion - któż go zapełni?

2) Aroganckie poczucie bezalternatywności.

Na podobnej granicy balansuje w tej chwili Prawo i Sprawiedliwość, wypuszczając kolejne balony próbne mające na celu wysondować, czy „twardy” elektorat zaakceptowałby mariaż z SLD. Nikt nie przekona mnie, że panowie Adam Hofman, Michał Kamiński, czy Adam Lipiński mówią to co mówią - ot tak, sami z siebie, bez wiedzy prezesa. Sądzę, że za wspomnianymi „balonami” stoi tyleż głębokie, co aroganckie przekonanie o „bezalternatywności” PiS dla prawicowego elektoratu, czego dowodem są cytowane przez Tomasza Sakiewicza słowa Adama Lipińskiego, że cokolwiek partia zrobi, to zwolennicy i tak na nią zagłosują, bo nie mają innego wyjścia. (niezalezna.pl/article/show/id/31458)

Najwyraźniej, PiS uznał, że ma na tyle mocną pozycję po „prawej stronie", by poczuć się władnym dyrygować swoim „zasobem elektoratu", który wszystko przełknie, wytłumaczy sobie, że tak być powinno, bo w imię wyższych celów i tak dalej… i pobieży do urny z kartką w zębach.

A to nie tak. Partia nie powinna dyrygować wyborcami, tylko wsłuchiwać się w ich głosy. Relacja partia - zwolennicy winna się ucierać na zasadzie wzajemności. Na tym (między innymi) polega demokracja. Aż wstyd to tłumaczyć.

Tymczasem wygląda na to, że Kaczyński za pomocą swych przybocznych sonduje, na ile może pograć ze swymi wyborcami w „salonowca”…

Powiem od razu: ze mną w taką gierkę nie pogra.

3) PiS nad Rubikonem.

Władze PiSu, rojąc o ewentualnym sojuszu z SLD, prześlepiają to samo, co prześlepiły władze ITI, kupując Legię Warszawa: wybudują stadion, który będzie świecił pustkami. Kibice się odwrócą. Bo zostali zdradzeni. W efekcie powstanie „piękny kościół, w którym nie ma Boga”, czyli prawdziwych – ideowych, a nie koniunkturalnych zwolenników. Prawo i Sprawiedliwość nie wyciągnęło żadnych wniosków z ostatnich lat. Albo inaczej: wyciągnęło, tyle że błędne.

Pisowscy decydenci pomyśleli sobie zapewne tak: „skoro wyborcy znieśli koalicję z LPR i Samoobroną, to znaczy że zniosą wszystko”. Otóż nie, nie zniosą. Wyborcy PiS już przy poprzednim mezaliansie zaciskali zęby i „wytrzymywali” ledwo – ledwo. Powyborczy sojusz z SLD na wzór tego z TVP, będzie przekroczeniem Rubikonu, za którym trzeba będzie pożegnać się z wszelkimi projektami uzdrowienia państwa, Czwartej Rzeczypospolitej, oczyszczenia życia publicznego z mafijno – peerelowskich złogów… Zostanie tylko bezideowa gra o władzę dla niej samej. Znikną wszelkie przyczyny dla których znaczna część wyborców głosowała dotychczas właśnie na a nie inną partię.

***

Wyciszenie na ostatnim zjeździe tradycyjnych, najmocniejszych PiSowskich tematów, jak walka z przestępczością (w tym z przestępczością zorganizowaną), czy z różnymi przejawami korupcji i zastąpienie ich retoryką typu „ciepła woda w kranach” (tu w wersji „wakacje w Egipcie”), można odczytywać nie tyle jako błąd, ile jako świadome ustawianie wizerunku pod przyszłą koalicję z SLD. Tak, by z kolei liderzy Sojuszu mogli wyjaśnić swojemu elektoratowi, że ten PiS, to już nie są żadni „prawicowi inkwizytorzy”, tylko dojrzała, nowoczesna i umiarkowana "partia środka".

Marnie to wróży.

4) PiS łaknie własnych „lemingów”.

Nawiązując jeszcze do futbolowej analogii: ITI postanowiło sobie wyhodować na Legii nowych kibiców – z lepszej komercyjnie grupy „targetowej”. Z kolei , Prawo i Sprawiedliwość, najwyraźniej postanowiło wyhodować sobie nowych wyborców – mniej ideowych, mniej niezależnych intelektualnie a przez to bardziej bezkrytycznych. Słowem, PiS postanowiło stworzyć własnych lemingów.

Sposób, w jaki traktowani są na Woronicza konserwatywni publicyści (Wildstein!), których podstawową wadą jest odporność na naciski i to, że nie są „na telefon”, daje do myślenia. W oczach partyjnych macherów ich niezależność przestała być atutem – stała się zbędnym balastem. Na mój nos, może stanowić to przedsmak zmiany nastawienia partii do konserwatywnej części elektoratu, która zaczyna zawadzać w zawiązaniu koalicji z postkomunistami. Patrząc pod tym kątem, wyborcy o wyrazistym profilu ideowym (patriotycznym, antykomunistycznym, cywilizacyjno - światopoglądowym) wraz ze swymi wymaganiami, zaczynają stanowić garb, którego partia może nie mieć ochoty dłużej nosić.

Jeżeli powyższe obawy się potwierdzą, pozostanie jedno – skonstatować, mówiąc językiem sądowym „ostateczny rozkład pożycia” w tym od początku trudnym małżeństwie.

5) Wyborca uprzedmiotowiony.

Nie ukrywam, że jako wyborca Prawa i Sprawiedliwości z każdym rokiem coraz bardziej czuję się uprzedmiotowiony – traktowany jak klient przez patrona, by nie rzec: jak mięso wyborcze, które według przytaczanych już słów Adama Lipińskiego i tak zagłosuje na PiS, bo nie ma innego wyjścia. Nie jest mi, delikatnie mówiąc, z tą świadomością komfortowo. Oczywiście, wyborcy PO nie są traktowani lepiej – tylko (jeszcze?) nie zdają sobie z tego sprawy, uwiedzeni zręczną propagandą i nękani widmem „kaczyzmu”.

Niemniej, jeżeli ów przedmiotowy stosunek partii do „elektoratu”, podszyty pogardą (bo czymże jest mruganie oczkiem do postkomunistów, jak nie wyrazem pogardy dla własnych wyborców) będzie narastał, to obawiam się, że PiS czeka przy urnach niemiłe rozczarowanie. I to niejedno.

***

Zakończę komentarzem, który zamieściłem pod wpisem Budynia78 (www.niepoprawni.pl/blog/3/koalicja-pis-sld-bez-sensu):

W piłkarskim slangu funkcjonuje takie pojęcie, jak „zadryblować się na śmierć". Koalicja z SLD byłaby właśnie takim „zadryblowaniem". "Dryblerzy" Hofman i Kamiński (plus Lipiński) – do drużyny rezerw!

Gadający Grzyb


P.S. Podczas pisania tekstu wykorzystałem swoje komentarze pod wpisami:

Chłodnego Żółwia - www.niepoprawni.pl/blog/94/pandemia-naszosci-wsrod-blogerow-i-dziennikarzy#comment-56305

Budynia78- www.niepoprawni.pl/blog/3/koalicja-pis-sld-bez-sensu#comment-57367

www.niepoprawni.pl/blog/3/koalicja-pis-sld-bez-sensu#comment-57480

P.S.2 Ilustracja nawiązuje do mojej poprzedniej „PiSowskiej” analizy (grudzień 2008) www.niepoprawni.pl/blog/287/czy-pis-ma-szanse-na-przyciagniecie-mlodych-ludzi

Nie bez przyczyny, niestety…

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl