Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łażący Łazarz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łażący Łazarz. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 września 2013

Jak Łazarz zajumał...

...profile blogerskie i notki z „Nowego Ekranu”

Piszę o tym ze względu na to, iż wielu blogerów z "Niepoprawnych" zamieszczało notki również na "Nowym Ekranie" - i być może nie wiedzą, że ich posty oraz profile zostały skopiowane na portal 3obieg.pl.

Kilka dni temu, gdy nieśpiesznie klikałem sobie po różnych blogerskich portalach, natrafiłem na wpis z 04.07.2013 „Łażący Łazarz przywłaszczył sobie moje notki ( i nie tylko )”, autorstwa Spirito Libero, który obecnie jak się zdaje pełni na „odnowionym” Nowym Ekranie funkcję wice-Opary. Ze Spirito mieliśmy na Niepoprawnych swoje przeboje, co być może niektórzy jeszcze pamiętają, niemniej jestem mu za ten post wdzięczny, gdyż nie zdawałem sobie sprawy z tego, iż Łażący Łazarz po pamiętnej awanturze z Oparą, przywłaszczył sobie dorobek blogerski oraz profile wraz z loginami i hasłami autorów obecnych na „Nowym Ekranie”.

Jak wiadomo, efektem konfliktu na linii Łazarz – Opara było powstanie witryny 3obieg.pl. I właśnie na ten portal zostały przeniesione profile wraz z całym dorobkiem nowoekranowych blogerów. Mam pytanie do osób, które, jak niżej podpisany, zamieszczały swojego czasu swoje wpisy na „Nowym Ekranie”: czy ktokolwiek z Was był poinformowany, że cały jego profil wraz z notkami został „sklonowany” na nowym portalu Tomasza Parola? Proszę spróbować zalogować się na 3obiegu parametrami (login i hasło) z „Nowego Ekranu” - ujrzycie wszystkie swoje notki. Moje 28 notek, które zamieściłem do czasu porzucenia „NE” (01.02.2011 – 11.05.2011) było tam w pełnej okazałości.

Jak dla mnie, jest to poważne naruszenie dóbr osobistych, praw autorskich i własności intelektualnej. Oczywiście, w dniu dzisiejszym skasowałem wszystkie swoje notki zamieszczone bez mojej wiedzy i zgody na portalu 3obieg.pl i wystosowałem przez formularz kontaktowy maila następującej treści:

„Proszę o usunięcie mojego profilu. Nigdy nie wyrażałem zgody na skopiowanie mojego profilu i bloga z Nowego Ekranu. Swoje teksty już usunąłem – robiąc uprzednio screenshoty dla ewentualnych celów dowodowych. Skopiowanie mojego profilu i publicystyki uważam za naruszenie moich dóbr osobistych”.

Swoją drogą, jak niektórzy brzydko kończą. Łazarz – niegdysiejsza gwiazda blogosfery – skończył jako pospolity... dopowiedzcie sobie sami.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat: http://niepoprawni.pl/blog/287/krach-ne-czyli-zlapal-kozak-tatarzyna

środa, 30 stycznia 2013

Krach „NE”, czyli złapał kozak Tatarzyna...

Obaj cwaniaczkowie – Łazarz i Opara - są siebie warci i powinni pójść na rynek, żeby naciągać jeleni na grę w „trzy karty”.

I. Złapał kozak...

Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale z tego co opublikował Łazarz z jednej strony, a Opara z drugiej, wynika, że domena Nowy Ekran na nazwa.pl była osobistą własnością Łażącego Łazarza na bazie której należąca do Opary spółka Nowy Ekran S.A. stworzyła portal „Nowy Ekran”. Wszystko na zasadzie jakiejś robionej „na gębę” uprzejmości, bez stosownych umów, w wyniku czego kto inny jest właścicielem domeny, a kto inny właścicielem zbudowanego na tejże domenie portalu. Na dodatek Łazarz – właściciel domeny - był pracownikiem spółki będącej właścicielem portalu. Dobrze zrozumiałem?

Idźmy dalej. Jeżeli tak to wyglądało, to mamy do czynienia z układem w którym od początku żaden z partnerów nie ufał drugiemu i zakładał, że wydyma drugą stronę przy pierwszej nadarzającej się okazji. Ta skrajnie nietransparentna sytuacja trwała dopóki były pieniądze. Gdy pieniądze się skończyły, obie strony przystąpiły do działań mających na celu wyrugowanie dotychczasowego partnera i przejęcie obu dóbr – zarówno domeny jak i portalu, bo tylko oba naraz mają jakąś rynkową wartość. I tak, Łażący Łazarz usiłował zajumać portal Oparze i jego spółce, zaś Opara z Grabowskim zrobili zamach na domenę Nowego Ekranu na nazwa.pl. Złapał kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma... prawidłowo rekonstruuję rozwój wydarzeń?

Jeśli tak, to znaczy, że obaj cwaniaczkowie są siebie warci i powinni pójść na rynek, żeby naciągać jeleni na grę w „trzy karty”, bo prezentują mentalność na takim właśnie poziomie.

II. Po co Oparze był potrzebny „NE”?

Po co Oparze był potrzebny cały ten internetowy biznes? Bo przecież nie po to, by zarabiać pieniądze. Otóż Opara postanowił wejść do polityki i umyślił sobie, że taki portal będzie dobrą medialną odskocznią, a blogerzy znakomitym mięsem armatnim. Blogerzy mieli budować wizerunkową aurę „patriotyzmu” i „niezależności” przykrywającą smród onuc różnych trepów rodem z Układu Warszawskiego - członków SOWY czy Pro Militio z WSI w tle - oraz innych nieciekawych konszachtów Opary z ludźmi pokroju Wachowskiego. Temu też miał służyć ostentacyjny brak cenzury – bo faktycznie, „Nowy Ekran” puszczał wszystko jak leci, a bany stosował sporadycznie. Był to nader skuteczny wabik na blogerów, wpisany w strategię wizerunkową przedsięwzięcia. Do tego jeszcze osoba redaktora naczelnego, czyli Łażącego Łazarza owianego nimbem autora tekstów „Gruppenführer KAT” i „Głowa zdrajcy”, wyrzuconego z Salonu24 w aureoli blogerskiego bojownika o prawdę i wolność słowa.

Blogerzy mieli zatem stanowić zaczyn przyszłego elektoratu, robić darmowy „pijar” w sieci i generalnie pełnić rolę naganiaczy dla politycznych interesów i ambicji Opary. Wielu dało się uwieść, jednak z czasem magia dobrego wujka z antypodów zaczęła blaknąć. Każdy kto miał nieszczęście przebrnąć choćby przez jeden z grafomańskich „manifestów” biznesmena, wie dlaczego. Takiego natężenia „bogoojczyźnianego” pustosłowia i nadętych banałów nie zniesie na dłuższą metę żaden normalny człowiek. Teksty Opary operujące nieznośnie napuszoną frazeologią same w sobie mają walor odstręczający i na dłuższą metę nie trzeba byłoby nawet demaskatorskich artykułów Aleksandra Ściosa, by zdyskredytować całą tę poronioną inicjatywę.

Oparze wydawało się więc, że wystarczy potraktować blogerów jak pierwszych naiwnych, którym wystarczy załopotać przed nosem biało-czerwonym sztandarem, wskazać „trzecią drogę” i pójdą za swym wodzem w karnym ordynku. Okazało się, że nie. Kroplą przepełniającą czarę było odwrócenie się od Nowego Ekranu środowisk narodowych współorganizujących Marsz Niepodległości, na sojusz z którymi Opara bardzo liczył. Uznał zatem, że dość już władował pieniędzy w blogerskie gry i zabawy i postanowił zwinąć interes.

Po co w ogóle potrzebna była mu ta polityka? Tu odpowiedzi mogą być różne – a to „antypisowska” dywersja pod kuratelą patronów z wojskówki, wykreowanie prorosyjskiej siły zagospodarowującej i kanalizującej część prawicowego elektoratu oraz blogosfery, być może wreszcie uznał, że pomoże mu to w interesach i poprawi pozycję procesową w jego sporach sądowych... A może po prostu jakaś erupcja nieprzytomnej ambicji? Można tylko zgadywać.

III. Naiwny Łazarz? Dobre sobie...

W każdym razie, na główne narzędzie do realizacji swych planów upatrzył sobie nadambitnego blogera z problemami zawodowymi, który zgodził się firmować swą twarzą polityczno-medialne przedsięwzięcie. Twierdzę, że Łazarz wszedł w ten układ z całą świadomością (i zabezpieczając się na wszelki wypadek za pomocą opisanego na wstępie „myku” z rejestracją domeny na swoje nazwisko). Dlatego też jego ostatnie oświadczenie należy potraktować jako stek bredni, którymi próbuje zamydlić oczy naiwnym i rozpaczliwie usiłuje ocalić resztki swej wiarygodności.

A bajerować to ŁŁ potrafi jak mało kto, o czym mieliśmy okazję przekonać się na „Niepoprawnych”. Ponad dwa lata temu bowiem udzieliliśmy Łazarzowi – wówczas naszemu blogerowi – swych łamów po tym jak wyrzucono go z Salonu24, by mógł zrobić u nas „centrum operacyjne” i rozsyłać wici montując swą inicjatywę, która - wedle jego słów – miała być „prawicowym Onetem”, a nie konkurencyjnym blogowiskiem w lepszym opakowaniu. No cóż, dostaliśmy nauczkę, której nie zapomnimy – jak powiadają, kto ma miękkie serce, powinien mieć twardą d...

Nie wiem jak Państwa, ale mnie podczas lektury tych nieszczęsnych Łazarzowych wypocin ogarniał pusty śmiech. Łazarz nagle zorientował się, jaki smród ciągnie się za Oparą? Wcześniej nie wiedział? Również wtedy, gdy z pianą na klawiaturze rzucał się na Ściosa, który uwikłania sponsora portalu podawał czarno na białym? Dobre sobie. Teraz uświadomił sobie jakim przekrętem były „akcje Nowego Ekranu”? I ostatnie apele o finansowe wsparcie upadającego portalu? Wiedział i to jak cholera, a mimo to brał czynny udział w nabijaniu ludzi w butelkę. Nie wspominając już o zaangażowaniu pokaźnej grupy blogerów i zaprzepaszczeniu ich publicystycznego oraz społecznego dorobku.

Całą sytuację dobrze oddaje komentarz Mariusza Ciużyńskiego pod wpisem Łazarza na Facebooku: „Jeśli teraz ŁŁ krokodyle łzy leje i ze wstrętem odkrywa z kim miał do czynienia, to albo ujawniły mu się jakieś poważne deficyty intelektualne, albo zakłada, że ci, co przeczytają jego żałosne oświadczenie dotyczące kradzieży domeny Nowy Ekran to banda idiotów (...)”

No właśnie. Czy ktokolwiek w blogosferze da się jeszcze nabrać na Łażącego Łazarza?

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

poniedziałek, 9 maja 2011

Dlaczego zagłosuję na PiS?


Piszę o tym raz, jeden – świadomie na kilka miesięcy przed wyborami, bo słabo wychodzi mi płodzenie partyjnych agitek.



I. Prawica wyśniona kontra „partia drugiego wyboru”.


Tak więc, jak w tytule: dlaczego zagłosuje na PiS? Też mi nowina, mógłby wzruszyć ramionami Czytelnik znający jako-tako moją blogerską publicystykę. Otóż, wbrew pozorom, sprawa nie jest tak oczywista, bowiem dla mnie Prawo i Sprawiedliwość jest klasyczną „partią drugiego wyboru”. Docelowo pragnąłbym widzieć w Polsce prawicę zbliżoną do modelu anglosaskiego – Torysów doby Margaret Thatcher, czy Republikanów czasów Reagana. Prawicę konserwatywną światopoglądowo, przywiązaną do tradycji, antykomunistyczną (czytaj też - antyagenturalną) i wolnorynkową.


Wolnorynkową – tu ważne zastrzeżenie – nie w sensie tzw. „neoliberalizmu”, pod którą to nazwą kryje się oligopol żyjących w symbiozie z władzą wielkich korporacji, tylko wspierającą przedsiębiorczość tzw. „zwykłych ludzi”. Wspierającą, czyli – nie utrudniającą działalności. Tyle i aż tyle. Swojego czasu napisałem w notce „Oligarchowie kontra klasa średnia”: „Samodzielna firma rodzinna jest większą wartością, niż ta sama rodzina pracująca w międzynarodowych koncernach.” Byłaby to również partia obywatelska – z prawyborami, w których bierze udział nie tylko partyjny „aktyw”, ale również zarejestrowani sympatycy – choćby członkowie różnych stowarzyszeń i inicjatyw „otorbiających” to moje wyśnione ugrupowanie.


Do pewnego momentu swe nadzieje wiązałem z UPR (teraz możecie się śmiać, sam chętnie się z tego śmieję). Zmarnowałem mnóstwo kartek wrzucanych do urny na tę partię, bądź na Korwina osobiście. Inna sprawa, że alternatywa była, jaka była. PiS nadal, jak wspomniałem, jest dla mnie „drugim wyborem”... tylko co począć, jeżeli po „odkochaniu się” w Korwinie, wciąż „pierwszego wyboru” nie mam, a zakochiwać się po raz drugi w jakiejkolwiek partii czy polityku nie mam zamiaru?


II. Z pełną świadomością wad...


Otóż, w najbliższych wyborach zagłosuje na Prawo i Sprawiedliwość z pełną świadomością wszystkich wad tego ugrupowania. Mimo tego, że jako wiodąca siła opozycyjna PiS radzi sobie, hmm, średnio. Mimo słabego refleksu (przykładowo, o kontrakcie gazowym i rurze na torze podejściowym do Świnoujścia zaczęli krzyczeć gdy było już po ptokach); mimo marazmu struktur terenowych; mimo dworu wokół lidera złożonego z BMW; mimo nieporadności wizerunkowej; mimo nieufności wobec niezależnych inicjatyw; mimo głosowania za nowelą ustawy medialnej próbującą założyć tylnymi drzwiami kaganiec na internet... można by te grzechy mnożyć, znamy je wszyscy. Jedynie w sprawie katastrofy smoleńskiej, skupiającej jak w soczewce tragiczny stan naszego państwa, PiS trzyma rękę na pulsie (jeszcze tego by brakowało, gdyby nie).


No cóż... Będę teraz plótł banały, niemniej PiS jest jedyną liczącą się siłą polityczną otwarcie kontestującą postokrągłostołowy, kartoflany system, który przez jego apologetów i beneficjentów utożsamiany jest z demokracją jako taką (szerzej o tym utożsamianiu pisałem w „Anatomii propagandy strachu”). I proszę mi tu nie wyskakiwać z tekstami, że Kaczyńscy też byli przy „okrąglaku”. Jarosław Kaczyński traktował bowiem „okrągły stół” jako taktyczny etap, nie jako zaklepanie systemu na wieki wieków. Dlatego utworzył partię polityczną – PC i dlatego związał się z Wałęsą, który w jego ówczesnej kalkulacji (błędnej, jak się okazało) „rokował” na zerwanie z wyklarowanym w magdalenkopodobnych okolicach „układem”. Co się stało po wygraniu przez „Wałka” prezydentury – wiemy. „Bolesław” pogonił „kaczorów” w diabły, zwalił na nich winę za swój kampanijny radykalizm i ani myślał realizować przedwyborczych obietnic (pogonienie komuchów „w skarpetkach” i takie tam). Kulminacją „wałkowszczyzny” była nocna zmiana i obalenie rządu Jana Olszewskiego.


III. „Otorbiać” krówki!


Wróćmy do współczesności. Przy wszystkich wadach, powtarzam, PiS pozostaje jedyną siłą pozwalającą realnie myśleć o IV RP rozumianej jako kompleksowa przebudowa państwa i likwidacja dręczących Polskę systemowych patologii. IV RP ma skutkować również (a może - przede wszystkim) zmianą nastawienia Polaków do Rzeczpospolitej – dobra wspólnego wszystkich obywateli. Kondycja państwa ma bowiem bezpośrednie przełożenie na to, czy Polakom „chce się chcieć”. Nie oznacza to, rzecz jasna, ślepego uwielbienia – choroby obecnego systemu politycznego nie ominęły również Prawa i Sprawiedliwości. Determinuje to m.in. system finansowania partii i ordynacja wyborcza. Dlatego tak istotne jest pilnowanie, jak nieustająco postuluje Chłodny Żółw, by nasze krówki – politycy nie właziły w szkodę.


Owo „pilnowanie krówek” może przybrać postać rozmaitych ruchów społecznych, obywatelskich, „otorbiających” partię. To już się dzieje, po 10.04.2010 widać wzmożenie (bez ironii), tyle że „polityczne krówki” - partyjny aktyw - liczą, iż owe ruchy zapewnią im bezwarunkowe poparcie, mięsko armatnie w czasach okołowyborczych. A potem, tych wszystkich „Solidarnych 2010”, blogerów i resztę tałatajstwa będzie można olać – do następnej kampanii.


Trzeba „krówki” wyprowadzić z błędu. Należy wysyłać czytelne sygnały, że poparcie nie jest udzielone bezwarunkowo i raz na zawsze. Że następnym razem „krówki” mogą tego poparcia nie uzyskać.


Jeżeli w perspektywie kilku następnych lat owe „otorbiające” ruchy okrzepną, istnieje szansa, że my - obywatele z opcji, hasłowo rzecz ujmując, „niepodległościowej” - zyskamy realny wpływ na programowo-polityczną linię partii. Grunt, to nie dać się zwasalizować, a z czasem może nawet doczekamy się opisanej na początku tekstu partycypacji w partyjnych prawyborach (lub czegoś podobnego, w wersji nieformalnej). Staniemy się istotnym głosem w politycznym życiu Polski. Wejdziemy w skład republikańskiego wielkiego namiotu.


IV. ŁŁ - nie ten target, nie te założenia.


Na zakończenie, nie mogę się nie odnieść do koncepcji Łażącego Łazarza – owego „ruchu”, „oddolnego” i „aktywizującego” na bazie „Nowego Ekranu”. Czynię to z czystego egoizmu - choćby dlatego, aby nie można było mi zarzucić chowania głowy w piasek. Otóż, nawet gdyby nie te wszystkie pałętające się w tle „sowy” i „pro militio” (nie rozstrzygam – Ścios pisze jedno, Łazarz drugie) to moment na start tego typu inicjatywy został wybrany fatalnie. Gdyby ów projekt został ogłoszony po październikowych wyborach, sympatyzowałbym z nim. Mógłby stać się kolejnym, ważnym elementem „otorbiania” PiS-u i uzyskiwania wpływu na linię polityczną naszych „krówek”.


Nie odmawiam Łazarzowi dobrych intencji, cenię go, ale sądzę, że w tym przypadku kombinuje nie w tą stronę.


No i jeszcze to założenie, iż jest to oferta skierowana do zniechęconych i niezaktywizowanych obywateli, którzy nigdy nie zagłosowaliby na PiS, ale mają też dosyć Platformy... w tym do 3 milionów obecnych/byłych wojskowych i ich rodzin... Cóż, trzeba było w takim razie założyć internetowy odpowiednik „NIE” w nowej szacie, a nie prawicowy „Nowy Ekran”. Tak się składa, że mam w dalszej rodzinie emerytowanego wojskowego kontrolera lotów i - o ile wiem - jest to osoba dość reprezentatywna dla tego środowiska. Prędzej padnie trupem, niż zagłosuje na cokolwiek trącącego prawicą.


A tak, jeżeli ta akcja w ogóle wypali, to może się skończyć urwaniem jakiegoś procenta głosów – z puli, którą dostałby PiS - i zamieszaniem. Para w gwizdek.


No, chyba, że to tylko taki chwyt marketingowy...


***


Khem, ponarzekałem sobie na Prawo i Sprawiedliwość, na Łazarza i zgłosiłem pobożne życzenie „otorbienia” PiS-u, podpierając się bez zapytania o zgodę Chłodnym Żółwiem. Nie ma co, wyszła mi ta agitka...


Gadający Grzyb