Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Altiero Spinelli. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Altiero Spinelli. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 października 2018

Śmierć eurokomunie!

Należy odrzucić wszelkie ideologiczne projekty z zakresu inżynierii społecznej – ten cały polityczno-kulturowy eurokomunizm i paneuropeizm. A zatem – śmierć eurokomunie!

I. Skacowana Europa

Paroksyzmy szarpiące obecnie Unią Europejską jako żywo przypominają schyłkowy okres Związku Radzieckiego. Na czele mamy strupieszałe politbiuro, dogmatycznie trzymające się martwej ideologii i coraz bardziej kurczowo ściskające cugle władzy – pod spodem zaś narasta kryzys, społeczne zniecierpliwienie, wzmagają się tendencje odśrodkowe. Nic dziwnego, skoro licząc od powołania Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali (1952 r.) minęło już 66 lat. Unia wkracza zatem pomału w wiek „breżniewowski”, ze wszystkimi tego objawami – postępującym sklerotycznym zwapnieniem, doktrynerstwem i organiczną niezdolnością do przyznania, że zabrnęło się w ślepą uliczkę. Wystarczy zresztą spojrzeć na brukselskie elity, które niezależnie od metrykalnego wieku są przesiąknięte tym starczym uwiądem ducha. Jedyną odpowiedzią na bolączki integracji jest recepta „więcej tego samego”, co kojarzy się ze swojskim „klina klinem” i „czym się strułeś, tym się lecz”. Zresztą Juncker - „Jelcyn Europy” - najwyraźniej sądzi, że permanentne stosowanie takiej kuracji na własnym organizmie można przełożyć na polityczną praktykę i w związku z tym ma się za eksperta od rozwiązywania unijnych problemów. Problem w tym, że na dłuższą metę proponowana terapia kończy się degrengoladą organizmu i zgonem pacjenta.

Ale póki co, obowiązuje zawołanie – więcej Europy w Europie! Więcej „integracji”, czyli okrawania suwerenności krajów członkowskich i przenoszenia kompetencji na centralne instytucje zarządzane przez niewybieralną, urzędniczą „nadzwyczajną kastę”, której funkcjonowanie stanowi żywe zaprzeczenie transparentności i demokratycznego republikanizmu. Więcej procedur, nadzoru, dyrektyw – i przede wszystkim, więcej władzy dla Brukseli, w tym uprawnień do ingerowania w wewnętrzne sprawy państw. Jeśli się da, to zgodnie z traktatami, jeśli nie – to nawet wbrew nim, metodą uzurpowania sobie kolejnych uprawnień. Do tego sprowadzają się kolejne koncepty reformatorskie, w tym również słynna „Europa dwóch prędkości” z twardym jądrem w postaci strefy euro, a także pomysły federalistyczne w rodzaju „Stanów Zjednoczonych Europy” i „superpaństwa” - co ostatnio wyłożył w swym programowym artykule szef niemieckiego MSZ Heiko Maas.

Na dodatek, podobnie jak breżniewowskiemu ZSRR, Unii Europejskiej kończą się gospodarcze baterie. Strefa euro robi bokami i sprowadza się już niemal otwarcie do eksploatowania słabszych gospodarek przez Niemcy oraz w mniejszym zakresie inne kraje bogatej Północy. Nie dziwi więc, że zadłużona po uszy Francja pod rządami Macrona jest orędownikiem wprowadzenia wspólnego budżetu strefy euro, co oznaczałoby „uwspólnotowienie długów” - na co z kolei nie chce zgodzić się Angela Merkel, bo w takim scenariuszu Niemcy ze swoją nadwyżką budżetową musiałyby się solidnie dorzucić do wspólnego kotła, zamiast jak do tej pory spijać śmietankę i sztorcować wszystkich dookoła, że nie są dość gospodarni. Z kolei Włochy czy Grecja najchętniej by się ze wspólnej waluty wymiksowały, ratując konkurencyjność swoich gospodarek zdewaluowanym lirem i drachmą. Ta gospodarcza zapaść będzie wprawdzie rozłożona w czasie, lecz przy obecnym stanie rzeczy jest nieuchronna, bowiem funkcjonowanie oparte o motywowaną politycznie i ideologicznie wspólną walutę – swoisty „rubel transferowy” - z której gospodarczo korzystają niemal wyłącznie Niemcy, jest na dłuższą metę niemożliwe. Widząc to, Wlk. Brytania zdecydowała się na brexit nawet za cenę „twardego” rozwodu.


II. Ideologiczny obłęd

Obrazu zapaści dopełnia ideologiczny obłęd w duchu „gramscizmu-spinellizmu” - czyli eurokomunizm oraz wdrażane z uporem maniaka projekty będące już nawet nie inżynierią, a wręcz eugeniką społeczną, mające na celu wyhodowanie człowieka sowieckiego, tj. „nowego Europejczyka”. Służyć ma temu polit-poprawna tresura od kołyski aż po grób i planowa społeczna dezintegracja uskuteczniana metodą „szatkowania” narodów – dzielenia ich na kolejne, coraz węższe, zantagonizowane mniejszości; wreszcie – ostateczny taran w postaci masowej imigracji ludności arabskiej i afrykańskiej. Jest to zresztą skrupulatnym wypełnieniem zaleceń twórcy „paneuropeizmu” - hr. Richarda Coudenhove-Kalergiego (1894-1972), który już w dwudziestoleciu międzywojennym snuł wizje „Stanów Zjednoczonych Europy” oraz europejskiego narodu jako „euroazjatycko-negroidalnej rasy przyszłości, podobnej zewnętrznie do egipskiej”, która „zastąpi różnorodność ludów różnorodnością osobowości”. Tenże Coudenhove-Kalergi na czele zjednoczonej Europy widział niewybieralną „arystokrację ducha”, zaś instytucje centralne „superpaństwa” z założenia miały być niedemokratyczne. Jak widać, współczesna Unia podąża właśnie w tym wskazanym jeszcze przed wojną kierunku, więcej – właśnie tak została u swego zarania pomyślana. Coudenhove-Kalergim przyjdzie być może zająć się szerzej w osobnym tekście, tu jeszcze wspomnę tylko, że laureatami nagrody jego imienia są m.in. Angela Merkel, Herman van Rompuy (poprzednik Tuska) i Jean-Claude Juncker.

Pojawia się jednak światełko w tunelu – bynajmniej nie wszyscy są zwolennikami „reform” idących w kierunku coraz większego zamordyzmu. Ciekawym przykładem jest Janis Warufakis – były lewicowy grecki minister finansów w rządzie Tsiprasa, który w szczycie greckiego kryzysu zadłużeniowego chciał wyprowadzić Grecję ze strefy euro. Dziś trafnie diagnozuje systemową niewydolność eurolandu, przyrównuje brukselski system władzy do „oświeconego despotyzmu” i piętnuje hegemonię Niemiec. Problem w tym, że o ile na poziomie diagnoz ma rację, o tyle jego recepty podążają w kierunku kolejnej lewackiej utopii – postuluje wprawdzie demokratyzację unijnych instytucji, jednak miałyby one być wybierane przez jakiś ogólnoeuropejski „demos”, na rzecz którego działa w swym ugrupowaniu DiEM25 (Ruch Demokracji w Europie 2025) – czyli, znów kłania się Coudenhove-Kalergi.

O wiele więcej nadziei można wiązać z ruchami narodowymi i antysystemowymi (tzw. „populiści”) rosnącymi w siłę w całej Europie, a niekiedy wręcz dochodzącymi do władzy, jak niedawno we Włoszech. Rysuje się szansa, że partie te po przyszłorocznych eurowyborach zyskają znaczące miejsce w Parlamencie Europejskim, inicjując rozsadzanie od wewnątrz brukselskiego grajdołu. Odwołują się one często do cywilizacyjnej tożsamości, sprzeciwiają migracji, podkreślają wagę suwerenności i konieczność uzyskania realnego wpływu społeczeństw na reformowanie Europy – a do tego skutecznie kolonizują swymi postulatami mainstream, który by nie zatonąć politycznie, przejmuje część ich programu, jak np. CSU w Niemczech, podchwytująca hasła AfD.


III. Śmierć eurokomunie!

Jaka zatem powinna być Europa? Cóż, nie będę tu zbyt odkrywczy: to Europa Ojczyzn, rozumiana jako związek suwerennych, podmiotowych państw połączonych wspólnym rynkiem gwarantującym otwarte granice, swobodę przemieszczania się ludzi i wymiany handlowej. Zwróćmy uwagę, jaki status ma obecnie Norwegia: jest członkiem Europejskiego Obszaru Gospodarczego i należy do strefy Schengen, pozostając względnie niezależną od politycznej, brukselskiej „czapy”. Bezpieczeństwo natomiast zapewnia jej (na ile to obecnie możliwe) członkostwo w NATO. I właśnie te trzy filary mają stanowić o kształcie przyszłej Europy: wspólny obszar gospodarczy, strefa Schengen i sojusz militarny (NATO). Trawestując ewangeliczną maksymę – wszystko co ponadto, ode Złego pochodzi. Krótko mówiąc, przyszła Unia Europejska powinna podążać w kierunku de-integracji (nie mylić z dezintegracją), której finalnym celem będzie swoista gospodarcza konfederacja 28 „Norwegii”. Nawet kwestia tak fetyszyzowanej dziś „liberalnej demokracji”, winna być jedynie opcjonalna – to, jaką formę rządów obierze sobie dane państwo jest wyłącznie jego wewnętrzną sprawą i nikomu nic do tego. Zwłaszcza unijni dygnitarze, którzy dziś mienią się strażnikami demokracji, sami nie mając najmniejszego demokratycznego mandatu, powinni milczeć.

Oczywiście, taki „demontaż” wymagałby drastycznego ograniczenia roli unijnej biurokracji i brukselskiego centrum politycznego z jego aspiracjami do przypisywania sobie kolejnych kompetencji. Rozsmakowani we władzy i poczuciu własnej ważności, a jednocześnie izolowani od realnego życia, pozostający w urzędniczej złotej klatce „brukselczycy” rzecz jasna dobrowolnie nie ustąpią - dlatego powinni zostać do tego zmuszeni przez państwa narodowe. Ci samozwańczy mandaryni, ta groteskowa parodia arystokracji, ma zostać sprowadzona do właściwych rozmiarów: minimalnej liczby urzędników obsługujących funkcjonowanie wspólnoty, bez żadnych uprawnień władczych względem poszczególnych państw. W szczególności zaś należy odrzucić wszelkie ideologiczne projekty z zakresu inżynierii społecznej – ten cały polityczno-kulturowy eurokomunizm i paneuropeizm spod znaku Gramsciego, Spinellego i Coudenhove-Kalergiego. To jest ten antycywilizacyjny trąd, ten jad zatruwający i przeżerający Europę. A zatem – śmierć eurokomunie!


Gadający Grzyb


Na podobny temat:

Nowa podmiotowość Lewiatana


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Artykuł opublikowany w dwutygodniku „Polska Niepodległa” nr 20 (24.10-06.11.2018)

niedziela, 7 stycznia 2018

Unijni mordercy zza biurek

Dyktowana Europie samobójcza polityka migracyjna jest krwawą zbrodnią popełnianą na europejskich narodach, na naszej kulturze i cywilizacji.

I. Polska kontra Soros

Mam odwagę zadać pytanie elitom politycznym w Europie: dokąd zmierzacie, dokąd zmierzasz, Europo? Podnieś się z kolan i obudź się z letargu, bo w przeciwnym razie codziennie będziesz opłakiwała swoje dzieci! - to przesłanie premier Beaty Szydło wygłoszone w polskim (wreszcie polskim, chciałoby się dodać) Sejmie, odbiło się szerokim echem w świecie, budząc zrozumiały odzew w zmaltretowanych kryzysem migracyjnym i falą terroryzmu społeczeństwach Zachodu. Na podobnej zasadzie w internecie furorę zrobiły zdjęcia z warszawskiego metra – widać na nich czysty wagon w którym ludzie spokojnie sobie siedzą, przeglądają smartfony, czytają książki itd. Zachodni internauci z miejsca zaczęli porównywać tę sytuację z obrazkami z rodzimych krajów. Komentarze w rodzaju: „Tylko tam siedzą. Nikt nie próbuje nikogo zabić. Jakie to dziwne. Na pewno to na tej planecie?” czy „Dlaczego nie ma kału ani moczu czy czarnych palących skręty?”, mówią same za siebie.

Odwrotnie było z europejskimi decydentami, dla których takie postawienie sprawy jest czystą herezją. Im przyświeca raczej program George'a Sorosa - UE powinna przyjmować ok. miliona „uchodźców” rocznie, przymusowo relokować ich zgodnie z unijnymi wytycznymi, przeznaczać na każdego migranta 15 tys. euro przez dwa lata, zaś całość sfinansować za pomocą długu, emitując co roku obligacje o wartości 20 mld. euro. Nic więc dziwnego, że przeciw krajom opierającym się wspomnianym założeniom, takim jak Polska i pozostałe państwa Grupy Wyszehradzkiej, wytoczono najcięższe działa. Soros oczywiście nie byłby sobą, gdyby nie powiązał powyższego z interesami, jako że przy innej okazji wizytując Parlament Europejski stwierdził, iż dług państwowy jest podstawą funkcjonowania rynków finansowych – czyli przestrzeni w której Soros zarabia swoje miliardy. Zatem grandziarz, inkasując „zysk bez ryzyka” od euroobligacji, zyskiwałby jednocześnie kolejne fundusze na dalsze finansowanie swej opętańczej utopii. Istne perpetuum mobile zbrodni.


II. Norymberga dla eurokratów

Tak właśnie, nie przesłyszeli się Państwo – zbrodni, bowiem dyktowana Europie samobójcza polityka migracyjna jest krwawą zbrodnią popełnianą na europejskich narodach, na naszej kulturze i cywilizacji. Procederem tym zaś zawiadują unijni mordercy zza biurek - to oni odpowiedzialni są za „opłakiwanie swoich dzieci” przez Europę. Na szczęście, pomału, z oporami, ale jednak zachodnie społeczeństwa się budzą, o czym świadczy rosnąca popularność wyklinanych „populistów”. I to właśnie te społeczeństwa, po wybudzeniu z lewackiej śpiączki powinny pociągnąć do odpowiedzialności winnych obecnego stanu rzeczy. Eurokratów musi spotkać Norymberga – i to dokładnie z tych samych powodów, dla których zostali skazani ich historyczni odpowiednicy, realizujący projekt „zjednoczonej Europy” pod przywództwem III Rzeszy.

Ideowym patronem obecnych europejskich elit nie jest wprawdzie Adolf Hitler (a przynajmniej nie oficjalnie), lecz włoski komunista Altiero Spinelli, którego imieniem nazwano budynek Parlamentu Europejskiego w Brukseli – ale cel jest ten sam. Spinelli w „Manifeście z Ventotene” zarysował wizję zniszczenia państw narodowych i mającej zająć ich miejsce europejskiej, socjalistycznej federacji – na rzecz której zresztą działał później w Komisji Europejskiej i jako deputowany do Parlamentu Europejskiego. W sierpniu 2016 r. na jego grobie na wyspie Ventotene kwiaty złożyli niemiecka kanclerz Angela Merkel, francuski prezydent Francois Hollande oraz premier Włoch Matteo Renzi, zaś Merkel przy tej okazji powiedziała: „To wyraźnie pokazuje, że wiemy, skąd wzięła się Unia Europejska”. Skromnie tylko nie dodała, że do planu Spinellego wprowadziła drobną modyfikację – ma to być federalna Unia pod niemiecką hegemonią.

Owi pogrobowcy włoskiego lewaka w imię realizacji tego „Nowego Wspaniałego Świata” (że nawiążę do słynnej antyutopii Aldousa Huxleya) nie cofną się przed żadnym łajdactwem i zbrodnią. Otwarcie Europy na oścież jawi się w tym kontekście jako element szerszego, przeprowadzanego z pełną premedytacją planu: najpierw wywołujemy potężny kryzys, by następnie przerażonym społeczeństwom przedstawić „rozwiązanie” pod postacią „ucieczki do przodu” - więcej integracji, więcej władzy dla centralnych eurostruktur, a mniej suwerenności, mniej samostanowienia poszczególnych państw i narodów. A że po drodze zginą ludzie? Cóż, to są nieuniknione koszta postępu – gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą.


III. Oskarżam!

Zatem trzeba powiedzieć „oskarżam!”.

Oskarżam George'a Sorosa o celową działalność na szkodę Europy, mającą zniszczyć państwa narodowe. Robił to zarówno poprzez propagandową i „społeczną” aktywność podległych mu organizacji, jak i wpływając na polityków (w tym 226 eurodeputowanych), a także współfinansując falę muzułmańskiej migracji do Europy. Ostatnim przejawem powyższego była aktywność tzw. „organizacji humanitarnych”, które współpracując ściśle z przemytniczymi mafiami, ustanowiły wręcz „przeprawę promową” z libijskiego wybrzeża na Sycylię. Skutkiem bezpośrednim powyższego był kryzys humanitarny i w konsekwencji liczne ofiary śmiertelne wśród migrantów, a pośrednim – fala terroryzmu.

Oskarżam kanclerz Niemiec Angelę Merkel o świadome łamanie zarówno międzynarodowych traktatów, jak i prawa krajowego poprzez samowolne i bezprawne otwarcie granic, czego efektem był niekontrolowany napływ ponad miliona nielegalnych i w większości wrogich Europie muzułmańskich imigrantów. Oskarżam niemieckie władze o zaniechania i bezczynność, bierność w obliczu zagrożenia, skutkujące licznymi zamachami terrorystycznymi oraz skokowym wzrostem przestępczości - gwałty, napady, pobicia, kradzieże - tak w Niemczech, jak i w innych krajach. W szczególności kanclerz Merkel winna jest zamachowi na bożonarodzeniowy jarmark w Berlinie (19.12.2016) przeprowadzonemu przez islamistę Anisa Amriego w wyniku którego śmierć poniosło 12 osób (w tym Polak), a dalsze 56 zostało rannych; jest winna gwałtom i napaściom na kobiety podczas sylwestra w Kolonii 2015 r., a także szeregowi pozostałych zamachów i innych przestępstw popełnionych przez migrantów. Jako inicjatorka polityki „otwartych drzwi” jest współwinna aktów terroryzmu w wielu krajach Europy. Zarzut współwiny tyczy się również pozostałych oskarżonych.

Oskarżam prezydenta Francji Francois Hollanda, premiera Włoch Matteo Renziego, a także władze innych krajów, takich jak Belgia, Szwecja, Hiszpania, Wlk. Brytania – o zbrodniczą bezmyślność i bezczynność, co w języku prawa karnego przekłada się na działanie w tzw. „zamiarze ewentualnym”, której efektem były m.in. zamachy w Paryżu (13.11.2015 – 130 zabitych, ponad 300 rannych), Nicei (14.07.2016 - 87 ofiar śmiertelnych i ponad 200 rannych), Brukseli (22.03.2016 – 32 zabitych, 316 rannych), Manchesterze (22.05.2017 – 23 ofiary śmiertelne, 119 rannych), Londynie (03.06.2017 – 8 zabitych, 48 rannych), Barcelonie (18.08.2017 – 13 zabitych, ponad 100 rannych) – a także wiele innych aktów przemocy w Europie, takich jak pobicie i bestialski gwałt w Rimini na parze polskich turystów. Dodatkową konsekwencją działań i zaniechań oskarżonych był wzrost przemocy w przestrzeni publicznej oraz rozprzestrzenienie się radykalnego islamizmu na naszym kontynencie.

Oskarżam wreszcie europolityków, w szczególności zaś Martina Schulza, Jean-Claude Junckera, Fransa Timmermansa, Guya Verhofstadta – o poplecznictwo i aktywne propagowanie polityki migracyjnej skutkującej ww. zbrodniami, a także o niedopuszczalne naciski na państwa opierające się skonstruowanemu pod ich egidą tzw. „mechanizmowi relokacji”.

Podsumowując - wszyscy wymienieni, a także ich współpracownicy i zausznicy (w tym medialni propagandyści), działając z pobudek ideologicznych dopuścili się zbrodni przeciw ludzkości – i jako tacy powinni stanąć przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym w Hadze, bądź innym, powołanym w celu ich osądzenia specjalnym sądem międzynarodowym.


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 01 (05-11.01.2018)