Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Janusz Czapiński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Janusz Czapiński. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 czerwca 2015

Świt nowej Polski

Może pod ciśnieniem wytworzonym przez „kukizowców” PiS zdoła wcielić w życie program Wojciecha Cejrowskiego: „wszyscy won!”.

Po pierwszej turze wyborów prezydenckich napisałem: „Tak więc – zwracam się do medialnych funkcjonariuszy - jeszcze więcej obraźliwych okładek, agresywnych propagitek i lizusostwa. Istnieje spora szansa, że właśnie dzięki temu wykopiecie polityczny grób swemu kandydatowi”. Sprawdziło się, moi faworyci nie zawiedli pokładanych w nich nadziei, a symbolem owej taktyki „zaprzyjaźnionych” mediów i dziennikarzy była wrzutka w programie Lisa wyszydzająca Dudę za pomocą cytatu z fikcyjnego facebookowego konta jego córki, zwieńczona przeprosinami TVP, w efekcie których... zawieszono program Pospieszalskiego. Funkcjonariuszom odpowiedzialnym za odcinek agit-propu należą się zatem podziękowania. Szczególne wyrazy wdzięczności kieruję do wspomnianego już Tomasza Lisa, lecz nie był on przecież jedyny. Dziękuję równie gorąco i serdecznie Michnikowi (za „gówniarzy”), prof. Czapińskiemu (za wyrzucanie młodych wyborców na emigrację), Jakubowi Władysławowi Wojewódzkiemu (za prymitywną agitkę w swym „żyrandolowym” show), „Stokrotce” (za tendencyjne pytania w debacie) i wielu innym, których nie sposób tu wymienić. Specjalne miejsce w swym sercu trzymam dla pani prezydentowej za stwierdzenie, że emigracja jest „szansą”, co pokazało milionom Polaków pełne pogardy dla zwykłych ludzi oderwanie sytych elit od rzeczywistości. Okazało się, że prymitywne szczucie przynosi efekt odwrotny od zamierzonego.

Polska potrzebowała tej wygranej jak powietrza. Potrzebowała powiewu nadziei po ośmiu latach zaduchu i gnicia pod patronatem coraz bardziej rozbezczelnionej kliki, szczególnie zaś po kacu sfałszowanych wyborów samorządowych, gdy były wszelkie podstawy ku temu, by sądzić, że oni dobrowolnie władzy nie oddadzą nigdy. I kto wie, może by i nie oddali, lecz na przeszkodzie machlojkom stanął społeczny fenomen Ruchu Kontroli Wyborów. Ta oddolna inicjatywa zadziałała niczym psychologiczny taran, sprawiający, że odpowiedni urzędnicy zwyczajnie bali się uskuteczniać grubsze przekręty, choć część wciąż próbowała. Skandal z bezdomnymi rejestrowanymi na adres komisji wyborczych, czy doniesienie z Berlina, gdzie charakterystycznym obrazkiem były duże cygańskie rodziny głosujące na Komorowskiego wedle głośno formułowanych w lokalu instrukcji głowy rodu pokazują, do czego mogłoby dojść, gdyby nie społeczna kontrola procesu wyborczego. Na szczęście bezdomnych i Cyganów było zbyt niewielu. Symptomatycznie brzmi w tym kontekście wypowiedź Grzegorza Schetyny podczas wieczoru wyborczego: „trudno będzie to odwrócić, nawet licząc już dokładnie głosy w nocy”.

Symboliczna jest dezorientacja przedstawicieli obozu „zbowidowców” III RP, co to wywalczyli nam wolność, więc wiedzą wszystko lepiej, nie potrafiących się spozycjonować wobec młodego pokolenia. Okazało się, że czar podstarzałego pajaca z TVN-u nie działa, podobnie jak połajanki „autorytetów”, tudzież straszenie Kaczyńskim, zaś niegdysiejsi „młodzi, wykształceni, z wielkich miast” zmienili się w rozwydrzonych „gówniarzy”. Groteskowy jest tu rozkrok Adama Michnika, który niedzielnej nocy nagle pochylił się nad „gówniarzami” twierdząc, że ich aspiracje najwyraźniej nie zostały spełnione. Z drugiej strony mamy facebookowy wpis Jarosława Kuźniara: „Obywatele 18-29 ustawili Polsce prezydenta. Pokolenie ‪#‎żalpl”. Podtrzymuję zatem swą prośbę: kontynuujcie tę linię Panie i Panowie – najlepiej do listopada. Jeszcze więcej popisów arogancji w Waszym wykonaniu i Platforma przerżnie ze szczętem również jesienne wybory.

Wynik wyborów prezydenckich, to dopiero pierwsze zwycięstwo w długiej batalii, niemniej można już teraz powiedzieć, że mamy do czynienia ze świtem nowej Polski. Było to starcie kandydata pozytywnej zmiany z prezydentem bierności i stagnacji. Polska marginalizowana zwyciężyła Polskę profitentów klientelistycznego systemu stworzonego przez PO. Do pewnego momentu – i m.in. tym sobie tłumaczę ostatnie osiem lat – aspirujący Polacy żywili nadzieję, że im też coś skapnie z programu „ciepłej wody w kranie”. Kiedy ostatecznie okazało się, że korzyści przeznaczone są dla zabetonowanej kasty kolesi, zaś cała reszta musi obejść się smakiem, nastąpiła zmiana nastrojów, w którą prócz Andrzeja Dudy idealnie wstrzelił się również Paweł Kukiz.

Kampania Dudy pokazała, że można zwyciężyć, że PiS przestał być „niewybieralny”, że szklany sufit żelaznego elektoratu można przebić. Jest to dobry sygnał w perspektywie wyborów parlamentarnych. Poza tym, PiS straciło tradycyjną wymówkę „przegrywamy, bo media są przeciw nam”. Okazało się, że i tę barierę można pokonać. Dodatkowym stymulatorem – szczupakiem w stawie – będzie formacja Pawła Kukiza, bo nagle okazało się, że PiS nie jest już bezalterantywną opozycją. Ale to zdrowa konkurencja i może właśnie pod ciśnieniem wytworzonym przez „kukizowców” PiS zdoła nie tylko wygrać, lecz również wcielić w życie program sformułowany lapidarnie przez Wojciecha Cejrowskiego: „wszyscy won!”.

Gadający Grzyb

PS. Zastanawiałem się, jak zilustrować to wszystko co wiemy i o czym myślimy. I wyszło mi, że najlepiej zrobi to za nas grafik z „Newsweeka”. Zwróćcie uwagę na zajawki powyżej tych dwóch.

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Zapraszam na „Pod-Grzybki” ------->http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/1743-pod-grzybki-5

Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 22 (29.05-04.06.2015)

czwartek, 21 maja 2015

Pod-Grzybki - 3

Jedną z małych radości płynących z pierwszej tury wyborów jest ostateczna diagnoza, iż Palikot to polityczny trup na wrotkach. Trzeba go jeszcze tylko jesienią przebić osikowym wibratorem.

*

Panika! Akademik Janusz Czapiński modli się, by młodzi ludzie jak najprędzej wyemigrowali z Polski, bo głosują nie tak jak trzeba. Ja bym tam wolał, by wyemigrował Czapiński – najlepiej do Korei Północnej, gdzie wszyscy głosują jak należy.

*

Ponieważ akademik Czapiński jest twórcą „cebulowej teorii szczęścia”, głoszącej, że na jakimś tam poziomie każdy jest szczęśliwy, choćby z tego powodu, że żyje, to w Korei miałby jak w raju obserwując na co dzień szczęście poddanych Kima zamrożone właśnie w tym bazowym stadium. No chyba, że ktoś w końcu od tego szczęścia umiera - ale to nieuniknione koszta, za to ileż optymistycznych „Diagnoz społecznych” można by opracować bazując na tak wdzięcznym materiale ludzkim!

*

Histeria! Na gali „Lewiatana”, gdzie wręczono mu nagrodę, i to za myślenie, a jakby tego było mało, myślenie „odważne”, Michnik rzucił: „Nie oddajmy Polski gówniarzom”. Tym samym zainicjował nową akcję społeczną z których słynie „Wyborcza”: zabierz gówniarzowi dowód! A co, z babciami w 2007 się udało.

*

Akcja „zabierz gówniarzowi dowód” mogłaby wyglądać następująco: Michnik zabiera gówniarzowi dowód, zaś akademik Czapiński wręcza paszport. Koniecznie w jedną stronę i na przejściu granicznym, żeby bydlak jeden nie zdążył przypadkiem na ten paszport zagłosować.

*

Niektórzy nigdy się nie uczą. Ledwo co wraz z pierwszą turą skończyła się siara, jaką były „bronkobusy”, a tu sztabowcy znów wypuścili Komorowskiego między ludzi. Kwiecistousty Bronisław zażywał przechadzki udzielając złotych rad proletariatowi, za nim zaś kroczyła tajemnicza asystentka coś szepcząc. Nawet wiem, co: „pamiętaj, że jesteś śmiertelnikiem, pamiętaj, ze jesteś śmiertelnikiem, pamiętaj...”

*

Niech zmieni pracę i weźmie kredyt” - czyli kwestia z gatunku tych, które zabijają polityka. Z długiej listy tego typu wrzutek Kwiecistustego Bronisława dodałbym jeszcze tę z lutego, że kampania powinna trwać 12 dni, gdyż jest to okres „politycznego szaleństwa”. Założę się, że spora część elektoratu odebrała te słowa jako zakamuflowane „nie chce mi się, barany, z wami gadać”. „- No więc nam” - odparł elektorat - „nie chce się na ciebie, drogi Bronisławie, bucu nadęty, głosować”.

*

Hasło na drugą turę: „Komorowski – prezydent naszej wolności”. Ludzie, kto mu pisze te suchary? Resortowy teściu aby przypadkiem nie ożył?

*

„Wyborcza” przegrała proces z Braunem o nazwanie go faszystą i jak to ona orzekła, że sąd sądem, lecz Braun faszystą jest i basta. Stara szkoła KPP – za Stalina również wszyscy poza czerwonymi byli „faszystami” - np. socjaldemokratów zwano „socjalfaszystami”. Na tej zasadzie Braun stał się więc chyba „monarcho-faszystą”.

*

Krótko: 24 maja zdecydujemy, czy będziemy mieli prezydenta, czy figuranta WSI. Nie sp... tego.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

PS. „Pod-Grzybki” (może pamiętają je jeszcze niektórzy starsi bywalcy dawnych „Niepoprawnych”) reaktywowałem na prośbę redakcji „Warszawskiej Gazety”, która chciała wzbogacić zawartość swego portalu. Niestety, nie miałem czasu by zamieścić na blogu dwie pierwsze odsłony, które już zdążyły się cokolwiek zdezaktualizować, zatem zaczynam od części trzeciej i postaram się od tej pory wrzucać regularnie.

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 19 (20-26.05.2015)

niedziela, 21 lipca 2013

Słuszność wczorajsza i dzisiejsza

Kto to słyszał, by o losach demokratycznej władzy decydowało „przypadkowe społeczeństwo”?

I. Dylemat dialektyczny

Przy okazji apelu Tuska o zbojkotowanie warszawskiego referendum w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz, co ma być, jak nam objawiono, najwyższą formą świadomej, obywatelskiej aktywności, wyciągnięto wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego ze stycznia 2010 roku, kiedy to prezes PiS w analogiczny sposób bronił ówczesnego prezydenta Łodzi – Jerzego Kropiwnickiego. W założeniu, miało to zneutralizować negatywny oddźwięk z jakim spotkała się wypowiedź premiera i szefa partii, co to ma w członie obywatelskość, jednak jak to często bywa gdy nadgorliwość wybiega przed zimną kalkulację, przefajnowano i postawiono szereg medialnych wyrobników pozostających w służbie Dyktatury Matołów przed nielichym dylematem.

No bo teraz, jak to jest? Czyżby Kaczyński przed trzema laty miał rację i urządzanie referendum w sprawie „demokratycznie wybranej władzy”, zwłaszcza na 11 miesięcy przed wyborami, to cyrk i hucpa? Toż to czysta herezja, gdyż każdy człowiek „na pewnym poziomie” wie doskonale, iż Kaczyński w żadnej sprawie z definicji racji mieć nie może. Zatem nie miał jej wtedy i nie ma dzisiaj, gdy krytykuje Ober-Matoła za wzywanie do bojkotu referendum w Warszawie. Ale z drugiej strony, przecież Ober-Matoł mówi dziś to samo, co Kaczyński trzy lata temu! Hmm, prawda, ale zwrócić należy uwagę na aksjomat mówiący nam, że Ober-Matoł rację ma zawsze i wszędzie, a w szczególności, gdy mamy do czynienia z różnicą zdań między nim a Jarosławem Kaczyńskim. Przyznają Państwo sami, że dylemat to potężny, choć oczywiście nie wątpię, że zaprawione w dialektyce mózgi odpowiednich Autorytetów Intelektualnych z pewnością się z nim uporają i wyczerpująco uzasadnią nam, dlaczego to, co w 2010 roku było faszystowskim zamachem na procedury i instytucje prawne demokratycznego państwa, dziś jawi się nam jako sama esencja demokracji i społeczeństwa obywatelskiego.

II. Palikot i Srogi Gugała

Tym bardziej, że sytuację mamy kryzysową, grożącą wręcz odspawaniem Bufetowej i jej personelu pomocniczego od stołecznej stołówki, do której bardzo się przyzwyczaili, więc tutaj nie ma to tamto – wszystkie ręce na pokład! Z takiego założenia wyszedł najprawdopodobniej wierny redaktor Gugała, który na okoliczność referendum odpytywał w Polsacie News posła Palikota. Jeśli ktoś sądził, że rozmowa upłynęła na miłosnym spijaniu sobie z dzióbków wykwitów intelektu obu rozmówców, jak tyle razy przedtem, musiał przeżyć mały szok. Otóż drodzy Czytelnicy, redaktor Gugała z namaszczoną miną inkwizytora rugał niesfornego posła jak, nie przymierzając, jakiegoś pisowca. Ruch Palikota popiera referendum? Jak tak można? Czy poseł Palikot nie wie, jaką przewagą wygrała HG-W drugie z rzędu wybory? Że została prezydentem w pierwszej turze? Jak to ujął redaktor prowadzący - „w cuglach?” Tu wyobraziłem sobie madame Bufetową z nałożonymi cuglami, ale porzućmy płoche fantazje, bo sprawa jest zasadnicza i szczególnej wagi państwowej.

Oto, rzecze Srogi Gugała, mam tu sondaże, z których wynika, że Warszawiacy wciąż popierają Panią Hanię. A czy Palikot wie, ile pieniondzów kosztuje referendum? Siedem milionów kosztuje! A bez kozery powiem i pincet! A już za rok i tak będą nowe wybory! Czy posłu Palikotu nie wstyd? Czy poseł Palikot nie słyszał premiera, który jasno i raz na jutro zapowiedział, że całe to referendum to zawracanie głowy i zdyscyplinowany obywatel powinien siedzieć w domu?

Ja to wszystko tak obszernie przytaczam z prostego powodu. Otóż, Srogi Gugała najwyraźniej milcząco założył, że palikociarnia została pomyślana jako nieformalny koalicjant PO – taki, co to będzie robił dokładnie to samo, co czynił Palikot gdy był w Platformie, ale bez obciążania wizerunku partii-matki co bardziej dzikimi wyskokami. Innymi słowy, gdy Palikot skupia się na atakowaniu „kleru” katolickiego, czy wali w Kaczora, to jest to dobry Palikot - Palikot który nam się „udał”. Palikot na miarę naszych czasów i możliwości. Natomiast, gdy tenże Palikot zaczyna robić wbrew i sypać piasek w tryby, to wówczas jest to zły Palikot, niedobry Palikot – a fe i do kąta! I przemyśl sobie swoje postępowanie! Toż to jakby, panie tego, SD zbuntowało się przeciw przewodniej roli PZPR! Horrendum i wroga dywersja!

III. Czujność akademika Czapińskiego

Ale na tym nie koniec – jak wszystkie ręce na pokład, to wszystkie. Oto niezawodny propagandysta społeczny, akademik Czapiński Janusz, ogłosił w „Wyborczej” oraz w bratnim radiu TokFM, że słuszną linię ma nasza władza i po pierwsze, wcale jej nie spada - to tylko zbiorowe złudzenie optyczne (czego nie omieszkał również przytoczyć w rozmowie z Palikotem Srogi Gugała), ale w ogóle to całe referendum jest z gruntu antydemokratycznym zamachem na legalne władze.

„Wszelkie wystąpienia oburzonych, którzy chcą kogoś utrącić, nie są wyrazem postaw obywatelskich. Jeśli jakaś mniejszość jest wkurzona, to nie powinna decydować o losach władzy” - oznajmił akademik Czapiński i jest to myśl nader słuszna i na czasie. Wiadomo wszak, że o losach władzy winna każdorazowo decydować zadowolona większość, a nie jakaś grupka politycznych frustratów. Hmm, no ale jak sprawdzić, czy owa zadowolona większość wciąż jest większością i czy przypadkiem niepostrzeżenie nie rozlazła się po kątach i nie stopniała do mniejszości? Jakiś obskurant twierdziłby, że niezłym sposobem byłby plebiscyt, czyli referendum, tak jak w Łodzi przed trzema laty, ale na dzień dzisiejszy jest to podejście z gruntu kontrrewolucyjne i skażone burżuazyjnymi przesądami, które nie pozwalają dostrzec aktualnej mądrości etapu. Chwila obecna bowiem stawia przed nami inne wyzwania i wymagania, które akademik Czapiński dostrzega jasno mocą swego postępowego intelektu.

„Wszelkiego typu bunty, wystąpienia oburzonych, którzy mają jakąś zadrę, chcą kogoś utrącić, w żadnym kraju nie są wyrazem postaw obywatelskich. Bo wyrażaniem postaw obywatelskich jest działanie pozytywne” - obwieścił z rewolucyjną czujnością przedstawiciel przodującej myśli społecznej, dając odpór jałowemu krytykanctwu określonych kół i politycznych bankrutów z Nowogrodzkiej. A że dziś „działaniem pozytywnym” jest pozostanie w domu, za co w innych przypadkach na ludność autochtoniczną spadają gromy z ust Autorytetów zatroskanych stanem naszej demokracji? To złe myślenie towarzysze, słuszne bowiem nie jest to, co słuszne, ale to co działa na rzecz Partii i Rządu. Albo Samorządu. Nie mieszajmy porządków, towarzysze. Słuszność wczorajsza, a słuszność dzisiejsza, to zupełnie inne sprawy.

IV. Władza kontra „przypadkowe społeczeństwo”

Nic zatem dziwnego, że pomniejsi funkcjonariusze mediodajni rzucili się na wyprzódki popierać właściwe stanowisko, jak na przykład pani Renata Grochal z „Gazety Wyborczej”, która nie omieszkała skwapliwie zapewnić: „Mnie słowa Tuska nie oburzają, co więcej, uważam je za racjonalne." No i gites majonez, pani redaktor, bo kto to słyszał, by o losach władzy decydowało „przypadkowe społeczeństwo”? Naturalnie, że „przypadkowe społeczeństwo” o niczym, a już zwłaszcza o losach władzy, decydować nie może. Od tego bowiem mamy Obóz Beneficjentów i Utrwalaczy III RP ze stadem Autorytetów Moralnych i Intelektualnych na przodku oraz policjami tajnymi, widnymi i dwupłciowymi kręcącymi tym całym interesem w tyłku. Oni to każdorazowo, mocą wewnętrznego konsensusu, wyłaniają nam odpowiednią ekspozyturę polityczną w rodzaju obecnej Dyktatury Matołów.

Gdyby odejść od tych ugruntowanych mechanizmów „demokratycznego państwa prawnego”, to jeszcze by się okazało – strach pomyśleć - że ten cały Obóz Beneficjentów i Utrwalaczy III RP nie jest do niczego potrzebny, a wtedy na Ziemię spadłyby ciemności „faszyzmu” i życie straciło by cały urok, nie mówiąc już o fruktach władzy do konsumowania których naturalnym porządkiem rzeczy predestynowane są światłe elity namaszczone jeszcze w trakcie zawiązywania Magdalenkowych sojuszy i od tej pory uzupełniające się wyłącznie przez kooptację. No i powiedzcie Państwo sami – czy w obliczu takiego ogromu wyzwań którym należy sprostać, ma jeszcze jakiekolwiek znaczenie, czy rację miał w styczniu 2010 roku Jarosław Kaczyński, czy też przeciwnie – rację ma dzisiaj Donald Tusk mówiąc to samo, co wtedy mówił Kaczyński racji nie mając?

Oczywiście, że znaczenia żadnego mieć to nie może. Kaczyńskiemu zatem pozostało co najwyżej zaskarżyć Tuska o plagiat i tantiemy autorskie, który to pozew rozgrzane sądy niechybnie oddalą, ubierając „powinność swej służby” w odpowiednio wesołą sentencję wyroku, aby „przypadkowe społeczeństwo” zamiast niewczesnego referendum miało przynajmniej chwilę zabawy.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

sobota, 16 lipca 2011

Polski błogostan 2011


„Diagnoza społeczna 2011”, czyli keep smiling po polsku.



I. Witamy w cieplarni.


Dawno temu zdarzyło mi się opublikować notkę „Polski błogostan”. Omówiłem w niej wyniki badań, z których wynikało, że Polacy czują się bezpiecznie jak nigdy. Generalnie uważamy, że nie ma żadnych zewnętrznych niebezpieczeństw, ościenne państwa są nam przyjazne – no, słowem: kochajmy się! Ciekawych odsyłam do tamtego tekstu (link powyżej) – powstał w marcu 2010 roku. Kilka tygodni przed Katastrofą Smoleńską.


Potem był 10.04.2010. I co? I nic.


Teraz bowiem, za sprawą „Diagnozy Społecznej 2011”, opracowanej przez zespół pod kierownictwem prof. Janusza Czapińskiego okazało się, że te cieplarniano-sielankowe nastroje bynajmniej nie wygasły. Co więcej, znajdują przełożenie na ocenę – jak by to ująć - „zadowolenia tak w ogólności”. Przeważająca (czy może raczej – przerażająca) większość Polaków (80%) sądzi, że ich sprawy toczą się ogólnie OK, zeszły rok był w porządku a nawet „udany”. Krótko mówiąc – doczłapaliśmy się do upragnionej stabilizacji. Dla salonowego socjologa, czyli pana profesora Czapińskiego i rozcmokanych nad jego „Diagnozą...” mediodajni stanowi to asumpt do nasładzania się trzeźwością, racjonalizmem i sukcesem Polaków.


Dla mnie wyniki badań są świadectwem porażającego ogłupienia, tumiwisizmu i uporczywego nie przyjmowania do wiadomości, że obecna względna laba jest życiem na kredyt – i to na kredyt, który rychło przyjdzie spłacać ze łzami w oczach.


II. Ogłupiające samozadowolenie.


Nie sposób uciec tu od często przywoływanej w prawicowym dyskursie analogii do czasów saskich, kiedy to jadło się, piło i popuszczało pasa. Owszem, Donald Tusk w roli króla Sasa sprawdza się znakomicie (i jest to bodaj jedyna rola w której realizuje się, powiedziałbym, w sposób naturalny), ale mało kto raczy przyjmować do wiadomości, ile za te saskie nie-rządy którymi obecnie stoi Polska przyjdzie wkrótce zapłacić.


Przedstawiony w „Diagnozie...” Polak nie chce słyszeć, że państwo – jego państwo – znajduje się w fatalnej kondycji, że zadłużone jest na ponad 800 miliardów PLN, zaś obywatele „prywatnie” na mniej więcej połowę tego i że niebawem znajdzie to przełożenie na jego osobisty los. Więcej: na wszelkie napomknięcia reaguje agresją - niczym ćpun wybudzany na siłę z ogłupiającego, pełnego samozadowolenia letargu. Kryzys jest gdzieś w świecie, u nas szafa gra. Nawet przykład Grecji nie jest w stanie takiego zmusić do intelektualnego wysiłku na poziomie prostego pytania: a co się stanie ze mną, jeśli i tutaj zawali się piramida długów? To porażające, ale tzw. statystyczna większość zdaje się sądzić: to długi państwa, a nie moje. Powiesz takiemu, że te państwowe zobowiązania są jednak jego, to się żachnie: - A w życiu! Ja tam nic nie pożyczałem!


A poza tym, zeklnie Cię, drogi Czytelniku, za poruszanie nieprzyjemnych tematów o których nie chce nic wiedzieć, ani o nich mówić. Zupełnie jak pani Małgorzata Wyszyńska z „Dziennika Telewizyjnego” TVP, która narzekała na dominujące w „pisowskich” czasach materiały epatujące ponuractwem.


Małpki nie mówią. Małpki nie widzą. Małpki nie słyszą. I wcale nie chcą odzyskać zmysłów.


I to jest właśnie jedna z tajemnic tego poczucia sukcesu o którym w upojeniu ględzi prof. Czapiński. Polacy wybierają postawę świadomej ignorancji, a poza tym nie utożsamiają się z państwem – odnoszą osobisty „sukces” mimo państwa, a nie w państwie. Tak można by skrótowo opisać mentalne nastawienie naszych rodaków do swej ojczyzny.


III. Keep smiling!


Warto jeszcze nadmienić o kilku rysach na przedstawionym nam w „Diagnozie Społecznej 2011” idyllicznym obrazku. Skoro jest tak fajnie, to czemu więcej pijemy? Dlaczego sypią się relacje międzyludzkie, rozpadają rodziny, źle się dzieje w małżeństwach? Wprawdzie mniej palimy (oficjalnie, bo przy tych cenach fajek... pozostaje zawsze stara, dobra kontrabanda), niemniej ten wzrost „spożycia” pokazuje, iż duszne boleści związane z życiem osobistym wytłumiamy alkoholem. Dodajmy jeszcze rosnące rozwarstwienie społeczne i - tu już poza „Diagnozą...” - wstrzymywanie przez GUS publikacji danych dotyczących ubóstwa w Polsce.


No to jak w końcu jest? Czy aby „Diagnoza...” obrazująca społeczne samozadowolenie, nie pokazuje nam kurczowego „keep smiling”? Postawy, w której wstyd się przyznać do strachu przed jutrem, do obawy czy dam radę spłacić kredyt, do ustawicznego kombinowania aby związać koniec z końcem, ale gdy ktoś zapyta, podnosimy kciuk i pokonując nerwicowy szczękościsk, stękamy z upiornym uśmiechem - „OK, I’m fine!”.


Czy to aby nie ten ustawiczny stres, wypływający z podświadomych lęków dotyczących kruchości podstaw naszego względnego dobrobyciku zatruwa domową atmosferę Polaków? Dodajmy do tego konsumpcjonistyczną presję i wtłaczaną nam do głów modę na „samorealizację” sprowadzającą się w praktyce do płytkiego egoizmu – i otrzymujemy wybuchowy koktajl, mogący koniec końców rozsadzić do reszty społeczne więzi.


Póki co, pijemy jeszcze wódkę, browary i pieczemy kiełbachy. Ale tylko do czasu. Do czasu.


Gadający Grzyb


P.S. Danych z „Diagnozy..” omawiających podejście Polaków (Polaków?) do tematu Katastrofy Smoleńskiej nie analizuję. Nie mam siły.