Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bronisław Komorowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bronisław Komorowski. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 marca 2019

Pod-Grzybki 153

Bronisław Komorowski postanowił stracić okazję, żeby siedzieć cicho i zalecił wyborcom, aby brać 500+, trzynastą emeryturę, nie kwitować i nie głosować na PiS. Nie ma co, eksperta zawsze miło posłuchać – przypomnę, że Komorowski na odchodnym ogołocił Kancelarię Prezydenta oraz służbowe wille z różnych „fantów”, takich jak zastawa stołowa, sokowirówka, ekspres do kawy, telewizor, blender czy żelazko. Nie da się ukryć – w „braniu i niekwitowaniu” akurat Komorowski ma wyjątkowe doświadczenie.


*

Kultura. W Teatrze Powszechnym wystawiono „Mein Kampf” znanego dramaturga Adolfa Hitlera. Zastanawia tylko jedno – skoro mamy taką wolność słowa, to skąd oburzenie na happening ku czci tegoż literata w krzakach pod Wodzisławiem Śląskim? I czy ekipa Teatru Powszechnego sprawiła sobie na okoliczność premiery torcik z wunderwafelkami? A jak tam z gażą dla aktorów – było 20 tys. czy może więcej?


*

W ostatnich dniach obserwujemy groteskowy upadek szefa Żydowskiego Instytutu Historycznego, prof. Pawła Śpiewaka. Najpierw doznał objawienia za sprawą piłkarza Lionela Messiego, który ukazał mu się we śnie i powiedział, że „Polska to faszystowski kraj”. Następnie zaczął histeryzować, że „nie może słuchać” o Polakach ratujących Żydów (co jest o tyle kuriozalne, że bez tych Polaków najpewniej nie byłoby go na świecie, podobnie jak szeregu innych czołowych żydowskich opluwaczy Polski). W końcu zaś odpalił bombę, obwieszczając, iż jest „niezwykle prawdopodobne”, że Polacy zabili więcej Żydów niż Niemców. Smutne to wszystko, gdyż akurat prof. Śpiewak wydawał się do pewnego momentu najbardziej przytomny spośród tych wszystkich „badaczy holocaustu” przyuczonych do zawodu historyka (Śpiewak, podobnie jak Gross czy Barbara Engelking jest z wykształcenia socjologiem). Ale cóż – najwyraźniej ktoś uświadomił mu, że piastując taką funkcję nie może odstawać od reszty, tylko śpiewać ze wskazanej partytury – więc śpiewa.


*

Nawiasem mówiąc, objawienie jako metoda badawcza zostało usankcjonowane przez J.T. Grossa już w 2001 r. w wywiadzie dla „New Yorkera”, kiedy to właśnie doznanym „objawieniem” tłumaczył swoją wizję wydarzeń w Jedwabnem. Ciekawe tylko, jaki piłkarz ukazał się Grossowi, bo Messi był chyba jeszcze wtedy ciut za młody? Ale mniejsza, grunt, że prof. Śpiewak idzie wiernie w jego ślady. Mam nadzieję, że jak na naukowca przystało, prof. Śpiewak założy dzienniczek, w którym będzie skrupulatnie spisywał swoje maligny i dzielił się nimi z opinią publiczną. Prorokuję, że czeka nas jeszcze za jego sprawą wiele radości.


*

Nasz „wielki przyjaciel” Jonny Daniels pochwalił się interwencją w sieci marketów Carrefour - zażądał mianowicie, by nie sprzedawano tam „antysemickiej” i „wypełnionej nienawiścią” („hate-filled”) „Warszawskiej Gazety”. Niech zgadnę – następna ofiara Messiego? A swoją drogą – może my też wyślemy do Izraela jakiegoś sierżanta-spadochroniarza, który będzie rozstawiał tam wszystkich po kątach?


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Pod-Grzybki opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 13 (29.03-04.04.2019)

piątek, 26 maja 2017

Pod-Grzybki 98

Soros-Szechter Cajtung” wykrył aferę! Przejrzał mianowicie rachunki Kancelarii Prezydenta i ogłosił, iż ta „wydaje krocie”. No cóż, zważywszy do jakiego stopnia ogołocił ją ustępujący poprzednik, wydatki nie dziwią. Przecież trzeba było odkupić te wszystkie sprzęty i zastawę stołową. Może by tak Komorowski podratował nieco napięty budżet i oddał chociaż mikser i kieliszki?


*

Jak wiadomo, naczelnym ekspertem ekonomicznym PO został wychowanek Balcerowicza, prof. Andrzej Rzońca – który zachowuje się tak, jakby uparł się zniszczyć wszelkie nadzieje Platformy na wyborczy sukces. Zdążył już ogłosić, że jest przeciwko obniżeniu wieku emerytalnego, 500+ i płacy minimalnej. Innymi słowy, Polacy mają robić za półdarmo i do śmierci na zyski zachodnich koncernów zainstalowanych tutaj w obozach pracy zwanych specjalnymi strefami ekonomicznymi. Moim zdaniem PiS powinien te propozycje Rzońcy możliwie szeroko nagłaśniać – jest to najlepszy sposób, by PO już nigdy nie powróciła do władzy.


*

Z mediów. Szef Polskiego Radia, Jacek Sobala, postanowił zabawić się w dyktatora i zwolnił wicedyrektora Polskiego Radia 24, Krzysztofa Gottesmana, za to, że ten zaprosił do audycji Jana Hartmana – propagującego kazirodztwo Syna Przymierza między bratem a siostrą. Moim zdaniem niesłusznie. Obecność Hartmana w jakiejkolwiek audycji wydatnie podnosi jej walor rozrywkowy – to w końcu istny Borat polskiej filozofii.


*

Prokuratura znów chce wziąć na męki Donalda Tuska, lecz ten zaczął się tym razem wymawiać nawałem obowiązków. Szkoda, miałby kolejną okazję, by gospodarskim okiem skontrolować jakość kotlecików w Pendolino na trasie Gdańsk – Warszawa. A nuż pod jego nieobecność ktoś fałszuje proporcje między mięsem a bułką tartą? Najlepiej, gdyby Tusk zabrał na tę inspekcję również Hannę Gronkiewicz-Waltz. W końcu nie ma to jak fachowe oko bufetowej.


*

Bydgoska mutacja „Wyborczej” znów zaatakowała ks. Romana Kneblewskiego, honorując niejako przy okazji nasz tygodnik – poszło bowiem o wywiad, jakiego ks. prałat udzielił „Polsce Niepodległej”. Autorem artykułu jest tradycyjnie Marcin Kowalski, którego twórczością miałem okazję zająć się w poprzednim numerze „PN”, co jednak ten w swym tekście skromnie przemilczał. W każdym razie, chodzi o to, że ks. Kneblewski miał wywiadem jakoby złamać zakaz wypowiadania się na tematy polityczne nałożony przez bp. Jana Tyrawę. I tu pudło – Kowalskiemu bowiem nie chciało się sprawdzić, że rozmowa odbyła się jeszcze przed nałożeniem zakazu. Generalnie, nagonka „Wyborczej” ma na celu, czego autor nawet nie ukrywa, wyrzucenie ks. Kneblewskiego z bydgoskiej parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa. Dlatego na koniec apeluje do Czytelników o wysyłanie na ręce bp. Jana Tyrawy listów w obronie tego wyjątkowego księdza. Adres: Jego Ekscelencja Ks. Biskup Jan Tyrawa, Kuria Diecezjalna Diecezji Bydgoskiej, ul. ks. T. Malczewskiego 1, 85-104 Bydgoszcz. E-mail: jtyrawa@diecezja.bydgoszcz.pl.


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 21 (24-30.05.2017)

piątek, 23 października 2015

Pod-Grzybki 25

Panika! Córka doktor Ewy zagroziła emigracją w przypadku zwycięstwa PiS. Zięć pani premier, Kanadyjczyk o swojskim imieniu Andriy, ponoć bardzo się ucieszył, bo ostatnio zszarpane nerwy teściowej coraz bardziej dają się rodzinie we znaki i zaproponował nawet, że na tę emigrację mógłby udać się w zasadzie już dziś, bo po co odwlekać nieuchronne, lecz małżonka zapowiedziała, że w razie wyjazdu zabiera ze sobą również mamusię. No tak, w oparach politycznych frustracji doktor Ewy, nawet „Kanada pachnąca żywicą” traci urok. Andriy, chłopie, ogarnij się i jak to powiadają w kręgach zbliżonych do teściowej – „go west”!

*

Histeria! Tomas Lis w wywiadzie dla „Wyborczej” lamentuje, że PiS odbierze mu Polskę. Nie wiem jak Państwo, ale ja gorąco kibicuję medialnej aktywności pana Tomasza – jeszcze trochę takich wynurzeń czynionych z pozycji właściciela III RP, a ludzie sami „temi rencyma” oderwą was od koryta.

*

Wypowiedzi zarówno premierczykowianeczki jak i pana Tomasza przypomniały mi wpis internetowy Poli Lis, która kilka miesięcy temu w przypływie szczerości wyznała, iż jej zdaniem nie ma tu miejsca na obiektywizm, bo toczy się wojna o przetrwanie. Najwyraźniej ci ludzie tak zrośli się ze swym statusem klasy uprzywilejowanej, że zwyczajnie nie wyobrażają sobie funkcjonowania między gminem. Ten dojmujący lęk przed deklasacją jest zresztą cechą wspólną tych, co - mówiąc Tuwimem - „mieszkają dziś w pałacach, a srać chodzili pod chałupę”. Albowiem gmin śmierdzi wódką i cebulą, zagłuszając kwietne odory resortowej progenitury dla której dobrostanu urządzano „ten kraj” przy Okrągłym Stole.

*

My tu się podniecaliśmy jak głupi nic nie znaczącym wystąpieniem prezydenta Dudy w ONZ, a wszak mieliśmy prawdziwy międzynarodowy sukces. Komorowski i „Waleza” wypromowali w Stanach kantor „cinkciarz.pl”. Cóż, przypomnę tylko, że gdzie cinkciarze, tam są i esbecy, co idealnie harmonizuje z zaszłościami „Bolesława” oraz inklinacjami Bronka do wojskowej bezpieki. Chociaż może to i lepiej, że nasz narodowy Bul wybrał się do Kolumbowej Hameryki – w Warszawie trwa bowiem Konkurs Chopinowski. Jeszcze wpadłoby mu do głowy uświetnić występy przemową o armatach ukrytych w krzakach, a konkurs znowu wygrałby jakiś Rusek... Masz rację Bronek – siedź w tym Chicago i pooglądaj se koszykówkę. Działonowy Chopin i jego armaty poczekają.

*

Złe języki doniosły, że „Misiek” Kamiński spala się w ogniu kampanii do tego stopnia, że już od wczesnych godzin musi koić skołatane nerwy browarem i gorzałą. Tym samym wyjaśniło się dlaczego doktor Ewa zataczała się na czerwonym dywanie podczas słynnej wizyty w Berlinie. Kobiecina była tak stremowana wizją spotkania z Cesarzową Angelą, że golnęła sobie dla kurażu z piersiówki Kamińskiego – a że głowa słabsza, niż u dążącego do przejścia na alkoholowe zawodowstwo Miśka, to i nóżki jej się rozjechały. Na szczęście Angela wzięła doktor Ewę pod mankiet i odprowadziła na wytrzeźwiałkę.

Gadający Grzyb
Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 41 (21-27.10.2015)

czwartek, 15 października 2015

Pod-Grzybki 23

Oglądaliście Państwo „Wściekłe psy” („Reservoir Dogs”) Tarantino? Jest tam scena, gdy szef gangu załatwia gościowi, który wyszedł z więzienia lewy etat na budowie, żeby nie czepiał się go kurator, tłumacząc przy tym, że oczywiście w robocie nie będzie się musiał pojawiać. A teraz posłuchajcie tego: „Ty masz od 1 lipca pracę, ale kto ci mówi, żebyś ty chodziła do pracy. Masz etat, a nie to, że masz chodzić do roboty, bo wiesz, to jest różnica. Będziesz tam referentką do spraw różnych, no i tyle, nie będziesz się ruszać, będziesz leżeć..." - tak oto jakiś niezidentyfikowany koleś z PO organizuje fuchę asystentki w Brukseli niejakiej Dianie na zarejestrowanych przez CBA taśmach. Może tak zadzwonić do Quentina, że jest materiał na sequel? Powiedzmy „Reservoir Pigs”. By żyło się lepiej!

*

Komorowski na zakończenie urzędowania obrobił Pałac Prezydencki, Belweder i Kancelarię RP. Tzn. „użyczono mu” na wieczne nieoddanie, prócz żyrandola (by miał czego pilnować na emeryturze), również lodówkę, kieliszki, zastawę stołową, noże, deskę do krojenia, przyprawniki, garnek, patelnię... Oj, będzie bigosik i zmrożona wódeczka w miłej kompanii Palikota i Dukaczewskiego, czyli – trzymając się wątku filmowego - „Wielkie żarcie w Pałacu pod blachą”. Ciekawe, czy skończy się tak samo...

*

Andrzej Duda przemawiał w ONZ, a potem zasiadł przy jednym stole z Obamą i Putinem. Niby sukces, ale jakiś taki mało smakowity. Co by nie mówić, Komorowski to jednak potrafił wryć się w pamięć. O jego mowie wygłoszonej w George Marshall Found panuje wśród waszyngtońskich oficjeli powszechna opinia, że „Komor” wymiatał lepiej, niż Leslie Nielsen i Borat razem wzięci. A Duda? Ani nie wspomniał o bigosie, ani o pilnowaniu żon, nie podwędził nawet kieliszka Obamie. Nuda...

*

Ostatnie wydarzenia związane to z dyktatem Berlina w sprawie uchodźców i nieskrywaną nadzieją lewactwa, że ten muzułmański potop do reszty rozwali Europę, to znów z awansem Putina na „strategicznego sojusznika” w Syrii, natchnęły mnie do bardziej ogólnej refleksji. Otóż, teoria konwergencji działa! Wprawdzie może nie tak, jak umyślił to sobie w swej przemądrzałej łepetynie „Big Zbig” Brzeziński, ale jednak jakoś się sprawdza. Na naszych oczach dokonuje się mariaż absolutyzmu oświeconego w wydaniu pruskim z komunizmem Gramsciego, dokooptowując przy okazji do tej patchworkowej rodziny komunizm ruski w botoksowym majestacie pułkownika Putina, czyli „carycy Leonidy” w wersji 2.0. Cała Europa aż się dławi ze wzruszenia, przyduszona pantofelkiem enerdowskiego Kopciuszka, który przybrał czarowną postać cesarzowej Merkel. Gdybym był piekarzem, już teraz, nie mieszkając, zacząłbym wypiekać bułeczki pod nazwą „kajzerki Anieli”... No, może nieco zmodyfikowane - tak, by dawały się łamać wedle kształtu hakenkrojca.

*

Czekam na okładkę „Tygodnika Powszechnego” z ks. Charamsą w tęczowym welonie pod rękę z Eduardo. Koniecznie z podpisem: „Vivat młoda para!”.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 39 (07-13.10.2015)

niedziela, 13 września 2015

Referendalna groteska

Czy referenda mają w Polsce sens? Miałyby, gdyby obniżyć próg frekwencyjny do jakiegoś przytomnego poziomu.

 

Według cząstkowych wyników podanych przez PKW, do referendum poszło 7,48% uprawnionych. Taki jest żenujący finał desperackiej próby Komorowskiego „skoku” na elektorat Pawła Kukiza. Starający się wówczas o reelekcję prezydent ze swej porażki w I turze zrozumiał tyle, że skoro Kukiz mówi o JOW-ach, to należy przejąć jego naczelny postulat – tymczasem, wyborcy muzyka głosowali na niego, bo chcieli pokazać gest Kozakiewicza politycznym krawaciarzom z Warszawy, a JOW-y mieli w głębokim poważaniu. Swoje zrobiły też niechlujnie sformułowane pytania, pisane w pośpiechu, by nie rzec – w panice, pod wpływem szoku spowodowanego wyborczym werdyktem, którego, jak pokazała II tura wyborów prezydenckich – nie można było już odwrócić. Zresztą, zaraz po wyborach referendum stało się kłopotliwym echem kampanii, w efekcie czego, co podkreślają internetowe komentarze, Bronisław Komorowski stał się pierwszym prezydentem, który przegrał III turę wyborów. Symboliczne jest tu głosowanie eks-prezydenta – wieczorem, jakby wstydliwie i ukradkiem. Widać było wyraźnie, że PO stara się na gwałt zdystansować od inicjatywy jako naznaczonej klęską; reżimowe media również posłusznie wyciszały temat, koncentrując się na skandalach zastępczych w rodzaju „niepodania ręki” Ewie Kopacz przez Andrzeja Dudę, czy jego podróżach do Poznania. No i na tym, jak niebywałym populizmem, tudzież „upolitycznieniem” prezydentury jest projekt referendalny Dudy (z kwestiami podnoszonymi wcześniej przez inicjatywy obywatelskie, pod którymi zebrano miliony podpisów), który to projekt Senat odrzucił równie skwapliwie, jak uprzednio przyklepał referendum Komorowskiego.

Frekwencyjna klapa świadczy nie tylko o tym, że Polacy w przytłaczającej większości zdawali sobie sprawę, że ta cała szopka jest polityczną ustawką. Referenda generalnie nie cieszą się u nas popularnością, zupełnie jakby Polacy uznawali, że skoro już wybrali władze, to teraz całą resztą powinni zająć się „oni” i nie zwracać ludziom głowy. Nawet referendum akcesyjne do UE wyciągnięto sztucznie za uszy ofensywą propagandową i rozciągając je na dwa dni. Dodatkowym czynnikiem zniechęcającym jest zaporowy próg 50%. Widać tu wyraźnie, że instytucja referendum traktowana jest niczym demokratyczny ozdobnik, żeby wszystko wyglądało ładniej, lecz zarazem stworzono skuteczną barierę by społeczeństwo się przypadkiem zanadto nie rozdokazywało.

Poza wszystkim, mamy do czynienia z potwierdzeniem spadkowego trendu Pawła Kukiza, który utracił zdolność mobilizowania elektoratu. Inna sprawa, że jego zaangażowanie w referendum Komorowskiego było kolejnym z ciągu politycznych błędów popełnionych w ostatnich miesiącach. Zamiast ogłosić, że jest to farsa i że do kwestii wrócimy na poważnie po wyborach parlamentarnych, uczynił wręcz z referendum swój poligon przedwyborczy. Skutkiem jest porażka, choć sądząc po wynikach odpowiedzi na poszczególne pytania (wg danych cząstkowych, za JOW-ami było 79,88 %, za utrzymaniem obecnego modelu finansowania partii zaledwie 16,44 %, a za rozstrzyganiem wątpliwości na korzyść podatnika 94,22 %), do urn zapewne pofatygowali się w znacznej mierze jego twardzi, „ideowi” wyborcy. Niemniej, faktem jest, że prócz Komorowskiego, to właśnie Kukiz – na własne życzenie zresztą – jest tu głównym przegranym.

Podsumowując, czy referenda mają w Polsce sens? Miałyby, gdyby obniżyć próg frekwencyjny do jakiegoś przytomnego poziomu – w końcu, skoro nie jest on wymagany przy żadnych innych wyborach, to utrzymywanie wymogu 50%, by wynik głosowania był wiążący, jest kompletnym nieporozumieniem, zaś instrumentalne wykorzystanie tej instytucji z jakim mieliśmy właśnie do czynienia odbiera jej resztkę powagi.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Artykuł opublikowany w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 35 (09-15.09.2015)

niedziela, 16 sierpnia 2015

Podwójna schizma Komorowskiego

Za sprawą Komorowskiego dokonały się w Polsce dwie schizmy – wewnątrznarodowa i wewnątrzkościelna.

I. Dwie schizmy

Gdybym miał podsumować kadencję byłego już prezydenta Bronisława Komorowskiego, to prócz rozlicznych przykładów politycznego szkodnictwa, czy żenujących występów wskazujących na postępujący niedowład intelektualny, wskazałbym, iż jest to człowiek za sprawą którego dokonały się w Polsce dwie schizmy – wewnątrznarodowa i wewnątrzkościelna.

Zacznijmy od tej pierwszej. Oto na skutek amerykańskiego „resetu”, Rosja wraz z dyszącymi żądzą zemsty ludźmi WSI uznała, że może sobie pozwolić na likwidację znienawidzonych braci Kaczyńskich i zainstalowanie swojego człowieka pod żyrandolem pałacu prezydenckiego. Planu nie udało się w pełni zrealizować, bowiem w ostatniej chwili Jarosław Kaczyński zrezygnował z lotu do Smoleńska by zostać przy chorej matce, niemniej wynik zamachu i tak był więcej niż zadowalający. Polska elita z Lechem Kaczyńskim na czele skonała w smoleńskim błocie, a w kraju stojący w blokach startowych Komorowski natychmiast rozpoczął bezprawne przejmowanie prezydentury – jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem zgonu głowy państwa. Szczególnie zależało mu na położeniu łapy na Aneksie do raportu o rozwiązaniu WSI (ciekawe zresztą, czy dokument ten nadal znajduje się w zasobach BBN).

Operacja, wykorzystująca atmosferę szoku po tragedii przebiegła gładko, jednak nastąpiło coś, czego najwyraźniej nie przewidziano. Oto naród, zdawałoby się trwale podzielony przez „przemysł pogardy” na dwa wrogie plemiona, nagle w obliczu śmierci 96 ofiar Smoleńska zaczął się jednoczyć. Pamiętamy tłumy przed Pałacem Prezydenckim, morze zniczy, szpaler wzdłuż przejazdu kolumny samochodów z trumnami Pary Prezydenckiej i naręcza kwiatów zasypujące karawan. Z punktu widzenia tej władzy, wysługujących się jej salonów oraz całego obozu beneficjentów i utrwalaczy III RP, takie narodowe pojednanie było sennym koszmarem, oznaczało bowiem kres metody sprawowania rządów polegającej na napuszczaniu na siebie różnych grup społecznych. Na widok tłumów na Krakowskim Przedmieściu i tej gigantycznej kolejki ludzi chcących oddać ostatni hołd wystawionym w Pałacu trumnom, zwyczajnie ścierpły im tyłki. Wspomnijmy choćby pełne przerażenia komentarze o „demonach polskiego patriotyzmu”, czy „kulcie Tanatosa”. Z kolei wygwizdanie przez tłum Moniki Olejnik, która postanowiła podlansować się przy okazji Żałoby Narodowej oraz wymuszenie przez zgromadzonych wyłączenia telebimu z TVN-em podczas pogrzebu Pary Prezydenckiej było sygnałem, że medialne jaczejki systemu zaczynają tracić rząd dusz. Trzeba było coś z tym zrobić. Wstępem było ponowne rozpętanie przemysłu pogardy wokół wawelskiego pochówku i reaktywacja Palikota. Należało też przypieczętować przejęcie pełni władzy, co było tym łatwiejsze, iż Jarosław Kaczyński podczas kampanii przygnieciony był żałobą, a jego sztab stanowili wówczas Joanna Kluzik-Rostkowska, Elżbieta Jakubiak, Paweł Poncyliusz, czy Marek Migalski, którzy woleli promować siebie samych, wygłupiając się w hippisowskich szmatkach.

Komorowski zatem wygrał i niemal natychmiast po zaprzysiężeniu udzielił „Gazecie Wyborczej” wywiadu, zapowiadając usunięcie Krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego, co zapoczątkowało pamiętne pandemonium letnich nocy na Krakowskim Przedmieściu, w które na skutek siły rażenia propagandy zaangażowała się emocjonalnie - po jednej, bądź po drugie stronie - reszta Polski. To była wielka operacja socjotechniczna powtórnego podzielenia narodu i ustanowienia dla „moherów” swoistego apartheidu, co nawiasem mówiąc, zupełnie otwarcie postulował prof. Radosław Markowski mówiąc, iż trzeba znaleźć sposób, by skutecznie, instytucjonalnie się podzielić. Rzucono do tego wszelkie siły – włącznie z warszawskimi alfonsami pokroju Zbigniewa S. ps. „Niemiec” - i udało się. Narodowa schizma na powrót stała się faktem, a paliwo nienawiści zapewniło temu układowi kolejną kadencję rządów. I za to Bronisław Komorowski jest osobiście odpowiedzialny.

II. Kościelni Lucyferianie

O ile doprowadzenie z pełną świadomością do głębokiego, społecznego podziału jest symbolicznym początkiem tej najgorszej w dziejach Polski prezydentury, o tyle jej zwieńczeniem jest doprowadzenie do faktycznej schizmy kościelnej. Schizma ta wprawdzie tliła się od lat wskutek pracowitego organizowania przez „Wyborczą” z medialnymi przyległościami własnego quasi-kościoła z postępowymi księżmi, czy próbami podziału na „kościół toruński” i „łagiewnicki”, jednak dopiero msza dziękczynna w kościele wizytek z 6 sierpnia pokazała głębię rozłamu. Komorowskiemu przez lata udawało się uchodzić za tradycyjnego katolika i maskę tę porzucił ostatecznie dopiero po przegranych wyborach – gdy było mu już wszystko jedno. Mógł zatem bez ceregieli podżyrować politykę rządu PO skrojoną ostatnio jakby pod zapotrzebowanie patologicznych, antyklerykalnych hejterów z forum „GW” i sierot po Palikocie, czego dobitnym świadectwem był podpis pod ustawą o in vitro złożony wbrew jednoznacznemu stanowisku Episkopatu oraz nauczaniu Kościoła. I wtedy właśnie okazało się, iż jest grupa księży (Seniuk, Luter, Sowa itd.), stosunkowo nieliczna, lecz silna poparciem medialno-politycznego mainstreamu, którzy gotowi są wprost zanegować stanowisko swych ordynariuszy, wprowadzając otwartym tekstem podział na „episkopoi” i „prezbiteroi”. Demonstracyjny wymiar miało przy tym świętokradcze udzielenie Komorowskiemu Komunii, tudzież przeprosiny wygłoszone za „ludzi Kościoła” podczas tej liturgicznej fety.

Tu wtręt na marginesie – dyżurna katechetka „Gazety Wyborczej”, pani Katarzyna Wiśniewska oburzyła się na przyrównanie kapłanów zblatowanych z polityczno-medialną salonowszczyzną do księży-patriotów. Pisze: „porównywanie otwartych na dialog kapłanów z księżmi kolaborującymi z władzami komunistycznymi - na to trzeba było prawdziwie niezależnego pomyślunku historycznego”. Błąd, pani redaktor, więcej nawet – brak czujności rewolucyjnej oraz zrozumienia mądrości etapu. Jak można nazywać współpracowników komuny „kolaborantami”? Czy Pani czasem aby się nie zagalopowała? Zapomniała Pani w jakim środowisku funkcjonuje, do jakiej gazety pisze i jakie są biograficzno-rodzinne zaszłości autorytetów z redaktorem naczelnym włącznie? Wszak, pozostając w logice Pani gazety, to właśnie „księża-patrioci” byli „otwarci na dialog”, rozumieli ducha czasu i wyzwania postępu społeczno-politycznego uosabianych wówczas przez partyjną awangardę rewolucji komunistycznej. Wypisz-wymaluj, zupełnie jak dzisiejsi postępowi księża, tak otwarci, że gotowi są paktować choćby z samym diabłem. Tak tolerancyjni, że na wyprzódki wpychający Komunię Świętą do gardła, niczym karmnej gęsi, jawnogrzesznikowi ostentacyjnie i uporczywie tkwiącemu w grzechu ciężkim. Efekty dialogu w ich wykonaniu idealnie obrazują wspomniane wyżej przeprosiny skierowane pod adresem tegoż zatwardziałego grzesznika i demonstracyjne odcięcie się od biskupów, oznaczające de facto deklarację schizmy.

Kontynuując w duchu „Wyborczej” - to właśnie Kościół prymasa Wyszyńskiego był „zamknięty”, tkwiący w obskuranckim „non possumus”, antypostępowy, promujący „płytki ludowy katolicyzm” i „prymitywny kult maryjny”. Czyli, całkiem jak znakomita większość obecnego Episkopatu „nie pojmująca” wymogów współczesności oraz dziejowej konieczności przyjęcia z całym dobrodziejstwem inwentarza genderyzmu, in vitro, homomałżeństw, rozwodów i reszty światłej agendy Lucyfera. Wszak „Lucyfer” to inaczej „niosący światło” - z łacińskiego lux: światło; ferre: nieść – stąd wniosek, że w oczach obozu Postępu Kościół zasłuży na uznanie dopiero wówczas, gdy zostanie „oświecony”, czyli przejdzie na pozycje lucyferiańskie, od czego zresztą niektórzy kapłani pokroju tych koncelebrujących mszę ku czci Bronisława Umęczonego nie są już zbyt odlegli. Inni zaś, jeśli przypomnimy sobie umizgi ks. Bonieckiego do Adama Darskiego vel „Nergala” vel „Holocausto”, dotknęli nawet tej granicy fizycznie. Komorowski dał zresztą wyraźny sygnał jakie nauki są miłe, a jakie niemiłe władzy doprowadzając w 2010 roku do odwołania kapelana ks. płk. Sławomira Zarskiego za nieprawomyślne kazanie wygłoszone w Święto Niepodległości.

III. Wyzwanie

I już krótko, na zakończenie: nie zazdroszczę prezydentowi Dudzie, choć głosy z jego otoczenia wskazują, iż zdaje on sobie sprawę ze szkodliwości obecnych podziałów. Czy będzie w stanie choćby częściowo je zasypać, czy też prawdziwa okaże się fraza Rymkiewicza - „To co nas podzieliłoto się już nie sklei”? O ile schizmę kościelną i dyscyplinowanie rozbrykanych kapłanów można zostawić biskupom, to nie należy zapominać, iż oba podziały w jakiś sposób się na siebie nakładają, a zakonserwowanie kulturowo-społecznego apartheidu jest w dalszej perspektywie czasowej przepisem na narodową anihilację. Przezwyciężenie toksycznej spuścizny Komorowskiego zatruwającej społeczną tkankę może się okazać zadaniem trudniejszym niż odwrócenie wszystkich pozostałych szkód ośmiu lat rządów Platformy razem wziętych.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:

http://blog-n-roll.pl/pl/komu-%C5%9Bwieczk%C4%99-komu-ogarek#.VcZRsbVvAmw

Zapraszam na „Pod-Grzybki” -------> http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/2236-pod-grzybki-16

Artykuł opublikowany w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 31 (12-18.08.2015)

piątek, 7 sierpnia 2015

Pod-Grzybki 14

1-go sierpnia judeochrześcijański „portal poświęcony” Fronda.pl zamieścił „fotoreportaż” z obchodów rocznicowych wybuchu Powstania Warszawskiego składający się... z telewizyjnych screenów oraz fotek z Twittera. Ale nie to jest najlepsze – otóż materiał zatytułowany został „Cześć i chwała Bohaterom!”, zaś zdjęcia pokazywały... marsz narodowców. Tak, tych samych narodowców, których przy każdej okazji i bez okazji Fronda nazywa „V kolumną Putina” i „Targowicą”. Również tytułowe hasło to stały element narodowych demonstracji. Oczywiście, Fronda nawet nie zająknęła się, czyją to manifestację pokazała - zapewne po to by nie wprawiać swych czytelników w dysonans poznawczy. Cóż, wniosek jest jeden - „judeochrześcijaństwo” nieuchronnie prowadzi do faryzeizmu.

*

Ewa Kopacz kontynuuje molestowanie polskiej prowincji swą obecnością, zaś jej obwoźna trupa komediantów odgrywa spektakl pt. „wyjazdowe posiedzenia rządu”. Na te posiedzenia, dodajmy, specjalna kawalkada tirów dowozi rządowe meble, bo przecież ministrowie nie będą odgniatali swych dostojnych siedzeń na krzesłach pochodzących z jakiejś pipidówy. A może oni tak się boją utraty stołków, ze na wszelki wypadek wolą wozić je ze sobą?

*

Bronisław Komorowski pozazdrościł Ewie Kopacz widoków na posadę ambasadora marki „Biedronka” i postanowił przelicytować panią premier w nadskakiwaniu tej sieci handlowej. Nie da się ukryć, że Krzyż Kawalerski Orderu Zasługi dla Rzeczypospolitej zdecydowanie przebija przychylną wzmiankę o warzywach. Warto wspomnieć, że wręczenie orderu jest inicjatywą jeszcze Radosława Sikorskiego, podtrzymane zostało zaś przez Schetynę. Chorobcia, przysięgam, że gdy kilka tygodni temu pisałem o pracy dla Sikorskiego na kasie nr 1 w bydgoskiej „Biedronce” nic o tej zasłudze eks-ministra nie wiedziałem. Swoją drogą, robi się niezły tłok – Kopacz, Komorowski, Sikorski, Schetyna... Czy w „Biedronce” jest aż tyle wolnych etatów?

*

Przy okazji – to, że tzw. „Biedra” jest największym prywatnym pracodawcą w Polsce mówi bardzo, ale to bardzo wiele o sytuacji naszego kraju.

*

Good news everyone! Dzięki dobroci Partii i Rządu obywatele będą mogli sobie „uzgadniać” płeć w zależności od faz księżyca, nastroju i natężenia plam na Słońcu. Autorem projektu stosownej ustawy jest poślęcie Grodzkie, któremu najwyraźniej już dojadło, że przed kamerami musi robić oficjalnie za kobietona i tylko w domowym zaciszu może wreszcie zmyć makijaż, włożyć dżinsy i na powrót stać się starym, poczciwym komuchem Bęgowskim. Teraz Grodzkie w razie wpadki będzie mogło twierdzić, że akurat znajduje się w męskiej fazie swej wielowymiarowej i bogatej osobowości.

*

Dwoje uczestników woodstockowego spędu Jerzego Owsiaka wylądowało nieprzytomnych w szpitalu po tym jak uraczyli się drinkami z wódki i płynu do mycia felg. I pomyśleć, że kiedyś panczurom wystarczał prosty denaturat – niekiedy tylko filtrowany przez chlebek. A teraz? Rozpasanie i dekadencja...

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 30 (05.08-11.08.2015)

wtorek, 4 sierpnia 2015

Komu świeczkę, a komu ogarek?

Dokąd polityka świeczki i ogarka zaprowadzi Kościół i wiernych? Ba, to jest naprawdę dobre pytanie...

I. Liturgiczna feta

6 sierpnia odbędą się w Warszawie dwie ważne uroczystości religijne. Z jednej strony Archidiecezja Warszawska wraz z nową prezydencką kancelarią organizuje Mszę Św. inaugurującą kadencję Andrzeja Dudy, z drugiej zaś w kościele Wizytek na Krakowskim Przedmieściu będzie mieć miejsce zamówiona przez „licznych wiernych” uroczysta koncelebra w intencji Bronisława Komorowskiego i jego Małżonki, sprawowana w podziękowaniu za jego służbę narodowi i o Boże Błogosławieństwo na przyszłość dla całej prezydenckiej rodziny. W związku z tą liturgiczną fetą na cześć naszego Wuja Narodowego podniosły się po prawej stronie głosy oburzenia, które oczywiście doskonale rozumiem, choć przyznam, że mnie samemu trudno już wykrzesać z siebie jakiekolwiek żywsze emocje związane z przedstawicielami ustępującej ekipy. Niemniej faktem jest, że podpisując konwencję antyprzemocową sformułowaną w ideologicznym duchu wojującego genderyzmu, a ostatnio ustawę o in vitro wbrew jednoznacznemu stanowisku episkopatu, prezydent Komorowski pozostaje – o ile mi wiadomo - w stanie grzechu ciężkiego. Jestem więc ciekaw, czy przy okazji owej celebry pan Komorowski przystąpi do Komunii Św., dokładając do swej hipoteki świętokradztwo – a jeżeli tak, to czy ksiądz Aleksander Seniuk, rektor kościoła Wizytek, mu tejże Komunii udzieli. No chyba, że wcześniej Komorowski, jako skruszony penitent pójdzie do sakramentu pokuty, wypełniając zarazem wszystkie warunki dobrej spowiedzi, wśród których (o ile to, czego uczono mnie na lekcjach religii wciąż obowiązuje) znajduje się nie tylko rachunek sumienia, żal za grzechy itd. – ale również zadośćuczynienie Panu Bogu i bliźnim.

W relacje na linii Pan Bóg – Bronisław Komorowski nie wnikam, natomiast co do zadośćuczynienia „bliźnim” to mleko już się rozlało. Ustawa podpisana, Komorowski nawet gdyby się nagle opamiętał, swojego podpisu wycofać nie może i teraz wszystko w rękach Trybunału Konstytucyjnego, który znając życie, ową ustawę pisaną pod dyktando lobby przemysłu inseminacyjnego, „klepnie”. Zatem, jak widać, zadośćuczynienie „bliźnim” staje się już obiektywną niemożliwością, zaś tymi „bliźnimi” są przede wszystkim istoty ludzkie powołane do życia pod rządami eugenicznych przepisów, które w stadium zarodkowym będą selekcjonowane, mrożone, wszczepiane do macic, odrzucane przez organizmy surogatek i tak dalej. Rozwijać się będą często z licznymi wadami wykrywanymi sukcesywnie podczas badań prenatalnych, zaś matki-surogatki żądać będą aborcji i łamania lekarskich sumień, z czego przedsmakiem mieliśmy do czynienia przy okazji sprawy prof. Bogdana Chazana. Media bombardujące opinię publiczną opisami deformacji „płodu”, którego uśmiercenia odmówił profesor, skrzętnie bowiem pomijają informację, iż dziecko to zostało poczęte właśnie metodą in vitro i była to któraś z kolei „nieudana” ciąża kobiety pragnącej za wszelką cenę „samorealizować się” poprzez prawo do posiadania potomstwa.

II. Czarne Oceany

Na marginesie, zapłodnienie metodą tradycyjną zdaje się być na salonach kompletnie passe, jako że wymaga ono, jak by nie patrzeć, rozłożenia nóg przed jakąś „męską szowinistyczną świnią”, co dla starych lesb organizujących „dyskurs intelektualny” jest perspektywą gorszą od śmierci. Z drugiej strony, nawet jeśli jakaś gorącokrwista działaczka przypadkiem jest hetero, to sukcesywna selekcja doprowadziła do drastycznego niedoboru jurnych „męskich szowinistycznych świń” w jej otoczeniu na rzecz gwałtownego przyrostu osobników „metroseksualnych” o fizycznej i psychicznej konsystencji śniętego śledzia, co prowadzi do różnych żenujących sytuacji. Jeśli przypomnimy sobie publiczne pranie alkowiano-finansowych brudów przez panią Kingę Dunin i aspirującego pisarczyka Ignacego Karpowicza, to widzimy wyraźnie, że owi salonowi nadwrażliwcy pójdą do łóżka z kobietą wyłącznie dla pieniędzy i kariery (a wtedy może być to nawet pani Dunin, jeśli akurat poszukuje jakiegoś, mówiąc jej językiem, „chłopczyka”), jednak poza tym wolą oddawać się – jak pan Karpowicz – np. Juliuszowi Kurkiewiczowi, zupełnym przypadkiem sekretarzowi kapituły nagrody literackiej „Nike”. Taka sytuacja...

Z „trzeciej strony” jednakże, te same środowiska nie ustają w propagowaniu wszelkiej maści rozwiązłości, szczególnie wśród dziatek, nad czym czuwają rozmaite „Pontony” indoktrynujące kwiat młodzieży podczas Akademii Sztuk Przepięknych na woodstockowym spędzie Jerzego Owsiaka. Brzmi atrakcyjnie, bo któżby nie chciał się poedukować w ramach przyśpieszonego kursu ars amandi z jakąś koleżanką i może jeszcze otrzymać za to pamiątkowy dyplom? Tyle, że przy okazji fajnie byłoby, gdyby koleżanka była w miarę urodziwa – a cóż przyjdzie począć, jeśli srodzy seksedukatorzy z „Pontona” wydadzą rozkaz zaspokojenia koleżanki brzydkiej, by uniknąć „lookizmu”, czyli dyskryminacji na tle wyglądu zewnętrznego, lub zgoła rozchylić pośladki przed jakimś zblazowanym pedrylem, któremu – jak pani Kindze Dunin – zachciało się nagle „chłopczyka”? Na dodatek, edukatorzy bardzo dbają, by seks był „bezpieczny”, zupełnie jak praca przy materiałach wybuchowych, mając na celu jak sądzę, w długofalowym planie, oddzielenie ciupciania od prokreacji i nagonienie tym samym klienteli weterynarzom od in vitro. Stąd już tylko krok do rzeczywistości opisanej w powieści Jacka Dukaja „Czarne Oceany”, gdzie istoty ludzkie od poczęcia na szkle „dojrzewają” w inkubatorach, zaś akt płciowy między ludźmi poprzedzony jest każdorazowo deklamowaniem prawniczych formułek mających zabezpieczyć jego uczestników przed oskarżeniem o gwałt, sama akcja łóżkowa przebiega natomiast pod czujnym okiem kamer należących do wyspecjalizowanych kancelarii przechowujących zapis wideo dla ewentualnych celów procesowych.

III. Polityka świeczki i ogarka

Wracając jednak do kościelnej fety na cześć państwa Komorowskich. Oto Warszawska Kuria Metropolitarna w swym sprostowaniu artykułu zamieszczonego w serwisie „Pch24.pl” stwierdziła, iż ksiądz ma obowiązek przyjąć KAŻDĄ intencję mszalną, a jego rola sprowadza się do tego, by tę intencję odpowiednio i poprawnie pod względem teologicznym sformułował”. Innymi słowy, mamy biuro usług religijnych dosztukowujące „teologiczne uzasadnienie” na obstalunek klienta. Zastanawiam się jakież to uzasadnienie teologiczne będzie przyświecało podziękowaniom za „służbę narodowi” Arcybolesnego Bronisława, którą to „służbę” zakończył otwierając wrota piekieł? Rad bym posłuchać. Tak poza tym, skoro Komorowski w pełni świadomie postąpił wbrew nauczaniu Kościoła, to warto zadać pytanie – po kiego ta Msza jest mu potrzebna? Przypuszczam, że „liczni wierni” zamawiający Mszę chcieli wykazać, że nie cały Kościół jest „pisowski”, że są jeszcze księża nie dający się ponieść „fali nienawiści”, nie mówiąc już o własnym dobrostanie psychicznym, który domaga się zagłuszenia wyjącego sumienia biciem kościelnych dzwonów.

Przy okazji tej całej żenady nie mogę opędzić się od kilku wspomnień. Otóż w Święto Niepodległości 11 Listopada 2010 Bronisław Komorowski publicznie zbeształ kapelana Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego ks. płk. Sławomira Żarskiego za „nieprawomyślną” treść homilii, w której ks. Żarski mówił m.in. o tym, że Polska budowana jest na „antywartościach”. Kazanie tak dojadło prezydentowi, iż ten w ekspresowym tempie wymógł na władzach kościelnych odwołanie księdza Żarskiego i zastąpienie go kapłanem bardziej „konstruktywnym”. Od tej pory Komorowski wraz ze swą Dziadzią mogli już spokojnie sobie spać w kościele bez obaw, że jakiś zuchwały klecha podniesie im ciśnienie. Inny obrazek, to podpisanie w 2012 roku przez abp. Józefa Michalika i agenta KGB, patriarchę Cyryla I „Wspólnego Przesłania do Narodów Polski i Rosji” będącego jednym ze szczytowych osiągnięć słynnego polsko-rosyjskiego „resetu” dokonywanego na smoleńskich trumnach. Akt ten został zresztą entuzjastycznie przyjęty przez „portal poświęcony” Fronda.pl, która to „Fronda” dziś zajmuje się gorliwym wykrywaniem „ruskich agentów” w każdej szafie. Sam abp. Michalik w wywiadzie dla KAI z rozbrajającą szczerością przyznał „jestem absolutnie przekonany, że na obecnym etapie nie możemy tego kroku nie uczynić”. Przechowuję również we wdzięcznej pamięci wycofanie się biskupów z honorowego komitetu marszu protestacyjnego po sfałszowanych wyborach samorządowych 2013 roku w zamian za rządową dotację na Świątynię Opatrzności Bożej, oraz uroczysty kościelny pogrzeb generała Jaruzelskiego ku uciesze licznie zgromadzonych trzech pokoleń ubeków.

Nie dziwi mnie zatem koncelebra dziękczynna ku czci Komorowskiego. Jeśli natomiast ktoś chce tu widzieć jedynie wymiar religijny, to odpowiem, że doczesna działalność Kościoła, chcąc nie chcąc, ma również znaczenie stricte polityczne. Tak było od wieków, jest i będzie – i aspekt ten w pełni podlega osądowi i krytyce. Dokąd polityka świeczki i ogarka zaprowadzi Kościół i wiernych? Ba, to jest naprawdę dobre pytanie...

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Zapraszam na „Pod-Grzybki” -------> http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/2177-pod-grzybki-14

Artykuł opublikowany w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 29 (29.07-04.08.2014)

 

Pod-Grzybki 13

Ukraina walczy z korupcją na całego. Po przebraniu milicjantów w kostiumy filmowe z „Batmana”, teraz powierzono kontrolę graniczną brytyjskiej firmie „Crown Agents”, by tym samym wyplenić łapówkarstwo wśród celników. Cóż, jeśli istnieje coś takiego jak „genius loci” („duch miejsca”), to na Ukrainie łapówki trzeba będzie wkrótce uiszczać w funtach szterlingach.

*

Przy całej tej sprawie z pogranicznikami nurtują mnie dwa pytania. Po pierwsze – kto zarobił na tym przetargu? No i po drugie – czy gdzieś przyjmują zakłady o wynik najbliższej strzelaniny między „Agentami Korony” a Prawym Sektorem? Typuję remis 2:2.

*

6 sierpnia odbędzie się w Warszawie, w kościele Wizytek na Krakowskim Przedmieściu „zamówiona przez licznych wiernych” uroczysta „koncelebra w intencji Bronisława Komorowskiego i jego Małżonki, sprawowana w podziękowaniu za jego służbę narodowi i o Boże Błogosławieństwo na przyszłość dla całej prezydenckiej rodziny”. Brzmi zacnie, a co więcej – na takiej koncelebrze nasz Bul Narodowy będzie się mógł wraz ze swoją Dziadzią wyspać za wszystkie czasy.

*

Platforma rozwiązała problem dopalaczy tak skutecznie, że ostatnio zatruło się tym szajsem kolejne kilkaset osób. Czyli jak wszystkie działania tej władzy – piarowski pic na wodę w rodzaju „kastrowania pedofilów”. Proponuję nowe rozwiązanie – kastrowanie „Mocarza”, najlepiej publiczne. W roli kastrującego – profesor Środa. To byłby prawdziwy hit.

*

Grzegorz Braun spiknął się politycznie ze Zbigniewem Stonogą. Cenię pana Grzegorza, ale ów mariaż z ewidentnym „konstruktem służb” promowanym z myślą o odebraniu głosów Kukizowi jest dla mnie jednak niestrawny i mogę się tylko zastanawiać co popchnęło znanego reżysera do tego desperackiego kroku. Pocieszające jest tylko to, że na tej Stonodze Braun do Sejmu nie wjedzie.

*

Minister Szczurek oznajmił, że SKOK-i są „niewypłacalne” i tylko kwestią czasu jest upadek tego sektora. Rzecz w tym - o czym już pan Szczurek nie wspomina - że „niewypłacalne” są również banki. Gdyby wszyscy klienci zechcieli nagle wyjąć swoje pieniądze, to cała piramida finansowa zawaliłaby się z wielkim hukiem. Taka jest logika kreatywnego „wypłukiwania złota z powietrza”. Ale wiadomo – państwo będzie bronić banków jak niepodległości, zaś SKOK-i należy doprowadzić do ruiny, by nie psuły interesu. I banksterski lobbysta usadzony na stołku ministra finansów najwyraźniej chce załatwić tę palącą sprawę jeszcze przed końcem kadencji.

*
Rząd Ewy Kopacz pożyczył właśnie od Banku Światowego prawie 913 mln euro, które mają pójść na „inwestycje”, „wspieranie wzrostu gospodarczego” oraz „wzmacnianie odporności systemu finansowego”. Czyli PKB będzie „rosło” dopóki nie przejemy ostatniego pożyczonego eurocenta – całkiem jak w Grecji. Zważywszy, że gdyby nie rabunek pieniędzy z OFE, to już rok temu musielibyśmy ogłosić bankructwo, trzeba przyznać jedno – oni naprawdę bardzo się starają, by z Polski nie było co zbierać.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 29 (29.07-04.08.2014)

wtorek, 21 lipca 2015

Pod-Grzybki 11

Ewa Kopacz szykuje się na polityczną emeryturę i postanowiła zostać ambasadorem marki „Biedronka”. Cóż, coś trzeba w życiu robić, szczególnie jeśli podwyższyło się wiek emerytalny. Warto pójść za ciosem - może Komorowski zacznie reklamować Media Markt? Chociaż, nie - to podobno nie są sklepy dla idiotów.

*

Wieści dochodzące z obozu Platformy wskazują, że część działaczy ma żal do Donalda Tuska, iż ten nie spacyfikował w porę afery podsłuchowej, tylko wyniósł się na posadę w Brukseli. Hm, wygląda na to, że Tusk dla osobistej kariery poświęcił nie tylko interesy Polski, lecz również zdradził własną partię. W tej sytuacji wyczekiwany przez niektórych powrót Donalda na białym koniu może się dla Króla Europy okazać o wiele mniej przyjemny, niż zakładał - będzie musiał odpowiedzieć na kilka pytań swych kolegów. Oczywiście, jeśli w ogóle będzie miał do czego wracać, bo jak pójdzie tak dalej, to Król Donald może zastać w siedzibie PO jedynie tabliczkę „wygaszone”.

*

Chociaż, z drugiej strony, może jednak mu wybaczą – po pierwsze, nie mają wyjścia, po drugie, Donald jest „rudy i mściwy”, jak ostatnio się dowiedzieliśmy z knajpianych pogwarek Kalisza i Kwaśniewskiego. Platformersi będą zatem wyglądać rudego mściciela powracającego z brukselskiej tułaczki. Toż to niemal tolkienowska epopeja! „Z popiołów strzelą znów ogniska / I mrok rozświetlą błyskawice / Złamany miecz swą moc odzyska / Chyży Rój wróci na stolicę”.

*

„Wyborcza” na swych stronach przypomniała o zbrodni. Nie, nie o rzezi wołyńskiej, lecz o Jedwabnem, ubolewając, że na tegorocznych obchodach tej historycznej hucpy nie było przedstawicieli Kościoła, ani lokalnych władz. Ale, zaraz - był wszak dyżurny męczennik, czyli ksiądz Lemański! Przecież on powinien wystarczyć czerskim za cały episkopat. Po co jacyś biskupi mieliby jeszcze się plątać i zakłócać przenajświętsze odory księdza Lemańskiego i rabina Szuldricha?

*

Kijowska milicja przechrzciła się na „policję” i przywdziała nowe mundury w których wygląda jak funkcjonariusze Gotham City z „Batmana”. A teraz najlepsze: wymiana sortów mundurowych ma skutkować ukróceniem łapówkarstwa – tak oznajmił powszechnie znany z krystalicznej transparentności prezydent Poroszenko, co to doszedł do fortuny wyłącznie mocą osobistej uczciwości. Jak wynika ze zdjęć, „policjantom” słuchającym tych dyrdymałów udało się zachować kamienne twarze. Albo na szkoleniu amputowano im poczucie humoru i nie docenili żartu pana czekoladki.

*
Komorowski pojechał do Berlina pohailować trochę na cześć Stauffenberga – naziola, który biega teraz za świętego, bo poróżnił się politycznie z Hitlerem, a Niemcy rozpaczliwie potrzebują symboli świadczących, jak to heroicznie walczyli z „nazizmem”. I tak to wygląda – ludzie ginęli w „polskich obozach”, a w tym czasie dobrzy Niemcy próbowali zabić Hitlera. I głowa polskiego państwa właśnie oficjalnie podżyrowała tę wersję historii. Taak, Bartoszewski byłby dumny.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Najnowsze „Pod-Grzybki” tutaj -------> http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/2081-pod-grzybki-12

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 27 (15-21.07.2015)

czwartek, 25 czerwca 2015

Pod-Grzybki - 8

To już może nieco zgrane, ale nie mogę oprzeć się pokusie. Była kochanka Ryszarda Kalisza oskarża go, że przestał się nią interesować po narodzinach dziecka, a w końcu ją porzucił. „Niestety, zamiast wsparcia słyszałam uwagi o tym, jaka jestem gruba. I pomyśleć, że to mówił człowiek, który na obiad zjadał osiem mielonych kotletów” - i już wiadomo, skąd wzięli się „zmieleni.pl” Pawła Kukiza. Platforma wcale nie zmieliła w niszczarce podpisów w sprawie JOW-ów. To Kalisz przerobił je na kotlety i zeżarł.

*

Daniel Olbrychski został zatrzymany przez policję za jazdę pod wpływem. Okazało się, że nasz Kmicic narodowy był mocno „wczorajszy”. Ale najlepsze jest usprawiedliwienie aktora. Pan Daniel miał poprzedniego dnia wypić z żoną „butelkę” wina i tłumaczył, że może było to „o dwa kieliszki za dużo”. Jeśli wziąć pod uwagę, że alkomat wykazał 0,9 promila o 14:00 dnia następnego, to ja tylko się zapytam – panie Danielu, gdzie sprzedają wino w cysternach? A może kolega Depardieu dosyła beczułki?

*

Ta-daaam! PiS przedstawił kandydatkę na premiera w osobie pani Beaty Szydło. Cóż, przy obecnym trendzie PiS wygrałby wybory nawet gdyby wystawił stracha na wróble. Chociaż pani Beacie trzeba oddać, że wbrew znanemu powszechnie medialnemu emploi (ilekroć widzę ją w TV, sprawia wrażenie dopiero co wybudzonej z głębokiej narkozy) udało się jej nie zasnąć podczas własnego przemówienia. Red Bull dodaje skrzydeł?

*

Michnik wręczając Komorowskiemu nagrodę „Bronisława Roku” wygłosił laudację z której wynikało, że w Polsce jest dobrze, a mogło być jeszcze dobrzej, tylko motłoch nie wiedzieć czemu nie posłuchał „GW” i nieprawidłowo zagłosował. Hm, panie redaktorze – a może zapytałby się pan redakcyjnego hipstera, Wojciecha Orlińskiego, dlaczego w takim razie już trzy lata temu razem z Magdaleną Żakowską założył w „Agorze” komórkę NSZZ „Solidarność”? Czy aby nie dlatego, by w tym kwitnącym kraju ochronić tyłek przed wywaleniem na bruk w ramach firmowej „restrukturyzacji”? Ot, „gówniarz” jeden, nie docenił zalet „elastycznego rynku pracy” i kurczowo trzyma się etatu...

*

W dość zgodnej opinii obserwatorów w minionej kampanii dużą rolę odegrał internet, powodując, że „Bronisław Roku” musiał swą nagrodę odbierać w jakiejś takiej niezręcznej cichości. Skaranie boskie z tymi internetami... A prof. Marcin Król już w 2009 roku na łamach „Dziennika” przestrzegał: „Blogi są czymś wręcz idiotycznym – bo pozwalają każdemu wygłaszać opinie na każdy temat anonimowo. To psuje życie publiczne. Anonimowość pozwala ludziom na swobodę, która bywa niebezpieczna. Niegdyś wielu filozofów politycznych uważało, że tego rodzaju swobody powinny być ograniczone”. I co, nie posłuchaliście pana profesora, to teraz macie. Zamiast zatrudniać „stu hejterów” proponuję szkolenie w Chinach – tam sobie z internetem jakoś poradzili. Chociaż, zaraz – czy to nie w Chinach właśnie gościł niedawno Schetyna? Oj, będzie się działo...

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 24 (24-30.06.2015)

czwartek, 18 czerwca 2015

Pod-Grzybki 7

Premierzyca Kopacz utrąciła wniosek o komisję śledczą w sprawie afery podsłuchowej twierdząc, iż taka komisja służyłaby tylko „politycznemu teatrowi”. Zważywszy, że sejmową większość ma PO i PSL, a co za tym idzie – zdominowałyby również komisję, pani premier niechcący wyszło świetne podsumowanie rządów koalicji.

*

Histeria! Stonoga odpalił akta taśmowe, seria dymisji w rządzie i okolicach, a Szalony Stefan swoje: „PiS-owski jazgot, kłamstwo, które się wyrywa, te spocone ręce, które wyciągają po Polskę ręce… Polskę przed PiS-em należy bronić!”. Proszę docenić wyjątkową urodę tego cytatu, zwłaszcza te spocone ręce. A dlaczego nie spocone nogi? Dokładnie - sto nóg Stonogi wyciągających się po Polskę. To jest coś!

*

Panika! Z internetowych łamów „Wyborczej”: „Kolejno wzywała (Ewa Kopacz – PL) do siebie ministrów, przedstawiając im propozycję nie do odrzucenia. Najdłużej opierał się marszałek Sejmu Radosław Sikorski”. Niech zgadnę – trzymał się biurka, zapierał nogami i krzyczał „chcę jedynkę w »Bydgoszczu«”?

*

Przy okazji zarysowała się nam ciekawa gradacja: na tle Stonogi Kukiz wygląda na umiarkowanego, z kolei na tle Kukiza na umiarkowany wygląda PiS, zaś Platforma na tle PiS-u... nie, jednak PO w tej chwili w ogóle nie wygląda.

*

To znaczy, jakoś tam wygląda – konkretnie, jak Ewa Kopacz w dniu ogłaszania dymisji: roztrzęsiona i spłakana, jakby za chwilę miała powtórzyć numer „na Sawicką” i wysmarkać się przed kamerami, biorąc ludzi na litość. Niestety, pani premier, to już nie te czasy. Teraz jest jak w piosence Taty Kazika „W czarnej urnie” - „słyszę twój stłumiony głos / mówisz słowa gorzkie przez łzy / lecz już we mnie tylko złość / zimna wściekłość, już nie Ty”.

*

Ludowcy zaglądnęli do głów swoich i umyślili, że nowym marszałkiem Sejmu miałby zostać Józef Zych, który przeszedł do historii pamiętnym coming-outem: „Wysoka Izbo, nie po raz pierwszy staje mi...”. Chłopy, zostawcie starego Józwę w spokoju. Jeszcze znowu stanie mu przed Wysoką Izbą i będzie skandal, zgorszenie oraz „sexual harassment”.

*

Kancelaria Bronisława Boleściwego na gwałtu-rety podpisuje nowe umowy o pracę, wypłaca nagrody, zawiera kontrakty – słowem, trwoni budżet tak, by nowy prezydent nie mógł zwalniać współpracowników Bronisława z powodu braku funduszy na ustawowe odprawy. Potraktujmy to ze spokojem. W końcu małpia złośliwość to ostatnie, co im pozostało.

*

Tomasz Sakiewicz z „Zony Wolnego Słowa” doniósł z satysfakcją, że PO jest „rozrywana na strzępy” wskutek zmian geopolitycznych – dekodując, przestała być potrzebna jako gwarant balansu wpływów niemiecko-rosyjskich, zaś do gry wkroczyli Amerykanie. Przepraszam, ale we mnie wizja rozgrywania i ustawiania naszej sceny politycznej przez obce służby, choćby „sojusznicze” i popierające „naszych” jakoś nie wywołuje entuzjazmu. Ale może jestem jakiś dziwny i nie znam się na patriotyzmie – w przeciwieństwie do redaktora Sakiewicza, ma się rozumieć.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 23 (17-23.06.2015)

czwartek, 4 czerwca 2015

Pod-Grzybki - 5

Czy można wiedzieć, w którym szpitalu leży ta ciężarna zakonnica, co to przejechał ją na pasach Komorowski? No i najważniejsze - czy dziecku nic się nie stało? Zatroskany Obywatel.

*

Wyczytałem, że wśród lemingów zapanowała nowa moda - otóż spotykają się oni na nabożeństwach majowych. Poważnie, mieszkańcy „miasteczka Wilanów” pieją pod kapliczkami kościółkowe, to jest, chciałem rzec, churchingowe pieśni, niczym jakieś mohery. I ponoć wcale nie czynią tego ironicznie. Cóż, kto śpiewa modli się podwójnie, więc może faktycznie kurs franka spadnie w końcu do jakiegoś akceptowalnego poziomu.

*

Ponieważ maj już za nami, to mam dla wielkomiejskich neofitów propozycję na niedzielny churching w sezonie letnim. Warto „Boże coś Polskę” kończyć słowami: „przed Twe ołtarze zanosim błaganie / niski kurs franka racz nam wrócić Panie”. Wtedy nawet pani redaktor Pochanke zapamięta – a może i zaśpiewa?

*

Panowie Balcerowicz i Petru wrócili niedawno z urlopu w Tajlandii, gdzie poddali się popularnej w tamtych stronach wśród prostytutek operacji przywrócenia cnoty i otworzyli nowy polityczny zamtuz pod nazwą „Nowoczesna.pl”. Jestem wstępnie zainteresowany, mam tylko pytanie – pokazy na sex-kamerkach też będą? Wszak, jak pokazały wybory prezydenckie, internet to potęga.

*

Wstukałem w wyszukiwarkę frazę „Nowoczesna.pl”, by zerknąć sobie na tę nową inicjatywę politycznych dziewic z odzysku. Jako jeden z pierwszych wyników pojawił mi się odnośnik do serialu „Rodzinka.pl” i odcinka „Nowocześni dziadkowie”. Ale jaja, chciałby się zakrzyknąć za Bieńkowską – dokooptujcie sobie jeszcze Karolaka i będzie komplet.

*

Cofnę się na chwilę do kampanii prezydenckiej. Małe zamieszanie wywołały ogniste pocałunki Wuja Narodu z Andrzejem Hadaczem – zapewne efekt genderowego szkolenia na Paradzie Równości. Mnie jednak zabrakło innego bohatera pamiętnych nocy na Krakowskim Przedmieściu – gdzie się podział Zbigniew S. pseudonim „Niemiec”, król warszawskich alfonsów, który pod swe skrzydła wziął nawet panią Annę Muchę? Wszak pod krzyżem po obu stronach najaktywniej ekscytowało emocje dwóch prowokatorów - Hadacz wśród obrońców i „Niemiec” wśród napastników. Całość zaś, jak wiemy, zainicjował Komorowski. Wstyd, panie prezydencie – tak się odcinać od własnego zaplecza.

*

W sondażowniach ktoś przestawił wajchę i PO spadła na 3 miejsce – za PiS i wirtualną partią kukizowców. W związku z tym wybuchła panika niczym w płonącym lupanarze, której efektem jest m.in. nagłe objawienie się „konserwatywnego skrzydła” partii. Ów konserwatyzm polega na wydzwanianiu do polityków PiS z błagalnym sondowaniem, czy nie przygarnęliby nawróconych platformersów na swe listy wyborcze. Nie dziwię się – tyle biznesów ponakręcanych i nagle trzeba się zwijać? To niehumanitarne – tu nie ma co czekać, tu trzeba skorzystać z przewidzianej na takie okazje ustawy o bratniej pomocy i to szybko – póki Bronek jest jeszcze (p)rezydentem.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Pod-Grzybki” opublikowane w „Polsce Niepodległej” nr 21 (03-09.06.2015)

wtorek, 2 czerwca 2015

Świt nowej Polski

Może pod ciśnieniem wytworzonym przez „kukizowców” PiS zdoła wcielić w życie program Wojciecha Cejrowskiego: „wszyscy won!”.

Po pierwszej turze wyborów prezydenckich napisałem: „Tak więc – zwracam się do medialnych funkcjonariuszy - jeszcze więcej obraźliwych okładek, agresywnych propagitek i lizusostwa. Istnieje spora szansa, że właśnie dzięki temu wykopiecie polityczny grób swemu kandydatowi”. Sprawdziło się, moi faworyci nie zawiedli pokładanych w nich nadziei, a symbolem owej taktyki „zaprzyjaźnionych” mediów i dziennikarzy była wrzutka w programie Lisa wyszydzająca Dudę za pomocą cytatu z fikcyjnego facebookowego konta jego córki, zwieńczona przeprosinami TVP, w efekcie których... zawieszono program Pospieszalskiego. Funkcjonariuszom odpowiedzialnym za odcinek agit-propu należą się zatem podziękowania. Szczególne wyrazy wdzięczności kieruję do wspomnianego już Tomasza Lisa, lecz nie był on przecież jedyny. Dziękuję równie gorąco i serdecznie Michnikowi (za „gówniarzy”), prof. Czapińskiemu (za wyrzucanie młodych wyborców na emigrację), Jakubowi Władysławowi Wojewódzkiemu (za prymitywną agitkę w swym „żyrandolowym” show), „Stokrotce” (za tendencyjne pytania w debacie) i wielu innym, których nie sposób tu wymienić. Specjalne miejsce w swym sercu trzymam dla pani prezydentowej za stwierdzenie, że emigracja jest „szansą”, co pokazało milionom Polaków pełne pogardy dla zwykłych ludzi oderwanie sytych elit od rzeczywistości. Okazało się, że prymitywne szczucie przynosi efekt odwrotny od zamierzonego.

Polska potrzebowała tej wygranej jak powietrza. Potrzebowała powiewu nadziei po ośmiu latach zaduchu i gnicia pod patronatem coraz bardziej rozbezczelnionej kliki, szczególnie zaś po kacu sfałszowanych wyborów samorządowych, gdy były wszelkie podstawy ku temu, by sądzić, że oni dobrowolnie władzy nie oddadzą nigdy. I kto wie, może by i nie oddali, lecz na przeszkodzie machlojkom stanął społeczny fenomen Ruchu Kontroli Wyborów. Ta oddolna inicjatywa zadziałała niczym psychologiczny taran, sprawiający, że odpowiedni urzędnicy zwyczajnie bali się uskuteczniać grubsze przekręty, choć część wciąż próbowała. Skandal z bezdomnymi rejestrowanymi na adres komisji wyborczych, czy doniesienie z Berlina, gdzie charakterystycznym obrazkiem były duże cygańskie rodziny głosujące na Komorowskiego wedle głośno formułowanych w lokalu instrukcji głowy rodu pokazują, do czego mogłoby dojść, gdyby nie społeczna kontrola procesu wyborczego. Na szczęście bezdomnych i Cyganów było zbyt niewielu. Symptomatycznie brzmi w tym kontekście wypowiedź Grzegorza Schetyny podczas wieczoru wyborczego: „trudno będzie to odwrócić, nawet licząc już dokładnie głosy w nocy”.

Symboliczna jest dezorientacja przedstawicieli obozu „zbowidowców” III RP, co to wywalczyli nam wolność, więc wiedzą wszystko lepiej, nie potrafiących się spozycjonować wobec młodego pokolenia. Okazało się, że czar podstarzałego pajaca z TVN-u nie działa, podobnie jak połajanki „autorytetów”, tudzież straszenie Kaczyńskim, zaś niegdysiejsi „młodzi, wykształceni, z wielkich miast” zmienili się w rozwydrzonych „gówniarzy”. Groteskowy jest tu rozkrok Adama Michnika, który niedzielnej nocy nagle pochylił się nad „gówniarzami” twierdząc, że ich aspiracje najwyraźniej nie zostały spełnione. Z drugiej strony mamy facebookowy wpis Jarosława Kuźniara: „Obywatele 18-29 ustawili Polsce prezydenta. Pokolenie ‪#‎żalpl”. Podtrzymuję zatem swą prośbę: kontynuujcie tę linię Panie i Panowie – najlepiej do listopada. Jeszcze więcej popisów arogancji w Waszym wykonaniu i Platforma przerżnie ze szczętem również jesienne wybory.

Wynik wyborów prezydenckich, to dopiero pierwsze zwycięstwo w długiej batalii, niemniej można już teraz powiedzieć, że mamy do czynienia ze świtem nowej Polski. Było to starcie kandydata pozytywnej zmiany z prezydentem bierności i stagnacji. Polska marginalizowana zwyciężyła Polskę profitentów klientelistycznego systemu stworzonego przez PO. Do pewnego momentu – i m.in. tym sobie tłumaczę ostatnie osiem lat – aspirujący Polacy żywili nadzieję, że im też coś skapnie z programu „ciepłej wody w kranie”. Kiedy ostatecznie okazało się, że korzyści przeznaczone są dla zabetonowanej kasty kolesi, zaś cała reszta musi obejść się smakiem, nastąpiła zmiana nastrojów, w którą prócz Andrzeja Dudy idealnie wstrzelił się również Paweł Kukiz.

Kampania Dudy pokazała, że można zwyciężyć, że PiS przestał być „niewybieralny”, że szklany sufit żelaznego elektoratu można przebić. Jest to dobry sygnał w perspektywie wyborów parlamentarnych. Poza tym, PiS straciło tradycyjną wymówkę „przegrywamy, bo media są przeciw nam”. Okazało się, że i tę barierę można pokonać. Dodatkowym stymulatorem – szczupakiem w stawie – będzie formacja Pawła Kukiza, bo nagle okazało się, że PiS nie jest już bezalterantywną opozycją. Ale to zdrowa konkurencja i może właśnie pod ciśnieniem wytworzonym przez „kukizowców” PiS zdoła nie tylko wygrać, lecz również wcielić w życie program sformułowany lapidarnie przez Wojciecha Cejrowskiego: „wszyscy won!”.

Gadający Grzyb

PS. Zastanawiałem się, jak zilustrować to wszystko co wiemy i o czym myślimy. I wyszło mi, że najlepiej zrobi to za nas grafik z „Newsweeka”. Zwróćcie uwagę na zajawki powyżej tych dwóch.

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Zapraszam na „Pod-Grzybki” ------->http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/1743-pod-grzybki-5

Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 22 (29.05-04.06.2015)

niedziela, 31 maja 2015

Młodzi, wykształceni, wk...ni

Nastąpiło społeczne przebudzenie i jest to w znacznej mierze zasługa dwóch osób – Andrzeja Dudy i Pawła Kukiza.

I. Młody kontra piernik

Gdy piszę ten tekst, znane są jedynie wstępne wyniki wyborów wskazujące na zwycięstwo Andrzeja Dudy. Niezależnie jednak od ostatecznych danych (pamiętam rok 2010, kiedy szliśmy spać z prezydentem Kaczyńskim, a obudziliśmy się z Komorowskim), już teraz można powiedzieć jedno: nastąpiło społeczne przebudzenie i jest to w znacznej mierze zasługa dwóch osób – Andrzeja Dudy i Pawła Kukiza. Na spotkania tych kandydatów nie trzeba było zganiać partyjno-urzędniczego aktywu, ludzie przychodzili sami, obaj kandydaci utrafili w jakieś zapotrzebowanie, choć każdy z nich w nieco innym segmencie elektoratu. Wystarczy porównać sobie pełne życia obrazki ze spotkań Dudy z drętwymi „oficjałkami” Komorowskiego, podczas których za „tłum” robili działacze PO i uzależniony od obecnego układu lokalny aparat urzędniczy. Trwało to dłużej niż sądziłem, ale najwyraźniej Polacy wreszcie zaczęli mieć dość rządów aroganckiej i do cna skorumpowanej kliki trzęsącej od ośmiu lat naszym krajem. Nie dało się dłużej ukrywać kosztów ciepłej wody w kranie: obelżywie niskich płac, pracy odartej z godności na umowach śmieciowych, bezrobocia – szczególnie wśród młodych ludzi, podniesienia wieku emerytalnego, zdzierstwa banków, goryczy emigracji, braku życiowych perspektyw, widma głodowych emerytur, wszechmocnych sitw, państwa zaprojektowanego jako żerowisko dla kolesi, „wygaszania” kolejnych obszarów polskiej państwowości... długo by wymieniać.

Muszę tu uderzyć się w piersi. Nie doceniłem Dudy, Kukiza również. Gdy dowiedziałem się, kto będzie kandydatem PiS-u, stwierdziłem, że mamy oto przepis na kolejną wyborczą katastrofę opozycji – czyli „żelazny elektorat” i do widzenia. Andrzeja Dudę kojarzyłem jedynie z kilku wypowiedzi w filmie „Mgła” wyprodukowanym przez „Gazetę Polską” i stąd wiedziałem, że był współpracownikiem śp. Lecha Kaczyńskiego. A ilu Polaków obejrzało ten film? Prócz wspomnianego filmu, był dla mnie i dla zdecydowanej większości wyborców kimś kompletnie anonimowym. Moją frustrację pogłębiała niemrawa z początku kampania, co w połączeniu z pozostającymi wówczas w świeżej pamięci wyborami samorządowymi i wystudzoną reakcją PiS-u na fałszerstwa, nie napawało optymizmem.

Aż wreszcie przyszedł moment pamiętnej konwencji – a potem było już tylko lepiej. Duda zaczął konsekwentnie piąć się w górę, okazało się, że potrafi przemawiać, nawiązywać partnerski kontakt z wyborcami i ze swą młodością, dynamiką, stanowi wyraziste przeciwieństwo spierniczałego „wujka Bronka” wraz z jego dworem.

 

II. Internet rządzi!

Warto zwrócić uwagę, że nareszcie doszło do realnego przełamania monopolu propagandowego obozu władzy. Opozycyjne media okrzepły, ich głos stał się słyszalny, lecz samo to nie byłoby wystarczające, gdyby nie internet. W dorosłe życie wkroczyło pokolenie wychowane w otoczeniu współczesnych technologii, dla którego telewizja nie jest wyrocznią, lecz jednym z wielu dostępnych źródeł informacji i opinii – wcale nie najważniejszym. To pokolenie portali społecznościowych, memów, You Tube, szukające aktywnie w sieci interesujących ich treści – czyli żywe zaprzeczenie biernego siedzenia przed telewizorem. Ludzie ci są w stanie natychmiast skonfrontować to co słyszą w „zaprzyjaźnionych stacjach” z żywym, interaktywnym przekazem internetu. Przekazem, co ważne, który mogą sami współtworzyć. To stosunkowo nowe w naszej politycznej rzeczywistości medium znakomicie wykorzystał sztab Andrzeja Dudy, w przeciwieństwie do ekipy Komorowskiego, która okazała się wręcz zaskakująco nieporadna i niekomunikatywna w wirtualnej przestrzeni.

Paradoksalnie, na korzyść opozycji zagrało długoletnie sekowanie jej i odcinanie od medialnego mainstreamu. Owo wypchnięcie zaowocowało przeniesieniem przekazu do internetu i zagospodarowaniem tej niszy. Blogosfera, nieskrępowana wymiana poglądów, tworzenie kontaktów i więzi społecznościowych – to wszystko nie wzięło się znikąd, jest efektem wieloletniej pracy, inwencji, pomysłowości. Setki, jeśli nie tysiące inicjatyw tworzonych zazwyczaj nieodpłatnie, z potrzeby serca, przyniosły wreszcie efekt. To dzięki nim właśnie mógł zaistnieć fenomen Ruchu Kontroli Wyborów – ta wielka, oddolna mobilizacja, która z pewnością jeszcze nie raz zaprocentuje w przyszłości. Dotychczasowa nisza stała się równoprawnym partnerem społecznego i politycznego dyskursu.

To wszystko zostało przez obóz Komorowskiego, zapatrzony w potęgę oddziaływania oddanego mu telewizyjnego oligopolu, kompletnie zlekceważone. Kojarzony ze stetryczałymi „moherami” PiS okazał się bardziej innowacyjny, niż epatująca swą „nowoczesnością” Platforma. Symptomatyczne są tu badania wedle których program Tomasza Lisa – sztandarowy produkt telewizyjnego agit-propu – ogląda w większości widownia powyżej 50 lat (w tym ponad 60 lat ma 46% z tej grupy), z miast do 50 tys mieszkańców i wsi (w tym ze wsi – 37%), składająca się w 55% z emerytów, w 48% z osób z wykształceniem podstawowym i w 32% ze średnim. Grupa komercyjna 16-49 lat, to zaledwie 13,58% widowni Lisa. Wypisz-wymaluj, odbiorcy, których w propagandzie przypisywano PiS-owi i mediom ojca Tadeusza Rydzyka.

 

III. Młodzi, wykształceni, wk...ni

No dobrze, zauważy ktoś, ale jeszcze nie tak dawno „młodzi z fejsbuka” stanowili trzon watah urządzających sabaty pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu. Powiem tak – minęło kilka lat i tym młodym zdążyła dać po dupie twarda rzeczywistość. Może jeszcze nie zagłosowali na pisowskiego Dudę, ale już na Kukiza – owszem. I prawdopodobnie dla wielu z nich Duda stał się kandydatem drugiego wyboru. Okazało się w międzyczasie, że wszystkie wymienione na początku artykułu efekty rządów PO boleśnie odbijają się na ich różnorakich aspiracjach i samo symboliczne zaliczenie do „młodych, wykształconych z dużych miast” nie wytrzymuje konfrontacji z realiami funkcjonowania w warunkach „szklanego sufitu”.

Używając terminologii Michnika, „gówniarze” się wk...li i pokazali wała establishmentowi III RP oraz jej mediom - stąd wściekłość i przerażenie takich ludzi jak oberredaktor z Czerskiej, profesorowie Czapiński, Marcin Król i innych – dożywotnich, jak zapewne sądzili - autorytetów. Poczuli, że coś wymyka im się z rąk, że ich głosy zwielokrotnione przez reżimowe mediodajnie przestały być czynnikiem decydującym o masowych nastrojach.

Kampania pokazała też głęboką, strukturalną patologię III RP. Otóż transformacyjny podział na „nachapanych” i „wydymanych”, jak to niegdyś określił Ziemkiewicz, reprodukuje się po 25 latach już w drugim pokoleniu - stąd taka masa sfrustrowanych „radykałów”, których akademik Czapiński najchętniej wyrzuciłby na emigrację, by nie psuli mu dobrego samopoczucia, a jego „Diagnozom społecznym” nie odbierali wiarygodności. Prezydentem i patronem takiej oto „wolności” pragnie (lub pragnął, w zależności od werdyktu przy urnach) być Komorowski.

Z powyższego wypływają ciekawe wnioski w perspektywie wyborów parlamentarnych. Ponieważ „wydymanych” jest o wiele więcej niż „nachapanych”, to jesienne wybory wygra ta siła polityczna, która skuteczniej odwoła się do tego właśnie elektoratu. Z naturalnych względów sięgnięcie po tych wyborców przyjdzie łatwiej opozycji, niż układowi rządzącemu. Rząd bowiem nie ma dla nich żadnej wiarygodnej oferty poza emigracją, która, jak stwierdziła pani Komorowska, jest „szansą”. Wypowiedź ta jest zresztą świetnym przykładem na odklejenie od rzeczywistości sytych, wiecznie zadowolonych z siebie elit. Mówiąc „Seksmisją”, obóz beneficjentów III RP „abstrahuje od punktu odniesienia” - miast porównywać się z cywilizowanym światem wraca wspomnieniami do epoki w której wyjazd na saksy był nieopisanym szczęściem, a nie jak dzisiaj – smutną koniecznością. No to my, mogą odpowiedzieć młodzi ludzie - taką „szansę” serdecznie chromolimy, choć niewykluczone, że zmuszeni okolicznościami, będziemy musieli z niej skorzystać. Już teraz większość maturzystów deklaruje, że rozważa opuszczenie kraju po ukończeniu szkoły.

Poza wszystkim, kampania może stać się ożywczym powiewem dla PiS, który od pewnego momentu sprawiał wrażenie cokolwiek skapcaniałego wskutek długotrwałego siedzenia w opozycyjnych ławach. „Opodatkowanie” parlamentarzystów na kampanię Dudy, połączone z dyscyplinującą rozmową Kaczyńskiego z posłami i terenowymi baronami, w której zapowiedział, że jeśli w poszczególnych regionach Duda nie osiągnie zadowalającego wyniku, to mogą pożegnać się z miejscami na listach wyborczych, zdaje się być zwiastunem ożywienia w funkcjonowaniu największej siły opozycyjnej. Co ciekawe, mamy tu do czynienia z przynajmniej częściowym spełnieniem postulatów prof. Andrzeja Nowaka zawartych w słynnym liście na konwencję prezydencką, za który pisowski aparat i co bardziej krewcy zagończycy gotowi byli pana profesora ukrzyżować. Tak więc, pewien społeczny przełom – podkreślę jeszcze raz początkową tezę – nastąpił. Wiatr odmienił kierunek. Trzeba tylko nastawić żagle i nie zmarnować pomyślnej aury.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Zapraszam na „Pod-Grzybki” -------> http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/1743-pod-grzybki-5

Artykuł opublikowany w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 20 (27.05-02.06.2015)