Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jarosław Kuźniar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jarosław Kuźniar. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 sierpnia 2015

Pod-Grzybki 17

„Wyborcza” przeprowadziła tego lata kolejną krucjatę przeciw polskiemu ciemnogrodowi i zaściankowości. Do katalogu naszych wstydów narodowych dołożyła kolejny - parawaning. Stosowanie parawanów ma dowodzić naszej ksenofobii, zacofania na tle postępowej Europy, a zapewne także nietolerancji, homofobii i antysemityzmu - bo przecież na plaży może się zdarzyć, że niefortunnie odgrodzimy się od geja lub Żyda. Plażingowemu parawaningowi mówimy twarde nie!

*

Ta sama „Wyborcza” zrobiła wywiad z Jarosławem „cebulakiem” Kuźniarem, przedstawiając go następująco: „(...)mówi Jarosław Kuźniar, który jest medialną fabryką: pracuje w telewizji, prowadzi bloga, ma konta na Twitterze i Snapchacie”. A ja piszę do trzech gazet, prowadzę blogi na kilku portalach, robię audycje dla Niepoprawnego Radia PL i Radia „Jutrzenka” oraz mam konta na Facebooku, Twitterze, Naszej Klasie i Google+... Kurczę, skoro Jarosław Kuźniar jest „fabryką”, to ja jestem samobieżnym koncernem medialnym!

*

Adam Macierewicz, kuzyn Antoniego, będzie kandydował z ramienia PO na senatora z okręgu piotrkowskiego – tego samego, w którym o mandat posła z listy PiS będzie ubiegał się Antoni Macierewicz. Nie ma co – oto rodzinny rozłam na miarę braci Kurskich. Przypomina mi to komedię „Fałszywy senator” w której drobny cwaniaczek z ulicy dowiedziawszy się, że właśnie zmarł senator o takim samym nazwisku jak jego, postanawia kandydować pod hasłem: „ludzie, głosujcie na nazwisko, które znacie!”. Zagłosują?

*

Paltformerski ksiądz-patriota, Kazimierz Sowa, poskarżył się Hajdarowiczowi na dziennikarza „Rzepy”, który opublikował na temat wielebnego niezbyt czołobitny artykuł, zaś Hajdarowicz w podskokach obiecał dziennikarza wywalić z roboty. Czekałem, aż „Wyborcza” zajmie stanowisko na temat tego oburzającego przejawu galopującej klerykalizacji mediów i kościelnego dyktatu wobec właściciela prywatnej gazety – ale się nie doczekałem. Pewnie Katarzyna Wiśniewska, dyżurna katechetka „GW”, miała gorszy dzień.

*

Feminizm w natarciu na ostatnią enklawę męskości! Oto przeczytałem, iż wynaleziono pewien praktyczny gadżet dla uświadomionych ideologicznie kobiet - jest to mianowicie specjalny lejek umożliwiający paniom sikanie do pisuaru. Jak rozumiem, feministki noszą te zaszczane lejki w swoich torebkach. Cóż, feministyczny kompleks penisa ma jednak moc porażającą, zaś na wojnie kulturowej zdrowy rozsądek jako pierwszy pada ofiarą.

*

Dobrze, załóżmy optymistycznie, że feministki te swoje lejki każdorazowo myją po użyciu. No, ale gdzie je mogą myć? Mogą je myć jedynie w zlewach, które innym służą do mycia rąk i twarzy. Sam nie wiem co gorsze - zaszczane lejki w damskich torebkach, czy mycie ich po sikach w umywalkach. No chyba, że feministki wydębią ustawowy obowiązek montowania we wszystkich toaletach specjalnych „lejkozmywaków” - a w takiej Szwecji jest to całkiem możliwe. Proszę Państwa - „szczynozlewy” - oto przyszłość wojującego feminizmu!

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 33 (26.08-01.09.2015)

wtorek, 2 czerwca 2015

Świt nowej Polski

Może pod ciśnieniem wytworzonym przez „kukizowców” PiS zdoła wcielić w życie program Wojciecha Cejrowskiego: „wszyscy won!”.

Po pierwszej turze wyborów prezydenckich napisałem: „Tak więc – zwracam się do medialnych funkcjonariuszy - jeszcze więcej obraźliwych okładek, agresywnych propagitek i lizusostwa. Istnieje spora szansa, że właśnie dzięki temu wykopiecie polityczny grób swemu kandydatowi”. Sprawdziło się, moi faworyci nie zawiedli pokładanych w nich nadziei, a symbolem owej taktyki „zaprzyjaźnionych” mediów i dziennikarzy była wrzutka w programie Lisa wyszydzająca Dudę za pomocą cytatu z fikcyjnego facebookowego konta jego córki, zwieńczona przeprosinami TVP, w efekcie których... zawieszono program Pospieszalskiego. Funkcjonariuszom odpowiedzialnym za odcinek agit-propu należą się zatem podziękowania. Szczególne wyrazy wdzięczności kieruję do wspomnianego już Tomasza Lisa, lecz nie był on przecież jedyny. Dziękuję równie gorąco i serdecznie Michnikowi (za „gówniarzy”), prof. Czapińskiemu (za wyrzucanie młodych wyborców na emigrację), Jakubowi Władysławowi Wojewódzkiemu (za prymitywną agitkę w swym „żyrandolowym” show), „Stokrotce” (za tendencyjne pytania w debacie) i wielu innym, których nie sposób tu wymienić. Specjalne miejsce w swym sercu trzymam dla pani prezydentowej za stwierdzenie, że emigracja jest „szansą”, co pokazało milionom Polaków pełne pogardy dla zwykłych ludzi oderwanie sytych elit od rzeczywistości. Okazało się, że prymitywne szczucie przynosi efekt odwrotny od zamierzonego.

Polska potrzebowała tej wygranej jak powietrza. Potrzebowała powiewu nadziei po ośmiu latach zaduchu i gnicia pod patronatem coraz bardziej rozbezczelnionej kliki, szczególnie zaś po kacu sfałszowanych wyborów samorządowych, gdy były wszelkie podstawy ku temu, by sądzić, że oni dobrowolnie władzy nie oddadzą nigdy. I kto wie, może by i nie oddali, lecz na przeszkodzie machlojkom stanął społeczny fenomen Ruchu Kontroli Wyborów. Ta oddolna inicjatywa zadziałała niczym psychologiczny taran, sprawiający, że odpowiedni urzędnicy zwyczajnie bali się uskuteczniać grubsze przekręty, choć część wciąż próbowała. Skandal z bezdomnymi rejestrowanymi na adres komisji wyborczych, czy doniesienie z Berlina, gdzie charakterystycznym obrazkiem były duże cygańskie rodziny głosujące na Komorowskiego wedle głośno formułowanych w lokalu instrukcji głowy rodu pokazują, do czego mogłoby dojść, gdyby nie społeczna kontrola procesu wyborczego. Na szczęście bezdomnych i Cyganów było zbyt niewielu. Symptomatycznie brzmi w tym kontekście wypowiedź Grzegorza Schetyny podczas wieczoru wyborczego: „trudno będzie to odwrócić, nawet licząc już dokładnie głosy w nocy”.

Symboliczna jest dezorientacja przedstawicieli obozu „zbowidowców” III RP, co to wywalczyli nam wolność, więc wiedzą wszystko lepiej, nie potrafiących się spozycjonować wobec młodego pokolenia. Okazało się, że czar podstarzałego pajaca z TVN-u nie działa, podobnie jak połajanki „autorytetów”, tudzież straszenie Kaczyńskim, zaś niegdysiejsi „młodzi, wykształceni, z wielkich miast” zmienili się w rozwydrzonych „gówniarzy”. Groteskowy jest tu rozkrok Adama Michnika, który niedzielnej nocy nagle pochylił się nad „gówniarzami” twierdząc, że ich aspiracje najwyraźniej nie zostały spełnione. Z drugiej strony mamy facebookowy wpis Jarosława Kuźniara: „Obywatele 18-29 ustawili Polsce prezydenta. Pokolenie ‪#‎żalpl”. Podtrzymuję zatem swą prośbę: kontynuujcie tę linię Panie i Panowie – najlepiej do listopada. Jeszcze więcej popisów arogancji w Waszym wykonaniu i Platforma przerżnie ze szczętem również jesienne wybory.

Wynik wyborów prezydenckich, to dopiero pierwsze zwycięstwo w długiej batalii, niemniej można już teraz powiedzieć, że mamy do czynienia ze świtem nowej Polski. Było to starcie kandydata pozytywnej zmiany z prezydentem bierności i stagnacji. Polska marginalizowana zwyciężyła Polskę profitentów klientelistycznego systemu stworzonego przez PO. Do pewnego momentu – i m.in. tym sobie tłumaczę ostatnie osiem lat – aspirujący Polacy żywili nadzieję, że im też coś skapnie z programu „ciepłej wody w kranie”. Kiedy ostatecznie okazało się, że korzyści przeznaczone są dla zabetonowanej kasty kolesi, zaś cała reszta musi obejść się smakiem, nastąpiła zmiana nastrojów, w którą prócz Andrzeja Dudy idealnie wstrzelił się również Paweł Kukiz.

Kampania Dudy pokazała, że można zwyciężyć, że PiS przestał być „niewybieralny”, że szklany sufit żelaznego elektoratu można przebić. Jest to dobry sygnał w perspektywie wyborów parlamentarnych. Poza tym, PiS straciło tradycyjną wymówkę „przegrywamy, bo media są przeciw nam”. Okazało się, że i tę barierę można pokonać. Dodatkowym stymulatorem – szczupakiem w stawie – będzie formacja Pawła Kukiza, bo nagle okazało się, że PiS nie jest już bezalterantywną opozycją. Ale to zdrowa konkurencja i może właśnie pod ciśnieniem wytworzonym przez „kukizowców” PiS zdoła nie tylko wygrać, lecz również wcielić w życie program sformułowany lapidarnie przez Wojciecha Cejrowskiego: „wszyscy won!”.

Gadający Grzyb

PS. Zastanawiałem się, jak zilustrować to wszystko co wiemy i o czym myślimy. I wyszło mi, że najlepiej zrobi to za nas grafik z „Newsweeka”. Zwróćcie uwagę na zajawki powyżej tych dwóch.

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Zapraszam na „Pod-Grzybki” ------->http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/1743-pod-grzybki-5

Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 22 (29.05-04.06.2015)

poniedziałek, 30 marca 2015

Jarek Kuźniar – chytry chłop z Bielawy

Chytry chłop z Bielawy” przeskoczył z ortalionowego dresiku w telewizyjny garnitur nie zmieniając po drodze ani o jotę przyzwyczajeń.

„- Co jesz? - Banana. - A dlaczego jest brązowy? - Bo jem go drugi raz.” - proszę darować ten dowcip pochodzący z internetowego mema znalezionego pod twitterowym hasztagiem #sekretyKuźniara, lecz chyba najlepiej opisuje on poziom medialnej gwiazdy TVN24. Generalnie, staram się omijać szerokim łukiem wieści ze świata celebrytów, przeróżne wyskoki gwiazd i gwiazdeczek zbywam raczej wzruszeniem ramion i naprawdę mało co z ich strony jest w stanie mnie zadziwić. Przyznam się jednak, że najnowszy popis „Jarka” Kuźniara nawet na mnie wywarł pewne wrażenie. Oto jeden z najbardziej znanych dziennikarzy telewizyjnych, z uposażeniem, jak się domyślam, stosownym do jego zawodowej pozycji, podczas rodzinnej podróży po USA i Kanadzie zwyczajnie wysępił w najtańszym supermarkecie towary za kilkadziesiąt dolarów, w tym fotelik samochodowy i wanienkę dla dziecka, by następnie wykorzystując prokonsumencką politykę firmy, zwrócić je twierdząc, że „nie pasowały”. Sprawdziłem z czystej ciekawości – na stronie Walmartu „car seats” zaczynają się od kilkunastu dolców sztuka, wanienki podobnie. Przypomnijmy, że jest to ten sam facet, który nie tak dawno temu poczynił przepojone odrazą do rodaków wyznanie, że w podróżach stara się unikać miejsc „naznaczonych” przez Polaków, bo ci jedzą w tanich liniach lotniczych śmierdzące kanapki z jajkiem na twardo i kurczaka w sreberku. Jak się domyślam, Kuźniar nie jada, bo musiałby sobie najpierw te jajka i kurczaka kupić. Woli zapewne skorzystać z samolotowego posiłku, a potem symulując zatrucie pokarmowe wykłócać się o zwrot kasy.

Zwróćmy uwagę, że na owe twórcze podejście do zakupów w Walmarcie wpadł nie jakiś „Polaczek” z Greenpointu, czy innego Jackowa, żaden prowincjonalny „Janusz – cebulak”, nad którymi tak lubią się wytrząsać nasze elity, tylko modelowy przedstawiciel „młodych wykształconych”, wręcz archetypiczny przykład wielkomiejskiego leminga. Oczywiście, swą bezgraniczną wyższość nad polską prowincją ludzie ci zaznaczają tym chętniej i intensywniej, im więcej słomianych wiechci chowają w butach od Gucciego (zanim z powrotem przyczepią metki, by zwrócić je w salonie). Tymczasem, z medialnego idola wylazł zwykły, prymitywny „słoik” z Bielawy.

Charakterystyczne, że sam Jareczek nie widzi w swym postępowaniu niczego nagannego, uznając je przejaw zaradności – w jego mentalnym przyborniku najzwyczajniej nie ma miejsca na kategorie typu „wypada – nie wypada”. Domyślam się, że gdyby ktoś mu zaczął podobne rzeczy klarować, uznałby rozmówcę za ciężkiego frajera i „prawicowego analfabetę” jak raczył hurtowo określić swych internetowych krytyków. Na jego usprawiedliwienie można co najwyżej stwierdzić, że nie jest w swym cwaniactwie odosobniony i podobny sport jest w kręgach nowobogackiej elity dość częsty. Kiedyś znajomy opowiadał mi o koledze, osobie naprawdę dobrze sytuowanej, który wraz z żoną na analogicznej zasadzie „wypożyczył” sobie w sklepie sportowym najnowszy model kombinezonu i butów narciarskich, by zwrócić je po urlopie. Z moich obserwacji wynika, że w przypadku ludzi mniej zamożnych szczytem nieuczciwości jest fotografowanie towarów komórką, by następnie kupić je taniej w internecie – niemniej, kupić, a nie zrobić sobie ze sklepu wypożyczalnię.

I pomyśleć, że swojego czasu przez media przelała się fala „hejtu” pod adresem „chytrej baby z Radomia”, która na publicznej wigilii ściągała ze stołu do siatki kolejne butelki napojów. No więc teraz mamy „chytrego chłopa z Bielawy”, co to przeskoczył z ortalionowego dresiku w telewizyjny garnitur nie zmieniając po drodze ani o jotę przyzwyczajeń.

Tak sobie myślę, że w sumie trudno o lepsze podsumowanie naszej słynnej „transformacji ustrojowej”, która sprawiła, że PRL-owskie realia i promowany przez tamten system zespół postaw zostały jedynie wywindowane na wyższy poziom. Kult cwaniackiego buractwa zyskał wprawdzie tu i ówdzie ekskluzywny entourage, lecz zasady pozostały te same, premiując do najwyższych szczytów politycznych, medialnych i biznesowych osobników o umysłowości „drobnych krętaczy” jak wyraził się o „Olku” Kwaśniewskim podczas popijawy u Gudzowatego Józef Oleksy. To tylko kwestia skali. U zarania „przekształceń własnościowych” stałą metodą było „wypożyczanie” przez nomenklaturowe spółki przedsiębiorstw państwowych, by po wydrenowaniu „zwrócić” je do „wygaszenia”. Ostatnio zaś niejaki Tusk Donald „wypożyczył” sobie całe państwo, czyniąc z niego trampolinę do europejskiej posady i „zwracając”, gdy już przestało mu być potrzebne. W tym kontekście nie dziwi gorliwie demonstrowane na wizji uwielbienie chamusia z Bielawy dla jedynie słusznego obozu. Instynktownie musi odczuwać z rządzącą kliką głębokie, duchowe powinowactwo, a zaradność, której dowodów mieliśmy okazję wysłuchać czy to przy okazji rozmów na cmentarzu, czy też przy konsumpcji ośmiorniczek, budzi w nim jedynie najwyższy podziw dla bezkarnych kanciarzy.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 13 (27.03-03.04.2015)