Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrzej Hadacz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrzej Hadacz. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 czerwca 2015

Pod-Grzybki - 5

Czy można wiedzieć, w którym szpitalu leży ta ciężarna zakonnica, co to przejechał ją na pasach Komorowski? No i najważniejsze - czy dziecku nic się nie stało? Zatroskany Obywatel.

*

Wyczytałem, że wśród lemingów zapanowała nowa moda - otóż spotykają się oni na nabożeństwach majowych. Poważnie, mieszkańcy „miasteczka Wilanów” pieją pod kapliczkami kościółkowe, to jest, chciałem rzec, churchingowe pieśni, niczym jakieś mohery. I ponoć wcale nie czynią tego ironicznie. Cóż, kto śpiewa modli się podwójnie, więc może faktycznie kurs franka spadnie w końcu do jakiegoś akceptowalnego poziomu.

*

Ponieważ maj już za nami, to mam dla wielkomiejskich neofitów propozycję na niedzielny churching w sezonie letnim. Warto „Boże coś Polskę” kończyć słowami: „przed Twe ołtarze zanosim błaganie / niski kurs franka racz nam wrócić Panie”. Wtedy nawet pani redaktor Pochanke zapamięta – a może i zaśpiewa?

*

Panowie Balcerowicz i Petru wrócili niedawno z urlopu w Tajlandii, gdzie poddali się popularnej w tamtych stronach wśród prostytutek operacji przywrócenia cnoty i otworzyli nowy polityczny zamtuz pod nazwą „Nowoczesna.pl”. Jestem wstępnie zainteresowany, mam tylko pytanie – pokazy na sex-kamerkach też będą? Wszak, jak pokazały wybory prezydenckie, internet to potęga.

*

Wstukałem w wyszukiwarkę frazę „Nowoczesna.pl”, by zerknąć sobie na tę nową inicjatywę politycznych dziewic z odzysku. Jako jeden z pierwszych wyników pojawił mi się odnośnik do serialu „Rodzinka.pl” i odcinka „Nowocześni dziadkowie”. Ale jaja, chciałby się zakrzyknąć za Bieńkowską – dokooptujcie sobie jeszcze Karolaka i będzie komplet.

*

Cofnę się na chwilę do kampanii prezydenckiej. Małe zamieszanie wywołały ogniste pocałunki Wuja Narodu z Andrzejem Hadaczem – zapewne efekt genderowego szkolenia na Paradzie Równości. Mnie jednak zabrakło innego bohatera pamiętnych nocy na Krakowskim Przedmieściu – gdzie się podział Zbigniew S. pseudonim „Niemiec”, król warszawskich alfonsów, który pod swe skrzydła wziął nawet panią Annę Muchę? Wszak pod krzyżem po obu stronach najaktywniej ekscytowało emocje dwóch prowokatorów - Hadacz wśród obrońców i „Niemiec” wśród napastników. Całość zaś, jak wiemy, zainicjował Komorowski. Wstyd, panie prezydencie – tak się odcinać od własnego zaplecza.

*

W sondażowniach ktoś przestawił wajchę i PO spadła na 3 miejsce – za PiS i wirtualną partią kukizowców. W związku z tym wybuchła panika niczym w płonącym lupanarze, której efektem jest m.in. nagłe objawienie się „konserwatywnego skrzydła” partii. Ów konserwatyzm polega na wydzwanianiu do polityków PiS z błagalnym sondowaniem, czy nie przygarnęliby nawróconych platformersów na swe listy wyborcze. Nie dziwię się – tyle biznesów ponakręcanych i nagle trzeba się zwijać? To niehumanitarne – tu nie ma co czekać, tu trzeba skorzystać z przewidzianej na takie okazje ustawy o bratniej pomocy i to szybko – póki Bronek jest jeszcze (p)rezydentem.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Pod-Grzybki” opublikowane w „Polsce Niepodległej” nr 21 (03-09.06.2015)

poniedziałek, 16 marca 2015

Czy Palikot spotka swojego samobójcę?

Dukaczewski położył na Palikocie kreskę. Libertyński pajac się opatrzył – trzeba wykreować kogoś innego, bardziej stosownego na obecne czasy.

Wygląda na to, że ruchersi Palikota definitywnie idą w odstawkę. Świadczą o tym różne przypadki, jakie od pewnego czasu zaczęły trapić pana Janusza spod Biłgoraja. Oto, ni z tego, ni z owego, ZUS postanowił zwrócić swe sauronowe oko na rozliczenia klubu parlamentarnego Twojego Ruchu i odkrył, że ten nie uiszcza powinności jak należy. Szczególna to sprawa, jeśli przypomnimy sobie, że jeszcze w 2012 roku, rozgrzana prokuratura warszawska badając pod kątem rozwodowym Januszowe oświadczenie majątkowe, umorzyła sprawę stwierdzając salomonowo, iż wprawdzie dopuścił się licznych nieprawidłowości, w tym zatajeń pożyczek z firm zarejestrowanych w rajach podatkowych (które to firmy sam założył, by wyprowadzać do nich majątek), lecz nieprawidłowości w oświadczeniach majątkowych pana posła wynikają z filozoficznego wykształcenia i stosunku do wartości materialnych”. Według byłej małżonki chodziło o sumę 60 mln złotych. Któż by za taką cenę nie został filozofem? Odwołania złożonego przez CBA prokuratura zwyczajnie nie przekazała do sądu, uznając, iż CBA nie jest stroną w śledztwie. Sąd umorzenie przyklepał i gitara. Podobnie było z rozliczeniem kampanii wyborczej z 2005, kiedy to okazało się, że donacje na ówczesnego platformersa gremialnie przekazywali emeryci i studenci na łączną kwotę 858 tys. zł.

A teraz? Śmiechu warte – ZUS domaga się jakichś niezapłaconych składek na 170 tys zł. Ale, że niekoniecznie musi być do śmiechu, świadczy plaga szczurów uciekających z tonącego okrętu. Klub poselski topniał wprawdzie od dawna w rytmie spadających sondaży, lecz teraz ewakuację ogłosił sam poseł Andrzej Rozenek – protegowany Urbana, który jak mniemam sprawował przy Palikocie podobną funkcję, jak Graś przy Tusku – oka i ucha. Słowem, nie jest dobrze, bowiem właśnie ta dezercja Rozenka na z góry upatrzone pozycje w związku z zusowskimi roszczeniami pokazuje, że posłu Palikotu kończy się passa.

Palikociarnia zwyczajnie się zużyła. To jak z boysbandami kreowanymi od początku do końca przez wytwórnie muzyczne. Pobiegają przez parę sezonów po scenie, potem się opatrzą i do widzenia, robimy nowych. Ruch Palikota był właśnie takim boysbandem z obowiązkowym elementem szoku kulturowego pod postacią przebranego za babę Bęgowskiego i tego smutnego pedałka Biedronia, który w porę zwiał na samorządową posadę. Tyle, że był to band służbowej proweniencji, z generałem Dukaczewskim i Urbanem w tle, w charakterze „zawodowych macherów od losu, specjalistów od śpiewu i mas”. A teraz Dukaczewski położył na Palikocie kreskę. Libertyński pajac się opatrzył – trzeba wykreować kogoś innego, bardziej stosownego na obecne czasy.

Kto będzie następcą Palikota - nowym „konstruktem służb”? Stawiam na Sławomira Izdebskiego, ludowego trybuna ze stażem w Samoobronie, co to samego znał Leppera. Oto godny lider nowego służbowego boysbandu. Nawet przekierowano do niego Andrzeja Hadacza – prowokatora znanego jako „Andrzej spod krzyża” - w celu podgrzewania atmosfery podczas protestów, który to Andrzej po odfajkowaniu roboty na Krakowskim Przedmieściu uwidocznił się na demonstracji pederastów w towarzystwie święcącego wówczas triumfy Palikota. Swoją drogą, warto obserwować te przepływy prowokatorów, dzięki temu będziemy wiedzieli co tam jest planowane w różnych „sowach”.

W każdym razie, Izdebski w prorosyjskości przelicytowuje nawet PSL, co z pewnością na tę partię działa dyscyplinująco. Do tego zagospodarowuje i kanalizuje słuszną frustrację polskich rolników – dokładnie tak samo jak Lepper, który swojego czasu przejął zbiorowe emocje rolników przekręconych na zmiennej stopie procentowej zaciągniętych kredytów. Emocje te następnie zostały obezwładnione i było po rewolucji, zaś Lepper przy premierze Millerze spełniał tę samą funkcję koncesjonowanej opozycji, co Palikot po lipnym rozłamie w PO przy Tusku. No, a po latach wysługi, ze względu na nieubłaganą arytmetykę sejmową, został nawet koalicjantem i wicepremierem przy Jarosławie Kaczyńskim. Koniec końców jednak, wskutek finansowych kłopotów i galopującej depresji, wziął i się powiesił.

Teraz pytanie: czy Palikot powtarzający drogę upadku Leppera zostanie jedynie odsunięty do rezerwy kadrowej, na wypadek gdyby kiedyś jeszcze mógł być użyteczny, czy też jego protektorzy uznają go za na tyle niewygodnego, by panu Palikotu popełnić samobójstwo? Skoro działalność seryjnego samobójcy dotknęła nawet samego generała Petelickiego, zapadniętego na nagły atak depresji tak straszliwej, że zastrzelił się lewą ręką choć był praworęczny, to czemu takowy przypływ przemożnej depresji nie miałby spotkać naszego Biłgorajczyka? Choćby z powodu dojmującej samotności? W końcu, z Palikotem niedługo pozostanie już tylko Bęgowski. Wprawdzie wyrobiono mu żeńskie papiery i kazano chodzić w kieckach, lecz wygląda na silnego chłopa – takiego, co to ma moc i oparcie. Krótko mówiąc, Bęgowski mógłby co najmniej nagrać tę robotę.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 11 (13-19.03.2015)

czwartek, 17 kwietnia 2014

Zmierzch sekty z ulicy Czerskiej

Oni nie mają już niczego, co pozwoliłoby przejąć im inicjatywę strategiczną, nie mówiąc już o potędze społecznego oddziaływania z czasów batalii o Krzyż.

I. Antysmoleńska drżączka

Jak co roku w okolicach 10 Kwietnia „sekta pancernej brzozy” z ulicy Czerskiej doznała antysmoleńskiego wzmożenia przejawiającego się publicystyczną drżączką. Niby nic nowego, ja jednak odnotowuję te podrygi, gdyż dają one obraz postępującej z roku na rok degrengolady i utraty wpływów gazetowyborczego środowiska. Przypomnijmy sobie, co działo się jeszcze niespełna cztery lata temu i nieco później. Wielka, polityczno-medialna ofensywa: począwszy od nagłośnienia protestu przeciwko pochówkowi Pary Prezydenckiej na Wawelu, poprzez systematyczne propagowanie kolejnych ruskich wrzutek, zadekretowanie „pojednania” z reżimem kremlowskiego czekisty, groteskowa akcja palenia świeczek na grobach krasnoarmiejców, pomnik dla bolszewickich najeźdźców w Ossowie przy osobistym zaangażowaniu arcyboleśnie prostego prezydenta... W międzyczasie zaś operacja socjotechniczna na ogólnopolską skalę mająca na celu rozpętanie zimnej wojny domowej i rozbicie Polaków na dwa zwalczające się obozy – smoleński oraz antysmoleński plus zobojętniałą większość kontentującą się grillem i ciepłą wodą w kranie.

Nad tą operacją warto zatrzymać się przez chwilę, pokazuje ona bowiem jak pod lupą ojkofobię salonowszczyzny - strach przed własnym narodem, który jawi się jej niczym wrogi, obcy motłoch. Na widok tłumów na Krakowskim Przedmieściu gremia uzurpujące sobie rolę przewodników nadwiślańskiego stada zawyły ze zgrozy, zdawał się bowiem spełniać ich najgorszy koszmar: naród zjednoczony na bazie zwalczanych przez nie wartości – patriotyzmu, tradycji, poczucia własnej wartości i narodowej samoidentyfikacji. Propagandowa machina, napędzana obsesyjnymi lękami ruszyła z kopyta. Jęki o „kulcie Tanatosa”, „mesjanistycznych oparach”, „demonach polskiego patriotyzmu”... Lecz to wszystko było mało, antynarodowym łże-elitom grunt usuwał się spod nóg, potrzeba było mocniejszego uderzenia, zorganizowanego przy ewidentnym udziale służb.

II. Ostatnia ofensywa

Takim uderzeniem stała się „akcja Krzyż” zapoczątkowana niesławnym wywiadem Bronisława Komorowskiego dla „Gazety Wyborczej”. Napędzono ni z tego ni z owego stado młodocianych barbarzyńców pod wodzą niezrównoważonego wioskowego głupka, Dominika Tarasa. W ten sposób rozpętała się wielomiesięczna orgia ohydy na Krakowskim Przedmieściu, kiedy to pijani zwyrodnialcy atakowali modlących się obrońców Krzyża przy nakazanej odgórnie bierności policji i przy aktywnym udziale zmobilizowanej agentury. Dwa najbardziej jaskrawe przykłady prowokatorów, to Zbigniew S. pseudonim „Niemiec” - król warszawskich sutenerów, oskarżony w sprawie szantażu senatora Piesiewicza, zawsze obecny, gdy trzeba było w godzinach nocnych podgrzać atmosferę, oraz niejaki Andrzej Hadacz, zwany „Andrzejem spod krzyża” - istne utrapienie obrońców, zawsze wpychający się przed kamery by wykrzykiwać jakieś nieprzytomne, kompromitujące brednie, a który koniec końców objawił się u boku Palikota („konstrukt służb”) na gej-paradzie. Wszystko zaś było podawane medialnymi pasami transmisyjnymi monopolizującymi wówczas społeczny przekaz. Efektem tej socjotechnicznej operacji jest obecny podział, nie do zasypania na przestrzeni pokolenia.

Była to jednak ostatnia ofensywa. Od tamtej pory, wraz z kolejnymi kompromitacjami antysmoleńskich „wrzutek”, jak choćby tej o pijanym gen. Błasiku w kokpicie tupolewa, sekta pancernej brzozy krok po kroku traciła teren. Ogromną rolę odegrał tu Zespół Parlamentarny pod kierunkiem Antoniego Macierewicza, który mimo iż nie ustrzegł się potknięć, walnie przyczynił się do odkłamywania w społecznej świadomości oficjalnych ustaleń raportów Anodiny-Millera. Do tego gwałtowny rozwój antysalonowych mediów, najbardziej widoczny w segmencie prasowym i w internecie, ze szczególnym uwzględnieniem prawicowej blogosfery. Nagle patriotyzm przestał być w powszechnym odbiorze obciachem, czego żywym świadectwem stały się wielotysięczne rzesze na kolejnych Marszach Niepodległości w trakcie których, prócz narodowców, spotykały się różne odłamy szeroko rozumianego obozu patriotyczno-niepodległościowego.

III. Dinozaury z Czerskiej

Jak sytuacja wygląda w roku 2014? Mainstreamowi symbolizowanemu przez dwie „gwiazdy śmierci” z Czerskiej i Wiertniczej pozostało bezsilne ujadanie i propagowanie nieudolnych krętactw Laska, czy prokuratora Szeląga. W zasadzie jedyne na co dziś stać „Wyborczą”, to kuriozalny cykl „Smoleńskie dzieci”, napisany charakterystyczną manierą – tak by nie skłamać i prawdy nie powiedzieć. Jak napisałem na wstępie, publicystyczna drżączka i to o coraz bardziej kurczącym się wraz ze spadkiem nakładu „GW” zasięgu, sprowadzająca się do dętych zarzutów o robienie polityczno-medialnego biznesu na Tragedii Smoleńskiej, okraszonych ploteczkami o wzajemnych animozjach w środowisku prawicowych mediów.

Proszę spojrzeć, jakie to słabe. Oni nie mają już niczego, co pozwoliłoby przejąć im inicjatywę strategiczną, nie mówiąc już o potędze społecznego oddziaływania z czasów batalii o Krzyż. Została im tylko ordynarna, toporna parodia i prymitywna szydera skierowana do najbardziej zakutych lemingów. „Agenda" sekty z Czerskiej jest typowo reaktywna: a to opędza się przed Macierewiczem, to usiłuje się odgryzać patriotycznym mediom, to znów buduje nastrój grozy przed kolejnymi Marszami Niepodległości - i tak w kółko. Gdy zaś próbuje zrobić cokolwiek sama z siebie, kończy się blamażem, o czym świadczy chociażby fiasko zeszłorocznej akcji z czekoladowym „możełem". Dziennik z Czerskiej przed bankructwem ratują już tylko transfery finansowe ukryte pod pozorem płatnych ogłoszeń różnych publicznych instytucji. Wyobcowane, kawiarniane lewactwo z „Krytyki Politycznej”, które ostatnio skolonizowało ideologicznie „Wyborczą”, funkcjonuje jedynie dzięki grantom i dotacjom. Słowem - to oni są dziś w sytuacji „dorzynanych watah” i to oni wraz z postępującym uwiądem skazani są na wymarcie „jak dinozaury”.

Gadający Grzyb

Artykuł ukazał się w tygodniku „Polska Niepodległa” nr.15-16 2014