Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ludwik Dorn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ludwik Dorn. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 września 2015

Pod-Grzybki 19

Joanna Lichocka, jedna z dziennikarskich gwiazd sakiewiczowskiej „Zony Wolnego Słowa”, będzie startować do Sejmu jako „jedynka” z kaliskiej listy PiS. Doskonale rozumiem tę decyzję - jak by nie patrzeć, na Wiejskiej wypłaty są pewniejsze, niż u Sakiewicza.

*

Polityka to jednak potężny narkotyk, co pokazuje akces Ludwika Dorna do wyborczej czeredki PO. Detoks się nie powiódł i pan Ludwik spragniony politycznego „haju” wylądował tam, gdzie inne ćpuny – w platformerskim rynsztoku zbierającym wszystkie śmieci z okolicy. Przy tej okazji oświadczył, iż PO jest „blisko ziemi”, podczas gdy PiS „szybuje w stratosferze” - co świadczy jedynie o tym, że ćpun dla kolejnej działki powie i zrobi wszystko.

*

Aj-waj! Amerykańskie Żydy wyspecjalizowane w monetyzacji holocaustu zgłaszają się po wałbrzyski „złoty pociąg”, twierdząc, że złoto z pewnością zostało zrabowane ich pobratymcom, zatem - na zasadzie wyznawanego przez Izraelitów po dziś dzień plemiennego prawa współwłasności - ma teraz trafić do Żydów amerykańskich. Jak widać, Żydzi potrafią węszyć za złotem niczym świnie za truflami. Cóż się dziwić, Pan Bóg obdarował ich specjalnymi nosami – więc korzystają.

*

Ale-ale! W międzyczasie media zmieniły śpiewkę i znalezisko, które już-już wydawało się „pewne na 99 procent”, jak nas zapewniał główny konserwator zabytków, pan Piotr Żuchowski, nagle okazało się być humbugiem, zaś sam konserwator otrzymał zakaz wypowiadania się do mediów. Ho, ho – na mój gust, przyszedł najwyraźniej rozkaz, by sprawę wyciszyć. No więc, ja mam już tylko jedno pytanie - który z bezpieczniackich gangów przymierza się do położenia łapy na skarbie? I czy są to jedynie służby polskie?

*

Profesor Ireneusz Krzemiński wysmażył na łamach „Wyborczej” analizę (którą to już?) porażki Komorowskiego oraz zniżki notowań Platformy i wyszło mu to co zwykle – winne są rozbuchane oczekiwania gówniarzerii, hejt w internecie, księża (ze szczególnym uwzględnieniem o. Rydzyka) oraz polski antysemityzm. Pomyśleć, że aby produkować takie banialuki trzeba być aż profesorem socjologii. Nie, panie profesorze – Komorowski przegrał, bo otoczył się gronem nadętych, zadufanych, impregnowanych na rzeczywistość, za to wielce utytułowanych kretynów i uwierzył w to, co mu mówią: JEZD DOBRZE.

*

Grzegorz Braun ujawnił nieco politycznej kuchni z negocjacji z różnymi „antysystemowymi” środowiskami. Okazało się, że niemożność zawarcia jakiejkolwiek koalicji powodowana była tym, że każda z partyjnych kanap liczyła – nie wiadomo na jakiej podstawie – że załapie się na próg 3 proc. i związane z tym budżetowe dotacje. Tak to sobie kieszonkowi mężykowie stanu wykoncypowali w swych biednych łepetynach. Z powyższego wynika, że „antysystemowcy” są obecnie na etapie, który polska prawica przechodziła w pierwszej połowie lat '90. No to policzmy sobie, ile przy dobrych wiatrach trzeba będzie poczekać na pojawienie się jakiegoś antysystemowego odpowiednika PiS...

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 35 (09-15.09.2015)

środa, 22 grudnia 2010


...czyli co-jakiś-tam-czasowy, wybiórczy i subiektywny przegląd wydarzeń dla ubogich.



I. Wieści różnej treści:


Niepomny na los byłego administratora Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego, ks. płk. Żarskiego, ksiądz Leon Pietroń wygłosił równie „upolitycznione” kazanie i został, jak to ujął Seawolf, „zbanowany” (półroczny zakaz wygłaszania kazań) przez arc. Życińskiego, który niczym rasowa primadonna nie cierpi na swojej scenie konkurencji. Używałem już co prawda tej analogii, ale tu powtórzę: cosik mi się widzi, że taki ks. Skarga nie miałby dziś łatwego życia. Te upolitycznione "Kazania Sejmowe"... Jego zbanowaliby chyba dożywotnio.


***


Ludwik Dorn wyznał, że „wykorzystuje PiS do swoich celów”. To ci Machiavelli, no, no...


***


Dorn wyznał co wyznał, po czym pobiegł na kilka głębszych. Ledwie wychylił, a już rzuciła się na niego sfora tresowanej na takie właśnie okazje dziennikarskiej psiarni. W ten oto nagły a bolesny sposób skończyły się medialne przymilanki. Dorn się tym nawet jakby z lekka zbulwersował. Co on, nie wiedział, że gdyby nadal darł z Kaczyńskim koty, mógłby sobie nawet leżeć w sejmie pod ścianą i obrzygiwać dziennikarzom buty a ci uprzejmie by tego nie zauważali? I taki to z tego Dorna Machiavelli. Niby przebiegły a naiwny jak dziecko.


***


Kluziki spojrzały na casus Dorna i poskrobały się po łepetynach. Jak tu odgrywać wiarygodną opozycję i nie narazić się mediodajniom? Myślcie szybko, dziewczyny i chłopaki, bo ile można wytrzymać siedząc okrakiem na drucie kolczastym?


II. Wieści z Salonu:


Norman Davies nawygadywał w Lisowym „Wproście” różnych obrzydliwości o opozycyjnej wywrotowej ekstremie z pochodniami i zdaje się, że nawet nie czuje obciachu. Cóż, potwierdza to onegdajszą tezę Wajdy, że „lata codziennej lektury ‘Wyborczej’ nie mogły pozostać bez wpływu na moją biedną głowę”. Refleksja nr 2 – jak to jest, że nawet w miarę sympatyczni i – zdawałoby się – pozbawieni agresji przedstawiciele tzw. Salonu prędzej czy później zamieniają się w ociekających jadem, zacietrzewionych staruchów? Fatum jakieś, czy co?


***


Tomasz Wołek zabrał głos na łamach „Rzeczpospolitej”, ale ja nie o Wołkowym tekście, gdyż pisał jak zwykle po linii i na bazie. Nurtuje mnie inna kwestia: jak to jest robić za koncesjonowanego konserwatystę w środowisku „salonowszczyzny”, gdzie można liczyć co najwyżej na status dobrego faszysty? Moje blogerskie śledztwo wykazało, że Dobry Faszysta Wołek codziennie musi kupować nowe lustro do łazienki, gdyż żadne nie wytrzymuje codziennej próby golenia. Pęka. Teraz przynajmniej wiadomo po co Wołkowi etat w stacji z pornosami. Jakoś chłopina musi na te lustra zarobić. Moja rada – wypoleruj se pan kawał blachy – może wytrzyma.


***


Nad red. Lisickim wyjątkowo pastwić się nie będę. Generalnie, odsyłam do tego, co pisałem w pierwszych „Pod-Grzybkach” a propos drukowania tekstów Obłąkanego Waldemara.


***


Tymczasem, wspomniany D.F. Wołek przyobiecał dziennikarzowi Wiktorowi Świetlikowi, że wyeliminuje go z mediów. Khe, khe... czyżby znaczyło to, że Świetlik nie zagra w żadnym z emitowanych przez wołkową stację „Tele5” bieda-pornosów? A już sobie chłopina ostrzył... no, mniejsza z tym, co sobie ostrzył, w każdym razie Faszysta (ale dobry) Wołek postanowił w iście michnikowym stylu (słynne: „ja cię zniszczę”) zniweczyć tę pięknie zapowiadającą się karierę.


***


Adam Michnik rozwinął orle skrzydła, wzbił się w przestworza i dostrzegł zagrożenie dla wolności mediów... na Węgrzech, gdzie Fidesz Wiktora Orbana wziął się za dekomunizację tamtejszych mediodajni. Cóż, w Polsce, jak wiadomo, pluralizm medialny kwitnie, zresztą nad Wisłą Michnika już mało kto (poza „niezawisłymi” sądami, rzecz jasna) tak naprawdę słucha. Nie był w stanie nawet wywalić z własnej gazety jakiegoś tam Artura Domosławskiego (za książkę o Kapuścińskim), co więcej, jak na urągowisko, tenże Domosławski otrzymał tytuł „Dziennikarza Roku” i to pomimo michnikowej tyrady wygłoszonej przy okazji wręczania nagrody „Dziennikarza Dwudziestolecia”. Tak oto, przy rytualnych wyrazach szacunku itd, pokazuje się niedawnemu Oberredaktorowi, że pora na ciepłe kapcie i przypiecek. A potem będzie jak u Mrożka: „babcia (tj. w tym wypadku: „dziadek”) - na katafalk!”


***


Ks. Boniecki z końcem marca 2011 przestanie być naczelnym „Tygodnika Powszechnego”. No, to miejsce w jaskini (dobrych i umiarkowanych, ale jednak) kato-faszystów dla Dobrego Faszysty Wołka będzie jak znalazł.


III. Wieści z dworu Jego Wspaniałości Bronisława „Panie Kochanku” Komorowskiego, pana na Obornikach, Ruskiej Budzie, et caetera, et caetera, et caetera...


Na początek uwaga nietypowa, bo serio: kariera Gajowego, niegdysiejszego kontestatora „Okrągłego Stołu", który chwilę potem dołączył do obozu „beneficjentów przemian" pokazuje jak nisko trzeba upaść, by potem wysoko zajść w III RP. Paru innych kolesi też to dotyczy.


***


Jak wiadomo, Jego Wspaniałość Prezydent Komorowski podczas pobytu w Stanach doznał drobnych zawirowań czasoprzestrzennych, przez co wydawało mu się, że zamiast w wykładowej auli znajduje się przy myśliwskim ognisku, które to miejsce, jak również wiadomo, znosi nawet najbardziej bełkotliwe bajędy ze słynnym bigosem na czele. W każdym razie, moderator podziękował Komorowskiemu słowami: „To było wspaniałe przemówienie, nikt nie miał szansy zasnąć.” Racja, wszyscy notowali najnowsze polish jokes...


***


Tak mi przyszło do głowy: a może, po prostu, wątkiem „bigosowym” pan Prezydent dawał gospodarzom dyskretnie do zrozumienia, że jest głodny? Patrząc na iście sarmacką sylwetkę Jego Wspaniałości można się domyślać sporych możliwości w absorbowaniu kulinariów... Cóż, w Ameryce żarcie mają paskudne, więc tęsknota by zjeść „cóś kunkretnego” jak najbardziej zrozumiała. Zresztą, wystarczy spojrzeć na Obamę – jakieś to-to wiotkie, chuderlawe... niedożywiony, biedaczek. Dawać go do Polski! Na polowanie, na bigos i dziczyznę! Byle tylko Komorowski, który jest rozgarnięty mniej więcej tak jak Karol Radziwiłł „Panie kochanku” (herbu, nomen omen, Trąby), nie pomylił się i nie zagnał biednego Murzyna do nagonki. Gotów jeszcze nadziać się na jakiegoś Szopena-militarystę chowającego armaty po krzakach.


***


Nieuchronnie nadchodzi Wigilia. Informacja dla Jego Wspaniałości Prezydenta Bronisława Komorowskiego i Małżonki: nie ma obowiązku, by biegać na Pasterkę i narażać się na wysłuchiwanie nieprawomyślnych kazań. Niech w tę jedną noc antypaństwowe klechy plotą sobie do plebsu swoje antyustrojowe bzdury. Wy zostańcie w domu i podzielcie się jajkiem. A potem bigosik, oczywiście, bardzo proszę...


Wesołych Świąt!


Gadający Grzyb



pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Pod-Grzybki (odc. 3)


Dziennikarskie szumowiny – łączcie się! Tylko nie zapomnijcie potem umyć rączek.

Łał... To już trzecia odsłona Pod-Grzybków. Chyba popadam w nałóg... Ale nic, lecimy:

I. Z frontu zacieśniania stosunków:

Niby 6 Grudnia ale nie przesadzajmy z tym Świętym Mikołajem. Jego Wspaniałość Prezydent Komorowski z Małżonką czekają na Dziadka Mroza i Śnieżynkę. Albo na chanukowe światełka. A Tusk na Heilige Nicolaus.

***

Jego Wspaniałość Bronisław (z Małżonką) doczekali się! Dziadek Mróz ze Śnieżynką przyjechali! Tyle, że jakoś dziwnie to przebiegało: Dziadek M. gadał łaskawie i rozdawał uśmiechy, zaś towarzysząca mu ferajna ładowała do worów prezenty: a to Lotos, a to przyszły import prądu z Kaliningradu, to znów Możejki...

***

Niemniej, nie ma tego tego złego... Teraz przynajmniej wiadomo: primo - gdzie ten cały Dziadek Mróz się zaopatruje, secundo – co napisał w swym „choinkowym” liściku Władimir Putin odnośnie wyczekiwanych z utęsknieniem prezentów na Czerwoną Gwiazdkę.

***

Do Warszawy, dzień przed wizytą Dziadka Mroza i Śnieżynki (cóż za kłopotliwy nietakt), przyjechali też premierzy Litwy, Łotwy i Estonii. Na tę okoliczność premier Litwy Andrius Kubilius nadmienił coś w stylu, że bardzo mu fajnie, iż Polska ma z Rosją takie dobre, oldskulowe wręcz relacje, tylko... co miał innego powiedzieć?

***

Oczywiście, premier Litwy nie użył określenia „oldskulowy”, ale z pewnością to miał na myśli, gdy tamując łzy musiał pierzchać z Warszawy wraz z premierami Łotwy i Estonii, zanim na Okęciu wylądują mafiozi z Łubianki. Oldskulowość rosyjsko-polskich, dobrosąsiedzkich relacji musiała aż nadto gryźć go po oczach. W końcu to litewski wieszcz narodowy, niejaki „Mickiewiczus”, opisał „Żółtą Księgę” „lepszą niż wasze statuty” w której „pisze co słowo: stryczek, Sybir, knuty”. Nie dziwota, że premierzy Pribałtiki woleli być gdzie indziej.

***

News, który absolutnie nie zainteresował wiodących mediodajni: Rosnieft z Gazprom-Nieftem stworzą konsorcjum i wspólnie wykupią 53% akcji Lotosu należących do Skarbu Państwa. Jak leciało to, jakże oldskulowe, powiedzonko z czasów PRL? „Podzielimy się po równo – Ruskim wszystko, Polsce g...no”.

II. Z frontu opozycyjnych rozterek:

Ludwik Dorn wraca do PiSu. Albo i nie wraca. Dostanie miejsce na liście, albo nie. Może się również spektakularnie obrazić. Zgodnie ze swoją kocią naturą. Ogon do góry i całujcie mnie, frajerzy. Jak to Dorn.

***

Cóż, każdy kociarz tęskni za swym obrażonym kotem. Kociarz Kaczyński zatęsknił na ten przykład za Dornem i próbuje się przeprosić. Na razie są na etapie warunków wstępnych – Dorn obiecał, że nie będzie złośliwie sikał do lakierek Jarosława. Kot Alik będzie zazdrosny. Naleje do lakierek i zwali na Dorna. Kolejny rozłam w PiSie gotowy.

***

Jednak Dorn wraca. Albo i nie. Będzie „autonomicznie współpracował”, czy jakoś tak... Ci z Czytelników, którzy mieli bliżej do czynienia z kotami (i spisywali z nimi umowy), pewnie coś z tego łapią. Dopraszam się o wyjaśnienia.

III. Z frontu rozterek opozycyjno-opozycyjnych:

U Kluzików wielka wrzawa! Jak wygląda wrzawa u Kluzików, zapytacie? Otóż, Kluziki z Muzealnikami ustalają program. Kulturalnie i kolejno mówią co im leży na wątrobach. Niestety, niczego nie ustalili, bo co które zaczyna gadać, to reszta usypia. Podobno debatują tak do tej pory. Ot, i taka to wrzawa.

***

Z ostatniej chwili: Elżbieta Jakubiak walnęła pięścią w stół i zaczęła coś mówić o sprawnym działaniu. Wiecie, takie korporacyjne gadki-szmatki. Podobno Poncyliuszowi pogłębiła się siwizna a Michałowi Kamińskiemu zaczęły odrastać włosy. Ołdakowski wprawdzie cały czas czuwał ale i tak nie kumał o co chodzi.

***

Jest! Ukazała się „Deklaracja Ideowa” Kluzików & Muzealników! Eee, niemożliwe – ktoś musiał to podrzucić na biurka, gdy wszyscy spali.

***

Nie powtarzajcie tego nikomu, ale ponoć Michał Kamiński nie jest już sexi, a i Kluzik-Rostkowska wydaje się być passe... Mózgowcy z WSI24 obmyślają nowy show - „Jak oni się rozłamują II”. Jury: Marek Migalski - agresywny zgryźliwiec, Jacek Żakowski jako obiektywny subiektywista i Kazimiera Szczuka w roli Donalda Tuska (bo podobni). Zgłoszenia tylko z PiSu.

***

Że co? Nagroda? A kto tu mówi o nagrodzie? Ot, podopieszczają was w mediodajniach. Do czasu. A potem fora za dwora. Bezpieka ma dosyć własnych, sprawdzonych, wyrobników.

IV. O różnych takich:

Dziennikarze Jan Osiecki i Tomasz Białoszewski oraz były dowódca pułku specjalnego Robert Latkowski przeprowadzili własne „śledztwo” w sprawie katastrofy smoleńskiej, którego efekty są – cóż za niespodzianka! - idealnie zbieżne z rosyjską wersją. Odsyłam do recenzji Seawolfa na „Niepoprawnych”. Jak wykazało moje blogerskie dochodzenie, reżyser Sylwester Latkowski z Piotrem Pytlakowskim już przygotowują się do ekranizacji „fabularyzowanego dokumentu". Podobno – choć to niewiarygodne - jeszcze prawdziwszego od tego o Blidzie... Dziennikarskie szumowiny – łączcie się! Tylko nie zapomnijcie potem umyć rączek.

***

Podobno na tym niegodziwym świecie istnieje jakaś platforma blogerska banująca użytkowników bez ostrzeżenia i usuwająca znienacka całą zawartość blogów. Ja w to, oczywiście, nie wierzę. Z pewnością jacyś łażący (he, he) po necie podli, mali, zawistni ludzie rozpowszechniają takie haniebne pogłoski. Na wszelki wypadek jednak zapodam linki do instrukcji jak w prosty sposób zarchiwizować sobie zawczasu bloga: klikać tu lub tu.

Gadający Grzyb


pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl