Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pod-Grzybki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pod-Grzybki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 kwietnia 2019

Pod-Grzybki 157

Uff, za nami gorąca Wielkanoc. Najpierw nasza słodka Żorżetka wystosowała do Polaków życzenia z okazji żydowskiego święta Pesach – co, delikatnie mówiąc, nie spotkało się ze zrozumieniem. Czyżby to była sugestia, czyją tradycję powinniśmy zacząć kultywować? Swoją drogą, Żorżetka nazwisko „Mosbacher” zawdzięcza właściwemu mężowi i sama nie jest Żydówką – ale najwyraźniej bardzo by chciała i dokłada wszelkich starań. Może liczy na to, że jeśli wykaże należytą gorliwość, to nagle wyrosną jej odpowiednie „korzenie”?


*

Ale to jeszcze nic – prawdziwy gewałt zrobił się dopiero później. Otóż w podkarpackim Pruchniku odbył się nawiązujący do dawnej tradycji wielkanocnej „sąd nad Judaszem”, podczas którego uczestnicy pastwią się na różne sposoby nad kukłą Judasza-zdrajcy, by na koniec ją podpalić i wrzucić do wody. Ot, takie „wielkanocne jasełka” połączone z topieniem Marzanny. Ale „Wyborcza” zawyła. A jak zawyła „Wyborcza”, to równie wilczym głosem odezwał się Światowy Kongres Żydów - a za nim zagraniczne media oraz oczywiście Jonny Daniels. Bo antysemityzm i holocaust. W tym miejscu rozemocjonowanym Żydom warto przypomnieć święto Purim, podczas którego w podobny sposób żydowskie dzieci i młodzież pastwią się nad kukłą okrutnika-Hamana – perskiego dostojnika dybiącego podczas niewoli babilońskiej na Żydów (w odwecie Żydzi wówczas wymordowali 75 tys. Persów). Nadmieńmy, że w polskich realiach kukła Hamana stylizowana była na postać katolickiego księdza, dziś natomiast w żydowskich szkołach rozdaje się dzieciom z tej okazji małe szubieniczki i karabiny-zabawki. Palestyńczycy widząc to z pewnością świetnie się bawią.


*

Odkryłem bezsprzeczny dowód na istnienie telepatii. Tydzień temu w „Pod-Grzybkach” zamieściłem żarcik o izraelskiej sondzie kosmicznej, która rozbiła się na Księżycu, nadmieniając, że w związku z tym Izrael miał w charakterze odszkodowania zażądać „uznania swej suwerenności” nad Srebrnym Globem, dodając następnie, iż roszczeń za „utracone mienie” może spodziewać się Polska, jako że w zniszczeniu sondy mógł maczać palce Pan Twardowski. Napisałem, wysłałem tekst do redakcji – a dzień czy dwa później wszedłem sobie na wideobloga pana Stanisława Michalkiewicza, włączyłem felieton... i w miarę słuchania szczęka opadała mi do podłogi, bo słynny publicysta mówił dokładnie to samo! Co więcej – i to już jest dowód niepodważalny – z adnotacji na You Tube wynika, że wideofelieton został zamieszczony we wtorek 16 kwietnia – czyli dokładnie wtedy, gdy pisałem swoje „Pod-Grzybki”. Otwartą kwestią pozostaje jedynie, czy to ja transmitowałem telepatyczne sygnały do pana Stanisława, czy też byłem jedynie nieświadomym odbiorcą sygnałów wysyłanych przez niego. Nie mniej jednak – jestem telepatą! Wprawdzie, jak to mawia pan Michalkiewicz, komentując wykręty różnych ubeckich kapusiów - „bez swej wiedzy i zgody” – ale zawsze. Czego to człowiek się nie dowiaduje o swych ukrytych talentach!


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 17 (26-29.04.2019)

poniedziałek, 30 maja 2016

Pod-Grzybki 50

Szanowni Państwo, oto jubileuszowe, 50-te „Pod-Grzybki”. Chwała nam i naszym kolegom... a nie, ten tekst jest już zarezerwowany. Zatem: brawo ja!

*

Widzieć miny posłów Platformy podczas sejmowego audytu ich rządów – bezcenne. Tak właśnie muszą wyglądać świnie, kiedy sobie uzmysłowią, że w niedalekiej przyszłości zamiast kawioru będą chłeptać ze swych koryt więzienne pomyje.

*

Z unijnych środków dofinansowano m.in. horoskopy dla psów. Natomiast bezbłędny horoskop postawili różnym ujadającym kundelkom kibice Legii: „KOD, Nowoczesna, GW, Lis, Olejnik i inne ladacznice, dla was nie będzie gwizdów, będą szubienice”.

*

Jak wiadomo, wyeksportowaliśmy na Ukrainę Leszka Balcerowicza, który będzie tam zażywał sławy wielkiego reformatora, dzięki czemu zniknie wszelkie zagrożenie ze strony banderowców, jako że wkrótce wszyscy powymierają z głodu. Ale to nie koniec: mianowicie do Chin udał się Grzegorz Kołodko, by tam na specjalnej konferencji zachęcać Chińczyków do brania przykładu z polskiej transformacji. I to jest nasza wunderwaffe za pomocą której złamiemy gospodarczą hegemonię Państwa Środka. Jeszcze tylko wyślemy Rostowskiego do Niemiec i pozamiatane.

*

Feministki nie ustają w przekraczaniu kolejnych granic żenady. Uczestniczki Kongresu Kobiet założyły sobie na łby papierowe torby, protestując w ten sposób przeciw „wprowadzaniu w Polsce prawa szariatu”. I to jest wprost niepojęte, jak im się to wszystko nie kłóci: te same panie bowiem są za przyjmowaniem w Polsce „uchodźców”, którzy m.in. słyną właśnie z tego, że gdzie się pojawiają, tam z dużą skutecznością wprowadzają szariat w swym najbliższym otoczeniu. Te same, bądź zbliżone lewackie środowiska, nie widzą też nic niestosownego we wrzaskach o „PiSlamie”, z czego wynika, że islam – przypomnijmy, wedle ich własnej narracji „religia pokoju” - jest dla nich równie stygmatyzujący, jak przyrównanie do Żyda dla antysemity. A żeby było jeszcze ciekawiej, papierowa torba na głowie jest popularnym elementem „koszarowych” żartów, dotyczących, nazwijmy to, przedmiotowego traktowania niezbyt urodziwych niewiast. Poglądowo polecam tu jedną z końcowych scen trzeciej części „Strasznego filmu”. Kto widział, ten wie o czym mówię, a kto nie widział... cóż, może niech lepiej nie ogląda.

*

Inicjatorką powyższego poronionego happeningu była pisarka Manuela Gretkowska, co jedynie utwierdza mnie w postanowieniu, by nigdy nie sięgnąć po żadną z jej książek. Jeżeli przenosi na papier to, co faktycznie dzieje się w jej biednej głowie, to istnieje poważne ryzyko, że przy lekturze mózg zacząłby wylewać mi się uszami.

*

Ach, no i wisienka na torcie – feministki, obrończynie praw kobiet i bojowniczki o równouprawnienie fetowały na swym sabacie alimenciarza Mateusza Kijowskiego. Pokazuje to, iż szowinistyczna teoria głosząca, że im bardziej poniewiera się kobietę, tym mocniej ona kocha, znajduje w reprezentatywnej grupie „siostrzyc” stuprocentowe potwierdzenie.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 20 (18-24.05.2016)

piątek, 24 czerwca 2011

Pod-Grzybki – odc. 9


W tym odcinku: Pod-Grzybkowe „GW” Watch, wieści z dworu Kom-Or-Sena i postępy normalizacji w Mordorze!



I. Pod-Grzybkowe „GW” Watch.


Zdrada! Zdrada niesłychana i to w samym sercu Sił Jasności i Postępu, tuż pod okiem Ober-redaktora! Oto publicysta „GW” - „Gromko Wysławiam” (Wiodące Ugrupowanie), Maciej Stasiński postuluje, że... „Oburzeni muszą się zorganizować”! Toż to brudna woda na młyn katofaszystowskiej reakcji, wszak wiadomo, kto dziś w Polsce jest „oburzony” i zaczyna się organizować, a komu wszystko powiewa do tego stopnia, że ma gdzieś nawet słuszniacką homoparadę, nad czym wylewał łzy bezsilnej wściekłości redaktor Pacewicz. Że co? Że Stasiński Maciej pisał to o Hiszpanach? Znamy te numery – aluzją pojechał, perfidny skurczybyk.


***


Na szczęście są jeszcze cioteczki rewolucji stojące czujnie na straży czystości ideologicznej. Oto Agata Nowakowska bezkompromisowo piętnuje odchylenie od kursu Jedynie Słusznego (na dzień dzisiejszy) Wiodącego Ugrupowania, które śmiało wystawić na pierwsze miejsce na wyborczej liście w okręgu piotrkowskim Elżbietę Radziszewską. Już sam tytuł powala: „Radziszewska – ideologiczny błąd PO”. A dalej jazda bez trzymanki: minister Radziszewska jako pełnomocnik od jakiegoś postępackiego coś-tam coś-tam, udzieliła wywiadu „Gościowi Niedzielnemu” (tu wszyscy zgodnie martwiejemy ze zgrozy). A w tym wywiadzie powiedziała... no, trzymajcie mnie – że katolicka szkoła ma prawo odmówić zatrudnienia zadeklarowanej lesbijce! Inkryminowany wywiad miał wprawdzie miejsce tak dawno, że najstarsi górale już zapomnieli, ale jak to mawiają: Pan Bóg wybacza, Agata Nowakowska – nigdy.


***


Tak poza wszystkim: pani Agato, łączę się w BULU i NADZIEJI, że uda się jednak poskromić kryptopisowską hydrę wyhodowaną na łonie Jedynie Słusznego (na dzień dzisiejszy) Wiodącego Ugrupowania i to pomimo obecności w redakcji dywersanta Macieja Stasińskiego.


***


Balsamem na zbolałą duszę rewolucyjnej cioteczki stała się niespodziewanie... wizyta ojca Rydzyka w Brukseli, gdzie żalił się na odebranie dotacji na poszukiwanie złóż geotermalnych. Prawił ponadto o rodzącym się w Polsce „totalitaryzmie”, „wykluczeniu” i takich tam tematach, stanowiących jeden z ulubionych pretekstów publicystów „Gromko Wysławiam”, by podrzeć sobie łacha z pisowskiego motłochu. Toteż pani Nowakowska ochoczo sobie ulżyła. I nie – to nie jest żadna obsesja redakcji z Czerskiej na punkcie Radia Maryja. To syndrom wyjałowienia, które, wyznam, czasem i mnie dopada. Ja, gdy nie mam „tematu”, zaglądam na strony „Gromko Wysławiam” i komentuję to, co tam wyczytam. Oni w podobnych przypadkach piszą o toruńskiej rozgłośni. Tylko, jakby tu rzec – mnie podobne wyjałowienie zwojów mózgowych dotyka raczej sporadycznie i z reguły na ciężkim kacu, tymczasem „Gromko Wysławiam” o Radiu Maryja nadaje kilkaset artykułów rocznie – ponad jeden dziennie. Wniosek? W „Gromko Wysławiam” pracują odmóżdżeni degeneraci i alkoholicy. I złodzieje, bo każdy pijak to złodziej.


II. Wieści z dworu Jego Wspaniałości Prezydenta Bredzisława „Panie Kochanku” Bul-Komorowskiego, pana na Obornikach, Ruskiej Budzie, et caetera, et caetera, et caetera...


...a teraz również pana na Żywcu, dodajmy, który niepostrzeżenie przedzierzgnął się w Umiłowanego Przywódcę Kom-Or-Sena. Pisałem już o tym, ale nie mogę sobie odmówić repety. Oto, jak donosi strona www.prezydent.pl, jednemu z żywieckich przedszkoli nadano imię Rodziny Komorowskich. Uczyniono to podczas zlotu rodziny Komorowskich, który odbywał się w tym zacnym, beskidzkim grodzie, zamieszkiwanym przez wymarłą w XVII stuleciu gałąź rodu naszego Umiłowanego Przywódcy Kom-Or-Sena, oby żył wiecznie i zdechnąć nie mógł.


Umiłowany Przywódca Kom-Or-Sen powiedział przy tej okazji m.in., że to zobowiązanie dla dzieci, żeby były grzeczne, a dla familii Corleone – wrróć!- a dla rodziny Kom-Or-Sena, by pomagała przedszkolu. Niech zgadnę: pomoc będzie polegała na tym, że Jego Wspaniałość zjawi się osobą własną, by zafundować biednym dzieciom ekspresowy kurs zdobywania Himalajów grzeczności. W skład kursokonferencji wchodzić będzie m.in.:


- dla chłopczyków: konkurs w zajmowaniu krzesełka przed dziewczynką;


- koedukacyjne obżeranie się ciastkami podczas przemówienia przedszkolanki;


- dla chłopczyków: zajumanie podczas drugiego śniadania kubeczka z kakao koleżance siedzącej po lewej;


- koedukacyjnie: mówienie o bigosie niezależnie od tematu rozmowy;


- koedukacyjnie: dyktando według zreformowanych osobiście przez Umiłowanego Przywódcę Kom-Or-Sena reguł ortografii;


- dla chłopczyków: podczas leżakowania wygarnianie zbyt namolnym koleżankom od kaszalotów.


***


Ach, byłbym zapomniał – Umiłowany Przywódca Kom-Or-Sen wraz z Dostojną Małżonką Dzia-Dzia-Ttal otworzyli zmodernizowaną szkółkę leśną w gminie Lipowa. Przy tej okazji zasadzili dęby – uch, przepraszam – DEMBY – o imionach „Bronisław” i „Anna”. Zainteresowanym polecam stronę www.prezydent.pl , gdzie można się zapoznać z fascynującymi zdjęciami z tej podniosłej chwili. Od siebie powiem tylko, że Umiłowany Przywódca miał wielce twarzową łopatę i po kilku próbach, idąc za radą Małżonki, dzielnie zasadził drzewko zielonym do góry.


III. Postępy normalizacji w Mordorze.


Jak wszystkim wiadomo, normalizacja w Mordorze postępuje. Kibolscy wichrzyciele oraz internetowi bikiniarze, tudzież bananowa szkolna młodzież dostają: kilusetzłotowe mandaty (za nazwanie Saurona „matołem”), przyjmują o 6:00 rano profilaktyczne wizyty Agencji Budzenia Wczesnoporannego (dla przykładu, za całokształt), a także otrzymują w podarku 10 miesięcy w zawieszeniu na trzy lata (za napis na szkolnym murze „j...ć rząd Saurona”). Dodajmy do tego prokuratorski zarzut grożący trzema latami garowania (za nazwanie Saurona „ćwokiem” i „prostakiem”).


Normalizacja w Mordorze jest tym bardziej wychowawcza, że nie można nawet liczyć na wspólną odsiadkę z Mirem, który to Miro niechybnie, korzystając z dawnych znajomości, dostarczałby pod celę „paprochy”. W trosce o wychowawczy wymiar normalizacji pozostawia się zatem Mira na wolności. Owej normalizacji różni zdegenerowani osobnicy podlegają zgodnie z prawem za akty znieważania konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej Mordorskiej (art. 226, par.3 Mordorskiego Kodeksu Karnego).


***


Hmm... A może by tak...? A co mi tam, spróbuję:


- Saurooon! - Cooo? - Ty wiesz co...


Eee, nie – jakoś blado. Zacznę inaczej:


- Sauron, matole, twój rząd obalą kibole!


- Tola ma Saurona, a Sauron Ma tole.


- Sauron, ty ORGANIE!


He, już lepiej. No to jadę dalej:


- Sauron, ty... matole, ćwoku, prostaku, dupku żołędny, baranie sfilcowany, ryży hakenkrojcu, pudrowana mordo ty moja, dryblerze od siedmiu boleści, mężyku stanu ze wschodu i zachodu penetrowany, zamordysto kieszonkowy, Tolo-jebco...


***


...tak, przyznaję Wysoki Sądzie, to ja, hobbit, wywrzaskiwałem te wszystkie bezeceństwa. Cóż, poradzić - mam owłosione stopy, a wiadomo do czego to prowadzi... Owszem, przyjmuję karę, w ostatnim słowie proszę tylko o wspólną celę z Chlebkiem i Mirem. Co, Mira nie będzie? To kto mi załatwi paprochy?! To znaczy, fajkowe ziele – bo, uważa Wysoki Sąd - my, hobbici, bez fajkowego ziela... a zresztą, chrzanię ten pierścień...


Gadający Grzyb

sobota, 26 marca 2011

Pod-Grzybki (odc.8)


Jak znam życie, to z Jaśnie Oświeconej Platformy wykiełkuje wkrótce nowy byt polityczny: Ruch Poparcia Rozwarcia.



Witam, po dłuższej przerwie powracam z co-jakiś-tam-czasową rubryką „Pod Grzybki”. Od ostatniej odsłony minęło trochę czasu, więc niektóre mini-notki będą tyczyły wydarzeń, biorąc pod uwagę blogerską perspektywę, dość zamierzchłych. Jeżeli jednak do nich wracam to ze względu na ich niepospolitą urodę, której grzechem byłoby nie uwiecznić. Zatem do dzieła!


I. Z kręgów rządowo-salonowych:


Taka platformiana wyborcza tradycja: przed poprzednimi wyborami Schetyna wycinał z list ludzi Rokity, a teraz z kolei Tusk wraz ze „spółdzielnią” Grabarczyka wycina z list wyborczych ludzi Schetyny. Jest na to rada, dość drastyczna, ale zawsze: niech schetynowcy zmienią płeć. Załapią się na parytety.


***


Tenże Tusk nieco wcześniej zaapelował do Polaków o zwiększenie dzietności, bo to panie dzieju, pogłowie strzyżonego przez władzuchnę do gołej skóry bydełka spada i nie będzie komu utrzymywać emerytów. Jak znam życie, to z Jaśnie Oświeconej Platformy wykiełkuje wkrótce nowy byt polityczny: Ruch Poparcia Rozwarcia.


***


Reżimowy satyryk Jacek Fedorowicz jak wiadomo dzieli swój geniusz między udzielaniem się w „Wyborczej” i „POglosie”. Zwłaszcza w tym ostatnim daje z siebie wszystko. Rany, czego tam nie ma! JF tnie brzytwą satyry Kaczyńskiego, pisiorów, Martę Kaczyńską, Dubienieckiego, oszołomów od Smoleńska (bo Małysz zaliczył upadek w Zakopanem i, he he, trzeba sprawdzić kto go naprowadzał – taka próbka poczucia humoru pana Jacka)... Słowem, bezkompromisowy niczym satyrycy wczesnego PRL-u wyśmiewający londyńską „reakcję”, korzystający przy tym ze sprawdzonych, sowieckich wzorców. Tylko „Krokodiła” już nie wydają. „Szpilek” i „Karuzeli” również. Taki talent musi na starość marnować się w partyjnym pisemku, które czytają tylko dziennikarze i blogerzy gdy poszukują tematu do krotochwil. A duch wciąż ochoczy...


***


No dobra, wiem że Jacek Fedorowicz w PRL-u był pełnokrwistym satyrykiem, jednym z najlepszych i „jechał” po ówczesnej władzy. Tym bardziej ponurym widokiem jest jego obecne przestawienie wektorów i dokopywanie najbardziej dziś wykluczonej grupie społecznej: „moherom” oraz ich reprezentacji politycznej, a wszystko to po salonowej linii i na równie salonowej bazie. Pisałem to już niegdyś (TU ), dziś napiszę po raz kolejny: jak to jest, że nawet w miarę sympatyczni i – zdawałoby się – pozbawieni agresji przedstawiciele tzw. Salonu prędzej czy później zamieniają się w ociekających jadem, zacietrzewionych staruchów? Fatum jakieś, czy co?


***


A skoro już jesteśmy przy komediantach... Krakowski wyskok aktora Globisza przyjąłem bez ekscytacji, podobnie jak uniżone skamlenie, gdy o sprawie zrobiło się głośno. Po prostu wyczaił (tacy jak on zawsze wyczajają), że już można, że „waadza” chwilowo nie być trendy i za podśmiechujki nie grozi, przynajmniej w tej chwili, krakówkowy ostracyzm, za to można zebrać środowiskowe plusiki za „nonkonformizm”. Potem jednak przestraszył się, biedak, że przegiął i „odkręcił” skandalik. A ja, ponieważ mam niezłą pamięć do szumowin, pamiętam Globisza, jako jeden z głosów „przemysłu pogardy” - lektora czytającego w pewnej nadającej z Krakowa szczekaczce pseudosatyryczne wypociny niejakiej Klary Weritas („Łabędzi śpiew Gąsiora” - he, he), w których szczytem wyrafinowanego humoru było naigrawanie się z, cytuję, „dziecięcych proporcji ciałka” Lecha Kaczyńskiego i ogólnej kurduplowatości, hehe, „Gąsiorów”. Ale beka. MWzDM tarzali się ze śmiechu przy odbiornikach a kilka lat później pod przewodem Dominika Tarasa poszli na Krakowskie Przedmieście z ukrzyżowanym pluszakiem, przeczołgać niedobitki kaczystowskich moherów. Nie widzicie związku? Ja widzę.


***


Jak wiadomo, niegdyś Bronisław Wildstein opublikował słynną „listę”, za co Grzegorz Gauden, ówczesny naczelny „Rzeczpospolitej”, sczyścił na życzenie „Wyborczej” Bronisława Wildsteina z listy płac. O tym, że rewolucyjna czujność i czystość ideowa Gaudena Grzegorza nie osłabła mogliśmy się przekonać, gdy kierowane przez niego gremium sczyściło z listy dotowanych tytułów nieprawomyślne czasopisma społeczno-kulturalne szerzące nienawiść, oraz generalnie wykazujące się niewłaściwą postawą wobec zadekretowanej 20 lat temu rzeczywistości (wszak samo istnienie „Frondy” czy innych „Arcanów” jest obrazą dla każdego lojalnego obywatela III RP). Bo Gauden lubi czyścić i to na dowolnym odcinku, na jaki tylko zostanie oddelegowany. Dziś robi na ten przykład za kaowca i dba o czystość przekazu społeczno-kulturalnego. Podjął się niewdzięcznej roli takiego salonowego MPO. Niech co gaudenizm kulturalny? Niech żyje!


II. Z kręgów opozycyjno-opozycyjnych:


Co tam panie u Kluzików? Ano, dobrze jest proszę Państwa, a nawet nie beznadziejnie. Kluziki rosną jak na drożdżach, a konkretnie – rozmnażają się przez pączkowanie. Ostatnio wypączkował z dzieży Adam Bielan unosząc ze sobą wartościową część kluzikowego kodu DNA. A nie, przepraszam, chodziło o kody do strony internetowej za pomocą której PJN zamierzał komunikować się z elektoratem, odnieść miażdżący sukces wyborczy i zmienić Polskę. W koalicji z Platformą. I z Palikotem za plecami. Bo Polska Jest Najważniejsza.


***


Póki co jednak, zanim „pjonki” odniosą miażdżący sukces, zmienią kraj i tak dalej, to Kluzikowej ubyła jedna spin-ka, wskutek czego partia się jakoś nie dopina. Ponoć Bielana wypączkowano z PJN za jakąś przerażającą nielojalność. To ci kraina politycznej łagodności – żadni tam pisowscy zamordyści, którzy wywalają za jakieś głupie konszachty z Palikotem. Podobno Michał Kamiński też długo nie wytrzyma, na koniec zaś pani Joanna wypączkuje z siebie i stanie obok, za nią zaś Wierna Elżbieta i Waleczny Ornitolog. Następnie dokonają wiekopomnej fuzji z prorokowanym powyżej prorodzinnym Ruchem Poparcia Rozwarcia i w ten oto sposób otrzymamy wyczekiwaną z utęsknieniem Nową Jakość w Polskiej Polityce.


***


Tylko Bielana szkoda, bo Jarosław Okrutny kazał mu ustami któregoś ze swych przybocznych wracać do PiS-u w worku pokutnym. No i jest problem, bo pan Adam przywykł w Brukseli do luksusów, wydelikacił się, a poza tym – od kiedy to Gucci czy inny Armani szyje pokutne wory? To gdzie on ma ten worek kupić – w Biedronce?


III. Wieści z dworu Jego Wspaniałości Prezydenta Bredzisława „Panie Kochanku” Bul-Komorowskiego, pana na Obornikach, Ruskiej Budzie, et caetera, et caetera, et caetera...


Jaruzelski niestety nie będzie obecny na beatyfikacji Jana Pawła II. Jak wieść niesie, Jego Wspaniałość, prezydent Bredzisław „chrabia” Bul-Komorowski szlocha z tego powodu po nocach w poduszkę i moczy nad ranem prześcieradło. Zżera go stres, bo a nuż w tym całym Watykanie trzeba się będzie znowu wpisywać do jakiejś księgi i myśli na papier przelewać. Podobno Jaruzelski (po przedwojennym gimnazjum księży marianów) błędów nie robi i zawsze w razie czego szepnąłby na ucho „Bronek, nie tak”... A tu co? Anka, cholera, wszystko przecież widziała i nie powiedziała nawet słowa. Kujonica nieużyta.


***


Moje blogerskie śledztwo wykazało, że po wiadomej profanacji ortograficznej uskutecznionej w gmachu ambasady Cesarstwa Japonii (a może Japoni? Cholera wie...) nastąpiła wymiana depesz:


Depesza nr1: „Naród Cesarstwa Japonii łączy się z narodem polskim w bulu i nadzieji, że dla nikogo nie jest za późno na korepetycje.”


Depesza nr2: „Naród polski odpowiada narodowi japońskiemu, że Bigosław to swój chłop, nie wymądrza się ortograficznie, nie pokazuje że niby lepszy i prosi by odfajkować się od Bigosława!”


***


Stan umysłu lemingów na chwilę obecną (cyt. z internauty na portalu TVN24): „Czytam te wpisy i robi mi się smutno. Prezydent popełnił błąd ortograficzny? Popełnił. No ale co z tego?! Każdemu się zdarzyć może i tyle! Poza tym nie bezbłędne pisanie czyni prezydenta kompetentnym swojego stanowiska. (...)”


***


Zastanówmy się zatem – skoro nie ortografia, to cóż może czynić prezydenta „kompetentnym swojego stanowiska”? Może rozsądna polityka historyczna? Taka, która każe stawiać bolszewickim najeźdźcom pomnik i ze strachu przed spadkobiercami tychże najeźdźców blokować do ostatniej chwili wmurowanie tablicy upamiętniającej pomoc jaką okazało nam zaprzyjaźnione państwo, byśmy mogli się przed agresorami obronić? Bardzo chciałbym móc szanować prezydenta mojego kraju. Ale cóż począć, kiedy widzę zwasalizowanego mentalnie namiestnika postkolonialnego kondominium?


Zostawiam Was z tą niewesołą refleksją do następnych „Pod-Grzybków”.


Gadający Grzyb

niedziela, 16 stycznia 2011

Pod-Grzybki (odc. 6)


„Hej! Gerwazy! daj gwintówkę, / Niechaj strącę tę MAKówkę!”



I. Wieści dobrej treści:


Hurra! Szefowa radiowej „Trójki”, Magdalena Jethon, uratowała stację od faszyzmu! Jak? Wywaliła Wojciecha Cejrowskiego i jego „Audycję podzwrotnikową” w której puszczał muzykę latynoamerykańską. W audycji nie było wprawdzie ani słowa o polityce, ale od czego rewolucyjna czujność pani Magdy... Pani Magdo, pani pierwszej to powiem: nigdy więcej różnych sambów, rumbów i czaczów! I w ogóle, te latynosy to reakcyjny element – same katole! Podobno jak zobaczą krzyż, to od razu się modlą! Istne średniowiecze! Precz z latynofaszystowską cejrowszczyzną! Ura! Urra! Urrraaaa!


***


Czas na kolejną dobrą wiadomość: Dzięki mostowi energetycznemu z Kaliningradem nie będziemy musieli budować własnej elektrowni atomowej! Czysty zysk! Ura! Urra! Urrraaaa!


***


I jeszcze to: rusko-germańskie konsorcjum „Nord Stream” położyło Gazociąg Północny pod torem podejściowym do portu w Świnoujściu tak, by zabezpieczyć nasz gazoport przed kosztami jego budowy i przyjmowania statków o nieprzewidzianym dla polskich portów zanurzeniu! Wyręczą nas w tym porty niemieckie! Jakież oszczędności! Ura! Urra! Urrraaaa!


***


Nie można pominąć: Jego Wspaniałość Prezydent Bronisław Komorowski zapadł na infekcję górnych dróg oddechowych, dzięki czemu przestał raczyć naród bon-motami rodem z Ruskiej Budy! Wdzięczni poddani robią zrzutkę na mszę dziękczynną w łagiewnickim Sanktuarium Bożego Miłosierdzia! Ura! Urra! Urrraaaa!


***


Poza tym: Na Euro2012 nie powstaną drogi, szybkie koleje ani lotniska! Niczego nie będzie! Polityczne przesłanie samorodnego geniusza Krzysztofa Kononowicza urzeczywistnione! Gdy nie ma w pobliżu kamer, Donald Tusk w hołdzie dla swego Mistrza przywdziewa kultowy sweterek! Ura! Urra! Urrraaaa!


***


Zaraz, zaraz – właściwie to czemu w kółko wyję „urrraaaa”? Bo od bąkania „izwinitie druzja, eto prosta oszybka” jest kto inny. Ja tam wolę kultywować mieżdunarodną przyjaźń z komsomolskim entuzjazmem. Stakan, sało i „Podmoskownyje wieczera”! Ura... khe khe, zacny samogon, niech no złapię oddech... no, już lepiej: Ura! Urra! Urrraaaa!


II. Tuskowe MAK-owiny:


Nie wiem jak wam, ale mnie reakcja Donalda Tuska na raport MAK-u przypomina zachowanie prezydenta USA z komedii Tima Burtona „Marsjanie atakują!”. Tym którzy nie oglądali wyjaśnię, że filmowy prezydent (świetny Jack Nicholson) na każdy akt agresji ze strony marsjańskich najeźdźców reaguje pacyfistycznym bełkotem w rodzaju: musimy się porozumieć, to nieporozumienie, pokojowa koegzystencja... Ten skończony debil ciągnie swoją gadkę nawet wówczas, gdy przywódca Marsjan po rozpirzeniu Ameryki i reszty świata wkracza do tajnej kwatery dowodzenia. Efektem jest spektakularny zgon amerykańskiego prezia. Teraz porównajmy to sobie z bełkotem Tuska na konferencji 13.02.2011: dla dobrych relacji Polski z Rosją nie ma mądrej alternatywy, Polska nie ma większych zastrzeżeń, poprawne relacje... pozytywne relacje... I tak do usranej śmierci.


***


Skoro jesteśmy już przy filmach, to przypomnę klasyczny obraz „Cincinnati Kid” ze Steve McQueen’em. Młodemu pokerzyście z ambicjami wydawało się, że jest mocny dopóki nie trafił na starego wygę, który dał mu do wiwatu. Tyle, że pokerowa batalia trwała tam długo, zaś tytułowy Cincinnati Kid był gościem z jajami. Natomiast Tusk, którego widzieliśmy na „po-MAKowskiej” konferencji, to wykastrowany politykier, któremu wydawało się że jest cwany grając z Putinem w „ocieplenie”. Teraz obudził się z ręką we własnej dupie i gorączkowo pragnie zatrzeć złe wrażenie. Nic to - niedorobiony „Cincinnati Tusk” jeszcze Polską porządzi. Wygra wybory. Naprawdę.


***


Byłbym zapomniał: podczas przemówienia premier robił swoje słynne „wilcze oczy” - niechybny znak, że wilczek został zagoniony w kozi róg i stał się zającem: „Raz ordynarny niedźwiedź kucnąwszy na łące / W dość niewybredny sposób podtarł się zającem. / Zając się potem żonie chwalił po obiedzie: / - Wiesz stara, nawiązałem współpracę z niedźwiedziem!”  Wiem, że ten wierszyk Andrzeja Waligórskiego został w kontekście Donka i MAK-u dość solidnie przez blogerów wyeksploatowany, ale cóż poradzę – trafne jak w mordę strzelił. Tudzież, jak w mordę napluł, niestety.


***


Ech, poetycka dusza... „W góry! w góry, miły bracie! / Tam swoboda czeka na cię” poinstruował Donalda Tuska XIX-wieczny poeta Wincenty Pol, zaś Donek, nie mieszkając, wyjechał w Dolomity. Szkopuł w tym, że Wincenty Pol sławił polskie góry w „Pieśni o ziemi naszej”, czego płemieł albo nie doczytał, albo uznając, że „polskość to nienormalność”, wstrząsnął się z odrazą na myśl o spędzeniu jakże zasłużonego wypoczynku w jakimś krajowym grajdole.


***


Hm, przeczytałem powyższy wpis i doszedłem do wniosku, iż nie można wykluczyć, że zadziałał tu instynkt samozachowawczy: znając poglądy i sympatie polityczne naszych górali, można założyć, że pan płemieł wracałby z urlopu z pamiątkową ciupażką w czerepie albo między łopatkami, co wyglądałoby głupio w telewizji, nawet po zastosowaniu poczwórnej warstwy pudru. Tak, Dolomity zdecydowanie bezpieczniejsze – można z nich wyskoczyć do kraju na ekspresową konferencję prasową i wrócić, przeczekać aż sprawa przyschnie, to jest – aż „przyjaciele z TVN i drugiej stacji komercyjnej” (a obecnie również z państwowej) zrobią Polakom wodę z mózgów na tyle skutecznie, że znów zaczną odrastać umiłowane „słupki”. A w międzyczasie uknuć jakąś medialną wrzutkę z faktycznym sternikiem polskiej nawy państwowej – pijarowcem Igorem Ostachowiczem.


***


Na zakończenie nutka optymizmu: jak radzić sobie z różnymi MAKami przypomina nam nieoceniony Aleksander hr. Fredro w iście profetycznym passusie:


„Hej! Gerwazy! daj gwintówkę,


Niechaj strącę tę MAKówkę!”


- co polecam głębokiej rozwadze, jako konstruktywną odpowiedź, która z pewnością utkwiłaby w głowie pani generał Tatiany Anodiny i jej licznie objawionych ostatnio priwislanskich poputczików.


Gadający Grzyb



pierwotna publikaqcja: www.niepoprawni.pl

wtorek, 11 stycznia 2011

Pod-Grzybki (odc. 5)


To nie Wałęsę werbowano, tylko on werbował, a „Bolek” to nie Wałęsa, tylko Stanisław Rybiński – agent Wałęsy w SB.



Trochę czasu minęło od ostatnich „Pod-Grzybków”, zatem rozrzut czasowy notek będzie odpowiednio większy. Może to i dobrze, bo amnezja to jedna z podstawowych chorób naszego życia publicznego. No to lecimy:


Tusio w sprawie MAK-owskiego raportu spektakularnie postawił się Rosji, słyszeliście? Podobno robił wilcze oczy, groźnie tupał nóżkami, krzyczał że MAK mu się już nie podoba i ogólnie wyczyniał najdziksze brewerie. Nawet pąsów dostał i musieli mu nałożyć podwójną warstwę pudru. Uspokoił się dopiero jak mu Igor Ostachowicz pogroził, że nie dostanie pod choinkę nowej „gały”.


***


Osobnik, jakże krzywdząco znany do tej pory jako „Bolek”, wystawił zaświadczenie esbekowi Stanisławowi Rybińskiemu, że ten działał na korzyść „Solidarności”. „(..) miałam paru agentów w różnych służbach. Trudno, żebym się brał za robotę, a nie miał” oznajmił „Bolek”. I wszystko jasne: ci pseudo-historycy, Cenckiewicz z Gontarczykiem wszystko pokręcili. To nie Wałęsę werbowano, tylko on werbował, a „Bolek” to nie Wałęsa, tylko Stanisław Rybiński – agent Wałęsy w SB. Andrzej Wajda z Januszem Głowackim już nanoszą odpowiednie poprawki do scenariusza hagiografii „My, Naród Polski”.


***


Na spotkaniu opłatkowym Jego Wspaniałość Bronisław Komorowski wywołał do złożenia życzeń Lecha „My, Naród” Wałęsę, którego oratorskie talenty są dla obecnego prezydenta niewątpliwą inspiracją. Chyba zaraz pożałował tej decyzji, bowiem Lech „My, Naród” Wałęsa, w swoim stylu, bez obcyndalania się, „pożyczył” zebranym aby „przez ten następny rok mądrzej wybierali, mądrzej uczestniczyli w wyborach”. „Mądrzej wybierali"?! Co słyszę?! To do tej pory lemingi nie wybierały „mądrze".głosując na „Polskę jasną” i jej najlepszych przedstawicieli z Jego Wspaniałością Bronisławem Komorowskim na czele?! Lechu - kryptopisowiec!


***


Niby przestarzałe i obgadane na wszelkie sposoby, niemniej, wrócę do amerykańskich gawęd Jego Wspaniałości Bronisława Komorowskiego. Konkretnie do tej o kobitkach, dzieciakach i męskim polowanku. Tłumacząc z Bronkowego na nasze, freudowska myśl Jego Wspaniałości brzmiała następująco: Kobieta jest kapłanką domowego ogniska i ukojeniem dla spragnionych lędźwi wojownika. A teraz, drogie panie feministki, popierajcie dalej tego mizogina.


***


„Białoruś rośnie w silę a ludziom żyje się dostatniej” obwieścili liczni wielbiciele „baćki” Łukaszenki, którzy objawili się nad Wisłą przy okazji białoruskich wyborów prezydenckich. To nieprzejednani patrioci – tacy najwięksi z największych. Mają pod bokiem raj na ziemi a mimo wszystko twardo siedzą w Polsce, okupowanej, jak powszechnie wiadomo, przez żydowskich spekulantów. Co tu robią? Ano, poza kontestowaniem wszystkich nie dość radykalnych w ich mniemaniu inicjatyw jako „hasbarskich” - cierpią. I wzdychają do wąsatego słoneczka zza miedzy.


***


Nagłówek z „Rzeczpospolitej”: „Ludzki mózg się kurczy”. Na miejscu „Rzepy” byłbym ostrożniejszy z takimi rewelacjami. Władza niektóre aluzje traktuje bardzo osobiście.


***


Lubelskie Centrum Handlowe „Plaza” poszczuło firmą ochroniarską uczestników tamtejszej akcji ob-ciachowej. Bardzo słusznie. Skłanianie klientów jakiegokolwiek centrum handlowego do myślenia, choćby przez demonstracyjne czytanie czegokolwiek poza gazetkami reklamowymi, musiało zostać odczytane jako dywersja konsumencka – działanie na niekorzyść firmy. Podobno klienci na widok „ob-ciachowców” uciekali z krzykiem, wrzeszcząc że słowo pisane ryje im zwoje mózgowe, co dla nienawykłych organizmów jest arcybolesnym doświadczeniem.


***


Wiadomo, że wszelkie przybytki typu „CH Plaza” zaplanowane są tak, by wywołać u klientów bezrefleksyjną, konsumpcyjną głupawkę. Wszystko – od wystroju wnętrza, przez ekspozycję towarów, po muzykę ma otumanić i wyłączyć krytycyzm. Widok jakiejś bandy czytającej gazety musi siłą rzeczy wprawiać konsumentów w dysonans poznawczy i co za tym idzie, wpływać niekorzystnie na komfort zakupów. Na podobnej zasadzie reklamodawcy nie lubią „kontrowersyjnych” treści w mediach – bo gdy „kontrowersyjny” tekst/audycja nie spodoba się odbiorcy, to z rozpędu nie spodoba mu się również reklamowany obok produkt. „Świątynie lemingów”, jakimi są centra handlowe winny zatem zostać nieskalane. Myśleniem w szczególności.


***


Dyrektorem lubelskiej „Plazy” jest niejaki Artur Pleskot. Jak widać, w Lublinie niedaleko pada Pleskot od Palikota.


***


Narodowi tak bardzo spodobały się świąteczno-noworoczne podróże pociągami po ośmioro w jednej toalecie, że z wdzięczności przesłali ministrowi Grabarczykowi kwiaty, wręczone za pośrednictwem przedstawicieli „Polski jasnej”. Moje blogerskie śledztwo wykazało, że do bukietu dołączony był liścik: „pamiętamy, kto co spieprzył”. Moim skromnym zdaniem, zamiast chabziów powinna być owinięta w gazetę śnięta ryba, wręczona na cmentarzu obok stacji benzynowej, jako bardziej oddająca mafijną mentalność ekipy rządzącej.


***


Pamiętają państwo jak w mediodajniach królowały doniesienia, jak to zima sparaliżowała Europę Zachodnią? W domyśle – nie narzekajcie na rząd, bo u innych jest tak samo. Podrzucam kolejny pomysł tego typu. Otóż, jak donosi „Rzepa” w artykule „Zakończone śledztwo w sprawie źródeł Amazonki”, ustalanie źródeł tej rzeki ciągnęło się od 1971 roku. Od tej pory malkontentów jątrzących w sprawie Smoleńska będzie można zbywać: „co się czepiacie, spójrzcie ile czasu trwało śledztwo w sprawie źródeł Amazonki”.


***


„Cały świat” - czyli europejskie rządy z Niemcami na czele (którzy z właściwym sobie praktycyzmem występują z obroną wolności słowa wtedy, gdy nie naraża to na szwank relacji z Putinem), organizacje międzynarodowe, plus niezawodna w takich razach, zideologizowana unijna biurokracja, domagają się od Węgier zmiany świeżutkiego, fideszowego, prawa prasowego. Moje blogerskie śledztwo wykazało, że Viktor Orban pilnie przyglądał się Polsce i ustawowo pragnie zabezpieczyć się przed powtórzeniem casusu polskiego „przemysłu pogardy” (© Piotr Zaremba). Zły Orbanie, wszak przemysł pogardy jest poza „Wyborową” jednym z naszych nielicznych hitów eksportowych! Wspomóż-że polskich bratanków, wykup licencję i daj ją za darmo węgierskim (niezależnym, oczywiście, hehe) mediodajniom! Sam Adam Michnik apelował! Co, od Michnika licencji pan nie kupisz?


***


Po ukazaniu się przejmującego dokumentu „Mgła”, publicysta Łukasz Warzecha wyraził zatroskanie, co do zbyt „pisowskiego” „kontekstu” dzieła Dłużewskiej i Lichockiej. No bo, wiadomo - „Gazeta Polska” dla lemingów a priori będzie niewiarygodna... Cóż, poza tekstami trafnymi, panu Łukaszowi zdarza się odlatywać w jakąś alternatywną rzeczywistość, w której to wszelkie możliwe i niemożliwe mediodajnie zabijają się o to, by jako pierwsze nakręcić film o Smoleńsku czy przeprowadzić ekskluzywne wywiady ze współpracownikami ś.p. Prezydenta. Panie Łukaszu, następnym razem przed publikacją proszę wrócić do naszego świata i nieco się rozejrzeć. Ewentualnie, proszę podać namiary na alternatywną Polskę wokół której Pan od czasu do czasu orbituje, a w której Smoleńsk jest tematem nr 1 publicznej debaty. Chętnie odwiedzę – i nie tylko ja, jak sądzę.


Gadający Grzyb


pierwotna publikacja:www.niepoprawni.pl

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Pod-Grzybki (odc. 3)


Dziennikarskie szumowiny – łączcie się! Tylko nie zapomnijcie potem umyć rączek.

Łał... To już trzecia odsłona Pod-Grzybków. Chyba popadam w nałóg... Ale nic, lecimy:

I. Z frontu zacieśniania stosunków:

Niby 6 Grudnia ale nie przesadzajmy z tym Świętym Mikołajem. Jego Wspaniałość Prezydent Komorowski z Małżonką czekają na Dziadka Mroza i Śnieżynkę. Albo na chanukowe światełka. A Tusk na Heilige Nicolaus.

***

Jego Wspaniałość Bronisław (z Małżonką) doczekali się! Dziadek Mróz ze Śnieżynką przyjechali! Tyle, że jakoś dziwnie to przebiegało: Dziadek M. gadał łaskawie i rozdawał uśmiechy, zaś towarzysząca mu ferajna ładowała do worów prezenty: a to Lotos, a to przyszły import prądu z Kaliningradu, to znów Możejki...

***

Niemniej, nie ma tego tego złego... Teraz przynajmniej wiadomo: primo - gdzie ten cały Dziadek Mróz się zaopatruje, secundo – co napisał w swym „choinkowym” liściku Władimir Putin odnośnie wyczekiwanych z utęsknieniem prezentów na Czerwoną Gwiazdkę.

***

Do Warszawy, dzień przed wizytą Dziadka Mroza i Śnieżynki (cóż za kłopotliwy nietakt), przyjechali też premierzy Litwy, Łotwy i Estonii. Na tę okoliczność premier Litwy Andrius Kubilius nadmienił coś w stylu, że bardzo mu fajnie, iż Polska ma z Rosją takie dobre, oldskulowe wręcz relacje, tylko... co miał innego powiedzieć?

***

Oczywiście, premier Litwy nie użył określenia „oldskulowy”, ale z pewnością to miał na myśli, gdy tamując łzy musiał pierzchać z Warszawy wraz z premierami Łotwy i Estonii, zanim na Okęciu wylądują mafiozi z Łubianki. Oldskulowość rosyjsko-polskich, dobrosąsiedzkich relacji musiała aż nadto gryźć go po oczach. W końcu to litewski wieszcz narodowy, niejaki „Mickiewiczus”, opisał „Żółtą Księgę” „lepszą niż wasze statuty” w której „pisze co słowo: stryczek, Sybir, knuty”. Nie dziwota, że premierzy Pribałtiki woleli być gdzie indziej.

***

News, który absolutnie nie zainteresował wiodących mediodajni: Rosnieft z Gazprom-Nieftem stworzą konsorcjum i wspólnie wykupią 53% akcji Lotosu należących do Skarbu Państwa. Jak leciało to, jakże oldskulowe, powiedzonko z czasów PRL? „Podzielimy się po równo – Ruskim wszystko, Polsce g...no”.

II. Z frontu opozycyjnych rozterek:

Ludwik Dorn wraca do PiSu. Albo i nie wraca. Dostanie miejsce na liście, albo nie. Może się również spektakularnie obrazić. Zgodnie ze swoją kocią naturą. Ogon do góry i całujcie mnie, frajerzy. Jak to Dorn.

***

Cóż, każdy kociarz tęskni za swym obrażonym kotem. Kociarz Kaczyński zatęsknił na ten przykład za Dornem i próbuje się przeprosić. Na razie są na etapie warunków wstępnych – Dorn obiecał, że nie będzie złośliwie sikał do lakierek Jarosława. Kot Alik będzie zazdrosny. Naleje do lakierek i zwali na Dorna. Kolejny rozłam w PiSie gotowy.

***

Jednak Dorn wraca. Albo i nie. Będzie „autonomicznie współpracował”, czy jakoś tak... Ci z Czytelników, którzy mieli bliżej do czynienia z kotami (i spisywali z nimi umowy), pewnie coś z tego łapią. Dopraszam się o wyjaśnienia.

III. Z frontu rozterek opozycyjno-opozycyjnych:

U Kluzików wielka wrzawa! Jak wygląda wrzawa u Kluzików, zapytacie? Otóż, Kluziki z Muzealnikami ustalają program. Kulturalnie i kolejno mówią co im leży na wątrobach. Niestety, niczego nie ustalili, bo co które zaczyna gadać, to reszta usypia. Podobno debatują tak do tej pory. Ot, i taka to wrzawa.

***

Z ostatniej chwili: Elżbieta Jakubiak walnęła pięścią w stół i zaczęła coś mówić o sprawnym działaniu. Wiecie, takie korporacyjne gadki-szmatki. Podobno Poncyliuszowi pogłębiła się siwizna a Michałowi Kamińskiemu zaczęły odrastać włosy. Ołdakowski wprawdzie cały czas czuwał ale i tak nie kumał o co chodzi.

***

Jest! Ukazała się „Deklaracja Ideowa” Kluzików & Muzealników! Eee, niemożliwe – ktoś musiał to podrzucić na biurka, gdy wszyscy spali.

***

Nie powtarzajcie tego nikomu, ale ponoć Michał Kamiński nie jest już sexi, a i Kluzik-Rostkowska wydaje się być passe... Mózgowcy z WSI24 obmyślają nowy show - „Jak oni się rozłamują II”. Jury: Marek Migalski - agresywny zgryźliwiec, Jacek Żakowski jako obiektywny subiektywista i Kazimiera Szczuka w roli Donalda Tuska (bo podobni). Zgłoszenia tylko z PiSu.

***

Że co? Nagroda? A kto tu mówi o nagrodzie? Ot, podopieszczają was w mediodajniach. Do czasu. A potem fora za dwora. Bezpieka ma dosyć własnych, sprawdzonych, wyrobników.

IV. O różnych takich:

Dziennikarze Jan Osiecki i Tomasz Białoszewski oraz były dowódca pułku specjalnego Robert Latkowski przeprowadzili własne „śledztwo” w sprawie katastrofy smoleńskiej, którego efekty są – cóż za niespodzianka! - idealnie zbieżne z rosyjską wersją. Odsyłam do recenzji Seawolfa na „Niepoprawnych”. Jak wykazało moje blogerskie dochodzenie, reżyser Sylwester Latkowski z Piotrem Pytlakowskim już przygotowują się do ekranizacji „fabularyzowanego dokumentu". Podobno – choć to niewiarygodne - jeszcze prawdziwszego od tego o Blidzie... Dziennikarskie szumowiny – łączcie się! Tylko nie zapomnijcie potem umyć rączek.

***

Podobno na tym niegodziwym świecie istnieje jakaś platforma blogerska banująca użytkowników bez ostrzeżenia i usuwająca znienacka całą zawartość blogów. Ja w to, oczywiście, nie wierzę. Z pewnością jacyś łażący (he, he) po necie podli, mali, zawistni ludzie rozpowszechniają takie haniebne pogłoski. Na wszelki wypadek jednak zapodam linki do instrukcji jak w prosty sposób zarchiwizować sobie zawczasu bloga: klikać tu lub tu.

Gadający Grzyb


pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

piątek, 3 grudnia 2010

Pod-Grzybki (odc.2)


Zgodnie z zapowiedzią, kontynuuję co-jakiś-tam-czasową rubrykę. Oto kolejna porcja „Pod-Grzybków”:

Umiłowane Donaldu przymierza się do opylenia Lasów Państwowych za jakieś drobne 300 miliardów złociszy, żeby odwlec w czasie katastrofę finansów publicznych. Protestują leśnicy, ludzie zbierają podpisy... A mnie zastanawia jedno: gdzie podziewają się "ekolodzy", tak głośni onegdaj przy okazji Rospudy? Po drzewach nie łażą, gniazdek nie wiją, jaj nie odmrażają... - to jest, chciałem rzec - nie wysiadują... Niedobrze – znaczy, że na wiosnę nie będzie przychówku.

***

Nie mogę – muszę powrócić do poruszonej w poprzednich „Pod-Grzybkach” frapującej zagadki jaką stanowi dla mnie notoryczne udzielanie łamów "Rzepy" Obłąkanemu Waldemarowi. Okazało się, że to tylko tak, dla draki! Wkrótce po tekście Obłąkanego Waldemara o Jaruzelskim redaktor Lisicki wysmarował bowiem niby-to-jajcarski felietonik w którym nabijał się z czcigodnego nestora. Uczynił to jednak w sposób dość osobliwy, na bezpiecznym poziomie ogólności, nie wymieniając ani nazwiska Kuczyńskiego ani tytułu tekstu do którego się odnosi. Panie Lisicki, po pierwsze: satyra nie znosi asekuranctwa, a po drugie: ładnie to tak eksploatować niepoczytalnego staruszka? Wstydziłby się Pan, doprawdy...

***

Władimir Putin w słynnym artykule na łamach „Sueddeutsche Zeitung" zaproponował Europie w ramach „aliansu gospodarczego” m.in. ujednolicenie standardów technologicznych. To kto będzie zmieniał rozstaw torów? My czy oni?

***

Jak przystało na „otwartego katolika”, Jan Turnau na łamach „Wyborczej” deklaruje należytą odrazę do trącącej fałszem i religiancką zaściankowością Wigilii:

„Może już powinniśmy myśleć, jak wytrzymać Wigilię, by znieść z uśmiechem na ustach wszystkich bliskich, którzy nas nudzą albo i drażnią potwornie.”


W związku z powyższym, podrzucam Sewkowi Blumsztajnowi pomysł na kolejną kampanię: Wygwizdać moherową Wigilię z polskich domów! A gdyby gdzieś tam zaplątał się tzw. „Święty” Mikołaj, czy inne Dzieciątko Jezus, to bojówki Antify spuszczą tym katofaszystom należyty łomot.

***

Jak wiadomo, przed wizytą Dymitrija Miedwiediewa Gajowy Bronisław zwołał Radę Bezpieczeństwa Narodowego. Nic dziwnego, jest się czego bać. Wyobrażam sobie, co może się dziać w głowie świeżo obdarowanego jarłykiem namiestnika przed wizytą Wielkiego Chana...

***

Przy okazji Gajowy Bronisław zagrzmiał, że „czas wyjść z grajdoła”. Gajowy na ten przykład z grajdoła wyszedł. I, jak wykazało moje śledztwo, razem z Jaruzelskim spieprzył do Budy (Ruskiej). Nie ma to jak odpowiedni ludzie we właściwym miejscu.

***

Jak podaje portal wPolityce.pl, spadkobiercy „Fali49” z ulicy Czerskiej postanowili piórem cyngla Czuchnowskiego dać odpór robiącemu furorę w Sieci filmowi „List z Polski”. Jak leciała ta maksyma Gandiego? "Najpierw cię ignorują, potem się z ciebie śmieją, potem z tobą walczą - i wtedy wygrywasz". Fakt, że „Fala49” miast rytualnego w takich wypadkach etapu obśmiewania (red. Orliński mógł się poczuć pominięty) wytoczyła od razu najcięższe działa, musi świadczyć o świadomości na jak kruchych podstawach umocowana jest rosyjsko-rządowa wersja, której tak zawzięcie kibicuje „Wyborcza”. Tu nie ma czasu na śmichy-chichy. Wątpliwości należy zdusić wedle sprawdzonych wzorców. Tak, towarzyszu Czuchnowski – z takimi następcami Wanda Odolska może spoczywać spokojnie.

***

A tak poza tym, to chyba wiem, co ugodziło „Falę49” najboleśniej. Otóż przyzwyczaili się chłopaki, że jak ktoś z zagranicy chce napisać czy nakręcić coś o Polsce, to pierwsze swe kroki kieruje na Mysią, to jest, na Czerską, gdzie rzeczywistość zostanie mu naświetlona pod odpowiednim kątem i we właściwym kontekście. A tu taka zniewaga. Nie dość, że Mariusz Pilis nie udał się po obowiązującą wykładnię, to jeszcze jedną z częściej cytowanych w filmie postaci jest naczelny „oszołomskiej” i „spiskomaniackiej” „Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz, zaś pierwsze strony numerów „GP” poświęconych smoleńskiej katastrofie zostały wyeksponowane odpowiednio do swej rangi. Miarą obrazy może być fakt, że o „GP” i Sakiewiczu redaktor Odolski..., to jest, Czuchnowski nie zająknął się w swym tekście ani razu.

***

Z „Naszego Dziennika”: Jego Wysokość Bronisław Komorowski odesłał administratora Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego, ks. płk. Sławomira Żarskiego do „rezerwy kadrowej”. Za to, że ksiądz pułkownik wymienił w kazaniu kilka podstawowych patologii III RP, czym wedle Jego Wysokości ugodził w podstawy i sojusze („jak tak można - że Polska jest budowana na antywartościach” - Komorowski). Trochę to tak, jakby Zygmunt III Waza wylał ze swego dworu Piotra Skargę za wichrzycielstwo i negowanie ustrojowych pryncypiów Królestwa Polskiego.

***

Ksiądz Żarski winien pamiętać, że monarsze uszy są bardzo wrażliwe i nie można ich drażnić, nawet wymownym milczeniem. W swoim własnym, dobrze pojętym interesie powinien zmienić front i to szybko, gdyż Jego Wysokość Bronisław nie wykazuje się bynajmniej cierpliwością Zygmunta III. Już bardziej nasuwa się na myśl Henryk VIII i ta cała historia z Tomaszem Morusem. A najbardziej, że wracają czasy, kiedy to „u waadzy” byli w cenie „księża-patrioci”.

***

Profesor Tomasz Nałęcz pełniący obecnie zaszczytną funkcję Nadwornego Pochlebcy Jego Wysokości Bronisława Wspaniałego po stwierdzeniu, że na „ołtarzu sprawy” (czyli kilku łaskawych słów Putina) „powinniśmy złożyć każdą ofiarę dał ujście swemu uwielbieniu dla kremlowskiego samodzierżcy mówiąc, ze Putin jest „znakomitym politykiem i sportowcem" . Przyznam się, że chociaż mało co robi na mnie wrażenie, to tym razem dech mi zaparło. Takiego wiernopoddańczego tonu w głównonurtowym przekazie nie było chyba od czasów Breżniewa. To kiedy wpisujemy do Konstytucji przyjaźń z Federacją Rosyjską? Nie krępujcie się, chłopaki. Jak obciach to na całego.

Gadający Grzyb


pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

piątek, 26 listopada 2010

Pod-Grzybki


Kuczyński o Jaruzelskim: „(...)Ale i On miał ją także, bo ...” Od tej pory o Generale piszemy wyłącznie z Wielkiej Litery.

Niniejszym inauguruję co-jakiś-czasową rubrykę „Pod-Grzybki”. Będę w niej zamieszczał komentarzyki zbyt „chude” na osobne notki, a które w jakiś tam sposób warto uwiecznić. Komentarzyki będą utrzymane w konwencji pół-żartem, pół-serio, a sporadycznie zupełnie serio. Czasem też będzie jazda „po bandzie”. Na początek porcja dubeltowa „Pod-Grzybków” (promocja taka). No to lu:

Dziwnie cicho w sprawie Ryszarda C. W ramach blogerskiego śledztwa ustaliłem, iż nie udało się wydusić zeznań, że pistolet dostał od Jarosława Kaczyńskiego. Pomyślmy - jakże pięknie byłoby, gdyby okazało się, że to ten sam „mały pistolecik”, którym onegdaj Srogi Jarosław miał straszyć w windzie Umiłowanego Donalda... (Poszlaka: „...tylko za małą broń miałem”) Moja rada, partacze – przekażcie gościa prawdziwym fachowcom, tym z zaprzyjaźnionej Łubianki. Putin przed wizytą gospodina Miedwiediewa nie odmówi drobnej, kumpelskiej przysługi. W zamian sprzeda się Rosnieftowi Lotos i będzie git.

***

Jak wygląda blogerskie śledztwo w moim wykonaniu? Siadam przed komputerem, zaglądam w bezdenną otchłań swojego umysłu... i atakuję klawiaturę. Przypuszczam, że nie różni się to zbytnio od większości „śledztw dziennikarskich”, szczególnie tych prowadzonych według schematu: „jak dowiedzieliśmy się od anonimowego informatora...”. Tyle, że otchłanie ich umysłów są jakby bardziej bezdenne. W końcu to zawodowcy.

***

Ryśkowi C. można by podrzucić do celi Szalonego Stefana „eliminatora” Niesiołowskiego. Niech sobie pogadają na kwadracie. Porównując opętańcze monologi pana wicemarszałka z bełkotem pakowanego do suki mordercy, można śmiało stwierdzić, że chłopaki znaleźliby wspólny język. Dzielą wszak wspólne, eliminatorskie zainteresowania.

***

Jak wiadomo, Szalony Entomolog ogłosił onegdaj, że jego misją jest wyeliminowanie braci Kaczyńskich z polityki. Proponuję, by na drzwiach biura poselskiego umieścił wywieszkę dla następców Ryszarda C. „Eliminator udziela profesjonalnych porad w godzinach...” Jakby co, można będzie wyjaśnić, że chodzi o metodykę przyszpilania różnych żuczków i motylków do korkowej tablicy. Na żywca.

***

W ramach kolejnego blogerskiego śledztwa ustaliłem, że zdePiSizowana TVP ma zatrudnić Agnieszkę Kublik na stanowisku ober-kadrowej. Jak powiedział anonimowy rozmówca w mojej głowie: „Co ma kobieta harować za frajer i to na dodatek, dla niepoznaki, w innej redakcji.”

***

Z tego Michnika to jednak kawał perfidnego parcha. Mówiąc, że dla Pawła Lisickiego znalazłoby się miejsce w „Wyborczej”, podarował mu klasyczny „pocałunek śmierci”. Musiał wiedzieć, że po czymś takim wiarygodność naczelnego „Rzepy” spadnie w oczach prawicowych czytelników do zera. Taki chwyt poniżej pasa wobec konkurencyjnej gazety... A fe, wstyd, panie Adamie.

***

Tymczasem „Rzepa” pozostaje wierna swojemu kursowi – tak, jak sympatyzowała z pisowskimi „liberałami”, tak teraz dzielnie wspiera ich w secesjonistycznych poczynaniach. To, że rozłam nastąpił na wzór najgorszych koszmarów z lat 90-tych, z czasów operacyjnej dezintegracji prawicy, umyka jakoś uwadze opiniotwórczej gazety. Momentami można wręcz odnieść wrażenie, że czołowi publicyści bardzo uważają, by owych podobieństw nie dostrzec. Kto obecnie odgrywa rolę płk. Lesiaka dowiemy się pewnie jak zwykle – o wiele za późno, tzn. wtedy, gdy z tej wiedzy nie będzie już nic w praktyce wynikało.

***

Na łamach tejże „Rzepy” Waldemar Kuczyński pod troskliwym okiem Pawła Lisickiego pielęgnuje swe szaleństwo, oznajmiając, że boi się przebudzenia narodu. Ja jestem ciekaw jakby wyglądało przebudzenie Waldemara Kuczyńskiego z dręczącej go maligny.

***

Znów z „Rzepy”: Kuczyński kontynuuje eksplorację bezmiarów własnego obłędu obwieszczając, że w sprawie stanu wojennego Jaruzelski miał swoje racje i w ogóle to odpieprzcie się od Generała. To akurat nic nowego, tyle że takie okołorocznicowe „cósie” ukazywały się do tej pory raczej w „Wyborczej”. Kuczyński jednak postanowił pójść dalej. Spójrzmy i nacieszmy oczy: „(...)Ale i On (to o Jaruzelskim – G.G.) miał ją także, bo ...” Pamiętajmy zatem: od tej pory o Generale piszemy wyłącznie z Wielkiej Litery. Panie Lisicki, ta „Wyborcza” chyba coraz bliżej, prawda?

***

„Rzeczpospolitej” zrobiło się na tyle łyso, że pod tekstem umieściła „na alibi” żenujący komentarzyk: „Pisownię wyrazów dużą literą pozostawiliśmy zgodnie z oryginałem Waldemara Kuczyńskiego”. Ale i tak, jak ustaliłem (w ramach blogerskiego śledztwa, oczywiście) rozanielony redaktor Lisicki krążył po newsroomie śpiewając w uniesieniu: „Generał Wojciech miał rację!...” i namawiając przy okazji każdego kto się nawinął do stworzenia okolicznościowego chóru. Podobno szarpał gorączkowo przedstawicieli grona redakcyjnego za mankiety, kręcił guziki u marynarek i, ogólnie, zachowywał się obrzydliwie. Ofiar śmiertelnych nie stwierdzono, niemniej warto odnotować kolejne potwierdzenie tezy, że szaleństwo bywa zaraźliwe.

***

Tekst Obłąkanego Waldemara traktował m.in. o głębokiej zasadności zaproszenia Generała na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. W sumie, czemu nie? Jakie państwo, taki prezydent a jaki prezydent, tacy doradcy. Przed wyborami prezydenckimi były podwładny Jaruzelskiego, generał Dukaczewski wyznał, że chłodzi szampana w oczekiwaniu na zwycięstwo Komorowskiego. Powiem tak: w normalnym kraju nie powinno być żadnego liczącego się kandydata na którego ktoś taki jak Dukaczewski mógłby czekać z szampanem.

***

No, a skoro doszło już do wizyty Generała u prezydenta, to grzeczność nakazuje rewizytę. Sądząc po tekście Kuczyńskiego, 13 grudnia będzie jak znalazł. Jeśli śnieg dopisze, prezydencka para zajedzie z kuligiem: zwyczajnie, jak to do pana brata. Niech zgromadzona pod willą swołocz ze swymi zniczami i transparentami zobaczy jak bawi się szlachta. Michnik z Urbanem będą robili za chałaciarskich arendarzy i polewali panom braciom wódki. Ku chwale demokracji. Szlacheckiej.

***

Że co? Że urągam pamięci I RP? Fakt, Jaruzelski niepijący. Cóż, jakie czasy, taka szlachta. Nic to – tacy arendarze jak Urban i Michnik sami mogą obalić wiadro pejsachówki. A i „hrabia” Komorowski starozakonnym towarzystwem nie pogardzi. Cóż, jakie czasy... a tak, już to mówiłem.

***

Może zgromadzonemu pod oknami generalskiej willi „bydłu” będzie dane zajrzeć choć na chwilę do środka. Zobaczą wtedy scenę niczym z finału „Folwarku Zwierzęcego”: nie odróżnisz czerwonej świni od człowieka.

Gadający Grzyb

Pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl