Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wojciech Jaruzelski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wojciech Jaruzelski. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 marca 2016

Ujawnić „szafy III RP”!

Dosyć fałszywych proroków i samozwańczych strażników tajemnic, arbitralnie reglamentujących „maluczkim” dostęp do wiedzy.

 

Ujęła mnie informacja, że Kiszczak, nosząc się w 1996 roku z zamiarem przekazania teczek „Bolka” do Archiwum Akt Nowych dołączył do nich list z prośbą, by dokumenty odtajniono najwcześniej pięć lat po śmierci Wałęsy. Prawdziwy człowiek honoru, nie ma co. Niestety, stara Kiszczakowa, jako osoba o „stonowanej inteligencji” nie doczytała i teraz mamy pasztet – szarganie świętości i brukanie autorytetów. Doszło do tego, że nawet „Wyborcza” przestała iść w zaparte i na obecnym etapie (stan na 23 lutego) popiskuje już tylko, by zaczekać na analizę grafologiczną, ale i tak Wałęsa wielki jest i basta, niezależnie od tego, czy coś tam podpisał i kapował, czy też nie. Ja tę samobójczą w gruncie rzeczy strategię, mogącą skutkować jedynie w przypadku najbardziej zagorzałych wyznawców sekty z Czerskiej, nawet rozumiem. Bo kto wie, na jakie jeszcze „legendy” znajdą się stosowne dokumenty, stawiając w nowym świetle ich postawy, wybory i decyzje zarówno za PRL-u, jak i w III RP? Czy nasza młoda demokracja nie okaże się przypadkiem wydmuszką rządzoną z szafy, a tabuny autorytetów pacynkami poruszanymi przez bandę ubeków, którzy zapobiegliwie zdeponowali w różnych skrytkach swoje „polisy ubezpieczeniowe”? Generalnie, nie chciałbym być w skórze naszych „skarbów narodowych”, których trochę przecież jeszcze żyje, a ci co zmarli wszak również bywają eksploatowani na użytek narracji o największym polskim sukcesie w dziejach, w ramach którego obalone w Magdalence flaszki przełożyły się na „obalenie komuny”.

Źle by się jednak stało, gdyby sprawa teczek Wałęsy i oddanie sprawiedliwości wszystkim tym, którzy przez minione lata wbrew różnym szykanom i naciskom stali po stronie prawdy, przesłoniły nam szerszy wymiar wydarzeń. Krótko mówiąc, nie wyobrażam sobie, by na archiwum Czesława Kiszczaka się skończyło. Raz - dlatego, że nawet nie przetrzepano willi generała, zadowalając się tym, co wręczyła wdowa, dwa – że pojawiają się kolejne doniesienia o przechowywanych tu i ówdzie dokumentach. „Do Rzeczy” poinformowało niedawno, że były bliski współpracownik Kiszczaka wskazał miejsce „na terenie chronionym przez wojsko” w którym przed laty pomagał mu ukryć kartony z różnymi papierami, które „zajęły małą ciężarówkę”. Z kolei „Fakt” donosi o archiwach gen. Jaruzelskiego przekazanych przez jego córkę Fundacji Archiwum Dokumentacji Historycznej PRL zarządzanej przez doborowe grono – Monikę Jaruzelską, Ryszarda Strzeleckiego-Gomułkę (syna „Wiesława”) i byłego wiceszefa Sztabu Generalnego LWP gen. Wacława Szklarskiego. Fundacja z kolei zdeponowała materiały (ok. 2000 teczek) w bibliotecznym magazynie przy Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku. Zważywszy na to, że w swoim czasie Jaruzelski bez ogródek groził, iż z różnych okrągłostołowych głów „mogą pospadać aureole”, należy te akta czym prędzej przejąć, nim będzie za późno.

Konieczne jest wszczęcie szeroko zakrojonego postępowania w sprawie „szaf III RP” - czyli dokumentów mogących być w posiadaniu byłych partyjnych i mundurowych dygnitarzy. Tłumaczeń o braku podstawy prawnej do przeszukań w domach esbeków i peerelowskich prominentów zwyczajnie nie kupuję. Przypominam o Art. 276 Kodeksu Karnego definiującym jedno z przestępstw przeciw dokumentom: „Kto niszczy, uszkadza, czyni bezużytecznym, ukrywa lub usuwa dokument, którym nie ma prawa wyłącznie rozporządzać, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”. Proszę więc nie mydlić oczu „brakiem podstawy prawnej” - potrzeba jedynie woli działania. Tyczy się to również zbioru zastrzeżonego IPN oraz aneksu do raportu ws. rozwiązania WSI.

No i właśnie z ową wolą działania może być najtrudniej. Pamiętajmy, że szef IPN, pan Łukasz Kamiński bite dwa tygodnie zbierał się na odwagę, by udzielić audiencji wdowie po Kiszczaku – lub czekał na czyjeś polityczne zezwolenie. W tym tempie, różni ubecy będą mieli dość czasu, by zniszczyć lub ukryć wykradzione papiery. Powtarzam – niezbędne są masowe rewizje, przejęcie i upublicznienie wszelkich znalezionych archiwów – niezależnie od tego, co zawierają. Nawet, jeśli – piszę hipotetycznie - okaże się, że znajdą się papiery na ludzi stojących dziś po „naszej” stronie barykady. Ważną lekcją i przestrogą winna być tu sprawa prof. Kieżuna – kreowanego na autorytet, którego uwikłanie zostało, przypomnijmy, ujawnione dopiero w ramach wojenki między dwiema redakcjami. Nie wolno dopuścić, by podobne sytuacje się powtórzyły – inaczej wciąż życiem publicznym będą trzęsły, ujawniane od przypadku do przypadku, różne esbeckie „szafy”. Dosyć fałszywych proroków i samozwańczych strażników tajemnic, arbitralnie reglamentujących „maluczkim” dostęp do wiedzy. Trzeba z tym skończyć – natychmiast.

*

A poza tym:

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:

„Wojna o prof. Kieżuna”

„Śmierdząca sprawa”

„Wizyta strasznej pani”

„Abp Wielgus – ofiara okoliczności?”

Zapraszam na „Pod-Grzybki” ------->http://warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/3396-pod-grzybki-czyli-agent-0-700-nadaje

Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 8 (26.02-03.03.2016)

środa, 8 lipca 2015

Ogłoszenie o naborze do zorganizowanej grupy przestępczej

...o charakterze zbrojnym

Niniejszym ogłaszam zaciąg do grupy przestępczej o charakterze zbrojnym. Celem Grupy będzie przechwycenie władzy w kraju przy pomocy zamachu stanu oraz zabezpieczenie tejże poprzez wprowadzenie stanu wojennego. W dalszej kolejności przewiduje się m.in. przestępstwa gospodarcze na wielką skalę, tworzenie sitw przejmujących poszczególne segmenty gospodarki narodowej ze szczególnym uwzględnieniem sektorów energetycznego, bankowego, wymiany handlowej z zagranicą, wyprowadzanie pieniędzy pochodzących z działalności Grupy do bezpiecznych państw, terroryzowanie ludności za pomocą rozbudowanego aparatu represji, zabójstwa polityczne, a także systemową inwigilację i rozpracowywanie operacyjne społeczeństwa. Jednocześnie Grupa prowadzić będzie szeroko zakrojoną akcję werbunkową mającą na celu pozyskanie możliwie licznej siatki konfidentów ulokowanych we wszystkich kluczowych obszarach życia publicznego, ze szczególnym uwzględnieniem mediów, sądownictwa, zakładów pracy, administracji, wszelkich organizacji oraz wszędzie tam, gdzie uznamy za potrzebne lokowanie naszej agentury.

Pragnę zapewnić przyszłych szanownych Kolegów (a może i Koleżanki?), iż aktywność tego rodzaju, mimo że formalnie stanowi przestępstwo z art.258 Kodeksu Karnego zagrożone karą od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności, w rzeczywistości obarczona jest minimalnym ryzykiem. Sam zresztą, jako przywódca Grupy, będę ryzykował stosunkowo najwięcej – karę pozbawienia wolności od 1 roku do 10 lat. W praktyce jednak mogę zagwarantować wszystkim chętnym bezkarność i dostatnie życie aż do śmierci.

Jak bowiem wiadomo z najnowszej historii, podobny związek przestępczy, przekształcony następnie w juntę, założył gen. Wojciech Jaruzelski wraz ze swymi współpracownikami – generałami Czesławem Kiszczakiem, Florianem Siwickim, Tadeuszem Tuczapskim, płk. Eugenią Kemparą, Emilem Kołodziejem, a także Stanisławem Kanią. Spośród nich Stanisław Kania został uniewinniony, wobec Eugenii Kempary umorzono postępowanie, Emil Kołodziej został uznany „winnym”, lecz zmarł nie niepokojony w 2014, gen. Florian Siwicki również umarł spokojnie ze starości w 2013 i pochowany został z honorami na Powązkach, podobnie zresztą jak zmarły w 2014 capo di tutti capi - Wojciech Jaruzelski, któremu towarzyszyła stosowna do jego pozycji pogrzebowa feta. Gen. Tadeusz Tuczapski zmarł nieco wcześniej, bo w 2009. Słowem, wszyscy sobie żyli aż do samej śmierci i jedyne co mogło ich spotkać, to stawiennictwo od czasu do czasu przed niezawisłym sądem, po to, by tenże rozumiejąc powinność swej służby mógł stwierdzić zły stan zdrowia, odroczyć sprawę, zawiesić postępowanie, umorzyć itp.

Pragnąłbym ponadto zwrócić uwagę, że wszyscy Czcigodni Zmarli prekursorzy naszego przedsięwzięcia, których przykład i drogi życiowe natchnęły mnie do niniejszej inicjatywy, odeszli od nas w sędziwym wieku, co wystawia jak najlepsze świadectwo opiece medycznej przynależnej członkom zorganizowanej grupy przestępczej, a także świadczy o dostatku, jakim otoczeni byli w jesieni życia. Potencjalni chętni do członkostwa w Grupie niech wezmą więc pod uwagę, iż stanowi ono najpewniejszą formę zabezpieczenia na starość.

Jedynym smutnym wyjątkiem jest gen. Czesław Kiszczak. Jego dosięgnęło ramię tzw. sprawiedliwości, wymierzając prawomocnym wyrokiem karę 2 lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na pięć lat. Pan generał będzie się musiał teraz pilnować, bo jeżeli w ciągu najbliższych pięciu lat znów weźmie udział w związku przestępczym o charakterze zbrojnym i wprowadzi stan wojenny, to już nieodwołalnie pójdzie siedzieć. Ale cóż – jak mawiają, nie ma róży bez kolców.

Przyznacie jednak Państwo, że powyższe dolegliwości są akceptowalne w perspektywie wszechstronnych korzyści płynących z udziału w grupie zbrojnej. Przedsięwzięcie to charakteryzuje się niskim wskaźnikiem ryzyka i wysoką stopą zwrotu, nie wspominając już o takich niematerialnych gratyfikacjach, jak zaliczenie w poczet ludzi honoru przez autorytety, oraz funeralny splendor oznaczający szacunek współczesnych i przyszłych pokoleń – bo w końcu, pieniądze to nie wszystko, nieprawdaż? Ponadto, udział w grupie przestępczej o charakterze zbrojnym skutkuje profitami również dla progenitury uczestników, o czym każdy odpowiedzialny rodzic, mając na uwadze dobro swego potomstwa, winien pamiętać. Jak dowiadujemy się z pouczającego cyklu „Resortowe dzieci”, przynależność do Grupy daje poczucie stabilizacji materialnej, bezpieczeństwa socjalnego i możliwość robienia kariery nawet w trzecim pokoleniu – jest to zatem inwestycja długofalowa, obliczona na dziesięciolecia, a może i jeszcze dłużej.

Kończąc, podkreślam, że zależy mi na osobach rzutkich, zdeterminowanych i myślących perspektywicznie – CV i listy motywacyjne przyjmuję zarówno poprzez facebookowy profil „Warszawskiej Gazety”, jak i mój. Liczę na odzew – Gadający Grzyb.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Zapraszam na „Pod-Grzybki” -------> http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/1992-pod-grzybki-10

Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 27 (03-09.07.2015)

środa, 4 czerwca 2014

13 Grudnia na Powązkach

Nie wolno zaprzestać demonstracji w kolejne rocznice wprowadzenia stanu wojennego. Tyle, że miejsce powinno być już inne – grób Jaruzelskiego na Powązkach.

I. O Jaruzelskim tylko dobrze, albo wcale

Jestem przeciwnikiem bezwzględnego stosowania zasady „o zmarłych dobrze, albo wcale”. Odnosić się ona powinna jedynie do osób prywatnych, z całą pewnością natomiast nie do osób publicznych, które sprawując swe funkcje wpływały na losy całych zbiorowości. Gdyby bowiem stosować przywołaną zasadę literalnie doszlibyśmy do absurdu, kiedy to nie wolno powiedzieć złego słowa o Stalinie, czy funkcjonariuszach NKWD strzelających w tył głowy oficerom w Katyniu. Tymczasem, za pomocą tego obłudnego sloganu dziś usiłuje się nam zatkać usta przed próbą choćby symbolicznego, pośmiertnego rozliczenia „towarzysza generała” z popełnionych łajdactw, zdrad i zbrodni.

Sowieckiemu generałowi w polskim mundurze udało się uciec przed ziemską sprawiedliwością, co było zresztą niemal nieskrywaną taktyką procesową przyjętą przez wymiar sprawiedliwości III RP – przeciągać wszelkie postępowania tak długo, aż umrze. Obecnie zaś aparat propagandy III RP przeszedł do fazy drugiej – operacji świeckiej kanonizacji Wojciecha Jaruzelskiego. Gdy piszę te słowa, w rządowej telewizji zwanej „publiczną” leci duszeszczipatielnyj film Teresy Torańskiej „Noc z generałem”. Jest noc z 12 na 13 grudnia 2000 roku, przed willą Jaruzelskiego odbywa się demonstracja, płoną znicze, w środku zaś pani z „Wyborczej” przeprowadza łzawą pogaduszkę z byłym sowieckim namiestnikiem w Warszawie. Generał łamiącym się głosem opowiada o swoich rozterkach i psychicznych prześladowaniach, których pada ofiarą ze strony nienawistników oraz IPN-u. Niestety, tego typu tandetne szantaże emocjonalne bywają zaskakująco skuteczne i urabiają percepcję masowego odbiorcy. Proszę zwrócić uwagę – nie puszczono choćby filmów Grzegorza Brauna „Towarzysz generał”, czy „Towarzysz generał idzie na wojnę”. Przekaz jest jasny – o Jaruzelskim dobrze albo wcale.

II. Świecka kanonizacja generała

Proces świeckiej kanonizacji Wojciecha Jaruzelskiego w obrządku III RP przebiega jednak wielotorowo, operacja medialna na mózgach Polaków jest tylko jedną z wielu odsłon. Równie ważkie, jeśli nie ważniejsze znaczenie ma symbolika pochówku na Powązkach Wojskowych z państwowym ceremoniałem zaordynowana w podskokach na życzenie rodziny przez Kancelarię Prezydenta RP. W sumie można było się tego spodziewać – wszak Komorowski nie bez przyczyny uchodzi za człowieka postsowieckiej wojskówki, który jako jedyny z PO głosował przeciw rozwiązaniu WSI, który nie czekając na oficjalne potwierdzenie śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego dobrał się do sejfu z aneksem do raportu o rozwiązaniu WSI, na którego wyborcze zwycięstwo czekał z butelką szampana sam gen. Dukaczewski i który zaprosił właśnie Jaruzelskiego na posiedzenie BBN-u. Teraz po praz kolejny potwierdził swą lojalność wobec prawdziwych władców Polski i ojców-założycieli III RP, przystając na uroczysty, państwowy pochówek ich patrona.

Pogrzeb na Powązkach ma jeszcze jeden symboliczny aspekt. Nie bez przyczyny piszę o symbolach, mają one bowiem walor konstytuujący świadomość zbiorową. Oto poprzez pogrzeb z honorami oficjalnie utrwala się w przestrzeni publicznej mit założycielski III RP – „siły umiaru i rozsądku” wywodzące się „z obu stron historycznego podziału” dokonały „pokojowej transformacji” pod patronatem „człowieka honoru” generała Jaruzelskiego, który wedle Michnika w ten sposób miał zmazać wszystkie swe dotychczasowe winy – nawet antysemicką czystkę w LWP, co zapewne komukolwiek innemu nie uszło by na sucho. Wyjątkowo ponuro w tym kontekście wygląda zaangażowanie Kościoła w tę funeralną groteskę. Kościoła, który dziś zdaje się nie pamiętać nie tylko o świeckich, ale nawet duchownych ofiarach moskiewskiego oprawcy. Prócz bł. ks. Popiełuszki, byli to księża Niedzielak, Zych, Suchowolec i wielu innych, którzy cudem uniknęli śmierci, jak ks. Isakowicz-Zaleski, czy ks. Małkowski. Nic to – postanowiono, że naczelny zwierzchnik esbeckich oprawców ma przejść do historii w glorii ojca-założyciela polskiej demokracji, a towarzyszyć będzie temu pełna kościelna celebra ze mszą w Katedrze Polowej włącznie. Taka ma być zbiorowa pamięć Polaków wedle wytycznych Obozu Beneficjentów i Utrwalaczy III RP i taka właśnie dyrektywa zostanie przyklepana łopatą grabarza w piątek 30 maja 2014 roku na Powązkach. Zapamiętajmy tę datę, stanowi bowiem ona jasny drogowskaz dla wszelkiej maści zdrajców i sprzedawczyków.

III. 13 Grudnia na Powązkach

Na tych samych Powązkach znajduje się „Łączka” na której wydobywa się kości polskich bohaterów narodowych – tych samych, których zwalczała m.in. Informacja Wojskowa z młodym, ambitnym agentem „Wolskim”. W pobliżu grobu Jaruzelskiego znajduje się grób płk. Kuklińskiego – człowieka, który ocalił świat przed atomową zagładą III wojny światowej. Ale z drugiej strony, towarzysz generał przytuli się po śmierci do swych komunistycznych komilitonów – Bolesława Bieruta czy Zygmunta Berlinga. Trudno o lepszy dowód na aksjologiczną schizofrenię współczesnej Polski.

Wybaczyć zbrodnie można jedynie na gruncie prawdy i skruchy winowajcy. Inaczej mamy do czynienia z promocją łajdactwa, rozzuchwalającą potencjalnych następców. Pisząc te słowa nie wiem jaki przebieg będzie miał pogrzeb czerwonego satrapy i czy dojdzie do jakichś prób manifestacji sprzeciwu. Wiem jedno - nie wolno zaprzestać demonstracji w kolejne rocznice wprowadzenia stanu wojennego. Tyle, że miejsce powinno być już inne. Zamiast pod willą Jaruzelskiego przy ulicy Ikara 5, znicze i transparenty powinny się od tej pory pojawiać się co roku w nocy z 12 na 13 grudnia w pobliżu kwatery A4 na warszawskich Powązkach Wojskowych, gdzie zakopane będą prochy mundurowego mordercy. Inaczej amnezja faktycznie może zwyciężyć w świadomości naszych rodaków. Jak już napisałem, symbole są ważne, o czym dobrze wiedzą chociażby moskiewscy zwierzchnicy generała, walczący o zachowanie w polskiej przestrzeni publicznej pomników swej dominacji.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Artykuł opublikowany w tygodniku „Polska Niepodległa'' nr 22 (02.06-08.06.2014)

czwartek, 16 lutego 2012

Gnoje


Napatrzmy się, jak pseudo-legalistycznym bełkotem można przykryć każde zaprzaństwo, zaś płk Kuklińskiego przemianować na wyrzutka.

I. Profanacja

Kilka dni temu (11.02.) doszło do dewastacji popiersia płk Ryszarda Kuklińskiego, stojącego w Alei Wielkich Polaków w krakowskim Parku Jordana. Do podobnego aktu doszło w rocznicę stanu wojennego, nocą z 12 na 13 grudnia zeszłego roku.

Łajno wyłazi z człowieka właśnie w takich chwilach. Przepraszam, ale trudno inaczej odnieść się do wymalowania na pomniku w rocznicę śmierci tego wybitnego Polaka i Patrioty celtyckiego krzyża, symbolu falangi i koślawych napisów „CIA” oraz „zdrajca”. Nie mam tu zamiaru wyłuszczać jaka jest różnica między wypowiedzeniem posłuszeństwa zbrodniczemu, komunistycznemu reżimowi a zdradą. Historia działalności płk Kuklińskiego i jego roli w otwarciu Zachodowi oczu na rzeczywiste plany i agresywny charakter Układu Warszawskiego jest od dawna powszechnie znana – podobnie jak cena, którą zapłacił za swój dramatyczny wybór. Jeśli fakty nie przekonały kogoś do tej pory, to próżny mój trud.

II. Maoistyczna Falanga

Warto natomiast odnieść się przy tej okazji do sprawców i tych, którzy im przyklaskują. Do profanacji niemal wprost przyznała się małopolska „Falanga”, zamieszczając na swej stronie oświadczenie sformułowane ze względów procesowych tak, by nie można było go potraktować jako dowodu w sprawie. (przykładowe cytaty: „Cieszy nas, że temu sprzeciwowi wobec kultu zdrajcy, mającego być w oczach różnych środowisk usprawiedliwieniem serwilistycznej postawy wobec USA i NATO, towarzyszy użycie symboli polskiego (falanga) i europejskiego (krzyż celtycki) nacjonalizmu.” oraz „Kimkolwiek byli sprawcy nazwania zdrajcy zdrajcą, popieramy ich stanowisko i pozdrawiamy na sposób rzymski, z tradycyjnym zawołaniem: Czołem Wielkiej Polsce!”).

Jako ciekawostkę podam, iż ci, pożal się Boże, „falangiści” od 2010 roku współpracują... z polskimi maoistami (tak!) funkcjonującymi najpierw pod nazwą Rewolucyjnej Lewicy Komunistycznej, przemianowanej następnie na Organizację Czerwonej Gwardii im. Kazimierza Mijala (przyjmowani są zresztą chętnie w ambasadzie Korei Północnej). Obie bandy – czarnokoszulowcy z maoistami - urządzają sobie wspólne demonstracyjki, podczas których piętnują „imperialistów”, jak ta w 2010 roku pod ambasadą USA przy okazji rocznicy powstania NATO. Już za sam taki „czerwony sojusz” przedwojenni RNR-owcy obiliby tych gnoi pałami. Przynajmniej ci, którzy po wojnie nie przeszli na żołd komuny.

III. Endokomuna

A skoro już jesteśmy przy czerwonych. Osobną sprawą jest zachowanie endokomuny z portalu konserwatyzm.pl (a raczej – „konserwatyzm.PRL”) . Doprawdy, nie pojmuję co trzeba mieć we łbie, jaką zas...ą sieczkę, by pod notką o zbezczeszczeniu pomnika zamieścić taki oto redakcyjny komentarz:

„Jakkolwiek nie popieramy idei dewastacji pomników (czyichkolwiek), to fakt, że ludzie jeszcze pamiętają, że PRL była jednak Państwem Polskim a Kukliński przysięgał temu państwu wierność, cieszy. [aw]”.

Tak gwoli wyjaśnienia dla niezorientowanych: publicyści portalu „konserwatyzm.PRL” na czele z Janem Engelgardem dość aktywnie przy różnych okazjach wybielają PRL (to jest, przepraszam - „Państwo Polskie”), ze szczególnym uwzględnieniem Jaruzelskiego, zaś Engelgard rocznicę wprowadzenia Stanu Wojennego „uczcił” tekstem o wszystko mówiącym tytule: „Większość Polaków nie wierzy w propagandę IPN”, w którym to dawał wyraz swej satysfakcji, iż „większość Polaków nadal uważa wprowadzenie stanu wojennego za uzasadnione”. Wszystko z pozycji narodowo-demokratycznych (albowiem panowie ci uważają się za jedynych uprawnionych spadkobierców dziedzictwa Romana Dmowskiego), legalistycznych, konserwatywnych i „realistycznych”. W tym kontekście nie dziwi ich reakcja na krakowską profanację, skoro pułkownik Kukliński zrobił kuku ich idolowi – sowieckiemu generałowi w polskim mundurze - i walnie przyczynił się do upadku PRL.

Dodajmy jeszcze przeszłość i zakotwiczenie polityczno-ideowe w środowiskach PAX-owskich, rehabilitację „narodowych komunistów” od Albina Siwaka i tworów w rodzaju ZP „Grunwald”, oraz usprawiedliwianie „politycznym realizmem” kolaboracji w ramach PRON a la Maciej Giertych. Powyższe w naturalny sposób skutkuje antyzachodnim kursem skorelowanym z prorosyjskimi ciągotami i wyraża się chociażby w piętnowaniu „oszołomów od Smoleńska”, którzy godzą w stosunki z ruską neo-kacapią.

IV. „Prawica” postkomunistyczna

Tak więc mamy postkomunistyczną „prawicę”, która śmiało może ścigać się z PZPR-owskim betonem w antyamerykanizmie i prorosyjskości, a z „Wyborczą” w nobilitowaniu sowieckiego satrapy i wyśmiewaniu „religii smoleńskiej”. Tak, tak – napatrzmy się, jak pseudo-legalistycznym, niby-konserwatywnym bełkotem i „realizmem” politycznym można przykryć każde zaprzaństwo, każdą zdradę, zaś pułkownika Kuklińskiego przemianować na wyrzutka, wycierając sobie przy okazji gębę patriotyzmem.

Falangiści głoszą w zasadzie to samo, tylko w sprymitywizowanej formie, dołączając uwielbienie dla wszelkich groteskowych dyktatur w rodzaju Łukaszenki, czy Kadafiego, plus sympatie nacjonal-bolszewickie. No i żydożerstwo, ma się rozumieć. Wedle tej optyki Kukliński był zły, bo „zdradziecko” wysługiwał się „USraelowi” - nie to, co szczery patriota Jaruzelski, który „patriotycznie” robił za sługusa najbardziej ludobójczego systemu w dziejach ludzkości.

Dziwią jedynie dąsy konserwatystów od Wielomskiego i Engelgarda na romans kolegów-falangistów z maoistami. Wszak gnojki w czarnych koszulach tylko wyciągnęły logiczne wnioski z ich własnej politycznej linii.

Gadający Grzyb

wtorek, 13 grudnia 2011

Trzydziesty Trzynasty



Dziś, gdy mija trzydziesta rocznica wypowiedzenia wojny polsko-jaruzelskiej, stwierdzić należy, iż owa wojna bynajmniej się nie skończyła.


I. Kremlowski namiestnik

Mamy kolejną rocznicę wprowadzenia stanu wojennego zroszoną potokiem cynizmu, wydalonym przez chwiejącego się nad grobem czerwonego starca. Tym razem cynizm ów przybrał formę listu, w którym sowiecki generał w polskim mundurze na jednym oddechu przeprasza i stwierdza, że po raz drugi zrobiłby to samo.

Nie wątpię, że zrobiłby. Cała jego biografia, tak klarownie przedstawiona chociażby w filmie „Towarzysz generał” jasno wskazuje, że ten kremlowski namiestnik zaprzedany był swym mocodawcom w stopniu przekraczającym granice zwykłego karierowiczowskiego służalstwa. Należał do NICH i do komunizmu całym swym jestestwem, od chwili, kiedy został skutecznie złamany przez syberyjskie doświadczenia. Od tamtej pory „kwestia polska” miała dla tego człowieka wartość o tyle, o ile mogła być spożytkowana jako część składowa „nierozerwalnych sojuszy”. W momentach gdy „kwestia polska” sojuszowi z Sowietami zagrażała, towarzysz generał wiedział co robić – należało podejmować „dramatyczne decyzje”, spowodowane, oczywiście, „wyższą koniecznością” i strzelać do ludzi. I towarzysz namiestnik te decyzje podejmował. W ten sposób pojmował bowiem komunistyczny patriotyzm, przez którego pryzmat patrzył na swoje służbowe powinności.

Tak właśnie należy rozumieć frazę: „Gdybym w identycznych okolicznościach miał dziś decydować, uczyniłbym to samo”. Takie jest jej niewypowiedziane przesłanie, chyba że przyjmiemy, iż satrapę ogarnęła demencja i uwierzył we własną propagandę o wojnie domowej i groźbie wkroczenia „radzieckich”. Dla porządku przypomnijmy więc, że to on prosił o „zabezpieczenie” - interwencję sowiecką przeciw własnemu narodowi, gdyby coś poszło nie tak. To on, napotkawszy na jednoznaczną odmowę, zdecydował się zdusić „solidarnościową ekstremę” własnymi siłami. To on wreszcie, zadanie wykonał gorliwie i starannie – jak na zaufanego prymusa przystało.

I to on, gdy nadeszły inne wytyczne, zabrał się do przepoczwarzenia ustroju. Na bardziej zgodny z duchem epoki, gwarantując wpływy i dozgonną bezkarność wyznaczonym grupom „aparatu” – plus należytą pozycję dokooptowanym przy okrągłym stole świeżym sojusznikom i starym konfidentom, rekrutowanym przez generała Kiszczaka spośród „konstruktywnej opozycji”. Aby nowy ład spełniał zadekretowane wymogi pluralizmu.

II. Dwie biografie

Za każdym razem gdy myślę o dożywającym swych dni czerwonym starcu (acz, dla higieny, staram się nie myśleć o nim zbyt często) przychodzą mi na myśl słowa Andrzeja Gwiazdy, który powiedział (przytaczam sens wypowiedzi), że Syberia kształtowała dwa rodzaje ludzi: jedni wracali zahartowani jako nieprzejednani wrogowie nieludzkiego systemu i wszystkiego, co się z nim wiązało; inni przeciwnie – powracali złamani, stłamszeni, przekonani o sowieckiej wszechpotędze i bezsensowności oporu.

Ci drudzy stanowili gotowy materiał na „ludzi sowieckich” - niewolników niższej i wyższej rangi z zaszczepionym na stałe, nieusuwalnym genem poddaństwa.

Nie muszę chyba dodawać, że postaci Andrzeja Gwiazdy i Wojciecha Jaruzelskiego stanowią modelowe przykłady obu typów, co w zaistniałych warunkach siłą rzeczy jednego musiało popchnąć do heroicznego sprzeciwu, drugiego zaś wywindować na szczyty niewolniczej hierarchii, która ów sprzeciw dławiła.

Obecnie ten pierwszy ma za sobą lata zapomnienia, „wygumkowywania” z kart najnowszej historii, przyprawiania gęby oszołoma i życia na poziomie materialnym ofiar transformacji, w których imieniu zresztą nieugięcie występował - za co zapłacił wyznaczoną mu przez mainstream III RP cenę wzgardy. Ten drugi dożywa swych dni w spokoju i dobrobycie, otoczony czcią „aparatu” i wdzięcznością całego obozu beneficjentów i utrwalaczy III RP, dla którego stał się patronem lukratywnych przemian.

III. Niedokończona wojna

Dziś, gdy mija trzydziesta rocznica wypowiedzenia wojny polsko-jaruzelskiej, stwierdzić należy, iż owa wojna bynajmniej się nie skończyła. Stan wojenny był warunkiem koniecznym, by stłumić w zarodku odradzającą się polskość, rozumianą jako świadomość istnienia wspólnego dobra i wtłoczyć nadwiślański materiał ludzki na powrót w mentalne koleiny, że tak odwołam się do Ziemkiewicza – polactwa. Temu służyła mroczna dekada lat 80-tych. Bez niej niemożliwy byłby okrągłostołowy przekręt założycielski III RP i jego wszystkie patologiczne konsekwencje z obecną dyktaturą matołów włącznie.

Dlatego...

- rozumiejąc, czemu obóz beneficjentów i utrwalaczy III RP zaprzągł wszelkie możliwe służby i środki, by patroni owego tworu polsko-podobnego zeszli do grobu bez orzeczenia o winie;

- rozumiejąc, iż jedyny realny wybór decydujący o przyszłych losach Polski przebiega między tymi, którzy (świadomie lub nie) wspierają długofalowe konsekwencje 13 grudnia roku 1981, a tymi którzy w owe założycielskie imponderabilia godzą;

- rozumiejąc, dlaczego hołubieni są jedni, a niszczeni drudzy - bez względu na deklarowane kwestie „programowe”, bo nie o „program” tu chodzi, tylko o coś znacznie głębszego;

- rozumiejąc wreszcie, że mamy przeciw sobie całą państwową machinę, wszystkie zasoby ludzkie i materialne pozostające we władzy jawnych i tajnych sieci wzajemnych powiązań;

…winniśmy zrobić wszystko, by ten dogorywający z poczuciem wygranej czerwony starzec nie zwyciężył. By nie zwyciężyło urągliwe przesłanie jego listu, powtarzające z dementywnym uporem zestaw propagandowych bredni.

By zwyciężyło przesłanie z gruntu odmienne. To, które kończy się słowami:

„Bądź wierny Idź”

 

Gadający Grzyb

czwartek, 16 grudnia 2010

Krótko o grudniowych rocznicach


„(...) i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy / przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie (...)”

Po raz kolejny mijają grudniowe rocznice: Stanu Wojennego (13.12.1981), pacyfikacji kopalni „Wujek” (16.12.1981), masakry na Wybrzeżu (17.12.1970). Rocznice te są szczególne. Ich współtwórca i wykonawca (czy to na polecenie politbiura krajowego, czy kremlowskiego) – Wojciech Jaruzelski - nie tylko, jak co roku, został otrzepany z naftaliny i rytualnie okadzony, ale również, za sprawą obecnego Prezydenta III RP, reintrodukowany na polityczne salony. Jako ekspert i mąż stanu. Protestującym próbuje się po raz kolejny zatkać gęby m.in. sybirackim etapem życiorysu tego „sowieckiego generała w polskim mundurze” (R. Reagan).

Nie dam głowy, ale to bodaj Andrzej Gwiazda stwierdził coś w tym stylu (oddaję sens własnymi słowami), że z Syberii wracały dwie kategorie ludzi: jedni byli nieprzejednani, zdeterminowani i utwardzeni w swej nienawiści do sowietyzmu; drudzy, przeciwnie - złamani, przeświadczeni o sowieckiej wszechpotędze, skażeni niewolniczą mentalnością. Do pierwszej kategorii zaliczali się tacy jak Andrzej Gwiazda, do drugiej – osobnicy pokroju młodego Wojtka Jaruzelskiego.

Teraz porównajmy sobie skromne mieszkanko państwa Gwiazdów (i wielu innych działaczy „Solidarności”) z willą Wojciecha Jaruzelskiego. Porównajmy jakość obecności w życiu publicznym „jaskiniowych antykomunistów”, „frustratów”, „oszołomów” napiętnowanych przez dwudziestoletni przemysł pogardy z obecnością publiczną spraszanego na salony sowieckiego generała. Porównajmy sobie haniebne potraktowanie przez niepodległą ponoć Polskę śp. Anny Walentynowicz, która niejednokrotnie nie miała na leki, z wypasionymi emeryturami jej mundurowych niedoszłych zabójców. Przypomnijmy sobie „beneficjentów przemian”, którzy przez ostatnie dwudziestolecie z pełnym pychy i dezynwoltury samozadowoleniem wybaczali „w imieniu tych, których zdradzono o świcie”. Ta prosta konfrontacja mówi wszystko o antymoralnym porządku na jakim zbudowano Trzecią Rzeczpospolitą. Reszta to tylko didaskalia.

Gadający Grzyb

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

piątek, 26 listopada 2010

Pod-Grzybki


Kuczyński o Jaruzelskim: „(...)Ale i On miał ją także, bo ...” Od tej pory o Generale piszemy wyłącznie z Wielkiej Litery.

Niniejszym inauguruję co-jakiś-czasową rubrykę „Pod-Grzybki”. Będę w niej zamieszczał komentarzyki zbyt „chude” na osobne notki, a które w jakiś tam sposób warto uwiecznić. Komentarzyki będą utrzymane w konwencji pół-żartem, pół-serio, a sporadycznie zupełnie serio. Czasem też będzie jazda „po bandzie”. Na początek porcja dubeltowa „Pod-Grzybków” (promocja taka). No to lu:

Dziwnie cicho w sprawie Ryszarda C. W ramach blogerskiego śledztwa ustaliłem, iż nie udało się wydusić zeznań, że pistolet dostał od Jarosława Kaczyńskiego. Pomyślmy - jakże pięknie byłoby, gdyby okazało się, że to ten sam „mały pistolecik”, którym onegdaj Srogi Jarosław miał straszyć w windzie Umiłowanego Donalda... (Poszlaka: „...tylko za małą broń miałem”) Moja rada, partacze – przekażcie gościa prawdziwym fachowcom, tym z zaprzyjaźnionej Łubianki. Putin przed wizytą gospodina Miedwiediewa nie odmówi drobnej, kumpelskiej przysługi. W zamian sprzeda się Rosnieftowi Lotos i będzie git.

***

Jak wygląda blogerskie śledztwo w moim wykonaniu? Siadam przed komputerem, zaglądam w bezdenną otchłań swojego umysłu... i atakuję klawiaturę. Przypuszczam, że nie różni się to zbytnio od większości „śledztw dziennikarskich”, szczególnie tych prowadzonych według schematu: „jak dowiedzieliśmy się od anonimowego informatora...”. Tyle, że otchłanie ich umysłów są jakby bardziej bezdenne. W końcu to zawodowcy.

***

Ryśkowi C. można by podrzucić do celi Szalonego Stefana „eliminatora” Niesiołowskiego. Niech sobie pogadają na kwadracie. Porównując opętańcze monologi pana wicemarszałka z bełkotem pakowanego do suki mordercy, można śmiało stwierdzić, że chłopaki znaleźliby wspólny język. Dzielą wszak wspólne, eliminatorskie zainteresowania.

***

Jak wiadomo, Szalony Entomolog ogłosił onegdaj, że jego misją jest wyeliminowanie braci Kaczyńskich z polityki. Proponuję, by na drzwiach biura poselskiego umieścił wywieszkę dla następców Ryszarda C. „Eliminator udziela profesjonalnych porad w godzinach...” Jakby co, można będzie wyjaśnić, że chodzi o metodykę przyszpilania różnych żuczków i motylków do korkowej tablicy. Na żywca.

***

W ramach kolejnego blogerskiego śledztwa ustaliłem, że zdePiSizowana TVP ma zatrudnić Agnieszkę Kublik na stanowisku ober-kadrowej. Jak powiedział anonimowy rozmówca w mojej głowie: „Co ma kobieta harować za frajer i to na dodatek, dla niepoznaki, w innej redakcji.”

***

Z tego Michnika to jednak kawał perfidnego parcha. Mówiąc, że dla Pawła Lisickiego znalazłoby się miejsce w „Wyborczej”, podarował mu klasyczny „pocałunek śmierci”. Musiał wiedzieć, że po czymś takim wiarygodność naczelnego „Rzepy” spadnie w oczach prawicowych czytelników do zera. Taki chwyt poniżej pasa wobec konkurencyjnej gazety... A fe, wstyd, panie Adamie.

***

Tymczasem „Rzepa” pozostaje wierna swojemu kursowi – tak, jak sympatyzowała z pisowskimi „liberałami”, tak teraz dzielnie wspiera ich w secesjonistycznych poczynaniach. To, że rozłam nastąpił na wzór najgorszych koszmarów z lat 90-tych, z czasów operacyjnej dezintegracji prawicy, umyka jakoś uwadze opiniotwórczej gazety. Momentami można wręcz odnieść wrażenie, że czołowi publicyści bardzo uważają, by owych podobieństw nie dostrzec. Kto obecnie odgrywa rolę płk. Lesiaka dowiemy się pewnie jak zwykle – o wiele za późno, tzn. wtedy, gdy z tej wiedzy nie będzie już nic w praktyce wynikało.

***

Na łamach tejże „Rzepy” Waldemar Kuczyński pod troskliwym okiem Pawła Lisickiego pielęgnuje swe szaleństwo, oznajmiając, że boi się przebudzenia narodu. Ja jestem ciekaw jakby wyglądało przebudzenie Waldemara Kuczyńskiego z dręczącej go maligny.

***

Znów z „Rzepy”: Kuczyński kontynuuje eksplorację bezmiarów własnego obłędu obwieszczając, że w sprawie stanu wojennego Jaruzelski miał swoje racje i w ogóle to odpieprzcie się od Generała. To akurat nic nowego, tyle że takie okołorocznicowe „cósie” ukazywały się do tej pory raczej w „Wyborczej”. Kuczyński jednak postanowił pójść dalej. Spójrzmy i nacieszmy oczy: „(...)Ale i On (to o Jaruzelskim – G.G.) miał ją także, bo ...” Pamiętajmy zatem: od tej pory o Generale piszemy wyłącznie z Wielkiej Litery. Panie Lisicki, ta „Wyborcza” chyba coraz bliżej, prawda?

***

„Rzeczpospolitej” zrobiło się na tyle łyso, że pod tekstem umieściła „na alibi” żenujący komentarzyk: „Pisownię wyrazów dużą literą pozostawiliśmy zgodnie z oryginałem Waldemara Kuczyńskiego”. Ale i tak, jak ustaliłem (w ramach blogerskiego śledztwa, oczywiście) rozanielony redaktor Lisicki krążył po newsroomie śpiewając w uniesieniu: „Generał Wojciech miał rację!...” i namawiając przy okazji każdego kto się nawinął do stworzenia okolicznościowego chóru. Podobno szarpał gorączkowo przedstawicieli grona redakcyjnego za mankiety, kręcił guziki u marynarek i, ogólnie, zachowywał się obrzydliwie. Ofiar śmiertelnych nie stwierdzono, niemniej warto odnotować kolejne potwierdzenie tezy, że szaleństwo bywa zaraźliwe.

***

Tekst Obłąkanego Waldemara traktował m.in. o głębokiej zasadności zaproszenia Generała na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. W sumie, czemu nie? Jakie państwo, taki prezydent a jaki prezydent, tacy doradcy. Przed wyborami prezydenckimi były podwładny Jaruzelskiego, generał Dukaczewski wyznał, że chłodzi szampana w oczekiwaniu na zwycięstwo Komorowskiego. Powiem tak: w normalnym kraju nie powinno być żadnego liczącego się kandydata na którego ktoś taki jak Dukaczewski mógłby czekać z szampanem.

***

No, a skoro doszło już do wizyty Generała u prezydenta, to grzeczność nakazuje rewizytę. Sądząc po tekście Kuczyńskiego, 13 grudnia będzie jak znalazł. Jeśli śnieg dopisze, prezydencka para zajedzie z kuligiem: zwyczajnie, jak to do pana brata. Niech zgromadzona pod willą swołocz ze swymi zniczami i transparentami zobaczy jak bawi się szlachta. Michnik z Urbanem będą robili za chałaciarskich arendarzy i polewali panom braciom wódki. Ku chwale demokracji. Szlacheckiej.

***

Że co? Że urągam pamięci I RP? Fakt, Jaruzelski niepijący. Cóż, jakie czasy, taka szlachta. Nic to – tacy arendarze jak Urban i Michnik sami mogą obalić wiadro pejsachówki. A i „hrabia” Komorowski starozakonnym towarzystwem nie pogardzi. Cóż, jakie czasy... a tak, już to mówiłem.

***

Może zgromadzonemu pod oknami generalskiej willi „bydłu” będzie dane zajrzeć choć na chwilę do środka. Zobaczą wtedy scenę niczym z finału „Folwarku Zwierzęcego”: nie odróżnisz czerwonej świni od człowieka.

Gadający Grzyb

Pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

czwartek, 8 kwietnia 2010

Spawacz leci do Moskwy.


To, że Kaczyński zabierze Jaruzela do Moskwy, rozumiem. Tego, że przywiezie go z powrotem, pojąć nie jestem w stanie.

Niezmiernie ucieszyłem się na wieść, że prezydent Lech Kaczyński zamierza wywieźć generała Jaruzelskiego do Moskwy pod pretekstem obchodów 65-tej rocznicy zakończenia II wojny światowej. Uznałem, że jest to nad wyraz słuszna inicjatywa, może tylko nieco spóźniona. Jakież było moje zdumienie, gdy z rozlicznych mediodajni dowiedziałem się, że Kaczyński zamierza generała Spawacza nie tylko wyekspediować do jego prawdziwej ojczyzny, lecz również przywieźć z powrotem!

I. „Dla nas, partyjniaków…”

Po co? Zachodzę w głowę i nijak nie potrafię znaleźć żadnej sensownej odpowiedzi. Cała moskiewska rejza przestaje w takiej sytuacji trzymać się kupy. Wszak już Michał Diomko vel Mieczysław Moczar stwierdził, że „Dla nas, partyjniaków, prawdziwą ojczyzną jest Związek Radziecki”, więc logicznym wydaje się, że odstawiwszy ŚlepoWRONa na łono moskiewskiej ojczyzny, prezydent zostawi go tam, by dokonał w spokoju swych dni, obsypany zaszczytami przez wdzięcznych mocodawców, albowiem „wart jest robotnik zapłaty swojej”.

Tymczasem, Lech Kaczyński postanowił zawlec nieszczęsnego starca z powrotem do Polski (i to nawet już nie do końca Ludowej), gdzie ten niechybnie nadal będzie nękany procesami, manifestacjami pod domem w kolejne rocznice najbardziej patriotycznego aktu w swej karierze, tudzież narażony na inne despekty, których nie osłodzą nawet wiernopoddańcze hołdy semper fidelis SLD, Tomasza Lisa, czy innej Moniki Olejnik.

Oczywiście, jenerał nie zostanie skazany za żaden ze swych patriotycznych uczynków (założywszy, że jego ojczyzną, zgodnie z cytowanymi powyżej spiżowymi słowami Moczara, był ZSRR, cała długa i trudna służba herbowego Namiestnika jawi się bowiem jako nieprzerwane pasmo niezłomnej działalności pro sowietskaja Patria).

II. „Ślepy miecz”.


Jako się zatem rzekło, jenerał skazany nie zostanie - co to, to nie - albowiem nasze sądy przyswoiły sobie doskonale zasadę pochodzącą z „Chorału 32” Kornela Ujejskiego uczącą, by karać rękę a nie ślepy miecz („O! ręką karaj, nie ślepy miecz!”). Maksymę tę przywołał onegdaj z właściwym sobie familiarnym cynizmem ś.p. Jacek Kuroń na okoliczność procesu komanda zomowców, którzy to patriotyczni bojownicy skutecznie spacyfikowali „kontrę” w kopalni „Wujek”. A któż zaprzeczy, że „sowiecki generał w polskim mundurze” (copyright - Ronald Reagan) był jedynie właśnie takim „ślepym” mieczem w rękach kremlowskich towarzyszy? Polskie sądy musiałyby wpierw skazać pośmiertnie „ręce” - Stalina, Chruszczowa, Breżniewa, Andropowa, Czernienkę i wciąż żyjącego Gorbaczowa, wraz ze wszystkimi żywymi i zmarłymi szefami Układu Warszawskiego.

Jaruzelski, powtórzę po raz trzeci, skazany nie zostanie – ale co wycierpi niesprawiedliwych szykan, jako „ślepy miecz” - to jego. Płacz i zgrzytanie zębów.

III. Kaczorze – zostaw Generała!

Cóż, nie po raz pierwszy wyszedł z Kaczora bezwzględny sadysta, który pokazawszy zdawkowo więźniowi postsowiecką Ziemię Obiecaną i kopuły Kremla, w cieniu których generał Spawacz pragnąłby zapewne niedługo spocząć, jeszcze tego samego dnia weźmie schorowanego starca za kark i odstawi ciupasem pod osobistą kuratelą abarot do pańskiej Polszy. Doprawdy, trudno sowieckiemu człowiekowi, takiemu z krwi i kości, jakim jest Wojciech Jaruzelski, zafundować bardziej wyrafinowaną, psychiczną torturę.

W imię najczystszego humanitaryzmu zaklinam zatem prezydenta Kaczyńskiego, by Jaruzelskiego jednak z Moskwy nie zabierał. Na poważanie godne Dzierżyńskiego „towarzysz generał” chyba nie zasłużył (nie ten rząd wielkości ofiar), niemniej jednak, może wymalują mu konterfekt na ścianie mauzoleum Lenina, by wzorem starożytnych wiernych sług, mógł cieszyć się po śmierci bliskością Faraona.

***

Podsumowując - to, że Kaczyński zabierze Jaruzela do Moskwy, rozumiem. Tego, że przywiezie go z powrotem, pojąć nie jestem w stanie. Bo po cóż innego, logicznie rzecz biorąc, prezydent niepodległej Polski miałby się udawać na post-radzieckie święto, jak nie po to, by odstawić ostatniego Namiestnika do sowieckiej Macierzy?

Chyba, żeby przypisać całą zawieruchę typowo kaczystowskim skłonnościom do małostkowego okrucieństwa (zobaczyłeś, Jaruzelu, swoje Niebo, a teraz wracaj).

Tłumaczenia, że stoi za tym jakaś płytka, przedwyborcza strategia, nie przyjmuję do wiadomości.

Gadający Grzyb

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl