Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sylwester Latkowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sylwester Latkowski. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 lutego 2015

Michnik w basenie, Durczok w tefałenie

Co siedziało w głowie redaktora Latkowskiego i jego podwładnych „obrabiających temat”, że zdecydowali się wyskoczyć z czymś takim?

Dziś nieco lżejszy tekst - taki, z przeproszeniem, trochę o d... Maryni. No, ale uznałem, że wywnętrzę się z kilkoma refleksjami, jako że standardy dziennikarskie ostatnimi czasy nie tyle dotarły do poziomu brukowego, co wręcz ów bruk przebiły wraz z rynsztokiem i z entuzjazmem rozpoczęły próbne odwierty w dołach kloacznych. Obserwuję ten proces z pewną domieszką niezdrowej fascynacji, bo jednak co innego wiedzieć, że media prowadzą nas za rękę wprost do kąpieli w szambie, a co innego obserwować taką kąpiel na własne oczy, jak dzieje się to w przypadku tzw. „durczokgate”. Do niedawna sądziłem, że nic nie przebije okładek lisowego „Newsweeka”, takich jak ta z całującymi się księżmi, niemniej trzeba przyznać, że „Wprost” rzucił konkurencji poważne wyzwanie ze swymi ostatnimi materiałami, że panie, gwiazdor medialny (ale nie powiemy który) molestuje swoje koleżanki (ale nie napiszemy które), gdy tylko zauważy, że te nie założyły majtek.

Zastanawiam się, co siedziało w głowie redaktora Latkowskiego i jego podwładnych „obrabiających temat”, że zdecydowali się wyskoczyć z czymś takim. Spadająca sprzedaż aż tak wymagała odpalenia skandalu, by utrzymać się na powierzchni? Czy też zwyczajnie ktoś im zapłacił? Pojawiły się spekulacje, że chodziło o obniżenie wartości idącego pod młotek TVN-u, przed sfinalizowaniem sprzedaży. W tym drugim przypadku zobaczymy, kto w końcu kupi stację i za ile, oraz jak ostateczna cena ma się do wcześniejszych prognoz – i wtedy będziemy w domu. Bo w to, że redaktor Latkowski nagle doznał wzmożenia moralnego nie uwierzę za żadne skarby. „Opinio communis” o medialnym półświatku jest bowiem taka, że tam wszyscy ze wszystkimi i w różnych konfiguracjach, więc umówmy się, granica pomiędzy romansowaniem a robieniem kariery przez łóżko czy nawet molestowaniem jest nader płynna, a już z pewnością temat nie nadaje się do eksploatowania w konwencji „świętego oburzenia”. Tymczasem ni z tego ni z owego postanowiono wyciągnąć tego nieszczęśnika, zwanego przez internautów „Dupczokiem” i wywlec ludziom przed oczy jego gminne maniery godne, przyznajmy, jakiegoś remizowego maczo, a wszystko wedle opisanej przez Słonimskiego recepty: Jak długo jeszcze władze tolerować będą istnienie całą noc otwartego domu schadzek przy ulicy Kruczej czterdzieści dwa, mieszkania pięć, parter w oficynie na lewo?”.

W całej aferze rozbroiło mnie tłumaczenie Latkowskiego, który oznajmił, że zajął się grillowaniem Durczoka, bo jest to człowiek, który codziennie mówi ludziom jak żyć. No proszę, to ci się moralista znalazł. Czy nie jest to aby ten sam Latkowski, który za pośrednictwem swej gazety również jak najbardziej „mówi jak żyć”, a który ma za uszami sprawę kierowania grupą przestępczą rekietierów i do dziś niewyjaśnione podwójne morderstwo po którym uciekł za granicę, a do Polski wrócił dopiero po umorzeniu śledztwa i nowelizacji kodeksu karnego znoszącą karę śmierci?

Osobną kwestią w tym festiwalu hipokryzji jest reakcja pozostałych mediodajni. Oto Dominika Wielowieyska po tygodniu „grzania” w przestrzeni publicznej tematu przeprowadza z „Dupczokiem” łzawy wywiad, środowiska feministyczne nabrały nagle wody w usta, nadwiślańskie ikony wojującego genderyzmu jakby dostały bielma na oczach, a prof. Środa czy równie zaangażowana prof. Płatek uznały najwyraźniej, że w tej sprawie jednak milczenie jest złotem. A co z konwencją antyprzemocową za przyjęciem której obóz nieubłaganego postępu tak zawzięcie gardłuje? Czy aby nie mamy tu przypadku wykorzystania „stereotypów płciowych” z którymi przy innych okazjach wyżej wspomniane panie tak zawzięcie walczą? No ale wiadomo, że konwencja służyć ma innym celom niż deklarowane i dobro kobiet jest w hierarchii rzeczywistych priorytetów gdzieś na szarym końcu. Założę się, że gdyby rzecz dotyczyła jakiegoś księdza z parafii w Pcimiu Dolnym dobierającego się do gosposi, mielibyśmy do czynienia z medialnym festiwalem co najmniej na miarę „seksafery” w Samoobronie, kiedy to udrapowano na niewinną ofiarę panią, która, mówiąc oględnie, nie grzeszyła zahamowaniami do tego stopnia, że wreszcie po serii nieudanych testów na ojcostwo jej dziecka zmuszona była przyznać, że zwyczajnie nie wie, kto jest szczęśliwym tatusiem. Lecz cóż, w tym przypadku, gdy pojawia się kwestia wiarygodności medialno-politycznego sojusznika u startu gorącego okresu wyborczego...

Zresztą, nie dziwię się dalece posuniętej wstrzemięźliwości personelu „Gazety Wyborczej”, jeśli przypomnimy sobie, że czas jakiś temu tajemnicą poliszynela były ekscesy Adama Michnika mającego ponoć w zwyczaju „testować” stażystki w basenie swego serdecznego kumpla, Jerzego Urbana. Teraz być może już nie to zdrowie, ale przyznajmy, że podobne obyczaje nie są w tym środowisku niczym nadzwyczajnym – ot, Michnik w basenie, Durczok w tefałenie... więc jakże tu pisać w domu wisielca o sznurze?

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

P.S. Już po napisaniu tego tekstu natknąłem się na taką oto hipotezę: Durczok pociął się na tle zawodowym z Jolantą Pieńkowską, wskutek czego ta odeszła z głównego TVN do niszowej, filialnej stacji. Tyle, że Durczok nie przekalkulował wszystkich okoliczności, bowiem mężem Pieńkowskiej jest miliarder Leszek Czarnecki dla którego – przy jego kontaktach i pieniądzach – zrobienie mokrej plamy z telewizyjnego celebryty to pikuś. Czarnecki wynajął więc do mokrej roboty Latkowskiego, który po zebraniu haków odpalił aferę. Tak więc spektakl jakiego jesteśmy świadkami to po prostu pozdrowienia dla pana Kamila od pana Leszka, za złe potraktowanie małżonki...

Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 8 (20-26.02.2015)

niedziela, 6 lipca 2014

Afera Republiki Okrągłego Stołu

Cała nadzieja w tym, że prowokatorzy wyłożą się na własnej prowokacji torując mimowolnie drogę do obalenia obecnego bantustanu.

I. Nic nowego

Jakoś nie potrafię wykrzesać z siebie ekscytacji aferą taśmową, choć na zdrowy rozum powinna ona obudzić we mnie żywsze emocje, stwarza bowiem po raz pierwszy od lat realną szansę na pogonienie kamaryli Tuska wraz z przyległościami. Może to dlatego, że w gruncie rzeczy nie mówi ona nam nic nowego o stanie państwa? Spójrzmy.

O tym, że demokratyczne procedury stanowią jedynie parawan dla mętnych rozgrywek różnych sitw i koterii załatwiających za kulisami własne partykularne interesy, wiemy wszak co najmniej od czasu afery Rywina. O tym, że tzw. elity III RP to banda drobnych krętaczy i kanalii mogliśmy dowiedzieć się chociażby z taśm na których Gudzowaty nagrał „józiolenie” Oleksego, kiedy to okazało się, że po kilku głębszych ze starego komucha wyłazi nagle prowincjonalny ministrant zgorszony kondycją moralną, szemranymi dealami i ogólnym prowadzeniem się swych bliższych i dalszych politycznych znajomych – ze „świętą rodziną” Kwaśniewskich na czele. Że politycy i orbitujące w ich okolicach salony używają knajackiego języka kiedy tylko uważają, że są bezpieczni, między swymi i nie muszą się pilnować – i, generalnie, rynsztok stanowi ich werbalny, środowiskowy, kod rozpoznawczy – wiedzieliśmy za sprawą wszystkich opublikowanych wcześniej nagrań: od wspomnianych Rywina z Michnikiem, czy Oleksego z Gudzowatym, poprzez taśmy Sawickiej, skończywszy zaś na cmentarnych pogwarkach Sobiesiaka z jego politycznymi chłopcami na posyłki przy okazji afery hazardowej.

II. Teoretyczne państwo

Jedźmy dalej. „Polskie państwo istnieje tylko teoretycznie”? To stwierdzenie ministra Sienkiewicza może być odkryciem i szokiem jedynie dla tych, którzy uwierzyli po Tragedii Smoleńskiej, że „polskie państwo zdało egzamin” i łyknęli całą resztę propagandy sukcesu z ostatnimi hucznymi obchodami „najlepszego 25-lecia w naszej historii” włącznie. Swoją drogą, pewnym pozytywem jest, że szef MSW nie odleciał totalnie na fali rządowego piaru i jego świadomość mieści się mniej więcej w ramach rzeczywistości – świadczy o tym również ocena Polskich Inwestycji Rozwojowych. Podobną konstatację o fikcyjności państwa wygłosił zresztą a propos infoafery, zwanej „największą aferą III RP”, Michał Boni mówiąc, że dla zagranicznych koncernów Polska stanowi „przestrzeń neokolonialną”.

Jakichże to jeszcze oczywistości się dowiadujemy? Że państwo ze swymi służbami może po uważaniu przycisnąć „tłustych misiów”, gdy się narażą? Wiele mógłby powiedzieć o tym wyzuty ze swych firm przez aparat państwa Roman Kluska. A może, że władza nie waha się uderzyć „prawem i lewem” w wolność słowa i niezależne media? O tym z kolei mogliby opowiadać dziennikarze „Rzeczpospolitej” i „Uważam Rze” spacyfikowanych na polityczne zamówienie rządu wyrażone podczas śmietnikowej randki Hajdarowicza z Pawłem Grasiem. Że „waadza” zrobi wszystko, by nie dopuścić do zwycięstwa opozycji? Patrz – szkolenia PKW u putinowskiego „czarodzieja” Czurowa, ruskie serwery i doniesienia o fałszerstwach po każdych z ostatnich wyborów.

Mógłbym ciągnąć tę wyliczankę, ale tego co powyżej chyba dosyć by zobrazować, iż nie dzieje się tu nic o czym każdy kto chce wiedzieć nie wiedziałby już wcześniej. Reszta zaś trwała w świadomej ignorancji, z premedytacją nie przyjmując do wiadomości nieprzyjemnych faktów, by nie psuć sobie komfortu psychicznego płynącego z konsumowania resztek z pańskiego stołu – czyli owego mitycznego „historycznego sukcesu”.

III. Afera Republiki Okrągłego Stołu

Na czym więc może polegać siła burząca tego, czego jesteśmy świadkami? Co, mimo braku, jak zaznaczyłem na wstępie, jakiejkolwiek ekscytacji, pozwala mi zachować ostrożny optymizm, że Tusk wraz ze swą zbrodniczą mafią już się po tym ciosie nie podniesie? Przede wszystkim to, że ze względu na rozległość nagranego materiału treść rozmów siłą rzeczy musi po trosze dotykać wszystkich systemowych patologii III RP i może do społecznej świadomości coś się jednak przebije. Nagrania skupiają jak w soczewce wątki obecne we wszystkich aferach z jakimi do tej pory mieliśmy do czynienia – co pokrótce zasygnalizowałem w poprzednich akapitach. W tym sensie mamy do czynienia nie z żadną aferą „podsłuchową”, czy „taśmową” lecz po prostu z „aferą III RP”, czy może raczej „aferą Republiki Okrągłego Stołu”.

Powiedzmy sobie bowiem jasno – cała III RP to jedna wielka afera, począwszy od swego magdalenkowego zarania, aż po dzień dzisiejszy. Aferą jest „republika Okrągłego Stołu” w swym neokolonialnym kształcie. Aferalność owa wynika wprost z jej paktu założycielskiego. Paktu, gwarantującego żerowiska zblatowanym sitwom, które określam zbiorczym mianem Obozu Beneficjentów i Utrwalaczy III RP.

I tu dotykamy drugiego powodu pozwalającego zachować optymizm. Najwyraźniej na zapleczu gwarantującym dotąd trwanie obecnego układu pod polityczną osłoną Donalda Tuska doszło do jakiejś wojenki o wpływy, prawdopodobnie z udziałem sił zewnętrznych – czyli Rosji. Coś jak przy okazji afery Rywina, tylko na większą skalę. Wybór Sylwestra Latkowskiego na publikatora z jego powszechnie znanymi kryminalnymi zaszłościami i różnymi uwikłaniami wyraźnie na to wskazuje. W kraju, którego instytucje pomyślane są jako fasada, struktury tajne i nieoficjalne zawsze są silniejsze od tych jawnych i oficjalnych. Najwyraźniej ktoś postanowił o tym Tuskowi przypomnieć wykorzystując do tego celu Latkowskiego.

Tyle, że coś co miało być kontrolowaną prowokacją rozwijaną w rytmie przekazywanych nagrań, może łatwo wymknąć się spod kontroli - choć reżimowe mediodajnie pomne lekcji Rywina szybko zaczęły dokładać starań, by zwekslować debatę na wątki poboczne i w konsekwencji skutecznie zmęczyć tematem opinię publiczną. Cała nadzieja paradoksalnie w tym, że w fikcyjnym państwie nic nie ma prawa działać normalnie i prowokatorzy wyłożą się na własnej prowokacji torując mimowolnie drogę do obalenia obecnego bantustanu.

Gadający Grzyb

Artykuł opublikowany w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 26 (30.06-06.07.2014)
 

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Pod-Grzybki (odc. 3)


Dziennikarskie szumowiny – łączcie się! Tylko nie zapomnijcie potem umyć rączek.

Łał... To już trzecia odsłona Pod-Grzybków. Chyba popadam w nałóg... Ale nic, lecimy:

I. Z frontu zacieśniania stosunków:

Niby 6 Grudnia ale nie przesadzajmy z tym Świętym Mikołajem. Jego Wspaniałość Prezydent Komorowski z Małżonką czekają na Dziadka Mroza i Śnieżynkę. Albo na chanukowe światełka. A Tusk na Heilige Nicolaus.

***

Jego Wspaniałość Bronisław (z Małżonką) doczekali się! Dziadek Mróz ze Śnieżynką przyjechali! Tyle, że jakoś dziwnie to przebiegało: Dziadek M. gadał łaskawie i rozdawał uśmiechy, zaś towarzysząca mu ferajna ładowała do worów prezenty: a to Lotos, a to przyszły import prądu z Kaliningradu, to znów Możejki...

***

Niemniej, nie ma tego tego złego... Teraz przynajmniej wiadomo: primo - gdzie ten cały Dziadek Mróz się zaopatruje, secundo – co napisał w swym „choinkowym” liściku Władimir Putin odnośnie wyczekiwanych z utęsknieniem prezentów na Czerwoną Gwiazdkę.

***

Do Warszawy, dzień przed wizytą Dziadka Mroza i Śnieżynki (cóż za kłopotliwy nietakt), przyjechali też premierzy Litwy, Łotwy i Estonii. Na tę okoliczność premier Litwy Andrius Kubilius nadmienił coś w stylu, że bardzo mu fajnie, iż Polska ma z Rosją takie dobre, oldskulowe wręcz relacje, tylko... co miał innego powiedzieć?

***

Oczywiście, premier Litwy nie użył określenia „oldskulowy”, ale z pewnością to miał na myśli, gdy tamując łzy musiał pierzchać z Warszawy wraz z premierami Łotwy i Estonii, zanim na Okęciu wylądują mafiozi z Łubianki. Oldskulowość rosyjsko-polskich, dobrosąsiedzkich relacji musiała aż nadto gryźć go po oczach. W końcu to litewski wieszcz narodowy, niejaki „Mickiewiczus”, opisał „Żółtą Księgę” „lepszą niż wasze statuty” w której „pisze co słowo: stryczek, Sybir, knuty”. Nie dziwota, że premierzy Pribałtiki woleli być gdzie indziej.

***

News, który absolutnie nie zainteresował wiodących mediodajni: Rosnieft z Gazprom-Nieftem stworzą konsorcjum i wspólnie wykupią 53% akcji Lotosu należących do Skarbu Państwa. Jak leciało to, jakże oldskulowe, powiedzonko z czasów PRL? „Podzielimy się po równo – Ruskim wszystko, Polsce g...no”.

II. Z frontu opozycyjnych rozterek:

Ludwik Dorn wraca do PiSu. Albo i nie wraca. Dostanie miejsce na liście, albo nie. Może się również spektakularnie obrazić. Zgodnie ze swoją kocią naturą. Ogon do góry i całujcie mnie, frajerzy. Jak to Dorn.

***

Cóż, każdy kociarz tęskni za swym obrażonym kotem. Kociarz Kaczyński zatęsknił na ten przykład za Dornem i próbuje się przeprosić. Na razie są na etapie warunków wstępnych – Dorn obiecał, że nie będzie złośliwie sikał do lakierek Jarosława. Kot Alik będzie zazdrosny. Naleje do lakierek i zwali na Dorna. Kolejny rozłam w PiSie gotowy.

***

Jednak Dorn wraca. Albo i nie. Będzie „autonomicznie współpracował”, czy jakoś tak... Ci z Czytelników, którzy mieli bliżej do czynienia z kotami (i spisywali z nimi umowy), pewnie coś z tego łapią. Dopraszam się o wyjaśnienia.

III. Z frontu rozterek opozycyjno-opozycyjnych:

U Kluzików wielka wrzawa! Jak wygląda wrzawa u Kluzików, zapytacie? Otóż, Kluziki z Muzealnikami ustalają program. Kulturalnie i kolejno mówią co im leży na wątrobach. Niestety, niczego nie ustalili, bo co które zaczyna gadać, to reszta usypia. Podobno debatują tak do tej pory. Ot, i taka to wrzawa.

***

Z ostatniej chwili: Elżbieta Jakubiak walnęła pięścią w stół i zaczęła coś mówić o sprawnym działaniu. Wiecie, takie korporacyjne gadki-szmatki. Podobno Poncyliuszowi pogłębiła się siwizna a Michałowi Kamińskiemu zaczęły odrastać włosy. Ołdakowski wprawdzie cały czas czuwał ale i tak nie kumał o co chodzi.

***

Jest! Ukazała się „Deklaracja Ideowa” Kluzików & Muzealników! Eee, niemożliwe – ktoś musiał to podrzucić na biurka, gdy wszyscy spali.

***

Nie powtarzajcie tego nikomu, ale ponoć Michał Kamiński nie jest już sexi, a i Kluzik-Rostkowska wydaje się być passe... Mózgowcy z WSI24 obmyślają nowy show - „Jak oni się rozłamują II”. Jury: Marek Migalski - agresywny zgryźliwiec, Jacek Żakowski jako obiektywny subiektywista i Kazimiera Szczuka w roli Donalda Tuska (bo podobni). Zgłoszenia tylko z PiSu.

***

Że co? Nagroda? A kto tu mówi o nagrodzie? Ot, podopieszczają was w mediodajniach. Do czasu. A potem fora za dwora. Bezpieka ma dosyć własnych, sprawdzonych, wyrobników.

IV. O różnych takich:

Dziennikarze Jan Osiecki i Tomasz Białoszewski oraz były dowódca pułku specjalnego Robert Latkowski przeprowadzili własne „śledztwo” w sprawie katastrofy smoleńskiej, którego efekty są – cóż za niespodzianka! - idealnie zbieżne z rosyjską wersją. Odsyłam do recenzji Seawolfa na „Niepoprawnych”. Jak wykazało moje blogerskie dochodzenie, reżyser Sylwester Latkowski z Piotrem Pytlakowskim już przygotowują się do ekranizacji „fabularyzowanego dokumentu". Podobno – choć to niewiarygodne - jeszcze prawdziwszego od tego o Blidzie... Dziennikarskie szumowiny – łączcie się! Tylko nie zapomnijcie potem umyć rączek.

***

Podobno na tym niegodziwym świecie istnieje jakaś platforma blogerska banująca użytkowników bez ostrzeżenia i usuwająca znienacka całą zawartość blogów. Ja w to, oczywiście, nie wierzę. Z pewnością jacyś łażący (he, he) po necie podli, mali, zawistni ludzie rozpowszechniają takie haniebne pogłoski. Na wszelki wypadek jednak zapodam linki do instrukcji jak w prosty sposób zarchiwizować sobie zawczasu bloga: klikać tu lub tu.

Gadający Grzyb


pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl