Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łukasz Warzecha. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łukasz Warzecha. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Dlaczego nie kupuję „niepokornych” gazet

Być może klaskaniem mając obrzękłe prawice, znudzony pieśnią prawicowy lud woła o czyny.

Kolejne wyniki sprzedaży tygodników od dłuższego czasu pokazują stały trend spadkowy prasy konserwatywnej i sądzę, że tego zjawiska nie da się wytłumaczyć jedynie dostosowaniem cen do rynkowej rzeczywistości, bądź konkurencją ze strony internetu. Po okresie wzmożenia, gdy prawicowe tytuły takie jak „Do Rzeczy” oraz „wSieci” rzucały wyzwanie „Newsweekowi” czy „Polityce”, a „Gazeta Polska” wyprzedzała „Wprost” nie został nawet ślad. Zmęczenie materiału? Cóż, pozwolę sobie wyłuszczyć moje osobiste powody, które sprawiły, że przestałem kupować „niepokorne” czasopisma już jakiś czas temu, bo podejrzewam, że w swych motywacjach nie jestem odosobniony.

Przede wszystkim istotną rolę odegrało rozmijanie się deklarowanych celów ideowych z codzienną praktyką. Dla „naszych” mediów misja stała się przede wszystkim biznesem. Zaś w biznesie, jak to w biznesie - jest rywalizacja o patriotyczny target sprzedażowy zaostrzająca się dodatkowo wraz z malejącą zasobnością portfeli prawicowych odbiorców. Mogliśmy to zaobserwować chociażby na przykładzie sprawy prof. Kieżuna - i to z obu stron: tej, która go lansowała na anty-Bartoszewskiego wiedząc o jego przeszłości („wSieci”), by za jego pomocą dołożyć konkurencji, jak i tej, która dokonała demaskacji, choć wcześniej, również zdając sobie sprawę z peerelowskich uwikłań profesora, wpuszczała go na swe łamy („Do Rzeczy”). Nie oszukujmy się – spór o historyczny rewizjonizm to było coś o wiele więcej niż walka światopoglądowa.

Z powyższym wiąże się kolejny grzech „naszych” mediów – jest nim arogancja. Ktoś uznał, że można odbiorcom wciskać spreparowany autorytet i że „ciemny lud to kupi”. Na marginesie tej sprawy stwierdziłem, iż od tej pory będę „niepokorne” media czytał niczym „Gazetę Wyborczą” - łapiąc przekaz między wierszami, sprawdzając o czym nas informują i w jakim kontekście, no i przede wszystkim - czego nam nie mówią, bo uznali, że na jakiś fragment wiedzy nie zasługujemy. Innym przejawem arogancji i środowiskowego sekciarstwa była niedawna radość redaktora Skwiecińskiego z kryzysu blogosfery i dziennikarstwa obywatelskiego, co uznał za oznakę powrotu do „normalności” - czyli monopolu informacyjno-opiniotwórczego zawodowych dziennikarzy. Jak działa to w praktyce przekonujemy się obecnie kiedy to po proteście w PKW „niepokorni” żurnaliści informują wyłącznie o procesach swoich dwóch kolegów po fachu, pomijając milczeniem, że zatrzymano ogółem 12 osób, w tym dwoje dziennikarzy obywatelskich – Hannę Dobrowolską z portalu Solidarni2010.pl i Witolda Zielińskiego z Niepoprawnego Radia PL. Jeśli dodamy do tego formułowane postulaty, że należy „marginalizować” niewygodne postaci życia publicznego, do czego niedawno nawoływał Łukasz Warzecha w odniesieniu do Ewy Stankiewicz i Grzegorza Brauna, to otrzymamy prawicową mutację michnikowszczyzny.

Trzecim powodem jest zaangażowanie nie tyle polityczne, ile wręcz partyjne. Polega ono m.in. na deprecjonowaniu wszelkich inicjatyw pojawiających się poza prawicowym mainstreamem i jedynie słuszną siłą opozycyjną. Jeśli czytam, że za Marszem Niepodległości stoi ruska agentura, że każdy kto ma inną ocenę wydarzeń na Ukrainie lub przypomina o Wołyniu staje w jednym szeregu z Putinem, że wejście do PKW odbyło się za sprawą jakiejś rosyjskiej V kolumny i jest realizacją scenariusza destabilizacji Polski, to odnoszę wrażenie jakiegoś upiornego odklejenia od rzeczywistości w służbie partyjnej propagandy. Czasami owa propagandowa aktywność kończy się ponurą groteską, jak moment, gdy naczelny „Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz został 11 listopada odznaczony w Krakowie przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy. Przepraszam, ale dziennikarz przyjmujący medal od jakiejkolwiek służby specjalnej staje się dla mnie niewiarygodny z definicji.

No i wreszcie grzech ostatni, czyli wtórność. W pewnym momencie przeglądając kolejne publicystyczne wypracowania naszych prawicowych celebrytów nie mogłem się opędzić od wrażenia, że wszystko to już kiedyś czytałem, że obracam się w jakimś dusznym pomieszczeniu wśród tych samych nazwisk i twarzy eksploatujących wciąż te same schematy. Możliwe zresztą, że tu tkwi jedna z przyczyn zniechęcenia czytelników. Być może klaskaniem mając obrzękłe prawice, znudzony pieśnią prawicowy lud woła o czyny. Zamiast tego jednak otrzymuje w kółko ten sam przekaz z tymi samymi oklepanymi motywami, a wszystko to podszyte podjazdowymi wojenkami poszczególnych redakcji. To jak spełniony sen redaktorów Skwiecińskiego i Warzechy – zawodowcy odizolowani w zamkniętym środowisku gdzie każdy zna każdego i wiadomo jaka jest hierarchia dziobania zajmują się pielęgnowaniem własnej wielkości i przeżuwaniem swych intelektualnych wykwitów. W ten sposób otrzymujemy stan idealnej wsobności, możliwe że bardzo odpowiadający prawicowym luminarzom, ale doprawdy nie widzę powodu, by do tego dziennikarskiego dobrostanu dorzucać moje kilka złotych.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:

http://blog-n-roll.pl/pl/%C5%9Bmierdz%C4%85ca-sprawa#.VH4wCGfYiGc

http://blog-n-roll.pl/pl/frondelkowa-hiena-roku

http://blog-n-roll.pl/pl/ha%C5%84ba-%E2%80%9Eniepokornych%E2%80%9D#.VIXVWcmNAmw

Artykuł ukazał się w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 49 (05-11.12.2014)

czwartek, 4 grudnia 2014

Hańba „niepokornych”

...czyli jak prawicowi celebryci powtarzają propagandowe chwyty z ulicy Czerskiej.

I. Doktryna Lipińskiego w działaniu

Reakcję „niezależnych” i „niepokornych” mediów na protest i okupację PKW do której doszło w czwartek 20 listopada, można określić tylko w jeden sposób: hańba. Hańba i kompromitacja, bowiem rzekomo niezależni publicyści w celu zdyskredytowania protestujących sięgnęli po arsenał chwytów kojarzonych do tej pory z dziennikarskim mainstreamem III RP. Innymi słowy, to co do tej pory było domeną „Wyborczej” i TVN-u zadomowiło się na dobre w sakiewiczowskiej „strefie wolnego słowa”, wPolityce, wSieci, Frondzie.pl, TV Republika – czyli miejscach, które stanowić miały odtrutkę na propagandę mętnego nurtu. Okazało się, że również w opozycyjnym „drugim obiegu” można dopuszczać się manipulacji pod warunkiem, że będzie skierowana ona we właściwą stronę. Jak widać, przemysł pogardy niejedno ma imię.

Skąd ta erupcja podłoty? Z prostego powodu – protest zorganizowali nie ci co trzeba. Nie jest tajemnicą, że w środowiskach okołopisowskich funkcjonuje pogląd, który na własny użytek nazywam „doktryną Lipińskiego”, od nazwiska prominentnego polityka Prawa i Sprawiedliwości, który ją sformułował. Głosi ona, że prawicowy wyborca tak czy inaczej zagłosuje na PiS, bo nie ma innego wyboru. W domyśle - tak ma pozostać na wieki wieków, a każdy komu to nie odpowiada z definicji staje się „ruskim agentem”. I właśnie takim prostym jak cep kluczem interpretacyjnym pojechali „niepokorni” komentatorzy konstruując swe analizy dotyczące zajść w PKW. Zresztą, zilustrujmy to sobie kilkoma przykładami.

II. Michnikowszczyzna à rebours

Ton nadało oświadczenie rzecznika prasowego PiS Marcina Mastalerka w którym odciął się od okupujących PKW. To akurat nie dziwi, wpisuje się bowiem w logikę walki politycznej między PiS a ugrupowaniami narodowymi w ramach której jedni za pomocą medialnych pasów transmisyjnych insynuują narodowcom agenturalność, drudzy zaś zaliczają PiS do „bandy czworga” – w obu przypadkach, moim zdaniem, równie głupio i niepotrzebnie. Dalej jednak była już jazda po bandzie.

Łukasz Warzecha w tekście na portalu wPolityce.pl najpierw przyrównał uczestników protestu do agentów Ochrany zadaniowanych do skompromitowania z pozycji radykalnych „stronników umiarkowania i rozsądku”, by zaraz łaskawie dodać, że w tym przypadku może chodzić jedynie o nadmierne rozemocjonowanie i głupotę takich osób jak Ewa Stankiewicz czy Grzegorz Braun. Ostatecznie zdecydował się na nazwanie ich „pożytecznymi idiotami”, których szaleństwa przykleją się do PiS-u, by zakończyć: Ludzie tacy jak Braun i Stankiewicz robią z tego punktu widzenia robotę wręcz fatalną. Są po prostu szkodliwi i dlatego powinni pro publico bono jak najszybciej znaleźć się na marginesie.” Opisane podejście nie jest niczym nowym. W ten sposób niegdyś pisał już o Braunie inny z „prawicowych celebrytów” - Piotr Skwieciński. Mamy tu typowy dla michnikowszczyzny dyskurs wyższościowy: oto my, siły umiarkowania i rozsądku, którym brużdżą podpalające Polskę oszołomy, zatem dla ogólnego dobra należy tychże oszołomów odstawić na margines życia publicznego. Jak widać, salonowa przypadłość udzieliła się również tzw. „naszym”.

Tomasz Sakiewicz z kolei odwołał się do wizji zdestabilizowanego państwa, co jest na rękę Rosji. W tekście „Scenariusz prowokacji” na Niezależnej.pl naszkicował plan wedle którego awantura w PKW miała odwrócić uwagę od fałszerstw wyborczych i stanowić pretekst do antydemokratycznych działań władzy – zupełnie jakby władza do tej pory postępowała inaczej... Wcześniej twittował o „prorosyjskich opozycjonistach” i „rosyjskim scenariuszu”. Nie zauważa przy tym, że dokładnie w ten sam sposób reżimowe media usiłowały zdeprecjonować protesty smoleńskie – wszak to „Wyborcza” grzmiała, że rozpętywanie „wojny polsko-polskiej” na tle Tragedii Smoleńskiej jest „podpalaniem Polski” i służy Putinowi. W innym miejscu szef „strefy wolnego słowa” przestrzega przed „rozhuśtaniem nastrojów” - przepraszam, a czym się on sam od lat zajmuje, jak nie „rozhuśtywaniem” właśnie? Czy Tomasz Sakiewicz – animator smoleńskich miesięcznic - nie widzi, że powtarza toczka w toczkę propagandowe schematy Czerskiej?

Swoisty rekord pobiła Fronda.pl, która piórami Tadeusza Grzesika i Sebastiana Morynia powtarza – tylko bardziej topornie – tezy Warzechy i Sakiewicza. Mamy więc „V kolumnę Putina” wkraczającą do PKW, nazwanie Brauna „wielbicielem Putina” i inne śliczności. Tu, by nie marnować miejsca, odsyłam Państwa do mojego tekstu w „Warszawskiej Gazecie” pt. „Frondelkowa Hiena Roku”, gdzie zajmuję się „portalem poświęconym” bardziej szczegółowo. Nadmienię tylko, że wezwanie organów państwa do siłowej rozprawy z demonstrantami wpisuje się nie tylko w poetykę analogicznych odezw dzisiejszych pismaków „głównego nurtu” wzywających do pacyfikowania „antypaństwowej opozycji”, ale sięga wręcz najczarniejszych momentów PRL.

No i wreszcie kuriozalna zmiana frontu przez Stanisława Janeckiego, który najpierw na Twitterze „ćwierkał” „Stara zasada: jeśli policja polityczna nie może zyskać kontroli nad jakąś organizacją czy ruchem, zakłada własną i przebija radykalizmem.” i dodał coś jeszcze o Jewno Azefie, by już kilka dni później w artykule na wPolityce.pl stać murem za prawem do opozycyjnych demonstracji. Co się stało? Ano, w międzyczasie swoją manifestację zapowiedział na 13 grudnia PiS. Gdyby podobny zamiar ogłosili narodowcy, Janecki dalej pisałby o Azefie i policji politycznej. Proste. Ta zmiana frontu w zależności od mądrości etapu to kolejna charakterystyczna cecha propagandy mediów III RP, którą przejmują „niepokorni” dziennikarze.

Za podsumowanie opisanych tu praktyk uznać można „Salonik polityczny Ziemkiewicza” w TV Republika, gdzie dyskutanci – Warzecha i Andrzej Stankiewicz znów gadali o „oszołomach” - czyli niezrównoważonych fanatykach. To psychiatryzowanie niemiłych osób do tej pory było znakiem firmowym „Wyborczej” i mediów pochodnych - że wspomnę chociażby o casusie Zbigniewa Herberta. Teraz w psychiatrów i diagnostów „oszołomstwa” będą bawić się także „nasi”...

III. Sekciarstwo środowiskowe

Zostaje jeszcze do omówienia pewna konstytutywna cecha „salonowszczyzny” zaadaptowana z całym dobrodziejstwem inwentarza przez prawicowych celebrytów. Jest nią środowiskowe sekciarstwo. Oto po zatrzymaniu w siedzibie PKW relacjonujących wydarzenia dziennikarzy, SDP wydało oświadczenie w którym upomniało się o swoich kolegów – Jana Pawlickiego z TV Republika i Tomasza Gzella z PAP, co z przytupem zostało nagłośnione przez „niepokorne” media. Wszystko pięknie, tyle że... zatrzymano prócz tego dwójkę dziennikarzy obywatelskich – Hannę Dobrowolską z portalu Solidarni2010 i Witolda Zielińskiego z Niepoprawnego Radia PL o których w prawicowym mainstreamie nie wspomniano nawet słowem. Na marginesie, Niepoprawne Radio PL jako jedyne medium nadawało on-line całościową transmisję zarówno z protestu, jak i później z komendy policji do której przewieziono zatrzymanych oraz z procesów sądowych. Czyli, internetowe, niezależne radio wyręczyło „niepokornych” w ich dziennikarskich obowiązkach. Ale co tam - widać, dziennikarze działający społecznie są z punktu widzenia nadętych pychą i przekonaniem o własnej wielkości „profesjonalistów” niewidzialni. Można ich przemilczeć. Ta postawa „prawicowych celebrytów” współgra z niedawnym felietonem Piotra Skwiecińskiego, w którym z nieukrywaną satysfakcją wieścił koniec blogosfery. Dopiero niezawodna Jadwiga Chmielowska zwróciła uwagę na ten skandal, co poskutkowało oświadczeniem Kongresu Mediów Niezależnych w obronie Hanny i Witolda.

A tak poza tym, powiedzcie mi kochani „niepokorni” jak to jest, że kibicujecie ukraińskiemu Majdanowi, a gdy u nas wydarzyła się jego namiastka, to dostaliście biegunki? Akcja nie spełniła waszych wysublimowanych kryteriów estetyczno-intelektualnych? Brzydzi was język ulicznego wiecu, niczym kiedyś protestujący w sprawie Smoleńska, którzy wielce zniesmaczyli redaktora Mazurka i jego szaliczek? Czy może wierzycie, że mamy w gruncie rzeczy normalną demokrację i wystarczy parę standardowych politycznych posunięć, by wszystko jakoś się ułożyło? Skąd te drgawki, gdy ktoś wreszcie wyszedł poza publicystyczne bicie piany i zrobił coś konkretnego? Skąd obawa, że ktoś zdestabilizuje tę „kamieni kupę” jaką jest polskie państwo w obecnym kształcie? Czy aby nie dlatego, że zamierzacie na owej kupie kamieni możliwie wygodnie i zasobnie dosiedzieć do emerytury w charakterze liderów opinii i biurkowych kontestatorów? Poniekąd rozumiem – obalenie obecnego zgniłego porządku może całkowicie wywrócić dzisiejsze, z takim trudem wypracowane przez was hierarchie...

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:

http://blog-n-roll.pl/pl/frondelkowa-hiena-roku#.VICAkMmNAmw

http://niepoprawni.pl/blog/287/spor-o-drugi-obieg-z-blogerskiego-punktu-widzenia

http://niepoprawni.pl/blog/287/dwa-swiaty

http://niepoprawni.pl/blog/287/blogosfera-swiatlo-odbite

http://www.obiektywnie.com.pl/artykuly/prawicowi-celebryci-i-zakon-swietych-jerzykow.html

Artykuł opublikowany w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 48 (01-07.12.2014)

 

wtorek, 10 czerwca 2014

Prawicowi celebryci kontra Marysia

Wyskoczyła ta cała panna Marysia z Gorzowa Wielkopolskiego i nazwała Tuska zdrajcą. Pozwolił jej ktoś? Zapytała się Warzechy z Mazurkiem i tym trzecim, czy jej wolno?

I. Nawrót prawicowego celebrytyzmu

Reakcje panów Warzechy, Mazurka i Adamskiego na udostępnienie przez tygodnik „wSieci” nieco miejsca na swych łamach Marysi Sokołowskiej są chyba najdobitniejszym w ostatnim czasie przykładem choroby „prawicowego celebrytyzmu”. Choroba ta przejawia się między innymi tym, że panowie napompowani medialnym rozgłosem do tego stopnia uwierzyli we własny geniusz, że czują się w naturalny sposób predestynowani do przewodzenia patriotycznej części opinii publicznej i są wielce niezadowoleni, kiedy ktoś w ich mniemaniu niepowołany wkracza w zarezerwowane dla nich poletko. Jakoś zawsze tak się składa, że taki uzurpator okazuje się być w ich optyce nieodpowiedzialnym radykałem, który psuje misterną moderację poglądów prawicowej gawiedzi i pełną głębokiego namysłu pracę nad ucywilizowaniem „ludu smoleńskiego” w duchu umiarkowania i odpowiedzialności.

Choroba ta co jakiś czas daje znać o sobie nagłymi atakami – a to przy okazji dyskusji o „drugim obiegu” medialnym, kiedy to strasznie na ten termin zżymał się Warzecha, to znów za sprawą wypowiedzi Grzegorza Brauna w Klubie Ronina, których efektem było prokuratorskie śledztwo (tu kamieniem obrazy było również zaproszenie trójki blogerów – Coryllusa, Toyaha i Kamiuszka, widział kto takie rzeczy?), ostatnio zaś objawów doświadczył Rafał Ziemkiewicz gdy słuchaczom Niepoprawnego Radia PL nie spodobały się jego wypowiedzi na temat Tragedii Smoleńskiej, w związku z czym zostali wraz z redakcją Radia oskarżeni przez pana redaktora o agenturalność.

II. Esteta Mazurek

No a teraz wyskoczyła ta cała panna Marysia z Gorzowa Wielkopolskiego i nazwała Tuska zdrajcą. Pozwolił jej ktoś? Zapytała się Warzechy z Mazurkiem i tym trzecim, czy jej wolno? I co odbiło Karnowskim, żeby dawać ją na okładkę zamiast wyniośle przemilczeć? I jeszcze to nieeleganckie słowo „zdrajca” - a fe, panno Marysiu...

Zresztą, ta skłonność do estetyzacji jest pewną stałą, przewijającą się w różnych wypowiedziach konserwatywnych celebrytów. Takiemu Mazurkowi w 2012 nie spodobały się transparenty na smoleńskiej rocznicy, w związku z czym poczuł się w obowiązku zakomunikować, że więcej na Krakowskie Przedmieście się nie uda. No bo jak – tu „upolitycznione” transparenty wyzywające Tuska od morderców, a między nimi wyrafinowany esteta Mazurek ze swoim szaliczkiem i flaszką francuskiego wina, czy czym tam akurat lubi się raczyć. Zgrzyt noża po szkle po prostu.

Jeszcze przez chwilę o Mazurku - chciałbym przytoczyć coś, co dość dobrze obrazuje jego mentalność. Otóż przy okazji jakichś winiarskich targów opisał on zabawną w jego mniemaniu anegdotkę z młodzieńczych czasów, kiedy to wynajmował mieszkanie wspólnie z Arturem Andrusem. Postanowili zrobić parapetówkę i dla draki zakupili na nią kilka jaboli, które ku konsternacji zaproszonych gości postawili na stół. Szybko jednak wyjaśnili, że to taki, he he, przedni dowcip i następnie wszystkie te jabole komisyjnie wylali – nie pamiętam już czy do kibla, czy do zlewu – a na stole wylądowały właściwie trunki. Czujecie to? Oto lepsze towarzystwo maleńkich starych postanowiło sobie pożartować w duchu poczucia wyższości nad motłochem. Jak sądzę, śmiechu – ale takiego modulowanego, wiecie, kąciki ust pod kontrolą – było co niemiara. I do łbów im nie przyszło, by te tanie wina po prostu wynieść przed blok i postawić przy jakiejś ławce dla różnych „wiecznie spragnionych”, których wieczorową porą zawsze kręci się trochę po osiedlach. Taki już jest ten Mazurek, którego poczucia etyki i estetyki nie zaburza broń Boże publikowanie u Hajdarowicza, natomiast razi go niepomiernie robienie z Marysi „ikony polskiej prawicy”, co dowodzić ma „zidiocenia”.

III. Lekcja pogardy

W jak głębokiej pogardzie oni nas wszystkich mają, niech zaświadczy złota myśl Łukasza Warzechy, który niegdyś oznajmił, że nie będzie dyskutował z Toyahem, jednym z najlepszych blogerów jakich nosi ziemia, ponieważ on – Warzecha – jest „pilotem Boeinga”, a Toyah to przy nim „traktorzysta”. Przypomnijmy, że napisał to facet, który spłodził wywiad-rzekę z Radkiem Sikorskim pod tytułem „Strefa zdekomunizowana”. Taki to przenikliwy gość. Jego alergiczna reakcja na rozgłos wokół Marysi Sokołowskiej jest tylko kolejną erupcją przyrodzonego mu nadętego bucostwa. Takiego Mazurka przynajmniej dobrze się czyta i nie można mu odmówić poczucia humoru, podczas gdy publicystyka Warzechy jest tak drewniana i bez krzty polotu, że faktycznie zostaje mu tylko zgredowskie rozstawianie po kątach (cyt. Życzę jej, żeby dziennikarze ze wszystkich stron jak najprędzej przestali się nią zajmować, a ona sama nabrała pewnej, by tak rzec, skromności i wstrzemięźliwości gdy idzie o wyrażanie opinii na temat naszej rzeczywistości, która bywa jednak nieco bardziej skomplikowana niż może się wydawać osobie w wieku lat 17”). Proszę sobie skonfrontować powyższy fragment z różnymi publicystycznymi żalami, jak to prawica nie potrafi zagospodarować „młodego pokolenia” i będziemy mieli odpowiedź, dlaczego tak się dzieje: dlatego mianowicie, że narracja zdominowana jest przez bandę bufonów, którzy samozwańczo ustawili siebie w roli „pilotów Boeinga”, a reszta ma łykać z rozdziawionymi gębami ich mądrości, podawać dalej i nie zadawać pytań, a tym bardziej nie formułować jakichkolwiek samodzielnych, nie uzgodnionych wniosków. Krótko mówiąc – ma być jak w michnikoidalnym Salonie, tylko przekaz orkiestrować ma kto inny.

Na tym tle stosunkowo najniewinniej wygląda Łukasz Adamski, który powtarza co należy po starszych kolegach i uprawia swój ogródek wyłuskując konserwatywne treści z odmętów popkultury – nawet tam, gdzie ich nie ma. Aczkolwiek fraza o „ludowej satysfakcji” z jaką można co najwyżej „przyklasnąć” wystąpieniu Marysi Sokołowskiej warta jest zapamiętania, świadczy bowiem o tym, że również pan Adamski do roli „pilota Boeinga” coraz intensywniej aspiruje. Będzie musiał jednak jeszcze trochę posiedzieć w kabinie awionetki, bo stek pensjonarskich egzaltacji, jakie zafundował nam niedawno w swej książce „Bóg w Hollywood” jest obrazem żenującego wprost infantylizmu. Innymi słowy, badacz popkultury dostosował się poziomem do przedmiotu swych badań. W jednym ma rację – mamy problem z publiczną debatą, ale leży on nie tam, gdzie widzi go Adamski. Ten problem polega na uzurpacji i zabetonowaniu przekazu przez gromadkę tasujących się w różnych konfiguracjach tych samych nazwisk. Casus Marysi z Gorzowa i odzew opisywanej tu trójki celebrytów (no, może dwójki i jednego aspiranta), obnażył tę patologię w całej okazałości.

No i jeszcze jedno - „wSieci” ma podtytuł „Odważny tygodnik młodej Polski”. Mówi to coś Panom?

IV. Czego boją się prawicowi celebryci?

A tak poza wszystkim, oni najzwyczajniej w świecie poczuli się zagrożeni, bo jeśli prawicowy lud zacznie słuchać panny Marii Sokołowskiej z jej jednoznacznym przekazem, to do kogo będzie mówił Warzecha z kolegami? Kto kupi ich kolejne książki, nawet jeśli jakimś trafem będzie to akurat coś mądrzejszego niż wywiad-rzeka z Radosławem Sikorskim, czy poszukiwanie „Boga w Hollywood”? Komu będzie chciało się rozgryzać ich publicystyczne esy-floresy, no i płacić im dalej takie wierszówki do jakich zdążyli się przyzwyczaić? Nie dajmy się nabrać na zawodzenie Warzechy, że nagle w prawicowym dyskursie z powodu jakiejś nastolatki zabraknie miejsca dla profesorów Staniszkis, czy Krasnodębskiego. Zresztą, co to w ogóle za argument? Jeśli Marysia byłaby w stanie swą młodzieńczą bezpretensjonalnością wyrugować z rynku opinii intelektualnych luminarzy polskiej prawicy wraz z obsługującymi ich dziennikarzami, to znaczyłoby że z nimi jest gorzej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.

Ale, być może faktycznie jest coś na rzeczy z tym poczuciem zagrożenia u niepokornych celebrytów. O jakości ich politycznych analiz może świadczyć choćby to, że całkiem niedawno spora część tego środowiska zupełnie serio upatrywała nadziei na odnowienie prawicy i stworzenia „ulepszonego” PiS-u w secesjonistach z PJN. Prawicę mieli nam zbawić Misiek z Bielanem, Migalskim i Jakubiak. Koniecznie w hippisowskich strojach. To miała być prawica cywilizowana, ładniejsza i nowoczesna, a przede wszystkim – bez Jarosława Kaczyńskiego. Ostatnio zaś, przed eurowyborami, przerzucili swe zapały na formację Gowina, mającą być ziszczeniem marzeń sierot po PO-PiSie. Przyznają Państwo, że skoro w powietrzu fruwają tak skrzydlate diagnozy, to dla jakiejś tam Marysi zwyczajnie miejsca być nie może. Ona ze swym przyziemnym pyskowaniem premierowi zwyczajnie nie mieści się w spektrum akceptowalnych poglądów. No bo, dziś Marysia, a jutro, kto wie, może z biznesowych kalkulacji wyjdzie, by na łamy poważnej prawicowej prasy zaprosić jakichś blogerów, a wtedy Warzecha z Mazurkiem i Adamskim będą zmuszeni ocierać się o tych „traktorzystów” na redakcyjnych korytarzach i wąchać ich nieświeże oddechy.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

P.S. Tak dla równowagi – przytomnością wykazali się na szczęście Wojciech Wencel, Marek Pyza i Krzysztof Feusette. Dobrze wiedzieć, że nie wszystkim w tym towarzystwie odbiła mania wielkości.

Na podobny temat:

http://niepoprawni.pl/blog/346/spor-o-drugi-obieg-z-blogerskiego-punktu-widzenia

http://niepoprawni.pl/blog/346/zniesmaczeni-2012

http://niepoprawni.pl/blog/346/prawicowi-celebryci-a-sprawa-grzegorza-brauna

http://niepoprawni.pl/blog/346/prawicowi-celebryci-i-zakon-swietych-jerzykow

piątek, 11 kwietnia 2014

Detektyw Ziemkiewicz na tropie Niepoprawnego Radia PL

Pudło, panie Ziemkiewicz - działamy w jawnym, zarejestrowanym, wolontariackim stowarzyszeniu pod własnymi nazwiskami.

I. O Smoleńsku w „Roninie”

W poniedziałek 07.04.2014 odbył się tradycyjny „Przegląd Tygodnia” w Klubie Ronina. Wydarzenia pod okiem Józefa Orła komentowali Rafał Ziemkiewicz, Stanisław Janecki oraz Łukasz Warzecha. Jednym z poruszonych wątków była sprawa smoleńskiego śledztwa – i tu, prócz obśmiania krętactw prokuratora Szeląga, dyskutanci zajęli się działalnością posła Macierewicza i jego Zespołu Parlamentarnego badającego przyczyny Tragedii Smoleńskiej. Komentatorzy, ze szczególnym uwzględnieniem Rafała Ziemkiewicza, przyjęli stanowisko, które da się streścić w słowach: „działalność Antoniego Macierewicza jest przeciwskuteczna”. Dlaczego? Wytknięto mianowicie, że skuteczniejszą taktyką byłoby, gdyby Macierewicz wypunktowywał skandale oficjalnego śledztwa i powstrzymał się od formułowania własnych teorii. Przy okazji, dyskutanci zadeklarowali swój sceptyczny stosunek do hipotezy zamachu na Siewiernym.

I do tego momentu można by nie robić ze sprawy „tematu”. W końcu, opowiadanie się jako zwolennik Macierewicza czy hipotezy zamachowej nie jest obowiązkowe. Odrzucają przesłanki wskazujące na zamach – ich prawo, przy tak szczątkowych dowodach jakie mamy do dyspozycji trudno formułować jakiekolwiek pewniki. Pisałem zresztą o tym w notce „Papierek lakmusowy” (ów „papierek” to credo Powiedz mi jaki jest Twój stosunek do Smoleńska, a powiem Ci kim jesteś”), w której deklarując się jako zwolennik tezy zamachowej wykazywałem jednocześnie, że pozytywny wynik „testu papierka lakmusowego” powinien odnosić się do wszystkich, którzy sprawę Tragedii traktują priorytetowo, niezależnie od tego, czy uważają że był to zamach, czy też mógł zadziałać splot innych okoliczności. (...) Czynnikiem nadrzędnym powinna być bowiem wola dotarcia do prawdy, której na dzień dzisiejszy w pełni nie znamy, nie zaś bezkrytyczne hołdowanie konkretnemu przekonaniu na temat przyczyn Katastrofy.”

II. Ziemkiewicz na tropie radio-agentów

Publicyści w Roninie poszli jednak znacznie dalej. Ton ich komentarzy jednoznacznie wskazywał, że uważają Macierewicza za szkodnika, którego działalność jedynie gmatwa kwestię Tragedii, zaś stawiane przez niego radykalne wnioski generalnie rzecz ujmując – bardziej przeszkadzają sprawie wyjaśnienia Smoleńska niż jej pomagają. Innymi słowy, spozycjonowali się jako lustrzane odbicie tych, którzy z kolei odsądzają od czci i wiary wszystkich nie podzielających tezy o zamachu.

No i wtedy się zaczęło. Klub Ronina transmitowany był bowiem na żywo przez Niepoprawne Radio PL, a na radiowej stronie funkcjonuje czat za pomocą którego słuchacze i redaktorzy Radia komentowali na bieżąco transmisję. Opisane powyżej postawienie sprawy Tragedii Smoleńskiej i działalności Antoniego Macierewicza wywołało szereg nieprzychylnych i nierzadko ostrych wpisów pod adresem trójki dyskutantów, co pod koniec „Przeglądu Tygodnia” przekazał im do wiadomości Józef Orzeł, z refleksją, że „tradycyjnie przed wyborami prawica się dzieli”. Zareagował na to Rafał Ziemkiewicz, który zresztą zdaje się mieć do blogerów i komentatorów internetowych jakiś generalny uraz, twierdząc, że prawica nie tyle „się dzieli”, ile „jest dzielona”, następnie zaś zaczął się rozwodzić nad działalnością agentury w internecie, osobliwie „radykalnych blogerów”, insynuując że niekoniecznie może tu chodzić o „zwolenników prawicy”, ile o tych, którzy zwolennikami prawicy są „służbowo”. Przypomniał w tym kontekście działalność carskiej Ochrany, której agenci w polskich środowiskach niepodległościowych wykazywali się radykalizmem właśnie.

W ten oto zgrabny sposób, redakcja Niepoprawnego Radia PL oraz jego słuchacze zostali przedstawieni przez pana redaktora jako ruska agentura.

III. Wilki! Wilki!

Jestem przeciwnikiem szafowania oskarżeniami o agenturalność. Po pierwsze, zabijają one z miejsca jakąkolwiek dyskusję, bo z „agentami” się nie gada, przez co traktowane są jako wygodny unik zwalniający z merytorycznej polemiki. Po drugie, używane są często zamiast argumentów – nie zgadzasz się ze mną, znaczy, jesteś „agent”. Klasyczny, stygmatyzujący adwersarza przytyk ad personam. Po trzecie wreszcie i być może najważniejsze – nadużywanie tego typu oskarżeń deprecjonuje ciężar zarzutu. Tak jak w znanej historii o pastuszku, który tyle razy wykrzykiwał po próżnicy „wilki! wilki!”, że gdy w końcu wilki faktycznie przyszły, nikt mu nie uwierzył. Swojego czasu przedobrzyła z tą metodą „Wyborcza” obrzucająca przeciwników tak zapamiętale oskarżeniami o „faszyzm” i „antysemityzm”, aż koniec końców odebrała tym zarzutom jakąkolwiek wagę i powagę. Z oskarżeniami o agenturalność dzieje się podobnie. Stają się na naszych oczach pospolitą inwektywą.

Tymczasem, w omawianym przypadku tej polemicznej kłonicy użyli nie rozemocjonowani internauci, tylko stateczni dziennikarze, pragnący zapewne uchodzić za obliczalnych, rozsądnych i zrównoważonych. Wystarczyło kilka niepochlebnych komentarzy na czacie i puściły nerwy. Ziemkiewicz zaczął gadać o internetowych „zombich” podpisujących się jako „Pimpuś”, a Janecki dołożył swoje mówiąc o spec-służbach aktywnych w internecie. Generalnie, szczera prawda, tyle że w naszkicowanym tu kontekście wyszło dość obrzydliwie. Czyli co - wystarczy się nie zgadzać z Ziemkiewiczem, mieć bardziej radykalne niż on poglądy, by nagle zaczął węszyć agentów niczym jacyś internetowi „radykałowie”, którzy przy innych okazjach napawają go takim niesmakiem? Tym razem okazało się, że smrodkiem anonimowej agenturalności ma zalatywać z redakcji Niepoprawnego Radia PL i od jego słuchaczy?

Pudło, panie Ziemkiewicz, pudło jak cholera - działamy w jawnym, zarejestrowanym, wolontariackim stowarzyszeniu pod własnymi nazwiskami, realizując zresztą poniekąd Pański program sformułowany w „Myślach nowoczesnego endeka", by poświęcić tygodniowo cztery godziny dla Polski - z tym, że my zaczęliśmy kilka lat wcześniej, nim wpadł Pan na ten znakomity pomysł. Otóż informujemy, że każde z nas poświęca tygodniowo dla Polski znacznie więcej czasu prowadząc to Radio, umożliwiające przy okazji Panu i kolegom dotarcie z popisami elokwencji do znacznie większej liczby słuchaczy i to na całym świecie, niż ta, która oklaskuje Pana w Roninie. Naprawdę, jestem ciekaw, czy Pan również byłby skłonny poświęcić tyle czasu robiąc niezależne medium za frajer i polegając jedynie na składkach oraz dobrowolnych wpłatach od słuchaczy. No więc jak - byłby Pan gotów, czy tylko wymaga Pan tego od innych, zaś Pańskie „cztery godziny dla Polski" sprowadzają się do celebryckich pogaduszek w Roninie i brylowaniu na konwencji Gowina, bądź stręczeniu się narodowcom na ideologa?

Mniej zadufania, a więcej szacunku i pokory by się przydało. Proszę przyjąć do wiadomości, że nie dla wszystkich jest pan polit-ideowym guru, no chyba, że w tym waszym dziennikarskim światku obracacie się w takim stężeniu środowiskowego samozachwytu i fanowskiej klaki, że podobna konstatacja nie ma już szans przebić się do świadomości - wypisz wymaluj, niczym w tak zwalczanej przez Pana „michnikowszyźnie"...

Gadający Grzyb

(Piotr Lewandowski, przewodniczący Komisji Rewizyjnej Stowarzyszenia Niepoprawne Radio PL, KRS: 0000421082)

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

wtorek, 11 stycznia 2011

Pod-Grzybki (odc. 5)


To nie Wałęsę werbowano, tylko on werbował, a „Bolek” to nie Wałęsa, tylko Stanisław Rybiński – agent Wałęsy w SB.



Trochę czasu minęło od ostatnich „Pod-Grzybków”, zatem rozrzut czasowy notek będzie odpowiednio większy. Może to i dobrze, bo amnezja to jedna z podstawowych chorób naszego życia publicznego. No to lecimy:


Tusio w sprawie MAK-owskiego raportu spektakularnie postawił się Rosji, słyszeliście? Podobno robił wilcze oczy, groźnie tupał nóżkami, krzyczał że MAK mu się już nie podoba i ogólnie wyczyniał najdziksze brewerie. Nawet pąsów dostał i musieli mu nałożyć podwójną warstwę pudru. Uspokoił się dopiero jak mu Igor Ostachowicz pogroził, że nie dostanie pod choinkę nowej „gały”.


***


Osobnik, jakże krzywdząco znany do tej pory jako „Bolek”, wystawił zaświadczenie esbekowi Stanisławowi Rybińskiemu, że ten działał na korzyść „Solidarności”. „(..) miałam paru agentów w różnych służbach. Trudno, żebym się brał za robotę, a nie miał” oznajmił „Bolek”. I wszystko jasne: ci pseudo-historycy, Cenckiewicz z Gontarczykiem wszystko pokręcili. To nie Wałęsę werbowano, tylko on werbował, a „Bolek” to nie Wałęsa, tylko Stanisław Rybiński – agent Wałęsy w SB. Andrzej Wajda z Januszem Głowackim już nanoszą odpowiednie poprawki do scenariusza hagiografii „My, Naród Polski”.


***


Na spotkaniu opłatkowym Jego Wspaniałość Bronisław Komorowski wywołał do złożenia życzeń Lecha „My, Naród” Wałęsę, którego oratorskie talenty są dla obecnego prezydenta niewątpliwą inspiracją. Chyba zaraz pożałował tej decyzji, bowiem Lech „My, Naród” Wałęsa, w swoim stylu, bez obcyndalania się, „pożyczył” zebranym aby „przez ten następny rok mądrzej wybierali, mądrzej uczestniczyli w wyborach”. „Mądrzej wybierali"?! Co słyszę?! To do tej pory lemingi nie wybierały „mądrze".głosując na „Polskę jasną” i jej najlepszych przedstawicieli z Jego Wspaniałością Bronisławem Komorowskim na czele?! Lechu - kryptopisowiec!


***


Niby przestarzałe i obgadane na wszelkie sposoby, niemniej, wrócę do amerykańskich gawęd Jego Wspaniałości Bronisława Komorowskiego. Konkretnie do tej o kobitkach, dzieciakach i męskim polowanku. Tłumacząc z Bronkowego na nasze, freudowska myśl Jego Wspaniałości brzmiała następująco: Kobieta jest kapłanką domowego ogniska i ukojeniem dla spragnionych lędźwi wojownika. A teraz, drogie panie feministki, popierajcie dalej tego mizogina.


***


„Białoruś rośnie w silę a ludziom żyje się dostatniej” obwieścili liczni wielbiciele „baćki” Łukaszenki, którzy objawili się nad Wisłą przy okazji białoruskich wyborów prezydenckich. To nieprzejednani patrioci – tacy najwięksi z największych. Mają pod bokiem raj na ziemi a mimo wszystko twardo siedzą w Polsce, okupowanej, jak powszechnie wiadomo, przez żydowskich spekulantów. Co tu robią? Ano, poza kontestowaniem wszystkich nie dość radykalnych w ich mniemaniu inicjatyw jako „hasbarskich” - cierpią. I wzdychają do wąsatego słoneczka zza miedzy.


***


Nagłówek z „Rzeczpospolitej”: „Ludzki mózg się kurczy”. Na miejscu „Rzepy” byłbym ostrożniejszy z takimi rewelacjami. Władza niektóre aluzje traktuje bardzo osobiście.


***


Lubelskie Centrum Handlowe „Plaza” poszczuło firmą ochroniarską uczestników tamtejszej akcji ob-ciachowej. Bardzo słusznie. Skłanianie klientów jakiegokolwiek centrum handlowego do myślenia, choćby przez demonstracyjne czytanie czegokolwiek poza gazetkami reklamowymi, musiało zostać odczytane jako dywersja konsumencka – działanie na niekorzyść firmy. Podobno klienci na widok „ob-ciachowców” uciekali z krzykiem, wrzeszcząc że słowo pisane ryje im zwoje mózgowe, co dla nienawykłych organizmów jest arcybolesnym doświadczeniem.


***


Wiadomo, że wszelkie przybytki typu „CH Plaza” zaplanowane są tak, by wywołać u klientów bezrefleksyjną, konsumpcyjną głupawkę. Wszystko – od wystroju wnętrza, przez ekspozycję towarów, po muzykę ma otumanić i wyłączyć krytycyzm. Widok jakiejś bandy czytającej gazety musi siłą rzeczy wprawiać konsumentów w dysonans poznawczy i co za tym idzie, wpływać niekorzystnie na komfort zakupów. Na podobnej zasadzie reklamodawcy nie lubią „kontrowersyjnych” treści w mediach – bo gdy „kontrowersyjny” tekst/audycja nie spodoba się odbiorcy, to z rozpędu nie spodoba mu się również reklamowany obok produkt. „Świątynie lemingów”, jakimi są centra handlowe winny zatem zostać nieskalane. Myśleniem w szczególności.


***


Dyrektorem lubelskiej „Plazy” jest niejaki Artur Pleskot. Jak widać, w Lublinie niedaleko pada Pleskot od Palikota.


***


Narodowi tak bardzo spodobały się świąteczno-noworoczne podróże pociągami po ośmioro w jednej toalecie, że z wdzięczności przesłali ministrowi Grabarczykowi kwiaty, wręczone za pośrednictwem przedstawicieli „Polski jasnej”. Moje blogerskie śledztwo wykazało, że do bukietu dołączony był liścik: „pamiętamy, kto co spieprzył”. Moim skromnym zdaniem, zamiast chabziów powinna być owinięta w gazetę śnięta ryba, wręczona na cmentarzu obok stacji benzynowej, jako bardziej oddająca mafijną mentalność ekipy rządzącej.


***


Pamiętają państwo jak w mediodajniach królowały doniesienia, jak to zima sparaliżowała Europę Zachodnią? W domyśle – nie narzekajcie na rząd, bo u innych jest tak samo. Podrzucam kolejny pomysł tego typu. Otóż, jak donosi „Rzepa” w artykule „Zakończone śledztwo w sprawie źródeł Amazonki”, ustalanie źródeł tej rzeki ciągnęło się od 1971 roku. Od tej pory malkontentów jątrzących w sprawie Smoleńska będzie można zbywać: „co się czepiacie, spójrzcie ile czasu trwało śledztwo w sprawie źródeł Amazonki”.


***


„Cały świat” - czyli europejskie rządy z Niemcami na czele (którzy z właściwym sobie praktycyzmem występują z obroną wolności słowa wtedy, gdy nie naraża to na szwank relacji z Putinem), organizacje międzynarodowe, plus niezawodna w takich razach, zideologizowana unijna biurokracja, domagają się od Węgier zmiany świeżutkiego, fideszowego, prawa prasowego. Moje blogerskie śledztwo wykazało, że Viktor Orban pilnie przyglądał się Polsce i ustawowo pragnie zabezpieczyć się przed powtórzeniem casusu polskiego „przemysłu pogardy” (© Piotr Zaremba). Zły Orbanie, wszak przemysł pogardy jest poza „Wyborową” jednym z naszych nielicznych hitów eksportowych! Wspomóż-że polskich bratanków, wykup licencję i daj ją za darmo węgierskim (niezależnym, oczywiście, hehe) mediodajniom! Sam Adam Michnik apelował! Co, od Michnika licencji pan nie kupisz?


***


Po ukazaniu się przejmującego dokumentu „Mgła”, publicysta Łukasz Warzecha wyraził zatroskanie, co do zbyt „pisowskiego” „kontekstu” dzieła Dłużewskiej i Lichockiej. No bo, wiadomo - „Gazeta Polska” dla lemingów a priori będzie niewiarygodna... Cóż, poza tekstami trafnymi, panu Łukaszowi zdarza się odlatywać w jakąś alternatywną rzeczywistość, w której to wszelkie możliwe i niemożliwe mediodajnie zabijają się o to, by jako pierwsze nakręcić film o Smoleńsku czy przeprowadzić ekskluzywne wywiady ze współpracownikami ś.p. Prezydenta. Panie Łukaszu, następnym razem przed publikacją proszę wrócić do naszego świata i nieco się rozejrzeć. Ewentualnie, proszę podać namiary na alternatywną Polskę wokół której Pan od czasu do czasu orbituje, a w której Smoleńsk jest tematem nr 1 publicznej debaty. Chętnie odwiedzę – i nie tylko ja, jak sądzę.


Gadający Grzyb


pierwotna publikacja:www.niepoprawni.pl