Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Walter Chełstowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Walter Chełstowski. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 sierpnia 2018

Pani Wellman, do kogo ta mowa?

Pani Wellman, ideowi młodzi ludzie są. Noszą koszulki z orłem i Żołnierzami Wyklętymi. Nazywacie ich „faszystami”.

I. W obronie „zdobyczy kapitalizmu”

W obozie „totalnej opozycji” robi się coraz bardziej groteskowo. Sfrustrowani kodomici widząc na swoich wiecach wciąż te same, coraz bardziej zgrane twarze, wzięli się za sztorcowanie młodzieży, że się nie angażuje, nie walczy o demokrację i ma ich awantury głęboko w tyle. Stanowi to zresztą kolejne potwierdzenie mojej tezy, że obecna opozycja przerabia drogę prawicy z czasów, gdy ta zepchnięta była do narożnika – tyle, że tym razem historia powtarza się jako farsa. Pamiętam, że za czasów potęgi PO po „naszej” stronie też pojawiały się lamenty, że nie ma młodych, dominuje powszechna lemingoza - i, generalnie, co z nich wyrośnie, pani kochana... W tym samym czasie salonowszczyzna nasładzała się „młodymi z fejsbuka”, którzy „zabrali babci dowód”, są nowocześni, europejscy i nie działają na nich patriotyczne zrzędzenia „moherów”, które miały „wymrzeć jak dinozaury”. Pamiętamy to, prawda?

No więc, dziś karta się odwróciła i kodziarstwo w wieku okołoemerytalnym zaczyna przelewać frustracje na pokolenie swoich dzieci (a nierzadko już wnuków) wytykając im, mówiąc językiem poprzedniej epoki, społeczną alienację. W ich optyce młodzi ludzie są dłużnikami tych, którzy zafundowali im fantastyczną III RP, Unię Europejską i możliwość podróżowania na Zachód – a teraz nadszedł czas, by ów kredyt wdzięczności spłacić, najlepiej pomagając w obaleniu „Kaczora-dyktatora”. Nie tak dawno działacz KOD, niejaki Theo Nawrocki, popełnił utrzymany w tym duchu wpis na Facebooku, z którego później nabijało się pół internetu, zamieszczając coraz bardziej odjechane parodie. Wedle pana Nawrockiego życie młodzieży w Polsce to istna sielanka - „fura”, „klamoty z butiku”, własna kawalerka, zimowy snowboard w Solden i letni „adventure-camp” w Nowej Zelandii. Mówi to wiele o odrealnieniu autora oraz „bańce” towarzyskiej w jakiej się obraca – niewykluczone, że wśród tego promila polskiej populacji faktycznie podobne ekstrawagancje są dla pokolenia dwudziestoparolatków normą. A ponieważ zawdzięczają to swoim rodzicom (w co akurat nie wątpię) – więc, cytując, mają „powyłączać kompy” i „ruszyć d...y na ulice”. Dlaczego tak? Bo oczywiście złowrogi PiS zaraz im zabierze te wszystkie „zdobycze kapitalizmu”.


II. Politruk od młodzieży

W podobną poetykę weszła niedawno Dorota Wellman – najpierw przemawiając do młodzieży na owsiakowym festiwalu „Pol'and'Rock” w ramach tzw. „Akademii Sztuk Przepięknych”, a następnie powtarzając swój apel drukiem w gazetowyborczym magazynie „Wysokie Obcasy”. Najpierw jednak dygresja naświetlająca szerszy kontekst. Otóż owa „Akademia Sztuk Przepięknych” to takie młodzieżowe kursy z politgramoty, podczas których Owsiak stręczy młodemu pokoleniu w charakterze idoli kolejne skamieliny III RP - i żeby było zabawniej, przekonuje, że klaskanie ludziom z samego jądra establishmentu jest wielce kontestatorskie i buntownicze. W istocie, Owsiak urabia w ten sposób nastoletnią publikę, by zaakceptowała III RP z całym dobrodziejstwem inwentarza - w tym, z patologiczną strukturą opartą na społecznym darwinizmie i kastą „nachapanych” resortowych dzieci na szczycie piramidy dziobania. Służyć temu ma prezentowanie różnych pieszczochów systemu jako fajnych kolesi z którymi „da się pogadać”, co jako żywo przypomina PRL-owskie ustawki spod znaku „towarzysz iksiński spotyka się z młodzieżą”.

To zresztą wpisuje się w działalność Owsiaka od samego początku - już za zdychającej komuny był de facto politrukiem oddelegowanym na młodzieżowy odcinek, ze swym Towarzystwem Przyjaźni Chińskich Ręczników, niby-kontestatorskim festiwalem „Letnia Zadyma w Środku Zimy”, hasełkiem „uwolnić słonia” (gdy ludzie naprawdę ideowi gnili po więzieniach), wreszcie - próbą „oswojenia” Jarocina. A w tle nieodmiennie majaczył cień Waltera Chełstowskiego - zawodowego specjalisty od śpiewu i mas. Późniejsze mutacje - WOŚP, Przystanek Woodstock i wreszcie KOD, którego Chełstowski był jednym z inicjatorów - to wszystko są działania wg tej samej sztancy: pozorowany bunt w interesie uprzywilejowanego establishmentu. Za każdym razem chodziło o to samo – skanalizować pokoleniową kontestację i przekierunkować ją w bezpieczne dla systemu koleiny. Chcecie się buntować? - pyta Owsiak – to się buntujcie, ale przeciw klechom, rodzicom i prawicy. Od III RP i jej „autorytetów” - wara, bo ich nie lubią tylko nienawistni „faszyści”.


III. Do kogo ta mowa?

W takich to okolicznościach przyrody wystąpiła pani Wellman, wzywając – jakże by inaczej – do „buntu” przeciw pisiorom w obronie zagrożonej demokracji. Młodzież zamiast pić piwko nad Wisłą ma się „ruszyć” w obronie wolności, zanim ktoś zabierze im paszporty i internet. W „Wysokich Obcasach” zaprezentowała z kolei wizję braku „cafe latte z sojowym mlekiem” i wyłączonego Netflixa. Zaczęła przy tym wszystkim najgorzej jak się da: szantażem emocjonalnym w stylu „za moich czasów młodzi walczyli z komuną, a wy co?”. Potem było już tylko lepiej: „Teraz mamy młodych ludzi bez właściwości, bezideowych”. I wreszcie: „To jest wasz kraj i wasza ojczyzna. Nie możecie jej mieć w dupie!”.

Pomijając histeryczne diapazony (ona chyba naprawdę wierzy, że PiS wyłączy internet, zabierze paszporty i zamknie kawiarnie), uwagę zwraca podejście pani Wellman (a wcześniej cytowanego Theo Nawrockiego) do młodego pokolenia sprowadzonego do roli bezmyślnych konsumentów – jak się zdaje, jest to w środowisku „kodziarskim” powszechna opinia. Aż chciałoby się zapytać – pani Wellman, do kogo ta mowa? Do hipsterów ze „Zbawixa”? Zaręczam, że młodzi ludzie w Polsce mają zgoła inne problemy, niż dostępność sojowego latte – prekaryzacja rynku pracy skazująca na wieczną niestabilność życiową, brak mieszkania, praca za wynagrodzenie rzędu 1600 „na rękę” (w tych okolicach oscyluje od lat tzw. dominanta, czyli najczęściej wypłacana pensja), perspektywa emigracji zarobkowej i takie tam drobiazgi... Taką Polskę zafundowaliście młodemu pokoleniu, które teraz chcecie pognać na ulice w charakterze janczarów w waszej wojence o zagrożone apanaże.

Swoją drogą, jeszcze kilka lat temu środowisko pani Wellman nie mogło się wprost nachwalić młodocianej palikociarni, która pod wodzą Dominika Tarasa zorganizowała pod Krzyżem na Krakowskim Przedmieściu „radosny Hyde Park” z krucyfiksem z puszek po piwie i ukrzyżowanym misiem. Wtedy młodzież była dobra, a teraz jest zła i jej nie zależy? Gdzie się zatem tamci młodzi podziali? Powiem Pani. Otóż oni dorośli, zderzyli się ze „szklanym sufitem”, groszową pracą na „śmieciówkach” i brakiem perspektyw - a następnie wyjechali za granicę. Ci nasto- oraz dwudziestolatkowie, do których przemawiała Pani na owsiakowym spędzie, znają takie historie ze swych rodzin i najbliższego otoczenia. Większość z nich nie pochodzi z „warszawki” lecz z prowincji – widzieli np. swych rodziców, którym godność i pracę odebrała III RP urządzona przez tych wszystkich lansowanych przez Owsiaka jako wzór dla młodzieży nachapanych beneficjentów „transformacji”.

A poza tym - kto tę „bezideową” młodzież wychował? Czy aby nie pokolenie zachwycone hasełkiem „wybierzmy przyszłość” Kwaśniewskiego? Kpiące z „kombatanctwa” działaczy pierwszej „Solidarności”? Wmawiające, że wartości się nie liczą, tylko trzeba ustawić się i zgarniać ile wlezie pod siebie? Zapatrzone w egoistyczny, neoliberalny model gospodarczy a la Balcerowicz?

A teraz pani Wellman jak gdyby nigdy nic nagle wyjeżdża z tym samym solidarnościowym „kombatanctwem”, z którego jej środowisko jeszcze tak niedawno darło łacha. Teraz nagle się okazuje, że ta stara „Solidarność” znów jest trendy - oczywiście w odpowiednio spreparowanej i zinstrumentalizowanej wersji, w której jest miejsce dla „legendarnego” Frasyniuka i innych zadowolonych z siebie architektów Okrągłego Stołu, ale po staremu nie ma miejsca dla tysięcy działaczy „S” wyrzuconych przez tę cudowną III RP na margines. Nie ma miejsca dla robotników zwalnianych z likwidowanych, bądź wykupywanych za bezcen zakładów pracy, którym na odchodne przyklejono, dla większego upodlenia, etykietkę „roszczeniowych warchołów” i „homo sovieticus”. Droga pani Wellman - ta młodzież bawiąca się na Woodstocku, to często dzieci i wnuki tych wykluczonych, tego „zaścianka” i „motłochu”, którym na co dzień tak serdecznie gardzicie. Oni widzieli na własne oczy jak wygląda ta rajska III RP - na prowincji, w umierających od beznadziei miastach gdzie zlikwidowano przemysł, w staczających się w patologię i biedę blokowiskach z których każdy kto mógł wiał gdzie pieprz rośnie – choćby na zmywak w Londynie. Latami albo nie przyjmowaliście do wiadomości ich istnienia, albo kwitowaliście, że sami są sobie winni. A teraz żądacie od ich dzieci solidarności i nawet przypomniało się wam na tę okoliczność słowo „ojczyzna”? A kim wy u diabła jesteście, żeby kogokolwiek pouczać?

Natomiast co do ideowych młodych ludzi – oni są. Noszą koszulki z orłem i Żołnierzami Wyklętymi. Nazywacie ich „faszystami”.


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Artykuł opublikowany w dwutygodniku „Polska Niepodległa” nr 16 (22.08-11.09.2018)

niedziela, 11 stycznia 2015

Owsiak, uczeń Waltera

Nie byłoby tego kombinatu jakim w krótkim czasie stała się WOŚP bez związków Jerzego Owsiaka z Walterem Chełstowskim.


Przyznam się, że gdy myślę o Piotrze Wielguckim, znanym również jako bloger Matka Kurka, mam mieszane uczucia. Pamiętam bowiem jego internetową działalność z czasów, gdy był w blogosferze jednym z najbardziej toksycznych przedstawicieli antyprawicowego hejterstwa. Jego pseudonim „Matka Kurka” miał być zresztą w zamyśle kpiną z ojca Rydzyka. Ot, żarcik taki. W pewnym momencie jednak mu się odmieniło i zaczął krytykować Platformę, tudzież postokrągłostołowy establishment – równie radykalnie, jak kiedyś PiS i „moherów”. W naturalny sposób powstaje więc pytanie czy niegdysiejszy Szaweł stał się faktycznie Pawłem oraz na ile ta przemiana jest szczera, ile zaś w tym wystudiowanej pozy i autopromocji „na wiecznego kontestatora”.

Jak by jednak nie patrzeć, to właśnie Matka Kurka po swej metamorfozie poczynił największe zasługi w poderwaniu mitu dyżurnego świątka III RP - „Jurka” Owsiaka i charytatywno-biznesowego konglomeratu stworzonego wokół Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Proszę spojrzeć – tyle lat zapełniania gazetowych szpalt artykułami dowodzącymi szkodliwości publicznej działalności Owsiaka i nic. Groch o ścianę. Trzeba było dopiero Wielguckiego, który z właściwą sobie inteligencją i determinacją – bo co by o nim nie mówić, Kurka to inteligentna bestia – zabrał się do analizowania finansów Orkiestry i powiązanych z nią podmiotów.

Wprost nie do uwierzenia, że nikt wcześniej nie wpadł na pomysł by szczegółowo prześledzić jawne przecież sprawozdania. Może zwyczajnie nikomu się nie chciało? Łatwiej było napisać tysięczny tekst o tym, że Owsiak robi ludziom wodę z mózgów i oburzać się, że na Przystanku Woodstock napruta młodzież tarza się w błocie i kopuluje gdzieś po krzakach. Mainstream reagował na te jałowe biadolenia szyderczym śmiechem z ponurych, prawicowych nieudaczników, co to sami nie potrafią zrobić niczego sensownego. Aż przyszedł na to wszystko Matka Kurka i po prostu zajrzał Owsiakowi do kieszeni. Wtedy nagle nastąpiło zbiorowe olśnienie i zrobił się szum - do tego stopnia, że w końcu Owsiak dufny w swą nietykalność wytoczył blogerowi proces, który najprawdopodobniej okaże się punktem zwrotnym dla „Jurka” i jego „Melonów”. Już teraz z różnych zakątków Polski dobiegają informacje, że lokalne samorządy albo ograniczają swe zaangażowanie w tegoroczny finał WOŚP, albo wręcz rezygnują z jego organizacji – rzecz w minionych latach nie do pomyślenia. Widać wyraźnie, że emocjonalno-medialny terror na jakim Owsiak do tej pory jechał słabnie i sądzę, że to początek trwałej tendencji.

Dlaczego jednak ten tekst zatytułowałem „Owsiak, uczeń Waltera”? Otóż postawię tu tezę, że nie byłoby tego kombinatu jakim w krótkim czasie stała się WOŚP i nie byłoby czego dzisiaj obalać bez związków Jerzego Owsiaka z Walterem Chełstowskim. Przy różnych okazjach podkreśla się milicyjne pochodzenie pana Jerzego i tu upatruje się genezy jego oszałamiającej kariery, ale sądzę że prawdziwą dźwignią była właśnie znajomość z Chełstowskim. Walter Chełstowski przypomnę, to menago od peerelowskiego szołbizu, twórca festiwalu w Jarocinie i generalnie macher robiący w młodzieży. Taki specjalista od śpiewu i mas, którego zadaniem było kanalizowanie energii, tak by gówniarze buntowali się pod nadzorem sprawdzonych fachowców w specjalnie zorganizowanych im do tego miejscach.

Skąd Chełstowskiemu wzięło się akurat zamiłowanie do działki młodzieżowej? Z domu jak sądzę, jego mama bowiem, czyli Jolanta Chełstowska, była działaczką harcerską i to w samej centrali, gdzie zajmowała się instruktażem i pisała o tym książki. Młodszy Chełstowski, któremu rodzice uznali za stosowne w 1951 roku dać na imię Walter, okazał się więc spadkobiercą organizatorskiej działalności wśród młodzieży, tylko zgodnie ze specyfiką czasów zamiast harcerstwa wybrał tzw. „kontrkulturę”. Owsiak okazał się nader pojętnym uczniem Waltera o czym świadczy jego epizod z Towarzystwem Przyjaciół Chińskich Ręczników pomyślanym jako odpowiedź na Pomarańczową Alternatywę. I właśnie ten format – pseudokontestacja pod nadzorem i z odpowiednim propagandowym instruktażem - przeniesiono żywcem w charakterze ideologicznej otoczki towarzyszącej WOŚP. W skrócie, chodzi o to samo co za komuny – by szlachetne odruchy skanalizować a finalnie utożsamić z lojalnością wobec III RP i jej establishmentu społeczno-politycznego. A jak komu mało, to może „kontrkulturowo” wyżyć się na Woodstocku.

To wszystko, jasna sprawa, nie byłoby możliwe bez koneksji, wpływów i znajomości takiego wyjadacza jak Chełstowski – nota bene, współzałożyciela WOŚP. Bez tego Owsiak nie miałby co liczyć chociażby na promocję ze strony publicznej telewizji wraz z jej polityczną „czapą”. Można się tylko domyślać, biorąc pod uwagę przeszłość Chełstowskiego, jak głęboko to wszystko sięga i jakie powiązania mogą wchodzić w grę. Tym większy sukces (niezależnie od intencji) Matki Kurki, który się z tym wszystkim zmierzył.

Gadający Grzyb

P.S. Jestem niezwykle usatysfakcjonowany, że niniejszy artykuł z „Warszawskiej Gazety” zainspirował pana Macieja Marosza z portalu Niezależna.pl. Byłoby wprawdzie miło, gdyby podał źródło swego dziennikarskiego natchnienia, ale nie bądźmy małostkowi – w końcu rola dostarczyciela tematu (niechby i anonimowego) dla Strefy Wolnego Słowa jest nobilitacją samą w sobie... -------> http://niezalezna.pl/63129-jak-chelstowski-stworzyl-owsiaka-zanim-pojawila-sie-wosp-bylo-robta-co-chceta

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:
http://podgrzybem.blogspot.com/2009/01/owsiak-nauczyciel_11.html

Artykuł opublikowany w „Warszawskiej Gazecie” nr 2 (09-15.01.2015)

Ilustracja: https://ewastankiewicz.wordpress.com/