Pokazywanie postów oznaczonych etykietą afera hazardowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą afera hazardowa. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 maja 2011

Jak Platforma dziki kraj zbudowała


PO została powołana do życia jako polityczna ekspozytura „układu” - z inspiracji służb specjalnych i przy użyciu mafijnych pieniędzy.



I. Ekspozytura.


Były szef CBA Mariusz Kamiński powiedział w wywiadzie dla „Uważam Rze”, iż Platforma Obywatelska była współfinansowana z mafijnych pieniędzy, których praniem miał zajmować się Mirosław Drzewiecki. Ponieważ Kamiński powołuje się na zeznania świadka koronnego, który to status nie jest przyznawany byle obszczymurkom, lecz „skruszonym” gangsterom o wiarygodności potwierdzonej w toku odpowiednich działań operacyjnych, nie można tej informacji zbyć wzruszeniem ramion.


Jeżeli dodatkowo przypomnimy sobie co o powstaniu Platformy mówił Gromosław Czempiński, który miał być jednym z akuszerów tego ugrupowania, to wszystko zaczyna układać się w spójną całość. Taką mianowicie, że projekt o nazwie PO został powołany do życia jako polityczna ekspozytura „układu”: z inspiracji i pod egidą służb specjalnych, finansowany zaś był - przynajmniej w początkowym okresie istnienia - przez mafię. Ot, kolejny przykład charakterystycznej dla krajów postkomunistycznych symbiozy między wywodzącymi się z poprzedniego ustroju spec-służbami a światem zorganizowanej przestępczości. Takie wzajemne ubezpieczenie: służby trzymają „kryszę” nad mafią, ta odwdzięcza się brzęczącą monetą, obie struktury zaś sprawują pieczę nad swą ekspozyturą polityczną, która to ekspozytura ze swej strony dba o interesy swoich promotorów w zamian za ich poparcie.


Dziś można śmiało powiedzieć, że była to nad wyraz udana i opłacalna inwestycja.


II. Umorzenia i „odpolitycznienie” prokuratury.


Patrząc pod tym kątem przestaje dziwić, dlaczego pod rządami PO umorzono po cichu różne śledztwa godzące w interesy jej patronów. Weźmy choćby taką mafię paliwową. Nagle okazało się, że żadnej mafii nie ma i nigdy nie było, zaś wielomiliardowe straty poniesione przez Skarb Państwa z tytułu jej działalności to zapewne jakieś chore wymysły obłąkanych z nienawiści pisowskich „spiskomaniaków”. Tak mniej więcej można wnioskować ze sposobu umorzenia sprawy – ściągnięto do jej prowadzenia prokuratora na co dzień zajmującego się wypadkami samochodowymi, a ten po miesiącu ukręcił śledztwu łepetynę. Można oczywiście wierzyć, że ów heros w ciągu miesiąca dogłębnie zapoznał się z 300 tomami akt i uznał je za makulaturę. Niektórzy pewnie nawet wierzą...


W świetle powyższego zupełnie inaczej wygląda „wielka reforma” wyłączająca prokuraturę spod nadzoru Ministra Sprawiedliwości. Poumożano to co było do umorzenia, następnie zaś zadbano, by tych spraw już nikt nigdy nie odgrzebał. Minister może bezradnie rozkładać ręce, bo wszak na „odpolitycznioną” prokuraturę nie ma już wpływu, zaś nowa prawnicza korporacja prędzej odgryzie sobie... no, mniejsza co sobie odgryzie, niż wróci do tak niewygodnych i niezdrowych tematów. W praktyce funkcjonowania IIIRP prokuratura byłaby zdolna powrócić do „śmierdzących” spraw jedynie wskutek „nacisków”, czyli po prostu woli politycznej odpowiedniego ministra, dysponującego silną pozycją w rządzie i twardym poparciem większości parlamentarnej. Bardzo „eleganckie” pozbycie się odpowiedzialności. Rączki czyste, więc o co wam, pisowcy malkontenci, chodzi?


III. Platformerski pitawal.


Spójrzmy teraz na aferę hazardową. Mniejsza już o knajacki język wyzierający ze stenogramów pogwarek między Rychem a Zbychem, tudzież trącące gangsterskimi zwyczajami spotkania na stacji benzynowej i cmentarzu. Jak wiadomo, hazard pod każdą szerokością geograficzną powiązany jest z przestępczym półświatkiem, jeżeli zaś dodać wspomnianą wyżej specyfikę krajów postkomunistycznych – powiązania między mafijnym podziemiem a służbami – przestaje dziwić gorliwość prominentnych polityków Platformy w zaspokajaniu biznesowych potrzeb pana Sobiesiaka za bliżej nieokreślone (he, he) przysługi.


O tych przysługach mógłby pewnie więcej powiedzieć trzeci bohater afery - „Miro” Drzewiecki. W szczytowym jej okresie niechęć Donalda Tuska do ostatecznego pożegnania się z partyjnym „funflem” tłumaczono tym, że ów „funfel” jako długoletni skarbnik partii mógłby doznać nagłego przypływu szczerości i podzielić się swą rozległą wiedzą z ciekawską publicznością. Donald to wiedział i Miro wiedział również, zaś każdy z nich wiedział, iż ten drugi wie, że on wie. Tak funkcjonuje sieć mafijnych współzależności gwarantujących dyskrecję i – khe, khe – wzajemne „zaufanie”. Mafijne pieniążki, nawet jeśli zostały przytulone przed wieloma laty, sznurują usta bardzo skutecznie. Milczenie - „omerta” - jest tutaj nie tyle złotem, co wyrazem rozsądnej troski o własne zdrowie.


IV. Protegowani „Niewidzialnej Ręki”.


Taak... informacja o pranych przez „Drzewka” funduszach, które ułatwiły start „projektowi PO” jest ostatnim puzzlem ponurego obrazka, pokazującego, że rządzi nami banda obwiesi na usługach przestępczo-służbowej „niewidzialnej ręki”. A że zarówno część mafijna, jak i służbowa owej „ręki” ma swoje podwieszenie w odpowiednich strukturach w Rosji, przestają dziwić również pozostałe posunięcia obecnej ekipy - choćby bierność wobec Nord Stream’u, efekt negocjacji gazowych, odpuszczenie sobie aktywnej polityki wschodniej i – oczywiście – porażająca nieudolność w sprawie Katastrofy Smoleńskiej, a kto wie - może nawet i sama Katastrofa...


Zaprawdę, Miro Drzewiecki twierdząc, że Polska to dziki kraj, doskonale wiedział co mówi. W końcu zarówno on, jak i całe jego parszywe ugrupowanie konsekwentnie ów „dziki kraj” budowało – ku ukontentowaniu swych mocodawców.


Gadający Grzyb

poniedziałek, 14 grudnia 2009

Boicot, o muerte!


PiS powinien ogłosić bojkot „komisji hazardowej”.

Bojkot nr 1.


Swojego czasu (lipiec 2008) PiS wpadł na pomysł świetnego zagrania, jakim był bojkot mediów należących do ITI, z TVN i TVN24 na czele. Pamiętam, że kibicowałem temu posunięciu, bo chamstwo i stronniczość wylewające się niczym przepełnione szambo z ekranów walterowskich mediodajni, przekraczały wszelkie granice.

Co ciekawe, ów bojkot nie wpłynął w najmniejszym stopniu na sondażowe wyniki partii – PiS utrzymywał stabilne poparcie, zbliżone do wyniku, jaki ostatecznie osiągnął w wyborach do Parlamentu Europejskiego w czerwcu 2009. Natomiast patrzenie na coraz gorzej skrywaną wściekłość walterowskich funkcjonariuszy medialnych, gdy programy publicystyczne rozłaziły im się w szwach na skutek braku przedstawicieli jednej z głównych politycznych opcji – o, to było bezcenne… O dodatkową furię przyprawiały ich wspomniane sondaże, wyraźnie pokazujące, że wszechwładza „słusznych” mediów w kształtowaniu wyborczych sympatii elektoratu ma swoje granice.

Dlatego, kiedy po ok. pół roku (styczeń 2009) bojkot odwołano, byłem rozczarowany i uznałem to za błąd. TVN swojego nastawienia nie zmienił – jak łgał i manipulował, tak łże i manipuluje nadal, tyle, że politycy PiSu firmują poniekąd te łgarstwa własnymi twarzami. Na sondaże, co było do przewidzenia, zaprzestanie ignorowania tefałenowskich kamer też nie miało wpływu.

Najwyraźniej w PiSie ciśnienie na szkło było zbyt wielkie i nawet „żelaznoręki” Jarosław Kaczyński musiał się w końcu ugiąć. „Syndrom odstawienia” najwyraźniej dotyczy nie tylko alkoholików, lecz również polityków uzależnionych od brylowania przed obiektywami. Nawet za cenę złośliwego wykoślawienia, tudzież ośmieszenia ich poglądów w procesie redakcyjnej obróbki.

Bojkot nr 2?

Dlaczego odgrzewam tamtą historię? Ano dlatego, iż dziś mamy do czynienia z podobną sytuacją, tyle że dotyczącą sejmowej komisji „hazardowej”. Himalaje arogancji na jakie wspięła się Platforma, wyrzucając pod byle pretekstem z komisji Beatę Kempę i Zbigniewa Wassermanna daje idealny i co ważniejsze, w pełni czytelny dla opinii publicznej powód, by Prawo i Sprawiedliwość zbojkotowało prace tej komisji.

Platforma, rugując ze wzmiankowanego ciała przedstawicieli największej siły opozycyjnej, popełniła jeden z nielicznych pijarowskich błędów. Nawet sprzyjające PO mediodajnie musiały, acz z niechęcią, to przyznać. Odbiór społeczny akcji też był nieprzychylny i spóźnione próby ratowania sytuacji przez Donalda Tuska („dowiedziałem się z mediów”, „nie wiedziałem” itp.) nie przyniosły pożądanego rezultatu.

Teraz Prawo i Sprawiedliwość ma okazję negatywne dla Platformy społeczne wrażenie wzmocnić. Powinno zrobić to teraz, jak najszybciej, póki efekt bezprecedensowej decyzji jest jeszcze świeży i „nierozmydlony”.

W przeciwieństwie do wielu innych posunięć PiSu, ten krok dla opinii publicznej byłby jak najbardziej zrozumiały. Przekaz klarowny, że bardziej nie można: „Chcecie robić z komisji farsę? Proszę bardzo, ale bez nas!”. Wzmogło by to u odbiorców przekonanie, że PO chce coś ukryć, zachachmęcić, że czuje się bezkarna. Że ma gdzieś wyborców, bo w swej arogancji i tupecie jest przekonana, że i tak będzie miała ich poparcie. A wyborcy takiej postawy nie lubią, oj nie lubią…

Przestrogi i obawy.

Mam jednak kilka obaw, które po części wiążą się z historią omawianego na wstępie bojkotu TVN.

Czy politycy PiS będą w stanie „dać sobie na wstrzymanie” i oprą się pokusie lansu przed kamerami? Taki „lansik” jest nader złudny, już lepiej usadowić się w „loży szyderców”, ale „aktorzy sceny politycznej” mają to do siebie, że na widok świateł i mikrofonów zbyt często miękną w kolanach niczym wyposzczone primabaleriny i dostają małpiego rozumu. Efekt „parcia na szkło”, który pogrzebał sprawę poprzedniego bojkotu, może znów dać znać o sobie. Gdyby obrady nie szły na żywo, to może jeszcze, ale tak… Jarosław Kaczyński powinien być tu nieugięty. Pytanie, czy podziela tę koncepcję.

Póki co, Jarosław Kaczyński zdaje się stać na stanowisku, że albo Wassermann i Kempa wrócą do komisji, albo… No właśnie, jeśli jest to przygrywka do bojkotu (scenariusz typu: „- Acha, chcecie wybierać sobie śledczych z opozycji? Niedoczekanie!”), to z Bogiem sprawa. Jeżeli Kaczyński kalkuluje w ten sposób, mogłoby to wręcz zwiększyć efekt wyjścia z komisji.

Możliwe jednak, że PiS zgodzi się na inne warianty:

1) Posłowie Wassermann i Kempa są „przeczołgani” podczas przesłuchania przez „PeOwców”, następnie zaś wracają do składu, ale już z odium społecznego wrażenia, że też są w hazardowe sprawki „umoczeni”. Będąc w mniejszości i tak nic nie zdziałają.

2) Kompletną katastrofą byłoby, gdyby po licznych awanturach (w odpowiednim duchu zrelacjonowanych przez mediodajnie), przesłuchani zostaliby czołowi politycy PiSu, zaś następnie do komisji zostaliby wydelegowani jacyś „akceptowalni” z punktu widzenia PO posłowie.

Zarówno pierwszy, jak i drugi z powyższych scenariuszy alternatywnych jest gwarancją, iż „cały pogrzeb na nic”. Zważywszy na skrajnie rozdęty zakres prac komisji (przypomnę tu pełną nazwę: „Komisja śledcza do zbadania sprawy przebiegu procesu legislacyjnego ustaw nowelizujących ustawę z dnia 29 lipca 1992 o grach i zakładach wzajemnych”) i szybki termin ich zakończenia (luty 2010), u tzw. „przeciętnego odbiorcy” powstałoby wrażenie, że awanturnicy z PiSu znów wszczęli polityczną burdę, sami zaś mają brud pod paznokciami.

A wszystkie te komisje, panie kochany, to tylko bicie piany i kłótnie – jeden wart drugiego.

Wedle którego scenariusza pogra PiS? Obym znów się nie rozczarował…

Gadający Grzyb

P.S. Wiem, że w rocznicę 13-go Grudnia roku pamiętnego wypadałoby napisać coś o stanie wojennym, ale to co mam na ten temat do powiedzenia „od siebie”, wyartykułowałem rok temu. www.niepoprawni.pl/blog/287/rozwazania-na-temat-konsekwencji-wiadomego-stanu

Powiedzmy, że dziś, dla odmiany, przejąłem się hasłem, by „patrzeć w przyszłość”. Więc patrzę. W tę najbliższą, na początek.

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

czwartek, 22 października 2009

Waleczny Chlebowski na przewodniczącego!


"Na 90 procent, Rysiu, że załatwimy. Tam walczę, nie jest łatwo, tak ci powiem."

Moim zdaniem, na czele komisji śledczej ds. afery hazardowej powinien stanąć Waleczny Zbigniew Chlebowski.

Oto 10 powodów:

1) Zna realia, osoby, czuwał nad cyklem legislacyjnym – słowem, facet „jest w temacie”.

2) Bardzo fotogenicznie się poci, co zaowocuje skokiem w sondażach (bo taki ludzki…); napudrowany od rana do nocy Tusk nie potrafił tego docenić.

3) Wnikliwie przesłucha Mariusza Kamińskiego na okoliczność jego wszystkich ciemnych sprawek.

4) Obnaży mechanizmy i kulisy politycznej prowokacji wymierzonej w Partię i Rząd.

5) Odpytywanie Grzecha, Mira i Zdzicha, z którymi Waleczny Chlebowski jest na „ty”, gwarantuje familiarną atmosferę – pozbawioną języka nienawiści, podpalania stosów itp. Okaże się, iż nie tylko przysłowiowe Ryśki to fajne chłopaki, co rozszerzy zasób porzekadeł ludowych.

6) Logistyka: gdyby któryś ze świadków nie mógł dotrzeć na przesłuchanie z powodu braku benzyny, tudzież nagłego zgonu, Waleczny Zbigniew niczym zoomie precyzyjnie zlokalizuje najbliższy CPN, względnie cmentarz.

7) Dobre biznesowe kontakty kandydata zapewnią wpłaty na funkcjonowanie komisji z korzyścią dla borykającego się z kryzysem budżetu państwa.

8) Powyższe kontakty umożliwią ustawienie w sali sejmowej automatów do gier, co znużonym monotonią procedowania posłom i obserwatorom zapewni chwilę wytchnienia i potencjalnie korzystnej rozrywki.

9) Słynący z solidności Waleczny Chlebowski jest gwarantem, że cele komisji zostaną, wbrew wszelkim przeciwnościom, spełnione przynajmniej w 90 procentach („Na 90 procent, Rysiu, że załatwimy. Tam walczę, nie jest łatwo, tak ci powiem.”).

I wreszcie, powód najważniejszy:

10) Waleczny Chlebowski z całą pewnością nie jest jednoręki, co automatycznie wyklucza wszelkie podejrzenia o stronniczość.

Gadający Grzyb

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

poniedziałek, 12 października 2009

Bogowie demokracji.


Antykaczyzm bierze się z przeświadczenia, że dobro Polski jest tożsame z dobrem jej postokrągłostołowych elit.

„Rzeczpospolita” uznała w zeszłym tygodniu za stosowne udzielić głosu (pozostaje dla mnie zagadką, po co) Waldemarowi Kuczyńskiemu, która to postać od dłuższego czasu pełni zaszczytną funkcję Stefana Niesiołowskiego polskiej publicystyki.

Generalnie, pan W.K. nie pisze nic nowego: jego tekst to standardowa porcja drwin i histerycznych wrzasków wymierzonych w Kaczyńskiego, CBA, „tropicieli układu” (który to „układ”, oczywiście, nie istnieje – są tylko pojedyncze przypadki korupcji) itd. Całość zaś podporządkowana jest tezie, że CBA to taka partyjna spec - służba Kaczyńskich, którą należy rozwiązać, względnie poddać „detoksykacji”. A że CBA zostało powołane również dzięki głosom Platformy? O tym Waldemar Kuczyński w swym tekście nie wspomina.

Zresztą, kto ciekaw, niech czyta (link pod tekstem), ja przyznam się, nie mam siły odkłamywać tego paranoidalnego rozumowania, zdanie po zdaniu.

Zaciekawiło mnie co innego. Pewien charakterystyczny rys mentalny, wspólny całej ponadpartyjnej formacji piewców i utrwalaczy III RP. Postaram się zatem, mówiąc górnolotnie, wniknąć nieco w stan dusz i umysłów rzeczonego środowiska, posiłkując się przykładem tyleż prominentnego niegdyś, co reprezentatywnego przedstawiciela. Wystarczy zajrzeć do bloga tego pana. Materiału poglądowego pod dostatkiem. kuczyn.com/category/uncategorized/

Antykaczyzm uber alles.

Dla osób pokroju Kuczyńskiego celem nadrzędnym jest pogrążenie PiSu i braci Kaczyńskich. Cel ten szlachetny uświęca wszelkie przedsięwzięte środki. Ważniejszy jest od dobra Polski (doktorno.boo.pl/content/waldemar-kuczynski-zycze-polsce-jak-najgorzej). Wedle tego myślenia, czołowi politycy, pełniący rolę chłopców na posyłki różnych szemranych grup interesu są mniejszym złem i zagrożeniem, niż Kaczyńscy. Niech już będzie ta korupcja, skoro inaczej się nie da, byle PiS nie wrócił nigdy do władzy, bo wtedy niechybnie zaprowadzi jakąś krwawą dyktaturę („Kaczyzm”) i obali demokrację. To, że systemowo skorumpowana demokracja jest fasadową fikcją, w której ustawy pisze się pod zapotrzebowanie trefnych „biznesmenów”, antykaczysty Kuczyńskiego jakoś nie razi. Przeciwnie – ujawnianie faktów typu aferalnego jest wielce szkodliwe, działać może bowiem na korzyść PiSu.

Zatem, wedle naszkicowanej powyżej logiki, również instytucja wywlekająca kompromitujące dane na światło dzienne musi być, naturalną koleją, „partyjna” i „kaczystowska”. Należy ją zatem zburzyć i zaorać, ew. jak łaskawie postuluje W.K., „poddać detoksykacji”. Czym miałaby być owa „detoksykacja”? Ano, zneutralizowaniem CBA jako struktury zdolnej do jakichkolwiek niemiłych z punktu widzenia władzy i jej utrwalaczy działań. Funkcjonariuszom CBA należy zakodować w głowach nadrzędny, świecki dogmat III RP: żadnego „układu” nie ma! Rozumiecie, panowie kaczyści z CBA?! Nie ma i być nie może!

Dlaczego „układu” być nie może? Otóż dlatego, że gdyby przyjąć, iż jest, to znaczyłoby, że do jego powstania walnie przyczyniliśmy się my – szlachetni rycerze Okrągłego Stołu. Jasna sprawa, że w ten sposób mogą myśleć tylko oszołomy, mali zawistnicy i nienawistni opluwacze (albo też nienawistni zawistnicy i mali opluwacze). Tacy, którzy gotowi są budzić luminarzy III RP o piątej nad ranem.

Dobro elit - dobrem Polski.


I tu docieramy po mału do sedna; do samego jądra dusznych urazów pana W.K.

Odnoszę bowiem wrażenie, iż Waldemar Kuczyński jest w swej antykaczystowskiej histerii i impregnacji na fakty najzupełniej szczery, nie kieruje nim jakaś dalekosiężna polityczna kalkulacja. Skąd się zatem bierze to ślepe zacietrzewienie? Moim zdaniem, bierze się ono z głębokiego, wewnętrznego przeświadczenia, że dobro Polski jest tożsame z dobrem jej postokrągłostołowych elit. Zatem, każdy kto na te elity i ich uprzywilejowaną (czy to polityczną, czy biznesową, czy też opiniotwórczą) pozycję dokonuje zamachu, lub usiłuje ją choćby nieco podważyć, siłą rzeczy musi kierować się nienawiścią, chęcią obalenia demokracji, pałać żądzą dokonania zamachu stanu, tudzież rozniecania stosów.

Właśnie to głębokie przeświadczenie, oscylujące na granicy histerycznego szaleństwa, każe panu W.K. pisać to, co pisze. Ilekroć poczuje zagrożenie dla postokrągłostołowego porządku, utożsamianego przezeń z demokracją, w jego głowie rozbrzmiewają bojowe surmy i stary weteran rusza do boju o ocalenie Ojczyzny, którą dla niego jest ów porządek właśnie. Bojowa furia zaś rośnie wprost proporcjonalnie do ilości ujawnianych faktów świadczących, iż miast demokracji mamy kartoflaną republikę ze starannie podzielonymi strefami wpływów.

Nie chodzi o Kaczyńskich.


I wcale nie o Kaczyńskich tu chodzi. Chodzi o zdeptanie każdego, kto ośmieli się podnieść rękę na porządek, który ma panować w Warszawie i jej rozpostartych między Odrą a Bugiem okolicach. Gdyby miast Jarosława czy Lecha Kaczyńskiego objawił się pan Piegłasiewicz z Psiej Wólki, zostałby potraktowany w podobny sposób. Uzurpator wkraczający w rewiry zastrzeżone dla innych. Lepszych.

„Kaczyzm” pełni rolę figury retorycznej, stygmatu, który ma napiętnować każdego, kto wystąpi przeciw ustrojowi zadekretowanemu z grubsza przy Okrągłym Stole (i magdalenkopodobnych okolicach) . To, co ustalono, nazwano demokracją. A każda piegłasiewiczowska ręka podniesiona na ów ustrój, trawestując klasyków (że tak ożenię Sienkiewicza z Cyrankiewiczem), zostanie odcięta. No bo co, nagle jakiś motłoch wymyśli sobie innych władców, niż ci namaszczeni i my, Parnasiarze, mamy przystępować do całowania piegłasiewiczowskiej ręki?!

Zerknijcie na prezydencki licznik na stronie W. Kuczyńskiego, a zobaczycie, że nie przesadzam. Prezydenturę Lecha Kaczyńskiego zdaje się on traktować w kategoriach osobistej zniewagi, policzka wymierzonego zarówno jemu, jak i podobnym mu bogom demokracji.

Bogowie demokracji.

Bogowie demokracji każdy zamach na ich osobistą pozycję kwalifikują jako zamach na demokrację jako taką. Bogowie ci współtworzą Panteon, w którym są bóstwa mniejsze i większe, wreszcie, półbogowie oddelegowywani do medialnych filipik, gdy zajdzie taka potrzeba.

Formacja duchowo - intelektualna, której przykładem jest opisywany tu Waldemar Kuczyński, uważa siebie za zbiorową personifikację demokracji, stąpającą po niegodnym, nadwiślańskim łez padole. A zatem, każda próba podważenia ich pozycji musi równać się godzeniu w demokratyczne imponderabilia.

Miłosierni bogowie demokracji, którzy litościwie oświecają czarne serca tubylczego bydła kagankiem swych szlachetnych dusz i umysłów nie wymagają wiele w zamian za swe poświęcenie. Tylko podporządkowania się ich światłym zaleceniom i naukom po rozsądnej dyskusji. Są wszak Parnasiarzami na dobrowolnym, „siłaczkowym” zesłaniu; są tymi, którzy mogliby w Paryżach i Brukselach tego świata oddawać się intelektualno - postępowym wstrząsom dusz w gronie im podobnych, a mimo to bytują z własnej woli między lechickimi śmiertelnikami.

I co ich za to spotyka? Czarna niewdzięczność. Bydło wyje. Zewsząd wypełzają chronicznie niezadowolone watahy. Plują w prometejskie twarze.

Patrząc pod tym kątem, każdy by się wkurwił.

Gadający Grzyb


pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl
PS 1. Tekst W.K. w „Rzepie”:

www.rp.pl/artykul/373904_Kuczynski__CBA____urzad_z_partyjna__tozsamoscia.html

Strona W.K.:

kuczyn.com/witam/

PS 2. Postać Waldemara Kuczyńskiego była przez blogerów opisywana wszechstronnie i wielokrotnie. Oto niektóre notki o W.K na „Niepoprawnych”:

www.niepoprawni.pl/blog/212/waldemar-kuczynski-powtarza-tezy-propagandowe-komunistow-z-poczatku-lat-80-tych

niepoprawni.pl/blog/376/przypadki-waldemara-kuczynskiego

www.niepoprawni.pl/blog/212/waldemar-kuczynski-historia-szalenstwa-cdn

niepoprawni.pl/blog/212/waldemar-kuczynski-8211-bezzebny-brytan-adama-michnika-czy-malo-pojetny-uczen-aleksandra-du

I u Dr No:

doktorno.boo.pl/content/waldemar-kuczynski-zycze-polsce-jak-najgorzej

piątek, 2 października 2009

Oświadczenie wicemarszałka Sejmu R.P. Stefana Niesiołowskiego.



W związku z rozpętaną przeciw Platformie Obywatelskiej bezprzykładną polityczno – medialną nagonką, mającą na celu zdyskredytowanie jedynej partii w której kultywowane są najwyższe standardy etyczne i moralne, oświadczam, co następuje:

1) Cała tzw. „afera” tzw. „lobbingu” w sprawie ustawy o grach hazardowych jest szytą grubymi Kamińskimi brudną PiSowską prowokacją, sprokurowaną przez PiSowską specsłużbę, tzw. „CBA” i rozdmuchaną przez PiSowskich sługusów z PiSowskiej gazety „Rzeczpospolita”.

2) Owe pseudodziennikarskie sługusy już dawno powinny zostać powieszone, wychłostane, publicznie wydymane i rozstrzelane, zaś ich zionącą nienawiścią tzw. redakcję należałoby spalić, zburzyć i przeznaczyć na kocią karmę, grunty zaś zaorać i posypać solą, tak by nigdy więcej jad destrukcyjnych insynuacji nie zatruwał społecznego spokoju, nie podważał zaufania do Partii i Rządu, nie judził i nie robił wbrew.

3) Brudne koryta pomyj brudnych PiSowskich oszczerstw wyssanych przez brudnych nienawistników z jeszcze brudniejszego kaczystowskiego palca stanowią brudną wodę na brudny PiSowski młyn tęskniący do powrotu brudnego kaczystowskiego reżimu.

4) Brukanie członków Partii i Rządu jest bijącą pod niebiosa PiSowską niegodziwością, mającą za pomocą swoich służb i służalczych dziennikarzy złamać, sterroryzować i spotwarzyć promujący przedsiębiorczość gabinet Donalda Tuska.

5) Formułowanie oskarżeń na podstawie podsłuchanych prywatnych rozmów jest typowo PiSowskim zagraniem porażającym bezmiarem swej ohydy. Cywilizowane normy państwa prawa wymagają bowiem, aby wszelkie oskarżenia formułować wyłącznie na postawie oficjalnych, publicznych deklaracji uprawomocnionych członków wysuniętych z ramienia Partii i Rządu.

6) Podłe kłamstwa podłych PiSowskich siepaczy to żałosna próba rewanżystowskiego odwetu skompromitowanych politycznych bankrutów, zaplutych karłów moralnych zapiekłych w swej nienawiści i ohydzie. Wzywam wszystkie sojusznicze redakcje i konstruktywnych dziennikarzy aby dali odpór podstępnym, gadzim zagraniom, gdyż Kaczyńscy są mali, mściwi, zawistni, mają wredne spojrzenie i śmierdzi im z gęby.

7) Żądanie powołania komisji śledczej to żałosny propagandowy chwyt sfrustrowanych nieudaczników, którzy niczym Herodowie chcą unurzać swe zdeprawowane ręce we krwi niewinnych dziatek Zbyszka, Mirka i Grzesia.

8) PiSowscy prowokatorzy znaleźli wsparcie w wiadomych reakcyjno – odwetowych kręgach, liczących na poderwanie zaufania do Partii i Rządu. Partia i Rząd zbyt długo wykazywały się zrozumieniem, miłością i cierpliwością wobec opozycyjnego politycznego warcholstwa. W związku z tym, domagam się stanowczo, by od tej pory każdy kto zostanie przyłapany na rozpowszechnianiu kłamliwych i oszczerczych wiadomości, został w trybie doraźnym osądzony i skazany przez specjalnie w tym celu powołany Trybunał Miłości. Należy wreszcie raz na zawsze dorżnąć i eksterminować PiSowską hałastrę , tudzież watahy jej popleczników.

Niech żyje Rząd i Partia! Na pohybel PiSowskim siewcom zamętu i nienawiści!

Stefan Niesiołowski

Wicemarszałek Sejmu R.P.

;)

Gadający Grzyb


pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl