Pokazywanie postów oznaczonych etykietą energetyka jądrowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą energetyka jądrowa. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 maja 2011

Pstryczek-elektryczek II


Czy do uzależnienia od Rosji prócz ropy i gazu dołożymy też energię elektryczną?



Kiedy w listopadzie 2010 roku płodziłem notkę „Pstryczek-elektryczek”, w której opisywałem wstępne przymiarki naszego nie-rządu do importowania energii elektrycznej z Obwodu Kaliningradzkiego, czułem w kościach, że do tematu przyjdzie jeszcze wrócić. No i proszę – minęło pół roku i przez łamy mediodajni przemknęły notki informujące, że sprawa jest już praktycznie przyklepana. Oznacza to pogłębienie uzależnienia energetycznego od Rosji i marginalizację alternatywnych rozwiązań czekającego nas w najbliższych latach niedoboru energii elektrycznej.


Ot, kolejny powód, dla którego obecna kamaryla powinna stanąć przed Trybunałem Stanu.


I. Budujemy mosty...


Ale po kolei. Otóż w listopadzie ubiegłego roku do prasy wyciekła informacja o rozpoczętych pracach analitycznych nad budową mostu energetycznego z Kaliningradu, którym popłynąłby do Polski prąd z budowanej Bałtyckiej Elektrowni Jądrowej. Pierwsze ustalenia zapadły najprawdopodobniej podczas rozmów wicepremierów Waldemara Pawlaka i Igora Sieczina przy okazji podpisywania kontraktu gazowego. Uruchomienie rosyjskiej elektrowni planowane jest na 2016 rok (drugi blok ma ruszyć w 2018). Most byłby wspólnym przedsięwzięciem operatorów Inter RAO (Rosja) i PSE Operator (Polska). Jego budowa pochłonęłaby kilkaset milionów złotych, do której to sumy należy dołożyć jeszcze inwestycje infrastrukturalne po polskiej stronie, przy czym koszt 1 km nowej linii oscylowałby w okolicach miliona euro i byłby to już wyłączny wydatek polskiego operatora.


Jednocześnie warto zwrócić uwagę, że do takiego projektu najprawdopodobniej nie dołoży się Unia Europejska, preferująca budowę połączeń energetycznych pomiędzy krajami wspólnoty. Warto w tym miejscu przypomnieć, że pierwotnie planowany był most energetyczny Alytus-Ełk, którym mieliśmy sprowadzać prąd z litewskiej elektrowni Visaginas mającej powstać w miejsce zamkniętej Ignaliny. Dodajmy, że taka polsko-litewska inwestycja miała wszelkie dane po temu, by uzyskać finansowe wsparcie Unii.


Dla Rosjan takie rozwiązanie było bardzo niewygodne, stawiało bowiem pod znakiem zapytania opłacalność Bałtyckiej Elektrowni Jądrowej budowanej głównie z myślą o eksporcie energii – do krajów bałtyckich, Polski i Białorusi. Rozpoczęła więc intensywny lobbing, mający wyeliminować Visaginas z gry i właśnie widzimy pierwsze konkretne skutki. O moście energetycznym z Litwą zrobiło się cicho, natomiast kilka dni temu szef Polskiej Grupy Energetycznej, Tomasz Zadroga, stwierdził że „Polska będzie kupować prąd od Rosjan”. Dodam, że jest to kwestia najbliższej przyszłości – rosyjski prąd popłynie bowiem do Polski, gdy tylko ruszy kaliningradzka elektrownia – czyli już za 5 lat. W tej chwili trwają negocjacje.


II. Tempo!


Zwróćmy uwagę na oszałamiające tempo: pierwsze rozmowy między Pawlakiem a Sieczinem odbyły się przy okazji podpisania umowy gazowej z Rosją (29.10.2010). O pracach analitycznych nad mostem energetycznym dowiedzieliśmy się w listopadzie 2010 przy czym prezes PSE Operator Henryk Majchrzak twierdził, że prace potrwają około roku, zaś cytowana przez „Rzeczpospolitą” wypowiedź („Byłoby grzechem zaniedbania, gdybyśmy nie wykonali analiz tej linii” ) sugerowała, że nic nie jest przesądzone - taka analiza "na wszelki wypadek"... Tymczasem już w lutym 2011 dowiadujemy się , że między Inter RAO a PGE i PSE Operator toczone są rozmowy odnośnie importu rosyjskiego prądu – padają wstępne liczby: 1000 MW, czyli ok. 8% rocznego zapotrzebowania Polski. Teraz prezes PGE przyznaje, że te rozmowy to już regularne negocjacje a kwestia importu jest przesądzona. Przypomnijmy, że prace studyjne nad mostem zakończą się dopiero jesienią, a już zapadła polityczna decyzja o imporcie (PSE Operator podlega Ministrowi Gospodarki, czyli W. Pawlakowi, temu samemu, który rozmawiał z Sieczinem i „negocjował” kontrakt gazowy). Jedyna korekta realizowanego z żelazną konsekwencją scenariusza to zamiana polskiej końcówki mostu z Olsztyna na Elbląg.


Osobną kwestią jest pośpiech z jakim Rosjanie realizują swoją atomową inwestycję przy naszej granicy – powstaje uzasadniona obawa, czy wybudowana w takim tempie elektrownia będzie w pełni bezpieczna zważywszy na przysłowiowy rosyjski „bardak”...


III. Prognozy, obawy...


Teraz pozwolę sobie na kilka spekulacji. Otóż podejrzewam, że o finale negocjacji dowiemy się jak zwykle, gdy będzie już za późno, prorządowe media nie drążą bowiem sprawy, zadowalając się krótkimi notkami w rubrykach gospodarczych. Powtarza się tu scenariusz z negocjacji gazowych – temat o kapitalnym znaczeniu dla Polski spychany jest na daleki plan i wypłynie zapewne dopiero wtedy, gdy wszystko będzie już postanowione. Ta opieszałość dotyczy również opozycji – przypominam, że „w temacie” gazowym PiS ocknął się tuż przed finałem rozmów, podobnie może być z kwestią importu energii elektrycznej – tymczasem trzeba krzyczeć teraz, bo za kilka miesięcy może być już za późno.


Kolejna obawa, którą pragnę się na zakończenie podzielić, dotyczy skali importu – sądzę, że podobnie jak w przypadku gazu Rosja zechce nas napchać swoim prądem po gardło, tak by ostatecznie wyeliminować z gry litewską Visaginę, a może nawet nasz Żarnowiec. Innymi słowy, może to być znacznie więcej niż 1000 MW i 8% naszego zapotrzebowania o którym na razie mowa, zaś Rosja zechce zapewne osiągnąć status wyłącznego eksportera na naszym rynku. Jak to przełoży się na ceny energii? Przypominam, że gaz z Rosji miał być „tani” a jeśli w negocjacjach maczają palce „specjaliści” od Pawlaka...


I wreszcie – czy naprawdę nie jesteśmy w stanie poczekać czterech-sześciu lat dłużej, do zakończenia budowy elektrowni w Visaginas (rok 2020) i w Żarnowcu (rok 2022), a póki co sprowadzać brakujący prąd z innych kierunków, albo zainwestować chociażby w modernizację połączenia z ukraińską elektrownią „Chmielnicki”? A co z mającymi ponoć powstać elektrowniami gazowymi?


W paru notkach (np. TU i TU) wysnułem „spiskową” teorię, że Rosja zapragnie odbić sobie na innych polach to co utraciła przy okazji negocjacji gazowych na skutek wmieszania się w ostatniej chwili Komisji Europejskiej. Import prądu z Kaliningradu wygląda na część tej „rekompensaty”, zaś Kreml uzyska kolejne narzędzie nacisku – do groźby zakręcenia gazowego kurka dojdzie atomowy „pstryczek-elektryczek”.


Gadający Grzyb


ilustracja: „Rzeczpospolita”

czwartek, 25 listopada 2010

Pstryczek-elektryczek


Import energii elektrycznej z Kaliningradu, czyli kolejny etap „ocieplenia”.

I. Blokada informacyjna.

Kto jeszcze pamięta czasy, gdy Rosjanie puentowali Tuskowe zabiegi o „przełamanie lodów” słowami: „powiedzcie, jakie macie do nas sprawy, bo my do was nie mamy żadnych”? Od jakiegoś czasu bowiem okazuje się, że Rosja, owszem, ma u nas do załatwienia swoje „sprawy”, ba – można nawet rzec, że „sprawy” te są załatwiane z coraz większym rozmachem. Tylko, dziwna rzecz, nasz rząd jakoś nie lubi się tym chwalić, nie urządza konferencji prasowych ani briefingów na tle ściany wypełnionej fotkami, podczas których mógłby pysznić się owocami współpracy. Tacy skromni. Dodam, że w rządową skromność wpasowują się ochoczo wiodące mediodajnie i to do tego stopnia, że złakniona wiedzy o kolejnych sukcesach publiczność musi kontentować się skąpymi wzmiankami skrzętnie schowanymi w rubrykach gospodarczych gazet i portali.

Normalnie, jak w Ewangelii: nie wie lewica, co czyni prawica...

II. Most energetyczny Kaliningrad – Olsztyn.


Z tego „skromnościowego” nurtu wyłamała się niedawno „Rzeczpospolita”, która donosi, że oto polscy i rosyjscy operatorzy sieci energetycznych (PSE Operator i Inter RAO) szykują się do sporządzenia wspólnej analizy odnośnie przeprowadzenia „mostu energetycznego” z powstającej w Obwodzie Kaliningradzkim Bałtyckiej Elektrowni Jądrowej do Olsztyna. Podobno takie ustalenia zapadły podczas ostatniej wizyty w Polsce rosyjskiego wicepremiera Igora Sieczina. Ponoć ta wizyta i spotkanie z polskim odpowiednikiem – wicepremierem Pawlakiem miała jedynie służyć podpisaniu nowej umowy gazowej, a tu okazało się że nie tylko...

Taka analiza to na pozór nic strasznego, tyle, że w praktyce oznacza ona, iż nasz rząd na poważnie przymierza się do importowania znacznej części potrzebnej nam energii elektrycznej z Rosji. A Rosja takiej gratki nie przepuści, bowiem poza względami biznesowymi, oznacza to uzależnienie Polski północno-wschodniej (co najmniej) od rosyjskiego prądu.

III. Kaliningradzki pstryczek – elektryczek.

Pytanie, co z elektrownią atomową na Litwie (Visaginas) i polsko – litewskim mostem energetycznym, w którym mieliśmy partycypować i który wraz z naszym przyszłym atomem miał być istotnym czynnikiem zapewniającym stabilność energetyczną w regionie. Jak twierdzi litewski premier, Andrius Kubilius, Rosjanie gdzie tylko mogą, tam lobbują, by zniechęcić do litewskiej elektrowni potencjalnych inwestorów. Z Polską, jak widać już się udało.

Docelowo elektrownia w Obwodzie Kaliningradzkim ma zaopatrywać w prąd Pribaltikę, Białoruś i Polskę. Już teraz, po zamknięciu litewskiego Ignalina, kraje nadbałtyckie importują energię z Rosji i najwyraźniej tak ma pozostać. Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że budowa kaliningradzkiej elektrowni rusza w przyszłym roku, zaś jej kolejne bloki mają zostać uruchomione w latach 2016 i 2018, to nic dziwnego, że Rosjanom zaczyna się śpieszyć, tym bardziej, że budowa połączenia z Polską potrwałaby ok. siedmiu lat, zaś wedle opinii ekspertów projekt kaliningradzkiej elektrowni będzie nieopłacalny, jeżeli jednym z głównych odbiorców energii nie będzie Polska.

Trzeba też przypomnieć w kontekście „coraz bardziej nas otaczającej” przyjaźni ze strony naszego Północnego Sąsiada, że mamy w tej chwili połączenie z ukraińską elektrownią atomową „Chmielnicki”. Łącze wymaga wprawdzie modernizacji i remontu ale jest – nie trzeba budować go od zera. Sytuacja wypisz wymaluj podobna do tej z gazociągiem słubickim o którym pisałem nie tak dawno temu (http://niepoprawni.pl/blog/287/zapomniany-gazociag).

Ale cóż – dla naszych decydentów najwyraźniej bardziej kuszący jest kaliningradzki pstryczek-elektryczek. Jedyna szansa, że Komisja Europejska nie zgodzi się na dofinansowanie tej inwestycji (kilkaset mln zł) konkurencyjnej wobec wspieranego przez Unię projektu połączenia Ełk – Alytus. Tyle, że grozi to kolejną (po negocjacjach gazowych) kompromitacją, kiedy to Unia będzie występować w naszym interesie wbrew stanowisku polskiego rządu...

No i nie od rzeczy byłoby zapytać jak tam się mają sprawy z naszym Żarnowcem – czy oprócz kolejnych dat wpisywanych do „Polityki energetycznej Polski” (ostatnio obowiązuje jak się zdaje rok 2022), sprawy ruszyły choć o krok do przodu...

IV. Rekompensata.

Aż boję się pomyśleć, o czym jeszcze nie zostaliśmy poinformowani, jakież to inne „poboczne” ustalenia zapadły przy okazji finalizowania gazowego dealu. Przypomnę, że na skutek wmieszania się Komisji Europejskiej w końcową fazę gazowych negocjacji, ostateczny kształt kontraktu jest grubo poniżej pierwotnych rosyjskich oczekiwań. W związku z tym, sformułowałem w jednej z poprzednich notek hipotezę, że Rosja będzie oczekiwała stosownej „rekompensaty”, by na innych odcinkach surowcowo – energetycznych powetować sobie to co straciła na gazie.

Hipoteza ta z tygodnia na tydzień staje się coraz bardziej uprawdopodobniona. Spójrzmy:

- rząd od dawna uporczywie stosuje obstrukcję wobec łączącego nas z Niemcami gazociągu słubickiego, którym moglibyśmy sprowadzać z kierunku zachodniego do 2 mld m3 gazu rocznie, czyli tyle, ile brakowało nam w gazowym bilansie przed podpisaniem z Rosją nowej umowy (więcej w notce „Zapomniany gazociąg”);

- rosyjskie firmy (Rosnieft, TNK BP, Gazprom-Nieft) zainteresowane są kupnem większościowego pakietu Lotosu, do sprzedaży którego ma dojść w 2011 roku; w ten sposób prócz przejęcia 28% rynku paliw płynnych Rosja zbuduje swój przyczółek w Naftoporcie, którego mniejszościowym udziałowcem jest Lotos (patrz notka - „Rekompensata?”);

- niedawno rosyjskie konsorcjum „Nowatek” przejęło od niemieckiej firmy Knaube spółkę „Intergaz-System”, będącą potentatem na rynku gazu LPG w południowo – wschodniej Polsce i właścicielem nowoczesnego przeładunkowego terminalu kolejowo - drogowego przy torze szerokim i normalnym (zgodę jeszcze w sierpniu tego roku wydał UOKiK) (szerzej o tym w notce „Intergaz-Sysytem, czyli firma dla czekisty”);

- opisana powyżej kwestia importu energii elektrycznej z Rosji przy pominięciu kierunku dostaw z Litwy i/lub Ukrainy.

To przykłady z zaledwie kilku ostatnich tygodni (!!!).


Do tego należy oczywiście dodać umowę gazową stawiającą pod znakiem zapytania rolę budowanego gazoportu w Świnoujściu, zaniedbania (wszystko wskazuje na to, że celowe) w kwestii zakopania Gazociągu Północnego pod torem podejściowym do portów Szczecin – Świnoujście, co w przyszłości uniemożliwi wpływanie statkom o zanurzeniu większym niż 13,5 metra. Uzależnienie od rosyjskiej ropy jest tak totalne i bezalternatywne, że w zasadzie już nikt na co dzień nie zaprząta sobie tym głowy...

Słowem – rekompensata postępuje jak się patrzy. A może jest jeszcze inaczej? Może powyższa wyliczanka miała zostać zrealizowana niezależnie od wyniku renegocjacji „kontraktu jamalskiego”? Może przechwycenie dużej części polskiego sektora energetyczno – surowcowego miało się odbyć nawet gdyby kontrakt gazowy podpisano w maksymalnie korzystnej dla Rosji formule?

I wreszcie: czy rząd Tuska – Pawlaka jest świadom, że polityka surowcowa i energetyczna traktowana jest przez Kreml jako jedno z głównych narzędzi neoimperialnej polityki Rosji? Również jako sposób wywierania presji na zagranicznych „partnerów”?

***

Rząd i reżimowe mediodajnie skupione są póki co na przeżywaniu zbiorowego orgazmu związanego z rychłą wizytą gospodina Miedwiediewa. Osobiście przypuszczam, że istotnie czeka nas wieloszczeblowe „ożywienie dyplomatyczne” na linii Polska – Rosja. Wszak jest tyle pięknych interesów, których trzeba dopilnować w Priwislańskim Kraju. Wiadomo – pańskie oko konia tuczy.

Mnie w związku z tą wizytą interesuje jedno: jakimi poskutkuje ustaleniami? I czy o nich również dowiemy się dopiero, gdy wejdą w fazę realizacji?

Gadający Grzyb

P.S. Źródło ilustracji: „Rzeczpospolita”.

Pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl