Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PKW. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PKW. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 maja 2016

Dobra zmiana nie dla wszystkich

Postawa zarówno Kancelarii Prezydenta jak i „naszych” mediów jest prostą kontynuacją linii: „nie nasi”, więc niech siedzą.

Pamiętają Państwo protest w siedzibie PKW po sfałszowanych wyborach samorządowych w 2014 roku? Przypomnę, że 20 listopada 2014 r. doszło do pikiety przeciw oszustwom wyborczym, w której wzięli udział m.in. Grzegorz Braun, Ewa Stankiewicz wraz z „Solidarnymi 2010”, środowiska narodowe, Krucjata Różańcowa za Ojczyznę oraz relacjonujący wydarzenia dziennikarze niezależnych mediów, m.in. Niepoprawnego Radia PL, które transmitowało na żywo przebieg wydarzeń. W pewnym momencie przedstawiciele demonstrujących weszli do pomieszczeń Państwowej Komisji Wyborczej domagając się rozmów i wyjaśnień co do przebiegu wyborów i liczenia głosów. Po kilku godzinach zostali usunięci siłą przez policję i zatrzymani w następstwie czego wytoczono im procesy karne „o naruszenie miru domowego”. Warto dodać, że właśnie ten protest stał się bezpośrednią przyczyną ustąpienia skompromitowanych „leśnych dziadków” z PKW.

Dlaczego wracam do zajść sprzed półtora roku? Ano dlatego, że sprawa bynajmniej się nie skończyła – w każdym razie nie dla wszystkich. Jak donosi na swoich stronach Stowarzyszenie Ruch Kontroli Wyborów – Ruch Kontroli Władzy, trzech uczestników protestu zostało prawomocnie skazanych – są to: Rafał Mossakowski (otrzymał już wezwanie do odbycia kary, obecnie ukrywa się przed odsiadką), Zenon Nowak i Grzegorz Senatorski. Orzeczono wobec nich kary grzywny, przy czym Grzegorz Senatorski grzywnę zapłacił, Rafał Mossakowski nie zapłacił i zamieniono mu ją na dwa tygodnie aresztu, Zenon Nowak również nie zapłacił i zamiana kary na areszt pozostaje jedynie kwestią czasu. Kolejna trójka (Marcin Berghauzen, Marcin Dybowski, Paweł Hermanowski) oczekuje na wznowienie procesu – prokuratura w II instancji uzyskała bowiem 21 marca uchylenie wyroku o umorzeniu postępowania.

W stosunku do wszystkich wymienionych osób zostały wniesione do Kancelarii Prezydenta wnioski o ułaskawienie, przy czym... bieg próśb został wstrzymany (10 marca) na skutek negatywnych opinii Sądów Rejonowego i Okręgowego – czyli tych samych, które orzekały w ich sprawach! Krótko mówiąc, urzędnicy Kancelarii Prezydenta pod byle pretekstem umyli ręce, nie reaguje również Ministerstwo Sprawiedliwości. Za chwilę może się okazać, że jedynymi skazanymi przy okazji skandalicznych manipulacji wyborczych podczas pamiętnych wyborów samorządowych będą ci, którzy ośmielili się wówczas zaprotestować.

Czemu mnie to nie dziwi? Ano temu, że pamiętam reakcje Prawa i Sprawiedliwości, a także samego Andrzeja Dudy na protest w PKW. Najkrócej rzecz ujmując, politycy ówczesnej głównej siły opozycyjnej, a za nimi sprzyjające PiS-owi media, odsądziły uczestników demonstracji od czci i wiary jako warchołów, awanturników, posuwając się wręcz do insynuowania im agenturalności. Tak, tak...

Oto garść cytatów. Prawo i Sprawiedliwość zdecydowanie negatywnie ocenia dzisiejsze wydarzenia pod siedzibą PKW. Wtargnięcie do instytucji państwa i jej okupacja nie są rozwiązaniem problemu i mogą tylko pogłębić chaos, który jest związany z przedłużającym się procesem podania wyników wyborów samorządowych” - to oficjalne oświadczenie PiS wystosowane przez rzecznika Marcina Mastalerka. Dalej: „Jestem zdecydowanie przeciwny takim działaniom jak zajęcie siedziby PKW. To jest swego rodzaju napaść i do takich sytuacji absolutnie dochodzić nie powinno. Dobrze, że policja usunęła z siedziby PKW te osoby, które ją okupowały. Na szczęście stało się to w sposób w miarę spokojny” (sic!) - to z kolei wypowiedź Andrzeja Dudy wygłoszona w TVN24. Media pojechały już po całości. Portal poświęcony (komu?) „Fronda.pl”: V kolumna Putina zajmuje PKW „niniejszym wzywamy powołane do tego organy państwa Polskiego oraz liczące się siły polityczne do powstrzymania przed skutkami destabilizacji przez Ruch Narodowy, KNP – uzurpatorów reprezentacji narodu”. Tomasz Sakiewicz na Niezależnej.pl: „Wszystko wskazuje na to, że co najmniej od czwartku przeprowadzany jest w Polsce scenariusz prowokacji”. Łukasz Warzecha, portal wPolityce.pl: „Gdybyśmy żyli w czasach cesarstwa rosyjskiego, bez wahania postawiłbym spore pieniądze na to, że inicjatorzy okupacji siedziby PKW (…) to właśnie typowi agenci ochrany, realizujący w gruncie rzeczy scenariusz zamówiony przez swoich mocodawców z carskiego rządu”. Wystarczy?

Nadmienię jeszcze skrajnie nielojalną postawę środowiska dziennikarskiego, które upomniało się wielkim głosem jedynie o dwóch kolegów po fachu, ignorując los innych zatrzymanych w siedzibie PKW. Jak widać, postawa zarówno Kancelarii Prezydenta, jak i mediów, konsekwentnie odwracających wzrok w innym kierunku, jest prostą kontynuacją przyjętej wówczas linii - „nie nasi, więc niech siedzą”. Cóż, najwyraźniej „dobra zmiana” nie jest dla wszystkich.

*

A poza tym:

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:

http://blog-n-roll.pl/pl/dupki-%C5%BCo%C5%82%C4%99dne

http://blog-n-roll.pl/pl/ha%C5%84ba-%E2%80%9Eniepokornych%E2%80%9D

http://blog-n-roll.pl/pl/bezprawie-w-s%C5%82u%C5%BCbie-demokracji

Zapraszam na „Pod-Grzybki” ------->http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/3702-pod-grzybki

Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 14 (08-14.04.2016)

środa, 27 kwietnia 2016

„Dobra zmiana” do poprawki

Władza musi czuć na plecach oddech wyborców, inaczej ugrzęźnie w marazmie, ze szkodą dla nas wszystkich i dla Polski.

I. Prawicowa autocenzura

Kierowane przez Jerzego Targalskiego stowarzyszenie „Ruch Kontroli Wyborów – Ruch Kontroli Władzy” (dalej - „RKW-RKW”) wydało niedawno ważne „Oświadczenie w sprawie »Dobrej Zmiany«”. Oświadczenie ukazało się... i nic. Poza dość ożywioną dyskusją na „Naszych Blogach”, odpowiedzią była głucha cisza. Sprawa nie zainteresowała wiodących prawicowych mediów i czołowych publicystów „obozu patriotyczno-niepodległościowego”, którzy wolą skoncentrować się na komentowaniu co też pani Iks powiedziała panu Igrek w telewizji i co pan Igrek na to. Zatem skoro poruszone w „Oświadczeniu” problemy ich nie obchodzą, to ja postaram się do nich odnieść i nagłośnić w miarę swych skromnych możliwości.

Z redaktorem Targalskim zdarzało mi się polemizować, nawet dość ostro, przede wszystkim w kwestii ukraińskiej, jednak co do jednego jak sądzę, panuje między nami zgoda: patrzeć na ręce należy każdej władzy – niezależnie od tego, czy jest ona „nasza”, czy „nie nasza”. I taka intencja przyświecała powołaniu „RKW-RKW”, powstałemu na bazie części niesformalizowanego „pospolitego ruszenia” wolontariuszy monitorujących przebieg ostatnich wyborów. Założenie powyższe stało się zresztą jedną z przyczyn środowiskowego podziału, część liderów bowiem uznała, że misja Ruchu Kontroli Wyborów wyczerpała się na dopilnowaniu procesu wyborczego, teraz natomiast, po zwycięstwie „naszych” należy „nie przeszkadzać”, co w praktyce przekłada się na autocenzurę i powstrzymywanie się od krytyki, nawet jeśli są do takowej realne powody. Działa tu prosty mechanizm – skoro w „nasz” rząd walą na odlew i z reguły kłamliwie media obozu III RP, różnej maści lewactwo, KOD, Komisja Wenecka, partie opozycyjne i Bruksela, to przynajmniej my nie dołączajmy do tego „chóru wujów”. Jest to szantaż emocjonalny w czystej postaci, skonstruowany na zasadzie: skoro krytykujesz, to stajesz w jednym szeregu z Kijowskim, TVN-em, „Wyborczą” i generalnie – szkodzisz sprawie i „dobrej zmianie”. Taka postawa jest z gruntu szkodliwa, bowiem władza zawsze ma tendencje do popadania w samozadowolenie, a stojący za nią aparat partyjny, zwłaszcza wyposzczony po latach opozycji, ma skłonności do przedkładania własnego, partykularnego interesu ponad dobro publiczne. Konsekwencją jest odrealnienie i utrata więzi z wyborcami – skoro krytykują nas wyłącznie „tamci”, to znaczy, że byczo jest, róbmy dalej swoje, naród z nami, a kto się wyłamuje, ten szkodnik, renegat i zdrajca.

II. Lista zaniechań

Tyle tytułem wstępu, a teraz do rzeczy. „Oświadczenie w sprawie »Dobrej Zmiany«” punktuje szereg zaniechań PiS-u w wielu obszarach, które jeszcze do niedawna Prawo i Sprawiedliwość niosło na sztandarach, a które jakoś tak niepostrzeżenie zniknęły z agendy. Spójrzmy (zaznaczam, że w niektórych punktach dopisuję również własne zastrzeżenia).

1) Pozostawienie w szeregu instytucji państwowych złogów starego systemu, nominacje dla osób niekompetentnych, lub wręcz związanych z obozem beneficjentów III RP. Tu szczególnie bulwersujące są ruchy kadrowe w MSZ – np. Piotr Puchta, były funkcjonariusz wojskowych służb specjalnych PRL, klasyczne „resortowe dziecko” (syn Janusza Puchty, byłego wiceszefa WSI) został dyrektorem Departamentu Afryki i Bliskiego Wschodu. Placówki dyplomatyczne jawnie wspierają aktywność KOD-u przy kompletnej bierności ministerstwa, na stanowiskach pozostają nominaci Radka Sikorskiego (choćby Ryszard Schnepf) – długo by wymieniać. Polecam w tej materii chociażby obszerny tekst Krzysztofa Balińskiego z niedawnej „Warszawskiej Gazety” - włos się jeży.

2) Nie uchylono „ustawy 1066” - mimo że, nadmienię na marginesie, PiS w poprzedniej kadencji głosowało przeciw.

3) Nie zwrócono się do NATO o pomoc w wyjaśnieniu Smoleńska.

4) Nie ujawniono, mimo zapowiedzi, zbioru zastrzeżonego IPN ani Aneksu do raportu ws. rozwiązania WSI. Jeżeli Aneks „zniknął” - należało wyciągnąć odpowiednie konsekwencje. Nie ujawniono agentury komunistycznej wśród Polonii.

5) Nie pociągnięto do odpowiedzialności winnych represji politycznych wobec różnych środowisk z czasów rządów PO-PSL. Wymienić można tu chociażby strzelanie do górników, szykany wobec kibiców, prowokacje na Marszach Niepodległości, bezprawne zatrzymania, areszty, „rozgrzane sądy” itd.

6) Zamieciono pod dywan sprawę sfałszowanych wyborów samorządowych 2014 roku – tym samym milcząco zalegalizowano fałszerstwa. W efekcie, potężną część władzy sprawują w Polsce układy wyłonione w wyniku wyborczego oszustwa, co może skutkować cichym sabotażem poczynań rządu (choćby programu 500+). Od siebie dodam, że przez struktury samorządowe (np. sejmiki wojewódzkie) przepływa znaczący strumień unijnych funduszy. Co z zapowiadanym powtórnym przeliczeniem głosów i kontrolą protokołów wyborczych na poszczególnych szczeblach?

7) Jeśli chodzi o Państwową Komisję Wyborczą pozostawiono stan dotychczasowy – zarówno jeśli chodzi o skład personalny, jak i podstawy prawne jej funkcjonowania. Jak bardzo są one wadliwe, świadczy podany wyżej przykład wyborów samorządowych.

8) Przygotowana ustawa o obrocie ziemią nadaje zbyt daleko idące kompetencje Agencji Nieruchomości Rolnych – organowi skorumpowanemu i skompromitowanemu, co wykazały np. kontrole NIK.

9) Zarówno Prezydent jak i rząd milczą w sprawie referendum zakazującego sprzedaży ziemi i lasów w ręce cudzoziemców. Pod wnioskiem o referendum zebrano 2,6 mln podpisów. W „Oświadczeniu” podkreślono, że decyzja w sprawie sprzedaży ziemi i lasów nie powinna leżeć w gestii ministra (władza zawsze może się zmienić), lecz kwestia ta winna zostać zabezpieczona konstytucyjnie.

10) Pozostawiono w dotychczasowym kształcie spółki węglowe – siedlisko rozlicznych patologii, jakimi obrosło polskie górnictwo. Mafia węglowa pozostaje nietykalna.

11) Poparto kandydaturę Marka Belki na szefa Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju. Belka został zarejestrowany jako KO „Belch”, jawnie sprzyja obecnej antypaństwowej opozycji (a jak wiemy z „taśm prawdy” nie wykluczał uruchomienia środków NBP, by zapewnić zwycięstwo wyborcze Platformie). Można zakładać, że na stanowisku EBOiR będzie się kierował wszystkim, tylko nie polską racją stanu. Dodam, że dzieje się to w sytuacji, gdy PO utrąciła w Parlamencie Europejskim kandydaturę Janusza Wojciechowskiego do Europejskiego Trybunału Obrachunkowego.

12) Część lokalnych działaczy PiS zblatowana jest z miejscowymi układami. Skutkuje to blokowaniem jakichkolwiek zmian w istniejącym status quo.

13) Zmiany w mediach publicznych mają charakter pozorowany. Wymieniono „twarze” na wizji i ogólną narrację bez zmian strukturalnych. Dodatkowo, „na stanowiska prezesów i dyrektorów zostały często powołane osoby niekompetentne i skompromitowane w środowisku nie tylko dziennikarskim”.

III. Furia partyjnych kiboli

Uff... Teraz jeszcze kilka słów o reakcjach – wielce symptomatycznych. Pod „Oświadczeniem” na „Naszych Blogach” zaktywizowało się, jak zwykle w takich razach, stado rozemocjonowanych kretynów, zarzucających Jerzemu Targalskiemu szkodnictwo, awanturnictwo, a nawet kierowanie się jakimiś mętnymi ambicyjkami. To jest właśnie ten rodzaj partyjnego kibolstwa, które nieodmiennie mnie drażni – milczeć i „ruki po szwam”, a kto się wychyla – ten sabotażysta i dywersant. Widzę tu objawy mentalnego zniewolenia i zacietrzewienia, jakie obserwujemy na marszach KOD-u – tylko o przeciwstawnym wektorze sympatii politycznych. Kodowcy wygwizdali przedstawicieli „Zielonych”, usiłujących przeprowadzić choćby szczątkowe rozliczenie społecznych kosztów transformacji ustrojowej, zaś „nasi” kibole usiłują zakrzyczeć Targalskiego, bo wyrwał się nie w porę. Otóż nigdy nie będzie „dobrej pory” - zawsze będzie jakiś KOD, Platforma, Nowoczesna, zewnętrzne naciski itd. Podobnie było, gdy PiS znajdowało się w opozycji – dość przypomnieć analogiczne reakcje na słynny list prof. Andrzeja Nowaka. Podniosły się również głosy, że PiS rządzi zaledwie od pół roku – racja, ale jeśli nie będziemy konsekwentnie naciskać już teraz, to z tego pół roku zrobi się niepostrzeżenie rok, dwa lata... aż nastaną kolejne wybory, które mogą się skończyć niemiłą niespodzianką. Pierwsze oznaki demobilizacji już widać – odwołanie „marszu miliona” jest sygnałem co najmniej niepokojącym. Władza musi czuć na plecach oddech wyborców, inaczej ugrzęźnie w marazmie, ze szkodą dla nas wszystkich i dla Polski. Jeśli PiS zatrzyma się w pół kroku, uwikła w jakieś taktyczne układanki ze starym systemem, to prędzej czy później „dobra zmiana” zostanie pokonana przez opór materii.

Oświadczenie RKW-RKW kończy się słowami: „Pragniemy zwrócić uwagę, że obywatele wiele oczekują od obecnych władz. Jeśli zostaną zawiedzeni, odwrócą się od PIS. Będzie to sytuacja bardzo niebezpieczna dla Polski, bo podobnej politycznej alternatywy w obecnej sytuacji na razie nie widać, a powrót do władzy poprzedniej ekipy oznaczałby zwycięstwo Targowicy ze wszystkimi tego analogiami i konsekwencjami”. Nic dodać, nic ująć.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Zapraszam na „Pod-Grzybki” ------->http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/3702-pod-grzybki

Artykuł opublikowany w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 14 (06-12.04.2016)

czwartek, 11 grudnia 2014

PiS kontra RN – czyli droga do klęski

Żadna z obecnych sił patriotycznych w pojedynkę nie odzyska Polski.

I. Musztarda po obiedzie

13 grudnia odbędzie się organizowany przez Prawo i Sprawiedliwość marsz protestacyjny przeciw fałszerstwom wyborczym. Jednocześnie ten sam PiS odciął się od demonstracji przed PKW z 20 listopada potępiając „pogłębianie chaosu” (Mastalerek) i „swego rodzaju napaść” (Duda), jednocześnie pouczając, iż „niepokój obywateli (…) powinien być wyrażany w ramach przedsięwzięć, które przewiduje system demokratyczny”. Przy tej okazji do szturmu ruszyły „niepokorne” media imputując organizatorom manifestacji – w kompletnym oderwaniu od faktów i rzeczywistego przebiegu wydarzeń – agenturalność, realizację rosyjskiego scenariusza destabilizacji Polski, tudzież postulując „marginalizację” takich nieodpowiedzialnych elementów jak Grzegorz Braun i Ewa Stankiewicz.

Czy tylko ja mam poczucie schizofrenii towarzyszącej działaniom opozycji? Albo przyjmujemy, że mamy normalną demokrację i działamy w zgodzie z regułami systemu, albo twierdzimy, że wybory sfałszowano i wtedy o żadnej demokracji i praworządności nie może być mowy. Jeżeli przyjmujemy to drugie założenie, wówczas wszelkie „przedsięwzięcia, które przewiduje system demokratyczny”, jak łaskaw był napisać rzecznik PiS w swym oświadczeniu, tracą rację bytu, bo władza nie działa według tych samych zasad i „system demokratyczny” jest dla niej jedynie parawanem. Natomiast opozycja zachowuje się jakby konstytucyjne państwo prawa istniało i zarazem nie istniało, bo sfałszowano wybory. Otóż, drodzy politycy z jedynie słusznej partii, trzeba było albo nie gardłować o fałszerstwach, albo zmobilizować aktyw oraz sympatyków i poprzeć protest przed PKW oraz późniejszą okupację – to wtedy był właściwy moment, żeby zrobić Majdan w Warszawie. Jeżeli kilkanaście osób mogło wymusić dymisję „leśnych dziadków”, to tym bardziej masowy protest połączonej opozycji parlamentarnej i pozaparlamentarnej byłby w stanie wymóc co najmniej powtórzenie wyborów.

Marsz 13 grudnia to musztarda po obiedzie. Demonstracja przejdzie się ulicami stolicy, ludzie pokrzyczą, wysłuchają przemówień, że następnym razem to już na pewno wygramy byleby tylko „przypilnować wyborów”, padną apele o mobilizację, po czym wszyscy rozejdą się do domów. Para w gwizdek. Nawiasem mówiąc, podobny przebieg miała przybrać w założeniu pikieta pod PKW. Gdyby nie inicjatywa Grzegorza Brauna wtedy również skończyłoby się na niczym – ot, Winnicki z Wiplerem mieliby swoje kilka minut w mediach i tyle. No chyba, że liderzy zarówno PiS jak i Ruchu Narodowego zwyczajnie nie wierzą w masowe, zaplanowane fałszerstwa, a radykalnej retoryki używają wyłącznie do utrzymywania zwolenników w stanie permanentnej gorączki emocjonalnej, by nie zaczęli rozłazić się na boki. Jeśli tak jest, jeśli całe to pokrzykiwanie o sfałszowaniu wyborów ma służyć jedynie socjotechnicznej manipulacji, to czym prędzej należy pognać na kopach jednych i drugich. Jeżeli zaś autentycznie uważają, że wybory przekręcono, to czemu ma służyć hamowanie przejawów obywatelskiego nieposłuszeństwa? Czy naprawdę sądzą, że da się cokolwiek wymusić grzecznymi protestami w stylu „prosimy o pieczywko”, bądź skazanymi na niepowodzenie z braku sejmowej większości, pustymi inicjatywami parlamentarnymi?


II. Destrukcyjna wojenka

Na powyższe nakłada się destrukcyjna wojenka między PiS a narodowcami, sprowadzająca społeczne niezadowolenie i ludzką energię w bezpieczne dla władzy koleiny. Z jednej strony narodowcy głupio i bez sensu zarzucają PiS zdradę i umiejscawiają Prawo i Sprawiedliwość w jednym szeregu z resztą politycznego establishmentu III RP jako część „Republiki Okrągłego Stołu”, z drugiej strony - PiS i sympatyzujące z nim media równie głupio i bez sensu wrzucają wszystkie odłamy narodowców do jednego worka z napisem „ruska agentura”. Dopóki obie strony nie przyjdą do opamiętania i nie porzucą swego jadowitego sekciarstwa oraz dewastującej, uniemożliwiającej jakąkolwiek debatę retoryki, dopóty o „obaleniu Republiki Okrągłego Stołu” będziemy mogli sobie marzyć do us...j śmierci i jeden dzień dłużej.

Należy tu zadać pytanie, które od pewnego czasu rozbrzmiewa coraz głośniej po prawej stronie: czy PiS-owi w tej wiecznej opozycji nie jest aby zbyt wygodnie? Jest jedyną liczącą się siłą w obozie patriotycznym, której zahartowany, żelazny elektorat, zapewnia w kolejnych wyborach określoną pulę miejsc w parlamencie i związane z tym państwowe dotacje. W terenie działacze również mogą załapać się na jakieś samorządowe posady. Patrząc z tej perspektywy, wystarczy nieco pogardłować w mediach, utrzymując zwolenników w stanie wzmożeniowego napięcia. No i podstawa - pilnować monopolu na prawicowość i patriotyzm, a jeśli pod bokiem wykiełkuje coś nowego pokroju Ruchu Narodowego, to wystarczy potencjalną konkurencję zdyskredytować jako „rozbijaczy prawicy”, którzy chcą urwać bezcenne głosy, tudzież zwyzywać od „ruskich agentów” i pozamiatane. Socjotechnika toporna jak konstrukcja cepa, ale póki co, skuteczna.

Otóż przypominam, że w wyniku tych wyborów swój stan posiadania znacząco zwiększyła najbardziej prorosyjska partia w Polsce, czyli PSL i to ona może realnie szkodzić, a nie marginalny politycznie RN zbierający jakieś 1,7 proc. Ale ważniejsze jak się okazuje jest tropienie ruskich agentów w szeregach narodowców - w imię realizacji „doktryny Lipińskiego”, wedle której patriotyczny wyborca nie może mieć żadnej alternatywy na prawicy, dzięki czemu tak czy inaczej zagłosuje na PiS. Otóż nie. Skąd pomysł, że gdyby nie istniały ugrupowania narodowe, to te 1-2 proc. zagłosowałoby na Prawo i Sprawiedliwość? Równie dobrze mogą zostać w domach - i nie tylko oni.


III. Odwrócona synergia

Czepiam się w tym tekście głównie PiS-u, ale w końcu ta partia właśnie jest głównym ugrupowaniem opozycyjnym, to ona ma możliwości oraz środki działania, zaplecze finansowo-organizacyjne i to właśnie od niej należy przede wszystkim wymagać skuteczności działania, a nie pustych gestów i biadolenia, że „znowu nas oszukali”. Marsze, takie jak ten 13 grudnia należało organizować przed wyborami – wywierać nacisk zamiast uprawiać „konstruktywną” kampanię i liczyć, że wszystko załatwią mężowie zaufania. Tymczasem po raz kolejny nie udało się nawet zorganizować alternatywnego systemu liczenia głosów. Słyszę, że z mężami zaufania był problem, bo większość działaczy gdzieś kandydowała i trzeba było poszukiwać wolontariuszy z zewnątrz. Cóż, tak się mści formuła wąskiej partii kadrowej i lata odpychania od siebie potencjalnych sympatyków – począwszy od pierwszej fali społecznego zaangażowania po Smoleńsku.

Zresztą, już nawet po wyborach należało zrobić prostą rzecz: miejscowi działacze powinni przebiec się po lokalach wyborczych na swoim terenie i pospisywać wyniki z wywieszonych protokołów, a następnie przesłać dane wyżej. W regionalnych centralach PiS powinno się zliczyć te dane z terenu i porównać z oficjalnymi. Głowę dam, że nawet zakładając fałszerstwa w obwodowych komisjach, to przy info-bardaku i paraliżu PKW wyniki różniłyby się od tego co ostatecznie podały „leśne dziadki”. W ten sposób PiS miałby w ręku twardy argument i dowód nieprawidłowości. Do takiej operacji nie potrzeba ochotników z zewnątrz, można to zrobić wyłącznie partyjnymi siłami. Jednak albo nikt nie wpadł na takie narzucające się wręcz rozwiązanie, albo się nie chciało duszyć rupy.

Zamiast tego, obserwujemy dobieranie „bagnetu” w postaci SLD i oszczędzanie PSL, bo to potencjalnie przyszły koalicjant. Bawcie się tak dalej, to będziecie mieli gwarancję, że nigdy niczego nie wygracie. Przykro mi, ale w poczynaniach „bezalternatywnego” ugrupowania opozycyjnego widzę mieszaninę gnuśności, wygodnictwa i głupoty. Widzę strach przed społecznymi inicjatywami i kanalizowanie nastrojów. Niech PiS podejmuje swoje gry parlamentarno-gabinetowe, lecz niech nie odcina się w panice od oddolnych przedsięwzięć. Nikomu nie zaszkodzą działania dwutorowe – parlament i ulica. W przeciwnym razie, PiS może już wkrótce zapłacić słony rachunek za dzisiejsze kunktatorstwo.

Na zakończenie wrócę jeszcze do opisanej wyżej wojenki na linii PiS – Ruch Narodowy. W moim najgłębszym przekonaniu skutkuje ona efektem odwróconej synergii – walcząc ze sobą oba ugrupowania otrzymują osobno mniej niż wynikałoby z ich potencjałów. A wystarczyłoby, gdyby postawić jeśli nawet nie na sojusz, to chociaż na przyjazną neutralność. Zaprzestanie wzajemnego okładania się kijami jest warunkiem absolutnie podstawowym. Żadna z obecnych sił patriotycznych w pojedynkę nie odzyska Polski. Ani PiS nie zdobędzie realnej władzy, ani narodowcy nie przekroczą progu wyborczego. Koncentrując się na utrwalaniu „stanu posiadania” można sprawić, że utraci się nawet to, co ma się teraz.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Artykuł opublikowany w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 49 (08-14.12.2014)

czwartek, 27 listopada 2014

Wybory, d...a i kamieni kupa

Czy cały ten bajzel został na zimno przygotowany do odpalenia na wypadek, gdyby wybory wygrał nie ten co trzeba?

I. Broszurowy skandal

Afera związana z wyborami samorządowymi jest wielowarstwowa i dotyczy zarówno wszechogarniającej degrengolady organizacyjnej przy ustalaniu wyników, jak i konkretnych czynności przedwyborczych, które znacząco przyczyniły się do sprokurowania obecnego bardaku. Pierwszą sprawą, która nieco ginie przykryta zamieszaniem wokół informatyzacji procesu wyborczego jest kwestia zbroszurowanych kart do głosowania w wyborach do sejmików wojewódzkich (niebieska książeczka) oraz rad powiatów i dzielnic (broszurka żółta). W tym roku mieliśmy po raz pierwszy do czynienia z tą formą karty wyborczej (dotychczas używana była tzw. „płachta” na której znajdowały się listy wszystkich komitetów) i uważam, że była to podstawowa przyczyna zarówno gigantycznej ilości głosów nieważnych jak i ponadnormatywnego wyniku PSL. Z moich doświadczeń jako członka jednej z obwodowych komisji wyborczych wynika, że forma „zeszytowa” totalnie zaskoczyła i zdezorientowała głosujących, do tego stopnia, że sądzili, iż mogą postawić krzyżyk na każdej kartce wyborczej broszurki. Wyborcy gremialnie dopytywali się jak oddać ważny głos, aż w końcu przy wydawaniu kart zaczęliśmy wydawać łopatologiczne instrukcje: „jeden kolor, jeden głos”, na co często odpowiedzią było zdziwienie - „w tej niebieskiej książeczce też?”. W efekcie, na blisko tysiąc oddanych głosów doliczyliśmy się niemal 150 głosów nieważnych – w przeliczeniu wyszło mi prawie 15%! Główną przyczyną było zakreślanie więcej niż jednej listy. Podkreślam, że dotyczyło to wyłącznie kart zbroszurowanych, tam gdzie karty były jednostronicowe, odsetek nieważnych głosów był śladowy.

Inną konsekwencją wprowadzenia wyborczych broszurek w wyborach do sejmików jest wysoki wynik PSL-u, który zgarnął swoistą premię za wylosowanie listy nr1. Lista ludowców oczywiście znalazła się na pierwszej stronie niebieskiej książeczki i wielu wyborców zakreślało automatycznie pierwszego kandydata nie zaprzątając sobie głowy wertowaniem pozostałych kartek. Naprawdę, chciałbym wiedzieć jaki to geniusz wpadł na ten reformatorski pomysł, który jak się okazało masowo wprowadził ludzi w błąd. Jak widać, formuła karty wyborczej może sama w sobie prowadzić do wypaczenia wyników – nawet jeśli optymistycznie założymy, że nie doszło do innych machlojek.

II. Pierdel, serdel, burdel

Kolejnym elementem pejzażu powyborczej zgrozy jest słynny Kalkulator Wyborczy opracowany przez łódzką firmę Nabino, zwany „kalku-gniotem”. Tutaj dyletanctwo i zaniedbania sięgają kilku miesięcy wstecz. Po pierwsze, PKW rozpisała przetarg na trzy miesiące przed wyborami, wskutek czego poważne firmy nie stanęły w ogóle do konkursu, wiedząc, że przygotowanie sprawnie działającego systemu w tak krótkim czasie jest zwyczajnie niemożliwe. Jedyną firmą, która się zgłosiła była właśnie wspomniana Nabino – niewielki podmiot, którego głównym dokonaniem było do tej pory wdrożenie Scentralizowanego Systemu Dostępu do Informacji Publicznej dla MSWiA, z tym, że w konsorcjum z większą firmą Infomex, oraz – uwaga – Komunix. Ta ostatnia firma jest powiązana personalnie z Nabino (osoba Macieja Cetlera), mieści się w tym samym budynku przy ulicy Wróblewskiego 18, zaś z danych w KRS wynika, że jest obecnie... w stanie likwidacji. Czyli co – zmieniamy kolejne szyldy i jedziemy dalej? Osobną sprawą jest pula nieco ponad 400 tys zł, jaką PKW przeznaczyła na informatyzację wyborów. Z tego co udało mi się zorientować, za tego typu projekty rynkowa cena powinna być wielokrotnie wyższa. Podsumowując, dziadowskie oszczędności połączone z nierealnym terminem wykonania projektu i dyletanctwem wykonawcy nieprzygotowanego do realizacji tego typu zleceń (ponoć jedna z programistek do tej pory zajmowała się głównie projektowaniem stron www i programowania uczyła się „w biegu”) poskutkowały obecnym paraliżem wyborczym.

Skutki były łatwe do przewidzenia. Informatyczny bubel nie przeszedł żadnego z przedwyborczych testów, doprowadzając informatyków w terenie do szewskiej pasji. Mimo to PKW i Krajowe Biuro Wyborcze dopuściło system do użytku, choć było wiadome, że oprogramowanie nie ma prawa zadziałać i wyłoży się w momencie, gdy zaczną z kraju masowo spływać protokoły. Potem ruszyła lawina – okazało się, że poziom zabezpieczeń jest właściwie żaden (znów – podobno powierzono to studentce politechniki!), że byle domorosły haker może się włamać i dowolnie mieszać danymi, że z niczego wyskakują w charakterze zwycięzców kandydaci, których w danym okręgu nawet nie było na listach... Oliwy do ognia dolała sama PKW ogłaszając zwycięstwo PSL w województwie Świętokrzyskim, podczas gdy wiceszef tamtejszej komisji twierdzi, że nie wysyłał żadnych protokołów, bo sam czeka wciąż na dane z dwóch powiatów, w międzyczasie okazało się, że liczba nieważnych głosów sięga gdzieniegdzie 25-40%... Do tego doniesienia o błędnie wydrukowanych kartach, fałszerstwach podczas liczenia głosów, workach z kartami pozostawionymi bez nadzoru... Pierdel, serdel, burdel. Wybory, d...a i kamieni kupa.

III. Indolencja czy sabotaż?

No i teraz pytanie za 100 punktów: indolencja, czy świadomy sabotaż? Innymi słowy – czy mamy do czynienia z samoistnie powstałym bałaganem będącym wyłącznie efektem skandalicznej niekompetencji a który może teraz zostać wykorzystany do różnego rodzaju fałszerstw i nadużyć, czy też przeciwnie – cały ten bajzel został na zimno zaplanowany i przygotowany do odpalenia na wypadek, gdyby wybory wygrał nie ten co trzeba? W pierwszym przypadku trzeba by stwierdzić, że faktycznie polskie państwo istnieje tylko teoretycznie, w praktyce zaś toczy się jedynie siłą bezwładu i byle kryzys może doprowadzić do krachu. W drugim wariancie należałoby przyjąć, że to co przywykliśmy uważać za wbudowane w system patologie jest de facto tegoż systemu istotą, podstawą, tudzież głównym czynnikiem sprawczym państwowej oraz politycznej dynamiki. Jestem sobie w stanie wyobrazić, że pozbawione realnego nadzoru służby montują podobną prowokację w obronie zagrożonych interesów. Weźmy pod uwagę PRL-owski rodowód biografii członków PKW, ogłoszenie na gwałtu-rety wdrażania nowego systemu wyborczego, kurczowe trzymanie się tegoż mimo porażki testów i potwierdzonych informacji o prawdopodobieństwie zewnętrznych manipulacji... Natomiast już po blamażu wyborczym wciąż, dzień po dniu, PKW odwleka decyzję o wyrzuceniu do kosza kalku-gniota i przejściu na ręczne liczenie głosów – czyli rezygnuje ostatniej szansy by uratować resztki własnej powagi. Na to jeszcze nakładają się ruskie serwery, niedawna działalność informatyzacyjna byłego konsula honorowego Rosji, no i słynne wycieczki szkoleniowe do Moskwy. Czego „leśnych dziadków” tak naprawdę nauczał „czarodziej Putina” Władimir Czurow?

Afera wyborcza to o wiele więcej niż sprawa wygranej bądź przegranej tej czy innej partii. Obecny paraliż to uderzenie w same ustrojowe fundamenty Polski i tak należy go traktować. Wyobraźmy sobie, że PKW koniec końców ogłasza oficjalne wyniki. Kto w nie uwierzy? Nawet jeśli utopijnie założymy, że nie zostały wypaczone? Owszem, można powrócić do ręcznego przeliczenia wszystkich głosów. Jako członek komisji obwodowej nie mam powodu obawiać się takiej weryfikacji – ale wyłącznie pod warunkiem, że w międzyczasie nikt nie dobrał się do opieczętowanych przez nas pudeł z kartami. Jednak skądinąd wiadomo, że w różnych miejscach różnie z tym bywało, zatem nawet takie rozwiązanie nie załatwi problemu. Jedyną możliwą opcją jest więc spec-ustawa radykalnie skracająca kadencję samorządów i nakazująca rozpisanie nowych wyborów. Bez tego czeka nas wieloletni festiwal podważania legalności władzy na trzech, niezwykle istotnych poziomach. Chyba nie trzeba tłumaczyć jak destrukcyjny będzie to miało wpływ na funkcjonowanie całego państwa.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:

http://blog-n-roll.pl/pl/kalkulator-czy-liczyd%C5%82o#.VHd7kWfYiGc

http://blog-n-roll.pl/pl/b%C4%99d%C4%85c-cz%C5%82onkiem-komisji#.VHd7nWfYiGc

Artykuł opublikowany w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 47 (24-30.11.2014)

wtorek, 18 listopada 2014

Kalkulator czy liczydło?

Wygląda na to, że tymi „którym spotkanie z technologią informatyczną sprawia problemy” są przede wszystkim informatycy z Nabino.


Gdy „Warszawska Gazeta” z niniejszym artykułem trafi do Państwa rąk, będzie już wiadomo ile kolejnych wpadek zaliczył system informatyczny opracowany dla Państwowej Komisji Wyborczej przez firmę Nabino (93-578 Łódź, ul. Wróblewskiego 18, lok. 1207, tel.: +48 42 682 82 82, KRS: 0000323482; NIP: 7292656980; REGON: 100625257).

W kolejnych dniach natomiast – ze szczególnym uwzględnieniem wyborczej niedzieli – dowiemy się wszyscy co i w jakich rozmiarach zawiodło oraz ile ostatecznie trwało podanie do publicznej wiadomości wyników wyborów przez szacowne grono leśnych dziadków z PKW. Póki co jednak, pozwólmy sobie na mały powiew optymizmu. Nabino twierdzi:: „Naszym celem jest tworzenie nowoczesnych systemów spełniających wymogi, jakie stawia dzisiejszy rynek informatyczny. (...) Pragniemy tworzyć systemy w pełni zmodularyzowane, przyjazne użytkownikowi nie tylko zaznajomionemu z dzisiejszą techniką, ale także tym – którym spotkanie z technologią informatyczną sprawia problemy.” (wytłuszczenie moje – PL)

No cóż, póki co wygląda na to, że tymi „którym spotkanie z technologią informatyczną sprawia problemy” są przede wszystkim informatycy z Nabino. Wydawało się, że po tym co zafundowali wyborcom poprzednicy z firmy Pixel Technology, może być już tylko lepiej, ale najwyraźniej każdy obywatel powinien sobie zakonotować jako żelazną regułę instytucjonalną III RP hasło: „zawsze może być gorzej!”.

Przypomnijmy, iż spółka Nabino, chwaląca się w portfolio projektami dla instytucji publicznych, została wybrana do obsługi serwisów wyborczych na początku marca 2014 i ma już za sobą wybory do PE oraz wybory uzupełniające do Senatu. Teoretycznie, pomna tamtych dość traumatycznych doświadczeń, powinna zadbać o to, by tym razem wszystko grało. Tymczasem, od końca października jesteśmy bombardowani doniesieniami o następujących po sobie epilepsjach dopadających system wyborczy przy okazji kolejnych testów. Spójrzmy.

Pierwszy raz system padł podczas testu przeprowadzonego 30 października. Aplikacja „Kalkulator Wyborczy” wyczyniała cuda na kiju wyświetlając różne błędy, nie szło przesłać protokołów wyborczych, danych o frekwencji, cały system działał niestabilnie, nie wytrzymywał obciążenia i w końcu trzeba było go wyłączyć. Ale, uwaga „Test udał się i wykazał istotne błędy” - stwierdził w wywiadzie dla serwisu samorządowego PAP Romuald Drapiński, odpowiadający w KBW za informatyzację. Idźmy dalej. 7 listopada, kolejny test i kolejna klapa – protokoły udaje się wprowadzić, lecz program co chwila się zawiesza, jest niestabilny, nie wytrzymuje obciążenia, koniec końców miały „zdechnąć serwery”. Informator portalu wPolityce.pl donosi, że oprogramowanie pełne jest błędów, których wyeliminowanie w ciągu tygodnia „graniczy z cudem”. Aplikacja „Kalkulator Wyborczy” dorabia się nazwy „kalku-gniota”.

A oto kilka wyczytanych na stronach serwisu samorządowego PAP opinii zaangażowanych w test terenowych informatyków, do których zadań należy przesłanie danych do PKW. Proszę sobie ocenić poziom frustracji, wściekłości oraz desperackie rady, których muszą sobie udzielać (pisownia oryginalna):

„KPINA z pracy moich operatorów i mojej. Według nieoficjalnych informacji w przyszłym tygodniu nadal będą przeprowadzane testy. TESTUJCIE SIĘ SAMODZIELNIE!”

„To jest parodia!!! Przestańmy udawać to jest lipa. Zero dopracowania na każdym kroku. Śmiech na sali. System który nie przeszedł testów nie powinien być dopuszczony!!!!”

„Ale byłem dzielny - siedziałem do 16:00!!! A potem przyszła pani wona i powiedziała, że zamyka - no i nie wysłałem protokołów. Panie Drapiński - jest dobrze: system miód malina, tylko woźne do wymiany”

„musiz zamknąć protokół, na pierwszej zakładce wczytać licencje przewodniczącego. Potem uruchomic kalkulator na swojej licencji i edytować ten protokół. Przechodząc "Dalej", na polu do wybrania licencji pojawi się licencja przewodniczącego i podpisujesz”

„Nabino prawdopodobnie upadło. WWW nie działa. Poczta nie działa. telefonów nie odbierają. Program wyborczy nie działa. Chyba zwinęli działalność...”

Tak się składa, że w feralny piątek 7.11, gdy przeprowadzano testy, brałem udział w szkoleniu dla członków obwodowych komisji wyborczych. Pani z urzędu miasta ograniczyła się do poinformowania nas, że „w tej chwili” system „jakoś działa”. No proszę - „jakoś działa”. Normalnie, jestem pełen optymizmu przed niedzielą, kiedy to po całym dniu wydawania kart, przeliczeniu głosów i sporządzeniu protokołów zaintonujemy modlitwę w intencji, by informatykowi udało się wprowadzić do systemu dane i je skutecznie wysłać. Pozostaje ufać, że „Kalkulator Wyborczy” również i tym razem „jakoś zadziała”. Może wrócimy do domów jeszcze tej samej nocy... A dziadkom z PKW zalecam liczydła – nie zawieszają się i jeśli tylko są solidnie wykonane powinny być odporne na „niestabilność”, tudzież „przeciążenia”.

No i wreszcie podstawowa sprawa – na ile będzie można zaufać wynikom wyborów zliczanych za pomocą „kalku-gniota”?

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Artykuł opublikowany w „Warszawskiej Gazecie” nr 46 (14-20.11.2014)

wtorek, 5 lutego 2013

Z frontu zacieśniania stosunków

Projekt ustawy o udziale zagranicznych funkcjonariuszy we wspólnych operacjach na terytorium RP – czyli podkładka dla obcej interwencji.

I. Bliskie spotkania z „Czarodziejem” Czurowem

Ostatnio zwróciły moją uwagę dwa doniesienia z frontu zacieśniania stosunków dwu- i wielostronnych. Pierwsze dotyczy kontynuacji owocnej współpracy polsko-rosyjskiej w trudnej kwestii przeprowadzania wolnych i demokratycznych wyborów, tak by przy wszelkich pozorach proceduralnych wygrał ten, co trzeba. Inaczej nie potrafię wyjaśnić celowości urządzania bliskich spotkań III stopnia oficjeli z Państwowej Komisji Wyborczej z Władimirem Czurowem, szefem rosyjskiej Centrali Komisji Wyborczej – o czym poinformował portal niezalezna.pl.

W tym kontekście warto przypomnieć, że PKW korzysta z rosyjskich serwerów do transmisji i przetwarzania danych, zaś Władimir Czurow nosi w kręgach putinowskiego reżimu ksywę „Czarodziej”. W repertuarze magicznych sztuczek ma m.in. fałszowanie kart wyborczych, dopisywanie głosów reżimowym kandydatom, odmowę rejestracji opozycyjnych komitetów i inne „triki”. Nadmieńmy jeszcze, że zaplanowana na ten rok konferencja w Moskwie będzie już drugą taką nasiadówką – po konferencji warszawskiej zorganizowanej we wrześniu ubiegłego roku. Jak bowiem objawił nam przewodniczący PKW, Stefan Jaworski: „Jest to międzynarodowa konferencja zorganizowana po porozumieniu z Centralną Komisją Wyborczą w Rosji, która służy wzajemnemu poznaniu prawa wyborczego, jak i praktyki stosowania prawa wyborczego. (…) Rosjanie są ciekawi naszych rozwiązań, a my oczywiście ich.”

II. Podkładka dla „bratniej pomocy”

No, ale co zrobić, gdyby prywislańscy Aborygeni jednak zaczęli coś podejrzewać i wyszli protestować przeciw zaimplementowanym na krajowym gruncie sztuczkom czarodzieja Czurowa? Wiadomo, na takie pogwałcenie praworządności należy odpowiedzieć z całą stanowczością „demokratycznego państwa prawnego” i stąd planowane przez Dyktaturę Matołów kolejne uszczelnienie systemu pełzającej represjonizacji. Tym razem chodzi o usankcjonowanie wezwania na pomoc zagranicznych interwentów w ramach, oczywiście, „partnerstwa” i „bratniej pomocy”.

Coś takiego planuje właśnie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych w skierowanym właśnie do Sejmu projekcie ustawy „o udziale zagranicznych funkcjonariuszy lub pracowników we wspólnych operacjach lub działaniach ratowniczych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej” (http://www.sejmometr.pl/sejm_druki/2202449) . Niby chodzi tu o spełnienie wymogów UE w zakresie współpracy policyjnej i ratowniczej między krajami członkowskimi, ale Dyktatura Matołów nie byłaby sobą, gdyby w pozornie neutralnym akcie prawnym nie zechciała przemycić kilku zapisów mogących potencjalnie zostać użytymi w charakterze „przykręcenia śruby” ludności tubylczej. Ustawa bowiem nie ogranicza się do określenia zasad współpracy przy zwalczaniu przestępczości międzynarodowej, terroryzmu, czy działań ratowniczych w przypadku katastrof lub klęsk żywiołowych.

Oto w art. 2 projektu czytamy:

„Użyte w ustawie określenia oznaczają:

1) wspólne operacje – wspólne działania prowadzone na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej z udziałem zagranicznych funkcjonariuszy lub pracowników: (…)

b) w związku ze zgromadzeniami, imprezami masowymi lub podobnymi wydarzeniami (…)

- prowadzone przez funkcjonariuszy lub pracowników Policji, Straży Granicznej, Biura Ochrony Rządu lub Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego”

Nieco dalej zaś, w art. 8, zostajemy poinformowani, iż zagraniczni funkcjonariusze będą mieli identyczne uprawnienia jak służby krajowe, w tym prawo do użycia broni palnej i środków przymusu bezpośredniego w trybie przewidzianym w ustawie z 1990 roku o policji.

Żeby nie zanudzać szczegółami, odsyłam do analizy Stanisława Żaryna na portalu wPolityce.pl oraz lektury projektu ustawy wraz z uzasadnieniem – zaręczam, że tego typu „kwiatków” jest w projekcie o wiele więcej.

Jeśli owe „wspólne operacje” z udziałem „zagranicznych funkcjonariuszy”, przeprowadzane „w związku ze zgromadzeniami, imprezami masowymi lub podobnymi wydarzeniami” nie są podkładką dla ewentualnej zagranicznej interwencji, w razie gdyby miejscowe służby nie mogły sobie poradzić ze społecznymi niepokojami, to nie wiem, czego jeszcze trzeba.

III. Porządek w Warszawie

Warto zwrócić uwagę na zapobiegliwość Dyktatury Matołów, najwyraźniej liczącej się z możliwością „wariantu greckiego”, który to scenariusz przy obecnej skali zadłużenia państwa z pewnością nie jest wykluczony. Ponadto, nie można mieć pewności, czy chronicznie niedoinwestowana i biedująca policja wykazałaby się należytą energią przy pacyfikacji zamieszek, wojska zaś, jak wiadomo, praktycznie nie mamy. W takiej sytuacji być albo nie być obecnego reżimu oraz spokój ducha brukselskich tudzież berlińskich władców Europy zależeć będzie od sprawnej reakcji np. policji niemieckiej, lub zgoła OMON-u. Oczywiście, wezwanych w „sytuacji, w których Rzeczpospolita Polska będzie potrzebować międzynarodowej pomocy w postaci interwencji odpowiednich służb, w przypadkach ochrony porządku i bezpieczeństwa publicznego, zapobiegania przestępczości, w trakcie zgromadzeń, imprez masowych, klęsk żywiołowych, katastrof oraz innych poważnych zdarzeń” - jak czytamy w p.2 rządowego uzasadnienia do projektu ustawy.

Zauważmy, że Polska ma świeżo za sobą jedną z największych na świecie „imprez masowych” i to połączoną ze „zgromadzeniami” na międzynarodową skalę – czyli Euro 2012. Jakoś nie dało się odczuć deficytów we współpracy z krajami uczestników mistrzostw Europy. Co innego taki Marsz Niepodległości, rozjątrzający „faszystowskie” emocje, czy protesty związkowców, którzy posuwają się do oblężenia Sejmu RP - siedziby demokratycznie wyłonionych elit przefiltrowanych profilaktycznie przez serwery naszych „wschodnich partnerów”. Z takimi wiadomo – nie ma się co pieścić.

Mieliśmy już nowe przepisy dotyczące stanów wyjątkowych, nielegalnie zakupione LRAD-y, które następnie pośpiesznie legalizowano post factum, teraz mamy projekt ustawowego zabezpieczenia obcej interwencji, gdyby sytuacja w Polsce wymknęła się spod kontroli. Nie ma to jak wszechstronne, systemowe przygotowania, by w razie czego „porządek zapanował w Warszawie”.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/