Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obóz niepodległościowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obóz niepodległościowy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 lutego 2013

Ruch Narodowy - „nowocześni endecy”?

Polska potrzebuje „nowoczesnych endeków” potrafiących znaleźć adekwatny język i metody działania – stosowne do wyzwań współczesności.

I. Miejsce dla narodowców

W listopadzie ubiegłego roku, kilka dni po Marszu Niepodległości na którym organizatorzy zadeklarowali powstanie Ruchu Narodowego, zastanawiałem się jakie perspektywy rysują się przed narodowcami. Dziś można uznać, że przyszłość Ruchu Narodowego zdaje się pomału krystalizować, podobnie jak sama inicjatywa. Jak donosi „Rzeczpospolita”, narodowcy zamierzają wiosną zwołać kongres, który ma zintegrować różne środowiska i powołać do życia jakąś nową strukturę. Najprawdopodobniej nie będzie to partia, choć pewnie kiedyś i na to przyjdzie pora, lecz szeroka platforma społeczno-polityczna organizująca funkcjonowanie narodowych środowisk i wyznaczająca zasadnicze kierunki działania.

Jak dla mnie wygląda to obiecująco, uważam bowiem, że na polskiej scenie politycznej powinno być miejsce dla znaczącego ugrupowania narodowego – i to nie gdzieś na marginesie, ale w parlamencie, jako pełnoprawna reprezentacja części Polaków podzielających narodowe przekonania. Mało który element polskiej historii został zohydzony i zakłamany w powszechnym odbiorze tak, jak tradycja endecka i spuścizna Romana Dmowskiego. Inna sprawa, że część „post-endecji” sama przyłożyła do tego rękę kolaborując z komunistami i współtworząc tzw. „endokomunę” będącą połączeniem najgorszych elementów obu ideologii.

Obecnie jednak, zważywszy choćby na mocno odmłodzone narodowe kadry, można mieć nadzieję na nowe oblicze Ruchu Narodowego – nie obciążone komunistycznymi i bezpieczniackimi zaszłościami, mitygujące nieprzytomne rusofilskie i „panslawistyczne” ciągoty. Dobrym zwiastunem jest tu pożegnanie się z panem Oparą i środowiskiem „Nowego Ekranu” oraz – jak mniemam – z udającymi patriotów trepami rodem z Układu Warszawskiego. To posunięcie panów Winnickiego z MW i Holochera z ONR pozytywnie rokuje na przyszłość.

II. Narodowcy a PiS

Warto w tym kontekście zastanowić się nad relacjami Prawa i Sprawiedliwości z przyszłym ugrupowaniem narodowym. Uważam, że atakowanie Ruchu jest błędem, gdyż formacja ta po kolejnych wyborach będzie naturalnym sojusznikiem i dopełnieniem parlamentarnej układanki po prawej stronie. PiS nie ma bowiem szans na zdobycie samodzielnej większości, a tym bardziej większości konstytucyjnej – to mrzonki. Wieloletnia opozycyjność „zużywa” bowiem nie mniej niż sprawowanie władzy. Dlatego PiS będzie narodowców zwyczajnie potrzebował. Zresztą, jak ktoś trafnie stwierdził, obecna rzeczywistość jest taka, że Dmowski i Piłsudski staliby dziś po tej samej stronie barykady – jak w 1918 roku.

PiS już raz - po 10.04.2010 - popełnił błąd, odsyłając z kwitkiem ludzi, którzy pod wpływem smoleńskiego wstrząsu zaczęli garnąć się do publicznej działalności – jako niesformalizowani sympatycy lub chcąc wstąpić w szeregi partii. PiS-owski establishment uznał, że tych gorącogłowych narwańców nie potrzebuje, zasiedziali działacze upatrywali w nich zagrożenie i konkurencję. Byłoby fatalnie, gdyby Prawo i Sprawiedliwość popełniło kolejny błąd skreślając zawczasu możliwość koalicji z narodowcami, tym bardziej, że podejrzewam, iż część odepchniętego wówczas najaktywniejszego elektoratu może obecnie współtworzyć, bądź pozostawać częścią zaplecza Ruchu Narodowego.

Pozostaje pytanie, czy Jarosław Kaczyński okaże się pragmatykiem – w najlepszym rozumieniu tego słowa - zdolnym wznieść się ponad antyendeckie fobie, czy też wezmą górę emocje „piłsudczykowskie” - i to z okresu, gdy obóz sanacyjny był już z Narodową Demokracją totalnie „na noże”, pakując narodowców do Berezy na równi z komunistami.

III. Nowocześni endecy

Swój akces do konsolidującego się środowiska narodowców zgłosił Rafał Ziemkiewicz, dokonujący w ostatnim czasie twórczej reinterpretacji dorobku Narodowej Demokracji, tak by dorobek ów przystosować do naszych czasów. Jeżeli faktycznie uda mu się uzyskać status głównego ideologa tej formacji (a wyraża taką nadzieję otwartym tekstem) to można będzie tylko przyklasnąć, do tej pory bowiem na intelektualnych salonach narodowców panowała banda, z przeproszeniem, spierniczałych dziadygów, na dodatek po uszy unurzana w PRL-u.

Jeśli zatem również w warstwie ideowej uda się zrobić „nowe otwarcie”, choćby w rodzaju tego wyłożonego przez Ziemkiewicza w „Myślach nowoczesnego endeka”, nadając nowy sens myśli narodowej i odsuwając na boczny tor zapiekłych doktrynerów, którzy nie raczą przyjąć do wiadomości, że nie żyjemy w latach 30-tych ubiegłego stulecia – to będzie można mówić o wielowymiarowym renesansie narodowej formacji. Polska potrzebuje „nowoczesnych endeków” potrafiących znaleźć adekwatny język i metody działania – stosowne do wyzwań współczesności. Natomiast obóz niepodległościowy potrzebuje obu płuc – zarówno tradycji piłsudczykowskiej, jak i endeckiej.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat: http://niepoprawni.pl/blog/287/perspektywy-ruchu-narodowego

środa, 14 listopada 2012

Co dalej z Marszem?

Czy Marsz Niepodległości stanie się „wewnętrzną imprezą” Ruchu Narodowego?

I. Węższe spektrum

Nie byłem na zeszłorocznym Marszu Niepodległości, ale z licznych relacji wynika, że miał on o wiele bardziej „ekumeniczny” charakter od tegorocznego. Symboliczny był moment, gdy młodzi narodowcy w pewnym momencie zaintonowali... „Pierwszą brygadę”. To połączenie w jednym pochodzie różnych opcji i tradycji niepodległościowych było niewątpliwym sukcesem, który sprawił, że w tym roku na Marsz przybyło jeszcze więcej uczestników. Nie sposób nie zauważyć, że właśnie owo otwarcie na różne patriotyczne środowiska zadecydowało o gigantycznym sukcesie inicjatywy, która z roku na rok z niszowej demonstracji środowisk nacjonalistycznych przekształciła się w wydarzenie o charakterze masowym, integrującym pod biało-czerwonymi sztandarami dziesiątki tysięcy ludzi, pragnących manifestować swój „antysystemowy” patriotyzm mimo prowokowanych zadym i gazu łzawiącego.

W tym roku tak już nie było. Marsz Niepodległość AD 2012 przybrał formę zdecydowanie bardziej „oenerowsko-wszechpolską”, z akcentami kibolskimi – i na tym kończyło się spektrum przekazu. By była jasność - nic nie mam do kiboli, przez dłuższy czas szliśmy z reprezentacją Niepoprawnego Radia PL tuż obok sporej kibicowskiej grupy i było wielce OK, a „oprawa” flarami – cóż, to po prostu trzeba zobaczyć. Odnotowałem pewien przykładzik kibicowskiego poczucia humoru – gdy zapiewajło z wozu nagłaśniającego zaapelował, by napominać sąsiadów, którzy nie podejmują wspólnego śpiewu, jeden z kibiców zwrócił się do swego kolegi aksamitnym, łagodnym tonem: „Słyszałeś? To co nie śpiewasz? A wyjebać ci?” ;))

Niemniej, zabrakło odniesień do Józefa Piłsudskiego, fetowany był wyłącznie Roman Dmowski. Organizatorzy tłumaczyli, że na przejście pod pomnik Piłsudskiego nie zgodziły się władze miasta – tyle, że kluby „Gazety Polskiej” pod ten pomnik przeszły i nie sądzę, by miały na to jakieś osobne pozwolenie. Poza tym, w trakcie demonstracji nic nie stało na przeszkodzie, by zapodać przez megafony chociażby jakąś pieśń legionową – od takiego gestu nikomu korona z głowy by nie spadła. W przemówieniach nie było też słowa o Smoleńsku, co jest już kompletnie niezrozumiałe, zważywszy, że kwestia wyjaśnienia Tragedii jest ważnym elementem „paliwa” wyprowadzającego ludzi na ulicę – również na Marsz Niepodległości, którego istotnym wątkiem jest sprzeciw wobec wyzbywania się przez dzisiejszą Polskę kolejnych atrybutów suwerenności, czego tzw. „śledztwo” smoleńskie jest dojmującym przykładem.

II. Czy Marsz zostanie upartyjniony?

Marsz Niepodległości zakończył się na Agrykoli, gdzie proklamowano powstanie Ruchu Narodowego. Niestety, na skutek opóźnień spowodowanych zadymą, musiałem odłączyć się nieco wcześniej – pod pomnikiem Dmowskiego, bo czekał mnie jeszcze powrót do domu (nie mieszkam w Warszawie), więc nie byłem świadkiem tego aktu. Jednakże, jeśli wierzyć relacjom, to prócz Roberta Winnickiego (MW) i Przemysława Holofera (ONR) pierwsze skrzypce mają grać tam Artur Zawisza, Dariusz Grabowski, zaplecze medialne gwarantować ma Ryszard Opara z „Nowym Ekranem”, zaś nieformalnym ideologiem zostanie chyba prof. Ryszard Bender.

No i tutaj dochodzimy do ważnej kwestii: Ruch Narodowy zapewne przekształci się w partię o bardzo wyrazistym polityczno-ideowym obliczu. Czy Marsz Niepodległości nie stanie się wówczas imprezą stricte partyjną? I jakie będą wówczas jego losy? Czy na taki marsz pójdą zwolennicy PiS? Solidarni 2010? Ludzie poczuwający się bardziej do tradycji piłsudczykowskiej niż endeckiej? Albo tacy jak niżej podpisany, którzy uważają, że należy czerpać z najwartościowszych części spuścizny zarówno Dmowskiego jak i Piłsudskiego? Czy organizatorzy będą potrafili oprzeć się pokusie upartyjnienia? W wariancie skrajnie pesymistycznym, formuła Marszu może zatoczyć koło i powrócić do demonstracji środowisk nowo powstałego Ruchu Narodowego, tak jak jeszcze kilka lat temu był „wewnętrzną” imprezą ONR i Młodzieży Wszechpolskiej – może tylko bez „hailowania” pod pomnikiem Dmowskiego.

Sporo do myślenia daje tu historia Lasu Smoleńskiego, po zaprzęgnięciu tej blogerskiej inicjatywy do promowania „trzeciej siły” i „Nowego Ekranu”. Las rozwijał się, dopóki nie miał jednoznacznie polityczno-medialnej afiliacji. Obecnie umiera stojąc.

III. Jaki Marsz w przyszłym roku?

Zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, że Marsz Niepodległości od początku był przedsięwzięciem organizowanym przez narodowców, że to oni są tutaj gospodarzami i „dysponentami tematu”. Uważam też, że na polskiej scenie powinno być miejsce dla znaczącego, narodowego ugrupowania politycznego – pod warunkiem, że nie będą to jakieś post-paxowskie popłuczyny po Bolesławie Piaseckim. Analogie z węgierskim Jobbikiem są jak najbardziej zasadne (widziałem zresztą na Marszu grupę Węgrów z Jobbiku właśnie). Tyle, że jednym z powodów sukcesu Marszu Niepodległości był brak jednoznacznie partyjnych skojarzeń – z kategorycznym zakazem eksponowania partyjnych transparentów na czele. To dzięki temu kilkadziesiąt tysięcy ludzi z wielonurtowego „obozu niepodległościowego” mogło maszerować obok siebie.

Symbolicznym początkiem niekorzystnych tendencji może być tu postawa Tomasza Sakiewicza i Klubów „Gazety Polskiej”. Żeby nie było niedomówień – wystąpienie z Komitetu Poparcia pod pretekstem obecności w nim Jana Kobylańskiego i uczestnictwo w osobliwej formule „razem ale osobno” uważam za przejaw buractwa i braku szacunku dla organizatorów. Ciekawe, czy Sakiewicz dopuściłby kogokolwiek na podobnych zasadach do swojej demonstracji.

Przypuszczam, że powodów było kilka. Jako zadeklarowany zwolennik PiS, Tomasz Sakiewicz nie chciał firmować powstania politycznej konkurencji po prawej stronie – to raz. Dwa – kwestie ambicjonalne: Sakiewicz od dawna walczy o rząd dusz na prawicy i impreza, w której nie gra pierwszych skrzypiec była dlań zapewne dość bolesna. Trzy – względy światopoglądowe, czyli ujmując hasłowo – bliżej Piłsudskiego niż Dmowskiego. No i obawa, by pod wpływem nowego ruchu zaplecze organizacyjne w postaci klubów „GP” nie zaczęło rozłazić mu się w rękach. Jeśli chodzi o rzekomo prorosyjski charakter Ruchu Narodowego, którym również straszył naczelny „GP”, to trudno na dzień dzisiejszy o tym wyrokować, aczkolwiek milczenie w sprawie Smoleńska było, powtarzam, niezrozumiałe. Być może liderzy Ruchu uznali, że jest to temat na wyłączny użytek PiS, być może coś więcej – czas pokaże.

Niemniej, przypuszczam, że w przyszłym roku Kluby „GP” urządzą już własną imprezę, a jeśli organizatorzy Marszu Niepodległości nie oprą się pokusie formatowania wydarzenia w wąskim spektrum światopoglądowym, z czego początkami mieliśmy do czynienia w tym roku, odpadać będą kolejne środowiska.

Oby się tak nie stało.

Gadający Grzyb

P.S. Jeszcze anegdotka z Marszu: na samym początku, gdy szliśmy od kościoła św Barbary w stronę Ronda Dmowskiego, usłyszałem słowa jakiejś pani idącej za nami, zwracającej się do koleżanki (cytuję z pamięci): „Kiedyś już myślałam, że nie będzie trzeba demonstrować, że już z tym koniec. A jednak... Od 1968 roku, człowiek przez czterdzieści cztery lata na ulicy...” Trzeba było słyszeć melancholijny śmiech, który tej wypowiedzi towarzyszył.

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

piątek, 21 września 2012

Prywislańska prawica

Zastanówmy się, jak mogłaby wyglądać „prywislańska prawica” - nazwijmy roboczo tę hipotetyczną partię „Jednaja Polsza”.

I. „Jednaja Polsza”

Tomasz Sakiewicz opublikował niedawno wstępniak, w którym przestrzega przed trwającą od jakiegoś czasu „podgotowką” mającą na celu stworzenie prorosyjskiej „poważnej siły politycznej” na prawicy. Na razie ma być budowane „zaplecze” dla takiego ugrupowania, które miałoby zagospodarować część prawicowego elektoratu „pod szczytnymi hasłami religijnymi i patriotycznymi”. Bliższych szczegółów redaktor Sakiewicz niestety nam poskąpił, poprzestając na charakterystycznej dla niego retoryce składającej się z ogólników i niedomówień mających, jak sadzę, wprowadzić czytelników w nastrój nieokreślonej grozy w celu wywołania efektu konsolidacyjnego wokół „strefy wolnego słowa” oraz Prawa i Sprawiedliwości.

Niemniej, zakładając, że naczelny „Gazety Polskiej” faktycznie wie co w trawie piszczy (byłbym na przykład ciekaw z czyich, „mało spodziewanych przeze mnie ust” dobiegają redaktora Sakiewicza te prorosyjskie pienia) pozwolę sobie ten wątek pociągnąć, gdyż może on rzucać ciekawe światło na kondycję szeroko rozumianej prawicy. Zastanówmy się zatem, jak mogłaby wyglądać taka „prywislańska prawica” - nazwijmy ją roboczo „Jednaja Polsza” na wzór rosyjskiej, putinowskiej odpowiedniczki, która ponoć również mieni się partią „konserwatywną”.

II. Przegląd szabel

Przede wszystkim należy stwierdzić, że jeśli Rosja faktycznie zechce zmontować u nas wasalną, „prywislańską prawicę”, by zdezintegrować „obóz niepodległościowy”, to taka partia z pewnością powstanie. Chętnych do roli mężyków stanu z pewnością nie zabraknie – na pierwsze wezwanie nadbiegną ze wszystkich wyautowanych politycznych środowisk by oddać się pod czułą „kryszę” oficerów prowadzących, zarówno tutejszego, jak i cudzoziemskiego autoramentu.

Widzę tu wielkie pole do popisu szczególnie dla tzw. „realistów”, którzy pod płaszczykiem tegoż „realizmu” kontynuują serwilistyczną postawę odziedziczoną po PAX-ie, kiedy to Bolesław Piasecki z nadania prominentnego czekisty Iwana Sierowa otrzymał w PRL swoistą „koncesję na patriotyzm”, by właśnie z tych patriotycznych i bogoojczyźnianych pozycji umacniać jedynie słuszne sojusze i wspierać wiodącą rolę Partii. Była wszak lojalna wobec systemu „kato-lewica”, więc czemuż by nie miała odrodzić się równie lojalna „kato-prawica”? Tym bardziej, że „znakowska” „kato-lewica” w pewnym momencie jednak trochę się zbiesiła, zaś „paxowska” „kato-prawica” dowiodła swego oddania trwając dzielnie u boku „towarzysza generała”, legitymizując stan wojenny i po dziś dzień wpatrzona jest w Jaruzela niczym w jasne słoneczko, mimo iż ten swojego czasu bezpardonowo kopnął swych wyznawców w cztery litery, gdy tylko przestali być potrzebni i usiadł do Okrągłego Stołu z różnymi Mazowieckimi i Michnikami. Takiego kapitału oddania nie wolno marnować, tym bardziej, że „endokomuna” skupiona wokół „Myśli Polskiej” Engelgarda, czy „konserwatyzm.PRL” Wielomskiego nie ustaje w dostarczaniu dowodów wierności choćby w postaci wiernopoddańczych adresów do batiuszki-cara.

Pogrobowców „endokomuny” jest zresztą znacznie więcej. Charakteryzuje ich głównie to, że z bogatej spuścizny Narodowej Demokracji przyswoili sobie jedynie tępą rusofilię i żydożerstwo, czyniąc z nich główne wyznaczniki patriotyzmu, dodając do tego obsesyjną nienawiść do „zdegenerowanego Zachodu” ze Stanami Zjednoczonymi na czele, co jak raz współgra z rosyjskimi interesami. Powielając dziewiętnastowieczne jeszcze, panslawistyczne kalki i bredząc o jakiejś mitycznej „słowiańskiej wspólnocie”, której naturalnym liderem miałaby być Rosja, uporczywie ignorują zaborcze tradycje bandyckiego imperium, postulując zaś „realizm” bardzo starają się by nie widzieć, iż Rosja „realistycznie” postępuje jedynie z tymi, których uważa za równych sobie, od pozostałych oczekując podporządkowania.

Ale, jak sądzę, „endokomuniści” to nie jedyne części składowe potencjalnej „prywislańskiej prawicy”. Polecałbym bowiem uwadze ciekawą ewolucję jaką przechodzą secesjoniści z PiS. Liderzy „Solidarnej Polski” od jakiegoś czasu dystansują się od Tragedii Smoleńskiej – Zbigniew Ziobro stwierdził wręcz, iż mamy do czynienia z „tragicznym wypadkiem”. Teoretycznie, od „endokomuny” różni ziobrystów bardzo wiele, ale łagodniejsze pozycjonowanie się wobec Rosji i zmiana frontu w sprawie Smoleńska jest niewątpliwie krokiem zbliżającym te na pozór tak różne od siebie środowiska, tym bardziej, że post-endecy o „sekcie smoleńskiej” gardłują momentami ostrzej niż reżimowe przekaziory.

Kto wie, czy takim spoiwem nie mógłby się okazać z czasem... Roman Giertych, szczególnie jeśli nie przyjmą go do Platformy. Wspólne grillowanie może stopić niejedne lody. A gdyby takie historyczne pojednanie zyskało jeszcze wsparcie „patriotycznej wojskówki” kręcącej się wokół „Nowego Ekranu”, gdzie też próbuje się rzeźbić jakieś „trzecie siły”... Zresztą, tego „patriotycznego” planktonu rozproszonego w różnych Konwentach Narodowych itp. jest znacznie więcej – trzeba to tylko pozbierać do kupy, do tego zaś niezbędne jest zielone światło z Kremla sygnalizujące, że sytuacja dojrzała do zbudowania „prywislańskiej prawicy”.

III. Spoiwo ideologiczne

I takie światełko zostało zapalone. Było nim „Wspólne przesłanie do Narodów Polski i Rosji” podpisane 17. sierpnia 2012 na Zamku Królewskim w Warszawie przez przewodniczącego KEP abp. Józefa Michalika i patriarchę Moskwy i Całej Rusi Cyryla. Potwierdza się moja teza wyartykułowana we wcześniejszym tekście, iż treść tego dokumentu będzie absolutnie drugorzędna wobec politycznej wymowy aktu „pojednania” i jego konsekwencji. I tak właśnie się dzieje, niezależnie od tego jak bardzo by się napinał redaktor Terlikowski, snując swe projekcje jak to teraz ręka w rękę z rosyjską Cerkwią pod przewodem agenta Michajłowa będziemy zmagać się z „cywilizacją śmierci”. To wszystko plewy, wabik dla naiwnych, na który dał się złapać polski Kościół i część środowisk katolickich.

Sądzę, że główną rolę jaką ma do odegrania wzmiankowany akt, to stworzenie ideologicznego spoiwa dla „prywislańskiej prawicy” i wmanipulowanie Kościoła w poparcie dla takiej inicjatywy politycznej. Inną korzyścią jest wbicie klina między Kościół hierarchiczny a obóz niepodległościowy. To dlatego Kreml wkrótce po wizycie Putina na Westerplatte 1 września 2009 zadaniował Cerkiew na okoliczność „dialogu” który – cóż za traf – zintensyfikowany został zaraz po Smoleńsku, by znaleźć swe zwieńczenie w ponurej hecy na Zamku Królewskim.

Taka religijna podkładka, dzięki której będzie można głosić, iż oto wspólnie ze „świętą Rusią” położymy tamę zachodniej zgniliźnie, jest nieoceniona w walce o rząd dusz wśród konserwatywnego elektoratu. Ułatwia to postępowanie Kościoła, który najwyraźniej ma dość „smoleńskiego garba” i łączenia go z „oszołomami”. Wyraźnie dał to do zrozumienia arcybiskup Michalik w wywiadzie dla KAI, w którym odesłał Smoleńsk na półkę z „symbolami” i odciął się od tych co „dolewają oliwy do ognia” - najostrzej, jak jest to możliwe w specyficznej, okrągłej stylistyce, którą zwykli posługiwać się hierarchowie.

Jak można było się spodziewać, zarówno wywiad abp. Michalika, jak i samo „Przesłanie...” spotkały się z entuzjastycznym przyjęciem zarówno ze strony endokomuny, jak i secesjonistów z PiS, którzy zwietrzyli szansę na „wyślizganie” Prawa i Sprawiedliwości z łask konserwatywnej części Episkopatu. Wspomniane wyżej słowa Ziobry o Smoleńsku padły wkrótce po akcie „pojednania”, z kolei Arkadiusz Mularczyk „zaapelował” do PiS „o jasne wyrażenie poparcia” dla „Wspólnego przesłania...”, by „nie dzielić prawicy”. Nie ma to jak wyczucie mądrości etapu.

W tym kontekście Kościół, niezależnie od tego jak by się wzbraniał, zostanie gładko wkręcony w patronat nad „Jedną Polszą”, tak jak w chwili obecnej (lub przynajmniej do niedawna) kojarzony jest w masowym przekazie z PiS-em. Zresztą, jak przypuszczam, znajdą się hierarchowie którzy sami z siebie ochoczo roztoczą nad taką „prywislańską prawicą” swój patronat.

IV. Media

Do kompletu brakuje jeszcze mediów, dzięki którym „Jednaja Polsza” mogłaby zaistnieć w świadomości „targetu”, jakim byliby tradycjonalistyczni wyborcy. To musi być medium wiarygodne, zakorzenione społecznie i o ustalonej renomie. Pewnie „Nowy Ekran” ze swą „patriotyczną wojskówką” obecnie skrywaną ze względów taktycznych na zapleczu nie byłby od tego, ale sam portal to nie wszystko, zaś wywiady Kurskiego dla „Wyborczej” mogą w „grupie docelowej” przynieść więcej szkody niż pożytku.

I tu kluczowa będzie postawa ojca Rydzyka i jego medialnego konglomeratu. Nie byłoby to nic nowego, jeśli przypomnimy sobie niegdysiejszy flirt Radia Maryja z endokomuną, tudzież antyzachodni i prorosyjski kurs, zanim o. Rydzyk nie zrobił wolty odcinając „prywislańskiej prawicy” medialny tlen i stawiając na Jarosława Kaczyńskiego oraz Prawo i Sprawiedliwość. Warto wziąć pod uwagę, iż Telewizja Trwam walczy obecnie o przetrwanie – czyli dostęp do multipleksu – i choćby z tego tytułu nie może pozwolić sobie na konflikt z zafiksowaną aktualnie na punkcie „pojednania” hierarchią (KEP głosowała za „Wspólnym przesłaniem...” jednomyślnie!).

Póki co, toruńskie media nie zajmują jednoznacznego stanowiska, aczkolwiek pewne głosy za „pojednaniem” dało się już słyszeć, podobnie jak widuje się na antenie TV Trwam polityków z „Solidarnej Polski” w ramach markowanego pluralizmu. Myślę, że aktualnie ojciec Rydzyk jest na etapie ważenia „za i przeciw” i nie zamyka sobie żadnej drogi, bo jak by nie było, póki co PiS pozostaje jedyną liczącą się instytucjonalną siłą na prawicy. Nie znaczy to jednak, iż sytuacja nie ulegnie zmianie, jeśli po prawej stronie pojawi się jakaś skonsolidowana formacja – zwłaszcza, gdy okaże się, że porzucenie PiS i wsparcie „Jednej Polszy” może skutkować nagłą zmianą decyzji w sprawie multipleksu dla TV Trwam.

***

Ach, byłbym zapomniał – pamiętajmy o ruskich serwerach obsługujących PKW i konsultacjach udzielanych w zakresie „używania środków technicznych w procesie wyborczym” przez szefa rosyjskiej Centralnej Komisji Wyborczej - „czarodzieja” Władimira Czurowa. Wszak ktoś musi odpowiednio policzyć głosy.

Podsumowując, jeśli kremlowskim szachistom wyjdzie posunięcie z powołaniem „prywislańskiej prawicy” może to dla środowisk patriotyczno-niepodległościowych poskutkować smutą jeszcze gorszą, niż obecna. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że tak sklecona partia rozpadnie się pod wewnętrznym ciśnieniem wynikającym z legendarnej kłótliwości liderów polskiej prawicy, z których każdy jeden jawi się sobie samemu jako mąż opatrznościowy i zbawca narodu, pozostając z tego tytułu w stanie permanentnego ambicjonalnego rozedrgania. Oficerowie prowadzący będą mieli huk roboty.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na zbliżony temat:

http://niepoprawni.pl/blog/287/pojednanie-z-zywa-cerkwia

http://niepoprawni.pl/blog/287/krajobraz-po-pojednaniu

http://niepoprawni.pl/blog/287/realisci-z-moskiewskiej-laski

http://niepoprawni.pl/blog/287/w-sluzbie-wladimira-katechona