Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prywatyzacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prywatyzacja. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 lutego 2015

Polska na sprzedaż

Trzeba wystawić na sprzedaż Polskę, tym bardziej, że patrząc od strony biznesowej, „ten kraj” i tak w zasadzie jest bankrutem.

I. Wygasić Polskę

Kiedy czytam doniesienia o kolejnych planowanych bądź dokonanych prywatyzacjach, upadłościach i restrukturyzacjach polegających na „wygaszaniu”, nachodzi mnie myśl, że w zasadzie po co się tak rozdrabniać? Na co taka wyprzedaż na raty, skoro wiadomo, że jakikolwiek majątek w polskich rękach to jedynie potencjalne źródło kłopotów i zarzewie społecznego niezadowolenia? Trzeba tym zarządzać, użerać się ze związkowcami, przyjmować na chybcika jakieś ustawy, gdy przedsiębiorstwo zaczyna robić bokami i traci płynność... Na dodatek Unia może mieć pretensje, że jeszcze cokolwiek u nas funkcjonuje prócz montowni, dyskontów i parabanków – potrzebne to komu?

Weźmy takie stocznie. Woziliśmy się z nimi od samego początku przesławnej „transformacji ustrojowej”, związkowcy co i rusz zgłaszali jakieś roszczenia, robole urządzali nieestetyczne zadymy w stolicy, pchając się pod rządowe obiekty ze swoimi wąsatymi facjatami. Słowem, skaranie Boskie, zakłócające konsumowanie owoców dziejowego sukcesu i najlepszego od stuleci okresu w dziejach Polski. Aż z Brukseli spłynęło dobrodziejstwo – kazali stocznie zamknąć. No i zamknęliśmy, zresztą bardzo słusznie, wszak Europa ma swoje stocznie w Niemczech i we Francji – wystarczy. Teraz jest spokój, nikt na Wybrzeżu już nie dymi, zrobi się raz do roku imprezę przed bramą „im. Lenina” w Gdańsku, by uhonorować historycznych wodzów, którzy ponad podziałami zafundowali nam wraz z reformatorskim skrzydłem Partii historyczny triumf i pozamiatane. Nie można by tak ze wszystkim?

Moim zdaniem należy skorzystać z niedawnych doświadczeń związanych z prywatyzacją kolejki linowej na Kasprowy Wierch. Sprzedano ją spółce Altura będącej podmiotem zależnym funduszu Mid Europa Partners z Luksemburga. Altura weszła jako większościowy udziałowiec (99,77% akcji) do przedsiębiorstwa tatrzańskich samorządów – Polskich Kolei Górskich - i tym sposobem pozbyliśmy się kłopotu w postaci publicznej firmy kłującej w oczy generowaniem zysków. Też sobie wymyślili. Wszystko dookoła jedzie na deficycie, a ci się wyłamują. Tak więc, mając na względzie powyższe przedsięwzięcie, trzeba się wreszcie przestać szczypać i po prostu wystawić na sprzedaż Polskę, tym bardziej, że patrząc od strony biznesowej, „ten kraj” i tak w zasadzie jest bankrutem. Dług publiczny na poziomie biliona złotych jest nie do spłacenia – można jedynie odwlec nieco w czasie ostateczny krach kolejnymi pożyczkami pogłębiającymi spiralę długów, „rolowaniem” kolejnych kredytów i księgowymi sztuczkami rozpisującymi państwowe zobowiązania na jednostki pozabudżetowe, ale - jak pokazuje przykład Grecji – wszystko to jedynie do czasu. Nie lepiej uprzedzić nieuchronne i raz na zawsze pozbyć się zgryzot jakich nieustannie przysparza swym istnieniem państwo polskie?

II. Pod młotek!

Jako się rzekło, wszystko i tak zmierza w nakreślonym powyżej kierunku, tyle, że jest niemożliwie rozwleczone w czasie. Już od ćwierć wieku sprzedajemy, sprzedajemy i nie możemy sprzedać. Ile jeszcze potrwa, by przepchnąć prywatyzację Lasów Państwowych i zaspokoić najpilniejsze roszczenia ofiar polskiego antysemityzmu? A kopalnie? Restrukturyzuje się je od 1989 roku i ciągle coś się tam wydobywa. Ostatnio wprawdzie nieco drgnęło w temacie, rząd wynajął porządną, niemiecką firmę konsultingową, która nakreśliła jedynie słuszny program wygaszenia kopalń, w efekcie czego moglibyśmy się przestawić na czystą energię kupowaną w Niemczech i tą drogą spłacić kolejną ratę długu wdzięczności za przyjęcie nas do Europy. No, ale górnicy zaczęli wierzgać i trzeba im było jakoś zatkać gęby przed wyborami. Znowu zwłoka. Wprawdzie ostatnio trochę trzeba było postrzelać, żeby bydło uświadomiło sobie, że władza oprócz marchewek ma również kije, ale to cały czas mitręga, panie, mitręga.

Całe szczęście, że niedługo kończy się okres ochronny na kupno ziemi przez obcokrajowców, więc może chociaż na tym odcinku coś się ruszy, bo umówmy się – dotychczasowe wykupywanie gruntów metodą „na słupa” trąci amatorszczyzną. Na dodatek, ci Polacy uparli się, by koniecznie mieć własne domy i mieszkania. A po co im to? Nie lepiej wynajmować wszystko od banków, tak jak dzieje się to już na rynku leasingowym? Człowiek, który ma coś swojego bywa nieobliczalny, a jak uczy historia, drobna burżuazja jest motorem napędowym faszyzmu. Dobrze, że udało się ich wrobić w te franki – nie dość, że po 30 latach spłacą wielokrotność wartości tego co kupili, to po tym okresie na głodowej emeryturze będą musieli zaciągnąć odwróconą hipotekę „na przeżycie” i tą drogą to co miało należeć do banku, wróci do banku przywracając naturalny porządek rzeczy. Zresztą, jak dobrze pójdzie, to zarżną się a nie spłacą tych rat, więc istnieje realna szansa na wcześniejsze przejęcie nieruchomości – i wtedy bęcwały, którym się roiło, że będą posiadaczami, staną się najemcami. Różnica niewielka – zamiast rat kredytu będą płacili czynsz, może zresztą nawet pozostając w tych samych mieszkaniach. Kamienice nie dla Polaka, co to w ogóle za fanaberie... Podatku katastralnego na nich!

Potrzeba tylko odważnego ruchu zdejmującego z barków ciężar własności – zarówno publicznej, jak i prywatnej. No, wprawdzie po '89 powstało trochę rodzimych firm, które – o zgrozo – wciąż pozostają w rękach nadwiślańskich przedsiębiorców, ale ich załatwi gospodarcza geopolityka. Tak się szczęśliwie składa, że trwają negocjacje na temat powołania TTIP (Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji), czyli ustanowienia strefy wolnego handlu między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi. Ma ona znieść m.in. ograniczenia jakościowe w przepływie towarów, czyli chociażby wymagania dotyczące norm technicznych, zdrowotnych itd. USA będą mogły więc eksportować na europejskie rynki towary produkowane według tamtejszych, niższych standardów, niezgodne z naszymi normami – np. tanią żywność z GMO, i to bez wyszczególniania zawartości na opakowaniach. Pani premier Kopacz już zadeklarowała swój entuzjazm dla tej inicjatywy. Tak więc, nie ma co zwlekać, sprzedawajmy tę Polskę czym prędzej, póki jeszcze jest cokolwiek warta.

III. Polska INC.

Jestem absolutnie pewien, że raz-dwa znalazł by się strategiczny inwestor pod postacią jakiegoś funduszu zarejestrowanego na Wyspach Bergamutach, zajmujący się z powodzeniem wypłukiwaniem złota z powietrza, z portfelem pełnym wysublimowanych „produktów pochodnych” opiewających na zawrotne sumy. Ponadto, z dużym prawdopodobieństwem można przypuszczać, że ów fundusz byłby własnością przedstawicieli narodowości kupieckiej, co za jednym zamachem załatwiłoby sprawę żydowskich roszczeń majątkowych. Fundusz ów powołałby spółkę-córkę o nazwie, dajmy na to, „Polska Incorporated”. Nazwa „Judeopolonia S.A.” brzmiałaby zbyt ostentacyjnie i mogłaby sprowokować jakieś ruchawki wśród miejscowych proli. Trzeba by wzywać w ramach ustawy o bratniej pomocy jakieś siły pacyfikacyjne, robić stan wojenny – słowem, dużo zachodu i źle wygląda. A tak, istnieje nadzieja, że miejscowi nawet nie zauważą. Zostawi się im w charakterze firmowego logo biało-czerwone maziaje, żeby mieli czym machać na meczach drużyn zakładowych rozładowując emocje, co jakiś czas zorganizuje się imprezę integracyjną z piwem i fajerwerkami – powinni być zadowoleni.

W ramach zapewnienia spokoju społecznego można również wykorzystać pionierskie rozwiązanie ze stoczni szczecińskiej, gdzie na terenie zlikwidowanego zakładu postawiono „Biedronkę”, by bezrobotni stoczniowcy mieli gdzie wydawać zasiłki. W końcu siła robocza nie może zdechnąć z głodu. No więc nastawia się ludności tubylczej dyskontów, by mieli gdzie wydawać te swoje drobniaki wypracowane w ramach „elastycznego rynku pracy” na śmieciówkach, oraz – rzecz jasna - chwilówki. Zwłaszcza te ostatnie warto jeszcze bardziej rozpropagować, bo dług wiąże niewolnika mocniej niż jakiekolwiek kajdany. Socjal i opiekę zdrowotną stopniowo się „wygasi”, bo po pierwsze – generuje to zbędne koszty, a po drugie - dzięki takiemu zabiegowi bezproduktywna część społeczeństwa umrze bądź wyemigruje. Same korzyści i bilans będzie wyglądał jak należy.

Rządzące obecnie klany i mafie powinny być z takiej transakcji zadowolone. Zamiast sprzedawać kraj dziadowsko, detalicznie, po kawałku, opchną wszystko hurtem i będą ustawione na pokolenia. Tak zwanej „klasie politycznej” również coś skapnie, poza tym, jakaś jej część zawsze będzie mogła dorobić w charakterze ekonomów u nowych właścicieli – zatem, wszyscy co trzeba będą zarobieni. Trzeba tylko wreszcie odważyć się na ten niezbędny ruch wieńczący naszą transformację. Z tego miejsca wzywam panią premier Ewę Kopacz, by jako polska Margaret Thatcher podjęła jak najszybciej stosowne kroki. Że co? Że Margaret Thatcher nie „wygasiła” Wielkiej Brytanii, tylko wyprowadziła ją na prostą? Nie żądajmy zbyt wiele – każdy kraj ma Thatcher na miarę swoich możliwości.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Ilustracja: Budyń78

Artykuł opublikowany w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 5 (75) 09-15.02.2015

piątek, 1 kwietnia 2011

NIE pozwólmy sprzedać „LOTOS-u”!


TUTAJ MOŻNA PODPISYWAĆ OGÓLNOPOLSKI PROTEST PRZECIW SPRZEDAŻY STRATEGICZNEJ RAFINERII „LOTOS”.



Dla niecierpliwych: link do petycji na końcu tekstu.


Cierpliwym polecam resztę moich gryzmołów.


I. Blogerskie Kasandry.


Kiedy niedawno podniósł się szum wokół zaplanowanej przez rząd PO na okres powyborczy prywatyzacji Lotosu, naszła mnie niewesoła refleksja. Jakoś tak się bowiem dziwnie składa, że co jakiś czas muszę powracać do tematów, które poruszałem wcześniej, a którymi w mainstreamie pies z kulawą nogą się nie interesował. Po pewnym czasie te same tematy nagle, ni z tego ni z owego, robiły się głośne, nośne i ogólnie trendy. Dodam, że robiły się głośne, nośne i tak dalej z reguły wtedy, gdy już kompletnie nic z nagłego przypływu zainteresowania nie wynikało i było „pozamiatane”. Tak miała się sprawa m.in. z kwestią stypendiów Gazpromu dla doktorantów z Uniwersytetu Warszawskiego (o czym donosiłem w maju 2010), tak stało się z polsko-rosyjskimi negocjacjami gazowymi (a właściwie gazowym dyktatem) zakończonymi w wiadomy sposób (pierwszą z wielu notek napisałem w sierpniu 2009), tak było wreszcie z kwestią prywatyzacji Lotosu (notka – listopad 2010).


Założę się, że w swych odczuciach nie jestem jedyny. Syndrom „blogerskiej Kasandry” dotyka zapewne wielu z piszących na różnych rozsianych po sieci portalach. Pozostaje nam tylko gorzkie „a nie mówiłem/-am?”.


II. Opozycyjny refleks.


I wszystko byłoby w porządku, w końcu nie ma obowiązku czytania blogów (chociaż profesjonalne partie polityczne powinny się orientować co tam, panie, się kotłuje w blogerskich czworakach), gdyby opozycja nie wykazywała się w kluczowych dla kraju sprawach tzw. refleksem szachisty.


Pisząc „opozycja” mam na myśli przede wszystkim Prawo i Sprawiedliwość, bo przecież nie SLD z wiadomymi uwikłaniami, czy coraz bardziej groteskowych „PJoN-ków”. Kompletnie nie rozumiem, dlaczego „w temacie” gazowym opozycjoniści ocknęli się dopiero na finiszu renegocjacji „kontraktu jamalskiego”, o gazpromowskich stypendiach mających wyhodować w Polsce nową agenturę wpływu wciąż milczą... a Lotos i ropa?


Ano właśnie, o prywatyzacji Lotosu również milczano. Aż do teraz. Zbliża się kampania? A co po kampanii? Znowu „refleksja na schodach”, gdy sprzedaż będzie już przyklepana i zostanie puste gardłowanie?


III. Zmusić mainstream do reakcji.


Cóż, skoro jak wykazałem powyżej, możemy pisać sobie notki do połamania klawiatur, a i na aktywność największej partii opozycyjnej można liczyć... hm, wybiórczo, to najwyższy czas wziąć sprawy we własne ręce i zmusić polityczno-medialny mainstream do reakcji.


Poniżej przytaczam treść petycji pana Filipa Stankiewicza sprzeciwiającej się sprzedaży udziałów Skarbu Państwa w spółce „Lotos”. Istnieje realne niebezpieczeństwo, że bezpośrednio lub pośrednio ta strategiczna firma wpadnie w ręce Rosji. Od siebie dodam, że Lotos jest również mniejszościowym udziałowcem gdańskiego Naftoportu, który może stać się następnym etapem polityczno-biznesowej ekspansji Rosji w Polsce. Tylko od nas zależy, czy protest okaże się skuteczny. Ja podpisałem, a WY?


IV. Petycja.



Do:

kancelaria Prezesa Rady Ministrów


Pan Donald Tusk, Prezes Rady Ministrów

00-583 Warszawa

Al. Ujazdowskie 1/3

(22)694 60 00

kontakt@kprm.gov.pl




Rząd chce sprzedać większościowy pakiet akcji „Lotosu” - jednej z dwóch dużych rafinerii w Polsce, która stanowi kluczowe ogniwo naszego systemu bezpieczeństwa energetycznego. Roztropne władze wysoko rozwiniętych Państw nie sprzedają strategicznych firm sektora paliwowego. W dodatku „Lotos” posiada znaczące własne zasoby ropy.


Zagrożenia są bardzo poważne – niedostatek konkurencji umożliwi nabywcy śrubowanie cen kosztem kierowców lub sprzedaż paliwa po niższych cenach własnym stacjom benzynowym, co przyczyni się do upadku innych stacji. Doprowadzi to do ograniczenia konkurencji wśród stacji benzynowych co oznacza drenaż portfeli nas wszystkich. Co prawda rząd zapewnia, że umowa sprzedaży będzie obwarowana zapisami zabezpieczającymi, ale łatwo będzie je ominąć lub wykorzystać niezdolność rządzących do ich egzekwowania od bogatego i wpływowego koncernu.


Jeszcze większe ryzyko istnieje w przypadku sprzedaży „Lotosu” jednemu z koncernów rosyjskich, na który mogą politycznie wpływać władze Rosji – świadczy o tym sprawa wieloletniego więzienia właściciela Jukosu Michaiła Chodorkowskiego. Zagrożenie pokazuje jaskrawo przykład wieloletniej odcięcia dostaw ropy z Rosji do rafinerii Orlenu w Możejkach. Jak wynika z depesz ambasad USA ujawnionych przez portal Wikileaks, wicepremier Rosji Sieczin wydał w lipcu 2006 polecenie wstrzymania dostaw ropy do Możejek, a do „awarii” rurociągu Przyjaźń, którym rosyjska ropa była tłoczona do Możejek, doszło w tym samym miesiącu. Oznacza to, że Rosjanie nie chcą zarabiać na sprzedaży ropy, tylko wymuszają sprzedaż Możejek własnym koncernom paliwowym. Do czego mogą się posunąć po zakupie „Lotosu”? Sprzedaż „Lotosu” koncernowi krajowemu lub zagranicznemu spoza Rosji również otwiera drzwi do przejęcia tej jednej z najnowocześniejszych rafinerii przez Rosjan.


Bardzo szkodliwy jest również moment sprzedaży „Lotosu”, przez co uzyskana cena będzie znacznie niższa niż możliwa do uzyskania za tak dobrą i świetnie zlokalizowaną firmę. Rząd Donalda Tuska chce zbyć „Lotos” w chwili, gdy spółka jest zadłużona na realizację programu inwestycyjnego 10+ i przed osiągnięciem efektów finansowych tych inwestycji. Wartość spółki będzie rosła – mówią o tym eksperci i prezes „Lotosu” Paweł Olechnowicz. Kolejnym czynnikiem mogącym spowodować niska cenę jest niepewność co do zapotrzebowania na paliwo z powodu światowego kryzysu. W efekcie będzie to w praktyce wyprzedaż i żadne próby przedstawienia ceny jako atrakcyjnej - z użyciem odpowiednio dobranych wskaźników - tego nie zmienią.


Nie chodzi o ideologię, jak próbuje zasugerować premier Donald Tusk, a jedynie o egzystencję nas wszystkich i gospodarki Polski.


Niżej podpisany/a:


Filip Stankiewicz


80-404 Gdańsk


filipstankiewicz@wp.pl



TUTAJ MOŻNA PODPISYWAĆ OGÓLNOPOLSKI PROTEST PRZECIW SPRZEDAŻY STRATEGICZNEJ RAFINERII „LOTOS”:


http://www.petycje.pl/petycja/6902/og%C3%93lnopolski_protest_przeciw_sprzeda%C5%BBy_strategicznej_rafinerii_and#8222;lotosand


Gadający Grzyb