Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 stycznia 2018

Czas sukcesów

Często słyszymy, że na tle nowoczesnego świata jesteśmy jakimś dziwolągiem. Otóż jest dokładnie odwrotnie – to świat zwariował, my pozostajemy normalni.


Naturalną rolą publicysty jest m.in. specyficzna forma społecznego „whistle-blowingu” - czyli ostrzeganie opinii publicznej przed różnymi niepokojącymi zjawiskami oraz komentowanie tychże. Siłą rzeczy, w konsekwencji obraz świata wyłaniający się z takich publikacji jest mocno przyczerniony, a odbiorca może odnieść wrażenie, że żyje w mrocznych i wrogich mu realiach. Ma to swoją dobrą stronę, bo uwrażliwia na zagrożenia, lecz po przekroczeniu pewnej masy krytycznej łatwo popaść w paranoję, niczym ci nieszczęśnicy wykrzykujący ze śmiertelną powagą, że mamy w Polsce jednocześnie stalinizm, faszyzm i Koreę Północną. Dlatego też warto co jakiś czas wskazać na pozytywy i sądzę, że Nowy Rok jest dobrą okazją na taką optymistyczną odtrutkę, tym bardziej, że ma ona mocne oparcie w rzeczywistości. Polska bowiem, mimo wewnętrznych swarów, indukowanej z premedytacją społecznej histerii oraz zewnętrznych paroksyzmów i szaleństw, jawi się jako kraj dość szczególny, w którym sytuacja generalnie idzie ku lepszemu.


I. Stabilizacja

Po pierwsze, jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało, mamy na tle innych krajów stabilną sytuację wewnętrzną – i to pomimo ostatnich przetasowań w obozie władzy. Protesty „totalnej opozycji” i uliczne hece to głównie domena tzw. rzeczywistości medialnej. Można wręcz wysnuć tezę, że im bardziej histeryczne hasła wznoszą ci, którzy w rozhuśtywaniu nastrojów upatrują szansy na powrót do wpływów i władzy, tym mniejszym cieszą się poparciem. Wychodzi tu zdroworozsądkowe podejście Polaków, wbrew pozorom generalnie niezbyt skłonnych do angażowania się w polityczne awantury – dopóki ktoś ich naprawdę nie zdenerwuje... Ten zdrowy chłopski rozum dyktuje naszym rodakom, że zwyczajnie nie ma sensu urządzać przewrotów – zwłaszcza jeśli miałyby prowadzić do rządów Petru ze Schetyną.

Wygląda to jeszcze bardziej dobitnie, gdy skonfrontujemy ten obraz z zagranicą. We Francji do początku listopada 2017 obowiązywał sześciokrotnie przedłużany stan wyjątkowy, obecnie zastąpiony „ustawą antyterrorystyczną”, w praktyce wprowadzającą państwo policyjne na stałe. Poparcie dla dopiero co wybranego Macrona leci na łeb na szyję, co ten usiłuje sobie zrekompensować nadaktywnością na arenie europejskiej i jałowym pokrzykiwaniem na Polskę. W Hiszpanii z kolei mamy niekończącą się awanturę wokół niepodległości Katalonii okraszoną pałowaniem na ulicach i rozpaczliwymi próbami utrzymania integralności terytorialnej przez rząd w Madrycie – a że ostatnio wybory znów wygrali separatyści, to serial będzie trwał dalej. Włochy wciąż nie mogą wygrzebać się z kryzysu finansowego, ich system bankowy balansuje na krawędzi bankructwa, zaś rozmaite ruchy radykalne rosną w siłę i zapewne najbliższe wybory będą tam prawdziwym trzęsieniem ziemi. Z kolei w Niemczech od ostatnich wyborów trwa kryzys polityczny i wciąż rządzi odziedziczony po poprzedniej kadencji „rząd tymczasowy”, zaś kolejne rozmowy koalicyjne idą jak po grudzie, bądź też kończą się fiaskiem („koalicja jamajska”).

Na powyższe nakłada się wciąż nierozwiązany kryzys migracyjny. Ciarki przechodzą po plecach, gdy się pomyśli, jak niewiele brakowało, byśmy zostali „ubogaceni” na podobieństwo Europy Zachodniej, która najwyraźniej postanowiła popełnić zbiorowe samobójstwo. Wszystkie wewnętrzne problemy jakie mamy bledną przy permanentnym zagrożeniu terrorystycznym i muzułmańskiej fali przekładającej się na ciągłe społeczne napięcia w poddawanych islamizacji krajach „starej Europy”. Ostatni przykład to chociażby policyjny stan podwyższonej gotowości w Niemczech przy okazji Bożego Narodzenia połączony np. z wyrywkowym rewidowaniem wiernych udających się na Pasterkę. Z innej beczki – jeżeli porównamy nasze „ciamajdany” ze zdemolowaniem przez lewactwo Hamburga przy okazji szczytu G-20, to możemy tylko podziękować za tak groteskową opozycję. Opatrzność czuwa.


II. „500+” i gospodarka

Wróćmy na krajowe podwórko. Niewątpliwym, wielowymiarowym sukcesem było wprowadzenie programu „Rodzina 500+” - i im dłużej on funkcjonuje, tym bardziej widać pozytywne efekty. Ubiegłe lata to spektakularny sukces w walce z biedą. Jak podaje październikowy raport EAPN Polska, poziom skrajnego ubóstwa w latach 2014-2016 spadł z 7,4 do 4,9 proc., natomiast pogłębiona deprywacja materialna (czyli sytuacja, gdy rodziny nie stać na co najmniej 4 z 9 podstawowych wydatków, takich jak opłaty, czy odpowiednie jedzenie) - z 10,4 do 6,7 proc. Skrajne ubóstwo wśród dzieci spadło z 11,9 do 5,8 proc. - a więc aż o 51 proc., z czego w latach 2015-2016 był to spadek o 36 proc. - ewidentny efekt „500+”. Z powyższym korespondują dane Eurostatu, wg których jesteśmy europejskim liderem walki z biedą – zagrożenie ubóstwem i wykluczeniem społecznym spada u nas najszybciej spośród wszystkich państw Unii Europejskiej.

„500+” przełożyło się także na wzrost liczby urodzeń. Wg GUS od stycznia do października 2017 urodziło się 341,1 tys. dzieci (czyli o 21,5 tys. więcej niż w analogicznym okresie 2016 r.) i wszystko wskazuje na to, że rok 2017 zakończył się rekordową liczbą ponad 400 tys. urodzeń. Tendencji tej sprzyja również wciąż poprawiająca się sytuacja na rynku pracy – ostatnie dane GUS (z października) informują o najniższej po 1990 r. stopie bezrobocia – 6,8 proc. Dane Eurostatu (wg nieco innej metodologii) są jeszcze bardziej optymistyczne i mówią o stopie bezrobocia na poziomie 4,6 proc., co sytuuje nas na 6 miejscu w UE – między Wlk. Brytanią a Holandią. O pomyślnej sytuacji ekonomicznej Polski świadczy również wzrost PKB na poziomie ponad 4 proc. (wyższy od zakładanego w ustawie budżetowej - 3,6 proc.), w czym niemały udział ma konsumpcja wewnętrzna – Polacy mają więcej pieniędzy i więcej kupują, częściej też korzystają z niedostępnych im wcześniej „luksusów” takich jak wyjazdy na rodzinne urlopy. Nic więc dziwnego, że w 2017 r. badania ufności konsumenckiej (wskaźnik pokazujący jak Polacy oceniają swoje perspektywy finansowe) zanotowały historyczny wynik – po raz pierwszy od czasu transformacji optymiści zaczęli przeważać nad pesymistami.

Wbrew czarnowidzom otwarcie życzącym Polsce bankructwa, do jakiego miało rzekomo doprowadzić „500+”, sytuacja budżetowa jest zdrowsza niż kiedykolwiek wcześniej. Dość powiedzieć, że przez szereg miesięcy, aż do listopada, notowaliśmy nadwyżkę budżetową – ewenement w najnowszej historii. „Pod kreską” znaleźliśmy się dopiero pod koniec roku, lecz i tak deficyt będzie znacząco niższy od pierwotnie zakładanego (najprawdopodobniej poniżej 40 mld. wobec prognozowanych 59 mld. zł.), co również jest zjawiskiem dotąd niespotykanym. Wiąże się to oczywiście m.in. ze znaczącą poprawą ściągalności podatków, w tym ukróceniem karuzel VAT-owskich, przekrętów na akcyzie, przemytu i temu podobnych zjawisk, z którymi przez osiem lat nie mogła sobie poradzić poprzednia ekipa (otwarte pozostaje pytanie, czy jedynie przez własną nieudolność). Mamy wzrost ściągalności VAT o ok. 20 proc., CIT o prawie 13 proc., PIT o ponad 8 proc. itd. Można? Można. Dla mnie osobiście symbolem „dobrej zmiany” jest sytuacja LOT-u. Jeszcze pod koniec rządów PO firma była na skraju bankructwa, a do kupna ustawiała się w kolejce Lufthansa. Dziś LOT jest na plusie, a o sprzedaży nikt już nawet nie wspomina. Wystarczy nie kraść...

Rozwodzę się tutaj nad różnymi aspektami gospodarczymi, ale trudno przejść obok nich obojętnie, mając w świeżej pamięci rozpaczliwe finansowe kuglarstwo „sztukmistrza z Londynu” Jacka Rostowskiego i wpisywanie do budżetu nieprzytomnych milionów dochodu z fotoradarów. Właśnie gospodarka w połączeniu z polepszającą się sytuacją materialną polskich rodzin są dla mnie najlepszym świadectwem polskiego sukcesu.


III. Ostoja normalności

Ze spraw lżejszego kalibru, lecz ważnych dla narodowego samopoczucia, warto wymienić dwie najpopularniejsze dyscypliny sportowe (odpowiednio letnią i zimową) – piłkę nożną i skoki narciarskie. Reprezentacja Adama Nawałki sprawia, że polska piłka notuje najlepsze wyniki od czasów Górskiego, Gmocha i Piechniczka, zaś dowodzona przez Stefana Horngachera kadra skoczków pokazuje zespołową siłę zrywając ze starym schematem „lider, a potem długo nic”.

No i wreszcie kwestie cywilizacyjne. Na tle pogrążającej się w degrengoladzie Europy, Polska wciąż jawi się jako ostoja tradycji, rodziny i patriotyzmu, skutecznie dając odpór ofensywie lewackiej inżynierii społecznej. Małżeństwo nadal pozostaje małżeństwem, a nie „związkiem partnerskim”, patriotyzm ani myśli ustąpić multikulturowemu „tolerancjonizmowi”, a Boże Narodzenie nadal jest dniem narodzenia Pańskiego, nie zaś „zimowymi wakacjami”. Nie zapominamy skąd nasz ród i nie dajemy się nabierać na postępowe plewy. Często w związku z tym słyszymy, że na tle nowoczesnego świata jesteśmy jakimś dziwolągiem, który nie chce się „zmodernizować” pod dyktando lewackiej międzynarodówki. Otóż jest dokładnie odwrotnie – to świat zwariował, my pozostajemy normalni. I tak trzymać. Szczęśliwego Nowego Roku!


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Artykuł opublikowany w dwutygodniku „Polska Niepodległa” nr 01 (03-16.01.2018)

wtorek, 4 sierpnia 2009

Wypisy z Antycywilizacji Postępu (A.P.) - odc. 1.


Z góry uprzedzam, że w tym tekście pojadę ostro i emocjonalnie. Lektura na własną odpowiedzialność.

W swoim cyklu „Antycywilizacja Postępu” (linki poniżej) naszkicowałem podstawowe zagrożenia z jakimi boryka się cywilizacja łacińska. Postanowiłem uzupełniać go sukcesywnie nowym cyklem – „Wypisy z Antycywilizacji Postępu” w którym, od czasu do czasu, będę odnotowywał kurioza obrazujące obłęd naszych czasów.

Spotkanie z Obcym.

Na początek, zreferuję notkę pióra Magdaleny Żakowskiej p.t. „Jeśli mój syn będzie gejem…”, która ukazała się na drugiej stronie piątkowej „Gazety Wyborczej” (31.07.2009).

Dlaczego biorę na tapetę akurat ten artykuł? Ano, dlatego, że idealnie ilustruje to, co napisałem o głębokim zinternalizowaniu A.P. na skutek wszechstronnej indoktrynacji (medialnej, szkolnej, ustawodawczej), w efekcie której, cytuję:

„…rozmawiasz z człowiekiem który włada tym samym narzeczem (powiedzmy, eboniksem polszczyzny), który urodził się i wychował w tym samym kraju i teoretycznie, powinien nasiąknąć podobnymi wartościami, a tak naprawdę, po chwili rozmowy wychodzi na to, że gadasz z przedstawicielem innej cywilizacji.”


Oczywiście, pani Magdalena Żakowska nie włada „eboniksem” – polszczyznę ma opanowaną, niemniej jednak, czytając jej tekst odniosłem wrażenie spotkania z Obcym – przedstawicielem innej cywilizacji.

Jednocześnie muszę ze skruchą uderzyć się w klatę – wymieniając w poprzednich tekstach indoktrynacyjne wpływy, takie jak media, szkoła czy ustawodawstwo, prześlepiłem wpływ bodaj najważniejszy – płynący z wnętrza rodziny, gdy umysły rodziców już zaczadzonych A.P. przekazują wzmiankowane zaczadzenie następnemu pokoleniu.

Tak właśnie postępuje Magdalena Żakowska – wzorcowy przykład owładniętego maniacką postępowością toksycznego rodzica.

Jeszcze raz ostrzegam, że będę się pastwił – bo też i jest nad czym.

Etapy antycywilizacyjnej indoktrynacji.


Zazwyczaj tego nie robię, ale ten artykuł potrząsnął mną na tyle, że omówię go dość szczegółowo, uzupełniając własną, „kuchenną” psychoanalizą. Na końcu podaję link, zatem każdy będzie mógł wyrobić sobie zdanie, czy dopuściłem się nadużycia. A teraz, do rzeczy.

Generalnie, tekst Magdaleny Żakowskiej jest wstrząsającym zapisem systematycznego prania mózgu; tresury w duchu Antycywilizacji Postępu, jakiej bohaterka poddaje od kołyski swojego synka.

Etap 1 – rasizm.

Na wstępie, mamuśka wstydzi się, że syn (półtoraroczny) widząc na basenie Murzynka, mówi „a fe”, kojarząc czarny kolor z brudem. Mamcia reaguje i by zagłuszyć jątrzące poczucie prowincjonalizmu, kupuje latorośli klocki Duplo, gdzie prócz wozu strażackiego są trzej strażacy, w tym dwaj czarni. Następnie zabiera synka na wycieczkę reedukacyjną do Afryki, po której dziecko przestało reagować na czarny kolor skóry (jak się domyślam, nie nocowali w slumsach Pretorii, czy Johannesburga, w których to miastach po zniesieniu apartheidu wskaźniki przestępczości podskoczyły do sufitu).

Etap 2 – walka z patriarchatem.

W dalszej kolejności, rzeczona mamuśka – aktywistka A.P. zabiera się za wykorzenianie patriarchalnych uprzedzeń wyrodnego synalka, który śmie właśnie jej przynosić brudny kubek do pozmywania, tudzież wrzeszczy „MAMA bałagan”, gdy rozgniecie na podłodze maliny.

Cóż robi w tej sytuacji uświadomiona, postępowa matka? Tłumaczy synkowi, że to nieładnie brudzić, a jeśli już się nabrudziło, to trzeba pomóc mamie posprzątać? O, nie – mama sięga po „Boba Budowniczego”, którego żona, Marta,

„jest bardziej od Boba rozgarnięta i potrafi szybciej niż on wyremontować mieszkanie”.

A masz, a masz, ty wredny, mały szowinisto… Już ja cię nauczę…

Założę się, że pani Żakowska nigdy nie dała dziecku klapsa. Takiego uczciwego klapa w dupę z solennym wyjaśnieniem co dziecko, mimo napomnień rodziców zrobiło źle i dlaczego zostało tak a nie inaczej potraktowane. Zamiast tego, łoi dziecko po mózgu permanentną indoktrynacją. Stosuje terror psychointelektualny.

Etap 3 – seksizm i ageizm.

No nic. Jedźmy dalej. Oto „odkrywają” (pani Magdalena i dziecko, znaczy się) Gryzikruszkę z „Dwóch niegrzecznych myszy” pióra Beatrix Potter. Bohaterka

„jest dużo bardziej niegrzeczna od swojego męża Wścibska, łobuzowanie sprawia jej większą przyjemność i w ogóle ma lepsze pomysły.”


Ale, do czasu, bowiem nawet w tej postępowej bajeczce, mamuśko – ciotka antycywilizacyjnopostępowej rewolucji wykryła zatrute ziarno… albowiem, o zgrozo, Gryzikruszka okazuje się być… kurą domową, bowiem:

„…każdego ranka, bardzo wcześnie - zanim ktokolwiek się obudzi - Gryzikruszka zjawia się ze śmietniczką i miotłą, by pozamiatać w domu lalek!"


Tej ostatniej, seksistowskiej strony, bohaterka niniejszej analizy antycywilizacyjnego zidiocenia, synkowi, rzecz jasna, nie czyta. Co więcej, żałuje, że kartki nie da się wyrwać – „takie wydanie”, ubolewa.

No cóż – predylekcja do wyrywania kartek, palenia książek… Zakładam, że dostojna, matrona spopieli wkrótce rzeczoną książeczkę w kominku, by syn, gdy dorośnie, przypadkiem nie doczytał ostatniej strony… z haniebną, szowinistyczną puentą.

Jak rany, przecież ta potłuczona kobieta, nawet by nauczyć latorośl szacunku dla osób starszych, poruszających się o lasce, musiała posiłkować się „Żółwiem Franklinem”!

„Jeden z jego najlepszych kumpli, borsuk, ma usztywnioną nogę i nie rozstaje się z kulami.”



Etap 4 – synku, bądź pedałem…

I teraz coś, co mnie powaliło:

„A potem w ciążę zaszła moja przyjaciółka. Kiedy zadałam jej idiotyczne, ale odruchowe pytanie - czy chciałaby chłopca, czy dziewczynkę? Odpowiedziała: "Marzę o chłopcu i żeby był gejem, bo do końca życia będzie miał ze mną silną emocjonalną więź, jak w filmach Almodóvara".

Jeeezuuu!!! Pedalską, filmową propagandę zboczeńca Almodóvara odczytywać jako poradnik rodzica… Tylko wyć i rwać kłaki z brody…

Ale to nic. Jaka jest refleksja autorki odnośnie zacytowanych niewczesnych wynurzeń?

„Była to odpowiedź szczera, ale nie takiej się spodziewałam. Poprawna brzmi przecież: "Wszystko jedno, ważne, żeby dziecko było zdrowe". Okolicznością łagodzącą może być to, że przyjaciółka jest pół-Francuzką, a więc wychowała się w kraju, w którym słowo "homofobia" wyszło już w zasadzie z użycia.”

Nie to co u nas, chciałoby się powiedzieć – w tym zatęchłym, obskurnym, katolickim ciemnogrodzie… Ach, jak pani Magdalena usycha z zazdrości… Wyobrażam sobie to dojmujące, prowincjonalne poczucie niższości… Jak to musi wiercić od środka, jak ssać duszę… I jak skutkuje wzmożonym, parweniuszowskim zapałem, by być równie „oświeconą” antycywilizacyjną „mamuśką rewolucji”, jak francuska przyjaciółka…

Etap 5 – upostępowić świat dla przyszłego gejosynka.

W każdym razie, zadawszy sobie pytanie: „a jeżeli mój syn będzie gejem”, omawiana tu mateczka rewolucji stwierdza, że „wszystko jedno. Ważne, by był szczęśliwy.” I wychodząc z tego założenia, dochodzi do wniosku, iż aby uszczęśliwić synka i usłać mu drogę życiową różami, winna zrobić wszystko, by przemodelować przestrzeń publiczną wokół niego.

„ Szczęśliwy gej nie musi ukrywać ani wstydzić się tego, że jest gejem. Gdy się zakocha, może związać się z partnerem, także w obliczu prawa. Jeśli będzie chciał mieć dziecko - czemu nie mógłby go adoptować? Przecież staram się wychować syna na dobrego ojca.”

Cóż, starania staraniami, a życie życiem. Nie wiem, czy będzie dobrym ojcem, czy nie. Pani Magdalena również tego nie wie. Ale poraża mnie beztroska stwierdzenia: „Jeśli będzie chciał mieć dziecko - czemu nie mógłby go adoptować?” Prawda, jakie to łatwe? A czy hipotetyczny związek gejosynka z innym facetem będzie obwarowany identycznymi zobowiązaniami, jak wstecznickie, tfu, heteroseksualne małżeństwo? Z identycznymi prawami dotyczącymi rozwodu? Wychowania dzieci? Z obowiązkiem alimentacyjnym?

Etap 6 – antyhomofobiczna profilaktyka.

Koniec końców, pańcia – postępówka deklaruje, iż:

„Teraz, gdy wchodzimy do sklepu z zabawkami, nie narzucam synowi, w którą ma iść stronę - z reguły wybiera dział z samochodami, ale ostatnio poprosił o wózek (tak - różowy!) z działu dla dziewczynek i wozi w nim ulubionego pluszowego królika. Na razie nie mam pewności, jakiej jest orientacji.”

No, na litość Boską… Infantylna mamuśka z silnym zafiksowaniem na indoktrynację potomstwa, to chyba najgorsze, co może się trafić. Już współczuję temu młodzianowi, skrępowanemu od powicia gorsetem Antycywilizacji Postępu w rodzinnym gronie, bowiem, pańcia deklaruje twardo „Jedno wiem na pewno - homofobem nie będzie.” W tym celu zamierza zakupić bajkę o gejach – pingwinach, wychowujących małego pingwinka. I postponuje wroga we własnych szeregach – Grzegorza Napieralskiego, który śmiał stwierdzić, iż „jego dzieci wolą klasyczne bajki".

„Dzieci, panie pośle” - poucza pani Żakowska – „wolą takie bajki, jakimi rodzice potrafią ich zaciekawić. Klasyczne bajki - konserwatywne poglądy - pomylił pan partie.”

Ot, i zagnała pseudolewicowego kryptofaszystę w kozi róg. Tradycyjne bajki, taaak? Jakiś Kopciuszek? A może „Królewny Śnieżki” się wam zachciewa? Kuchty u siedmiu szowinistycznych krasnoludków, cooo? Drobnomieszczaństwo wyłazi z towarzysza Napieralskiego – socjaldemokraty. Już Lenin i Stalin uczyli, że socjaldemokraci to socjalfaszyści. Na reedukację tu mi zaraz k…a twoja mać i ten teges… Biegiem marsz!

Żona modna.

Najwyraźniej, pani Magdalena odczuwa nie do końca wyrażone, niedopowiedziane, skryte pragnienie: - „Ach, gdyby mój synuś okazał się gejusiem! Ach, jakież to by było modne! Jakie trendy, cool i ogólnie, postępowo zajefajne! Mogłabym się pochwalić przed całym modnym światem swoim gejusiem i jego partnerem, tudzież ich przychówkiem z adopcji, przy których ja, mamusia - gejusia jawiłabym się jako ostoja tolerancjonizmu. Tatuś jest ważniak, tatuś bryluje na salonach, więc ty, synku, przynajmniej zostań pedałem… Bo dzięki temu i ja zaistnieję… przy tobie…"

Niesprawiedliwe z mojej strony? Krzywdzące? Być może. Ale tabloidalny styl wynurzeń pani Magdaleny, pod cieniutkim płaszczykiem walki o tolerancjonizm aż bije po oczach. Toteż, dałem się sprowokować. I jeszcze dorzucę:

Otóż, pani Magdaleno – gdyby syn okazał się pedrylem, to wolałaby Pani, by był czynnym, czy biernym? Aktywnym, czy pasywnym? Tym, który wali kogoś w cztery litery, czy też tym, który w cztery litery jest walony? A może miałby być gejem uniwersalnym, na zasadzie - raz on kogoś, innym razem ktoś jego? A może… nie, dość obrzydliwości. Przejdźmy do refleksji końcowych.

Zakończenie.

Niegdyś, do tego by nie wyśmiewać się z Murzynów, niepełnosprawnych i.t.p. wystarczyła odpowiednia kindersztuba, zapewniana przez właściwe wychowanie w rodzinnym domu. W A.P. jak się okazuje, kindersztuba nie wystarczy – ba, jest zdecydowanie passe i należy zastąpić ją politpoprawnym „ideolo” wpajanym dziecku od kołyski.

Swoją drogą, jestem ciekaw, czy gdy potomek pani Żakowskiej zrobi pełną obrzydzenia minkę na widok zakonnicy/księdza, to mamcia pospieszy do księgarni po odpowiednie tolerancjonistyczne bajeczki, lub tematyczne klocki? Z góry uprzedzam, że ich nie dostanie. Zresztą, być może, uśmiechnie się szczęśliwa, iż ukształtowała swego potomka w należytej odrazie do „katoli”.

A tak w ogóle, żałosny to widok: rodzic, który cenzuruje dzieciaka na każdym kroku, by ten przypadkiem nie odstąpił na włos od aktualnie obowiązujących „tryndów”. Głęboko zinternalizowany salonowy snobizm, połączony z silnym parciem na nowoczesność. Zastępowanie procesu wychowawczego ideologiczną tresurą, za którą potomek może zapłacić w najbliższych latach wyobcowaniem, tudzież szeregiem zawichrowań.

Jeszcze jedno – nie mogę oprzeć się wrażeniu, że postępowa mamuśka pragnie wystrugać swojego synka na szczególny rodzaj prymusika – poprawnego ze wszech miar antycywilizacyjnego hunwejbina.

Słowem, Antycywilizacja Postępu ma być i już! – tak w domu, jak i w kojcu, tudzież zagrodzie.

Gadający Grzyb

P.S.1 Pingwin – gej Harry z Zoo w San Francisco, który wraz z kolegą Pepperem wychowywał pingwiniątko Tango i z tego tytułu będący ogólnoświatowym idolem pedałów, jakiś czas temu zmienił orientację i związał się z pingwinicą Lindą. Zatem, inspirowana tym związkiem gejo - bajeczka straciła już nieco na aktualności. Gejowscy aktywiści dostali piany.

P.S.2 Magdalena Żakowska nie jest jedyna. Ostatnio przyjaciółka zaszokowała mnie opowieścią zasłyszaną od jej córki. Otóż, koleżanka owej córki (13 lat), przyszła z ufarbowanymi na czerwono włosami, stwierdzając z tyleż nieszczęśliwą co zrezygnowaną miną, iż „mama ją dorwała”, robiąc na siłę swojemu dziecku czerwony kolor na łepetynie. Dodała jeszcze, iż w porę udało się jej uciec spod opiekuńczych skrzydeł mamuśki, gdyż ta planowała jeszcze… fioletowe pasemka.

Córka przyjaciółki (również 13 lat) skwitowała to następująco: „No tak, jej mama jest nowoczesna. Moja mama nigdy nie pozwoliłaby mi się ufarbować”.

Fakt, nie pozwoliłaby. Tato również. Są jeszcze jakieś oazy normalności.


pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

Linki:

Artykuł Magdaleny Żakowskiej:

http://wyborcza.pl/1,76842,6878110,A_jesli_moj_syn_bedzie_gejem___.html">

Polecam ciekawą dyskusję na forum wielodzietnych:
http://wielodzietni.org/comments.php?DiscussionID=4569">

Moje teksty kręcące się wokół podobnej tematyki:

http://www.niepoprawni.pl/blog/287/antycywilizacja-postepu">
http://www.niepoprawni.pl/blog/287/antycywilizacja-postepu-cz-2">
http://www.niepoprawni.pl/blog/287/antycywilizacja-postepu-cz-3">
http://www.niepoprawni.pl/blog/287/mala-analiza-ideologii-tolerancjonizmu">
http://www.niepoprawni.pl/blog/287/geje-kontra-homoseksualisci">