O
ile przekaz z „zaszczuciem” Adamowicza skierowany jest do
„totalsów”, o tyle przekaz z taśm Birgfellnera ma
zbulwersować i odstręczyć od PiS „normalsów”.
I. Adamowicz jako
knebel
Napisałem
niedawno, że w ciągu doby od zabójstwa Pawła Adamowicza ukształtował
się przekaz, który zdominuje obie tegoroczne kampanie wyborcze.
Zasadniczo nie wycofuje się z tej diagnozy, acz wprowadzić trzeba do
niej jedną, istotną korektę: wygląda na to, że propagandowa narracja
„totalnej opozycji” będzie nieco bardziej zniuansowana –
a to za sprawą taśm Birgfellnera. Atak
będzie zatem przebiegał dwutorowo, obsługując różne segmenty
elektoratu. Najtwardsze jądro będzie ekscytowane i utrzymywane w
zwartości sprawą zabójstwa prezydenta Gdańska, czemu dodatkowo
sprzyjać mają wybory uzupełniające, w których jako faworytka startuje
jego zastępczyni Aleksandra Dulkiewicz.
Ze względu na dramatyczne okoliczności, gdańskie wybory będą miały
wydźwięk ogólnopolski, a spodziewane zwycięstwo Dulkiewicz będzie
próbowała zdyskontować Platforma Obywatelska, świeżo pogodzona nad
urną Adamowicza z układem „małej Sycylii”. Obóz
„totalnych” zresztą nawet niespecjalnie ukrywa, że chce z
morderstwa zrobić coś na kształt własnego Smoleńska – z
odpowiednio spreparowaną legendą, jakoby Adamowicza zaszczuła
pisowska „nienawiść”, ze szczególnym uwzględnieniem TVP
Jacka Kurskiego.
A zatem, wedle tej legendy, PiS i media publiczne mają „krew na
rękach” i podbechtały zabójcę do zbrodni – w związku z
tym, wobec siewców nienawiści nie obowiązują żadne cywilizowane
standardy. Można pluć, poniżać, dopuszczać się aktów agresji,
cementując w ten sposób najbardziej zaciekłych wyborców. Jakakolwiek
próba obrony ze strony rządowej będzie zaś przedstawiana jako
cyniczne odwracanie kota ogonem.
To
zakładanie knebla odbywa się na naszych oczach – wszelkie
przypomnienia o różnych mętnych interesach byłego włodarza Gdańska,
jego kontach bankowych i niejasnościach w oświadczeniach majątkowych
jest kwitowane jako „szczucie” i „mowa nienawiści”.
Z wyjątkową gorliwością włączyła się w ten spektakl pogrążona w
żałobie wdowa, zaliczając medialne tournée podczas którego lansowała
właśnie tego typu „story”. Podobnie rzecz się ma z
pytaniami o zabezpieczenie finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej
Pomocy. Jerzy Owsiak, który początkowo wyraźnie spanikował i ogłosił
swoją rezygnację z funkcji prezesa WOŚP, po kilku dniach odzyskał
rezon – zupełnie jakby dostał gwarancję, że nie zostanie
pociągnięty do odpowiedzialności i zachowa status bezkarnej, świętej
krowy III RP. PiS-owi z przyczyn politycznych niezręcznie jest
uderzać w „Jurka” i dociekać na jakiej zasadzie omija
prawo nie zgłaszając finałów WOŚP jako imprez masowych. Wystarczy
sobie przypomnieć, jakie morze histerycznego wrzasku wylało się
swojego czasu na ministra Błaszczaka, gdy chciał zakwalifikować
Przystanek Woodstock jako imprezę podwyższonego ryzyka, by mieć
odpowiedź, dlaczego odpowiednie służby nie drążą tematu
bezpieczeństwa na wydarzeniach organizowanych przez „Jurasa”
i poprzestały na nękaniu szefa agencji ochroniarskiej oraz ściganiu
internetowych hejterów. Tak więc i na tym odcinku PiS spychany jest
do defensywy.
II. Tolerancja
represywna
Istotną
rolę odgrywa tu Donald Tusk w charakterze suflera narracji. Czyni to
w typowy dla siebie sposób – podgrzewając atmosferę i jątrząc
za pomocą rzucanych przy różnych okazjach aluzji, insynuacji i
niedomówień.
Te wszystkie frazy w rodzaju „współczesnych bolszewików”
czy gdańskiego apelu, by ocalić Europę, Polskę i Gdańsk przed
„nienawiścią i pogardą” mają na celu ustawienie i
koordynację przekazu „totalnej opozycji”, utrafiając przy
okazji w emocjonalne zapotrzebowanie „anty-PiS-u”. Owo
zapotrzebowanie zaś sprowadza się do utwierdzenia w przekonaniu, że
reprezentują siły dobra – światłej, postępowej, demokratycznej
i generalnie lepszej części Polaków i „europejczyków”
walczących z siłami ciemności. A skoro tak, to nie czas na sentymenty
i trzeba jechać ostro.
W
praktyce zobaczyliśmy to niedawno podczas ataku na wychodzącą z
gmachu TVP Magdalenę Ogórek - nienawistne hasła, obelgi, oklejanie
samochodu wlepkami, blokowanie wyjazdu... Stąd już naprawdę niedaleko
do fizycznej agresji, co w pierwszym momencie przyznała nawet część
opozycyjnych dziennikarzy i polityków (np. Dominika Wielowieyska z
„Wyborczej”, pisząc, że „to wydarzenie miało cechy
linczu”). Tu
jednak wkroczył, niczym ober-dyscyplinator, Donald Tusk, podając
„właściwą” interpretację wydarzeń: „Kłamstwo
organizowane przez władzę za publiczne pieniądze to perfidna i groźna
forma przemocy, której ofiarami jesteśmy wszyscy. I wszyscy powinni
solidarnie, w ramach prawa, przeciw temu kłamstwu protestować”.
A więc, winny jest PiS i TVP oraz sama Magdalena Ogórek. Od tego
momentu, jak za dotknięciem różdżki, przekaz skręcił o 180 stopni –
nagle okazało się, że demonstranci wyrażali jedynie słuszny „gniew
ludu”, forma protestu wcale nie była aż tak agresywna i
dolegliwa, a Ogórek perfidnie kreuje się na ofiarę. Dodatkowo, to
atakujący z miejsca awansowali do roli „ofiar reżimu”, bo
po zajściu śmiała nachodzić ich policja i stawiać jakieś zarzuty.
Oznacza to rozgrzeszenie wszelkich ewentualnych aktów przemocy w
przyszłości. Uczenie
nazywa się to „tolerancją represywną” - ów koncept
zakłada dominację świadomej mniejszości (w tej roli widzi siebie obóz
„anty-PiS”) nad upokorzoną większością.
Innymi słowy, nie ma tolerancji dla naszych wrogów, a wobec
„nienawistników” można stosować nienawiść z czystym
sumieniem. To właśnie podpowiedział swoim tweetem Tusk, zyskując
entuzjastyczny aplauz „totalnych”. Wygląda więc, że
Palikot pospieszył się, kasując swój wulgarny wpis o Magdalenie
Ogórek i symulując przeprosiny. Następnym razem już nie skasuje,
tylko pójdzie na całość, tak jak robił to „podrywając
godnościowe podstawy prezydentury Lecha Kaczyńskiego” i
szczując po tragedii smoleńskiej.
III.
Kaczyński - „oligarcha”
Ale
powyższe, to tylko jeden element. Drugi, to taśmy Birgfellnera i
sprawa budowy przez Srebrną biurowców w Warszawie.
„Wyborcza” na początek wprawdzie ewidentnie
przeszarżowała, głosząc, że nagrania zatopią PiS, nie znaczy to
jednak, że wycofa się z kampanii. Założenie
jest proste – PiS i Jarosław Kaczyński mają być systematycznie
grillowani za pomocą dawkowanych co jakiś czas kolejnych stenogramów.
I nie ma znaczenia, że na taśmach próżno szukać śladu jakiejkolwiek
przestępczej czy choćby wątpliwej etycznie działalności - bo nie o to
chodzi. Rzecz w tym, by zawartość odpowiednio opakować powtarzanymi
konsekwentnie sugestiami, że mamy do czynienia z aferą, zaś Jarosław
Kaczyński jest obłudnikiem pozorującym jedynie skromny tryb życia,
podczas gdy tak naprawdę jest rekinem biznesu deweloperskiego i
niemalże oligarchą kręcącym szemrane interesy. Intencja jest
następująca – mało komu będzie się chciało odsłuchiwać długie
rozmowy i przedzierać przez stenogramy. Średnio zorientowany
odbiorca, który coś uchwyci jednym uchem ma odnieść wrażenie, że tak
„w ogólności” coś tu śmierdzi, a partia i jej prezes
deklarujący, że do polityki nie idzie się dla pieniędzy, w
rzeczywistości nie są lepsi od reszty polityków. Tego zaś wyborcy nie
lubią – mogą przymknąć oko na przekręty, tak jak przymykali
przez osiem lat rządów PO, lecz na fałszywych moralistów reagują
alergicznie. I właśnie temu mają służyć taśmy – by do PiS
przykleiła się opinia zakłamanych świętoszków, którzy po cichu kręcą
lody nie gorzej od poprzedników. Podsumowując
– o ile przekaz z „zaszczuciem” Adamowicza
skierowany jest do „totalsów”, o tyle przekaz z taśm
Birgfellnera ma zbulwersować i odstręczyć od PiS „normalsów”.
Póki
co, PiS reaguje na zasadzie strażaka gaszącego kolejne pożary –
a to zatrzymaniem Misiewicza („nie ma świętych krów”), to
znów korupcyjno-łóżkowymi ekscesami „jurnego Stefana”. To
jednak mało. Potrzeba
zbudowania spójnej narracji neutralizującej atak i przede wszystkim
przejścia od reaktywności do narzucenia własnej, ofensywnej retoryki.
Na szczęście, jest jeszcze trochę czasu, a „totalni”
otwierając przedwcześnie ogień mogą do wyborów wystrzelać się z
amunicji.
Gadający
Grzyb
Na
podobny temat:
Polityczna
nekrofilia „totalnej opozycji”
„Mowa
nienawiści” - knebel na prawicę
#JaCięNieMogę!
Notek
w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/
Artykuł
opublikowany w tygodniku „Warszawska
Gazeta” nr 06 (08-14.02.2019)