Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Saakaszwili. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Saakaszwili. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Pod-Grzybki 52

Targowiczątka zapragnęły własnego święta państwowego – konkretnie miałby to być 4 czerwca, czyli rocznica „wolnych, demokratycznych wyborów”, co obwieścił piórem Jarosława Kurskiego „Szechter Cajtung”. Proponuję pójść za ciosem i ogłosić świętem również 18 czerwca – czyli rocznicę II tury wyborów, kiedy to przywódcy „strony społecznej” podali zdychającej komunie tlen; 19 lipca – rocznicę wyboru „człowieka honoru” Wojciecha Jaruzelskiego na prezydenta; oraz rzecz jasna – uczynić 4 czerwca świętem dubeltowym na pamiątkę „nocnej zmiany” i obalenia rządu Jana Olszewskiego. W ten sposób uczczenie „historycznego przełomu” zostanie spięte zgrabną klamrą, ku ukontentowaniu rzesz konfidentów i kolaborantów, tak ochoczo bawiących się dziś w obronę demokracji.

*

Kodowcy pragną również wzniesienia pomnika Władysława „profesora” Bartoszewskiego. Ja do kompletu dołożyłbym jeszcze Monument Ostatniej Laski Geremka.

*

Tymczasem niemiecko-turecki handel żywym towarem wkroczył w fazę wzajemnych pretensji. Oto, jak donosi „Der Spiegel”, chytry Erdogan wysyła do Europy chorych i najgorzej wykształconych „uchodźców”, sobie zostawiając inżynierów, lekarzy i wykwalifikowanych robotników. Innymi słowy, wciska Angeli wybrakowanych niewolników, bezużytecznych dla niemieckiej gospodarki. Hm, skoro już w Niemczech zaczęto kwaterować „uchodźców” w poobozowych budynkach, np. w Buchenwaldzie, to w zasadzie można przystąpić do „Akcji T4”, polegającej, przypomnijmy, na „eliminacji życia niewartego życia”. Niemcy mają w tym wprawę, a Europa po cichu odetchnie z ulgą, odwracając skwapliwie wzrok w innym kierunku – np. koncentrując się na zagrożeniach demokracji w Polsce i męczeństwie pana sędziego Andrzeja Rzeplińskiego.

*

A męczeństwo trwa w najlepsze albo raczej - w najgorsze, nad czym pochyla się „Sueddeutsche Zeitung” cytowany przez niezawodną polskojęzyczną gadzinówkę dla jurgieltników, czyli serwis „Deutsche Welle”. Oto Kaczyński w swej małpiej złośliwości posunął się do obcięcia Trybunałowi Konstytucyjnemu funduszy na rocznicową fetę. Cytuję: „Gdy zatem prezes Trybunału Andrzej Rzepliński zaprosił gości - po wykładzie Leszka Balcerowicza - na małe przyjęcie w siedzibie TK, zamiast łososia i szampana była kawa i trochę ciasteczek (...) - Nie mamy pieniędzy - przepraszał Rzepliński”. Teraz czekamy, aż sędziowie ogłoszą protestacyjną głodówkę o kawie i ciasteczkach. Nawiasem – izraelski uczony z uniwersytetu w Tel Awiwie, Shai Danziger, wykazał, że sędziowie na głodnego ferują surowsze wyroki, nic więc dziwnego, że pan Rzepliński tak się ciska. Apel do PiS – dajcie Rzeplińskiemu żreć, może wreszcie się uspokoi.

*

Saakaszwili, który w epoce Szewardnadzego napatrzył się w Gruzji na działalność Balcerowicza, określił go jako „najemnego wybielacza skorumpowanych reżimów”. No, to tylko czekać nowego „majdanu” pod swojskim hasłem „Balcerowicz musi odejść”. I nawet nie będzie można tego mieć banderowcom za złe.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr nr 22 (01-07.06.2016)

niedziela, 30 stycznia 2011

Wypisy z anty-podmiotowości


Postkolonializm mentalno-strukturalny. Garść przykładów.



I. Podmiotowość po gruzińsku.


Niby drobiażdżek, ale pokazujący jak w soczewce różnice między polityką państwa suwerennego z mężem stanu u władzy, a polityką państwa suwerennego formalnie, w praktyce zaś skrępowanego postkolonialną mentalnością rządzących elit.


Spójrzmy - oto osaczona, zagrożona przez Rosję i rozczłonkowana Gruzja, kraj pozostający w skrajnie niekorzystnej sytuacji geopolitycznej, przed którym wymownie zatrzaśnięto drzwi do struktur euroatlantyckich... Otóż ta Gruzja właśnie, której niepodległy byt jest nieustannie zagrożony, uruchomiła niedawno rosyjskojęzyczną telewizję, mającą nadawać na obszarze Kaukazu i stanowić odtrutkę na propagandę zwasalizowanych przez Kreml reżimowych mediodajni. Łatwo sobie wyobrazić, jaką wściekłość w Moskwie musi budzić ta inicjatywa, tym bardziej, że TV Kaukaz jest osobistym „dzieckiem” gruzińskiego prezydenta, Micheila Saakaszwilego, znienawidzonego przez putinowski, ludobójczy reżim chyba w równej mierze, co ś.p. prezydent Lech Kaczyński.


II. Podmiotowość po „polskiemu”.


A teraz popatrzmy na zachowanie elit Priwislańskiego Kraju, które z niewolniczą uniżonością rzucają się odgadywać niewypowiedziane zachcianki nawet nie tyle potężnego Kremla, co sowchozowego satrapy, ponurego pajaca okupującego Białoruś.


Otóż polskie władze – władze, przypomnę, kraju formalnie suwerennego i obwarowanego rozlicznymi sojuszami, ponoć bezpiecznego do tego stopnia, że w zasadzie niepotrzebna mu armia (poza małymi, mobilnymi jednostkami, które można wysyłać na różne misje), demonstracyjnie rezygnują ze wspierania niezależnego Związku Polaków na Białorusi (bo Łukaszenka się pogniewa), marginalizują nadawanie Polskiego Radia Dla Zagranicy w obszarze wschodnim (bo Łukaszenka nastroszy wąsy – Polskie Radio Dla Zagranicy finansowane jest w większej części przez MSZ) i doprowadzają na skraj likwidacji nadającą po białorusku telewizję Biełsat (bo Łukaszenka rzuci kijem hokejowym w telewizor). A telewizja Biełsat, tak się składa, ma w założeniu pełnić podobną funkcję co wspomniana na wstępie TV Kaukaz.


Podkreślmy to raz jeszcze. Osaczeni przez Rosję Gruzini, którzy nie tak dawno padli ofiarą agresji, uruchamiają jawnie antykremlowską inicjatywę, my swoje zwijamy. Oni mają głęboko w tyle różne picowne „ocieplenia”, my natomiast ochoczo wypinamy się do wschodniej odmiany salonowca, gdzie walona po tyłku jest tylko jedna strona. Oni się nie boją, my trzęsiemy portkami i na wszelki wypadek sami z siebie wycofujemy się rakiem ze wszystkiego, co choćby potencjalnie mogłoby w odczuciu naszych „partnerów” bruździć w ich strefie wpływów.


Co więcej, zdajemy się tym szczycić, albowiem podobne zachowania mają nas rzekomo sytuować w „głównym nurcie” europejskiej polityki i gwarantować dobrosąsiedzkie, „ociepleniowe” relacje w ramach propagandowej hecy „partnerstwa wschodniego” i „pojednania”.


III. Na posyłki rosyjskiego ambasadora.


Kolejny przykład: Pamiętają państwo zapewne, jak na ledwo zakamuflowane życzenie rosyjskiego ambasadora Aleksandra Aleksiejewa nasze władze haniebnie zatrzymały czeczeńskiego emigracyjnego przywódcę, Ahmeda Zakajewa, uczestnika Światowego Kongresu Narodu Czeczeńskiego, pod pretekstem wyssanych z palca rosyjskich zarzutów o terroryzm. Zarzuty te już dawno zostały oddalone przez sądy w Danii i Wlk. Brytanii, ale to nie przeszkodziło naszym dzielnym organom w doprowadzeniu Zakajewa na randez vous z prokuratorem, przed którym „terrorysta” Zakajew i tak zamierzał się stawić.


Teraz dopisano groteskowe zakończenie do tej tragifarsy. Oto polski sąd apelacyjny zaledwie umorzył sprawę ekstradycji Zakajewa do Rosji. Obrona, która wniosła apelację chciała definitywnego uznania prawnej niedopuszczalności ekstradycji. Sąd jednak orzekł to co orzekł, gdyż w jego opinii niezbędny był osobisty udział Zakajewa w rozprawie, ten zaś nie stawił się, gdyż... polski konsulat w Londynie odmówił mu wizy! Trudno o jaśniejsze i bardziej upokarzające danie do zrozumienia, że przedstawiciel eksterminowanego narodu jest na terytorium Polski persona non grata. Przekaz jest jasny jak smagnięcie nahajką: zabieraj się pan ze swoimi Czeczeńcami, bo my teraz przyjaźnimy się z tymi, którzy was mordują. Zresztą, my o żadnym ludobójstwie nic nie wiemy i nie chcemy wiedzieć, a jeśli się pan tu pojawisz, to umorzone postępowanko ekstradycyjne zawsze można wznowić, a skuteczek owego wznowienia może być nieprzyjemny...


***


Kończę te ponure wypisy z „suwerennych” poczynań naszych „rozgrzanych” instytucji. Skoncentrowałem się zaś na przypadkach pozornie drugorzędnych, żeby uwypuklić jedno: jeżeli nasze państwo zachowuje się tak a nie inaczej w sprawach mniejszej wagi, to czego możemy oczekiwać w kwestiach tak fundamentalnych jak energetyka, surowce i wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej?


No właśnie.


Gadający Grzyb

sobota, 11 lipca 2009

Druga wojna gruzińska.


W spodziewanej konfrontacji z Gruzją, Rosja ma sytuację jeszcze korzystniejszą, niż rok temu.

Co robi Rosja, gdy sytuacja wewnętrzna jest niewesoła? Gdy gospodarka w rozsypce, ceny surowców dołują, lud poczyna się burzyć zaś propagandowe przeczołgiwanie oligarchów i ustalanie cen w sklepach przez cara nie przynosi spodziewanych efektów? Taak, zgadliście, odpowiedzmy więc chóralnie, jak dzieci w klasie: - gdy sytuacja wewnętrzna jest niewesoła, Rosja wywołuje „małą, zwycięską wojenkę.”

Od dłuższego czasu na gruzińskim pograniczu mnożą się incydenty i prowokacje. Obserwatorzy międzynarodowi są wydalani z Abchazji i Osetii Płd. Niedawno odbyły się manewry Kaukaz 2009 pod dowództwem generała Nikołaja Makarowa, który w zeszłym roku dowodził agresją na Gruzję. Słowem, powtarza się scenariusz z roku ubiegłego, gdy właśnie po takich manewrach doszło do wybuchu wojny.

Atuty Rosji:

– słabość Gruzji, która nie zdołała jeszcze odbudować potencjału militarnego po zeszłorocznej klęsce;

- niepokoje wewnętrzne w tym kraju (na mój nos, umiejętnie rozdmuchiwane przez rosyjskie służby);

- tchórzliwa bierność tzw. opinii światowej, ze szczególnym uwzględnieniem organizacji międzynarodowych.

Opinie ekspertów, twierdzących, że Rosji na wojnę nie stać, skwitować można pustym śmiechem – kto jak kto, ale Rosja na wojnę zawsze ma pieniądze. Cały kraj może przymierać głodem, ale tanki i rakiety muszą być, by dać po nosie buntowszczykom, którzy zza płotu obszczekują matuszkę Rossiję. Półprzytomny od wszechobecnej propagandy, dziesiątkowany alkoholizmem i pandemią AIDS naród o poziomie i długości życia krajów Trzeciego Świata temu przyklaśnie. Nic, że bieda, w Rosji nigdy nie było bogato, ale grunt, że jesteśmy mocarstwem, który przygnie kark krnąbrnej byłej republice, zaś Zapad’ ani kwiknie, tylko po staremu będzie się łasił, bo potrzebuje ropy, gazu i, generalnie, „owocnej współpracy”.

Cele spodziewanej agresji.

Nie sądzę, by Rosja chciała inkorporować Gruzję, w każdym razie jeszcze nie teraz. Zadowoli się obaleniem „amerykańskiego pachołka” Saakaszwilego, osadzeniem w Tibilisi jakiegoś posłusznego reżimu i przejęciem rurociągu Baku - Tbilisi – Ceyhan, jedyną w regionie drogą przesyłu ropy nie pozostającą jeszcze pod moskiewską kontrolą. Słowem, celem agresji będzie wasalizacja krnąbrnego sąsiada.

Problemem może być pretekst do rozpętania nowej wojny – Saakaszwili raczej nie da już się podpuścić, jak rok temu. Może zatem urządzi się coś w rodzaju „prowokacji gliwickiej”, albo gruzińska opozycja poprosi w odpowiednim momencie o interwencję… Albo wkroczy się, od tak, bez pretekstu. Zachód to przełknie, tak jak mimo bezsilnych wrzasków przełyka kolejne rosyjskie działania w posowieckiej strefie wpływów.

Europa, Świat.

No właśnie – Zachód. Ostoja lipnych deklaracji, gromkich oświadczeń, demokratycznych frazesów bez pokrycia, z establishmentem przeżartym przez postsowiecką agenturę, pożytecznych idiotów lub cynicznych „pragmatyków” http://www.niepoprawni.pl/blog/287/pokolenie-gownojadow%E2%80%A6). Trudno dziś nie śmiać się z Sarkozy’ego, którego „plan pokojowy” z zeszłego roku Rosja zaczęła otwarcie torpedować niemal nazajutrz po jego podpisaniu.( http://www.niepoprawni.pl/blog/287/podzwonne-dla-blazna-na-tronie) . Zresztą, jakoś nie widać, by „Sarko” cierpiał z tego powodu.

O takim OeNZecie w ogóle szkoda gadać – doprawdy nie mam pojęcia, komu i do czego ta instytucja jest potrzebna, poza międzynarodówką bandytów z Rosją i Chinami na czele, które używają Rady Bezpieczeństwa do paraliżowania potencjalnej reakcji USA (bo przecież nie Europy) na co bardziej zbrodnicze poczynania. Dodajmy do tego Unię Europejską, która po tyleż gromkich deklaracjach co skromnych obostrzeniach po ostatniej wojnie gruzińskiej, z ulgą, po cichu wycofała się ze wszelkich antyrosyjskich kroków.

Zaprawdę, kremlowscy mordercy muszą się doskonale bawić i śmiać w kułak poklepując po plecach sterroryzowanych pacyfizmem i polityką „świętego spokoju” Berlusconich, Sarkozych, Merkelów i Tusków tego świata pielgrzymujących do Moskwy po kilka zapewnień o „woli współpracy”, czy czymś takim.

NATO i fircyk Obama.

Ostatnio dodatkowych powodów do chichotania dostarczył im fircykowaty „przywódca wolnego świata”, Barrack Obama, ze swą infantylną „polityką uśmiechów”, którą można streścić w przesłaniu: „jeśli my będziemy mili dla was, to wy będziecie mili dla nas, prawda?”. Putin z Miedwiediewem musieli dusić się ze śmiechu wysłuchując demokratyczno – postępowego bełkotu płynącego tyleż gładką, co nieprzerwaną struga z ust pana Obamy.

Jeżeli kiedykolwiek wątpili w „europeizację” polityki zagranicznej nowej administracji USA, to niedawna wizyta prezydenta Stanów Zjednoczonych musiała pozbawić ich wątpliwości: Ameryka w obronie Gruzji nie kiwnie palcem, tak samo, jak przetestowana rok temu na podobną okoliczność Europa.

Postawa USA ma oczywiście kluczowe znaczenie dla postępującej impotencji NATO, zamieniającego się na naszych oczach w kolejny międzynarodowy klub dyskusyjny. (http://www.niepoprawni.pl/blog/287/rosja-czyli-ober-szef-nato)

NATO nie ruszy Gruzji na pomoc, majowe manewry, to pic na wodę, nie zaryzykuje stanowczej postawy wobec Rosji. Już nie. Rosja to teraz „partner”, któremu należy okazywać „dobrą wolę” i „nie drażnić”, bo to zaszkodziłoby rozwojowi „wzajemnych stosunków” i „dialogowi”.

Zła to wiadomość dla nas i innych krajów regionu, które wstępowały do Sojuszu w nadziei na obronę przed Rosją właśnie (bo przecież nie przed Marsjanami). Ta iluzja rozwiewa się na naszych oczach. Zrozumiały to już Łotwa i Estonia, rezygnując z udziału w manewrach w Gruzji, pytanie, czy rozumieją nasze władze, szukające oszczędności przede wszystkim w sferze obronności i rozbrajające systematycznie armię…

Podsumowując, Rosja w konfrontacji z Gruzją ma sytuację jeszcze korzystniejszą, niż rok temu. Osłabiona Gruzja, sparaliżowane struktury międzynarodowe, bezwolny i szamoczący się z kryzysem Zachód… Rosja nie zwykła przepuszczać takich okazji.

Gadający Grzyb

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

niedziela, 11 stycznia 2009

Właściwa reakcja na ostrzelanie kolumny prezydenckiej, czyli WSI 24 czuwa.

Ochroniarze Kaczyńskiego

Oglądam sobie właśnie WSI 24 i widzę, że powoli wykluwa się obowiązująca wersja wydarzeń ostrzelania prezydenckiej kolumny na pograniczu gruzińsko - rosyjskim (to nie przejęzyczenie - Osetia Pd. została de facto zaanektowana przez Rosję a tzw. opinia międzynarodowa ma integralność terytorialną Gruzji głęboko w tyle). Wersja, którą na naszych oczach kształtują przekaziory zmierza do maksymalnego zamącenia sytuacji i jest następująca:

1) Nie wiadomo, kto ostrzelał kolumnę dyplomatyczną;

2) To pewnie prowokacja Saakaszwilego który, jak wiadomo, słynie z awanturnictwa i w ogóle jak by go nie było, to mielibyśmy święty spokój i fajne stosunki z Rosją;

3) Osetyjskie KGB (!) wydaje komunikat o próbie naruszenia granicy przez konwój dyplomatyczny - i należy brać to pod uwagę bez zastrzeżeń;

4) Po co w ogóle, ten potwór Kaczyński pchał się do Gruzji - pewnie do spółki z Saakaszwilim chce robić sobie kampanię (wskazówka - należy w związku z tym wrednego Kaczora wyszydzić);

5) Wszystko było nieprofesjonalne, naraża nas na dyplomatyczne kłopoty i ogólnie Kaczyński znowu zrobił Tuskowi i jego polityce miłości wbrew (swoją drogą, polityka miłości uprawiana z niedźwiedziem - nasza władzuchna jest doprawdy wstrząsająco wręcz postępowa);

6) Wiadomo wprawdzie, ze Rosja nie wycofała się tam, gdzie ustalono, ale ponieważ uwielbiany Sarkozy ze swoim planem wyszedłby wskutek tego na pajaca, to mówić o tym nie należy, tylko piętnować Kaczyńskiego, że pchał się tam, gdzie... Rosjan być nie powinno ! (tej oczywistej sprzeczności większość tele - przeżuwaczy, rzecz jasna, nie zauważy - odniosą jedynie mętne wrażenie, że Kaczor znowu się wygłupił);

7) A poza tym - w domyśle - nie ma co orędować za przyjęciem Gruzji do NATO, bo tylko z nią kłopoty...

... i oto właśnie Rosji chodzi...

... a jeśli czegoś jeszcze szanowny tele - oglądaczu nie pojmujesz to tow. tow. Dziewulski, Ciosek z Passentem pod rękę pośpieszą ci wytłumaczyć.

Gdyby ktoś zaobserwował dalszą ewolucję stanowiska medialnych tuzów, to proszę o dopisywanie dalszych punktów - ja, szczerze mówiąc, mam na dzisiaj dosyć.

Gadający Grzyb

pierwotna publikacja: 23.11.2008 http://www.niepoprawni.pl/blog/287/wsi-24-czuwa