Pokazywanie postów oznaczonych etykietą edukacja seksualna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą edukacja seksualna. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 marca 2019

„Karta LGBT+”, czyli akcja werbunkowa

Planowana seksedukacja to nic innego, jak homoseksualna akcja werbunkowa i poligon doświadczalny dla podobnych inicjatyw w innych miastach.


I. „Wasze dzieci będą takie jak my!”

Na wstępie przypomnę pewien charakterystyczny obrazek sprzed kilku lat. 22 września 2012 r. odbył się w Berlinie kilkutysięczny Marsz dla Życia. Pokojowa i spokojna demonstracja przebiegła w dość klaustrofobicznej atmosferze – ze względów bezpieczeństwa musiały chronić ją gęste szpalery policji, oddzielające uczestników od nienawistnej i agresywnej tłuszczy zgromadzonych licznie lewaków – aborcjonistów i homoaktywistów, wdających się w przepychanki z siłami porządkowymi i usiłujących fizycznie zaatakować manifestantów (w tym ok. 200-osobową grupę gości z Polski). Wśród wykrzykiwanych pod adresem obrońców życia obelg i haseł, jedno zasługuje na szczególną uwagę: „wasze dzieci będą takie jak my!”. Hasło to jest zresztą stale obecne w przekazie homopropagandy. W 2014 r. w Stuttgarcie miała z kolei miejsce manifestacja rodziców sprzeciwiających się seksedukacji i homoseksualnej indoktrynacji w tamtejszych szkołach (szkolnictwo w Niemczech leży w gestii poszczególnych landów). Tu również aktywiści gejowscy, prócz takich „atrakcji”, jak obrzucanie demonstrujących rodzin prezerwatywami, wywrzaskiwali przytoczony wyżej slogan. Podobnie było przy okazji innych tego typu wydarzeń – np. podczas demonstracji rodziców w Kolonii.

Powtórzmy: „wasze dzieci będą takie jak my!” - w tym haśle zawiera się cały rzeczywisty program szkolnej homoindoktrynacji. Homoseksualizm bowiem, rozumiany w sensie ścisłym, czyli jako występująca czasem biologiczna anomalia, dotyka śladowego odsetka ludzkiej populacji. Dodatkowo, z oczywistych przyczyn pary homoseksualne nie mogą liczyć na potomstwo. Jedynym sposobem dla środowisk LGBT (i innych literek alfabetu) na utrwalanie i poszerzanie wpływów staje się więc „rozmnażanie zastępcze” - czyli, innymi słowy, homoseksualna deprawacja i to w możliwie najwcześniejszym wieku, gdy dziecko jest najbardziej podatne na manipulacje. To właśnie dlatego homolobby kładzie taki nacisk na wkroczenie do szkół pod pozorem „edukacji”, szerzenia „tolerancji” i przeciwdziałania dyskryminacji „nieheteronormatywnych” uczniów.

W podanym przykładzie z Niemiec, władze Badenii-Wirtembergii pod naciskiem lobbystów LGBT wprowadziły do planu edukacyjnego („Bildungsplan”) zwalczanie „homofobii” i „transfobii”. Oczywiście, w sposób do cna zakłamany, sprowadzający się do promocji dewiacji i przedstawiania zboczeń jako normy, włącznie z technicznymi szczegółami odnośnie tego, jak zaspokajają się homoseksualiści oraz pokazywaniem „korzyści” płynących z seksu jednopłciowego (np. brak zagrożenia niechcianą ciążą). Takie podejście w oczywisty sposób obliczone jest na rozchwianie tożsamości płciowej młodych ludzi. Jeżeli zatem ktoś się zastanawia, skąd na Zachodzie wzięła się wyraźna nadreprezentacja osób deklarujących się jako „geje”, lesbijki, trans itp., to właśnie ma odpowiedź. Niewinne zapewnienia, że chodzi wyłącznie o to, by młodzi ludzie o „odmiennej orientacji” nie padali ofiarą prześladowań ze strony rówieśników, są jedynie mydleniem oczu. Co więcej, władze uznają, iż tak pojmowana edukacja jest „elementem demokratycznego i otwartego społeczeństwa” – jest to zatem sankcjonowana przez państwo ideologizacja sfery ludzkiej seksualności. Protesty rodziców zostały zignorowane – co gorsza, w Niemczech nie ma możliwości wypisania dzieci z tego typu zajęć. Za uchylanie się od obowiązku szkolnego rodzicom grozi grzywna, potem areszt – aż do odebrania dziecka przez osławiony Jugendamt. Oto „tolerancja represywna” i terror mniejszości w działaniu.


II. Dewiacyjne pranie mózgu

Wszystko to brzmi upiornie znajomo, gdy spojrzymy na próby wprowadzania homoindoktrynacji do polskich szkół, ze szczególnym uwzględnieniem tzw. „Karty LGBT+” podpisanej niedawno przez prezydenta Warszawy, Rafała Trzaskowskiego (formalna nazwa dokumentu, to „Deklaracja. Warszawska polityka miejska na rzecz społeczności LGBT+”). Tu również mamy do czynienia z działaniami podjętymi ponad głowami rodziców i z naruszeniem ich fundamentalnych praw – będącymi efektem zakulisowych uzgodnień z organizacjami LGBT. Widać wyraźnie, skąd Rafał Trzaskowski czerpał inspirację. Co ciekawe, we wstępie do „Deklaracji” czytamy, iż założenia dokumentuzostały stworzone przed wyborami samorządowymi w konsultacji z warszawskimi organizacjami LGBT+”. Czy coś przeoczyłem, czy Trzaskowski „zapomniał” podczas kampanii wspomnieć o tym swoim wyborcom i zapoznać ich z owymi „założeniami”?

Nie jest to pierwsza inicjatywa tego typu – przypomnę tutaj chociażby „Tęczowy Piątek”. Akcja ta, wprowadzająca tylnymi drzwiami ideologię LGBT do szkół, była efektem kooperacji Kampanii Przeciw Homofobii i Związku Nauczycielstwa Polskiego – z pominięciem MEN i rzecz jasna, rodziców, którzy dowiedzieli się jako ostatni, czego mają być uczone ich dzieci. Teraz dewiacyjne pranie mózgu ma zostać podniesione o poziom wyżej, z oficjalnym błogosławieństwem stołecznego samorządu, stwierdzającego w „Karcie LGBT+, iż jest to zapewnienie „młodym mieszkankom i mieszkańcom edukacji na miarę XXI wieku. Podkreśla się przy tym, iż „edukacja antydyskryminacyjna i seksualna” ma być zgodna ze „standardami WHO”. Inicjatorzy i zwolennicy wzorem niemieckich poprzedników zapewniają oczywiście, że celem jest jedynie uwrażliwienie na poszanowanie odmienności oraz wyczulenie na różne formy przemocy seksualnej, by dzieci nie padały ofiarą molestowania. Otóż nie. W „standardach WHO” w dziale „Zasady i rezultaty edukacji seksualnej” wyraźnie jest napisane, iż „edukacja seksualna zaczyna się w momencie narodzin” (pkt 5). Natomiast w części pt. „Matryca edukacji seksualnej” czekają nas „standardy” typu: „Radość i przyjemność z dotykania własnego ciała, masturbacja w okresie wczesnego dzieciństwa” czy „Uzyskanie świadomości, tożsamości płciowej”. Oba punkty dotyczą – uwaga – dzieci w wieku 0-4 lat! W kolejnych kategoriach wiekowych jest podobnie, przy czym uwagę zwraca zafiksowanie autorów tych światłych zaleceń na tematyce onanizmu.

Kolejna rzecz, to ustanowienie tzw. latarników – czyli „nauczycieli i nauczycielek lub pedagogów i pedagożek szkolnych, którzy i które będą monitorować sytuację uczniów LGBT+ w warszawskich szkołach podstawowych i średnich” (cyt. za „Kartą LGBT+”). Jest to ni mniej, ni więcej, tylko homoseksualna, za przeproszeniem, penetracja środowisk młodzieżowych – wyłapywanie „rokujących” chłopców i dziewcząt i wprowadzanie ich do społeczności gejowskich, lesbijskich i transseksualnych. Mówiąc wprost – w każdej szkole będzie urzędował „zawodowy gej” i wyszukiwał „świeże mięsko”. Nie jest tajemnicą, że wielu gejów wybiera swą „orientację” na skutek homoseksualnego uwiedzenia we wczesnej młodości. Teraz deprawatorzy będą mieli ułatwione zadanie – przypominam jeszcze raz hasło: „wasze dzieci będą takie jak my”... Krótko mówiąc – planowana seksedukacja to nic innego, jak homoseksualna akcja werbunkowa i poligon doświadczalny dla podobnych inicjatyw w innych miastach.


III. Przeciw deprawacji

Na szczęście, w Polsce rodzice mają więcej do powiedzenia niż w Niemczech i w odpowiedzi za deprawacyjne zapędy organizacje rodzicielskie powołały „Ruch 4 Marca”, którego celem jest zmuszenie władz Warszawy do wycofania się z „Deklaracji LGBT”. (Ciekawostka na marginesie – w Wlk. Brytanii niektóre szkoły zaczęły rezygnować z lekcji wychowania seksualnego pod naciskiem... lokalnych muzułmańskich społeczności). Prócz tego zareagował Rzecznik Praw Dziecka, obudziło się również Ministerstwo Edukacji Narodowej, obiecując interwencje kuratorów. Na niezgodność zapisów „Karty LGBT+” z obowiązującym prawem wskazuje Instytut Ordo Iuris (np. „latarnicy” gromadziliby wrażliwe dane osób nieletnich – istne marzenie pedofila). Tutaj nie ma miejsca na półśrodki – rodzice, polskie państwo i Kościół muszą połączyć siły i zareagować z całą stanowczością. zanim szkoły staną się terenem łowieckim dla zawodowych homoaktywistów szukających młodego „narybku”.

Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 11 (15-21.03.2019)

poniedziałek, 1 marca 2010

Gordon Brown i Linda Papadopoulos walczą z „erotyzacją”.


Motto: „Socjalizm bohatersko walczy z problemami nieznanymi w żadnym innym ustroju.” - Stefan Kisielewski

Dziś kolejny wypis z „Antycywilizacji Postępu”. Dawno nie zabierałem głosu „w tym temacie”, ale, muszę przyznać, zwilżyłem się opisanym poniżej przypadkiem - jest wręcz rozbrajający.

Do rzeczy:

Premier Brown rusza na wojnę.


Zgodnie z pamiętną tezą Stefana Kisielewskiego, że socjalizm bohatersko walczy z problemami, które sam spowodował (cytat dosłowny – patrz motto), premier Wielkiej Brytanii, Gordon Brown, ogłosił walkę z „erotyzacją młodzieży”. Uczynił to za pomocą niepisanej zasady mówiącej, że gdy pojawia się problem z którym nie wiadomo co począć, wówczas w odpowiedzi organizuje się „kampanię społeczną”. W efekcie, publicznemu napiętnowaniu poddane zostaną firmy produkujące nacechowane seksualnie gadżety, „sformatowane” pod kątem nieletnich konsumentów.

Pana premiera z lewicowej Partii Pracy wzburzyły takie produkty, jak: piórniki z logo Playboya (słynny „króliczek”), biustonosze z pompowanymi wkładkami adresowane do brytyjskich „seksolatek”, tudzież podkoszulki z hasełkami o wiadomym przekazie. Do tego dochodzi pornografia w komórkach i reklama. Odpowiedni raport sporządziła dr Linda Papadopoulos na zlecenie Home Office (takie brytyjskie MSW).

W związku z powyższym, dzielny labourzysta postanowił, iż od tej pory producentów kierujących świński „mesydż” do brytyjskich małolatów płci obojga, spotka:

- najpierw ostrzeżenie;

- w następnym etapie zaś - wpisanie na czarną listę pozarządowej organizacji NSPCC („The National Society for the Prevention of Cruelty to Children” - w moim tłumaczeniu: Narodowe Stowarzyszenie Na Rzecz Zapobiegania Okrucieństwu Wobec Dzieci).

Destruktorzy ratują.

Pusty śmiech ogarnia.

Lewicowy premier wraz z równie lewicową panią doktor (postępową psycholożką i medialną celebrytką) sprawiają bowiem wrażenie, jakby spadli nagle z niebios i oto, jąwszy rozglądać się po świecie okiem niewinnych dzieciąt, skonstatowali z przerażeniem, że brytyjskim nielatom zagraża demoralizacja…

Ta, jakże dobrana para, wywodząca się z orientacji światopoglądowej, która od bez mała pół wieku systematycznie demoluje tradycyjne normy społeczne (również te dotyczące sfery seksualnej)... Te lewackie popłuczyny zadżumionego „pokolenia '68", które to pokolenie od dziesięcioleci wtłacza młodzieży do łbów, że można bzykać się gdzie i z kim popadnie na złość starym i że wyraża w ten sposób swój, jakże uprawniony, „bunt pokoleniowy”… Otóż, ta para nagle „uempatyczniła” się na tyle, by wejść w buty przeciętnego rodzica, który nie mając wpływu na treści suflowane ponad jego głową potomstwu, może tylko modlić się, by spustoszenia w świadomości jego dziecka okazały się możliwie niewielkie.

Żeby było śmieszniej, przeciw „erotyzowaniu” zaprotestował premier, którego partia od lat z lubością postępowo „erotyzuje” nastolatków w szkołach za pomocą obowiązkowego wychowania seksualnego (oczywiście, nie pytając o zdanie jakichś tam rodziców, bo niby po co). Państwowa, odgórna „erotyzacja” walnie przyczyniła się chociażby do lawinowego wzrostu ciąż wśród nieletnich dziewcząt (najwyższy wskaźnik w Europie).

Kozioł ofiarny i propagandowa szopka.

Producenci gadżetów podlewanych obficie erotycznym sosem, wykorzystali po prostu klimat społecznego przyzwolenia i administracyjno – propagandowego obezwładnienia dorosłej części populacji, bojącej się choćby pisnąć słówko protestu, by nie narazić siebie i pociech na kłopoty.

Ale, dostrzeżenie tego oczywistego związku przyczynowo – skutkowego, najwyraźniej przekracza zdolności intelektualne pani doktor Papadopoulos i premiera Browna. Albo, powiedzmy inaczej – oboje dostrzegają, lecz z różnych względów nie mogą tego co widzą publicznie zwerbalizować, gdyż tym samym zanegowaliby jedynie słuszną linię postępowej ideologii składającej się na ich tożsamość, którą jest Antycywilizacja Postępu.

Dlatego też, widząc realny, społeczny problem „rozerotyzowanej” młodzieży, a nie mogąc powiedzieć głośno o prawdziwych jego przyczynach, postanowili znaleźć kozła ofiarnego. Padło na złych kapitalistów deprawujących (zapewne z niskiej chęci zysku) wyspiarskie dziatki.

I właśnie dlatego postanowiono urządzić całą tę propagandową szopkę, mającą na celu stworzyć wrażenie, że rząd, owszem, czuwa, dostrzega zagrożenie, pochyla się i stanowczo przeciwdziała… za pomocą „ostrzeżeń” i wpisywania na „czarną listę”.

***

Wracając do cytowanego we wstępie Kisiela: nie tylko siermiężny, peerelowski socjalizm bohatersko przezwyciężał problemy przez tenże socjalizm sprokurowane. Jak widać, regułę tę spokojnie można zastosować do ultranowoczesnej, na wskroś współczesnej Antycywilizacji Postępu.

Gadający Grzyb

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

www.fronda.pl/news/czytaj/czy_uda_sie_powstrzymac_powszechna_erotyzacje_mlodziezy

www.rp.pl/artykul/25,440225_Skonczyc_z__erotyzacja__mlodziezy.html

Cykl o Antycywilizacji Postępu:


www.niepoprawni.pl/blog/287/geje-kontra-homoseksualisci

www.niepoprawni.pl/blog/287/antycywilizacja-postepu

www.niepoprawni.pl/blog/287/antycywilizacja-postepu-cz-2

www.niepoprawni.pl/blog/287/antycywilizacja-postepu-cz-3

www.niepoprawni.pl/blog/287/wypisy-z-antycywilizacji-postepu-ap-odc-1

www.niepoprawni.pl/blog/287/kindersztuba-vs-antypedagogika-postepu

www.niepoprawni.pl/blog/287/kaplani-w-togach-przyczynek-do-antycywilizacji postepu-odc2

www.niepoprawni.pl/blog/287/irracjonalni-racjonalisci

www.niepoprawni.pl/blog/287/talibowie-laicyzmu

www.niepoprawni.pl/blog/287/racjonalizm-po-sadursk

sobota, 14 listopada 2009

Masturbacja w służbie Postępu.


Jak się okazuje, "pandemia" świńskiej grypy nie tyle zabija, co podsuwa świńskie pomysły.

Uwaga! Notka jest cokolwiek świńska…

Piotr Lisiewicz, który w 2005 r. wspólnie z Akcją Alternatywną „Naszość” organizował w Poznaniu Marsz Onanistów (jako odpowiedź na Paradę Równości), zapewne nawet się nie spodziewał, iż jego pomysł zostanie twórczo rozwinięty przez socjalistyczne władze hiszpańskiej prowincji Extramadura. Jak donosi portal Fronda.pl i „Rzeczpospolita”, extramadurska Rada ds. Młodzieży (CJEx) i Instytut Kobiet (IMEx), od połowy października organizują w szkołach onanistyczne warsztaty pod wymownym hasłem: „Przyjemność leży w twoich rękach”. Warsztaty te skierowane do młodzieży w przedziale wiekowym 14 – 17 lat, zaznajamiają spragnionych wiedzy małolatów z technikami pieszczot, „penetracji, masturbacji i rozkoszy, uczą wkładać prezerwatywę i zapoznają z działaniem wibratora, chińskich kulek itp.” (cyt. za „Rzepą”).

Jak rany, w życiu nie pomyślałbym, że masturbacji trzeba kogokolwiek uczyć… Ale, od moich czasów zapewne wiele się zmieniło… Spektrum zafundowanego młodzieży szkolenia, utwierdza mnie w tym przekonaniu. Oczywiście, organizatorom akcji nawet nie postała w głowach myśl, by zapytać o zdanie rodziców, czy nauczycieli. Socjaliści już tak mają, na dodatek, pani Laura Garrido (szefowa Rady ds. Młodzieży) wyznaje, że kampania napawa ją „dumą i satysfakcją”. Aż nie śmiem pytać, jakiego rodzaju jest to satysfakcja… Seksuolog pewnie potwierdziłby, że istnieją osobnicy, którym zaspokojenie przynosi jedynie deprawacja innych…

Przy okazji - okazało się, że masturbacyjną kampanię realizuje madrycki sex – shop „Przyjemność Loli”, do którego trafiła większość funduszy (14.400 Euro) i który na warsztatach promuje swoje „zabawki”. Słusznie! W dobie kryzysu, władze powinny wspierać tak istotną gałąź gospodarki.

Jak się okazuje, pandemia świńskiej grypy dotarła do Hiszpanii i najwyraźniej nie tyle zabija, co podsuwa świńskie pomysły…

Moje postulaty.

Po namyśle, zawstydziłem się nieco swą niewczesną pruderią i prowincjonalizmem. Postanowiłem zatem, ssąc kompulsywnie kciuk, pobudzić inwencję i wesprzeć organizatorów w ich dziele upostępowiania dziatek, poprzez zgłoszenie kilku uwag:

1) Onanistyczne warsztaty stanowczo należy poszerzyć o zestaw lektur poruszających to zagadnienie, kluczowe dla rozwoju psychofizycznego każdego nastolatka. Od siebie proponowałbym nieoceniony „Kompleks Portnoya” Philipa Rotha, z której to pozycji adept niełatwej sztuki masturbacji może się dowiedzieć o tak ekscytujących technikach, jak gwałcenie wydrążonego jabłka, brudnych skarpetek, czy świeżej wątróbki.

2) Warto pokusić się o wprowadzenie obowiązkowych egzaminów praktycznych, koniecznie publicznych, tak by młodsza dziatwa również mogła poszerzyć swe horyzonty, a preferujący podglądactwo – bezstresowo się zaspokoić.

3) Po dokonaniu wiadomego aktu należy komisyjnie zbadać dłonie uczniów na okoliczność pojawienia się dodatkowego owłosienia. Nie od rzeczy będzie również wizyta u okulisty.

4) Uczenie masturbacji 17-latków to, jakby tu rzec, musztarda po obiedzie. Lekcje onanizmu należy wprowadzić od początku procesu edukacji szkolnej. W dalszej perspektywie – również przedszkolnej.

5) Uczniowie nocujący w internatach powinni mieć surowy nakaz trzymania rąk pod kołdrą. Element ten winien stanowić niezbędne uzupełnienie kursów onanistycznych. Tyczy się to również tych, którzy nocują w domach. Żadni klerofaszystowscy tzw. rodzice nie będą tłumić seksualnej ekspresji dzieci i młodzieży!

6) Zestaw zabawek oferowanych przez sex – shop „Przyjemność Loli”, winien stać się nieodzownym elementem wyposażenia szkolnych szafek, tudzież tornistrów.

7) W każdej szkole należy zainstalować samokształceniowe, dźwiękoszczelne „kabiny cichej nauki”, oferujące jak najszersze spektrum filmów i czasopism o odpowiedniej tematyce. Przybytki te, w miarę możności, powinny być koedukacyjne.

8) Aż się prosi, by z instytucjonalnym wsparciem pośpieszyła Unia Europejska. W ramach popierania tak zacnych praktyk, wszyscy komisarze, jak również eurodeputowani (z przewodniczącymi na czele) powinni się oddać seansowi zbiorowego onanizmu w najlepszym czasie antenowym. Transmisja na żywo dla wszystkich telewizji publicznych – obowiązkowa.

9) Należy zadbać o właściwą obudowę frazeologiczną. Np. powiedzenie „urżnąć kapucyna” jest należycie postępowe, wpisuję się bowiem w batalię z klerykalizmem, ale niektóre inne sformułowania są stanowczo niedopuszczalne, jako nieekologiczne (np. „walić konia”) i ksenofobiczne (np. „klepać Niemca po kasku”).

Powyższa lista postulatów ma charakter otwarty. Pod tekstem można wpisywać własne wytwory chorej wyobraźni ;)

Nie wątpię, iż w myśl zasady: „wymyśl najgłupszą rzecz a ONI to zrobią”, niniejsze pomysły znajdą posłuch wśród animatorów podobnych przedsięwzięć, co przyczyni się do szczęścia, urozmaicenia i ogólnie wzmożonego brandzlowania się naszych milusińskich.

Gadający Grzyb

P.S. 1 Oczywiście, nie mam zamiaru odgrywać tu świętoszka, co to nigdy i tak dalej. Ale do tej pory żyłem w naiwnym przekonaniu, że samogwałt (o ile wiadomą czynność wolno jeszcze tak nazywać), należy do sfery głęboko intymnej i dość wstydliwej, zaś większość ludzi z tego wyrasta. Niestety, socjalistyczno - postępowi Portnoye mają etap dojrzałości najwyraźniej dopiero przed sobą…

P.S. 2 Przypomniał mi się pewien generał z czasów II wojny, który podczas kampanii w płn. Afryce przekonywał australijskich żołnierzy (wkrótce mieli trafić do Tobruku), by nie chodzili na zasyfione k…wy, gdyż ich najlepszym przyjacielem jest własna ręka. Ot - prekursor ;)

www.rp.pl/artykul/391846__Przyjemnosc_jest_w_twoich_rekach__.html

www.fronda.pl/news/czytaj/hiszpania_socjalisci_wyedukuja_mlodziez_w_masturbacji

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl