Pokazywanie postów oznaczonych etykietą homoindoktrynacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą homoindoktrynacja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 sierpnia 2019

Cele i strategia ruchów LGBT

Prędzej czy później nastąpi chwila prawdy, kiedy aktywiści LGBT staną przed „hetero-świniami” bez swoich masek. Ale wtedy na jakikolwiek sprzeciw będzie już za późno.


I. Cel i środki

Wyjaśnienie tytułowej kwestii – celów ruchu LGBT i strategii dzięki której mają być osiągnięte – zawiera się tak naprawdę w dwóch pozycjach sięgających lat '80 XX wieku. Pierwsza, to opublikowany w gejowskim magazynie „Gay Community News” (luty 1987 r.) artykuł Michaela Swifta pt. „Gay Revolutionary”, zwany często „gejowskim manifestem”, zakreślający cele tego, co dziś nazywamy „gejowskim lobby” czy „ruchem LGBT”. Druga natomiast, prezentująca metody jakimi powinna posługiwać się homopropaganda, to wydana w 1989 r. książka Marshalla Kirka i Huntera Madsena pt. „After the Ball. How America will conquer its fear and hatred of Gays in the 90s” (w luźnym tłumaczeniu - „Po bitwie. Jak Ameryka przezwycięży swój strach i nienawiść do gejów w latach '90”).


II. Manifest Swifta

Zacznijmy od manifestu Michaela Swifta. Najpierw jednak istotna uwaga. Środowiska gejowskie, aby zakamuflować jego nienawistną wymowę, często usiłują przedstawić ten tekst jako formę satyry i intelektualnej prowokacji. Taki zabieg służyć ma neutralizacji oburzenia „heteronormatywnej” większości. Zgodnie z tą metodą, osoby podnoszące alarm ogłaszane są ograniczonymi umysłowo i pozbawionymi poczucia humoru bigotami, niezdolnymi do prawidłowego odczytania sarkazmu i ironii. Rzeczywiście, autor posługuje się celowo przesadzoną aż do groteski retoryką, stosując na pozór karykaturalne przerysowania i inne tego typu zabiegi stylistyczne. Wszystko to jednak ma cel maskujący (pamiętajmy, że mówimy o latach '80 – taka wówczas obowiązywała „mądrość etapu”) - tak, by autor złapany za rękę mógł wykręcić się sianem: „no co wy, przecież to tylko satyra, nie bierzecie chyba tego na poważnie?”. Z perspektywy lat, widać jednak wyraźnie, że pod pozorem niby-satyrycznej formy przemycono rzeczywiste, dalekosiężne zamiary homolobby.

Cóż tam znajdziemy? Chociażby zapowiedź deprawacji dzieci, dziś realizowanej pod postacią inwazji genderyzmu i szkolnej seks-edukacji, mającej oswajać najmłodszych z dewiacjami: „Będziemy sodomizować waszych synów, emblematy waszej kruchej męskości, waszych płytkich marzeń i wulgarnych kłamstw. Będziemy ich uwodzić w waszych szkołach, w waszych internatach, w waszych siłowniach, w waszych szatniach, w waszych halach sportowych, w waszych seminariach, w waszych grupach młodzieżowych, w łazienkach sal kinowych, w waszych barakach armii, w waszych przystankach dla ciężarówek, we wszystkich waszych męskich klubach, w waszych domach Kongresu, gdziekolwiek mężczyźni są razem z mężczyznami. Wasi synowie staną się naszymi podwładnymi i będą wykonywać nasze rozkazy. Zostaną oni przekształceni na nasz obraz”. Obecnie, homoaktywiści organizujący kontrdemonstracje przeciw marszom pro-life i katolickim procesjom, lubują się w wykrzykiwaniu hasła: „wasze dzieci będą takie, jak my!”. To nic innego, jak spełnienie postulatu „zostaną przekształceni na nasz obraz”. Satyra? Nie, rzeczywistość Zachodu trzydzieści lat po publikacji „manifestu”.

Idźmy dalej: „Zniesione będą wszystkie prawa zakazujące homoseksualizmu, a w ich miejsce zaczną obowiązywać ustawy propagujące miłość między mężczyznami. (...) Jeśli odważycie się nazwać nas ciotą, pedałem, zboczeńcem, wbijemy nóż w wasze tchórzliwe serca i zbezcześcimy wasze martwe, rachityczne ciała”. I to również dzieje się na naszych oczach. „Antydyskryminacyjne” ustawodawstwo, małżeństwa homoseksualne, aktywność zorganizowanego homolobby, prawne uznawanie kolejnych „płci” (ostatnio „trzecia płeć” w Niemczech) – to są już fakty. Faktem jest również agresja, zarówno werbalna, jak i fizyczna, wobec osób sprzeciwiających się homoinwazji – internet pełen jest filmów przedstawiających ataki lewackich aktywistów na konserwatywne demonstracje. Narasta także coraz powszechniejsza przemoc instytucjonalna – chociażby w miejscach pracy, czego przedsmakiem w Polsce była słynna sprawa zwolnionego pracownika IKEA.

Te obszerne cytaty miały Czytelnikowi zademonstrować próbkę stylistyki owej rzekomej „satyry”. Dalej jednak padają równie niebezpieczne zapowiedzi: masowa promocja homoseksualnego stylu życia („Nasi pisarze i artyści uczynią z miłości męsko-męskiej obowiązujący kanon mody”); tzw. „coming-outy” („Zdemaskujemy możnych homoseksualistów, którzy udają hetero”); dążenie do dominacji w życiu publicznym („Nasza inteligencja czyni z nas naturalnych arystokratów rasy ludzkiej, a arystokraci o umysłach twardych jak stal nigdy nie zadowolą się poślednim statusem”); anihilacja instytucji rodziny („Komórka społeczna zwana rodziną - wylęgarnia kłamstwa, zdrady, przeciętności, hipokryzji i przemocy - zostanie obalona”); prześladowania religijne („Wszystkie kościoły, które nas potępiają, zostaną zamknięte”); zaś ostatecznym celem ma być totalna władza i dyskryminacja osób heteroseksualnych („W stworzonym przez nas wspaniałym społeczeństwie rządy będzie sprawować elita złożona z gejowskich poetów. Jednym z wymogów uzyskania wpływowej pozycji w tej nowej homo erotycznej społeczności będzie oddawanie się greckiej namiętności. Każdy mężczyzna zarażony heteroseksualną żądzą będzie automatycznie pozbawiony prawa do zajmowania wpływowej pozycji”). Całość wieńczy zapowiedź: „Drżyjcie, hetero-świnie, kiedy staniemy przed wami bez naszych masek”.

Powtórzę: w tych cytatach sprzed ponad trzydziestu lat zawarta jest obecna rzeczywistość społeczna Zachodu – wszystko to albo już się dokonało, albo jest w trakcie realizacji.


III. Metoda Kirka-Madsena

W jaki sposób osiągnięto obecny stan rzeczy? Stosując się skrupulatnie do zaleceń zawartych we wspomnianej wyżej książce „After the Ball”. W niej z kolei znajdziemy sześć punktów, których należało bezwzględnie przestrzegać, by homoindoktrynacja odniosła sukces.

Po pierwsze – należy mówić o homoseksualistach i homoseksualizmie możliwie jak najgłośniej i jak najczęściej. To zalecenie służyć ma wstępnemu oswojeniu społeczeństwa z tematem i „znieczuleniu” na wątki homoseksualne pojawiające się w przestrzeni publicznej, uznaniu ich za alternatywną „normę”.

Po drugie – osoby LGBT należy zawsze i bez wyjątku przedstawiać jako ofiary opresywnej większości. To z kolei ma obudzić odruch współczucia wobec prześladowanych i usprawiedliwić w oczach opinii publicznej ich „emancypacyjną” batalię. Korzystano tu obficie z doświadczeń walki o równouprawnienie czarnej społeczności w USA.

Po trzecie – kampania musi odbywać się pod pozorem walki z dyskryminacją, przy czym należy unikać odwoływania się do samych praktyk homoseksualnych, mogących budzić odruch wstrętu. W ten sposób daje się możliwość działania sojusznikom – osobom publicznym i ruchom walczącym o prawa obywatelskie.

Po czwarte – homoseksualistów należy zawsze pokazywać w korzystnym świetle. Tu pole do popisu ma popkultura – media, przemysł rozrywkowy, twórczość artystyczna. Należy kreować pozytywnych, homoseksualnych bohaterów filmów, książek, seriali. Trzeba też zadbać o wsparcie gwiazd popkultury – aktorów, artystów, celebrytów.

Po piąte – przeciwników należy prezentować bez wyjątku negatywnie. Mają być odrażającymi nienawistnikami, stygmatyzowanymi „homofobami”. Należy wywołać w ten sposób zbiorowe poczucie wstydu u heteroseksualnej większości – tu już mamy mentalną pacyfikację oponentów.

Po szóste – należy zadbać o stale i wszechstronne finansowanie. Nie tylko ze strony organizacji gejowskich, ale zewsząd skąd tylko się da – organizacje pozarządowe, biznes, instytucje publiczne. Tylko dzięki temu zaplanowana na dziesięciolecia batalia będzie mogła zakończyć się sukcesem.

Jak widzimy, wszystko się zgadza. Warto zwrócić uwagę, że powyższe zalecenia sprowadzają się głównie do ukrywania i kamuflowania prawdziwych celów lobby LGBT – tych przedstawionych w „manifeście” Swifta, od którego zaczęliśmy. Ale wszystko do czasu – zgodnie z zapowiedzią, prędzej czy później nastąpi chwila prawdy, kiedy staną przed „hetero-świniami” bez swoich masek. Ale wtedy na jakikolwiek sprzeciw będzie już za późno.


Gadający Grzyb


Na podobny temat:

Czy LGBT podpali Polskę?

„Tęczowi” w Białymstoku nie przeszli

Ofensywa homozamordyzmu

Homo-sponsoring

„Karta LGBT+”, czyli akcja werbunkowa

Mowa nienawiści – knebel na prawicę


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 31 (02-08.08.2019)

niedziela, 7 lipca 2019

Ofensywa homozamordyzmu

Chciałbym zaapelować do czytelników o bojkot konsumencki sklepów i produktów z IKEI. Niech kupują tam wyłącznie ci, których firma ta pragnie tak nachalnie promować...


I. Homo-koncerny w natarciu

Wygląda na to, że na froncie toczącej się w Polsce wojny kulturowej nastąpiła zmiana warty – główny ciężar batalii, po tym jak Koalicja Europejska przejechała się w euro-wyborach na wymachiwaniu tęczowym sztandarem, wzięły na siebie globalne koncerny, powtarzając tym samym drogę, jaką rewolucja LGBT pokonała na Zachodzie. Tam również na pewnym etapie w promocję ideologii „środowisk nieheteronormatywnych” włączyły się światowe korporacje – kiedy tylko zorientowały się, że „społeczność LGBT+” to doskonali klienci: lojalni, często dobrze zarabiający, wydający relatywnie więcej od „heteryków” na przyjemności, nie obarczeni utrzymywaniem rodzin, ponadto pracujący nierzadko w istotnych z punktu widzenia promocji branżach, takich jak reklama i marketing, media, nowe technologie. Efektem była swoista symbioza: wielkie firmy zaczęły reklamować się jako „gay friendly” i jęły wspierać „tęczowe” postulaty w przestrzeni publicznej, równocześnie lobbując w świecie polityki za wcieleniem w życie żądań homoaktywistów – czasem zakulisowo, a czasem jawnie. Np. we wrześniu 2018 r. szereg koncernów (m.in. Coca-Cola, IBM, Bank of Ireland, Santander, Deloitte) wspólnie z lewacką organizacją Amnesty International wystosowały list do autonomicznego rządu Irlandii Północnej oraz brytyjskiej premier Theresy May z żądaniem ustanowienia małżeństw jednopłciowych. Swoją drogą, Wlk. Brytania dopiero w 1982 r. zniosła karalność kontaktów homoseksualnych, podczas gdy Polska dokonała tego już w 1935 r. wraz z wprowadzeniem nowego kodeksu karnego (tzw. lex Makarewicz), co Antoni Słonimski uczcił fraszką: „cieszy się podex / że nowy kodeks”.

Obecnie ta ofensywa dotarła do Polski, czego widomym przykładem była tegoroczna warszawska gej-parada, do której swój akces zgłosiły światowe potęgi biznesowe, takie jak Google, Universal, Microsoft, IBM, Nielsen, Ben&Jerry's (Unilever), Levi's, Discovery, Netflix, JP Morgan, MTV, Procter&Gamble, Goldman Sachs, City Bank. Coca-Cola z kolei wypuściła specjalną serię puszek Sprite'a z tęczowym logo, okraszając inicjatywę reklamowym bełkotem o „DNA marki”. Zaczynamy zatem na własnej skórze przerabiać marketingowe rozmiękczanie postaw społecznych, wg którego tzw. „płynna tożsamość” jest synonimem nowoczesności, europejskości, luzu i „bycia sobą”. Oczywiście, w tej manipulatorskiej obróbce chodzi o wyhodowanie idealnego konsumenta, łykającego bezkrytycznie każde wciskane mu badziewie - z pełnym przekonaniem, że w ten właśnie sposób realizuje swoje aspiracje. Ot, taki zasuflowany odgórnie „bunt” i „nonkonformizm” wg recepty PR-owskich specjalistów od robienia wody z mózgu.


II. IKEA – kulturowy imperializm

Żeby jednak ta operacja na żywym społecznym organizmie odniosła sukces, wymagana jest pełna lojalność i dyscyplina we własnych, korporacyjnych szeregach – począwszy do managementu, aż po szeregowych pracowników z pierwszej linii frontu. Tu już nie ma miejsca na „luz i spontan” - obowiązuje żelazny zamordyzm i zasada zera tolerancji dla odstępców. Przekonał się o tym pracownik sieci IKEA, pan Tomasz K., który został zwolniony po tym, jak wyraził sprzeciw wobec firmowej „akcji afirmacyjnej” lansującej ideologię LGBT+. Przypomnijmy, że poszło o zaordynowane przez kierownictwo firmy obowiązkowe „świętowanie” IDAHOT (Międzynarodowego Dnia Przeciw Homofobii, Bifobii i Transfobii), co przekładać się miało na walkę o „prawa” mniejszości seksualnych. Z tej okazji przypomniano tolerancjonistyczne zasady obowiązujące w firmie, z podkreśleniem, iż „włączenie LGBT+ jest obowiązkiem każdego z nas”. Tu warto nadmienić, że w odróżnieniu od zwykłej tolerancji, w tolerancjonizmie chodzi o aktywną afirmację odmienności w połączeniu z tzw. „tolerancją represywną” wobec osób nie podporządkowujących się wymaganej postawie. W praktyce oznacza to dyskryminację opornych i opresywną kontrolę sumień rodem z Orwella.

Pan Tomasz K. o tym nie wiedział i w swej prostoduszności opublikował w wewnętrznej firmowej sieci komentarz, w którym przypomniał, co o homoseksualizmie mówi Pismo Św. Oto wpis: Akceptacja i promowanie homoseksualizmu i innych dewiacji to sianie zgorszenia. Pismo Święte mówi: »biada temu, przez którego przychodzą zgorszenia, lepiej by mu było uwiązać kamień młyński u szyi i pogrążyć go w głębokościach morskich«. A także: »ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, a ich krew spadnie na nich«”. IKEA zareagowała natychmiastowym zwolnieniem niepokornego pracownika, w specjalnym oświadczeniu zarzucając mu „agresję słowną”, „naruszenie dóbr i godności” innych pracowników oraz wykorzystanie cytatów ze Starego Testamentu mówiących „o śmierci, krwi w kontekście tego jaki los powinien spotkać osoby homoseksualne”, dodając iż „wielu pracowników poruszonych tym wpisem kontaktowało się z naszym działem kadr”. Jak widać, firmowe donosicielstwo ma się w IKEI dobrze, zgodnie ze starymi, bolszewickimi praktykami, do czego zresztą firma sama zachęca, pouczając w jednym z okólników: „reaguj, gdy ktoś słyszy homofobiczne, dyskryminujące uwagi, żarty lub plotki”.

Sprawą pana Tomasza zajął się instytut „Ordo Iuris”, który w jego imieniu złożył przeciw sieci IKEA pozew – zwolnienie jest bowiem oczywistą formą dyskryminacji ze względu na poglądy religijne. Od siebie dodam, że jeżeli firma chce być „transparentna” światopoglądowo, to nie powinno być w niej miejsca na promowanie żadnej religii czy ideologii. Tymczasem IKEA ostentacyjnie promuje dewiacje, zamykając jednocześnie usta katolikom – jest to jawna forma imperializmu kulturowego, poprzez narzucanie pracownikom określonego światopoglądu w duchu opisanego wyżej „agresywnego tolerancjonizmu” przy jednoczesnym lekceważeniu (a wręcz zwalczaniu) norm społecznych kraju w którym funkcjonuje. Zarazem, ów aktywizm jest wybiórczy i nie dotyczy krajów muzułmańskich, gdzie homoseksualizm nierzadko karany jest śmiercią. Wrogiem jest jedynie system wartości ufundowany na korzeniach chrześcijańskich i dekalogu. Poza wszystkim, firmy uprawiające homopropagandę wysyłają czytelny sygnał do pracowników – chcesz liczyć u nas na karierę, musisz „ćwierkać” z lewackiego klucza. W ten oto sposób zaadaptowano wzorce znane z systemów totalitarnych, przekuwając je w „kulturę korporacyjną”.

Co ciekawe, w przypadek pana Tomasza zaangażował się Rzecznik Praw Obywatelskich, Adam Bodnar, co na kilometr zalatuje faryzejską obłudą – dotąd bowiem obecny RPO dał się poznać ze skrajnej, lewackiej ideologizacji pełnionego urzędu. Cóż, po kompromitacji z obroną mordercy 10-letniej Kristiny, najwyraźniej uznał, że musi się jakoś „wypucować” przed opinią publiczną...

Trzeba dodać, że IKEA nie jest jedyna. Niedawno wrocławska fabryka Volvo uznała za stosowne powołać „społeczność LGBT”, emitując w firmie reklamy i faworyzując tym samym jedną, ściśle określoną opcję światopoglądową. Kierownictwo wycofało się z pomysłu dopiero po protestach pracowników i związków zawodowych - jednak nie łudźmy się, to dopiero początek.


III. Bojkot konsumencki IKEI!

Mam to szczęście, że nigdy nie kupiłem niczego w IKEI - tak się złożyło, że nigdy w życiu nie byłem nawet w żadnym sklepie tej firmy. Teraz wiem, że tak już zostanie. Na zakończenie chciałbym zaapelować do czytelników „Warszawskiej Gazety” o bojkot konsumencki sklepów i produktów z IKEI. Pokażmy swój sprzeciw wobec dyskryminacji religijnej, braku poszanowania polskiej tradycji, tożsamości i zwyczajów oraz narzucania nam kulturowego imperializmu. Co więcej, jak wykazała afera „LuxLeaks”, koncern ten zarejestrowany jest w Luksemburgu – raju podatkowym, do którego wyprowadza zyski wypracowane m.in. w Polsce, unikając w ten sposób płacenia podatków. Z naszego punktu widzenia jest zatem firmą pasożytniczą. Zachęcajmy do bojkotu nasze rodziny i znajomych. Niech kupują tam wyłącznie ci, których firma ta pragnie tak nachalnie promować...


Gadający Grzyb


Na podobny temat:

Homo-sponsoring


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 27 (05-11.07.2019)

czwartek, 21 marca 2019

„Karta LGBT+”, czyli akcja werbunkowa

Planowana seksedukacja to nic innego, jak homoseksualna akcja werbunkowa i poligon doświadczalny dla podobnych inicjatyw w innych miastach.


I. „Wasze dzieci będą takie jak my!”

Na wstępie przypomnę pewien charakterystyczny obrazek sprzed kilku lat. 22 września 2012 r. odbył się w Berlinie kilkutysięczny Marsz dla Życia. Pokojowa i spokojna demonstracja przebiegła w dość klaustrofobicznej atmosferze – ze względów bezpieczeństwa musiały chronić ją gęste szpalery policji, oddzielające uczestników od nienawistnej i agresywnej tłuszczy zgromadzonych licznie lewaków – aborcjonistów i homoaktywistów, wdających się w przepychanki z siłami porządkowymi i usiłujących fizycznie zaatakować manifestantów (w tym ok. 200-osobową grupę gości z Polski). Wśród wykrzykiwanych pod adresem obrońców życia obelg i haseł, jedno zasługuje na szczególną uwagę: „wasze dzieci będą takie jak my!”. Hasło to jest zresztą stale obecne w przekazie homopropagandy. W 2014 r. w Stuttgarcie miała z kolei miejsce manifestacja rodziców sprzeciwiających się seksedukacji i homoseksualnej indoktrynacji w tamtejszych szkołach (szkolnictwo w Niemczech leży w gestii poszczególnych landów). Tu również aktywiści gejowscy, prócz takich „atrakcji”, jak obrzucanie demonstrujących rodzin prezerwatywami, wywrzaskiwali przytoczony wyżej slogan. Podobnie było przy okazji innych tego typu wydarzeń – np. podczas demonstracji rodziców w Kolonii.

Powtórzmy: „wasze dzieci będą takie jak my!” - w tym haśle zawiera się cały rzeczywisty program szkolnej homoindoktrynacji. Homoseksualizm bowiem, rozumiany w sensie ścisłym, czyli jako występująca czasem biologiczna anomalia, dotyka śladowego odsetka ludzkiej populacji. Dodatkowo, z oczywistych przyczyn pary homoseksualne nie mogą liczyć na potomstwo. Jedynym sposobem dla środowisk LGBT (i innych literek alfabetu) na utrwalanie i poszerzanie wpływów staje się więc „rozmnażanie zastępcze” - czyli, innymi słowy, homoseksualna deprawacja i to w możliwie najwcześniejszym wieku, gdy dziecko jest najbardziej podatne na manipulacje. To właśnie dlatego homolobby kładzie taki nacisk na wkroczenie do szkół pod pozorem „edukacji”, szerzenia „tolerancji” i przeciwdziałania dyskryminacji „nieheteronormatywnych” uczniów.

W podanym przykładzie z Niemiec, władze Badenii-Wirtembergii pod naciskiem lobbystów LGBT wprowadziły do planu edukacyjnego („Bildungsplan”) zwalczanie „homofobii” i „transfobii”. Oczywiście, w sposób do cna zakłamany, sprowadzający się do promocji dewiacji i przedstawiania zboczeń jako normy, włącznie z technicznymi szczegółami odnośnie tego, jak zaspokajają się homoseksualiści oraz pokazywaniem „korzyści” płynących z seksu jednopłciowego (np. brak zagrożenia niechcianą ciążą). Takie podejście w oczywisty sposób obliczone jest na rozchwianie tożsamości płciowej młodych ludzi. Jeżeli zatem ktoś się zastanawia, skąd na Zachodzie wzięła się wyraźna nadreprezentacja osób deklarujących się jako „geje”, lesbijki, trans itp., to właśnie ma odpowiedź. Niewinne zapewnienia, że chodzi wyłącznie o to, by młodzi ludzie o „odmiennej orientacji” nie padali ofiarą prześladowań ze strony rówieśników, są jedynie mydleniem oczu. Co więcej, władze uznają, iż tak pojmowana edukacja jest „elementem demokratycznego i otwartego społeczeństwa” – jest to zatem sankcjonowana przez państwo ideologizacja sfery ludzkiej seksualności. Protesty rodziców zostały zignorowane – co gorsza, w Niemczech nie ma możliwości wypisania dzieci z tego typu zajęć. Za uchylanie się od obowiązku szkolnego rodzicom grozi grzywna, potem areszt – aż do odebrania dziecka przez osławiony Jugendamt. Oto „tolerancja represywna” i terror mniejszości w działaniu.


II. Dewiacyjne pranie mózgu

Wszystko to brzmi upiornie znajomo, gdy spojrzymy na próby wprowadzania homoindoktrynacji do polskich szkół, ze szczególnym uwzględnieniem tzw. „Karty LGBT+” podpisanej niedawno przez prezydenta Warszawy, Rafała Trzaskowskiego (formalna nazwa dokumentu, to „Deklaracja. Warszawska polityka miejska na rzecz społeczności LGBT+”). Tu również mamy do czynienia z działaniami podjętymi ponad głowami rodziców i z naruszeniem ich fundamentalnych praw – będącymi efektem zakulisowych uzgodnień z organizacjami LGBT. Widać wyraźnie, skąd Rafał Trzaskowski czerpał inspirację. Co ciekawe, we wstępie do „Deklaracji” czytamy, iż założenia dokumentuzostały stworzone przed wyborami samorządowymi w konsultacji z warszawskimi organizacjami LGBT+”. Czy coś przeoczyłem, czy Trzaskowski „zapomniał” podczas kampanii wspomnieć o tym swoim wyborcom i zapoznać ich z owymi „założeniami”?

Nie jest to pierwsza inicjatywa tego typu – przypomnę tutaj chociażby „Tęczowy Piątek”. Akcja ta, wprowadzająca tylnymi drzwiami ideologię LGBT do szkół, była efektem kooperacji Kampanii Przeciw Homofobii i Związku Nauczycielstwa Polskiego – z pominięciem MEN i rzecz jasna, rodziców, którzy dowiedzieli się jako ostatni, czego mają być uczone ich dzieci. Teraz dewiacyjne pranie mózgu ma zostać podniesione o poziom wyżej, z oficjalnym błogosławieństwem stołecznego samorządu, stwierdzającego w „Karcie LGBT+, iż jest to zapewnienie „młodym mieszkankom i mieszkańcom edukacji na miarę XXI wieku. Podkreśla się przy tym, iż „edukacja antydyskryminacyjna i seksualna” ma być zgodna ze „standardami WHO”. Inicjatorzy i zwolennicy wzorem niemieckich poprzedników zapewniają oczywiście, że celem jest jedynie uwrażliwienie na poszanowanie odmienności oraz wyczulenie na różne formy przemocy seksualnej, by dzieci nie padały ofiarą molestowania. Otóż nie. W „standardach WHO” w dziale „Zasady i rezultaty edukacji seksualnej” wyraźnie jest napisane, iż „edukacja seksualna zaczyna się w momencie narodzin” (pkt 5). Natomiast w części pt. „Matryca edukacji seksualnej” czekają nas „standardy” typu: „Radość i przyjemność z dotykania własnego ciała, masturbacja w okresie wczesnego dzieciństwa” czy „Uzyskanie świadomości, tożsamości płciowej”. Oba punkty dotyczą – uwaga – dzieci w wieku 0-4 lat! W kolejnych kategoriach wiekowych jest podobnie, przy czym uwagę zwraca zafiksowanie autorów tych światłych zaleceń na tematyce onanizmu.

Kolejna rzecz, to ustanowienie tzw. latarników – czyli „nauczycieli i nauczycielek lub pedagogów i pedagożek szkolnych, którzy i które będą monitorować sytuację uczniów LGBT+ w warszawskich szkołach podstawowych i średnich” (cyt. za „Kartą LGBT+”). Jest to ni mniej, ni więcej, tylko homoseksualna, za przeproszeniem, penetracja środowisk młodzieżowych – wyłapywanie „rokujących” chłopców i dziewcząt i wprowadzanie ich do społeczności gejowskich, lesbijskich i transseksualnych. Mówiąc wprost – w każdej szkole będzie urzędował „zawodowy gej” i wyszukiwał „świeże mięsko”. Nie jest tajemnicą, że wielu gejów wybiera swą „orientację” na skutek homoseksualnego uwiedzenia we wczesnej młodości. Teraz deprawatorzy będą mieli ułatwione zadanie – przypominam jeszcze raz hasło: „wasze dzieci będą takie jak my”... Krótko mówiąc – planowana seksedukacja to nic innego, jak homoseksualna akcja werbunkowa i poligon doświadczalny dla podobnych inicjatyw w innych miastach.


III. Przeciw deprawacji

Na szczęście, w Polsce rodzice mają więcej do powiedzenia niż w Niemczech i w odpowiedzi za deprawacyjne zapędy organizacje rodzicielskie powołały „Ruch 4 Marca”, którego celem jest zmuszenie władz Warszawy do wycofania się z „Deklaracji LGBT”. (Ciekawostka na marginesie – w Wlk. Brytanii niektóre szkoły zaczęły rezygnować z lekcji wychowania seksualnego pod naciskiem... lokalnych muzułmańskich społeczności). Prócz tego zareagował Rzecznik Praw Dziecka, obudziło się również Ministerstwo Edukacji Narodowej, obiecując interwencje kuratorów. Na niezgodność zapisów „Karty LGBT+” z obowiązującym prawem wskazuje Instytut Ordo Iuris (np. „latarnicy” gromadziliby wrażliwe dane osób nieletnich – istne marzenie pedofila). Tutaj nie ma miejsca na półśrodki – rodzice, polskie państwo i Kościół muszą połączyć siły i zareagować z całą stanowczością. zanim szkoły staną się terenem łowieckim dla zawodowych homoaktywistów szukających młodego „narybku”.

Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 11 (15-21.03.2019)