Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabójstwo Pawła Adamowicza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabójstwo Pawła Adamowicza. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 stycznia 2019

„Mowa nienawiści” - knebel na prawicę

Mowa nienawiści” to lewacki konstrukt ideologiczny służący wyrugowaniu z przestrzeni publicznej prawicowych i konserwatywnych poglądów.

I. Tolerancjonizm w natarciu

Pierwszą ofiarą każdej wojny jest prawda – głosi popularna maksyma. W naszych obecnych realiach natomiast pierwszą ofiarą rozpętanej po zabójstwie Pawła Adamowicza wojny politycznej może paść jeden z niezbędnych warunków głoszenia prawdy, jakim jest wolność słowa. Wszystko pod pozorem zainicjowanej właśnie walki z „mową nienawiści” (określenie to nie bez przyczyny należy brać w cudzysłów, bądź poprzedzać sformułowaniem „tak zwana...” - o czym szerzej za chwilę). Czym jest owa „mowa nienawiści” (ang. „hate speech”)? Jest to wymyślony przez zachodnie lewactwo konstrukt ideologiczny służący wyrugowaniu z przestrzeni publicznej prawicowych i konserwatywnych poglądów. Innymi słowy, jest to forma cenzury, knebel na prawicę. W tym ujęciu tzw. mową nienawiści staje się każda opinia, a nawet przywołanie oczywistych faktów, niemiłych lewicowo-liberalnemu establishmentowi. Dla ścisłości - „mowa nienawiści” nie oznacza takich czynów jak np. zniesławienie, podżeganie do przestępstwa czy groźby karalne, które już dzisiaj są penalizowane odpowiednimi przepisami prawa karnego. To pojęcie o wiele szersze, a jego podstawową cechą jest dalece posunięta uznaniowość co do tego, jakie wypowiedzi i zachowania zostaną zakwalifikowane jako „nienawistne”. „Mowa nienawiści” stanowi zatem część składową ideologii tolerancjonizmu (czyli afirmacji wszelkich odmienności od tradycyjnych norm kulturowych) i szerzej – marksizmu kulturowego oraz politycznej poprawności, mającej na celu zafałszowanie podstawowych pojęć cywilizacyjnych, a co za tym idzie – przewartościowanie zbiorowej świadomości poprzez kontrolę myśli i języka (bo nie będziemy w stanie „pomyśleć” niczego, czego nie potrafimy prawidłowo nazwać).

W Polsce batalia przeciw „mowie nienawiści” dopiero raczkuje i w porównaniu z krajami Zachodu cieszymy się jeszcze stosunkowo dużym zakresem wolności słowa. Póki co, nie szaleje u nas masowy terror „political correctness”, w którym osoba głosząca nieprawomyślne poglądy skazuje się co najmniej na ostracyzm i swoistą „śmierć cywilną” - a nierzadko na odpowiedzialność karną. Również organy ścigania na ogół wykazują wstrzemięźliwość co do karania za słowa. Wolno jeszcze głosić, że rodzina to związek kobiety i mężczyzny, homoseksualizm jest dewiacją, aborcja morderstwem, islamizm zagrożeniem dla Europy, a wartości chrześcijańskie są podstawą naszej cywilizacji – w większości krajów zachodniej Europy za podobne „herezje” można nawet stanąć przed sądem. To jednak może się zmienić za sprawą histerii rozpętanej po tragicznej śmierci prezydenta Gdańska. Temu służyć ma rozpowszechniana od pierwszych chwil po morderstwie narracja, jakoby Pawła Adamowicza nie zabił konkretny człowiek pragnący się zemścić za odsiadkę w więzieniu, lecz wszechogarniająca nienawiść, której źródłem (i to jedynym) ma być rzekomo prawica, a konkretnie PiS i Jarosław Kaczyński.


II. Szkolne pranie mózgów

Na reakcję sił postępu nie trzeba było długo czekać. Prezydenci kilku miast (Warszawa, Wrocław, Kraków, Łódź, Toruń, Bydgoszcz, Poznań, Białystok) zapowiedzieli, że w miejscowych szkołach odbędą się specjalne lekcje poświęcone „mowie nienawiści” z użyciem m.in. materiałów przygotowanych przez sorosowską Fundację Batorego czy skolonizowaną ideologicznie przez lewicę Radę Europy. Są to np. raport Fundacji Batorego i Centrum Badań nad Uprzedzeniami „Mowa nienawiści, mowa pogardy”, a także podręcznik Kampanii Rady Europy Bez Nienawiści „Zakładki. Przeciwdziałanie mowie nienawiści w sieci poprzez edukację o prawach człowieka”. Czego się z nich dowiadujemy? Wg raportu Fundacji Batorego ofiarami „mowy nienawiści” padają „osoby nieheteronormatywne”, uchodźcy i muzułmanie oraz feministki. Kropka. Z kolei w podręczniku Rady Europy główny nacisk położony jest na „ksenofobię”, „rasizm” i „dyskryminację” - oczywiście w odniesieniu do imigrantów i mniejszości etnicznych. Również kropka.

Już tylko na tym krótkim przykładzie widać, że mamy tu do czynienia ze skrajnie zaburzoną i motywowaną ideologicznie optyką, wedle której obiektami nienawiści są jedynie ściśle wyselekcjonowane grupy – migranci, muzułmanie, homoseksualiści czy feministki (zwróćmy uwagę - nawet nie kobiety jako takie, lecz jedynie ich wąska „reprezentacja”). Rzecz jasna, ani słowa nie poświęcono nienawistnemu językowi skrajnej lewicy czy przedstawicieli środowisk muzułmańskich. To ma zniknąć z pola widzenia i wrażliwości odbiorców – otrzymujemy zatem pod pozorem „edukacji” ładunek indoktrynacji i pranie mózgów. Dobrze więc się stało, że zareagował instytut „Ordo Iuris”, podnosząc, że to rodzice powinni decydować o przeprowadzaniu takich zajęć i uczestnictwie w nich swoich dzieci. „Ordo Iuris” opublikowało na swych stronach wzór „Oświadczenia Rodzicielskiego” dzięki któremu będzie można zwolnić swoje dziecko z niepożądanych i potencjalnie demoralizujących zajęć – za co, nawiasem, tygodnik „Polityka” nazwał członków instytutu „fundamentalistami”.

Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że ofiarami słownej agresji w Polsce padają przede wszystkim niezamożni mieszkańcy prowincji - „Janusze”, „Grażyny”, „hołota pobierająca 500+”, do tego rodziny wielodzietne określane jako „patologia, która się mnoży i żyje za nasze pieniądze”. Wystarczy zerknąć do internetu czy przypomnieć niesławny artykuł „Newsweeka” o „najeździe Hunów” zanieczyszczających bałtyckie plaże. Ludzi tych łączy jedno: stereotypowo uznawani są za gorszych – słabiej wykształconych, zacofanych, nieporadnych życiowo, prymitywnych, a na domiar złego głosujących na PiS. Podobnie fala zmasowanego hejtu dotyka Kościół przedstawiany jako instytucja pazerna i skorumpowana oraz księży, którym przyklejono łatkę zdemoralizowanych pedofili. Ale to pozostaje poza obszarem zainteresowania badaczy „mowy nienawiści”.


III. Zionąc miłością

Kampania przeciw „mowie nienawiści” ma jasno określony cel polityczny. Chodzi o zagonienie prawicy do kąta, tak by nie śmiała się odezwać – co w oczywisty sposób wpłynąć ma na przebieg zbliżających się kampanii wyborczych. A jeżeli jakikolwiek polityk bądź inna osoba publiczna odważy się zaprotestować, będzie piętnowana jako nienawistnik, który ma na rękach krew Pawła Adamowicza. Jak napisałem tydzień temu – w ciągu zaledwie doby od morderstwa ukształtował się przekaz jaki będzie towarzyszył tegorocznym wyborom. Stąd te chóralne jęki potępiające „nienawiść” - owo zbiorowe bicie się w cudze piersi, te diapazony hipokryzji podszyte szantażem moralnym. Schemat jest oczywisty – z jednej strony „my”, czyli siły dobra, broniące zgodnie ze słowami Donalda Tuska „Gdańska, Polski i Europy przed nienawiścią” utożsamianą z PiS, z drugiej zaś „oni” - dysząca nienawiścią prawica. Mamy tu zatem powtórkę z pamiętnej „polityki miłości” okresu rządów PO. Ten sam ton towarzyszył przemówieniu (bo trudno nazwać to homilią) o. Ludwika Wiśniewskiego podczas politycznego spektaklu, jaki zrobiono z pogrzebu prezydenta Adamowicza w gdańskiej Bazylice Mariackiej. Ta narracja, aby odnieść skutek, musi być wszechogarniająca, ma przytłaczać, tak by nikomu nie przyszło do głowy przypominać nie tylko „zionących miłością” wypowiedzi polityków i zwolenników „totalnej opozycji”, ale też chociażby okładek springerowskiego „Newsweeka” z Jarosławem Kaczyńskim na tle płomieni i podpisem „Dzień świra”, albo Macierewiczem ucharakteryzowanym na taliba. Nienawiść ma być przypisana jednej stronie.

Nie można się temu poddawać. Tym bardziej, że zaczęły się już podchody pod przyjęcie specjalnej ustawy przeciw „mowie nienawiści”, którą szybko ochrzczono „lex Adamowicz”. Ale rzecz nie tylko w doraźnej polityce – inicjatorom kampanii chodzi również o trwałe wyłączenie spod krytyki lewicowej agendy ideologicznej oraz wykluczenie z publicznego dyskursu tradycyjnych wartości. Wszystko po to, aby zapanowała miłość – ma się rozumieć, pod czujną opieką samozwańczej „policji myśli” bezlitośnie tępiącej „nienawistników”.


Gadający Grzyb


Na podobny temat:

Polityczna nekrofilia „totalnej opozycji”


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 04 (25-31.01.2019)

niedziela, 20 stycznia 2019

Polityczna nekrofilia „totalnej opozycji”

Oto na naszych oczach, w ciągu zaledwie doby, ukształtował się przekaz, który zdominuje tegoroczne kampanie wyborcze.

I. Taniec nad trumną

Zdawałoby się, że po takim wydarzeniu jak gdańska tragedia, można oczekiwać od uczestników sceny politycznej choćby chwilowego wyciszenia i zachowania minimum przyzwoitości – tak, jak od niepamiętnych czasów w naszym kręgu kulturowym zwykło się reagować w obliczu majestatu śmierci. Ze śp. prezydentem Pawłem Adamowiczem można było się nie zgadzać, ba – nawet zwalczać go politycznie (sam niejednokrotnie go krytykowałem), ale to wszystko w momencie bestialskiego mordu zostaje unieważnione, a w każdym razie powinno zejść na bardzo daleki plan. Bezsensowna, okrutna śmierć zadana mu przez – wszystko na to wskazuje – zaburzonego bandytę, jest ostatnim powodem do eskalowania potępieńczych swarów.

I przez moment wydawało się, że tak faktycznie będzie. Ze strony przedstawicieli rządu napłynęły kondolencje, wyrazy współczucia i zapewnienia o modlitwie, a prezydent Andrzej Duda zapowiedział na dzień pogrzebu ogłoszenie żałoby narodowej. W wielu miastach odbyły się marsze milczenia w proteście przeciw nienawiści. Ale najwyraźniej nie mogło się na tym skończyć. Ktoś uznał, że śmierć prezydenta Gdańska jest zbyt dobrym paliwem dla podsycenia plemiennej wojny, by ją ot, tak „zmarnować”. Sygnał do ataku dał wicenaczelny „Gazety Wyborczej”, Jarosław Kurski – i to jeszcze wtedy, gdy Paweł Adamowicz walczył w szpitalu o życie. W wyjątkowo obrzydliwym komentarzu wprost zasugerował, że winę za atak ponosi PiS, który „zasiał ziarno nienawiści”, a zbrodnia ma charakter stricte polityczny, bowiem doszło do „wyrachowanej i zaplanowanej próby zabójstwa polityka wybranego w powszechnych wyborach”, wiążąc przy okazji tragedię z uczestnictwem Adamowicza w protestach „w obronie konstytucji” i przeciwko reformie wymiaru sprawiedliwości. Wedle tej narracji wybór ofiary przez zamachowca nie był przypadkowy i wynikał z opozycyjnego zaangażowania polityka.

Tropem tym poszedł na tych samych łamach Marek Beylin w tekście pod wymownym tytułem „Jaki los może spotkać kanalie i mordy zdradzieckie”, wskazując jako inspiratora zbrodni Jarosława Kaczyńskiego, a także... Młodzież Wszechpolską z powodu happeningów z wieszaniem portretów eurodeputowanych PO, którzy zagłosowali za antypolską rezolucja Parlamentu Europejskiego czy wystawieniem Adamowiczowi „świadectwa zgonu politycznego”, kończąc obłudnym: „Oczywiście PiS nie odpowiada bezpośrednio za zamach na Adamowicza. Ponosi jednak odpowiedzialność za klimat, który sprzyja takim zbrodniczym czynom”. Swój felieton miał przy tym czelność rozpocząć przypomnieniem mordu na Marku Rosiaku z 2010 r. Dalej, mamy równie skandaliczne wypociny Krzysztofa Lufta pt. „Kamerą, mikrofonem, nożem”: „Chcieli go tylko zabić politycznie, ale przyczynili się do jego fizycznego unicestwienia” z puentą: „nie mówcie, że nie ma żadnego związku pomiędzy jednym a drugim. Bo jest...”. No i wreszcie „pożegnanie” ze strony samego naczelnego „GW” Adama Michnika, wedle którego Paweł Adamowicz „oddał życie” za „Polskę samorządną, tolerancyjną, pluralistyczną i wielobarwną”. Wisienką na torcie hipokryzji był apel portalu „Gazeta.pl” o walkę z „mową nienawiści”, która miała jakoby doprowadzić do tragedii.


II. Dwie różne zbrodnie

Przypomnijmy jednak dla porządku, co faktycznie się wydarzyło. Podczas lokalnego finału WOŚP na scenę z prezydentem Gdańska wdarł się niejaki Stefan W. - 27-letni kryminalista, skazany na 5,5 roku więzienia za cztery napady na banki. Jeszcze podczas odbywania kary została u niego zdiagnozowana choroba psychiczna (schizofrenia) i przez część pobytu za kratkami był poddawany leczeniu. Tenże Stefan W. zdobył lub podrobił plakietkę „Media”, dzięki której mógł się przedostać w pobliże prezydenta Adamowicza i zadać mu ciosy nożem. Z okrzyków wydawanych przez sprawcę wynikało, że winą za swoje uwięzienie i rzekome „tortury” (być może jako „tortury” zakwalifikował właśnie przymusowe leczenie w zakładzie karnym) obarcza PO, za rządów której został skazany. O słabej orientacji politycznej Stefana W. świadczy chociażby to, że najwyraźniej nie wiedział, iż Paweł Adamowicz od dłuższego czasu nie był już członkiem Platformy, która zresztą w wyborach samorządowych wystawiła przeciw niemu własnego kandydata – Jarosława Wałęsę. W każdym razie, Stefan W. zakończył odbywanie kary w grudniu 2018 (o czym służby więzienne poinformowały lokalną policję ze względu na chorobę psychiczną przestępcy) i od tamtej pory szukał okazji do zemsty – niestety, skutecznie. Osobną kwestią jest sprawa organizacji i zabezpieczenia gdańskiego finału WOŚP, który nie został zgłoszony jako impreza masowa, a medialne identyfikatory były wydawane „od ręki” i anonimowo.

Krótko mówiąc, literalnie nic nie wskazuje na jakąkolwiek ściśle polityczną motywację, poza subiektywnym poczuciem krzywdy chorego umysłowo mordercy. W szczególności zaś brak jest choćby najmniejszych poszlak sugerujących, że kierował się jakimikolwiek wypowiedziami polityków obozu rządzącego bądź sprzyjających rządowi mediów.

Zupełnie inaczej sprawa się miała z zabójstwem działacza PiS, Marka Rosiaka, do którego doszło w Łodzi 19 października 2010 r. Były członek PO Ryszard Cyba jednoznacznie, otwartym tekstem, tuż po morderstwie stwierdził, iż jego pierwotnym celem miał być Jarosław Kaczyński, a do zamachu nie doszło wyłącznie dlatego, że „miał za małą broń”, przez co nie był w stanie oddać skutecznego strzału do dobrze chronionego lidera PiS. Pracownicy łódzkiego biura europosła Janusza Wojciechowskiego stali się więc ofiarami zastępczymi. Ponadto na salę sądową Cyba przyniósł manifest, z którego wynikało, że został zainspirowany tzw. „wrzutkami smoleńskimi” kolportowanymi przez obóz PO i jej media, wg których odpowiedzialność za tragedię smoleńską mieli ponosić bracia Kaczyńscy. Tu zatem zarówno polityczna motywacja, jak i jej źródła nie pozostawiają cienia wątpliwości – ponadto Ryszard Cyba został uznany za w pełni poczytalnego podczas dokonywania zamachu, co poskutkowało karą dożywocia. Nie dajmy sobie więc wmówić, że oba morderstwa cokolwiek łączy.


III. Przekaz kampanii

Wracając do przytoczonych na wstępie artykułów „GW” - wystarczy zerknąć na komentarze „pod kreską” na internetowych stronach „Gazety.pl”, by się przekonać, że przypisanie winy PiS wyjątkowo podpasowało wyznawcom „totalnej opozycji” - a także niektórym politykom. Bogdan Borusewicz raczył stwierdzić, że do „mordu politycznego” doprowadziła „atmosfera szczucia i nagonki”, w podobnym duchu wypowiedział się Jakub Bierzyński - doradca Roberta Biedronia (wcześniej Ryszarda Petru), szef domu mediowego OMD i aktywista „totalnych”. Twitterowe bluzgi Andrzeja Celińskiego nie nadają się do cytowania. Z kolei warszawski „marsz milczenia” bynajmniej nie przebiegł w ciszy i skupieniu, tylko w atmosferze wiecu – było polityczne wystąpienie aktywisty KOD i odczytanie wiersza Tuwima „Pogrzeb prezydenta Narutowicza”. Swoistym dopełnieniem stały się słowa Donalda Tuska wygłoszone w Gdańsku: „obronimy nasz Gdańsk, naszą Polskę i naszą Europę przed nienawiścią i pogardą”, nawiązujące do słynnej „Modlitwy o wschodzie słońca”.

Dlaczego tak obszernie omawiam te wykwity politycznego zacietrzewienia? Z prostej przyczyny – oto na naszych oczach, w ciągu zaledwie doby, ukształtował się przekaz, który zdominuje tegoroczne kampanie wyborcze. Wypowiedź Tuska jest tu wyjątkowo czytelnym sygnałem – śmierć Pawła Adamowicza ma być detonatorem społecznej bomby, która wysadzi w powietrze obecny rząd. Bo przecież chyba nikt nie sądzi, że Tusk obiecał bronić Polski i Europy przed niepoczytalnymi kryminalistami? Intencja jest jasna: zbrodnię należy „przyszyć” PiS-owi i sprawić, by w powszechnym odbiorze to partia rządząca i osobiście Jarosław Kaczyński zostali wmanipulowani w swoiste „sprawstwo kierownicze” jako inspiratorzy politycznego morderstwa. Paweł Adamowicz ma natomiast zostać zakwalifikowany jako męczennik i ofiara reżimu. A że wbrew faktom? Tym gorzej dla faktów.


Gadający Grzyb


Na podobny temat:

Ryszard Cyba i system kłamstwa


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 03 (18-24.01.2019)