Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jarosław Kurski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jarosław Kurski. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 października 2019

Pod-Grzybki 181

Na finiszu kampanii TVP odpaliła „taśmy Neumanna” z których mogliśmy się dowiedzieć, że polityka jest cyniczna, politycy brzydko się wyrażają, a przekręty tych z PO mogą liczyć na ochronę sędziowskiej „nadzwyczajnej kasty” („Sąd to może wypierd...ić w kosmos, może to prowadzić trzy lata – bez znaczenia to jest.”). Słowem, same rewelacje... Jedna rzecz jest jednak charakterystyczna – żadne sędziowskie stowarzyszenie, żadne „Themis” czy inna „Iustitia” nie zaprotestowała jednym słowem przeciw tak przedmiotowemu traktowaniu. Siedzą grzecznie i cichutko, udając, że nie usłyszały tego, co usłyszały. I to mówi nam o kondycji sądownictwa więcej, niż wszystkie sążniste analizy.


*

Swoją drogą, zastanawiam się, jak PO prowadzi kampanię w Tczewie. Widzę to tak. Przychodzi polityk na spotkanie z wyborcami, po czym wesoło zagaja: „cześć po*eby!”, a następnie rozwijając wątek dodaje: „rzygam Tczewem! Głosujcie na mnie!”. Potem jeszcze zaproszą Wałęsę, który ich opatyczy i zwyzywa śp. Kornela Morawieckiego od „zdrajców” i „żelazny elektorat” mają zmobilizowany - publika szaleje, a słupki poparcia skaczą pod niebo. Poważnie, sądząc po nieustającej popularności takiego Trzaskowskiego czy innej Jachiry, „totalni” musieli dojść do nieuchronnego wniosku, że ich wyborcy to faktycznie stado sadomasochistycznych „po*ebów” - i stąd też adekwatne traktowanie.


*

„Gazeta Wyborcza” chwyta się brzytwy i postanowiła rozdać przed wyborami milion bezpłatnych egzemplarzy specjalnej „Gazety Przedwyborczej” - w miejscowościach poniżej 100 tys. mieszkańców, żeby ta prowincjonalna hołota w końcu zrozumiała na kogo należy głosować. Jak to ujął Jarosław Kurski – grozę rządów PiS należy wytłumaczyć ludowi „w prostych słowach”. I to jest niesamowite – oni naprawdę sądzą, że ludzie spoza „warszawki” są oczadziali od „pisowskiej propagandy” niczym chłop sanacyjny i trzeba im „wytłumaczyć” „prostymi słowami” rzeczywistość. Bo inaczej, sami z siebie, będą nadal siedzieli w tych swoich lepiankach i oglądali TVP. Przekładając ezopowe przesłanie Jarosława Kurskiego na normalny język, komunikat Czerskich brzmi zatem następująco: „słuchajcie, wy wsiowe tumany, jeśli jeszcze do was nie dotarło, jak strasznie obciachowy jest PiS, to my wam to pokażemy w naszej gazetce - za darmo, skoro żal wam odpalić parę złotych z tego pińćset, co dostajecie. Wbijemy wam to do tych waszych zakutych łbów prostymi słowami, żebyście nie mieli kłopotu ze skumaniem. Mata więc i czytajta - i jeżeli nie chcecie być dalej durnymi wsiokami, to macie zostać w domu, albo zagłosować na opozycję, kapewu?”.


*

Ale, trzeba oddać, że „Wyborcza” gra dwutorowo – dla prowincji przygotowała tabloidowe pisemko, ale już dla wielkomiejskich elit postarała się nieco bardziej. Wyrychtowała do spółki z samym „New York Timesem” specjalny dodatek „Władza” obnażający nikczemności różnych „populistów”, który w obu gazetach ukaże się w sobotę 12 października. Polityczna intencja jest ewidentna – a ja tylko przypominam, że wtedy w Polsce będzie już obowiązywała cisza wyborcza. Czy stosowne organy państwa będą miały odwagę, by zareagować na tę ostentacyjną, łamiącą prawo agitkę? Czy też „Wyborczej” po staremu wolno więcej?


*

Lobby LGBT dostało histerii, bo na lubelską gęj-paradę jacyś kontrdemonstranci przynieśli petardy – w związku z tym, waginosceptycy i penisosceptyczki stroją się w palmy męczeństwa jako niedoszłe ofiary „zamachu”. Rzucanie petardami faktycznie nie jest bezpieczne – a przede wszystkim durne i przeciwskuteczne. Mam lepszy pomysł. Otóż w 1944 r. Stalin zorganizował w Moskwie pokazowy przemarsz niemieckich jeńców – a pochód zamykały samochody-polewaczki, zmywające ślady po najeźdźcach. Rozwiązanie to polecam włodarzom miast nawiedzanych przez objazdowy cyrk LGBT – należy z pełnym spokojem wyrażać zgodę na gej-parady, a następnie bezpośrednio za demonstracją puszczać pojazdy MPO starannie czyszczące ulice. Wymowa symboliczna będzie oczywista dla wszystkich, a furia lewactwa po takim potraktowaniu – bezcenna.


*

Celebryckie rozterki rodem z gazeta.pl. Małgorzata Rozenek-Majdan: „Jak sobie myślę, że moi synowie mieliby mieć dziewczynę to jakoś mocno się tym denerwuję”. Hm, gdyby synowie przyprowadzili swoich chłopaków, byłoby wszystko OK?


*

Szaleństwo ekologistów – w nowojorskim ratuszu podczas spotkania z lewacką „polityczką” Demokratów Alexandrią Ocasio-Cortez jedna z klimatystek zgłosiła arcypostępowy postulat: „Pozostało nam tylko kilka miesięcy. Szwedzki profesor mówi, że możemy jeść zmarłych ludzi, ale to nie jest dostatecznie szybko. Musimy zacząć jeść dzieci! Nie mamy czasu! Jest za dużo CO2!”. I dalej: „Nawet jeżeli zbombardujemy Rosję, nadal będzie zbyt wielu ludzi i zbyt wiele zanieczyszczeń! Musimy więc pozbyć się dzieci. Musimy jeść dzieci!”. Trzeba przyznać, że nasza Sylwia Spurek jeszcze na to nie wpadła, ale zapewne wszystko przed nami – od dawna podejrzewałem, że od wegetarianizmu do kanibalizmu jest tylko krok, bo na dłuższą metę natury nie da się oszukać i skoro nie można jeść zwierząt, to pozostaje sięgnąć po jedyne pozostałe źródło mięsa. Ale jest jeszcze coś innego – otóż na filmiku widać, że słowa aktywistki nie spotkały się z cieniem sprzeciwu publiczności, zaś sama Ocasio-Cortez wystąpienie skwitowała jedynie słowami: „na szczęście, mamy więcej niż kilka miesięcy”. Od razu kamień spadł mi z serca – może zaczniemy konsumować dzieci dopiero za rok. A przy okazji – potwierdza się stara prawda, że dzieci są po to, by na starość człowiek miał co do garnka włożyć.


*

Ehem... tak mi przyszło jeszcze do głowy, więc ostrzegam na wszelki wypadek. Jeżeli mają Państwo w gronie znajomych jakichś „klimatystów”, to radzę nie afiszować się z dziećmi. W ich ustach powiedzenie „ten dzidziuś jest tak słodki, że chciałoby się go zjeść” może mieć całkiem dosłowne konotacje.


*

Na dziś to tyle. Ja osobiście nie mogę już się doczekać wyborczej niedzieli – coś mi mówi, że będzie lepsza niż Gwiazdka. A Państwo?


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 41 (11-17.10.2019)

niedziela, 20 stycznia 2019

Polityczna nekrofilia „totalnej opozycji”

Oto na naszych oczach, w ciągu zaledwie doby, ukształtował się przekaz, który zdominuje tegoroczne kampanie wyborcze.

I. Taniec nad trumną

Zdawałoby się, że po takim wydarzeniu jak gdańska tragedia, można oczekiwać od uczestników sceny politycznej choćby chwilowego wyciszenia i zachowania minimum przyzwoitości – tak, jak od niepamiętnych czasów w naszym kręgu kulturowym zwykło się reagować w obliczu majestatu śmierci. Ze śp. prezydentem Pawłem Adamowiczem można było się nie zgadzać, ba – nawet zwalczać go politycznie (sam niejednokrotnie go krytykowałem), ale to wszystko w momencie bestialskiego mordu zostaje unieważnione, a w każdym razie powinno zejść na bardzo daleki plan. Bezsensowna, okrutna śmierć zadana mu przez – wszystko na to wskazuje – zaburzonego bandytę, jest ostatnim powodem do eskalowania potępieńczych swarów.

I przez moment wydawało się, że tak faktycznie będzie. Ze strony przedstawicieli rządu napłynęły kondolencje, wyrazy współczucia i zapewnienia o modlitwie, a prezydent Andrzej Duda zapowiedział na dzień pogrzebu ogłoszenie żałoby narodowej. W wielu miastach odbyły się marsze milczenia w proteście przeciw nienawiści. Ale najwyraźniej nie mogło się na tym skończyć. Ktoś uznał, że śmierć prezydenta Gdańska jest zbyt dobrym paliwem dla podsycenia plemiennej wojny, by ją ot, tak „zmarnować”. Sygnał do ataku dał wicenaczelny „Gazety Wyborczej”, Jarosław Kurski – i to jeszcze wtedy, gdy Paweł Adamowicz walczył w szpitalu o życie. W wyjątkowo obrzydliwym komentarzu wprost zasugerował, że winę za atak ponosi PiS, który „zasiał ziarno nienawiści”, a zbrodnia ma charakter stricte polityczny, bowiem doszło do „wyrachowanej i zaplanowanej próby zabójstwa polityka wybranego w powszechnych wyborach”, wiążąc przy okazji tragedię z uczestnictwem Adamowicza w protestach „w obronie konstytucji” i przeciwko reformie wymiaru sprawiedliwości. Wedle tej narracji wybór ofiary przez zamachowca nie był przypadkowy i wynikał z opozycyjnego zaangażowania polityka.

Tropem tym poszedł na tych samych łamach Marek Beylin w tekście pod wymownym tytułem „Jaki los może spotkać kanalie i mordy zdradzieckie”, wskazując jako inspiratora zbrodni Jarosława Kaczyńskiego, a także... Młodzież Wszechpolską z powodu happeningów z wieszaniem portretów eurodeputowanych PO, którzy zagłosowali za antypolską rezolucja Parlamentu Europejskiego czy wystawieniem Adamowiczowi „świadectwa zgonu politycznego”, kończąc obłudnym: „Oczywiście PiS nie odpowiada bezpośrednio za zamach na Adamowicza. Ponosi jednak odpowiedzialność za klimat, który sprzyja takim zbrodniczym czynom”. Swój felieton miał przy tym czelność rozpocząć przypomnieniem mordu na Marku Rosiaku z 2010 r. Dalej, mamy równie skandaliczne wypociny Krzysztofa Lufta pt. „Kamerą, mikrofonem, nożem”: „Chcieli go tylko zabić politycznie, ale przyczynili się do jego fizycznego unicestwienia” z puentą: „nie mówcie, że nie ma żadnego związku pomiędzy jednym a drugim. Bo jest...”. No i wreszcie „pożegnanie” ze strony samego naczelnego „GW” Adama Michnika, wedle którego Paweł Adamowicz „oddał życie” za „Polskę samorządną, tolerancyjną, pluralistyczną i wielobarwną”. Wisienką na torcie hipokryzji był apel portalu „Gazeta.pl” o walkę z „mową nienawiści”, która miała jakoby doprowadzić do tragedii.


II. Dwie różne zbrodnie

Przypomnijmy jednak dla porządku, co faktycznie się wydarzyło. Podczas lokalnego finału WOŚP na scenę z prezydentem Gdańska wdarł się niejaki Stefan W. - 27-letni kryminalista, skazany na 5,5 roku więzienia za cztery napady na banki. Jeszcze podczas odbywania kary została u niego zdiagnozowana choroba psychiczna (schizofrenia) i przez część pobytu za kratkami był poddawany leczeniu. Tenże Stefan W. zdobył lub podrobił plakietkę „Media”, dzięki której mógł się przedostać w pobliże prezydenta Adamowicza i zadać mu ciosy nożem. Z okrzyków wydawanych przez sprawcę wynikało, że winą za swoje uwięzienie i rzekome „tortury” (być może jako „tortury” zakwalifikował właśnie przymusowe leczenie w zakładzie karnym) obarcza PO, za rządów której został skazany. O słabej orientacji politycznej Stefana W. świadczy chociażby to, że najwyraźniej nie wiedział, iż Paweł Adamowicz od dłuższego czasu nie był już członkiem Platformy, która zresztą w wyborach samorządowych wystawiła przeciw niemu własnego kandydata – Jarosława Wałęsę. W każdym razie, Stefan W. zakończył odbywanie kary w grudniu 2018 (o czym służby więzienne poinformowały lokalną policję ze względu na chorobę psychiczną przestępcy) i od tamtej pory szukał okazji do zemsty – niestety, skutecznie. Osobną kwestią jest sprawa organizacji i zabezpieczenia gdańskiego finału WOŚP, który nie został zgłoszony jako impreza masowa, a medialne identyfikatory były wydawane „od ręki” i anonimowo.

Krótko mówiąc, literalnie nic nie wskazuje na jakąkolwiek ściśle polityczną motywację, poza subiektywnym poczuciem krzywdy chorego umysłowo mordercy. W szczególności zaś brak jest choćby najmniejszych poszlak sugerujących, że kierował się jakimikolwiek wypowiedziami polityków obozu rządzącego bądź sprzyjających rządowi mediów.

Zupełnie inaczej sprawa się miała z zabójstwem działacza PiS, Marka Rosiaka, do którego doszło w Łodzi 19 października 2010 r. Były członek PO Ryszard Cyba jednoznacznie, otwartym tekstem, tuż po morderstwie stwierdził, iż jego pierwotnym celem miał być Jarosław Kaczyński, a do zamachu nie doszło wyłącznie dlatego, że „miał za małą broń”, przez co nie był w stanie oddać skutecznego strzału do dobrze chronionego lidera PiS. Pracownicy łódzkiego biura europosła Janusza Wojciechowskiego stali się więc ofiarami zastępczymi. Ponadto na salę sądową Cyba przyniósł manifest, z którego wynikało, że został zainspirowany tzw. „wrzutkami smoleńskimi” kolportowanymi przez obóz PO i jej media, wg których odpowiedzialność za tragedię smoleńską mieli ponosić bracia Kaczyńscy. Tu zatem zarówno polityczna motywacja, jak i jej źródła nie pozostawiają cienia wątpliwości – ponadto Ryszard Cyba został uznany za w pełni poczytalnego podczas dokonywania zamachu, co poskutkowało karą dożywocia. Nie dajmy sobie więc wmówić, że oba morderstwa cokolwiek łączy.


III. Przekaz kampanii

Wracając do przytoczonych na wstępie artykułów „GW” - wystarczy zerknąć na komentarze „pod kreską” na internetowych stronach „Gazety.pl”, by się przekonać, że przypisanie winy PiS wyjątkowo podpasowało wyznawcom „totalnej opozycji” - a także niektórym politykom. Bogdan Borusewicz raczył stwierdzić, że do „mordu politycznego” doprowadziła „atmosfera szczucia i nagonki”, w podobnym duchu wypowiedział się Jakub Bierzyński - doradca Roberta Biedronia (wcześniej Ryszarda Petru), szef domu mediowego OMD i aktywista „totalnych”. Twitterowe bluzgi Andrzeja Celińskiego nie nadają się do cytowania. Z kolei warszawski „marsz milczenia” bynajmniej nie przebiegł w ciszy i skupieniu, tylko w atmosferze wiecu – było polityczne wystąpienie aktywisty KOD i odczytanie wiersza Tuwima „Pogrzeb prezydenta Narutowicza”. Swoistym dopełnieniem stały się słowa Donalda Tuska wygłoszone w Gdańsku: „obronimy nasz Gdańsk, naszą Polskę i naszą Europę przed nienawiścią i pogardą”, nawiązujące do słynnej „Modlitwy o wschodzie słońca”.

Dlaczego tak obszernie omawiam te wykwity politycznego zacietrzewienia? Z prostej przyczyny – oto na naszych oczach, w ciągu zaledwie doby, ukształtował się przekaz, który zdominuje tegoroczne kampanie wyborcze. Wypowiedź Tuska jest tu wyjątkowo czytelnym sygnałem – śmierć Pawła Adamowicza ma być detonatorem społecznej bomby, która wysadzi w powietrze obecny rząd. Bo przecież chyba nikt nie sądzi, że Tusk obiecał bronić Polski i Europy przed niepoczytalnymi kryminalistami? Intencja jest jasna: zbrodnię należy „przyszyć” PiS-owi i sprawić, by w powszechnym odbiorze to partia rządząca i osobiście Jarosław Kaczyński zostali wmanipulowani w swoiste „sprawstwo kierownicze” jako inspiratorzy politycznego morderstwa. Paweł Adamowicz ma natomiast zostać zakwalifikowany jako męczennik i ofiara reżimu. A że wbrew faktom? Tym gorzej dla faktów.


Gadający Grzyb


Na podobny temat:

Ryszard Cyba i system kłamstwa


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 03 (18-24.01.2019)

piątek, 21 lipca 2017

Pod-Grzybki 106

No, no... PiS chyba uwierzyło, że nie ma z kim przegrać i postanowiło wprowadzić opłatę paliwową w wysokości 25 gr. od litra. Być może liczą, że ludzie pobiadolą, a po miesiącu zapomną. Otóż nie, to tak nie działa, drodzy pisowcy. Zaręczam wam, że od tej pory przy każdym skoku ceny paliwa, niezależnie od przyczyn (np. zwyżka cen ropy) ludziom będzie się przypominał właśnie ten nowy podatek i będą was klęli w żywy kamień. Jeszcze kilka takich wspaniałych pomysłów i sami się koncertowo zaoracie. A tak poza tym – to już nie wystarczy „nie kraść”?


*

W tym samym czasie Kaczyński postanowił stłumić pełzający rokosz sędziowski i wprowadził ustawę za pomocą której Ziobro będzie mógł w praktyce rozgonić KRS i Sąd Najwyższy – czyli ostatnie (poza samorządami) instytucjonalne bastiony „totalnej opozycji”. Salony podniosły larum i uskuteczniają protesty, apelując rzecz jasna do obywateli, by ci bronili „praworządności i demokracji”. I to jest kolejny objaw odrealnienia elit III RP. Sędziokracja jest bowiem do tego stopnia znienawidzona przez tzw. „szarego człowieka”, że Kaczyński z Ziobrą mogliby powywieszać „nadzwyczajną kastę ludzi” na latarniach, a przechodnie co najwyżej zatrzymaliby się na chwilę, żeby trochę popatrzeć.


*

Jarosław Kurski w „Wyborczej” kreśli scenariusz działań opozycji: „Niechby powstała rada złożona z autorytetów społecznych, byłych prezydentów, ludzi szanowanych i wybitnych, których w Polsce nie brakuje”. No to spójrzmy na tych byłych prezydentów: Wałęsa, Kwaśniewski i Komorowski. Czyli kapuś, pijak i cymbał. Takich autorytetów to pod każdą budką z piwem po dziesięciu na kilo wchodzi.


*

Bp. Rafał Markowski postanowił przeprosić Żydów za Jedwabne. Co gorsza, nie tylko we własnym imieniu, lecz jako przedstawiciel Konferencji Episkopatu Polski, a więc – całego polskiego Kościoła. Warto dodać, że bp. Markowski jest przewodniczącym Rady ds. Dialogu Religijnego i Komitetu ds. Dialogu z Judaizmem. Czyli „dialog” przebiega po staremu – Kościół przeprasza za wszystko, czego sobie Żydzi zażyczą, a ci łaskawie wyrażają z tego powodu zadowolenie. Jak widać, nawet bez Lemańskiego kościelna „lemańszczyzna” ma się znakomicie.


*

Wyczytałem, że bp. Rafał Markowski jest młodszym bratem Grzegorza Markowskiego – wokalisty zespołu „Perfect”. Teraz już rozumiem... pozazdrościł bratu sławy, więc postanowił urządzić własny show i poczuć jak to jest stać w świetle kamer. I koniec końców „kompleks starszego brata” przerodził się w kompleks wobec „starszych braci w wierze”.


*

To wszystko układa się zresztą w wyraźny scenariusz – najpierw kuriozalny list z potępieniem nacjonalizmu, potem apele o przyjmowanie nachodźców i „korytarze humanitarne”, w międzyczasie uciszenie krytyków reformacji (ks. prof. Tadeusz Guz), a teraz jeszcze ten żenujący występ w Jedwabnem. Zapytam się zatem: czcigodni księża biskupi, czyimi jesteście pasterzami – Polaków i katolików, czy heretyków, Żydów i muzułmanów?


Gadający Grzyb


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 29 (19-25.07.2017)