Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Europol Gaz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Europol Gaz. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Gazprom z Gazpromem, czyli memorandum

Skoro o inwestycji na terenie Polski porozumiewa się Gazprom z Gazpromem, to powiedzcie sami – po co tu jeszcze jakiś rząd?

I. Fasada państwowości

Jeśli ktokolwiek miał wątpliwości, że cała ta Dyktatura Matołów z Ober-Matołem na czele to tylko banda żałosnych figurantów, a realne decyzje podejmowane są gdzie indziej i przez kogo innego, to po awanturze z memorandum dotyczącym budowy gazociągu Jamał II (Petersburg, czwartek, 04.04.2013) musiał wyzbyć się ostatnich złudzeń. Niby w zasadzie człowiek wie, że cała ta III RP to fasada i pic na wodę, ale zawsze pożytecznie jest dla zachowania trzeźwej oceny sytuacji przekonać się o tym w tak dobitny sposób. Podpisanie memorandum przez przedstawiciela EuRoPol Gazu poza wiedzą ministra skarbu i premiera pokazuje bowiem, że państwa rozumianego jako pewien system współdziałających struktur zwyczajnie nie ma. Nie ma i już. Jest tylko luźny konglomerat różnych klik, reprezentujących partykularne interesy swych krajowych i zagranicznych mocodawców, a każda z tychże klik ciągnie w swoją stronę bez oglądania się na ekipę piłkarzyków.

Zresztą, wieść gminna niesie, iż Ober-Matoł notorycznie ucieka od wieści mogących zaburzyć mu dobre samopoczucie, nie czyta raportów wywiadu i innych tego typu papierzysk, zatem okoliczności podpisania memorandum są logiczną konsekwencją tej formuły sprawowania nie-rządów. No bo, zastanówmy się: po co premierowi Tuskowi wiedzieć takie rzeczy – czy będzie budowany u nas jakiś gazociąg, czy też nie? Jeszcze by się zestresował i nie strzelił karnego. Wystarczy, że wiedzą o tym ci, którzy wiedzieć powinni. Wie o tym prezydent Putin i szef Gazpromu, pan Aleksiej Miller, któremu Putin nakazał przed szczytem państw bałtyckich w Petersburgu powrócić do koncepcji Jamału II. Ze strony - nazwijmy to umownie - „polskiej”, wiedzieli zaś o tym ci, z którymi Gazprom prowadził jeszcze przed petersburskim szczytem rozmowy na poziomie korporacyjnym, czego nie omieszkał podkreślić Aleksiej Miller, by nikt nie miał złudzeń co do faktycznej hierarchii decydującej o tego typu sprawach.

II. Hierarchie nominalne i faktyczne

Spróbujmy tę hierarchię zrekonstruować. Najpierw prezydent Rosji podejmuje strategiczną decyzję, którą przedstawia do wykonania któremuś ze swych podwładnych (w tym przypadku - szefowi Gazpromu), następnie zaś uruchamiane są odpowiednie aktywa ludzkie w krajach satelickich (tym razem - w Polsce), którym komunikuje się (etap „korporacyjnych konsultacji”) co i kiedy zostanie podpisane, by otworzyć następny etap wdrażania inwestycji.

Jak widzimy z powyższego, angażowanie w proces decyzyjny takich marionetek, jak premier rządu RP, a tym bardziej jakiś tam minister skarbu, jest zbędną mitręgą i poważne przedsięwzięcia obliczone na dziesięciolecia mogą się bez nich doskonale obejść. Jeśli przypomnimy sobie, że EuRoPol Gaz ma strukturę własnościową w której PGNiG oraz Gazprom mają po 48% udziałów, a pozostałe 4% należą do Gas-Tradingu, który zawsze będzie trzymał ze stroną silniejszą w tym polityczno-biznesowym mariażu, to łańcuszek podwładności rysuje się nam jak na dłoni i nie ma co wierzgać przeciw ościeniowi.

To znaczy, tak dla publiki można zawsze ogłosić, że „ja nic nie wiem”, a poza tym „strategicznie rzecz biorąc nie chcemy zwiększać puli gazu rosyjskiego”, ale takie rzeczy pan premier może sobie ogłaszać o dowolnej porze dnia i nocy – no bo co to komu szkodzi? Poważni ludzie w poważnych gabinetach swoje już ustalili. Można również twierdzić, że owo memorandum nie ma żadnej mocy wiążącej – ot, taka deklaracja „wzajemnego zrozumienia” - i można wierzyć, że Putin oraz Aleksiej Miller nie mają do roboty nic lepszego, niż osobiście angażować się w błahe gry i zabawy.

III. Jak Gazprom z Gazpromem

Groteskowo na tym tle prezentuje się aktywność wicepremiera i ministra gospodarki Janusza Piechocińskiego, szefa PSL-u – chyba najbardziej prorosyjskiej partii. Zawdzięczamy jej w znacznej mierze ostatnią „renegocjację” umowy gazowej, przedłużającej nasze uzależnienie od rosyjskiego surowca, który dzięki Waldemarowi Pawlakowi będziemy jeszcze przez długie lata kupować najdrożej w Europie. Muszę przyznać, że to, co opisała na swoich stronach „Rzeczpospolita” - jak to wicepremier biegał po petersburskich korytarzach próbując wydębić jakiekolwiek informacje o planowanym gazociągu, jest modelowym wręcz pokazem niemocy (cyt. „Również wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński, który prowadził rozmowy z Rosjanami w Sankt Petersburgu, nie pozyskał zbyt wielu szczegółów o Jamale II”). Wprawdzie pan Piechociński odgraża się, że będzie dążył do odtajnienia „instrukcji negocjacyjnych” jakich mu udzielono, z których ma wynikać, cytuję „z jaką determinacją rząd Donalda Tuska i Janusza Piechocińskiego kładzie nacisk na kwestię bezpieczeństwa, suwerenności energetycznej, na realizację bardzo ambitnych planów wzmocnienia naszego potencjału i poszerzenia krajowego wydobycia energii", niemniej będzie stanowiło to jedynie bolesne potwierdzenie zarysowanej powyżej prawdziwej hierarchii, dla której poczynań akceptacja bądź sprzeciw tzw. „czynnika rządowego” są doskonale obojętne.

Symboliczne, że przewodniczącym Rady Nadzorczej EuRoPol Gazu jest Alexander Miedwiediew oddelegowany na to stanowisko przez Rosję (równocześnie pozostaje wiceprezesem Gazpromu). Co prawda w imieniu „strony polskiej” memorandum „o wzajemnym zrozumieniu” podpisał prezes zarządu Mirosław Dobrut, żeby było ładniej i bez nadmiernej ostentacji, niemniej nie sposób nie zauważyć, że robił on jedynie za okolicznościowego figuranta struktury decyzyjnej, której członem wykonawczym jest rosyjska delegatura Gazpromu ulokowana w EuRoPol Gazie. No więc, skoro o inwestycji na terenie Polski porozumiewa się Gazprom z Gazpromem, to powiedzcie sami – po co tu jeszcze jakiś rząd?

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

P.S. Witam ponownie Czytelników po dłuższej absencji spowodowanej tzw. złośliwością przedmiotów martwych. Spaliła mi się płyta główna w komputerze i trochę trwało nim nabyłem nowy sprzęt. Niemniej, wracam do obiegu i regularnego blogowania. Od najbliższego czwartku będzie też można mnie z powrotem usłyszeć w audycjach Niepoprawnego Radia PL.

poniedziałek, 12 marca 2012

Partia Gazpromu w Polsce


Polski Urząd Regulacji Energetyki zachował się jak gazpromowska agentura wpływu. Zapłacimy za to wszyscy.


I. Skandal z rewersem wirtualnym

Jeśli ktoś miał wątpliwości co do istnienia „partii Gazpromu w Polsce”, której przedstawiciele ulokowani są w najróżniejszych instytucjach – nie wyłączając administracji państwowej, to niedawno mogliśmy zaobserwować jej działanie w praktyce.

Oto, jak podała „Wyborcza”, od marca obowiązuje nowa taryfa za przesył gazu rurociągiem jamalskim, drastycznie redukująca opłacalność tzw. rewersu wirtualnego. O co chodzi z tym rewersem? Otóż, od czterech miesięcy istnieje możliwość wirtualnego transportu tańszego gazu z Niemiec - do Lwówka k. Poznania lub do Włocławka - za pomocą jamalskiej rury. Polega to na tym, że zamawia się gaz u niemieckiego dostawcy, a następnie „wymienia” się go na gaz dostarczony fizycznie z Rosji. Za operację odpowiada spółka Gaz System. Opłacalność tego „wirtualnego transportu” wynika nie tylko z niższej ceny „niemieckiego” gazu, ale również z dotychczasowej preferencyjnej stawki płaconej za wejście do rury przy rewersie wirtualnym - wynosiła ona dotąd 13,12 zł za 1000 m3 gazu. Jeśli zważymy, iż w tym roku za pomocą rewersu wirtualnego możemy sprowadzić aż 3,7 mld m3 gazu, czyli niecałą 1/3 całkowitego zapotrzebowania Polski, zaś wydobycie własne zaspokaja ponad 1/3 (ok. 5 mld m3), to okazałoby się, że za przepłacony gaz z Rosji bulilibyśmy w o wiele mniejszym wymiarze, niż wynikałoby to z „wynegocjowanej” przez Waldemara Pawlaka umowy.

Niestety, nie ma tak dobrze, albowiem ni z tego, ni z owego EuRoPol Gaz, zawiadujący polskim odcinkiem gazociągu jamalskiego wprowadził nową stawkę za rewers wirtualny w wysokości 26,70 zł za 1000 m3 – ponad dwukrotnie wyższą od dotychczasowej! Formalnie w EuRoPol Gazie panuje równowaga udziałów między PGNiG a Gazpromem (po 48% udziałów, 4% ma Gas Trading), jednak to Gazprom jako dostarczyciel surowca gra tam pierwsze skrzypce, a szefem przedsiębiorstwa jest Aleksander Miedwiediew, zatem logiczne jest, iż będzie on reprezentował rosyjskie interesy, z którymi koliduje możliwość kupowania przez Polskę tańszego gazu z kierunku niemieckiego. To jedno.

II. Pod dyktando Gazpromu

Jednak prawdziwy skandal tkwi gdzie indziej. Mianowicie, według EuRoPol Gazu, dwukrotna podwyżka opłaty została wprowadzona... na pisemne wezwanie prezesa Urzędu Regulacji Energetyki! Innymi słowy, polski urząd i prezes Marek Woszczyk zachowali się jak gazpromowska agentura wpływu, redukując opłacalność rewersu wirtualnego. Import z Niemiec wciąż będzie stosunkowo korzystny, ale zwiększone koszty odbiją się w cenach gazu, za który zapłacimy wszyscy. Zyska na tym jedynie EuRoPol Gaz – czyli Gazprom i Rosja.

Dodatkowego smrodku przydaje sprawie moment podniesienia opłat, następuje on bowiem niedługo po tym, jak Polska skierowała do Trybunału Arbitrażowego w Sztokholmie pozew przeciw Gazpromowi i spółce Gazprom Eksport w którym domagamy się zmiany zasad ustalania cen i obniżenia ich o 10 procent. Warto pamiętać, iż w chwili obecnej płacimy ponad 500 dol. za 1000 m3, podczas gdy zachodni odbiorcy rosyjskiego gazu płacą średnio o 1/4 taniej, zaś Rosja dodatkowo jeszcze te ceny im obniża. Nam Rosja podobnych obniżek konsekwentnie odmawia i to by było tyle, jeśli chodzi o „korzystną formułę cenową” o której bredził wicepremier Waldemar Pawlak podczas pamiętnych gazowych negocjacji.

Efekt jest taki, że bardziej opłaca się nam odkupywać rosyjski gaz od Niemców. Nasi zachodni partnerzy sprowadzają surowiec z Rosji po tak korzystnych cenach, że nawet po doliczeniu marży ten niby-niemiecki gaz jest i tak o ok. 15% tańszy niż ten sam gaz kupowany bezpośrednio od Rosjan! Zresztą, w założeniu sprowadzanie gazu za pomocą rewersu wirtualnego miało być elementem nacisku na Gazprom, by w końcu obniżył nam stawki, tak jak uczynił to wobec zachodnich kontrahentów.

III. Dziwna niemożność

Po raz kolejny daje o sobie znać brak dywersyfikacji dostaw i oddanie de facto w rosyjskie ręce jamalskiej magistrali. I tu muszę przypomnieć o tzw. gazociągu słubickim, o którym pisałem w notce „Zapomniany gazociąg”. W skrócie: chodzi o gazociąg wybudowany w 2001 roku przez niemiecki koncern EWE, przebiegający pod Odrą w rejonie Słubic i zaopatrujący w gaz kilkadziesiąt gmin w woj. lubuskim. Niemcy do 2009 roku wybudowali ok. 1200 km gazociągów i oferowali Polsce możliwość sprzedaży do 2 mld m3 gazu rocznie. Do pełni szczęścia brakowało wybudowania 30 – 40 km rurociągu, który podłączyłby infrastrukturę niemieckiego koncernu do polskiej sieci przesyłowej. W ten sposób podpięlibyśmy się do europejskiego systemu przesyłowego z ominięciem „jamalu” i moglibyśmy dziś sprowadzać tańszy gaz z kierunku zachodniego bez zawracania sobie głowy różnymi „rewersami” i stawkami za wejście do rosyjskiej rury.

Niestety, mimo opracowania w 2004 roku studium wykonalności projektu i uzyskania pozwoleń na budowę, sprawa rozbiła się o postawę państwowego monopolisty, czyli spółki Gaz-System, zawiadującej polskimi gazociągami, która nie wyraziła zgody na podłączenie magistrali słubickiej do swojej sieci. Byłaby to oczywiście zaledwie namiastka dywersyfikacji, ale w naszej sytuacji nawet to byłoby nie do pogardzenia i dawało jakąś kartę przetargową wobec Gazpromu.

Tymczasem mamy niekorzystną umowę obowiązującą do 2022 roku, budowa gazoportu w Świnoujściu się ślimaczy, nie mówiąc już o Nord Streamie spłycającym tor podejściowy do portu, gaz łupkowy to melodia przyszłości i to niepewnej, zważywszy na antyłupkowy lobbing oraz dziwne machloje wokół koncesji, zaś Gazprom funduje stypendia dla doktorantów UW, werbując świeży narybek dla swej i tak potężnej agentury wpływu.

Partia Gazpromu w Polsce działa w ukryciu ale pełną parą. Przejawy jej aktywności można od czasu do czasu zaobserwować przy takich okazjach jak negocjacje gazowe, czy opisywana tu decyzja Urzędu Regulacji Energetyki. Jednak najlepszym dowodem na jej wszechobecność jest permanentny bezwład i niemożność naszego kraju we wszystkich inicjatywach, które mogłyby zagrozić interesom rosyjskiego giganta pełniącego funkcję czołowej broni w imperialnym arsenale Kremla.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: Niepoprawne RadioPL

czwartek, 5 maja 2011

Hodowla agentury wpływu – post scriptum


Czego możemy się spodziewać po stypendystach Gazpromu na podstawie tekstu Jarosława Ćwiek-Karpowicza – krótka analiza.



I. A ja znowu o hodowli...


W zasadzie, po napisaniu tekstu „Kłamstwa Aleksandra Miedwiediewa”, będącego swoistą kontynuacją „Hodowli agentury wpływu” (cz.1 i 2 TU i TU) miałem dać sobie spokój z tematem gazpromowskich stypendiów dla doktorantów Uniwersytetu Warszawskiego (bo cóż tu więcej można dodać) – ale nie dawał mi spokoju tekst opublikowany jakiś miesiąc temu na łamach „Rzeczpospolitej”, będący pokłosiem polemiki między publicystą Arturem Bazakiem (wskazującym na zagrożenia płynące ze stypendialnej współpracy z Gazpromem), a Aleksandrem Miedwiediewem, wiceprezesem rosyjskiego molocha, broniącym dość rozpaczliwie tej nieszczęsnej kooperacji.


Artykuł o którym mowa nosi tytuł „Gazprom walczy o wizerunek”, a jego autorem jest Jarosław Ćwiek-Karpowicz - z notki pod tekstem można się dowiedzieć m.in. iż „(...) jest absolwentem politologii i socjologii na Uniwersytecie Warszawskim. W czasie studiów był na rocznym stypendium w Moskwie. (wytł. moje - GG) Obecnie pracuje jako analityk w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych (...)”.


II. Analityczna analiza pana analityka.


Generalną tezę obecnego analityka PISM można sprowadzić do stwierdzenia, że program stypendialny jest tylko niewinnym chwytem „pijarowym” obliczonym na poprawę wizerunku rosyjskiej firmy – wszak w Niemczech Gazprom sponsoruje wiele inicjatyw naukowych, kulturalnych i sportowych (w tym klub FC Schalke04). Problem w tym, że autor nie chce zauważyć, iż owa pijarowska działalność sponsoringowa ma na celu jedynie odwrócenie uwagi, „przykrycie” korupcjogennej działalności koncernu, czego najbardziej spektakularnym przykładem jest posada w Nord Streamie dla niemieckiego eks-kanclerza Gerharda Schroedera, ostatnio zaś – przekupienie ekologów z Meklemburgii sfinansowaną przez tenże Nord Stream fundacją. Nasuwające się pytanie, jak owa aktywność Gazpromu przekłada się na ponadstandardową (mówiąc delikatnie) przychylność jaką cieszy się ta firma u naszych zachodnich sąsiadów, nie zostaje nawet zadane, nie wspominając już o udzieleniu odpowiedzi.


Autor kilkukrotnie podkreśla legalność działalności rosyjskiego monopolisty – i znów, jakby uporczywie nie chciał dostrzec, że poszczególne przedsięwzięcia mogą być w stu procentach zgodne z prawem, a jednocześnie działać na niekorzyść polskiej racji stanu, którą jest uzyskanie suwerennej pozycji w relacjach z rosyjskim gigantem, a nie dodatkowe „zacieśnianie stosunków”.


Pod koniec tekstu pada paradne stwierdzenie, iż „trudno byłoby znaleźć formalny powód odmowy współpracy ze strony polskiej uczelni”. To potrzebny jest jakiś formalny powód? Wiadomo że Gazprom objeżdżał ze swą stypendialną propozycją niczym komiwojażer większość ważniejszych ośrodków uniwersyteckich w kraju – władzom np. Uniwersytetu Jagiellońskiego żaden formalny powód do odmowy nie był potrzebny. Formalny powód nużny był jedynie Uniwersytetowi Warszawskiemu i proszę – biedacy takowego powodu nie znaleźli...


Dalej jest o przejrzystości zasad, o tym że dzięki programowi stypendialnemu rosną nakłady na naukę, że stypendyści będą mieli bezpośredni dostęp do przedmiotu swych badań, zaś w przyszłości skorzysta na tym „nie tylko polska nauka, ale również biznes i administracja państwowa”. Taak, na panu Ćwiek-Karpowiczu, byłym moskiewskim stypendyście, polska administracja państwowa skorzystała wręcz niemożebnie...


Tu zróbmy przerwę, by stłumić rozpaczliwy chichot, po czym podnieśmy dwa paluszki i zapytajmy pana analityka: czy jest jakikolwiek kraj z postsowieckiej strefy wpływów, który skorzystał - naukowo, biznesowo, administracyjnie – jakkolwiek, na gazpromowskiej współpracy? Bo póki co, dowiadujemy się z Wiki Leaks o brutalnym szantażu energetycznym zastosowanym wobec Bułgarii, gdy ta chciała nieco poluzować obrożę, m.in. próbując zachować dystans wobec projektu South Stream.


III. Świeża krew dla „Partii Gazpromu”.


Przypominam ten artykuł sprzed miesiąca, bo pokazuje on jak w soczewce retorykę i sposób argumentacji z jakimi zapewne spotkamy się przy okazji przyszłych publicznych wystąpień warszawskich stypendystów – gdy już odbędą swe praktyki w Gazpromie, obronią swoje doktoraty i staną się błyskotliwymi naukowcami, analitykami, członkami think-tanków, ekspertami przy strukturach rządowych, słowem – wejdą w skład szeroko rozumianego intelektualnego zaplecza polskiego państwa. Wszak pan Ćwiek-Karpowicz jest, podkreślę raz jeszcze, analitykiem w państwowej instytucji jaką jest Polski Instytut Spraw Międzynarodowych, do zadań którego należy m.in. przygotowywanie prognoz i ekspertyz dla najwyższych organów władzy, czy szkolenie w ramach Akademii Dyplomatycznej kadr dla MSZ.


Ilu jeszcze siedzi tam podobnych „analityków”? Sądząc z naszej obecnej polityki wobec Rosji i jej gospodarczo-surowcowego oręża jakim jest Gazprom – wielu. Zbyt wielu.


W pierwszej części postu wytłuściłem informację, iż pan Ćwiek-Karpowicz, którego analityczne mądrości właśnie pokrótce wypunktowałem, podczas studiów przebywał na rocznym stypendium w Moskwie. Nie twierdzę, że jest świadomym rosyjskim agentem wpływu – nie mam takiej wiedzy. Twierdzę natomiast, że pisze tak, jakby takowym agentem był – jeśli nawet nie doszło do werbunku, to ten stypendialny roczek wystarczył, aby pan analityk „w temacie” Rosji i Gazpromu nabawił się swoistej „ślepej plamki” nie pozwalającej dostrzec oczywistych zagrożeń nie tylko dla Polski, ale i dla całej Europy Środkowo-Wschodniej.


Przyglądajmy się stypendystom. Tym bardziej, że poprzez udział EuRoPolGazu nasze państwo (konkretnie - PGNiG) finansuje w ¼ ich gazpromowskie obrazowanije. Nie zarzucam doktorantom a priori złych intencji, niemniej, przystępując do programu stają się naturalnymi kandydatami na nowe pokolenie - „świeżą krew” - dla rozsianej po byłych demoludach „partii Gazpromu”, działającej na rzecz przekształcenia naszego regionu w coś na kształt surowcowego neo-RWPG. Pierwsza dwójka, wyłoniona w marcu tego roku, to: Wioletta Mela (Wydział Lingwistyki Stosowanej) i Konrad Dynkiewicz (Wydział Dziennikarstwa i Nauk Politycznych).


Zapamiętajmy te nazwiska i wszystkie następne, gdy wkrótce jako „apolityczni fachowcy” będą próbowali urabiać nas analitycznymi mądrościami w stylu pana Jarosława Ćwiek-Karpowicza.


Gadający Grzyb

środa, 23 marca 2011

Kłamstwa Aleksandra Miedwiediewa


...czyli „Hodowla agentury wpływu III”.



I. Pan prezes polemizuje.


Na stronach „Rzeczpospolitej” ukazał się artykuł Aleksandra Miedwiediewa, wiceprezesa Gazpromu i dyrektora generalnego przedsiębiorstwa Gazprom Export, które wspólnie z Europol Gazem (gdzie Miedwiediew jest z kolei przewodniczącym Rady Nadzorczej) są fundatorami programu stypendialnego dla doktorantów z Uniwersytetu Warszawskiego. Tekst ten, pod znamiennym tytułem „Nie szkolimy rosyjskich agentów” jest polemiką z wcześniejszym artykułem Artura Bazaka „Doktoranci pułkownika Putina”, w którym autor przeanalizował najróżniejsze aspekty umowy stypendialnej podpisanej przez warszawską uczelnię.


Przypomnę, że umowa ta przewiduje „finansowanie badań naukowych dotyczących zagadnień stosunków międzynarodowych, w szczególności współpracy polsko-rosyjskiej w dziedzinie biznesu, zarządzania, ochrony środowiska i gospodarki energetycznej itp.” (§ 1 p.3 Regulaminu programu). Ponieważ i ja zajmowałem się wzmiankowanym stypendium w dwóch tekstach cyklu „Hodowla agentury wpływu” (szczegóły – TU i TU), pozwolę sobie odnieść się do polemiki rosyjskiego dostojnika, jest ona bowiem dość charakterystyczną ściemą, rojącą się od kłamstw, półprawd, przemilczeń i manipulacji.


II. Niedźwiedzia propaganda.


a) Reductio ad absurdum.


Już na początku Miedwiediew (albo pijarowiec, który mu tekst napisał) stosuje mało wyszukany chwyt erystyczny, nazwijmy go „reductio ad Bondum”, mający ośmieszyć wątpiących w szczerość intencji Gazpromu („Uważam za stosowne wyjaśnić sprawę tak, aby czytelnicy omyłkowo nie utożsamili uniwersyteckiego kampusu z planem nowego filmu o Jamesie Bondzie.”) W ten sposób absurdalizuje fundamentalny zarzut, że stypendium będzie służyć werbowaniu agentury wpływu i więcej już do tej niewygodnej sprawy nie wraca. Tak na marginesie – pobrzmiewa tu ton typowy dla naszych „elit”, które przez 20 lat III RP w podobnym stylu, bez próby merytorycznej polemiki wyśmiewały „oszołomów i „spiskomaniaków”. Widać piętno tej samej sowieckiej szkoły.


b) Wolność badań po rosyjsku.


Dalej pan Aleksander zapewnia gorliwie o niezależności programu stypendialnego. Nie wspomina jednak, że UW będzie składał fundatorom raport z dokonań doktorantów na gazpromowym wikcie, oraz że Gazprom kusi stypendystów możliwością praktyk i zatrudnienia. Czyli – pisz co chcesz, ale jeśli chcesz mieć widoki na posadę i karierę... Dodatkowo, warto przypomnieć, że Gazprom oferował stypendia kilku polskim uczelniom. Odmówiły m.in. Uniwersytet Jagielloński i Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu. Zgodził się tylko „carski” Uniwersytet Warszawski.


c) Gazowe dobrodziejstwa.


Szczytem bezczelności jest przedstawianie jako dowodu na dążenie do poprawy relacji polsko-rosyjskich... ubiegłorocznego kontraktu gazowego, który ma być „korzystny dla obu stron”. Przypomnę, że do negocjacji w trybie awaryjnym wmieszała się Komisja Europejska obawiając się totalnej dominacji Rosji na naszym rynku, a i tak zostaliśmy zapchani po gardło rosyjskim gazem (maks. 11 mld m3 rocznie) sprzedawanym Polsce w wymiarze rocznym o ok. pół miliarda dolarów drożej niż przeciętnie krajom zachodnim. To już nie jest półprawda – to ordynarne kłamstwo obliczone na niewiedzę czytelników.


d) Apolityczna polityczność.


Następnym punktem na mapie manipulacji Miedwiediewa jest przedstawienie Gazpromu jako normalnej giełdowej firmy, której charakter (w tym udział państwa) nie różni się od charakteru analogicznych przedsiębiorstw państw zachodnich. Niedowiarkom (konkretnie – Bazakowi) autor zarzuca „utrwalanie zimnowojennych stereotypów”. I znów – ani słowa o opanowaniu Gazpromu przez towarzyszy „siłowików” z Łubianki; ani słowa o tym, że gra surowcami wpisana jest jako immanentny i główny składnik w strategię Rosji dążącej do odzyskania postsowieckiej strefy wpływów i „przywiązania” do siebie państw Zachodu (pisałem o tym w notce „Nowa Zimna Wojna”). Wreszcie, Aleksander Miedwiediew milczy o „autorze” surowcowej strategii – czyli samym Władimirze Putinie, który napisał (najprawdopodobniej zresztą splagiatowany) doktorat w którym postulował wzmocnienie pozycji Rosji dzięki częściowej nacjonalizacji branży surowcowo-energetycznej i użyciu jej w charakterze narzędzia neoimperialnej polityki Kremla.


Co ciekawe, Miedwiediew jednym tchem zapewnia nas o apolitycznym i czysto biznesowym charakterze Gazpromu, podczas gdy w tym samym tekście pisze wprost o wkładzie firmy w poprawę polsko-rosyjskich relacji i przełamanie zimnowojennych stereotypów, a więc o stricte politycznej roli zarządzanego przez siebie przedsiębiorstwa. Już tylko ta fundamentalna sprzeczność w krótkim przecież tekście obnaża kruchutkie podstawy „niedźwiedziej” propagandy, którą rosyjski dostojnik raczy publiczność.


e) Korupcja? U nas?? Tylko szeroka współpraca...


No nic, jedźmy dalej. W ostatniej części artykułu zostają wymienione firmy partycypujące w projekcie Nord Stream, jednak szef Gazprom Eksport skromnie przemilcza, że to Rosja i Gazprom były i są spiritus movens całego przedsięwzięcia, z małpią złośliwością spłycając gazociągiem północny tor podejściowy do Świnoujścia (gdzie powstaje gazoport) i blokując tym samym możliwość zawijania do portu największych statków.


Casus Schroedera, jego posadki w Nord Stream’ie i zarzut korumpowania zachodnich polityków Miedwiediew „zbija” przykładem Joschki Fischera zaangażowanego przy Nabucco, a poza tym, przecież na całym świecie byli politycy angażują się w biznesowe doradztwo... Tradycyjnie – prawda, ale nie cala. Po pierwsze – Nabucco to póki co projekt mocno wirtualny zaś rura bałtycka finiszuje z realizacją; po drugie – Nabucco jest europejską inwestycją, więc Joschka Fischer działa niejako na rzecz europejskiego bezpieczeństwa energetycznego (a nie, jak Schroeder, na korzyść rywala); po trzecie – tak ostentacyjne wynagrodzenie niemieckiego eks-kanclerza za „przychylność” jest jednak czymś niebywałym w naszym kręgu cywilizacyjnym.


f) O dalsze umacnianie sojuszu...


No i na koniec pada deklaracja, że „Gazprom nadal będzie współpracował z tymi, którzy są gotowi odrzucić przestarzały paradygmat zimnej wojny”. Dalej zaś czytamy, iż „pierwsi polscy doktoranci wniosą cenny wkład w pogłębianie stosunków między Rosją a Polską w najbliższych miesiącach”. Czyli, mamy wyłożone już wprost, bez owijania w bawełnę polityczne intencje przyświecające programowi stypendialnemu, podjeżdżające retoryką z czasów umacniania sojuszu z bratnim Związkiem Radzieckim. Powyższy cytat jest niemal otwartą deklaracją, że Gazprom i Rosja pragną wyhodować sobie nad Wisłą grono przyjaznych ekspertów młodego pokolenia, czyli kogo? Ano, agentów wpływu właśnie, inaczej nazwać tego nie sposób. Szczerość zapewne mimowolna, ale jakże cenna...


III. Do kogo ta mowa, czyli podręczny zestaw agitatora.


Podsumowując, warto zadać sobie pytanie jaki cel przyświecał Aleksandrowi Miedwiediewowi, czyli innymi słowy – do kogo ta mowa? Owszem, artykuł Bazaka odbił się pewnym echem na rosyjskich portalach, ale w Polsce – znacznie mniejszym, nie wywołał medialnej zawieruchy a stypendiami dla warszawskich doktorantów mało kto się interesuje. Dlatego sformułuję tu hipotezę, że tekst Miedwiediewa jest tak naprawdę nie tyle polemiką, ile przesłaniem do partii Gazpromu w Polsce. Podany w nim został zestaw pro-gazpromowskich „argumentów”, którymi mają się posługiwać zapraszani do mediodajni rzecznicy „ocieplenia” i „otwarcia” na gospodarcze relacje z Rosją - zarówno ci uchodzący za ekspertów w typie np. Tadeusza Iwińskiego, jak i „pożyteczni idioci” - różni "olbrychscy" tego świata.


A że argumenty cieniutkie i łatwe do obalenia? Że ocierają się o toporną propagandę? Nieważne, monopol opinii, szczególnie w dominujących mediach, sprawi że szerokiej rzeszy odbiorców wydadzą się słuszne i bezalternatywne. Dlatego artykuł Miedwiediewa warto sobie zachować choćby po to, by sprawdzać kto z publicystów, ekspertów i polityków będzie w najbliższym czasie posługiwał się zasuflowanym w omówionej publikacji podręcznym „zestawem agitatora”.


Gadający Grzyb

wtorek, 8 lutego 2011

Hodowla agentury wpływu II


Naukowy przyczółek partii Gazpromu w Polsce inauguruje działalność.



I. Werbunek rozpoczęty!


Jak donosi piórem Artura Bazaka portal wPolityce.pl, na Uniwersytecie Warszawskim rozpoczęła się pierwsza tura naboru na przyszłych rosyjskich agentów wpływu, mających docelowo funkcjonować w charakterze ekspertów w polskiej branży surowcowo - energetycznej.


Chodzi, rzecz jasna, o umowę stypendialną dla doktorantów zawartą w maju 2010 roku między UW a przedsiębiorstwami Gazprom Export i Europol Gaz. Z tej okazji uczelnię odwiedził wówczas nie byle kto, bo sam wice-szef Gazpromu i zarazem przewodniczący Rady Nadzorczej Europol Gazu, Aleksander Miedwiediew. Program stypendialny przewiduje „finansowanie badań naukowych dotyczących zagadnień stosunków międzynarodowych, w szczególności współpracy polsko-rosyjskiej w dziedzinie biznesu, zarządzania, ochrony środowiska i gospodarki energetycznej itp.” (§ 1 p.3 Regulaminu) Łączna kwota wyłożona na projekt wynosi 432 tys. złotych. W każdej edycji wyłanianych będzie dwóch stypendystów (w ostatniej – trzech), którzy przez okres dwóch lat będą otrzymywali miesięcznie 2.000 zł (zwolnionych od podatku dochodowego). Jak łatwo wyliczyć, na stypendium załapie się łącznie 9 doktorantów w czterech edycjach.


Umowa została podpisana mimo studenckich protestów 19.05.2010, czyli w apogeum manii „ocieplenia” i „pojednania” po smoleńskiej tragedii, kiedy to rozanielone autorytety wzywały do palenia świeczek krasnoarmijcom. Najwyraźniej, wyczuwszy wiatr historii tudzież „mądrość etapu”, władze UW przypomniały sobie skąd wyrastają im nogi i postanowiły spłacić dług wdzięczności wobec ojczyzny fundatora – cara Aleksandra I.


II. Czekistowskie neo-RWPG.


W swej notce „Hodowla agentury wpływu” opublikowanej po podpisaniu majowej umowy, opisywałem zagrożenia związane ze stypendialnym kontraktem. Teraz, przy okazji rozpoczęcia procedury werbunkowej, wypada je choćby skrótowo powtórzyć.


Po pierwsze. Gazprom jest podstawowym narzędziem neoimperialnej polityki Kremla, zmierzającej do odzyskania politycznych wpływów w obszarze postsowieckim m.in. poprzez uzależnienie krajów regionu od dostaw rosyjskich surowców.


Po drugie. W rosyjskiej strategii surowce są wprost określone jako narzędzie polityki zagranicznej Kremla. Co więcej, Władimir Putin w 1997 roku obronił doktorat (najprawdopodobniej zresztą splagiatowany), w którym opisywał koncepcję wzmocnienia strategicznej roli Rosji dzięki zasobom ropy i gazu.


Po trzecie. Na całym świecie normą jest współpraca między placówkami naukowymi a biznesem – z korzyścią dla obu stron, tyle że Gazprom to nie jest normalna firma. To przedsiębiorstwo pozostające pod całkowitą kontrolą ludzi z sowieckich i post-sowieckich specsłużb. Część analityków twierdzi wręcz, że to nie Rosja ma Gazprom i służby, tylko służby i Gazprom mają Rosję. Czy władze UW tego nie wiedzą?


Po czwarte. Mając na uwadze powyższe, zasadne jest domniemanie, że w ten sposób, niewielkim w sumie kosztem (48 tys. zł na jednego stypendystę) Rosja hoduje sobie grono przyjaznych ekspertów z młodej, nie obciążonej PRL-owskimi uwikłaniami generacji. Kreml, jeśli ma w tym interes, potrafi odpłacić wdzięcznością za wdzięczność. Jak napisał Artur Bazak, pozostaje nam uważne śledzenie dalszych karier beneficjentów gazpromowskiej inwestycji w polsko-rosyjską współpracę naukową. Naiwnością bowiem byłoby sądzić, że towarzysze czekiści nie podejmą wszelkich możliwych starań, by zasilić świeżą krwią i mózgami partię Gazpromu w Polsce.


Po piąte. Kiedy za jakiś czas młody dynamiczny specjalista będzie udowadniał ze swadą nieopłacalność gazoportu, kiedy któryś z polityków powoła się na naukowe analizy dowodzące ekonomicznej niezasadności, bądź ekologicznych zagrożeń związanych z wydobyciem gazu łupkowego, wówczas pierwszym pytaniem powinno być, czy jajogłowy stojący za taką analizą nie był aby szczęśliwym stypendystą, działającym obecnie na odcinku surowcowo-energetycznego neo-RWPG.


***


Jeszcze ciekawy szczegół: otóż całą tę imprezę finansuje w połowie Europol Gaz - przedsiębiorstwo zawiadujące polskim odcinkiem gazociągu jamalskiego, którego 50% udziałów należy do polskiej, państwowej firmy PGNiG. Czyli, wychodzi na to, że przynajmniej częściowo szkolimy rosyjskich agentów za własne pieniądze. Słów brakuje.


III. Pecunia non olet.


Warto nadmienić, że Uniwersytet Jagielloński też otrzymał od Gazpromu podobną propozycję, którą jednak odrzucił. Odmówił przyłożenia ręki do budowy neo-RWPG. Uniwersytet Warszawski takich obiekcji nie miał. Pecunia non olet. Pytanie, czy za przyjęciem stypendialnej oferty Gazpromu stały tylko pieniądze i chęć wpisania się w lansowany przez reżimowo-opiniotwórcze elity klimat polsko-rosyjskiego „pojednania”, czy coś więcej. Pamiętajmy, że środowisko akademickie nie przeszło nawet szczątkowej lustracji, a na każdą wzmiankę o takiej możliwości reaguje histerią dalece wykraczającą poza względy ochrony autonomii uczelni, czy polityczne antypatie.


Zakończę tak, jak zakończyłem notkę z maja ubiegłego roku. „Tuszę, iż listę przyszłych stypendystów z Gazpromowej łaski Uniwersytet Warszawski zamieści na swojej stronie internetowej.


W końcu – czegóż tu się wstydzić?


Nieprawdaż?”


Gadający Grzyb


P.S. Odcinek „Trzeciego punktu widzenia”, gdzie m.in. poruszony został problem gazpromowskich stypendiów: http://www.tvp.pl/kultura/magazyny-kulturalne/trzeci-punkt-widzenia/wideo/06062010/1807214



Pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl