Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dywersyfikacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dywersyfikacja. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 lipca 2011

Euro-koalicja przeciw polskim łupkom II


Polskie łupki nie są na rękę nikomu z wielkich rozgrywających – Rosji, Niemcom, euro-decydentom, lobby „ekologicznemu”...



I. Kasandryczny realizm.


W majowej notce „Euro-koalicja przeciw polskim łupkom” napisałem, iż „można się spodziewać, że Niemcy i Francja będą za jakiś czas próbowały przeforsować na forum unijnym (arcywygodne narzędzie!) rozwiązania uniemożliwiające eksploatację złóż gazu łupkowego.”


Tak też się stało, oczywiście. Piszę „oczywiście”, ponieważ jakoś tak się składa, że chyba w każdym moim tekście dotykającym szeroko rozumianych kwestii surowcowo-energetycznych formułuję czarne hipotezy odnośnie przyszłości naszego kraju i do każdej takiej notki prędzej czy później muszę dopisywać kontynuację w której opisuję, jak to te złowrogie przepowiednie realizują się na naszych oczach. Nie inaczej jest i tym razem.


Rzecz jasna, żadna w tym moja zasługa. Każdy, kto obserwuje bezradność naszego nie-rządu w tej materii, może w ciemno typować jak tym razem ograją nas ci, którym nie na rękę jest osiągnięcie przez Polskę surowcowo-energetycznej niezależności, ba - pozycji liczącego się eksportera, co automatycznie wiązałoby się z istotnym wzrostem naszego znaczenia na arenie międzynarodowej.


II. Francuski Lepper kontra Donald Tusk (Premier, zresztą).


Na początek opowiem o groteskowym harcowniku. Oto pewien „Francuz mowny” - Jose Bove (taki francuski Lepper, tylko bardziej „kulturny”) z frakcji Zielonych i wiceszef Komisji Rolnictwa w Parlamencie Europejskim podczas wizyty w Polsce przekazał 16 czerwca na ręce Donalda Tuska list spłodzony ponoć wspólnie z mieszkańcami gminy Grabowiec koło Zamościa z prośbą o interwencję w sprawie dokonujących się tam próbnych odwiertów. Nie wiem, jak tam pan Bove ów list spisywał wspólnie z mieszkańcami, w każdym razie stoi w nim, że w domach popękały ściany a woda w studniach zmętniała i przybrała kolor brązowy.


Na szczęście, nie ma wzmianek o tym czy kury przestały się nieść a krowom mleko warzy się w wymionach, ale domyślam się, że miejscowi wyczuwszy możliwość jakichś odszkodowań pokazali panu Bove wszystkie rysy na ścianach budynków gospodarskich, jakie tylko dało się znaleźć i dyskretnie przemilczeli w obecności pana Zielonego, że ich szamba nie mają wymurowanego dna, tak by część nieczystości wsiąkła w ziemię i można było oszczędzić na wywózce nieczystości, co może tłumaczyć kolorek studziennej wody.


Pan Bove oczywiście zaapelował do Premiera (Donalda Tuska, zresztą) o rezygnację z pozyskiwania gazu łupkowego metodą szczelinowania hydraulicznego, co w praktyce oznacza rezygnację z pozyskiwania tego gazu w ogóle i jest idealnie zbieżne z uchwaloną przez francuski parlament ustawą zabraniającą szczelinowania hydraulicznego nad Sekwaną. Odnotować warto, że ustawa przeszła pod naciskiem dość egzotycznej koalicji – mianowicie, lobby atomowe dogadało się tu z Zielonymi. Ot, porozumienie ponad podziałami!


Z zawodu pan Bove jest rolniczym związkowcem i „alterglobalistą” z licznymi zadymami na koncie, czyli notorycznym eko-lewakiem, a kto zna uwikłania tego typu ruchów sięgające czasów Zimnej Wojny, ten bez trudu dośpiewa sobie resztę.


Przy okazji – Donald Tusk (Premier Rządu RP, zresztą), wyznał podczas spotkania, iż  to ho, ho i jeszcze trochę. Jak wi„osobiście” jest przeciwny GMO i gdyby to od niego zależało...adomo, niedawno GMO zostało w naszym Sejmie przegłosowane głosami m.in. rządzącej Platformy Obywatelskiej, której przewodniczącym jest Donald Tusk (Premier, zresztą), co rzuca niejakie światło na realny zakres jego władzy, ale to taka dygresja na marginesie.


III. Raport Ludwik-Bölkow Systemtechnik.


Przejdźmy jednak do spraw poważniejszych. Komisja ds. Środowiska, Zdrowia Publicznego oraz Bezpieczeństwa Żywnościowego Parlamentu Europejskiego zamówiła raport na temat wpływu wydobycia gazu łupkowego na środowisko i zdrowie obywateli. Charakterystyczne są przy tej okazji dwie sprawy:


Po pierwsze. Unia uznała za stosowne zająć się tym tematem dopiero, gdy odkryte zostały zasoby gazu niekonwencjonalnego w Polsce na skalę mogącą wywrócić „gazowy stolik”, czyli dotychczasowe status quo i zakwestionować ekonomiczny sens zacieśniania więzi z Rosją i jej geopolitycznym narzędziem, jakim jest Gazprom. Odsyłam tu do notki opisującej książkę „Nowa Zimna Wojna” Edwarda Lucasa (a jeszcze lepiej – przeczytajcie książkę). Najwięcej od czasów Gerharda Schroedera zainwestowały w tę współpracę Niemcy, czego ukoronowaniem jest wybudowany za koszmarne pieniądze, ale za to omijający „kondominium” Gazociąg Północny. Przyblokowanie kompleksu portowego Szczecin-Świnoujście wraz z powstającym gazoportem jest w tej operacji wisienką na torcie.


Po drugie. Sporządzenie raportu powierzono niemieckiej instytucji Ludwik-Bölkow Systemtechnik, komercyjnej firmie konsultingowej specjalizującej się w energii odnawialnej, a więc naturalnemu konkurentowi „kopalnych” źródeł energii – wciąż tańszych i bardziej wydajnych od najwymyślniejszych nawet „wiatraków”. Raport jest oczywiście miażdżący dla „łupków”, zgodnie z oczekiwaniami zamawiających, przy czym – jak alarmuje Konrad Szymański, europoseł PiS - „raport jest jednostronny, a chwilami oparty na danych nieaktualnych w odniesieniu do technologii wykorzystywanych dziś w dziedzinie wydobycia gazu łupkowego” (cyt. za wPolityce.pl).


IV. Matematyka interesów.


Teraz zastanówmy się. Tendencyjny raport Komisja PE zamówiła w niemieckiej instytucji żyjącej z doradztwa „pro-eko”. Niemcy zainwestowały we współpracę polityczno-gospodarczą z Rosją opartą na gazie, którego eksport jest podstawą rosyjskiej gospodarki i umacniania wpływów politycznych. Niemcy są głównym rozgrywającym w Unii Europejskiej. W tejże Unii silne jest lobby „ekologistów” (nie mylić z ekologami – ekologia to nauka, „ekologizm” to postępacka ideologia), sięgające swymi korzeniami do „pokolenia ‘68” i czasów agenturalnych uwikłań okresu Zimnej Wojny.


Do tego, uruchomienie na masową skalę w perspektywie kilkunastu lat wydobycia gazu łupkowego w Polsce podważa opłacalność Nord Streamu i podważa wpływy rosyjsko-gazpromowskie nie tylko w Polsce, ale również w całym regionie. Pod znakiem zapytania staje opłacalność importowania rosyjskiego gazu przez dotychczasowych odbiorców, a więc i podstawa stabilności ekonomicznej Rosji (bo gaz sprzedawany taniej Zachodowi, Rosja odbija sobie droższymi cenami dla Polski i innych krajów regionu).


Jest się o co bić.


Ponadto, za energią odnawialną stoi wielka kasa – ale kasa „dotacyjna”, wydojona w taki czy inny sposób z kieszeni podatników i konsumentów. Mechanizm polega na symultanicznym wspieraniu energii „eko” poprzez dotacje, połączonym z wprowadzaniem regulacji mających podwyższyć koszta pozyskiwania tradycyjnych źródeł energii (ech, te „zmiany klimatyczne” i „liderowanie” w redukcji emisji CO2...). Unia Europejska zainwestowała grube miliardy „Deutsche-Euro” w to eko-badziewie, z którego suto żyją różne „biznesy” w rodzaju „Ludwik-Bölkow Systemtechnik”, grupy interesów, „aktywiści”.... I co, ten złoty układ dojenia ma paść przez jakieś polskie łupki?! O, niedoczekanie...


Jest się o co bić, powtarzam.


V. „Europeizacja polityki energetycznej”.


Gdyby się ktoś pytał, to sama Komisja Europejska wydała stosowne odgłosy przy okazji zamówienia własnego raportu w belgijskiej firmie prawniczej na okoliczność potencjalnej „luki prawnej” dotyczącej wydobywania gazu łupkowego. Marlene Holzner, rzeczniczka komisarza UE ds. energii Guenthera Oettingera powiedziała, że:


Po pierwsze: „wydobycie gazu łupkowego to nowa kwestia w UE i potrzebuje uważnego zbadania”.


Po drugie zaś: „KE ma w kwestii łupków ‘swoje poglądy’. - Na gaz łupkowy należy patrzeć nie tylko jako na nowe źródło energii, ale także na jego potencjalne skutki dla środowiska.”


Dodajmy, że komisarz UE ds. energii Guenther Oettinger, którego ustami jest pani Marlene Holzner, to ten sam, który obejmując stanowisko zapowiadał „europeizację polityki energetycznej”, co mylnie, jak się okazało, odczytano jako nacisk na „dywersyfikację dostaw energii, by zapewnić bezpieczeństwo energetyczne i zmniejszyć zależność UE od Rosji" (cyt. za wnp.pl).


O ile zakład, że zamówiona przez Komisję Europejską „ekspertyza prawna” będzie idealnie zgodna z raportem „Ludwik-Bölkow Systemtechnik” sprzęgniętego z „Wuppertal Institute for Climate, Environment and Energy?”


VI. Łupki nie na rękę...


Polskie łupki nie są na rękę nikomu z wielkich rozgrywających – Rosji, Niemcom, euro-decydentom, lobby „ekologicznemu”... Nie mam złudzeń co do tego, iż zamawiane na gwałtu-rety raporty posłużą Komisji Europejskiej jako wygodne alibi do wdrożenia „dyrektyw”, które podniosą koszta wydobycia „shale gas” do granicy opłacalności.


Chcecie gaz łupkowy? W porządku, tylko na naszych zasadach. Ekologicznych. Drogich. Ach, nie stać was? No nic, damy dotacje na wydobycie w skali „od-do”. Tylko wywalcie tych Amerykańców, uprzejmie prosimy. Co, nie macie technologii? Żaden problem – sprzedajcie PGNiG oraz koncesje takiemu jednemu sympatycznemu koncernowi, który ma technologie w sam raz odpowiadające euro-wymaganiom. Że co? Że koncern to misz-masz Gazpromu z udziałem godnych zaufania podmiotów ze wszystkich planet wszechświata? No, znów wyłazi ta wasza polska, prowincjonalna ksenofobia. Wstydzilibyście się, doprawdy...


Gadający Grzyb

środa, 13 kwietnia 2011

Polskie „łupki” dla Gazpromu?


Czy będziemy ćpali ruski gaz wydobywany na polskim terytorium?



 


I. „Ekologiści” kontra łupki z rosyjskimi służbami w tle.


Nie tak dawno w notce „Ekologiści a Nord Stream”, przy okazji opisywania jurgieltu w wysokości dziesięciu milionów eurorubelków, którym to jurgieltem Gazprom zaspokoił niemieckich „ekologów”, wyraziłem przypuszczenie, że niedługo ci sami „ekolodzy” (a właściwie: „ekologiści”, bo ekologia to nauka, zaś ekologizm to ideologia) przybędą wkrótce do Polski, by protestować przeciw budowie gazoportu, lub eksploatacji polskich złóż gazu łupkowego. Kilka dni później zajrzałem na portal „wPolityce.pl” i cóż widzę? Ano widzę fejsbukową wypowiedź Jarosława Gowina, który zawiadamia, że:



18 kwietnia do Warszawy zjeżdżają się zieloni z całej Europy, by protestować przeciw wydobyciu gazu łupkowego w Polsce. Gazprom przystępuje do ofensywy. Nieprzypadkowo też najwięcej zielonych wybiera się do nas z Niemiec. Jeśli zaczniemy wydobywać gaz, Nordstream straci ekonomiczny sens. Rozpoczyna się największa polska wojna w czasach pokoju...” (wytłuszczenia moje – GG)



Z powyższym koresponduje informacja własna portalu, który powołując się na swojego informatora donosi, że ponad 50% koncesji wydanych przez Ministerstwo Ochrony Środowiska na eksploatację złóż gazu łupkowego trafiło w ręce firm powiązanych z rosyjskimi służbami i rosyjską mafią (co na jedno wychodzi, gdyż służby roztaczają nad mafią swoją „kryszę” - ot, symbioza taka).


II. Rosyjskie „fortepiany”.


Zakładam, że informacja ta jest prawdziwa (bo znając podatność rządu PO – PSL na rosyjską presję energetyczną, nie ma powodu by wątpić). Oznacza to, iż wydobycie gazu łupkowego mogącego nam potencjalnie przynieść suwerenność energetyczną na pokolenia, będzie napotykać w najbliższych latach na coraz to nowe „nieprzezwyciężone trudności”. Rosja bowiem gra tu na wielu fortepianach, by obronić swą pozycję surowcowego hegemona, zaś między anty-łupkowymi protestami sponsorowanych z Kremla „zielonych” a działalnością powiązanych z rosyjskimi służbami firm nie ma, wbrew pozorom, żadnej sprzeczności. Z tego bowiem co mi wiadomo, Gazprom, póki co, nie dysponuje technologiami i know-how umożliwiającymi wydobycie gazu niekonwencjonalnego.


III. Dwa warianty.


Jeżeli trafnie odczytuję sytuację, to służbowo-mafijne firmy skoncentrują się na zgromadzeniu odpowiedniej wiedzy na temat polskich złóż i położą na nich łapę po to, by uniemożliwić eksploatację. Gdyby nawet pozostałe koncesje przyznano przedsiębiorstwom nie powiązanym z Rosją, to i tak będzie to znaczyło, że - w optymistycznym wariancie - wydobycie ruszy w o połowę mniejszej skali.


W wariancie pesymistycznym natomiast Kreml, poprzez swą agenturę w polskim aparacie państwowym, będzie piętrzył przed zachodnimi inwestorami biurokratyczne bariery; PGNiG uporczywie nie będzie widziało „ekonomicznego sensu” w pozyskiwaniu gazu łupkowego, a dyplomacja rosyjska będzie lobbowała, by „zapadnyje” przedsiębiorstwa dały sobie spokój z wkraczaniem do nie swojej strefy wpływów.


Wszystko to będzie się odbywało przy nieustającym jazgocie zegnanych do Polski z całej Europy „ekologistów”, obliczonym na zdezorientowanie opinii publicznej i stworzenie wokół „łupków” nieprzyjaznej atmosfery, z którą będą musieli się liczyć tak politycy, jak i międzynarodowe konsorcja.


IV. Ruski gaz z polskich złóż?


Chyba, że Gazprom w pewnym momencie uzna, iż ma w Polsce na tyle mocną pozycję, by położyć lachę na rosyjską, strupieszałą infrastrukturę i zainwestować u nas w wydobycie, a towarzysze czekiści wykradną Amerykanom odpowiednie technologie, jak czynią to od dziesięcioleci. Wówczas posłuszne „centrali” zielone tałatajstwo zamilknie jak zaczarowane i ruszy gardłować na innych, słusznych na danym etapie, odcinkach.


A my, po staremu będziemy ćpali ruski gaz, którego wydobywcą, dystrybutorem i eksporterem będzie Gazprom. Ruski gaz wydobywany na polskim terytorium.


Gadający Grzyb

wtorek, 8 lutego 2011

Hodowla agentury wpływu II


Naukowy przyczółek partii Gazpromu w Polsce inauguruje działalność.



I. Werbunek rozpoczęty!


Jak donosi piórem Artura Bazaka portal wPolityce.pl, na Uniwersytecie Warszawskim rozpoczęła się pierwsza tura naboru na przyszłych rosyjskich agentów wpływu, mających docelowo funkcjonować w charakterze ekspertów w polskiej branży surowcowo - energetycznej.


Chodzi, rzecz jasna, o umowę stypendialną dla doktorantów zawartą w maju 2010 roku między UW a przedsiębiorstwami Gazprom Export i Europol Gaz. Z tej okazji uczelnię odwiedził wówczas nie byle kto, bo sam wice-szef Gazpromu i zarazem przewodniczący Rady Nadzorczej Europol Gazu, Aleksander Miedwiediew. Program stypendialny przewiduje „finansowanie badań naukowych dotyczących zagadnień stosunków międzynarodowych, w szczególności współpracy polsko-rosyjskiej w dziedzinie biznesu, zarządzania, ochrony środowiska i gospodarki energetycznej itp.” (§ 1 p.3 Regulaminu) Łączna kwota wyłożona na projekt wynosi 432 tys. złotych. W każdej edycji wyłanianych będzie dwóch stypendystów (w ostatniej – trzech), którzy przez okres dwóch lat będą otrzymywali miesięcznie 2.000 zł (zwolnionych od podatku dochodowego). Jak łatwo wyliczyć, na stypendium załapie się łącznie 9 doktorantów w czterech edycjach.


Umowa została podpisana mimo studenckich protestów 19.05.2010, czyli w apogeum manii „ocieplenia” i „pojednania” po smoleńskiej tragedii, kiedy to rozanielone autorytety wzywały do palenia świeczek krasnoarmijcom. Najwyraźniej, wyczuwszy wiatr historii tudzież „mądrość etapu”, władze UW przypomniały sobie skąd wyrastają im nogi i postanowiły spłacić dług wdzięczności wobec ojczyzny fundatora – cara Aleksandra I.


II. Czekistowskie neo-RWPG.


W swej notce „Hodowla agentury wpływu” opublikowanej po podpisaniu majowej umowy, opisywałem zagrożenia związane ze stypendialnym kontraktem. Teraz, przy okazji rozpoczęcia procedury werbunkowej, wypada je choćby skrótowo powtórzyć.


Po pierwsze. Gazprom jest podstawowym narzędziem neoimperialnej polityki Kremla, zmierzającej do odzyskania politycznych wpływów w obszarze postsowieckim m.in. poprzez uzależnienie krajów regionu od dostaw rosyjskich surowców.


Po drugie. W rosyjskiej strategii surowce są wprost określone jako narzędzie polityki zagranicznej Kremla. Co więcej, Władimir Putin w 1997 roku obronił doktorat (najprawdopodobniej zresztą splagiatowany), w którym opisywał koncepcję wzmocnienia strategicznej roli Rosji dzięki zasobom ropy i gazu.


Po trzecie. Na całym świecie normą jest współpraca między placówkami naukowymi a biznesem – z korzyścią dla obu stron, tyle że Gazprom to nie jest normalna firma. To przedsiębiorstwo pozostające pod całkowitą kontrolą ludzi z sowieckich i post-sowieckich specsłużb. Część analityków twierdzi wręcz, że to nie Rosja ma Gazprom i służby, tylko służby i Gazprom mają Rosję. Czy władze UW tego nie wiedzą?


Po czwarte. Mając na uwadze powyższe, zasadne jest domniemanie, że w ten sposób, niewielkim w sumie kosztem (48 tys. zł na jednego stypendystę) Rosja hoduje sobie grono przyjaznych ekspertów z młodej, nie obciążonej PRL-owskimi uwikłaniami generacji. Kreml, jeśli ma w tym interes, potrafi odpłacić wdzięcznością za wdzięczność. Jak napisał Artur Bazak, pozostaje nam uważne śledzenie dalszych karier beneficjentów gazpromowskiej inwestycji w polsko-rosyjską współpracę naukową. Naiwnością bowiem byłoby sądzić, że towarzysze czekiści nie podejmą wszelkich możliwych starań, by zasilić świeżą krwią i mózgami partię Gazpromu w Polsce.


Po piąte. Kiedy za jakiś czas młody dynamiczny specjalista będzie udowadniał ze swadą nieopłacalność gazoportu, kiedy któryś z polityków powoła się na naukowe analizy dowodzące ekonomicznej niezasadności, bądź ekologicznych zagrożeń związanych z wydobyciem gazu łupkowego, wówczas pierwszym pytaniem powinno być, czy jajogłowy stojący za taką analizą nie był aby szczęśliwym stypendystą, działającym obecnie na odcinku surowcowo-energetycznego neo-RWPG.


***


Jeszcze ciekawy szczegół: otóż całą tę imprezę finansuje w połowie Europol Gaz - przedsiębiorstwo zawiadujące polskim odcinkiem gazociągu jamalskiego, którego 50% udziałów należy do polskiej, państwowej firmy PGNiG. Czyli, wychodzi na to, że przynajmniej częściowo szkolimy rosyjskich agentów za własne pieniądze. Słów brakuje.


III. Pecunia non olet.


Warto nadmienić, że Uniwersytet Jagielloński też otrzymał od Gazpromu podobną propozycję, którą jednak odrzucił. Odmówił przyłożenia ręki do budowy neo-RWPG. Uniwersytet Warszawski takich obiekcji nie miał. Pecunia non olet. Pytanie, czy za przyjęciem stypendialnej oferty Gazpromu stały tylko pieniądze i chęć wpisania się w lansowany przez reżimowo-opiniotwórcze elity klimat polsko-rosyjskiego „pojednania”, czy coś więcej. Pamiętajmy, że środowisko akademickie nie przeszło nawet szczątkowej lustracji, a na każdą wzmiankę o takiej możliwości reaguje histerią dalece wykraczającą poza względy ochrony autonomii uczelni, czy polityczne antypatie.


Zakończę tak, jak zakończyłem notkę z maja ubiegłego roku. „Tuszę, iż listę przyszłych stypendystów z Gazpromowej łaski Uniwersytet Warszawski zamieści na swojej stronie internetowej.


W końcu – czegóż tu się wstydzić?


Nieprawdaż?”


Gadający Grzyb


P.S. Odcinek „Trzeciego punktu widzenia”, gdzie m.in. poruszony został problem gazpromowskich stypendiów: http://www.tvp.pl/kultura/magazyny-kulturalne/trzeci-punkt-widzenia/wideo/06062010/1807214



Pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

czwartek, 9 grudnia 2010

Po wizycie


O triumfie rosyjskiej partii w Polsce wszyscy się dowiemy. Gdy będzie już za późno. Jak zwykle.

I. Dysproporcja.


Przyglądam się składowi delegacji dobrodusznego Dziadka Mroza, który postanowił wraz ze swą Śnieżynką nawiedzić w same Mikołajki stolicę Priwislańskiego Kraju. Porównuję nazwiska z listą podpisanych umów i deklaracji. W skład delegacji weszli m.in. ministrowie: spraw zagranicznych – Siergiej Ławrow, energetyki – Siergiej Szmatko, transportu – Igor Lewitin, rozwoju gospodarczego - Elwira Nabiullina. Dalej: gubernator Obwodu Kaliningradzkiego Nikołaj Cukarow, szef Rosatomu – Siergiej Kirijenko. Do tego prezesi: Gazpromu – Aleksiej Miller, Łukoilu – Wagit Alekpierow, TNK-BP – Maksim Barski...

Z przebiegu wizyty wynikałoby, że cała ta czereda prominentnych mafiozów zjechała się tylko po to, by podpisać kilka drugorzędnych świstków. Spójrzmy: memorandum dotyczące współpracy prokuratur, deklaracja o współpracy gospodarczej, umowa dotycząca transportu morskiego... Coś przeoczyłem? Ach tak - „walkę z zanieczyszczeniami Bałtyku”, która to „walka” na dobrą sprawę powinna dotyczyć Rosji i Niemiec. Póki co bowiem, największym zagrożeniem dla Bałtyku jest Gazociąg Północny położony na pojemnikach z iperytem, tudzież innymi powojennymi świństwami.

Gołym okiem widać, że skład osobowy delegacji nijak się ma do oficjalnych efektów wizyty. Rażąca dysproporcja, której wiodące mediodajnie uprzejmie nie zauważają, by nie psuć „klimatu”.

II. Atomowy triumwirat.

Przypomina mi się historia z podpisaną niedawno renegocjacją tzw. „kontraktu jamalskiego”, przy której to okazji, jak się okazało, ustalono że powstanie studium dotyczące przeprowadzenia mostu energetycznego między mającą powstać Bałtycką Elektrownią Jądrową w Kaliningradzie a Olsztynem, co stanowi przygrywkę do importu energii elektrycznej z Rosji.

Jak w tym kontekście interpretować obecność: gubernatora Kaliningradzkiej Obłasti, szefa Federalnej Agencji d/s Energetyki Atomowej (Rosatom) i ministra energetyki? Chciałbym się mylić, ale zanosi się na to, że ten „atomowy triumwirat” pod patronatem Miedwiediewa miał za zadanie dopilnować byśmy, jako odbiorcy, zapewnili ekonomiczne powodzenie Bałtyckiej Elektrowni Jądrowej i nie bawili się w żadne Ignaliny II (Visaginas) i mosty energetyczne z Alytus do Ełku, nie wspominając już o reaktywacji połączenia z ukraińską Chmielnicką Elektrownią Atomową. Żarnowiec pewnie będziemy mogli sobie wybudować... kiedyś tam – gdy potencjalni odbiorcy (również krajowi) zostaną już obezwładnieni prądem z Kaliningradu.

III. Przeoczona wizyta.


Warto nadmienić, że w przeddzień wizyty Miedwiediewa gościli w Polsce (05.12.2010) premierzy Litwy (Andrius Kubilius), Łotwy (Valdis Dombrovskis) i Estonii (Andrus Ansip). Powód? Energetyka. Tusk się spotkał, pogadali... i tyle. Mediodajnie rozgrzane wizytą Wielkiego Brata zamieściły krótkie notki dotyczące tej desperackiej eskapady, której sens może być tylko jeden: nie zostawiajcie nas! Premier Litwy w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” powiedział:

„Bardzo otwarcie zapytałem (Putina, w marcu b.r. - GG), gdzie podzieje się energia z siłowni, dokąd będzie eksportowana, skoro, co też wyraźnie podkreśliłem, Litwa nie ma planów importu energii atomowej z obwodu kaliningradzkiego? I premier Putin nie odpowiedział mi na to pytanie.”


I dalej:

„To jest pytanie o to, jakiego wyboru dokona Polska.”


Premier Litwy nadmienił też coś w stylu, że bardzo mu fajnie, iż Polska ma obecnie z Rosją takie dobre relacje, tylko... co miał innego powiedzieć?

IV. Inne sprawy „siłowików”.

Muszę tu (po raz kolejny zresztą) wspomnieć o prywatyzacji Lotosu. Blisko jedna trzecia polskiego rynku paliwowego (z rozwojowymi perspektywami) to łakomy kąsek. Któż na ten kąsek się załapie? Łukoil? Gazprom-Nieft? Rosnieft? „Guglam” sobie...Cóż za niespodzianka! Lotos przejmą, dzieląc się po bratersku, Gazprom-Nieft z Rosnieftem! Sam minister energetyki, Siergiej Szmatko tak powiedział. No, a skoro powiedział tak Siergiej Szmatko, to któż by śmiał zaoponować? Wot, tak sobie „siłowiki” uradzili. Bezcenne, zwłaszcza, że w ten sposób zyskują również przyczółek w gdańskim Naftoporcie, którego udziałowcem jest Lotos.

Zostawiam Lotos i rozmyślam, czy aby przybyłym tłumnie do Warszawy mafiozom nie chodzi również o bezkonfliktowe przejęcie z rąk Orlenu Możejek, do których „awariowana” w trybie nagłym odnoga rurociągu „Przyjaźń” wciąż jakoś nie może dostarczyć ropy? Tym bardziej, że Litwini zachowują się ambiwalentnie: z jednej strony chcą by Orlen pozostał (na zasadzie „każdy, byle nie Ruski”), z drugiej zaś jakoś nie mogą się uporać z odbudową 19 kilometrowego odcinka torów z Możejek na Łotwę. Cóż, skoro mówi się o „rosyjskiej partii w Polsce”, to jakże potężna „rosyjska partia” musi funkcjonować w krajach „Pribałtiki”?

Nie zapominajmy też o Aleksieju Millerze, szefie Gazpromu. Co mógł mieć do przekazania? Dyskretne sugestie by nie śpieszyć się z budową gazoportu w Świnoujściu? A może, by umiejętnie sabotować, mnożąc „obiektywne trudności” kwestię wydobycia „shale gas” - przynajmniej do chwili, gdy tonący w długach Gazprom pozyska odpowiednie technologie, by móc samemu eksploatować polskie złoża? Gazprom to – było nie było - przyjazna nam, słowiańska firma, nie jakieś tam drapieżne, anglosaskie, imperialistyczne koncerny... Ach, jeszcze jedno - nie szalejcie z rozbudową interkonektorów na zachodniej granicy, chłopaki. I pamiętajcie, by gazociąg słubicki pozostał równie zapomniany jak do tej pory.

Jesteście grzeczni, jest dobrze. Nie jesteście grzeczni – nie jest dobrze. A przecież chcecie, żeby było dobrze, prawda?

IV. Koincydencje.

No i jeszcze te koincydencje: rozmowy ministrów w Brukseli (z wywiadu premiera Andriusa Kubiliusa w „Rzepie”:

„2 grudnia była o tym (elektrownia Visaginas i współpraca energetyczna - GG) mowa w Brukseli podczas spotkania komisarza ds. energetyki Günthera Oettingera z przedstawicielami ministerstw z Polski, Litwy, Łotwy i Estonii”.


Trzy dni później (niedziela 05.12) premierzy „pribałtiki” są już w Polsce, następnie (poniedziałek 06.12) rozpoczyna się wizyta Miedwiediewa. W tym czasie Tusk w Berlinie spotyka się z Angelą Merkel, by jeszcze tego samego dnia wrócić do Warszawy i pobieżyć do kwatery Miedwiediewa w hotelu Hyatt (niedaleko rosyjskiej ambasady). We wtorek, 07.12 przyjeżdża do Polski prezydent Niemiec Christian Wulff, zaś prezydent Komorowski szykuje się już do spotkania z sowietofilem Obamą...

Byłbym zapomniał - jest jeszcze artykuł Łażącego Łazarza traktujący, między innymi, o wyautowaniu nas z tranzytowego transportu kolejowego Berlin - Moskwa. Przejęcie PKP Cargo przez Deutsche Bahn to tylko element układanki. W Polsce rosyjski minister transportu Igor Lewitin, Tusk w Niemczech... Koincydencje. Ech, te spiskomaniackie koincydencje...

***

Zapewne pominąłem tu wiele równie istotnych spraw, jak te poruszone powyżej. Na przykład, obecność Siergieja Ławrowa. Czyżby „spinał” sieć interesów i baczył jako ramię pozostającego na Kremlu Putina, by „kukła” Miedwiediew zanadto się nie „rozliberalnił”? A fe, sam się siebie wstydzę za takie podejrzenia...

Bardzo chciałbym się dowiedzieć czym nie pochwalono się przed opinią publiczną. Co ustalono w zaciszu gabinetów i pod co szykowano grunt, by wizyta prezydenta naszego Północnego Sąsiada doszła do owocnego skutku.

Spokojnie, o triumfie rosyjskiej partii w Polsce wszyscy się dowiemy. Gdy będzie już za późno. Jak zwykle.

Gadający Grzyb

P.S. Prześlizgnąłem się wzrokiem po notce i zorientowałem się, że tylko raz wspomniałem o prezydencie Komorowskim. O premierze Tusku może trzy razy. Mam wrażenie, że to znamienne.

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

sobota, 27 listopada 2010

O „korzystnej formule cenowej”


Motto: „W czasie negocjacji o dodatkowych dostawach udało nam się wypracować korzystną formułę ceny.” W. Pawlak.

I. Pół miliarda rocznie!

Trzymam się ostatnio tematyki surowcowo-energetycznej jak pijany płota, ale cóż począć skoro co i rusz pokazują się takie kwiatki, że nie sposób przejść obojętnie. Oto na łamach „Rzeczpospolitej” dr Hubert A. Janiszewski wylicza, ile straciliśmy w porównaniu z krajami UE na „korzystnej formule cenowej” wynegocjowanej przez ekipę Waldemara Pawlaka. Otóż autor, powołując się na dane Międzynarodowej Agencji Energii (IEA) podaje, że:

- w III kwartale br. Gazprom sprzedawał gaz do krajów UE średnio po 318 dol. za 1000 m3;

- Polska będzie płacić za ten sam gaz 350-370 dol. za 1000 m3;

- w efekcie, przy założeniu, że do końca 2010 sprowadzimy ok. 9,7 mld m3 gazu, oznacza to, że w skali roku zapłacimy Gazpromowi o ok. 485 mln dol. więcej niż pozostałe kraje UE!

Ten arcyciekawy aspekt umowy celnie skomentował Antoni Dudek, podnosząc kwestię, jak te niemal pół miliarda „zielonych” ma się do stanu naszych finansów publicznych i którzy urzędnicy sygnowali swoimi podpisami porozumienie z Gazpromem.

Ja pozwolę sobie potraktować sprawę w szerszym kontekście.

II. Dywersyfikacja, głupcze!

Po pierwsze, warto zwrócić uwagę na to, dlaczego inne kraje płacą mniej. Otóż, pozostali europejscy odbiorcy rosyjskiego gazu cieszą się komfortem realnej dywersyfikacji dostaw surowca – sprowadzają go z Norwegii, Kataru, Algierii... i Rosja, stosownie do tego „dywersyfikuje” ceny. Inna formuła dla krajów sprowadzających gaz z wielu źródeł, inna dla państw uzależnionych od kierunku rosyjskiego. Proste. Jeżeli np. norweski eksporter Statoil za 1000 m3 liczy sobie 282 dol., to naturalne jest, że Gazprom musi spuścić z tonu. Na marginesie: w powyższym kontekście warto by rozważyć pociągnięcie przed Trybunał Stanu Leszka Millera za zerwanie zainicjowanej przez rząd Buzka umowy z Norwegami.

W Stanach Zjednoczonych mają w porównaniu z Europą istne eldorado - cena gazu kształtuje się tam w granicach zaledwie 140 dol. za 1000 m3! (dane – III kwartał br.). No, ale oni mają z kolei inną dywersyfikację – wewnętrzną – czyli wydobywany na coraz większa skalę gaz łupkowy. Co poddaję pod rozwagę tym „fachowcom”, którzy wmawiają nam, że te całe „łupki” to miraż, gruszki na wierzbie i nie ma co zawracać sobie nimi głowy.

III. Putin – komiwojażer.

Innym elementem układanki jest wciąż spadająca cena gazu na światowych rynkach.
„W opinii Międzynarodowej Agencji Energii (IEA) szczyt spadków cen nastąpi w 2011 roku i może się utrzymywać przez kilka lat.”
- pisze dr Janiszewski. Światowy kryzys oznacza mniejsze zapotrzebowanie na surowiec i warto tę okoliczność wykorzystać, tym bardziej, że Gazprom wedle danych z 1 października 2009 roku jest zadłużony na 58,38 mld dolarów i musi mieć środki na obsługę długu, nie wspominając już o inwestycjach. Zmniejszone o 15 mld m3 (będzie 515 zamiast 530 mld m3) w stosunku do prognoz z początku roku wydobycie pogłębia trudną sytuację koncernu, a więc także budżetu i całej rosyjskiej gospodarki.

Jeśli spojrzeć pod tym kątem, przestaje dziwić tyleż oryginalna, co - jak się okazuje – rozpaczliwa propozycja Putina sformułowana na łamach „Sueddeutsche Zeitung" przed forum gospodarczym niemieckich menadżerów, na które rosyjski premier, niczym zdesperowany komiwojażer postanowił udać się osobiście.

Clou artykułu stanowiły postulaty stworzenia rosyjsko – europejskiego „aliansu gospodarczego”, wspólnego zarządzania europejskim przemysłem i powołanie wspólnego kompleksu energetycznego. Do tego doszła krytyka „deindustrializacji” europejskiej gospodarki. Żywię brzydkie podejrzenie, iż za tą szlachetną troską o europejski przemysł kryje się w istocie obawa przed dalszym kurczeniem się rynku zbytu na rosyjskie surowce.

Ofertę Putina można podsumować następująco: rozwijajcie przemysł i kupujcie więcej naszego gazu! (bo inaczej padniemy).

IV. Jeszcze o gazociągu słubickim.

A teraz powróćmy do naszych baranów. Muszę bowiem przypomnieć kwestię tzw. gazociągu słubickiego, o którym pisałem szerzej w notce „Zapomniany gazociąg”. Otóż za pomocą tego gazociągu niemiecki koncern EWE dostarcza gaz do wielu gmin w województwie lubuskim. Tenże koncern proponował nam sprzedaż do 2 mld m3 gazu rocznie, czyli tyle ile brakowało nam w gazowym bilansie i który to deficyt stanowił oficjalny powód - czy raczej pretekst - do zawarcia niedawnego porozumienia z Gazpromem.

Wprawdzie byłby to zapewne gaz rosyjski (Niemcy nie mają zakazu reeksportu), niemniej, Niemcy to obliczalny partner biznesowy i można mieć pewność, że „błękitne paliwo” byłoby tłoczone niezależnie od ewentualnych politycznych zawirowań, a nade wszystko – Niemcy kupują rosyjski gaz taniej, więc nawet po doliczeniu marży jego cena byłaby porównywalna z tym co i tak płacimy Rosji. Poza tym, te kilkadziesiąt polskich gmin już bierze gaz od EWE i jakoś nie narzekają na drożyznę. Prawda, panie Pawlak?

Trzeba jedynie wyłożyć ok. 120 mln złotych na położenie 30-40 km rur, by połączyć gazociąg z polską siecią przesyłową (dla porównania – EWE już wybudowało w Polsce 1200 km gazociągów) i udostępnić niemieckiej spółce któryś z magazynów – nie za darmo przecież! – do przechowywania obowiązkowych, ustawowych rezerw surowca.

Tyle, że państwowe spółki: Gaz-System (operator polskiej sieci) oraz PGNiG (właściciel magazynów) pozostają głuche na ofertę. Brak „woli politycznej” bije po oczach. Domyślam się, że dla wicepremiera Pawlaka to co jest dobre dla kilkudziesięciu lubuskich gmin nie jest „korzystną formułą cenową”.

O tym, że w ten sposób podłączylibyśmy się do europejskiego gazowego „krwiobiegu” nawet nie chce się wspominać...

V. Dobry wujek.

Z naszkicowanej powyżej sytuacji wynika, że podpisaliśmy długoletnią umowę, na mocy której będziemy słono przepłacali za surowiec, który w najbliższym czasie ma konsekwentnie tanieć, pogłębiając nasze uzależnienie od wschodniego kierunku dostaw i – chociażby - stawiając pod znakiem zapytania przyszłość świnoujskiego gazoportu. Ugięliśmy się pod cenowym dyktatem „potentata”, który właśnie przeżywa finansowe trudności i któremu kurczy się zarówno wydobycie, jak i rynek zbytu. Kuriozum na skalę światową.

Nic to. Te prawie pół miliarda dolarów ekstra, które w porównaniu do krajów Europy Zachodniej będziemy rok w rok walić w rosyjską studnię z pewnością się naszemu „partnerowi” przyda. Gazpromowi – chociażby na obsługę zadłużenia, zaś budżetowi Federacji Rosyjskiej do którego Gazprom odprowadza część dochodów... niech pomyślę... na modernizację armii... kolejne Mistrale...

Naszemu państwu i naszej armii te 485 mln dol. rocznie jest absolutnie zbędne. Wszak dla dalszego „ocieplenia” stosunków warto się zabawić w dobrego wujka i podesłać naszym nowym, posmoleńskim przyjaciołom trochę kasy.

Gadający Grzyb

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

środa, 17 listopada 2010

Intergaz-System, czyli firma dla czekisty.


Kolejna odsłona dzielenia polskiego tortu energetycznego.

I. Umoczyć dziób.

Oczywiście, nie mogło być tak, żeby polski tort energetyczny podzieliły między siebie jedynie chłopaki-kagiebiaki z Rosnieftu (vide - przymiarki do Lotosu) i Gazpromu. A inni to co, pies? Dlatego mądry car Władimir Władimirowicz Putin niczym roztropny ojciec chrzestny dba, by w polskim interesie mogli „umoczyć dziób” również pomniejsi członkowie kremlowsko-mafijnej rodzinki.

Weźmy takiego przyjaciela Putina jak Giennadij Timczenko, największy udziałowiec konsorcjum Nowatek (drugi co do wielkości producent gazu ziemnego w Rosji). Trzeba wspomóc druha-czekistę. I wspomożono, już w sierpniu 2010 roku, kiedy to bez zbędnych fanfar, dyskretnie, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta wydał zgodę na przejęcie przez Nowatek Polska stu procent udziałów w podkieleckim Intergaz-Systemie (będącym do tej pory własnością niemieckiej firmy Knaube), które to przedsiębiorstwo jest potentatem na rynku gazu LPG (m.in. gaz w butlach i autogaz) w południowo – wschodniej Polsce.

II. W cieniu gazowych negocjacji.


Przypomnijmy, że w tym samym czasie pełną parą szły gazowe renegocjacje tzw. „kontraktu jamalskiego”, kiedy to nasi „negocjatorzy” pod przewodem Waldemara Pawlaka dwoili się i troili, by „zapewnić stabilność dostaw” (czytaj – uzależnić nas od rosyjskiego gazu w stopniu wykluczającym jakąkolwiek znaczącą dywersyfikację) w jak najdłuższym wymiarze czasowym i jak największej ilości. Przy skali jamalskiego dealu udzielenie zgody na odstąpienie Rosjanom jakiejś tam firemki mogło jawić się jako nieznaczący epizod, mogący jedynie dodatkowo "ocieplić klimat".

Jednak, jak wiadomo, na finiszu do rozmów wmieszała się Komisja Europejska, która w interesie Niemiec doprowadziła do względnego poluzowania gazowego uścisku. Domyślam się, że musiało to przyśpieszyć parcie na przejęcie Intergazu. Transakcja kilka dni temu została więc szczęśliwie sfinalizowana.

III. Komu LPG, komu?

Jak optymistycznie podają rubryki gospodarcze niektórych portali, Nowatek jest operatorem „niezależnym”, co w praktyce oznacza, że Gazprom jest „zaledwie” mniejszościowym udziałowcem (19,58 %), większość udziałów (23,5 %) kontroluje natomiast Volga Resources, fundusz inwestycyjny należący do wspomnianego już Giennadija Timczenki, byłego oficera KGB, przyjaciela Putina jeszcze z petersburskich czasów. Trzeci duży udziałowiec, to prezes Nowateku, Leonid Michelson (20 proc.).

Nowatek już w tej chwili sprowadza do Polski 20-25 tysięcy ton LPG, co przekłada się na kontrolę nad 12,5 – 15% rynku. Teraz Rosjanie otrzymają za 3 mln USD rozwiniętą firmę z siecią dystrybucji (w promieniu 250 km od Kielc i całym kraju jeśli chodzi o przemysłowe instalacje zbiornikowe), bazą zbiornikową, rozlewniami gazu do butli, cysternami... a nade wszystko nowoczesnym przeładunkowym terminalem kolejowo – drogowym zlokalizowanym przy szerokim (wiodącym z Ukrainy) i standardowym torze (lokalizacja – Wola Żydowska k. Pińczowa). Sądzę, że dla Nowateku (jedynym prócz Gazpromu eksporterze gazu z Rosji) szczególnie łakomym kąskiem był właśnie ów terminal. Słowem – znakomita odskocznia do dalszej ekspansji na Polskę i region, co zresztą otwarcie przyznaje rosyjskie konsorcjum.

IV. „Porządkowanie” stref wpływów?


Ciekawa sprawa, że niemiecka firma Knaube, bez oporów zgodziła się odsprzedać kwitnący interes za marne 3 miliony „zielonych”, czyli nieco ponad 8,8 mln zł. Czyżby Niemcy aż tak rozpaczliwie potrzebowali gotówki? Nie sądzę. Wygląda mi to raczej na element „porządkowania” gospodarczych stref wpływów w Polsce między Rosją a Niemcami, ale pewnie znajdą się tacy, co stwierdzą, że za transakcja stoją wyłącznie biznesowe względy, ja zaś jestem przewrażliwiony...

***

Cóż, może to przejaw mojej tyleż chronicznej, co nieuleczalnej rusofobii, ale nie tankuję na rosyjskich stacjach obecnych już w Polsce. Wystarczy mi świadomość, że kupuję paliwo wytwarzane z ruskiej ropy. Teraz mam nieśmiałą prośbę to właścicieli aut na gaz: sprawdzajcie, czy wasza stacja nie zaopatruje się przypadkiem w Intergaz-Systemie. Nie ułatwiajmy Rosji konsumowania polskiego energetycznego tortu. Wystarczy, że czyni to z zadziwiającą skwapliwością nasz rząd i jego agendy.

Gadający Grzyb

Pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

poniedziałek, 25 października 2010

Zapomniany gazociąg


Jak to możliwe, że wokół słubickiego gazociągu panuje głuche milczenie?

I. Polska ugotowana na gazie.

Jak wiadomo, przez tchórzliwe zaniechanie polskiego rządu, który unika jak ognia wszelkich konfrontacyjnych sytuacji z obydwoma naszymi „wielkimi braćmi”, Nord Stream został zakopany pod północnym torem podejściowym do portów Szczecin – Świnoujście na głębokości zaledwie 17 m, co uniemożliwi żeglugę statkom o zanurzeniu większym niż 13,5 metra. Oznacza to blokadę możliwości rozwojowych wzmiankowanych portów, w tym ewentualną rozbudowę i powiększenie przepustowości świnoujskiego gazoportu, który według pierwotnych planów miał docelowo (po kolejnych rozbudowach) przyjmować do 7,5 mld m3 gazu rocznie, przy zapotrzebowaniu Polski rzędu 14 - 15 mld m3! Zamiast tego będzie przyjmował, bo ja wiem, może ze 2 mld m3...

Jeżeli dołożyć do tego przedłużenie tzw. kontraktu jamalskiego, którego warunki dzięki interwencji Komisji Europejskiej (czytaj – Niemiec z USA w tle) są dla nas tylko nieco znośniejsze niż się to zapowiadało, to jesteśmy ugotowani. Tak jak do tej pory bowiem, dwie trzecie gazu (co najmniej 10 mld m3 do 2022 roku) będziemy sprowadzać z Rosji, przy mocno ograniczonej dywersyfikacyjnej roli gazoportu. Na dodatek, po wybudowaniu Gazociągu Północnego, Rosja będzie mogła używać straszaka w postaci przykręcenia kurka bez obaw związanych z zakłóceniem dostaw na Zachód, co wobec przewijających się tu i ówdzie koncepcji budowania elektrowni gazowych potencjalnie stawia pod ścianą prócz przemysłu, również naszą energetykę.

II. Zapomniany gazociąg.

W tej sytuacji, poza postawieniem Tuska, Pawlaka i reszty ferajny przed Trybunałem Stanu, warto by się rozejrzeć za jakąś namiastką dywersyfikacji, mogącą stanowić w razie kryzysu koło ratunkowe zabezpieczające stabilność dostaw surowca. Idealnym rozwiązaniem byłoby podłączenie się Polski do europejskiego systemu, co poza wspomnianą korzyścią uwiarygodniłoby nasze starania o „solidarność energetyczną” w UE.

1) Odnaleziona magistrala.

A teraz UWAGA. Taki gazociąg, włączający nas w europejski krwiobieg już JEST! Mowa o przebiegającej pod Odrą w rejonie Słubic magistrali wybudowanej w 2001 roku przez niemiecki koncern EWE, zaopatrującej obecnie kilkadziesiąt gmin w woj. lubuskim. W 2008 były to 32 gminy, obecnie więcej, gdyż EWE-energia (spółka – córka niemieckiego koncernu działająca w Polsce, wcześniej znana jako spółka Media Odra Warta) systematycznie dociera ze swymi rurami do „niezgazyfikowanych” miejscowości (do 2009 roku było to 1200 km rurociągów).

Słubicka magistrala ma przekrój 70 cm. Jest to tylko nieco mniej, niż połowa średnicy Nord Stream (1,5 m), co daje pojęcie o potencjale przesyłowym tego łącza. Tymczasem obecnie wykorzystuje się raptem ok. 5% jego możliwości. Co więcej, EWE oferuje możliwość sprzedawania Polsce nawet 2 mld m3 gazu rocznie.

Jak to możliwe, że wokół tego gazociągu panuje głuche milczenie?

2) Bierny opór.

Do pełni szczęścia brakuje jednego: wybudowania 30 – 40 km rurociągu, który podłączyłby infrastrukturę niemieckiego koncernu do polskiej sieci przesyłowej. Koszt takiej inwestycji to ok.120 mln zł. Od 2004 roku gotowe jest studium wykonalności projektu, są pozwolenia na budowę, nie ma tylko jednego – zgody na podłączenie ze strony państwowego monopolisty, spółki Gaz-System, zarządzającej polską siecią gazową.

Kolejny szkopuł to bariera prawna, nakazująca gromadzenie rezerw każdemu podmiotowi sprzedającemu powyżej 50 mln m3 gazu rocznie. Zapis sensowny, lecz wiąże się z koniecznością wybudowania zbiornika na gaz, a to już koszt rzędu 1 mld złotych. EWE chciało wobec tego wynajmować magazyn od PGNiG, ale i tu nie ma woli współpracy.

III. Namiastka dywersyfikacji.

1) Minusy - plusy.

Wbrew pozorom, nie jestem entuzjastą kupowania gazu od EWE. Po pierwsze, koncern ten łączą ścisłe biznesowe więzi z Gazpromem. Po drugie, sprzedawałby nam zapewne rosyjski gaz dostarczony przez Nord Stream (EWE buduje w Niemczech magazyny na rosyjski gaz). Po trzecie, będzie to zaledwie namiastka dywersyfikacji, przypominająca forsowaną niegdyś przez A. Gudzowatego nitkę Bernau - Szczecin.

Niemniej, skoro Tusk, Pawlak et consortes (niezmiennie: przed Trybunał Stanu!) wpakowali nas w bagno (by nie powiedzieć dosadniej), jest to na dzień dzisiejszy bodaj jedyna realna możliwość choć częściowego uniezależnienia się od kaprysów Kremla. Rosyjski gaz kupowany byłby bowiem z kierunku zachodniego, z niemieckich magazynów, więc niejako niezależnie od Gazpromu, a nade wszystko – polska sieć gazowa zostałaby włączona w system europejski, co stanowiłoby polityczny argument na rzecz wypracowania wspólnej polityki energetycznej.

2) Zerknięcie w przyszłość.

Dopóki nie ruszy terminal LNG w Świnoujściu, a nade wszystko – dopóki nie zaczniemy na większą skalę eksploatować złóż gazu łupkowego, opisywane tu rozwiązanie jest konieczne. Dodam, że z Niemcami łączą nas jeszcze trzy inne, mniejsze gazociągi pozostające pod kontrolą Gaz-Systemu: Kamminke koło Świnoujścia, Gubin i Lasów k. Zgorzelca, z czego tylko interkonektor w Lasowie jest w pełni wykorzystywany (0,8 mld m3 rocznie, obecnie w rozbudowie do 1,5 mld m3). Na nie również warto mieć baczenie w długofalowej perspektywie. Jeżeli bowiem majacząca na horyzoncie „łupkowa rewolucja” się urzeczywistni, wówczas te same rury mogą posłużyć... do eksportu naszego gazu na Zachód. To samo tyczy się terminalu LNG (Amerykanie już przebudowują swoje terminale na wysyłkowe), ale to melodia przyszłości, która może lecz nie musi się ziścić.

By nie zmarnować szansy, trzeba spełnić podstawowy warunek: wymienić obecną bandę nieudolnych, tchórzliwych, przeniewierczych łajdusów na ludzi, dla których pojęcie „interesu narodowego” nie jest pustym dźwiękiem i którzy wiedzą jak ten interes konsekwentnie realizować bez oglądania się na przyzwolenie ościennych potęg.

A tamtych – przed Trybunał!

Gadający Grzyb

P.S.1 Jak donosi „GW”:

W poniedziałek wicepremier Waldemar Pawlak chce podziękować Rosji (wytłuszczenie moje – GG) "za dużą cierpliwość" w negocjacjach gazowych, które przedłużały się, bo Warszawa i Moskwa wbrew przepisom UE chciały zapewnić monopol Gazpromu w Polsce.

Zostawiam to bez komentarza.

P.S.2 Dzięki dla Kukiego za podanie w notce „Pomorskie dopalacze” linku o „gazociągu słubickim”, który zainspirował mnie do napisania niniejszego tekstu.

Ważniejsze źródła:

http://biznes.gazetaprawna.pl/

http://gazownictwo.wnp.pl/

http://www.ewe.pl/

http://www.gaz-system.pl/


plus działy gospodarcze różnych portali.

grafika na podstawie: http://biznes.gazetaprawna.pl/

Moje notki „gazowe”:

http://www.niepoprawni.pl/blog/287/czy-dokarmimy-rosje

http://niepoprawni.pl/blog/287/dokarmimy-rosje

http://niepoprawni.pl/blog/287/gazowy-cpun

http://niepoprawni.pl/blog/287/100-miliardow-dla-gazpromu%E2%80%A6

http://www.niepoprawni.pl/blog/287/gaz-lupkowy-%E2%80%93-nowa-nadzieja

http://www.niepoprawni.pl/blog/287/perla-w-koronie-gazpromu

Pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

środa, 22 września 2010

Perła w koronie Gazpromu.


Status perły w koronie Gazpromu jest jedynym strategicznym celem obecnego rządu.

I. „Bezpieczeństwo energetyczne” a la UE.

Dziw nad dziwy. Jak powszechnie wiadomo, Polska broni się rękami i nogami przed interwencją Komisji Europejskiej, która nie chce dopuścić, by polski odcinek tzw. gazociągu jamalskiego dostał się pod wyłączną kontrolę Rosji, co więcej, jak się zdaje osiągnięcie statusu perły w koronie Gazpromu jest jedynym strategicznym celem obecnego rządu. Twardzi jesteśmy, nie ma co. Żadna Unia nie będzie się mieszać do polsko – rosyjskich negocjacji i ustaleń!

Nieuleczalni frustraci i spiskomaniacy powiadają wprawdzie, że za tą nagłą aktywnością Komisji w kwestii naszego bezpieczeństwa energetycznego stoją Niemcy, które chciałyby coś uszczknąć z gazowego tortu i wejść w przyszłości jako udziałowiec do „jamalu”. W ten sposób, pospołu z Rosją będą współkontrolerem obu nitek tłoczących wschodni gaz. A jeżeli powstanie South Stream? Bez obaw. Znajdzie się tam miejsce również dla Niemiec. Komisja Europejska już się o to postara. Tak będzie wyglądać realizacja „wspólnej polityki bezpieczeństwa energetycznego w UE”, czy jak tam się ów wirtualny stwór nazywa. Ale, kto by tam słuchał nieuleczalnych, sfrustrowanych spiskomaniaków?

II. Jak rząd Platformy „walczy” o Świnoujście.

Co ciekawe, 21.09 „Rzeczpospolita” na swych stronach internetowych zapodała dwa artykuły. Wedle artykułu nr 1 Putin skarżył się „Kommiersantowi”, że Polska interweniuje w Komisji Europejskiej by „zmienić trasę” Gazociągu Północnego na newralgicznym odcinku przecinającym tor wodny biegnący do Świnoujścia. Domyślam się, że w owej „zmianie trasy” chodzi o zagłębienie gazociągu pod obecnym torem wodnym, tak by do portu mogły wpływać większe gazowce.

Już się ucieszyłem, jak ten głupi, że jednak nasze władze coś robią w kwestii drożności szlaku, który ma zaopatrywać powstający (ponoć) gazoport w Świnoujściu... a tu skucha.

Po pierwsze:

„Matthias Warnig, dyrektor zarządzający spółki Nord Stream ocenia, że pozew Polski przeciwko Niemcom skierowany do Komisji Europejskiej nie ma żadnych szans powodzenia, ponieważ polski tor wodny przebiega przez niemieckie wody terytorialne. Tymczasem strona niemiecka już dawno zajęła w tej sprawie stanowisko, które zezwala na budowę Nord Streamu w obecnym kształcie. (Wytłuszczenie moje - GG)”


Po drugie: żadnego pozwu nie ma!

Jak donosi bowiem artykuł nr 2, Polska wcale nie skarżyła się do Unii na Nord Stream, gdzieżby! Wszystko odbywa się na zasadzie bilateralnych rozmów Polska – Niemcy. Tak oświadczyły zarówno Komisja Europejska, jak i polskie Ministerstwo Infrastruktury.

Ciekawe... Dlaczego, skoro nie ma polskiego pozwu do KE, Matthias Warnig ów pozew, będący dziennikarską kaczką Kommiersanta, dezawuuje? Ostrzeżenie na przyszłość, czy niedoinformowanie dyrektora zarządzającego spółki Nord Stream?

Poszperałem – i eureka! Putin do spółki z panem Warnigiem zatroskali się nie o żaden pozew, tylko o złożone w styczniu i lutym 2010 roku przez Zarząd Morskich Portów Szczecin i Świnoujście sprzeciwy do KE! Ich efektem jest, że tor zachodni do Świnoujścia będzie drożny (dobre i to), obecnie natomiast rzecz toczy się o tor północny. Rosyjsko – niemiecka rura powinna bowiem być zakopana na odcinku pięciu kilometrów na takiej głębokości, by umożliwić realizację planów rozwojowych świnoujskiego portu, mianowicie pogłębienia toru północnego tak, by mogły kursować tamtędy statki o zanurzeniu do 15 metrów.

I to właśnie troska tak bardzo Putina, gdyż zakopanie rury to nie tylko wzrost kosztów (5 kilometrów – śmieszne w skali całego przedsięwzięcia), lecz również w niedługiej perspektywie czasowej groźba uzyskania przez Polskę realnej dywersyfikacji dostaw.

Na marginesie - „Rzepie” gratulujemy reaserchingu...

A tak w ogóle, to 22 lipca minister infrastruktury Cezary Grabarczyk zapewnił komisarz do spraw morskich i rybołówstwa, Marię Damanaki, o woli bilateralnego, polsko - niemieckiego załatwienia sprawy zakopania gazociągu. Jak to stwierdzenie ma się do sprzeciwów ZMPSiŚ i słów Matthiasa Waringa o stanowisku strony niemieckiej zezwalającym na budowę Nord Streamu w obecnym kształcie?

Weź się tu, człowieku, połap.

III. W kleszczach rozgrywki.

Z tego całego galimatiasu sprzecznych doniesień pozwalam sobie wyciągnąć następujące wnioski:

1) Rosja gra o pełną pulę. W obliczu postępującej rewolucji na rynku gazowym spowodowanej wdrożeniem metody pozyskiwania gazu łupkowego, chce przywiązać do swych dostaw możliwie największą część Europy Zachodniej. Pisał już o tym Edward Lucas w książce „Nowa Zimna Wojna”, którą pozwoliłem sobie onegdaj omówić. By tak się stało, musi utwierdzić dominującą pozycję surowcową w krajach dawnego bloku sowieckiego, zanim „łupkowa rewolucja” się rozszerzy. Polska jest tu krajem kluczowym.

2) Niemcy, po epoce „schroederyzmu” wciąż pragną robić z Rosją gazowy biznes, gdyż jest to dla nich (w przeciwieństwie do nas) dywersyfikacja, nie zamierzają jednak rezygnować ze swych świeżo nabytych „unijnych” wpływów w postsowieckim regionie. Do tego dochodzą mniejsze interesy, jak np ten, że stymulowana powstaniem terminalu LNG rozbudowa portu w Świnoujściu, stałaby się zagrożeniem dla portów niemieckich. Polskie stocznie udało się załatwić, czas na porty.

IV. Degradacja aspiracji.

Proszę zwrócić uwagę na degradację naszych aspiracji: od prób zablokowania gazpromowsko – niemieckiej inwestycji wspólnie z innymi państwami nadbałtyckimi, do rozpaczliwych i chaotycznych interwencji, by rura nie zablokowała ze szczętem możliwości rozwojowych naszych portów. Popatrzmy: ZMPSiŚ jedno a Ministerstwo Infrastruktury drugie. Resort gospodarki z wicepremierem Pawlakiem z uporem godnym muła wtłacza nas z kolei w gazowe uzależnienie od Rosji na okres pokolenia. Nie ma to jak twórczy chaos. Można jeszcze dołożyć do tego plany tworzenia u nas gazowych elektrowni... które jeszcze bardziej przywiążą nas do rosyjskiego gazu...Widać jak na dłoni, że jakieś buldogi gryzą się pod postawem czerwonego sukna zwanym Rzeczpospolitą.

A tak z wierzchu, zostaje tylko pytanie: będziemy kondominium, czy dominium? W perspektywie rozgrywki Rosja – Niemcy mamy chyba już tylko ten wybór. To nie żart. Naprawdę stoczyliśmy się aż tak nisko.

Na dzień dzisiejszy, Polska ma wszelkie dane ku temu, by stać się perłą w imperialnej koronie Gazpromu, będącego jednym z fundamentalnych narzędzi w geopolitycznym arsenale Kremla. Rosja wie, że musi zdążyć przed gazową rewolucją i zapewnić dla siebie rynki zbytu długoterminowymi kontraktami, połączonymi z kontrolą sieci przesyłowej. Z Polską, jak na razie, idzie jej bajecznie.

***

Indie swojego czasu cieszyły się przydomkiem, „perły w koronie Imperium Brytyjskiego”. Warto jednak pamiętać, czym były Indie w owym czasie. Zapominalskim przypomnę, że nawet nie były kondominium. Ani dominium. Były kolonią.

Gadający Grzyb

Inne moje teksty o zbliżonej tematyce:

http://www.niepoprawni.pl/blog/287/czy-dokarmimy-rosje

http://niepoprawni.pl/blog/287/dokarmimy-rosje

http://niepoprawni.pl/blog/287/gazowy-cpun

http://niepoprawni.pl/blog/287/100-miliardow-dla-gazpromu%E2%80%A6


http://www.niepoprawni.pl/blog/287/gaz-lupkowy-%E2%80%93-nowa-nadzieja

Oraz to:

http://niepoprawni.pl/blog/287/nowa-zimna-wojna

http://niepoprawni.pl/blog/287/hodowla-agentury-wplywu

http://niepoprawni.pl/blog/287/geopolityczny-aspekt-pojednania%E2%80%A6

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

sobota, 29 maja 2010

Geopolityczny aspekt „pojednania”…


…czyli o neokolonializmie w białych rękawiczkach słów kilka.

I. Operacja „żałoba narodowa” – krótka retrospekcja.

W filmie „Solidarni 2010” ze strony ludzi zgromadzonych na Krakowskim Przedmieściu padają w pewnym momencie pełne goryczy słowa, skierowane, jak można się domyślać, pod adresem rządzących i pozostającej z nimi w ścisłym sojuszu salonowszczyzny. W skrócie, jest to oskarżenie, że „oni” za pomocą żałoby narodowej chcą zamknąć ludziom usta, że z punktu widzenia „onych” najlepiej byłoby, gdyby żałoba potrwała tak z miesiąc i nikt nie wygłaszał publicznie krytycznych, nieprawomyślnych uwag.

Jak wiemy, zbiorowa intuicja sprawdziła się w tym przypadku bezbłędnie. Pod osłoną żałoby dokonano bowiem przejęcia ostatnich niezależnych od PO instytucji – Biura Bezpieczeństwa Narodowego oraz in spe (ekspresowe „przyklepanie” przez p.o.p. Komorowskiego nowelizacji odpowiedniej ustawy) - Instytutu Pamięci Narodowej.

Tak oto, operacja „żałoba narodowa” została przez Platformę przekuta na całkiem wymierne korzyści polityczne.

II. Operacja „pojednanie”.

Powyższy przykład obija mi się natrętnie między uszami, gdy obserwuję wielki pic, jakim jest zadekretowana odgórnie farsa polsko – rosyjskiego „pojednania”. Pojednania dokonywanego nad trumnami ofiar wciąż niewyjaśnionej smoleńskiej tragedii. Wiem, że na ten temat wystukano pewnie setki tysięcy znaków na różnych klawiaturach, mimo to, pragnąłbym zwrócić uwagę na geopolityczny aspekt tego, co dzieje się pod naszymi nosami.

Otóż sądzę, że podobnie jak w przypadku żałoby narodowej, operacja „pojednanie” ma na celu „przykrycie” posunięć prowadzących do utraty przez Polskę resztek faktycznej suwerenności (bo suwerenności nominalnej nikt nam nie odbiera – jak u schyłku I Rzeczypospolitej). Ów wstydliwy aspekt „pojednania”, to systematyczne wycofywanie się rządu III RP choćby z pozorów dbałości o niezależność surowcowo – energetyczną. Za tym idzie degradacja statusu Polski na geopolitycznej szachownicy.

Hasłowo rzecz ujmując:

1) Nieuchronnie zbliża się moment ostatecznego zatwierdzenia renegocjacji „kontraktu jamalskiego”. Stawiamy się tym samym w pozycji ćpuna uzależnionego zarówno od narkotyku, jak i jedynego dealera w okolicy - do 2037 roku.

2) Kwestia gazoportu w Świnoujściu jakoś tak „wypadła z obiegu”. Podobnie jak problem, czy Nord Stream na newralgicznym odcinku, przecinającym tor wodny biegnący do świnoujskiego portu, zostanie poprowadzony po dnie Bałtyku, czy zakopany.

3) Polskie złoża gazu łupkowego – jeżeli aktywność Radosława Sikorskiego w tej materii okaże się równie przeciwskuteczna, jak w przypadku tarczy antyrakietowej… to miej nas Boże w opiece. Na dodatek, Gazprom ponoć ma chrapkę na nasz „shale gas”. I coś mi się widzi, że się dochrapie… (np. wykupi udziały w którejś z amerykańskich firm posiadających koncesje na poszukiwanie, następnie zaś na wydobycie gazu łupkowego w Polsce).

4) Rosja buduje pod Kaliningradem elektrownię atomową. Proponuje nam „podłączenie się” pod tą inwestycję. Taka łaskawa. Budowa polskiej elektrowni atomowej (tak , wiem, że to miała być francuska inwestycja – ale, z dwojga złego – wolę to) spadła z „publicznej agendy” dyskutowanych zagadnień. W efekcie – zamiast elektrowni wybudowanej na naszym terytorium, podepniemy się pod atom ruski. Pstryczek – elektryczek, podobnie jak pstryczek - gazowniczek będzie na Kremlu.

5) Gazprom tworzy nowe przyczółki swej agentury wpływu w Priwislańskim Kraju. Na początek – stypendia dla doktorantów z Uniwersytetu Warszawskiego. Wróżę, że inne uniwersytety podążą niebawem tym tropem, a po wykształceniu kadr, Aleksiej Miller bez krępacji ogłosi powstanie w Polsce gazpromowskiego „ucziliszcza”.

III. Neokolonializm w białych rękawiczkach.


Odnoszę nieodparte wrażenie, że Niemcy i Rosja porozumiały się co do przyszłości Polski (i szerzej – całego regionu), jako wspólnego kondominium. Do tej pory walka o wpływy przebiegała między Niemcami, Rosją, a USA. Obecnie, po wycofaniu się Stanów Zjednoczonych, opustoszałą działkę skwapliwie zagospodarowują dwaj pozostali gracze, którzy wspólnymi siłami zadbają o to, by „porządek panował w Warszawie” (i okolicach).

Ot, taki neokolonializm w białych rękawiczkach.

Unia Europejska, po kilkuletniej euforii rozszerzenia na wschód, ma najwyraźniej dosyć permanentnego bólu głowy z tymi wszystkimi dziwnymi państewkami, których nazw nawet nie sposób wymówić, a które na dodatek ciągle czegoś chcą i nie zawsze wiedzą, kiedy siedzieć cicho.

Cóż zatem się dziwić, że z radością podzielono się odpowiedzialnością za stabilność naszego regionu z zawsze gotową do tego Rosją. Tym bardziej, że ów podział odbył się za cenę stosunkowo niewielkich z punktu widzenia Zachodu ustępstw.

Jednamy się zatem z Moskalami i będziemy jednać się aż do skutku. Formalnie, rzecz jasna, pozostaniemy członkami UE i NATO, w praktyce natomiast stoczymy się do szarej strefy geopolitycznej niedookreśloności. W tej niedookreśloności zawiera się zarówno powrót do energetyczno – surowcowego neo – RWPG, jak i to, że NATO przez kolejne lata jakoś nie będzie w stanie wysmażyć planów na wypadek agresji na kraje Europy Środkowo – Wschodniej. Unia Europejska natomiast zredukuje swą aktywność do pryncypialnego besztania, bądź protekcjonalnego poklepywania po ramieniu, w zależności od poziomu ukontentowania naszą postawą możnych tego świata.

A jeżeli obecny „trynd” się utrzyma to, być może, Rosja zgodzi się wielkodusznie partycypować w którejś z mutacji tarczy antyrakietowej. I wówczas powstanie u nas stosowna baza. Rosyjska.

Gadający Grzyb

Pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

Hodowla agentury wpływu.


Uniwersytet Warszawski – kolejny przyczółek „partii Gazpromu” w Polsce?

I. Senator Nowosilcow w „Polsze”.

Przez większość mediodajni informacja przeszła bez echa. Sam bym przeoczył, gdyby nie to, że klikając po portalach natrafiłem w „Rzepie” na komunikat, zapowiadający studencki protest przeciw podpisaniu umowy stypendialnej między Uniwersytetem Warszawskim a Gazpromem.

Czym prędzej pośpieszyłem na stronę UW w poszukiwaniu oficjalnego stanowiska władz „ucziliszcza” powołanego w 1816 roku przez Cesarza i Samodzierżawcę Wszechrosyjskiego, a przy okazji - Króla Polski, Aleksandra I. Czyżby szacowne magnificencje powróciły do źródeł? I to nie do tych z czasów Szkoły Prawa i Szkoły Lekarskiej, utworzonych w Księstwie Warszawskim, lecz tych z post – „kongresowiedeńskich” lat Królestwa Polskiego?

Nuu, oto, co ujrzały moje piękne oczy:

a) Uniwersytet Warszawski podpisał „trójstronne porozumienie”.

b) Porozumienie dotyczy pięcioletniego programu stypendialnego dla doktorantów i zostało zawarte „pomiędzy UW a spółkami Gazprom Export i EuRoPol GAZ”.

c) Program stypendialny będzie obejmował „doktorantów z Uniwersytetu Warszawskiego, którzy prowadzą badania dotyczące stosunków polsko-rosyjskich: gospodarczych, politycznych czy kulturalnych”.

d)
Na dzień dobry stypendystów będzie osiemnastu, zaś łączna suma ich obrazowania wyniesie 100.000 Euro.

***

Kulturalne ozdobniki z podpunktu c) chyba możemy sobie darować. Póki co, spragnionych wiedzy doktorantów będzie osiemnastu. Za skromne sto tysięcy Euro. Wot, tak na początek. Wybrańcy po uzyskaniu doktoratów, dokooptują zapewne akolitów. Maszynka nabierze rozpędu. Rozkręci się jak ta lala.

Ach, zapomniałbym - „ucziliszcze” odwiedziła przy tej okazji nie byle jaka persona – sam Senator Nowosilc…, to jest, chciałem rzec, wice – szef Gazpromu, Aleksander Miedwiediew. Przypomnę, że Gazprom posiada 48% udziałów w EuRoPolGazie, zaś Aleksander Miedwiediew jest przewodniczącym Rady Nadzorczej wzmiankowanego interesu, kontrolującego biegnący przez Polskę odcinek tzw. „gazociągu jamalskiego”.

II. „Bezstronni fachowcy” od przekonywania.

W taki oto sposób hoduje się „bezstronnych fachowców”, którzy następnie stają się dyżurnymi „twarzami”, występującymi we wszystkich możliwych i niemożliwych mediodajniach. Będą, jako „niezależni eksperci”, rzecz jasna, urabiać opinię publiczną i rozładowywać społecznie napięcie, gdy jakiś oszołom zacznie zbyt głośno krzyczeć o braku dywersyfikacji dostaw gazu i uzależnieniu Polski od rosyjskiej rury. Będą przekonywać o rozlicznych profitach płynących z „konstruktywnej” współpracy między Polską a Rosją i Gazpromem.

Zapewne część z nich – wszak są młodzi, obiecujący itd. dołączy (z dyskretny poparciem mocodawców) do gabinetów politycznych naszych Wielce Ważnych Person, by uważnie baczyć na odpowiednią „owocność” polsko – gazpromowskiej ścisłej współpracy, i aby owa ścisła współpraca, spasi Hospodi! , nie uległa rozluźnieniu.

Kwestię agenturalnego werbunku przyszłych stypendystów należy przyjąć za pewnik. Gazprom nie jest normalną firmą, nawet jak na specyficzne standardy surowcowej branży. Gazprom jest jednym z podstawowych narzędzi realizacji neoimperialnej polityki Rosji. Tak, tejże Rosji, z którą się ostatnio „jednamy”, a która konsekwentnie przywiązuje do siebie Europę za pomocą gazowej smyczy, ze szczególnym uwzględnieniem państw byłego ZSRR i szerzej – RWPG.

Władze Uniwersytetu Warszawskiego powinny o tym wiedzieć. Albo, przynajmniej, zapytać się kogoś w miarę przytomnego, przed podpisaniem stypendialnego dealu.

III. Gazprom czuwa…nad „mądrością etapu”.


Trudno nie interpretować edukacyjno – agenturalnej inicjatywy Gazpromu inaczej, niż w kategoriach kolejnego etapu podporządkowywania sobie polskiej polityki energetyczno – surowcowej. Po sukcesie, nazwijmy to: „polit – biznesowym” (aneks do tzw. „kontraktu jamalskiego” przedłużający dostawy do 2037 roku plus podporządkowanie Rosji EuRoPolGazu) należy ukształtować rzeczników „porozumienia”. Mieć własnych, miejscowych „fachowców” w Priwislańskim Kraju – bezcenne. Wystarczająco giętcy „stypendyści” z pewnością zrozumieją „mądrość etapu”. A że są młodzi, to nikt nie wytknie im konszachtów z komuną.

Ptaszęta ćwierkają, iż Gazprom przymierza się do wypchnięcia z Polski amerykańskich firm zainteresowanych naszymi złożami gazu łupkowego. Zajmie ich miejsce, a że nie dysponuje odpowiednimi technologiami, miast wydobywać, położy na nich swą niedźwiedzią łapę i dalej będzie nam pchał swój – nieswój gaz. Bądź to z Syberii, bądź z „odzyskanych” republik centralno - azjatyckich.

Na zakończenie wątku, uwaga pod adresem władz UW. Czy jedna z kluczowych placówek uniwersyteckich, mimo chronicznego niedoinwestowania, naprawdę musi korzystać ze stypendiów ufundowanych przez firmę będącą prawą ręką i podporą ludobójczego reżimu Putina? Owszem, zdaję sobie sprawę z tego, iż na całym świecie najróżniejsze firmy mają swoje programy stypendialne i podejmują współpracę – na ogół ku obopólnej korzyści – z instytucjami naukowo – badawczymi. Tylko, jak wspomniałem nieco wyżej, a tu powtórzę wielkimi literami: GAZPROM TO NIE JEST NORMALNA FIRMA.

Dotarło do Magnificencji, czy nie dotarło?

IV. Podsumowanie.

Oj, nie próżnuje ten Gazprom, nie próżnuje… Nie zasypia gruszek w popiele.

Stawiam mój grzybi kapelusz przeciw bananom, że stypendystów Gazpromu czekają świetne kariery. O ile będą lojalni wobec dobroczyńcy.

Przytoczę po raz kolejny główną tezę niniejszej notki - tak hoduje się agenturę wpływu. W niedalekiej przyszłości, widząc młodego, przebojowego doktora z ambicjami, wypowiadającego się w teleokienku i optującego twardo za niebywałymi korzyściami płynącymi z „konstruktywnej” współpracy z Rosją w ogóle, a z Gazpromem w szczególności, warto będzie sprawdzić, czy aby nie był beneficjentem opisywanego tu stypendium.

Tuszę, iż listę przyszłych stypendystów z Gazpromowej łaski Uniwersytet Warszawski zamieści na swojej stronie internetowej.

W końcu – czegóż tu się wstydzić?

Nieprawdaż?

Gadający Grzyb

P.S. O moim grzebaniu w gazie...

Pierwotna publikacja: www.niepoprani.pl

piątek, 19 lutego 2010

Gaz łupkowy – nowa nadzieja.


W kwestiach bezpieczeństwa energetycznego rachunek ekonomiczny ma znaczenie drugorzędne.

No, no… co to się porobiło… Myślałem, że o polskich złożach gazu łupkowego będzie w mediach panowała głucha cisza, niczym przez większą część naszych „negocjacji” z Gazpromem (przypomnę, negocjacje trwały od lutego 2009, zaś nasze przekaźniki i opozycja obudziły się dopiero w listopadzie 2009, gdy większość kluczowych kwestii była już przyklepana po myśli Gazpromu), a tu taka miła niespodzianka… Po wrzuceniu w wyszukiwarkę hasła „gaz łupkowy”, odnośniki wyskakują aż miło. Zatem ja, na użytek tych czytelników, którzy jeszcze przypadkiem o temacie nie słyszeli, zreferuję tylko pokrótce, w czym rzecz:

1) Łupki to rodzaj skał metamorficznych lub osadowych. Te drugie (łupki osadowe) w odpowiednich warunkach mogą tworzyć uszczelnienia zawierające ropę lub gaz. Nas interesują te z gazem, zwane łupkami gazonośnymi (łupkami czarnymi). Pozyskiwany z nich gaz nazywamy gazem łupkowym (shale gas). Jest to rodzaj „gazu niekonwencjonalnego” (w przeciwieństwie do gazu wydobywanego „tradycyjnymi” metodami).

2) Instytut Wood Mackenzie zajmujący się od 30 lat rozpoznaniem i doradztwem dla branży energetycznej i wydobywczej szacuje nasze złoża na 1,4 bln m3.

3) Oznacza to, że przy obecnym zużyciu ok. 14 mld m3 rocznie, gazu z samych tylko łupków starczyło by nam na następne 100 lat. Gdy doliczymy inne źródła pozyskiwania, takie jak wydobycie własne gazu „konwencjonalnego” i import tegoż z różnych kierunków (Rosja, Katar) – na o wiele dłużej.

4) Biorąc pod uwagę powyższe – przed Polską rysuje się niepowtarzalna szansa, byśmy stali się w stosunkowo nieodległej przyszłości poważnym eksporterem gazu.

5) W tej chwili wydobywanie gazu łupkowego na skalę przemysłową odbywa się tylko w USA i to Amerykanie są liderami odpowiednich technologii. Obecnie gaz łupkowy pokrywa zapotrzebowanie Stanów Zjednoczonych w 11% a planowane jest osiągnięcie pułapu 24% w 2015r.

6) Dzięki łupkom, USA wyprzedziło ostatnio w wydobyciu Rosję, a pozyskanie gazu z tego źródła wciąż rośnie. Stany z niedawnego importera, stają się eksporterem.

7) Jako że PGNiG nie dysponuje ponoć ani funduszami, ani odpowiednimi technologiami, koncesje poszukiwawcze (około 30) Ministerstwo Środowiska (konkretnie - Departament Geologii i Koncesji Geologicznej) rozdzieliło między podmioty zagraniczne (przede wszystkim amerykańskie). Otrzymały je takie firmy, jak: Chevron, Exxon Mobil, Marathon Oil Corp, ConocoPhillips, Aurelian, San Carlo, 3 Legs, BNK, LNG Energy.

8) Pierwsze odwierty rozpoczną się na wiosnę ("Lane Resources"– spółka zależna "3 Legs" + "ConocoPhilips" i BNK Petroleum.) Wyniki mamy poznać jesienią. Wg. wiceministra środowiska Henryka Jezierskiego (zarazem główny geolog kraju) wydobycie przemysłowe mogłoby ruszyć za 8 – 10 lat.

9) Pozyskanie gazu łupkowego jest droższe niż w przypadku tradycyjnych form wydobycia. W USA waha się w przedziale 80 – 130 USD za 1000 m3. Pytanie, jak te koszta kształtowałyby się w Polsce, szczególnie w odniesieniu do kosztów importu z Rosji.

10) Mimo kosztów, inwestycje w pozyskiwanie gazu łupkowego wciąż rosną i można śmiało rzec, że wkrótce w sposobach pozyskiwania gazu czeka świat „łupkowa rewolucja”, która ostatecznie zdetronizuje dotychczasowego hegemona, czyli Rosję. Przyznaje to sam Gazprom (gazownictwo.wnp.pl/gazprom-gaz-lupkowy-moze-zmienic-swiatowy-rynek-gazowy,100123_1_0_0.html )

Sabotaż jamalski.

W kontekście przytoczonych powyżej danych i prognoz, podpisanie przez Polskę umowy z Gazpromem w takim a nie innym kształcie, zakrawa wręcz na zdradę stanu.

Wiem, że to ciężkie oskarżenie, ale spójrzmy:

- Ministerstwo Gospodarki musiało dysponować danymi dotyczącymi naszych złóż, zainteresowania potencjalnych inwestorów, zmian zachodzących w światowych tendencjach sposobu wydobycia.

- Dlaczego zatem podpisaliśmy skrajnie niekorzystną umowę z Gazpromem, przedłużającą obowiązywanie tzw. kontraktu jamalskiego do 2037 roku?

- Dlaczego, mając na horyzoncie budowę gazoportu (2014r) i możliwość pozyskiwania gigantycznych ilości gazu łupkowego (lata 2018 - 2020), uzależniliśmy się od rosyjskich dostaw (ponad 10 mld m3 rocznie)?

- Dlaczego oddaliśmy Rosji kontrolę nad naszym odcinkiem gazociągu tranzytowego?

- Dlaczego podczas niemal rocznych negocjacji zachowywaliśmy się niczym przyparci do muru, jakbyśmy nie mieli żadnego pola manewru?

Toż to czysty sabotaż i dywersja. Uskutecznione, odnoszę wrażenie, z pełną premedytacją. Podziękujmy za to Waldemarowi Pawlakowi i Donaldowi Tuskowi (co do tego drugiego - nie jestem pewien, czy w ogóle orientuje się co "wynegocjowaliśmy").

Ekonomia i polityka.

Należałoby na koniec wspomnieć o jeszcze jednej kwestii. Przedstawiciele „partii Gazpromu” w Polsce uwielbiają podnosić argument ekonomiczny: że gaz, czy to z Norwegii, czy skroplony z Kataru, czy własny gaz łupkowy są droższe, zatem po co nam się porywać na takie ekstrawagancje (pamiętacie, co mówił Leszek Miller „uwalając”, z przeproszeniem, umowę na gaz z Norwegii?). Argumentom tym ulega sporo zdroworozsądkowych, wydawałoby się, osób.

To fałszywe postawienie sprawy. W kwestiach bezpieczeństwa energetycznego (i każdego innego) rachunek ekonomiczny ma znaczenie drugorzędne. Pierwsze skrzypce gra natomiast polityka. Tak, właśnie – bezpieczeństwo energetyczne to przede wszystkim sprawa polityczna o fundamentalnym, strategicznym znaczeniu dla kraju.

To dlatego Rosja z Niemcami puszczają rurę morzem, choć lądem byłoby taniej – bo taki jest interes polityczny obu państw, niezainteresowanych wzrostem znaczenia Europy Środkowo – Wschodniej, jako obszaru tranzytowego.

To dlatego nasz poprzedni rząd zainicjował projekt gazoportu – bo zwiększy on nasze bezpieczeństwo względem Rosji, mimo, że gaz LNG jest droższy.

Dlatego też należy od tej pory uważnie przyglądać się, wszelkim działaniom i zaniechaniem naszych obecnych i przyszłych „wybrańców” w kwestii polskich złóż gazu niekonwencjonalnego. I odnotowywać, kto będzie podnosił „argument”, że skoro mamy zagwarantowany tańszy gaz z Rosji, to po co nam jakieś tam „łupki”.

Gadający Grzyb

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

Inne moje teksty gazowe:

www.niepoprawni.pl/blog/287/czy-dokarmimy-rosje

niepoprawni.pl/blog/287/dokarmimy-rosje

niepoprawni.pl/blog/287/gazowy-cpun

www.niepoprawni.pl/blog/287/biadolenie-nad-rozlanym-mlekiem

www.niepoprawni.pl/blo

wtorek, 16 lutego 2010

100 miliardów dla Gazpromu…


…czyli stan naszego nie-posiadania.

Dawno już nie pisałem o temacie „gazowym”. Szczerze mówiąc – „wychłódło” mi. Wątki, które pół roku temu zaledwie przewijały się w drobnych notkach rubryk gospodarczych gazet i portali – teraz zostają zauważone i wyeksponowane. Tematy, które przynajmniej od roku (początek negocjacji z Rosją), powinny być wiodącymi - spychano na margines. Napisałem, „na margines”? – a, gdzie tam – spychano je wręcz poza margines publicznej debaty.

Dzisiaj, mówiąc kolokwialnie, jest „po ptokach”.

Gazowe negocjacje nie-szczęśliwie dobiegły kresu. W zeszłą środę (10.02.2010) rząd III RP skwapliwie zatwierdził ustalenia rozmów prowadzonych pod egidą ministra gospodarki – wicepremiera Waldemara Pawlaka. Sam sposób zatwierdzenia był skandalem. Otóż, odbyło się to… trybie obiegowym (tryb obiegowy – minister dostaje papier, podpisuje i kwita)! Bez dyskusji na posiedzeniu rządu!

Tak oto „przyklepano” renegocjację tzw. kontraktu jamalskiego.

Stan nie-posiadania.

Obecnie, stan naszego nie-posiadania wygląda następująco:

1) Do 2037r będziemy sprowadzać z Rosji 10,2 mld m3 gazu rocznie… Wrrróć! Konkretnie, to zobowiązaliśmy się, że kupimy od Rosji 250 mld m3 do 2037r. (wiem, że gdyby podzielić ogólną kwotę przez lata, to rachunek się nie zgodzi – ale, najwyraźniej, takie są antymatematyczne tajniki gazowych negocjacji).

2) Nasze roczne zużycie tegoż surowca wynosi w skali roku ok. 14,5 mld m3, przy wydobyciu własnym ok. 4 – 4,5 mld m3, co oznacza, że zostaniemy naładowani gazem „po gardło”.

3) Gaz będziemy kupować z zakazem reeksportu i w formule „bierz, lub płać”. Oznacza to, że nie będziemy mogli sprzedawać nadwyżek do innych krajów, a gdy nie weźmiemy „nadmiarowego” gazu, to będziemy płacić, tak jakbyśmy wzięli. (Dla porównania – Niemcy mogą odsprzedawać nadwyżki, ale Niemcy, to wiadomo – Niemcy…).

4) Rezygnujemy z zaległości za opłaty tranzytowe Gazpromu wobec EuRoPolGazu (różne szacunki: 180 – 300 mln dolarów plus odsetki). W zamian za to, Gazprom łaskawie obniży nam ceny gazu, by skompensować dług.

Pytanie, w jaki sposób Gazprom nam ów dług skompensuje, skoro są tak rozbieżne szacunki? Rozłoży sobie raty na dwadzieścia siedem lat? Taka formuła spłaty „rozmydli” całą kwotę do granic zauważalności.

5) Wartość kontraktu do 2037r. szacowana jest na sumę ok. 100 miliardów dolarów (żadne przejęzyczenie – co najmniej tyle zapłacimy Rosji przez najbliższe 27 lat! Dwa miliardy, siedemset milionów dolarów, płacone rok w rok na rosyjskie zbrojenia, umocnienie „mocarstwowej pozycji” i tak dalej… ).

6) Jak to skalkulowano w negocjacjach? Według obecnych cen ropy/gazu skorelowanych z kursem dolara? Czy stawki za, dajmy na to, miliard metrów sześciennych gazu są stałe, czy płynne, w zależności od tego, jak ceny surowców będą kształtowały się w przyszłości? Ale, po co pytać… Jeszcze człowiek usłyszy odpowiedź i żylaków na mózgu się nabawi.

7) Kontrolę nad EuRoPolGazem oddajemy Gazpromowi.

Gwoli wyjaśnienia:

a) EuRoPolGaz to spółka zarządzająca polskim odcinkiem tzw. „gazociągu jamalskiego” – z Syberii do Niemiec. Na dzień dzisiejszy, podział jest następujący: 48% przypada PGNiG, 48% OAO Gazprom, 4% Gas-Trading Aleksandra Gudzowatego.

b) Zobowiązaliśmy się „wykosić” z niej „prawem i lewem”, Gas-Trading Aleksandra Gudzowatego, który miał „układy” z Remem Wiachiriewem – czytaj, z ekipą Jelcyna (i dlatego wszedł do EuRoPolGazu), ale nie ma z Aleksiejem Millerem – czytaj, z ekipą Putina (i dlatego wypadnie z EuRoPolGazu).

c) Oznacza to, że w zależności od aktualnych życzeń Kremla, jesteśmy gotowi zmieniać strukturę własnościową kluczowych dla nas firm.

d) Teraz będzie fifty – fity. W EuRoPolGazie 50% będzie miało PGNiG, a 50% Gazprom. Uczciwy układ? A, guzik tam, uczciwy. Już teraz przewodniczącym rady nadzorczej jest Aleksander Miedwiediew (www.europolgaz.com.pl/firma_wladze.htm ) Proszę sobie doczytać resztę władz spółki.

e) W takiej sytuacji, gdy Gazprom jest jedynym dostarczycielem surowca do rury, sytuacja jest klarowna – wyrzekliśmy się kontroli nad tranzytowym gazociągiem. Jakkolwiek by „parytetowo” co do narodowości sformowano władze przedsiębiorstwa, Gazprom/Kreml będzie miał ostatnie słowo.

8) PGNiG wycofał się z berlińskiego procesu arbitrażowego przeciw RosUkrEnergo (taki, zarejestrowany w Szwajcarii gazpromowski pośrednik, który miał nam dostarczać rosyjski gaz z Ukrainy). RosUkrEnergo było nam krewne jakieś 60 mln dolców, ale co tam.

9) Wzdłuż jamalskiego gazociągu, którym od tej pory będzie niepodzielnie zarządzać Gazprom, biegnie kabel światłowodowy. Ot, tak sobie. Na pewno nie służy celom szpiegowskim. Rosjanie, bracia – Słowianie wszak czegoś podobnego by się nie dopuścili… Temat światłowodu niby stary, ale zawsze warto napomknąć.

Reszta cholernie dobrych wieści.


Ufff… niech no odsapnę…

A oto reszta cholernie dobrych wieści:

1) Finlandia zgodziła się na pociągnięcie rury (Nord Stream) przez jej wody terytorialne. Tym samym, Nord Stream nie ma już żadnych przeciwwskazań, by się spokojnie wybudować.

2) Gazociąg Północny przetnie tor wodny do portu w Świnoujściu, spłycając go tak, by gazowce typu Q-Flex mające dostarczać gaz z Kataru nie mogły nad nią przepłynąć. (Dane – obecnie tor wodny do portu w Świnoujściu ma głębokość ok. 14,5 m. Położenie rurociągu na dnie Bałtyku spłyci tor wodny do ok.14 m. Przy maksymalnym zanurzeniu gazowców typu Q-Flex 12,5 m., rura uniemożliwi wpłynięcie do portu, gdyż bezpieczny tor wodny dla tych statków wynosi przynajmniej 14,3 m.).

3) Niemieckie urzędy (Federalny Urząd Żeglugi i Hydrografii w Hamburgu oraz Urząd Górniczy Meklemburgii – Pomorza Przedniego w Stralsundzie) robią nas w konia, raz to twierdząc, iż wydały zgodę na położenie rury na dnie, innym razem zaś, że kwestia nie jest przesądzona. Mając na uwadze pokłady broni chemicznej z pierwszej, drugiej i trzeciej (tej zimnej) wojny światowej, jakie zalegają na dnie Bałtyku, nawet im się nie dziwię. Grzebanie w dnie naszego wspólnego morza, mogłoby być mocno niezdrowe.

4) A nasza dyplomacja, jak zwykle, jest nad podziw skuteczna…

5) Bałtycka rura zostanie, hm, jakby tu rzec… uzupełniona przez światłowód, wyposażony w czujniki pozwalające wychwytywać nie tylko okręty, ale nawet większe ryby. Innymi słowy – Rosja stanie się wywiadowczą panią na Bałtyku. I albo będzie się dzielić danymi z partnerem z Niemiec… albo nie.

6) Idę o zakład, że wskutek powyższych okoliczności, gazoport w Świnoujściu stanie się dla naszych władz „zbędną inwestycją”. Bo nieopłacalny, bo po co nam ten gazowy „kwiatek do kożucha”. Po kiego nam jakiś tam, terminal LNG… To wszystko były PiSowskie wymysły… A PiS, jak wiadomo, cierpi na gazowe, antyrosyjskie fobie…

7) Wychodzi na to, że zostaniemy zmuszeni do wybudowania nitki Bernau – Szczecin, za pomocą to którego gazociągu Niemcy będą nam, od czasu do czasu, sprzedawali swoje nadwyżki rosyjskiego gazu dostarczonego Nord Streamem (z odpowiednią przebitką). I na tym się skończy nasz sen o „dywersyfikacji”. Zaś różni przedstawiciele „rosyjskiej partii w Polsce” będą nam wpierać dyrdymały, typu: „gaz nie ma narodowości”.

8)
Za gazociągiem Bernau – Szczecin lobował od lat 90-tych Gudzowaty. Jego wizja zostanie zapewne zrealizowana, tyle że bez niego. Bo wypadł z obiegu kremlowskich korowodów. Był w Polsce człowiekiem Rema Wiachiriewa, takim jelcynowskim przeżytkiem, zaś obecnej ekipie władców Rosji potrzeba nowszych, bardziej „swoich”…

Bez obaw - nowi „swoi ludzie” na pewno się znajdą.

9)
A nasza dyplomacja jest nad podziw… A, tak – już to pisałem.

Ostatni bastion.

Cóż, budowy Nord Streamu nie da się już zablokować. Polska, zamiast działać na rzecz koalicji państw nadbałtyckich, które razem wzięte, mogły utopić tę inicjatywę, wolała w osobach tandemu Tusk – Sikorski, brylować na europejskich salonach i zbierać protekcjonalne pochwały.

W „negocjacjach” z Rosją, wicepremier Pawlak momentami wręcz przekształcał się w lobbystę Gazpromu, naciskając na PGNiG, by zrezygnowało z zaległych opłat tranzytowych i odszkodowania za nie dostarczony gaz z kierunku ukraińskiego. Na TYM odcinku pan wicepremier osiągnął pełen sukces…

Jest jeszcze jeden bastion możliwy do ocalenia. Nasza dyplomacja (która jest nad podziw…itd.) powinna zrobić wszystko, by Gazociąg Północny został zakopany pod dnem Bałtyku na newralgicznym odcinku toru wodnego do Świnoujścia.

Inaczej, naprawdę będziemy mieli przerąbane.

Gadający Grzyb

P.S. Na horyzoncie rysuje się nowa szansa. Są nią nasze złoża tzw. gazu łupkowego (ponoć jedne z większych na świecie), wydobyciem którego są zainteresowani Amerykanie. Ale o tym innym razem

Inne moje "gazowe" teksty:

www.niepoprawni.pl/blog/287/czy-dokarmimy-rosje

niepoprawni.pl/blog/287/dokarmimy-rosje

niepoprawni.pl/blog/287/gazowy-cpun

pierwotna publikacja:www.niepoprawni.pl