Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gaz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gaz. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 maja 2012

Tarcza i gaz

Nasza najbliższa przyszłość może wyglądać tak, że do uzależnienia surowcowego dołączy militarny protektorat Rosji.

I. Naści swój „reset”, mości Obamo...

Jakieś dwa lata temu w przypływie czarnego humoru zdarzyło się mi napisać, że jak tak dalej pójdzie, to doczekamy się w Polsce bazy antyrakietowej – rosyjskiej. I jak dotąd wszystko, powoli lecz nieubłaganie, idzie właśnie w tym kierunku. Oto niedawno w Moskwie odbyła się konferencja międzynarodowa dotycząca obrony przeciwrakietowej na której szef Sztabu Generalnego armii rosyjskiej, gen. Nikołaj Makarow ponowił propozycję wspólnej, natowsko-rosyjskiej tarczy antyrakietowej. Warunkiem jej powstania byłaby oczywiście rezygnacja NATO (czytaj – USA) z instalacji swych baz w krajach tzw. bliskiej zagranicy, tak by natowska część tarczy nie była w stanie przechwytywać rakiet balistycznych wystrzeliwanych z terytorium Rosji.

Przy okazji polskie media doniosły, iż Rosja po raz pierwszy przedstawiła szczegóły owego projektu – otóż Rosja miała by objąć „ochroną” nie tylko terytorium WNP, ale również kraje bałtyckie, część Norwegii oraz wschodnią Polskę, co oznacza dążenie do usankcjonowania strefy wpływów nie tylko w wymiarze surowcowo-energetycznym, jak ma to dziś miejsce w przypadku Pribałtiki i Polski, lecz również w wymiarze militarnym. Tyle, że nie jest to aż taka nowina, bowiem po raz pierwszy podobny projekt Rosja zgłosiła już w czerwcu zeszłego roku, co zresztą dało mi asumpt do powtórzenia żartu-proroctwa o ruskiej bazie w Polsce. Cóż, wygląda na to, że skoro rosyjska propozycja nie spotkała się rok temu ze stanowczym sprzeciwem, to wiecznie zagrożona przez wraży zapad „święta Ruś” uznała za stosowne włączyć ten pomysł do swej doktryny militarnej. Obecnie zaś generał Makarow pokazał mapkę doprecyzowującą stanowisko FR i z roku na rok będzie coraz trudniej wymusić na Rosji rezygnację z tych planów.

Będzie to tym trudniejsze, że na inaugurację drugiej rundy na kremlowskim stolcu ober-czekista Putin wydał dekret w którym stoi, iż należy „konsekwentnie bronić rosyjskiego podejścia w kwestii utworzenia globalnego systemu obrony przeciwrakietowej Stanów Zjednoczonych, starając się o uzyskanie trwałych gwarancji, że nie będzie ona skierowana przeciwko rosyjskim siłom odstraszania nuklearnego.” Natomiast na wspomnianej wcześniej konferencji generał Makarow bez zbędnej krępacji zagroził atakiem prewencyjnym na amerykańskie instalacje antyrakietowe m.in. za pomocą Iskanderów rozlokowanych w Obwodzie Kaliningradzkim.

Dorzućmy jeszcze do tego plany ulokowania stacji radiolokacyjnej „Woroneż” w Naddniestrzu, wzmacnianie sił na Kaukazie, utrzymywanie baz w Abchazji i Osetii Południowej w stanie podwyższonej gotowości, mianowanie na dowódcę Wojsk Lądowych FR generała Władimira Czirkina Walentinowicza – wojskowego z wieloletnim doświadczeniem na Zakaukaziu, Dalekim Wschodzie i Kaukazie Północnym - a wszystko to połączone z intensywnym przezbrajaniem armii rosyjskiej. Od razu widać, że Putin powraca z przytupem i we właściwym sobie stylu.

Naści swój „reset” o który żeś tak skamlał, mości Obamo.

II. Partia Gazpromu w natarciu

Tymczasem rozliczne sekcje lokalne „partii Gazpromu” rozsiane po byłych demoludach nie zasypiają gruszek w popiele, tylko pracują w pocie czoła nad umocnieniem rosyjskiego monopolu gazowego i opłacalnością powstającego South Stream. Oto kolejno moratoria na wydobycie gazu łupkowego wprowadziły Bułgaria, Rumunia i Czechy (w tym Bułgaria „na zawsze”). W efekcie Polska pozostaje sama na placu boju, co nie wróży dobrze, zważywszy na intensywny, antyłupkowy lobbying Gazpromu prowadzony pod „ekologistycznym” parawanem w Unii Europejskiej. Prekursorem na Zachodzie była Francja, która już w zeszłym roku zakazała u siebie prac nad eksploatacją tego surowca, a dziś w jej ślady podążają kraje Europy Środkowo-Wschodniej, motywując swe moratoria ekologią właśnie. Oczywiście, konkurencyjność łupków wobec rosyjskiego gazu konwencjonalnego i Gazociągu Południowego nie ma nic do rzeczy. Oczywiście...

Zatem z łupkami będziemy mieli pod górkę jeszcze bardziej niż do tej pory, gdyż naszym „unijnym partnerom” samowystarczalna energetycznie, czy wręcz eksportująca gaz Polska jest potrzebna jak psu piąta noga. Dotyczy to szczególnie unijnego hegemona, czyli Niemiec, którym może to popsuć wypracowywane latami rozliczne geszefty z Rosją, z Nord Streamem na czele. Niemcy zaś są w stanie poprzez unijne instytucje albo zakazać wydobycia gazu łupkowego, albo obwarować jego eksploatację rozlicznymi warunkami, które uczynią cały interes nieopłacalnym. Należy się zatem spodziewać rychłego wzmożenia ekologicznej wrażliwości wśród antyłupkowej euro-koalicji.

Pierwsze przymiarki mieliśmy już w zeszłym roku, kiedy to Komisja ds. Środowiska, Zdrowia Publicznego oraz Bezpieczeństwa Żywnościowego Parlamentu Europejskiego zamówiła raport na temat wpływu wydobycia gazu łupkowego na środowisko i zdrowie obywateli. Sporządzenie raportu Komisja zleciła niemieckiej firmie konsultingowej Ludwik-Bölkow Systemtechnik, żyjącej z doradztwa „pro-eko”. Jak można było się spodziewać raport wieszczy z tytułu eksploatacji łupków siedem plag egipskich i zupełnym przypadkiem zbiegło się to z nasileniem „ekologicznej” kampanii Gazpromu, który nie ustaje w wysiłkach, by przeforsować antyłupkowe regulacje w skali ogólnoeuropejskiej. Można się spodziewać, że w końcu mu się uda, bowiem polskie łupki godzą potencjalnie w zbyt wiele interesów i zbyt drastycznie naruszają europejskie energetyczne status quo, w którego budowę i utrzymanie kontynentalne potęgi zainwestowały zbyt wiele sił i środków.

***

I tym oto sposobem, nasza najbliższa przyszłość może wyglądać tak, że pozostaniemy na wieki wieków przykuci do strategicznych dostaw surowców ze wschodu, co – jeśli Obama uzyska reelekcję – rychło może zostać wzmocnione militarnym protektoratem Rosji w ramach wspólnej, rosyjsko-natowskiej tarczy antyrakietowej, oddającej nas pod pieczę Kremla według wytycznych ober-czekisty Putina i generała Makarowa. I wszystko mimo naszego zakotwiczenia w zachodnich strukturach, które to struktury miały nam gwarantować bezpieczeństwo, wiekuistą prosperity i wiele innych, różnistych cudowności. Doprawdy, wiele się musiało zmienić, by wszystko pozostało po staremu.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: Niepoprawne RadioPL

poniedziałek, 12 marca 2012

Partia Gazpromu w Polsce


Polski Urząd Regulacji Energetyki zachował się jak gazpromowska agentura wpływu. Zapłacimy za to wszyscy.


I. Skandal z rewersem wirtualnym

Jeśli ktoś miał wątpliwości co do istnienia „partii Gazpromu w Polsce”, której przedstawiciele ulokowani są w najróżniejszych instytucjach – nie wyłączając administracji państwowej, to niedawno mogliśmy zaobserwować jej działanie w praktyce.

Oto, jak podała „Wyborcza”, od marca obowiązuje nowa taryfa za przesył gazu rurociągiem jamalskim, drastycznie redukująca opłacalność tzw. rewersu wirtualnego. O co chodzi z tym rewersem? Otóż, od czterech miesięcy istnieje możliwość wirtualnego transportu tańszego gazu z Niemiec - do Lwówka k. Poznania lub do Włocławka - za pomocą jamalskiej rury. Polega to na tym, że zamawia się gaz u niemieckiego dostawcy, a następnie „wymienia” się go na gaz dostarczony fizycznie z Rosji. Za operację odpowiada spółka Gaz System. Opłacalność tego „wirtualnego transportu” wynika nie tylko z niższej ceny „niemieckiego” gazu, ale również z dotychczasowej preferencyjnej stawki płaconej za wejście do rury przy rewersie wirtualnym - wynosiła ona dotąd 13,12 zł za 1000 m3 gazu. Jeśli zważymy, iż w tym roku za pomocą rewersu wirtualnego możemy sprowadzić aż 3,7 mld m3 gazu, czyli niecałą 1/3 całkowitego zapotrzebowania Polski, zaś wydobycie własne zaspokaja ponad 1/3 (ok. 5 mld m3), to okazałoby się, że za przepłacony gaz z Rosji bulilibyśmy w o wiele mniejszym wymiarze, niż wynikałoby to z „wynegocjowanej” przez Waldemara Pawlaka umowy.

Niestety, nie ma tak dobrze, albowiem ni z tego, ni z owego EuRoPol Gaz, zawiadujący polskim odcinkiem gazociągu jamalskiego wprowadził nową stawkę za rewers wirtualny w wysokości 26,70 zł za 1000 m3 – ponad dwukrotnie wyższą od dotychczasowej! Formalnie w EuRoPol Gazie panuje równowaga udziałów między PGNiG a Gazpromem (po 48% udziałów, 4% ma Gas Trading), jednak to Gazprom jako dostarczyciel surowca gra tam pierwsze skrzypce, a szefem przedsiębiorstwa jest Aleksander Miedwiediew, zatem logiczne jest, iż będzie on reprezentował rosyjskie interesy, z którymi koliduje możliwość kupowania przez Polskę tańszego gazu z kierunku niemieckiego. To jedno.

II. Pod dyktando Gazpromu

Jednak prawdziwy skandal tkwi gdzie indziej. Mianowicie, według EuRoPol Gazu, dwukrotna podwyżka opłaty została wprowadzona... na pisemne wezwanie prezesa Urzędu Regulacji Energetyki! Innymi słowy, polski urząd i prezes Marek Woszczyk zachowali się jak gazpromowska agentura wpływu, redukując opłacalność rewersu wirtualnego. Import z Niemiec wciąż będzie stosunkowo korzystny, ale zwiększone koszty odbiją się w cenach gazu, za który zapłacimy wszyscy. Zyska na tym jedynie EuRoPol Gaz – czyli Gazprom i Rosja.

Dodatkowego smrodku przydaje sprawie moment podniesienia opłat, następuje on bowiem niedługo po tym, jak Polska skierowała do Trybunału Arbitrażowego w Sztokholmie pozew przeciw Gazpromowi i spółce Gazprom Eksport w którym domagamy się zmiany zasad ustalania cen i obniżenia ich o 10 procent. Warto pamiętać, iż w chwili obecnej płacimy ponad 500 dol. za 1000 m3, podczas gdy zachodni odbiorcy rosyjskiego gazu płacą średnio o 1/4 taniej, zaś Rosja dodatkowo jeszcze te ceny im obniża. Nam Rosja podobnych obniżek konsekwentnie odmawia i to by było tyle, jeśli chodzi o „korzystną formułę cenową” o której bredził wicepremier Waldemar Pawlak podczas pamiętnych gazowych negocjacji.

Efekt jest taki, że bardziej opłaca się nam odkupywać rosyjski gaz od Niemców. Nasi zachodni partnerzy sprowadzają surowiec z Rosji po tak korzystnych cenach, że nawet po doliczeniu marży ten niby-niemiecki gaz jest i tak o ok. 15% tańszy niż ten sam gaz kupowany bezpośrednio od Rosjan! Zresztą, w założeniu sprowadzanie gazu za pomocą rewersu wirtualnego miało być elementem nacisku na Gazprom, by w końcu obniżył nam stawki, tak jak uczynił to wobec zachodnich kontrahentów.

III. Dziwna niemożność

Po raz kolejny daje o sobie znać brak dywersyfikacji dostaw i oddanie de facto w rosyjskie ręce jamalskiej magistrali. I tu muszę przypomnieć o tzw. gazociągu słubickim, o którym pisałem w notce „Zapomniany gazociąg”. W skrócie: chodzi o gazociąg wybudowany w 2001 roku przez niemiecki koncern EWE, przebiegający pod Odrą w rejonie Słubic i zaopatrujący w gaz kilkadziesiąt gmin w woj. lubuskim. Niemcy do 2009 roku wybudowali ok. 1200 km gazociągów i oferowali Polsce możliwość sprzedaży do 2 mld m3 gazu rocznie. Do pełni szczęścia brakowało wybudowania 30 – 40 km rurociągu, który podłączyłby infrastrukturę niemieckiego koncernu do polskiej sieci przesyłowej. W ten sposób podpięlibyśmy się do europejskiego systemu przesyłowego z ominięciem „jamalu” i moglibyśmy dziś sprowadzać tańszy gaz z kierunku zachodniego bez zawracania sobie głowy różnymi „rewersami” i stawkami za wejście do rosyjskiej rury.

Niestety, mimo opracowania w 2004 roku studium wykonalności projektu i uzyskania pozwoleń na budowę, sprawa rozbiła się o postawę państwowego monopolisty, czyli spółki Gaz-System, zawiadującej polskimi gazociągami, która nie wyraziła zgody na podłączenie magistrali słubickiej do swojej sieci. Byłaby to oczywiście zaledwie namiastka dywersyfikacji, ale w naszej sytuacji nawet to byłoby nie do pogardzenia i dawało jakąś kartę przetargową wobec Gazpromu.

Tymczasem mamy niekorzystną umowę obowiązującą do 2022 roku, budowa gazoportu w Świnoujściu się ślimaczy, nie mówiąc już o Nord Streamie spłycającym tor podejściowy do portu, gaz łupkowy to melodia przyszłości i to niepewnej, zważywszy na antyłupkowy lobbing oraz dziwne machloje wokół koncesji, zaś Gazprom funduje stypendia dla doktorantów UW, werbując świeży narybek dla swej i tak potężnej agentury wpływu.

Partia Gazpromu w Polsce działa w ukryciu ale pełną parą. Przejawy jej aktywności można od czasu do czasu zaobserwować przy takich okazjach jak negocjacje gazowe, czy opisywana tu decyzja Urzędu Regulacji Energetyki. Jednak najlepszym dowodem na jej wszechobecność jest permanentny bezwład i niemożność naszego kraju we wszystkich inicjatywach, które mogłyby zagrozić interesom rosyjskiego giganta pełniącego funkcję czołowej broni w imperialnym arsenale Kremla.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: Niepoprawne RadioPL

sobota, 27 listopada 2010

O „korzystnej formule cenowej”


Motto: „W czasie negocjacji o dodatkowych dostawach udało nam się wypracować korzystną formułę ceny.” W. Pawlak.

I. Pół miliarda rocznie!

Trzymam się ostatnio tematyki surowcowo-energetycznej jak pijany płota, ale cóż począć skoro co i rusz pokazują się takie kwiatki, że nie sposób przejść obojętnie. Oto na łamach „Rzeczpospolitej” dr Hubert A. Janiszewski wylicza, ile straciliśmy w porównaniu z krajami UE na „korzystnej formule cenowej” wynegocjowanej przez ekipę Waldemara Pawlaka. Otóż autor, powołując się na dane Międzynarodowej Agencji Energii (IEA) podaje, że:

- w III kwartale br. Gazprom sprzedawał gaz do krajów UE średnio po 318 dol. za 1000 m3;

- Polska będzie płacić za ten sam gaz 350-370 dol. za 1000 m3;

- w efekcie, przy założeniu, że do końca 2010 sprowadzimy ok. 9,7 mld m3 gazu, oznacza to, że w skali roku zapłacimy Gazpromowi o ok. 485 mln dol. więcej niż pozostałe kraje UE!

Ten arcyciekawy aspekt umowy celnie skomentował Antoni Dudek, podnosząc kwestię, jak te niemal pół miliarda „zielonych” ma się do stanu naszych finansów publicznych i którzy urzędnicy sygnowali swoimi podpisami porozumienie z Gazpromem.

Ja pozwolę sobie potraktować sprawę w szerszym kontekście.

II. Dywersyfikacja, głupcze!

Po pierwsze, warto zwrócić uwagę na to, dlaczego inne kraje płacą mniej. Otóż, pozostali europejscy odbiorcy rosyjskiego gazu cieszą się komfortem realnej dywersyfikacji dostaw surowca – sprowadzają go z Norwegii, Kataru, Algierii... i Rosja, stosownie do tego „dywersyfikuje” ceny. Inna formuła dla krajów sprowadzających gaz z wielu źródeł, inna dla państw uzależnionych od kierunku rosyjskiego. Proste. Jeżeli np. norweski eksporter Statoil za 1000 m3 liczy sobie 282 dol., to naturalne jest, że Gazprom musi spuścić z tonu. Na marginesie: w powyższym kontekście warto by rozważyć pociągnięcie przed Trybunał Stanu Leszka Millera za zerwanie zainicjowanej przez rząd Buzka umowy z Norwegami.

W Stanach Zjednoczonych mają w porównaniu z Europą istne eldorado - cena gazu kształtuje się tam w granicach zaledwie 140 dol. za 1000 m3! (dane – III kwartał br.). No, ale oni mają z kolei inną dywersyfikację – wewnętrzną – czyli wydobywany na coraz większa skalę gaz łupkowy. Co poddaję pod rozwagę tym „fachowcom”, którzy wmawiają nam, że te całe „łupki” to miraż, gruszki na wierzbie i nie ma co zawracać sobie nimi głowy.

III. Putin – komiwojażer.

Innym elementem układanki jest wciąż spadająca cena gazu na światowych rynkach.
„W opinii Międzynarodowej Agencji Energii (IEA) szczyt spadków cen nastąpi w 2011 roku i może się utrzymywać przez kilka lat.”
- pisze dr Janiszewski. Światowy kryzys oznacza mniejsze zapotrzebowanie na surowiec i warto tę okoliczność wykorzystać, tym bardziej, że Gazprom wedle danych z 1 października 2009 roku jest zadłużony na 58,38 mld dolarów i musi mieć środki na obsługę długu, nie wspominając już o inwestycjach. Zmniejszone o 15 mld m3 (będzie 515 zamiast 530 mld m3) w stosunku do prognoz z początku roku wydobycie pogłębia trudną sytuację koncernu, a więc także budżetu i całej rosyjskiej gospodarki.

Jeśli spojrzeć pod tym kątem, przestaje dziwić tyleż oryginalna, co - jak się okazuje – rozpaczliwa propozycja Putina sformułowana na łamach „Sueddeutsche Zeitung" przed forum gospodarczym niemieckich menadżerów, na które rosyjski premier, niczym zdesperowany komiwojażer postanowił udać się osobiście.

Clou artykułu stanowiły postulaty stworzenia rosyjsko – europejskiego „aliansu gospodarczego”, wspólnego zarządzania europejskim przemysłem i powołanie wspólnego kompleksu energetycznego. Do tego doszła krytyka „deindustrializacji” europejskiej gospodarki. Żywię brzydkie podejrzenie, iż za tą szlachetną troską o europejski przemysł kryje się w istocie obawa przed dalszym kurczeniem się rynku zbytu na rosyjskie surowce.

Ofertę Putina można podsumować następująco: rozwijajcie przemysł i kupujcie więcej naszego gazu! (bo inaczej padniemy).

IV. Jeszcze o gazociągu słubickim.

A teraz powróćmy do naszych baranów. Muszę bowiem przypomnieć kwestię tzw. gazociągu słubickiego, o którym pisałem szerzej w notce „Zapomniany gazociąg”. Otóż za pomocą tego gazociągu niemiecki koncern EWE dostarcza gaz do wielu gmin w województwie lubuskim. Tenże koncern proponował nam sprzedaż do 2 mld m3 gazu rocznie, czyli tyle ile brakowało nam w gazowym bilansie i który to deficyt stanowił oficjalny powód - czy raczej pretekst - do zawarcia niedawnego porozumienia z Gazpromem.

Wprawdzie byłby to zapewne gaz rosyjski (Niemcy nie mają zakazu reeksportu), niemniej, Niemcy to obliczalny partner biznesowy i można mieć pewność, że „błękitne paliwo” byłoby tłoczone niezależnie od ewentualnych politycznych zawirowań, a nade wszystko – Niemcy kupują rosyjski gaz taniej, więc nawet po doliczeniu marży jego cena byłaby porównywalna z tym co i tak płacimy Rosji. Poza tym, te kilkadziesiąt polskich gmin już bierze gaz od EWE i jakoś nie narzekają na drożyznę. Prawda, panie Pawlak?

Trzeba jedynie wyłożyć ok. 120 mln złotych na położenie 30-40 km rur, by połączyć gazociąg z polską siecią przesyłową (dla porównania – EWE już wybudowało w Polsce 1200 km gazociągów) i udostępnić niemieckiej spółce któryś z magazynów – nie za darmo przecież! – do przechowywania obowiązkowych, ustawowych rezerw surowca.

Tyle, że państwowe spółki: Gaz-System (operator polskiej sieci) oraz PGNiG (właściciel magazynów) pozostają głuche na ofertę. Brak „woli politycznej” bije po oczach. Domyślam się, że dla wicepremiera Pawlaka to co jest dobre dla kilkudziesięciu lubuskich gmin nie jest „korzystną formułą cenową”.

O tym, że w ten sposób podłączylibyśmy się do europejskiego gazowego „krwiobiegu” nawet nie chce się wspominać...

V. Dobry wujek.

Z naszkicowanej powyżej sytuacji wynika, że podpisaliśmy długoletnią umowę, na mocy której będziemy słono przepłacali za surowiec, który w najbliższym czasie ma konsekwentnie tanieć, pogłębiając nasze uzależnienie od wschodniego kierunku dostaw i – chociażby - stawiając pod znakiem zapytania przyszłość świnoujskiego gazoportu. Ugięliśmy się pod cenowym dyktatem „potentata”, który właśnie przeżywa finansowe trudności i któremu kurczy się zarówno wydobycie, jak i rynek zbytu. Kuriozum na skalę światową.

Nic to. Te prawie pół miliarda dolarów ekstra, które w porównaniu do krajów Europy Zachodniej będziemy rok w rok walić w rosyjską studnię z pewnością się naszemu „partnerowi” przyda. Gazpromowi – chociażby na obsługę zadłużenia, zaś budżetowi Federacji Rosyjskiej do którego Gazprom odprowadza część dochodów... niech pomyślę... na modernizację armii... kolejne Mistrale...

Naszemu państwu i naszej armii te 485 mln dol. rocznie jest absolutnie zbędne. Wszak dla dalszego „ocieplenia” stosunków warto się zabawić w dobrego wujka i podesłać naszym nowym, posmoleńskim przyjaciołom trochę kasy.

Gadający Grzyb

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

środa, 17 listopada 2010

Intergaz-System, czyli firma dla czekisty.


Kolejna odsłona dzielenia polskiego tortu energetycznego.

I. Umoczyć dziób.

Oczywiście, nie mogło być tak, żeby polski tort energetyczny podzieliły między siebie jedynie chłopaki-kagiebiaki z Rosnieftu (vide - przymiarki do Lotosu) i Gazpromu. A inni to co, pies? Dlatego mądry car Władimir Władimirowicz Putin niczym roztropny ojciec chrzestny dba, by w polskim interesie mogli „umoczyć dziób” również pomniejsi członkowie kremlowsko-mafijnej rodzinki.

Weźmy takiego przyjaciela Putina jak Giennadij Timczenko, największy udziałowiec konsorcjum Nowatek (drugi co do wielkości producent gazu ziemnego w Rosji). Trzeba wspomóc druha-czekistę. I wspomożono, już w sierpniu 2010 roku, kiedy to bez zbędnych fanfar, dyskretnie, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta wydał zgodę na przejęcie przez Nowatek Polska stu procent udziałów w podkieleckim Intergaz-Systemie (będącym do tej pory własnością niemieckiej firmy Knaube), które to przedsiębiorstwo jest potentatem na rynku gazu LPG (m.in. gaz w butlach i autogaz) w południowo – wschodniej Polsce.

II. W cieniu gazowych negocjacji.


Przypomnijmy, że w tym samym czasie pełną parą szły gazowe renegocjacje tzw. „kontraktu jamalskiego”, kiedy to nasi „negocjatorzy” pod przewodem Waldemara Pawlaka dwoili się i troili, by „zapewnić stabilność dostaw” (czytaj – uzależnić nas od rosyjskiego gazu w stopniu wykluczającym jakąkolwiek znaczącą dywersyfikację) w jak najdłuższym wymiarze czasowym i jak największej ilości. Przy skali jamalskiego dealu udzielenie zgody na odstąpienie Rosjanom jakiejś tam firemki mogło jawić się jako nieznaczący epizod, mogący jedynie dodatkowo "ocieplić klimat".

Jednak, jak wiadomo, na finiszu do rozmów wmieszała się Komisja Europejska, która w interesie Niemiec doprowadziła do względnego poluzowania gazowego uścisku. Domyślam się, że musiało to przyśpieszyć parcie na przejęcie Intergazu. Transakcja kilka dni temu została więc szczęśliwie sfinalizowana.

III. Komu LPG, komu?

Jak optymistycznie podają rubryki gospodarcze niektórych portali, Nowatek jest operatorem „niezależnym”, co w praktyce oznacza, że Gazprom jest „zaledwie” mniejszościowym udziałowcem (19,58 %), większość udziałów (23,5 %) kontroluje natomiast Volga Resources, fundusz inwestycyjny należący do wspomnianego już Giennadija Timczenki, byłego oficera KGB, przyjaciela Putina jeszcze z petersburskich czasów. Trzeci duży udziałowiec, to prezes Nowateku, Leonid Michelson (20 proc.).

Nowatek już w tej chwili sprowadza do Polski 20-25 tysięcy ton LPG, co przekłada się na kontrolę nad 12,5 – 15% rynku. Teraz Rosjanie otrzymają za 3 mln USD rozwiniętą firmę z siecią dystrybucji (w promieniu 250 km od Kielc i całym kraju jeśli chodzi o przemysłowe instalacje zbiornikowe), bazą zbiornikową, rozlewniami gazu do butli, cysternami... a nade wszystko nowoczesnym przeładunkowym terminalem kolejowo – drogowym zlokalizowanym przy szerokim (wiodącym z Ukrainy) i standardowym torze (lokalizacja – Wola Żydowska k. Pińczowa). Sądzę, że dla Nowateku (jedynym prócz Gazpromu eksporterze gazu z Rosji) szczególnie łakomym kąskiem był właśnie ów terminal. Słowem – znakomita odskocznia do dalszej ekspansji na Polskę i region, co zresztą otwarcie przyznaje rosyjskie konsorcjum.

IV. „Porządkowanie” stref wpływów?


Ciekawa sprawa, że niemiecka firma Knaube, bez oporów zgodziła się odsprzedać kwitnący interes za marne 3 miliony „zielonych”, czyli nieco ponad 8,8 mln zł. Czyżby Niemcy aż tak rozpaczliwie potrzebowali gotówki? Nie sądzę. Wygląda mi to raczej na element „porządkowania” gospodarczych stref wpływów w Polsce między Rosją a Niemcami, ale pewnie znajdą się tacy, co stwierdzą, że za transakcja stoją wyłącznie biznesowe względy, ja zaś jestem przewrażliwiony...

***

Cóż, może to przejaw mojej tyleż chronicznej, co nieuleczalnej rusofobii, ale nie tankuję na rosyjskich stacjach obecnych już w Polsce. Wystarczy mi świadomość, że kupuję paliwo wytwarzane z ruskiej ropy. Teraz mam nieśmiałą prośbę to właścicieli aut na gaz: sprawdzajcie, czy wasza stacja nie zaopatruje się przypadkiem w Intergaz-Systemie. Nie ułatwiajmy Rosji konsumowania polskiego energetycznego tortu. Wystarczy, że czyni to z zadziwiającą skwapliwością nasz rząd i jego agendy.

Gadający Grzyb

Pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

środa, 23 czerwca 2010

Nowa Zimna Wojna.


Motto: „Zachód przegrywa nową zimną wojnę, niemal nie zauważywszy, że się rozpoczęła.” (E. Lucas).

I. Jak przegrywamy wojnę.

Przeczytałem ostatnio książkę "Nowa Zimna Wojna" autorstwa Edwarda Lucasa, wieloletniego (od 1986 roku) korespondenta "The Economist" w Europie Środkowo – Wschodniej. Rzecz jest kilkusetstronicowym studium polityki rosyjskiej wewnętrznej i zewnętrznej, od upadku ZSRR do czasów współczesnych, ze szczególnym naciskiem na trwającą wciąż epokę Putina. Jak doszedł do władzy, jakimi metodami umocnił swą pozycję, co z tego wynika dla Rosji i świata zachodniego. Niby nic nowego – książka nie przynosi jakichś nieznanych wcześniej, sensacyjnych faktów. Jej podstawową siłą jest natomiast to, że rozproszone informacje przewijające się przez łamy najróżniejszych mediów zbiera w jednym miejscu i poddaje systematyzującej obróbce.

Efektem jest obraz putinizmu w pigułce i bezlitosna konstatacja: Rosja wytoczyła Zachodowi tytułową „Nową Zimną Wojnę”, i co gorsza, wygrywa ją, zaś Zachód zdaje się tego nie dostrzegać (albo nie chce dostrzec, co na jedno wychodzi). Warto dodać, że omawiana pozycja kończy się na 2008 roku. Sytuacja A.D. 2010 przedstawia się jeszcze gorzej, autor wyrażał bowiem np. nadzieję, że projekt Nord Stream nie dojdzie do skutku, zaś UE zdoła wykrzesać z siebie jakieś konkretne posunięcia w sprawie Nabucco. Dziś zapewne pożegnał się już z ostatnimi złudzeniami.

Nie będę streszczał tu rozdziału po rozdziale, generalnie jednak wymowa jest następująca:

- Rosja odbudowuje swoją strefę wpływów na obszarze post – sowieckim;

- lekceważenie tego obszaru przez Zachód jest potencjalnie tragicznym w skutkach błędem;

- Putin pod hasłem „suwerennej demokracji” rozumie skorumpowany systemowo oligarchiczny autorytaryzm, gdzie gospodarka, aparat państwowy i prawo służyć ma umacnianiu władzy wewnętrznej, a nie obywatelom i poszerzaniu wpływów zewnętrznych;

- Rosja dąży do energetycznej „finlandyzacji” Europy (gaz), wykupując udziały w europejskich firmach z branży i dążąc do maksymalizacji eksportu surowców;

- celem rosyjskiej polityki jest rozbicie UE jako spójnej struktury zdolnej do solidarnego występowania na zewnątrz (zwłaszcza wobec Rosji), stąd preferowanie stosunków bilateralnych z poszczególnymi krajami Wspólnoty;

- celem kolejnym jest wbicie klina między Europę i Amerykę przy użyciu m.in. zinfiltrowanych przez agenturę wpływu sił polityczno – biznesowych na Zachodzie;

- charakterystyczną cechą stosunków Rosja – Zachód jest nierównomierność: Rosja za pomocą zależnych przedsiębiorstw wkracza do zachodnich gospodarek, przy pilnym strzeżeniu energetycznego monopolu na własnym terytorium.

II. Impotencja strategiczna.

Porażająca jest krótkowzroczność i strategiczna impotencja państw Zachodu, niezdolnych do dostrzeżenia rzeczywistego charakteru reżimu Putina i funkcjonujących w relacjach z Rosją na zasadzie krótkowzrocznych geszeftów, bez oglądania się na długoterminowe skutki. Momentami sprawia to wrażenie celowego chowania głowy w piasek przez klasę polityczną skrępowaną naciskami przeróżnych lobbies. Rosja natomiast rozgrywa Zachód na zimno, z pełną świadomością celów.

W tym kontekście rozbrajająco brzmią rady Autora z ostatniego rozdziału, co też Zachód powinien zrobić, by nie przegrać nowej zimnej wojny. Streszczę niektóre:

- przywrócenie znaczenia związkom euroatlantyckim;

- wyzbycie się złudzeń co do reżimu Putina;

- żądanie pełnej przejrzystości w odniesieniu do funkcjonujących na zachodnich rynkach rosyjskich przedsiębiorstw;

- solidarność energetyczna;

- postawienie kwestii strategicznych ponad doraźnymi zyskami;

- nieuleganie pokusom dwustronnych ekskluzywnych relacji z pominięciem innych partnerów;

- stanowcze egzekwowanie podjętych przez Rosję zobowiązań...

i te de, i te pe.

Jak widać, Zachód postępuje dokładnie odwrotnie. Co gorsza, trudno być optymistą co do ewentualnej zmiany tej mieszaniny naiwności i krótkowzrocznego „pragmatyzmu”. A to wrózy bardzo źle również i dla nas.

III. A Polska?

Trudno nie zauważyć, że w tę zachodnią ślepotę ochoczo wpisuje się Polska, zapewne wskutek osławionego „podążania z głównym nurtem”. Przedłużenie tzw. „kontraktu jamalskiego”, zamrożenie budowy gazoportu, oddanie Gazpromowi kontroli nad EuRoPol Gazem, sabotowanie projektu tarczy antyrakietowej, ostatnio zaś groteskowe „pojednanie” i podpisanie przez Uniwersytet Warszawski umowy stypendialnej z Gazpromem dla doktorantów, zupełnie jakby mało było dotychczasowej rosyjskiej agentury...

W tym świetle trudno nie mieć czarnych myśli również co do perspektyw wydobycia w Polsce gazu z łupków bitumicznych, tym bardziej po słowach p.o.p. Bronisława Komorowskiego wyrażającego zatroskanie stanem naszego krajobrazu, który miałby ucierpieć na skutek „odkrywkowej” eksploatacji gazowych złóż.

Mniejsza o to, że pan marszałek bredzi, gdyż amerykańskie firmy pozyskują gaz łupkowy za pomocą zupełnie innych technologii. Komorowski ewidentnie nie wiedział o czym mówi (nie po raz pierwszy zresztą) a mimo to, być może nieświadomie, powtórzył pseudo – ekologiczną propagandę Gazpromu, który stałby się największym przegranym „łupkowej rewolucji”. A to znaczy, że gdzieś musiał tę retorykę usłyszeć, że ktoś „życzliwy” „nasączył” go tego typu kierunkiem myślenia. Pokazuje to do jakiego stopnia otoczenie Komorowskiego przeżarte jest agenturą wpływu. Kwestię, czy sam Komorowski również jest agentem, czy jedynie pożytecznym idiotą delegowanym na urząd w charakterze marionetki, pozostawiam otwartą.

Jedno nie ulega wątpliwości: w prowadzonej przez Putina nowej zimnej wojnie Polska z własnej woli powiela zachodnią receptę na przegraną.

I jeszcze: jak to możliwe, że podobna książka nie powstała do tej pory w Polsce? Nie ma zapotrzebowania?

Gadający Grzyb
pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

sobota, 29 maja 2010

Hodowla agentury wpływu.


Uniwersytet Warszawski – kolejny przyczółek „partii Gazpromu” w Polsce?

I. Senator Nowosilcow w „Polsze”.

Przez większość mediodajni informacja przeszła bez echa. Sam bym przeoczył, gdyby nie to, że klikając po portalach natrafiłem w „Rzepie” na komunikat, zapowiadający studencki protest przeciw podpisaniu umowy stypendialnej między Uniwersytetem Warszawskim a Gazpromem.

Czym prędzej pośpieszyłem na stronę UW w poszukiwaniu oficjalnego stanowiska władz „ucziliszcza” powołanego w 1816 roku przez Cesarza i Samodzierżawcę Wszechrosyjskiego, a przy okazji - Króla Polski, Aleksandra I. Czyżby szacowne magnificencje powróciły do źródeł? I to nie do tych z czasów Szkoły Prawa i Szkoły Lekarskiej, utworzonych w Księstwie Warszawskim, lecz tych z post – „kongresowiedeńskich” lat Królestwa Polskiego?

Nuu, oto, co ujrzały moje piękne oczy:

a) Uniwersytet Warszawski podpisał „trójstronne porozumienie”.

b) Porozumienie dotyczy pięcioletniego programu stypendialnego dla doktorantów i zostało zawarte „pomiędzy UW a spółkami Gazprom Export i EuRoPol GAZ”.

c) Program stypendialny będzie obejmował „doktorantów z Uniwersytetu Warszawskiego, którzy prowadzą badania dotyczące stosunków polsko-rosyjskich: gospodarczych, politycznych czy kulturalnych”.

d)
Na dzień dobry stypendystów będzie osiemnastu, zaś łączna suma ich obrazowania wyniesie 100.000 Euro.

***

Kulturalne ozdobniki z podpunktu c) chyba możemy sobie darować. Póki co, spragnionych wiedzy doktorantów będzie osiemnastu. Za skromne sto tysięcy Euro. Wot, tak na początek. Wybrańcy po uzyskaniu doktoratów, dokooptują zapewne akolitów. Maszynka nabierze rozpędu. Rozkręci się jak ta lala.

Ach, zapomniałbym - „ucziliszcze” odwiedziła przy tej okazji nie byle jaka persona – sam Senator Nowosilc…, to jest, chciałem rzec, wice – szef Gazpromu, Aleksander Miedwiediew. Przypomnę, że Gazprom posiada 48% udziałów w EuRoPolGazie, zaś Aleksander Miedwiediew jest przewodniczącym Rady Nadzorczej wzmiankowanego interesu, kontrolującego biegnący przez Polskę odcinek tzw. „gazociągu jamalskiego”.

II. „Bezstronni fachowcy” od przekonywania.

W taki oto sposób hoduje się „bezstronnych fachowców”, którzy następnie stają się dyżurnymi „twarzami”, występującymi we wszystkich możliwych i niemożliwych mediodajniach. Będą, jako „niezależni eksperci”, rzecz jasna, urabiać opinię publiczną i rozładowywać społecznie napięcie, gdy jakiś oszołom zacznie zbyt głośno krzyczeć o braku dywersyfikacji dostaw gazu i uzależnieniu Polski od rosyjskiej rury. Będą przekonywać o rozlicznych profitach płynących z „konstruktywnej” współpracy między Polską a Rosją i Gazpromem.

Zapewne część z nich – wszak są młodzi, obiecujący itd. dołączy (z dyskretny poparciem mocodawców) do gabinetów politycznych naszych Wielce Ważnych Person, by uważnie baczyć na odpowiednią „owocność” polsko – gazpromowskiej ścisłej współpracy, i aby owa ścisła współpraca, spasi Hospodi! , nie uległa rozluźnieniu.

Kwestię agenturalnego werbunku przyszłych stypendystów należy przyjąć za pewnik. Gazprom nie jest normalną firmą, nawet jak na specyficzne standardy surowcowej branży. Gazprom jest jednym z podstawowych narzędzi realizacji neoimperialnej polityki Rosji. Tak, tejże Rosji, z którą się ostatnio „jednamy”, a która konsekwentnie przywiązuje do siebie Europę za pomocą gazowej smyczy, ze szczególnym uwzględnieniem państw byłego ZSRR i szerzej – RWPG.

Władze Uniwersytetu Warszawskiego powinny o tym wiedzieć. Albo, przynajmniej, zapytać się kogoś w miarę przytomnego, przed podpisaniem stypendialnego dealu.

III. Gazprom czuwa…nad „mądrością etapu”.


Trudno nie interpretować edukacyjno – agenturalnej inicjatywy Gazpromu inaczej, niż w kategoriach kolejnego etapu podporządkowywania sobie polskiej polityki energetyczno – surowcowej. Po sukcesie, nazwijmy to: „polit – biznesowym” (aneks do tzw. „kontraktu jamalskiego” przedłużający dostawy do 2037 roku plus podporządkowanie Rosji EuRoPolGazu) należy ukształtować rzeczników „porozumienia”. Mieć własnych, miejscowych „fachowców” w Priwislańskim Kraju – bezcenne. Wystarczająco giętcy „stypendyści” z pewnością zrozumieją „mądrość etapu”. A że są młodzi, to nikt nie wytknie im konszachtów z komuną.

Ptaszęta ćwierkają, iż Gazprom przymierza się do wypchnięcia z Polski amerykańskich firm zainteresowanych naszymi złożami gazu łupkowego. Zajmie ich miejsce, a że nie dysponuje odpowiednimi technologiami, miast wydobywać, położy na nich swą niedźwiedzią łapę i dalej będzie nam pchał swój – nieswój gaz. Bądź to z Syberii, bądź z „odzyskanych” republik centralno - azjatyckich.

Na zakończenie wątku, uwaga pod adresem władz UW. Czy jedna z kluczowych placówek uniwersyteckich, mimo chronicznego niedoinwestowania, naprawdę musi korzystać ze stypendiów ufundowanych przez firmę będącą prawą ręką i podporą ludobójczego reżimu Putina? Owszem, zdaję sobie sprawę z tego, iż na całym świecie najróżniejsze firmy mają swoje programy stypendialne i podejmują współpracę – na ogół ku obopólnej korzyści – z instytucjami naukowo – badawczymi. Tylko, jak wspomniałem nieco wyżej, a tu powtórzę wielkimi literami: GAZPROM TO NIE JEST NORMALNA FIRMA.

Dotarło do Magnificencji, czy nie dotarło?

IV. Podsumowanie.

Oj, nie próżnuje ten Gazprom, nie próżnuje… Nie zasypia gruszek w popiele.

Stawiam mój grzybi kapelusz przeciw bananom, że stypendystów Gazpromu czekają świetne kariery. O ile będą lojalni wobec dobroczyńcy.

Przytoczę po raz kolejny główną tezę niniejszej notki - tak hoduje się agenturę wpływu. W niedalekiej przyszłości, widząc młodego, przebojowego doktora z ambicjami, wypowiadającego się w teleokienku i optującego twardo za niebywałymi korzyściami płynącymi z „konstruktywnej” współpracy z Rosją w ogóle, a z Gazpromem w szczególności, warto będzie sprawdzić, czy aby nie był beneficjentem opisywanego tu stypendium.

Tuszę, iż listę przyszłych stypendystów z Gazpromowej łaski Uniwersytet Warszawski zamieści na swojej stronie internetowej.

W końcu – czegóż tu się wstydzić?

Nieprawdaż?

Gadający Grzyb

P.S. O moim grzebaniu w gazie...

Pierwotna publikacja: www.niepoprani.pl

piątek, 19 lutego 2010

Gaz łupkowy – nowa nadzieja.


W kwestiach bezpieczeństwa energetycznego rachunek ekonomiczny ma znaczenie drugorzędne.

No, no… co to się porobiło… Myślałem, że o polskich złożach gazu łupkowego będzie w mediach panowała głucha cisza, niczym przez większą część naszych „negocjacji” z Gazpromem (przypomnę, negocjacje trwały od lutego 2009, zaś nasze przekaźniki i opozycja obudziły się dopiero w listopadzie 2009, gdy większość kluczowych kwestii była już przyklepana po myśli Gazpromu), a tu taka miła niespodzianka… Po wrzuceniu w wyszukiwarkę hasła „gaz łupkowy”, odnośniki wyskakują aż miło. Zatem ja, na użytek tych czytelników, którzy jeszcze przypadkiem o temacie nie słyszeli, zreferuję tylko pokrótce, w czym rzecz:

1) Łupki to rodzaj skał metamorficznych lub osadowych. Te drugie (łupki osadowe) w odpowiednich warunkach mogą tworzyć uszczelnienia zawierające ropę lub gaz. Nas interesują te z gazem, zwane łupkami gazonośnymi (łupkami czarnymi). Pozyskiwany z nich gaz nazywamy gazem łupkowym (shale gas). Jest to rodzaj „gazu niekonwencjonalnego” (w przeciwieństwie do gazu wydobywanego „tradycyjnymi” metodami).

2) Instytut Wood Mackenzie zajmujący się od 30 lat rozpoznaniem i doradztwem dla branży energetycznej i wydobywczej szacuje nasze złoża na 1,4 bln m3.

3) Oznacza to, że przy obecnym zużyciu ok. 14 mld m3 rocznie, gazu z samych tylko łupków starczyło by nam na następne 100 lat. Gdy doliczymy inne źródła pozyskiwania, takie jak wydobycie własne gazu „konwencjonalnego” i import tegoż z różnych kierunków (Rosja, Katar) – na o wiele dłużej.

4) Biorąc pod uwagę powyższe – przed Polską rysuje się niepowtarzalna szansa, byśmy stali się w stosunkowo nieodległej przyszłości poważnym eksporterem gazu.

5) W tej chwili wydobywanie gazu łupkowego na skalę przemysłową odbywa się tylko w USA i to Amerykanie są liderami odpowiednich technologii. Obecnie gaz łupkowy pokrywa zapotrzebowanie Stanów Zjednoczonych w 11% a planowane jest osiągnięcie pułapu 24% w 2015r.

6) Dzięki łupkom, USA wyprzedziło ostatnio w wydobyciu Rosję, a pozyskanie gazu z tego źródła wciąż rośnie. Stany z niedawnego importera, stają się eksporterem.

7) Jako że PGNiG nie dysponuje ponoć ani funduszami, ani odpowiednimi technologiami, koncesje poszukiwawcze (około 30) Ministerstwo Środowiska (konkretnie - Departament Geologii i Koncesji Geologicznej) rozdzieliło między podmioty zagraniczne (przede wszystkim amerykańskie). Otrzymały je takie firmy, jak: Chevron, Exxon Mobil, Marathon Oil Corp, ConocoPhillips, Aurelian, San Carlo, 3 Legs, BNK, LNG Energy.

8) Pierwsze odwierty rozpoczną się na wiosnę ("Lane Resources"– spółka zależna "3 Legs" + "ConocoPhilips" i BNK Petroleum.) Wyniki mamy poznać jesienią. Wg. wiceministra środowiska Henryka Jezierskiego (zarazem główny geolog kraju) wydobycie przemysłowe mogłoby ruszyć za 8 – 10 lat.

9) Pozyskanie gazu łupkowego jest droższe niż w przypadku tradycyjnych form wydobycia. W USA waha się w przedziale 80 – 130 USD za 1000 m3. Pytanie, jak te koszta kształtowałyby się w Polsce, szczególnie w odniesieniu do kosztów importu z Rosji.

10) Mimo kosztów, inwestycje w pozyskiwanie gazu łupkowego wciąż rosną i można śmiało rzec, że wkrótce w sposobach pozyskiwania gazu czeka świat „łupkowa rewolucja”, która ostatecznie zdetronizuje dotychczasowego hegemona, czyli Rosję. Przyznaje to sam Gazprom (gazownictwo.wnp.pl/gazprom-gaz-lupkowy-moze-zmienic-swiatowy-rynek-gazowy,100123_1_0_0.html )

Sabotaż jamalski.

W kontekście przytoczonych powyżej danych i prognoz, podpisanie przez Polskę umowy z Gazpromem w takim a nie innym kształcie, zakrawa wręcz na zdradę stanu.

Wiem, że to ciężkie oskarżenie, ale spójrzmy:

- Ministerstwo Gospodarki musiało dysponować danymi dotyczącymi naszych złóż, zainteresowania potencjalnych inwestorów, zmian zachodzących w światowych tendencjach sposobu wydobycia.

- Dlaczego zatem podpisaliśmy skrajnie niekorzystną umowę z Gazpromem, przedłużającą obowiązywanie tzw. kontraktu jamalskiego do 2037 roku?

- Dlaczego, mając na horyzoncie budowę gazoportu (2014r) i możliwość pozyskiwania gigantycznych ilości gazu łupkowego (lata 2018 - 2020), uzależniliśmy się od rosyjskich dostaw (ponad 10 mld m3 rocznie)?

- Dlaczego oddaliśmy Rosji kontrolę nad naszym odcinkiem gazociągu tranzytowego?

- Dlaczego podczas niemal rocznych negocjacji zachowywaliśmy się niczym przyparci do muru, jakbyśmy nie mieli żadnego pola manewru?

Toż to czysty sabotaż i dywersja. Uskutecznione, odnoszę wrażenie, z pełną premedytacją. Podziękujmy za to Waldemarowi Pawlakowi i Donaldowi Tuskowi (co do tego drugiego - nie jestem pewien, czy w ogóle orientuje się co "wynegocjowaliśmy").

Ekonomia i polityka.

Należałoby na koniec wspomnieć o jeszcze jednej kwestii. Przedstawiciele „partii Gazpromu” w Polsce uwielbiają podnosić argument ekonomiczny: że gaz, czy to z Norwegii, czy skroplony z Kataru, czy własny gaz łupkowy są droższe, zatem po co nam się porywać na takie ekstrawagancje (pamiętacie, co mówił Leszek Miller „uwalając”, z przeproszeniem, umowę na gaz z Norwegii?). Argumentom tym ulega sporo zdroworozsądkowych, wydawałoby się, osób.

To fałszywe postawienie sprawy. W kwestiach bezpieczeństwa energetycznego (i każdego innego) rachunek ekonomiczny ma znaczenie drugorzędne. Pierwsze skrzypce gra natomiast polityka. Tak, właśnie – bezpieczeństwo energetyczne to przede wszystkim sprawa polityczna o fundamentalnym, strategicznym znaczeniu dla kraju.

To dlatego Rosja z Niemcami puszczają rurę morzem, choć lądem byłoby taniej – bo taki jest interes polityczny obu państw, niezainteresowanych wzrostem znaczenia Europy Środkowo – Wschodniej, jako obszaru tranzytowego.

To dlatego nasz poprzedni rząd zainicjował projekt gazoportu – bo zwiększy on nasze bezpieczeństwo względem Rosji, mimo, że gaz LNG jest droższy.

Dlatego też należy od tej pory uważnie przyglądać się, wszelkim działaniom i zaniechaniem naszych obecnych i przyszłych „wybrańców” w kwestii polskich złóż gazu niekonwencjonalnego. I odnotowywać, kto będzie podnosił „argument”, że skoro mamy zagwarantowany tańszy gaz z Rosji, to po co nam jakieś tam „łupki”.

Gadający Grzyb

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

Inne moje teksty gazowe:

www.niepoprawni.pl/blog/287/czy-dokarmimy-rosje

niepoprawni.pl/blog/287/dokarmimy-rosje

niepoprawni.pl/blog/287/gazowy-cpun

www.niepoprawni.pl/blog/287/biadolenie-nad-rozlanym-mlekiem

www.niepoprawni.pl/blo

wtorek, 16 lutego 2010

100 miliardów dla Gazpromu…


…czyli stan naszego nie-posiadania.

Dawno już nie pisałem o temacie „gazowym”. Szczerze mówiąc – „wychłódło” mi. Wątki, które pół roku temu zaledwie przewijały się w drobnych notkach rubryk gospodarczych gazet i portali – teraz zostają zauważone i wyeksponowane. Tematy, które przynajmniej od roku (początek negocjacji z Rosją), powinny być wiodącymi - spychano na margines. Napisałem, „na margines”? – a, gdzie tam – spychano je wręcz poza margines publicznej debaty.

Dzisiaj, mówiąc kolokwialnie, jest „po ptokach”.

Gazowe negocjacje nie-szczęśliwie dobiegły kresu. W zeszłą środę (10.02.2010) rząd III RP skwapliwie zatwierdził ustalenia rozmów prowadzonych pod egidą ministra gospodarki – wicepremiera Waldemara Pawlaka. Sam sposób zatwierdzenia był skandalem. Otóż, odbyło się to… trybie obiegowym (tryb obiegowy – minister dostaje papier, podpisuje i kwita)! Bez dyskusji na posiedzeniu rządu!

Tak oto „przyklepano” renegocjację tzw. kontraktu jamalskiego.

Stan nie-posiadania.

Obecnie, stan naszego nie-posiadania wygląda następująco:

1) Do 2037r będziemy sprowadzać z Rosji 10,2 mld m3 gazu rocznie… Wrrróć! Konkretnie, to zobowiązaliśmy się, że kupimy od Rosji 250 mld m3 do 2037r. (wiem, że gdyby podzielić ogólną kwotę przez lata, to rachunek się nie zgodzi – ale, najwyraźniej, takie są antymatematyczne tajniki gazowych negocjacji).

2) Nasze roczne zużycie tegoż surowca wynosi w skali roku ok. 14,5 mld m3, przy wydobyciu własnym ok. 4 – 4,5 mld m3, co oznacza, że zostaniemy naładowani gazem „po gardło”.

3) Gaz będziemy kupować z zakazem reeksportu i w formule „bierz, lub płać”. Oznacza to, że nie będziemy mogli sprzedawać nadwyżek do innych krajów, a gdy nie weźmiemy „nadmiarowego” gazu, to będziemy płacić, tak jakbyśmy wzięli. (Dla porównania – Niemcy mogą odsprzedawać nadwyżki, ale Niemcy, to wiadomo – Niemcy…).

4) Rezygnujemy z zaległości za opłaty tranzytowe Gazpromu wobec EuRoPolGazu (różne szacunki: 180 – 300 mln dolarów plus odsetki). W zamian za to, Gazprom łaskawie obniży nam ceny gazu, by skompensować dług.

Pytanie, w jaki sposób Gazprom nam ów dług skompensuje, skoro są tak rozbieżne szacunki? Rozłoży sobie raty na dwadzieścia siedem lat? Taka formuła spłaty „rozmydli” całą kwotę do granic zauważalności.

5) Wartość kontraktu do 2037r. szacowana jest na sumę ok. 100 miliardów dolarów (żadne przejęzyczenie – co najmniej tyle zapłacimy Rosji przez najbliższe 27 lat! Dwa miliardy, siedemset milionów dolarów, płacone rok w rok na rosyjskie zbrojenia, umocnienie „mocarstwowej pozycji” i tak dalej… ).

6) Jak to skalkulowano w negocjacjach? Według obecnych cen ropy/gazu skorelowanych z kursem dolara? Czy stawki za, dajmy na to, miliard metrów sześciennych gazu są stałe, czy płynne, w zależności od tego, jak ceny surowców będą kształtowały się w przyszłości? Ale, po co pytać… Jeszcze człowiek usłyszy odpowiedź i żylaków na mózgu się nabawi.

7) Kontrolę nad EuRoPolGazem oddajemy Gazpromowi.

Gwoli wyjaśnienia:

a) EuRoPolGaz to spółka zarządzająca polskim odcinkiem tzw. „gazociągu jamalskiego” – z Syberii do Niemiec. Na dzień dzisiejszy, podział jest następujący: 48% przypada PGNiG, 48% OAO Gazprom, 4% Gas-Trading Aleksandra Gudzowatego.

b) Zobowiązaliśmy się „wykosić” z niej „prawem i lewem”, Gas-Trading Aleksandra Gudzowatego, który miał „układy” z Remem Wiachiriewem – czytaj, z ekipą Jelcyna (i dlatego wszedł do EuRoPolGazu), ale nie ma z Aleksiejem Millerem – czytaj, z ekipą Putina (i dlatego wypadnie z EuRoPolGazu).

c) Oznacza to, że w zależności od aktualnych życzeń Kremla, jesteśmy gotowi zmieniać strukturę własnościową kluczowych dla nas firm.

d) Teraz będzie fifty – fity. W EuRoPolGazie 50% będzie miało PGNiG, a 50% Gazprom. Uczciwy układ? A, guzik tam, uczciwy. Już teraz przewodniczącym rady nadzorczej jest Aleksander Miedwiediew (www.europolgaz.com.pl/firma_wladze.htm ) Proszę sobie doczytać resztę władz spółki.

e) W takiej sytuacji, gdy Gazprom jest jedynym dostarczycielem surowca do rury, sytuacja jest klarowna – wyrzekliśmy się kontroli nad tranzytowym gazociągiem. Jakkolwiek by „parytetowo” co do narodowości sformowano władze przedsiębiorstwa, Gazprom/Kreml będzie miał ostatnie słowo.

8) PGNiG wycofał się z berlińskiego procesu arbitrażowego przeciw RosUkrEnergo (taki, zarejestrowany w Szwajcarii gazpromowski pośrednik, który miał nam dostarczać rosyjski gaz z Ukrainy). RosUkrEnergo było nam krewne jakieś 60 mln dolców, ale co tam.

9) Wzdłuż jamalskiego gazociągu, którym od tej pory będzie niepodzielnie zarządzać Gazprom, biegnie kabel światłowodowy. Ot, tak sobie. Na pewno nie służy celom szpiegowskim. Rosjanie, bracia – Słowianie wszak czegoś podobnego by się nie dopuścili… Temat światłowodu niby stary, ale zawsze warto napomknąć.

Reszta cholernie dobrych wieści.


Ufff… niech no odsapnę…

A oto reszta cholernie dobrych wieści:

1) Finlandia zgodziła się na pociągnięcie rury (Nord Stream) przez jej wody terytorialne. Tym samym, Nord Stream nie ma już żadnych przeciwwskazań, by się spokojnie wybudować.

2) Gazociąg Północny przetnie tor wodny do portu w Świnoujściu, spłycając go tak, by gazowce typu Q-Flex mające dostarczać gaz z Kataru nie mogły nad nią przepłynąć. (Dane – obecnie tor wodny do portu w Świnoujściu ma głębokość ok. 14,5 m. Położenie rurociągu na dnie Bałtyku spłyci tor wodny do ok.14 m. Przy maksymalnym zanurzeniu gazowców typu Q-Flex 12,5 m., rura uniemożliwi wpłynięcie do portu, gdyż bezpieczny tor wodny dla tych statków wynosi przynajmniej 14,3 m.).

3) Niemieckie urzędy (Federalny Urząd Żeglugi i Hydrografii w Hamburgu oraz Urząd Górniczy Meklemburgii – Pomorza Przedniego w Stralsundzie) robią nas w konia, raz to twierdząc, iż wydały zgodę na położenie rury na dnie, innym razem zaś, że kwestia nie jest przesądzona. Mając na uwadze pokłady broni chemicznej z pierwszej, drugiej i trzeciej (tej zimnej) wojny światowej, jakie zalegają na dnie Bałtyku, nawet im się nie dziwię. Grzebanie w dnie naszego wspólnego morza, mogłoby być mocno niezdrowe.

4) A nasza dyplomacja, jak zwykle, jest nad podziw skuteczna…

5) Bałtycka rura zostanie, hm, jakby tu rzec… uzupełniona przez światłowód, wyposażony w czujniki pozwalające wychwytywać nie tylko okręty, ale nawet większe ryby. Innymi słowy – Rosja stanie się wywiadowczą panią na Bałtyku. I albo będzie się dzielić danymi z partnerem z Niemiec… albo nie.

6) Idę o zakład, że wskutek powyższych okoliczności, gazoport w Świnoujściu stanie się dla naszych władz „zbędną inwestycją”. Bo nieopłacalny, bo po co nam ten gazowy „kwiatek do kożucha”. Po kiego nam jakiś tam, terminal LNG… To wszystko były PiSowskie wymysły… A PiS, jak wiadomo, cierpi na gazowe, antyrosyjskie fobie…

7) Wychodzi na to, że zostaniemy zmuszeni do wybudowania nitki Bernau – Szczecin, za pomocą to którego gazociągu Niemcy będą nam, od czasu do czasu, sprzedawali swoje nadwyżki rosyjskiego gazu dostarczonego Nord Streamem (z odpowiednią przebitką). I na tym się skończy nasz sen o „dywersyfikacji”. Zaś różni przedstawiciele „rosyjskiej partii w Polsce” będą nam wpierać dyrdymały, typu: „gaz nie ma narodowości”.

8)
Za gazociągiem Bernau – Szczecin lobował od lat 90-tych Gudzowaty. Jego wizja zostanie zapewne zrealizowana, tyle że bez niego. Bo wypadł z obiegu kremlowskich korowodów. Był w Polsce człowiekiem Rema Wiachiriewa, takim jelcynowskim przeżytkiem, zaś obecnej ekipie władców Rosji potrzeba nowszych, bardziej „swoich”…

Bez obaw - nowi „swoi ludzie” na pewno się znajdą.

9)
A nasza dyplomacja jest nad podziw… A, tak – już to pisałem.

Ostatni bastion.

Cóż, budowy Nord Streamu nie da się już zablokować. Polska, zamiast działać na rzecz koalicji państw nadbałtyckich, które razem wzięte, mogły utopić tę inicjatywę, wolała w osobach tandemu Tusk – Sikorski, brylować na europejskich salonach i zbierać protekcjonalne pochwały.

W „negocjacjach” z Rosją, wicepremier Pawlak momentami wręcz przekształcał się w lobbystę Gazpromu, naciskając na PGNiG, by zrezygnowało z zaległych opłat tranzytowych i odszkodowania za nie dostarczony gaz z kierunku ukraińskiego. Na TYM odcinku pan wicepremier osiągnął pełen sukces…

Jest jeszcze jeden bastion możliwy do ocalenia. Nasza dyplomacja (która jest nad podziw…itd.) powinna zrobić wszystko, by Gazociąg Północny został zakopany pod dnem Bałtyku na newralgicznym odcinku toru wodnego do Świnoujścia.

Inaczej, naprawdę będziemy mieli przerąbane.

Gadający Grzyb

P.S. Na horyzoncie rysuje się nowa szansa. Są nią nasze złoża tzw. gazu łupkowego (ponoć jedne z większych na świecie), wydobyciem którego są zainteresowani Amerykanie. Ale o tym innym razem

Inne moje "gazowe" teksty:

www.niepoprawni.pl/blog/287/czy-dokarmimy-rosje

niepoprawni.pl/blog/287/dokarmimy-rosje

niepoprawni.pl/blog/287/gazowy-cpun

pierwotna publikacja:www.niepoprawni.pl

piątek, 27 listopada 2009

Biadolenie nad rozlanym mlekiem.


W kwestii gazowej PiS, jako największa siła opozycyjna, dał haniebnie ciała.

Prasokonferencja.

Przedwczoraj (25.11.2009) natknąłem się w telewizji na jakieś migawki z konferencji prasowej PiSu „Nie dla umowy z Rosją”. Następnie obejrzałem sobie całość na polityczni.pl . Oto co ujrzały moje piękne oczy: Paweł Poncyliusz i Aleksandra „Aniołek” Natali - Świat na zmianę prześcigali się w wyliczaniu negatywnych, a możliwe że wręcz tragicznych konsekwencji zawartego z Rosją kontraktu gazowego (właściwie – aneksu do tzw. „umowy Jamalskiej” z 1993 r.). Wszystko merytorycznie, punkt po punkcie, jak należy.

A mnie trafił jasny szlag.

Gdzie był PiS?

Pierwsze spotkania Grupy Roboczej ds. paliwowo-energetycznych Polsko-Rosyjskiej Międzyrządowej Komisji ds. Współpracy Gospodarczej miały miejsce 15 stycznia i 10 marca 2009 r. Formalne negocjacje rozpoczęły się w Moskwie 7 maja b.r. Od tamtych wydarzeń minęły, lekko licząc, trzy p***one kwartały. Gdzie wtedy był PiS? Przez niemal cały rok nie znalazł czasu, by bić we wszystkie dzwony i organizować tego typu konferencje. Politycy PiSu goszczą codziennie we wszystkich mediach – mieli możliwość, by alarmować ludzi i budować społeczną presję wokół negocjacji.

Z apelem mógł wystąpić Prezydent, tym bardziej, że przysługuje mu czas antenowy w telewizji publicznej. Bał się oskarżeń, że ingeruje w kwestie przekraczające jego prerogatywy? Do kroćset, w momencie, gdy ważą się sprawy o charakterze strategicznym, takie jak bezpieczeństwo energetyczne kraju, głowie państwa zwyczajnie nie wolno milczeć.

Może pod naciskiem opinii publicznej (a sondaże z początku roku wskazywały wysokie poparcie dla opcji typu „droższy gaz, byle nie z Rosji” – był to efekt kryzysu ukraińskiego) polityczni mocodawcy naszych, pożal się Boże, „negocjatorów”, kierując się swą legendarną troską o „słupki” utwardziliby jednak nieco polskie stanowisko i nie podżyrowywali hurtem wszystkich żądań Rosji. Może rosyjska agentura byłaby wówczas nieco mniej skuteczna…

Bicie piany.

Nic takiego nie miało miejsca. Zamiast zajmować się kwestiami najwyższej wagi i mobilizować wokół nich Polaków, PiS wolał spalać się w medialnych pyskówkach z Palikotem, Niesiołowskim, Nowakiem i resztą platformerskiej menażerii. Przypomnijmy sobie ile godzin programów „publicystycznych” w najrozmaitszych mediodajniach, ile szpalt w największych gazetach w ciągu ostatnich miesięcy było wypełnionych tego rodzaju biciem piany… Ile czasu PiS zmarnował na „dyskusje” typu: „Palikot / Niesiołowski powiedział i co pan / pani na to”? Para w gwizdek.

Pochlebiam sobie, że nie poświęciłem Palikotowi ani jednej notki, zaś o Niesiołowskim napisałem bodaj raz. I tak o jeden raz za dużo.

Niedoinformowani?

A może PiS nie miał informacji? Wszak negocjacje były tajne… Nieee, wolne żarty. Coś tam jednak do gazet i internetu wyciekało. Skoro ja, prosty bloger, po stosunkowo niedługim szperaniu w necie, byłem w stanie zgromadzić dane do napisania w sierpniu poprawnej merytorycznie notki, alarmującej o tym w jakim kierunku zmierzają negocjacje i co usiłuje na nas wymusić Rosja, to nigdy nie uwierzę, że największa partia opozycyjna błąkała się niczym dziecko we mgle, nieświadoma tego, co dzieje się na gazowym froncie.

W sumie poświęciłem tematyce trzy teksty, w których opisałem stan rosyjskich finansów, czego żąda od nas Rosja i po co jest to jej potrzebne, sygnalizowałem też kapitulancką postawę strony polskiej. Inni blogerzy również na ten temat pisali. I co, ja wiedziałem, inni wiedzieli a PiS, do k***wy nędzy, nie wiedział?! Gdzie oni wtedy byli – na Księżycu?

Z ręką w nocniku.

Teraz się, cholera, obudzili. Teraz! Gdy uzależnienie Polski od rosyjskiego gazu jest przyklepane i gdy można co najwyżej pohałasować na konferencji prasowej. Krzyczcie sobie, krzyczcie, albo piszcie na Berdyczów. Rosję wasze wrzaski obchodzą tyle, co zeszłoroczny śnieg. Teraz, do 2037 r., będziemy rok w rok, via Gazprom dokarmiać budżet Federacji Rosyjskiej. A Rosja po wybudowaniu Nord Stream’u będzie mogła nas bezkarnie szantażować przykręceniem kurka. Jesteśmy gazowym ćpunem i część winy za ten stan rzeczy spada na was, Panie i Panowie z PiSu, bo nie biliście na alarm wtedy, kiedy było trzeba. Teraz jest już po ptokach.

Nie da się ukryć – w kwestii gazowej PiS, jako największa siła opozycyjna, dał haniebnie ciała. I nawet milion choćby nie wiem jak merytorycznie słusznych prasokonferencji tego nie zmieni. Trzeba było działać, zanim mleko się rozlało.

Gadający Grzyb

polityczni.pl/nie_dla_umowy_z_rosj%C4%85_,audio,50,4409.html

niepoprawni.pl/blog/287/czy-dokarmimy-rosje

niepoprawni.pl/blog/287/dokarmimy-rosje

pierwotna publikacja: www. niepoprawni.pl

sobota, 31 października 2009

Gazowy ćpun.


Tak w telegraficznym skrócie można przedstawić sytuację Polski po zawarciu „kompromisu” między Polską a Rosją w kwestii renegocjacji tzw. ”kontraktu jamalskiego”.



Krótka retrospekcja.

Przypomnijmy, że po wyeliminowaniu z gazowej gry pośrednika - firmy RosUkrEnergo, która dostarczała nam rosyjski gaz z kierunku ukraińskiego, przed Polską pojawiła się groźba niedoboru tego surowca w wysokości ok.2 mld m3 rocznie. Cóż zrobiła z tym fantem strona polska? Ano, poszła po najmniejszej linii oporu i zwróciła się do Rosjan z supliką o zwiększenie dostaw gazociągiem jamalskim. Rosjanie, oczywiście, nie byliby sobą, gdyby nie spróbowali wykorzystać sytuacji do maksimum, a nasi, z przeproszeniem, „mężowie stanu” i „negocjatorzy” również nie byliby sobą, gdyby szansy, jaka pojawiła się przed Polską na częściowe uniezależnienie się od rosyjskich dostaw, kompletnie nie przesrali.

Pisałem już o tym dwukrotnie, przewidując mniej więcej taki rozwój wydarzeń jaki faktycznie nastąpił (linki pod tekstem), więc tylko krótko przypomnę:

- rosyjskie finanse publiczne są w trudnej sytuacji. Maleją dochody z eksportu surowców (w tym gazu), rezerwy finansowe państwa kurczą się z kwartału na kwartał, Gazprom odprowadza do budżetu państwa o wiele mniej niż zakładano – czyli Rosja pilnie potrzebuje zwiększenia dochodów;

- Polska rozpoczęła budowę gazoportu w Świnoujściu z planowanym uruchomieniem w 2014 roku i początkową przepustowością ok.2,5 mld m3 rocznie (oraz możliwością dalszej rozbudowy w przyszłości);

Zagrożenie czy szansa?

Na zdrowy rozum, wydawałoby się, że skoro za 5 lat ma być uruchomiona inwestycja, która z nawiązką pokryje braki w bilansie gazowym kraju, dodatkowo zaś będzie to surowiec z innego, niż rosyjskie, źródła, to warto te kilka lat się przemęczyć, łatając niedobory kontraktami krótkoterminowymi i zwiększając własne wydobycie, w ostateczności zaś dokonując okresowych cięć w zużyciu surowca. Patrząc pod tym kątem, ograniczenie dostaw z kierunku rosyjskiego jawiło się wręcz nie jako zagrożenie, lecz jako szansa. To Rosja jest w trudnej sytuacji, nie my.

Co zrobiono?

Niestety, nasze orły – sokoły pod kierunkiem wicepremiera Pawlaka postąpiły dokładnie na odwrót. Jak donosi „Rzeczpospolita”, wynik negocjacji z Gazpromem jest następujący:

- kontrakt jamalski został przedłużony do 2037 r. (obecny wygasał w 2022 r.);

- dostawy zostaną zwiększone o 2,5 – 3 mld m3 rocznie;

- ze spółki EuRoPol Gaz zarządzającej polskim odcinkiem gazociągu zostanie wyeliminowany Gas Trading Aleksandra Gudzowatego. Podział w spółce będzie wynosił 50:50.

Co z tego wynika?

Konsekwencje takiego dealu są następujące:

- przez kolejne 28 lat będziemy uzależnieni od rosyjskiego gazu niczym ćpun od jedynego dilera w okolicy;

- rosyjski diler będzie szprycował nas swoim towarem po gardło, po dziurki w nosie, by przypadkiem Polaczkom nie strzeliło do głowy szukać innego źródła zaopatrzenia;

- w sytuacjach spornych w EuRoPol Gazie głos decydujący, siłą rzeczy, będzie należał do Gazpromu, jako jedynego dostarczyciela surowca, zagwarantowanego długoterminowym kontraktem – stawia to Rosję w naturalnie uprzywilejowanej sytuacji;

- po wybudowaniu Nord Streamu tłoczącego gaz bezpośrednio z Rosji do Niemiec z pominięciem Polski, Rosjanie będą mogli szantażować nas do woli przykręceniem kurka, wymuszając rozmaite ustępstwa;

- rura na dnie Bałtyku spłyci tor wodny do portu w Świnoujściu do głębokości uniemożliwiającej ruch gazowców typu Q-Flex;

- zwiększenie dostaw na zasadzie „bierz lub płać” z zakazem reeksportu nadwyżek, postawi pod znakiem zapytania opłacalność inwestycji w gazoport.

Krótko mówiąc, jesteśmy udupieni.

Znaki zapytania.


Jakby tego było mało, możliwe, że sytuacja jest jeszcze gorsza, niż wynika z medialnych doniesień, albowiem wciąż nie wiadomo:

- ile będziemy płacić Gazpromowi;

- ile Gazprom będzie płacić nam z tytułu tranzytu „błękitnego paliwa” przez piękny Kraj Priwislański i czy będziemy mieli jakiekolwiek narzędzia do egzekwowania opłat w razie problemów.

Wiadomo jedno – PGNiG milczy jak zaklęte. Oświadczenie na stronie przedsiębiorstwa (link poniżej) to śmiech na sali.

Filia "Państwa – Gazprom".

Pozostaje zastanowić się, jak wiele (albo – jak mało) dzieli Polskę od przekształcenia się w energetyczno – polityczną filię "Państwa – Gazprom," jak niekiedy określa się współczesną Rosję. Chociaż, może lepiej nie. Wnioski mogą być koszmarne.

Gadający Grzyb

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

Linki:

www.niepoprawni.pl/blog/287/czy-dokarmimy-rosje

www.niepoprawni.pl/blog/287/dokarmimy-rosje

"Rzepa":

www.rp.pl/artykul/67299,385348_Gazowe_dylematy_rzadu.html

www.rp.pl/artykul/385347_Dodatkowy_gaz_z_Rosji_poplynie_jeszcze_w_tym_roku.html

Oświadczenie PGNiG:
www.pgnig.pl

piątek, 4 września 2009

Dokarmimy Rosję.


Na naszych oczach rządzący przesrywają kolejną, po gazociągu norweskim, szansę na surowcowe uniezależnienie się od Rosji.

Gdy w pierwszej połowie sierpnia pisałem notkę „Czy dokarmimy Rosję?” (http://www.niepoprawni.pl/blog/287/czy-dokarmimy...), nie znałem aktualnego stanu gazowych negocjacji z Rosjanami. Teraz, po wizycie Putina, trudno już mieć wątpliwości. Odpowiedź na tytułowe pytanie poprzedniego postu, brzmi: owszem, dokarmimy Rosję.

Rys sytuacyjny.

Zreferuję w telegraficznym skrócie zasadnicze tezy wzmiankowanej na wstępie notki:

1) Rosyjskie finanse publiczne na skutek kryzysu i obniżki cen surowców są w fatalnym stanie, zaś rezerwy szybko topnieją;

2) Gazprom odprowadził do rosyjskiego budżetu mniej, niż zakładano, musi więc szukać dodatkowego zbytu;

3) Polska podjęła (nareszcie!) działania na rzecz dywersyfikacji – budowa gazoportu w Świnoujściu, który po zakończeniu prac w 2014r będzie miał przepustowość 2,5 mld m3 rocznie z możliwością stopniowej rozbudowy nawet do 7,5 mld m3. Czyli, od 2014 r będziemy w stanie zaspokajać (z nawiązką) deficyt gazu powstały po wyeliminowaniu z rynku RosUkrEnergo.

4) Rosja usiłuje uczynić świnoujską inwestycję nieopłacalną na trzy sposoby: - zapchanie nas gazem (mają temu służyć aktualne negocjacje); - przejąć kontrolę nad EuRoPolGazem (przypomnę – zawiadującym polskim odcinkiem gazociągu) (j.w.); - spłycić tor wodny do portu w Świnoujściu, kładąc na tym odcinku rurę Nord Streamu na dnie, a nie pod dnem Bałtyku.

Reasumując, Rosja stoi pod ścianą – na gwałt potrzebuje zwiększenia dochodów ze sprzedaży surowców, my zaś mamy szansę na rychłe wyrwanie się z jej gazowego uścisku (terminal LNG plus wydobycie własne mogłyby zapewnić zaopatrzenie nawet w połowę potrzebnego nam gazu – po ewentualnej rozbudowie terminala nawet więcej).

A tymczasem…

Tymczasem, to strona polska zdaje się zachowywać jak przyparta do muru. Informacje, które co jakiś czas przewijają się przez media, wskazują, że strona Polska już zgodziła się na przedłużenie kontraktu jamalskiego do 2035 r. (aktualny kontrakt wygasa w 2022 r.), połączone ze zobowiązaniem do kupna większej niż obecnie ilości gazu (obecnie 7 mld m3, Rosja chce sprzedawać nam 10 mld m3 rocznie). Czyli, zgodziliśmy się na rosyjskie postulaty, nie uzyskując niczego w zamian (przynajmniej nic o tym nie wiadomo).

Ale Rosja gra o wszystko – żąda dodatkowo wyeliminowania ze struktury EuRoPolGazu spółki Gas-Trading, mającej 4% udziałów, na którą składa się Gazprom, PGNiG oraz Bartimpex Aleksandra Gudzowatego. Formalnie, żąda podziału „pół na pół” między Gazprom i PGNiG, ale w efekcie Kreml przejmie kontrolę nad EuRoPolGazem – Gazprom, jako jedyny dostarczyciel surowca do rury, w naturalny sposób stanie się siłą dominującą w tym pozornie równoprawnym układzie (zresztą, już od dłuższego czasu nie uiszcza opłat tranzytowych w pełnej wysokości).

Jeżeli zgodzimy się i na ten postulat strony rosyjskiej, wówczas Gazprom będzie już w majestacie prawa ustalał sam sobie opłaty za tranzyt jamalskiego gazu przez Polskę. A my będziemy udupieni do 2035 roku. I przez ten czas, rok w rok, będziemy dokarmiać Rosję.

W międzyczasie Rosja z Niemcami wybudują sobie Nord Stream i Kreml będzie mógł do woli szantażować nas zakręceniem kurka bez obawy, że wywoła to jakieś gwałtowniejsze reakcje na Zachodzie.

Zmarnowana szansa.


Obecna sytuacja jest, wydawałoby się, idealna dla Polski – Gazprom do czasu wybudowania Nord Streamu nie może odciąć nas od dostaw, gdyż tym samym odciąłby zachodnich odbiorców (głównie Niemcy). Inwestycja w terminal LNG postępuje. Na jakieś 14,5 mld m3 rocznego zapotrzebowania, brakuje nam w gazowym bilansie 2,3 – 2,5 mld. Nie jestem specjalistą, ale po prostu nie wierzę, że tego deficytu nie dałoby się uzupełnić w inny sposób, niż przysysanie się niczym chroniczny ćpun do rosyjskiej rury. Tym bardziej, że w awaryjnej sytuacji (np. ostra zima) można by zwiększyć wydobycie własne i dokupić trochę gazu na Zachodzie (co już po trosze robimy). Na naszych oczach rządzący przesrywają kolejną, po gazociągu norweskim, szansę na surowcowe uniezależnienie się od Rosji.

Pozostają pytania:

- Czy Tusk obiecał coś Putinowi w tej kwestii podczas rozmowy na sopockim molo?

- Czy Rosja zaoferowała nam coś w zamian, poza łaskawą rezygnacją z ewentualnego embarga na nasze produkty spożywcze? (Zważywszy, że negocjacje prowadzi PSL-owskie ministerstwo gospodarki, tak postawione pytanie chyba nie jest bezzasadne).

I wreszcie, kto wie czy nie najważniejsza, zagwozdka:

- Jacy szatani są tu czynni?


Gadający Grzyb

P.S.1 Skąd moja teza, że nasi negocjatorzy zgodzili się na rosyjskie żądania? Jak donosiła „Rzepa”, polscy negocjatorzy byli gotowi przyjąć warunki „państwa Gazprom”, prócz zmian w strukturze EuroPolGazu, byle tylko dopiąć negocjacje do 1.09. i podpisać na Westerplatte nowy kontrakt w blasku fleszy:

„Polscy negocjatorzy, którym przewodzi wiceminister gospodarki Joanna Strzelec- Łobodzińska, zaproponowali nawet, by te dodatkowe ilości importu wpisać do wieloletniego kontraktu, jamalskiego jaki ma PGNiG z rosyjskim Gazpromem. Polska chciała też zgodzić się na wydłużenie w czasie - o 12 lat - terminu obowiązywania tej umowy.”

Link: http://tnij.org/gaz_neg

Nie udało się, bowiem w mojej opinii, Rosja gra tu o wszystko. I ugra wszystko, spokojna głowa. Skoro nasi zgodzili się raz, to zgodzą się po raz drugi.

P.S.2 Pocieszający sondaż (ze stycznia b.r.): większość Polaków jest skłonna płacić za gaz więcej, byle nie był to gaz rosyjski. http://tnij.org/gaz_sondaz

pierwotnapublikacja: www.niepoprawni.pl

środa, 12 sierpnia 2009

Czy dokarmimy Rosję?


Wychodzi na to, że dla Rosji nawet kryzys i zapaść w finansach publicznych jest dobrą okazją, by poszerzać swoje wpływy.

Oczywiście, używa do tego celu najgroźniejszej broni, jaką dysponuje, czyli surowców, a w naszym przypadku – gazu. Temu mają posłużyć trwające od marca gazowe negocjacje, które po mału wchodzą w decydującą fazę.

I. Rosyjskie finanse - garść danych.


Na dzień dzisiejszy sytuacja w rosyjskich finansach jest następująca:

- prognozowany deficyt budżetowy na poziomie 10 % PKB;

- inflacja jak do tej pory wynosi 8,9 %, a to nie koniec;

- bezrobocie na poziomie 10% osób w wieku produkcyjnym i rośnie;

- planowane pożyczki Rosji: w 2010 - 17,8 mld $, w 2011 r. - 20,7 mld $, w 2012 r. 20 mld $;

- eksport gazu zmniejszył się od stycznia b.r. o 36,9%;

- dochód, który miała odprowadzić Federalna Służba Celna będzie mniejszy o 400 – 500 mld rubli, niż zakładało Ministerstwo Finansów (miało być 3,47 bln rubli (110 mld $), będzie 3-3,1 bln rubli (95,1-98,2 mld $);

- Fundusz Rezerwowy, z którego Rosja chce pokryć straty skurczy się z 3,1 biliona rubli (czerwiec) do 1,6 bln rubli (50,7 mld $) – październik.

Jak łatwo zauważyć, w tym tempie Rosja pozbędzie się bardzo szybko rezerw odłożonych w czasach prosperity i to nawet biorąc pod uwagę dodatkowe pieniądze zgromadzone na Funduszu Dobrobytu Narodowego (90 mld $.). Do końca 2012 r. Rosja ma wykorzystać 60 mld $, czyli 2/3 tej kwoty.

Co więcej, rząd rosyjski planował, iż do 2012 roku dochody płynące z podatków ściąganych od Gazpromu będą wynosiły co rok od 1,5 do 2 mld $. Na skutek wymienionych wyżej czynników (spadek eksportu i zysków - 15,9 mld $, z eksportu do Europy Zachodniej w pierwszym półroczu 2009 przy 33,8 mld $ w analogicznym okresie 2008 r.), Gazprom musi na gwałt znaleźć brakującą kasę, tym bardziej, że Kreml nie zwiększył koncernowi podatków, by te nie odbiły się na cenach akcji.

II. Dywersyfikacyjne szanse.

Polska buduje gazoport w Świnoujściu, który ma być oddany do użytku ok. 2014 r. Początkowa przepustowość – 2,5 mld m3 rocznie. Po rozbudowie – nawet 7.5 mld m3. Przy rocznym zużyciu gazu na poziomie ok. 14,5 mld m3 i wydobyciu własnym oscylującym w okolicach 4,6 mld m3 (z szansami do nawet 6 mld m3 rocznie), tudzież planowanym imporcie z Kataru 1,5 mld m3 od 2014 przez 20 lat (dostawca – spółka Quatargas), mamy szansę na realną dywersyfikację. Planowana przepustowość otwiera możliwości bądź to zwiększenia importu z Kataru, bądź szukania innych źródeł zaopatrzenia.

Nadmieńmy jeszcze, iż po kryzysie gazowym Rosja - Ukraina z początku tego roku, pośrednik - spółka RosUkrEnergo (RUE) została wyeliminowana i przestała dostarczać gaz do Polski (miało to być 2,3 mld m3 rocznie)

III. Imperium kontratakuje czyli trzy uderzenia.

Sytuacja jest zatem następująca: Rosja ze swym budżetem stoi pod ścianą, my zaś pracujemy nad dywersyfikacją i w naszym interesie leży co najwyżej zawarcie krótkoterminowej umowy, która pokryłaby niedobór gazu powstały po odpadnięciu z gry RosUkrEnergo, do czasu, aż wybudujemy terminal LNG.

Interes Rosji jest przeciwstawny – zablokowanie gazoportu, lub uczynienie go nieopłacalnym i zrobienie z nas priwislańskich dojnych krówek, zawsze gotowych sfinansować naszym słowiańskim braciom w jakimś stopniu ich deficyt budżetowy. W imię „partnerstwa i dobrosąsiedzkich stosunków”, oczywiście.

Aby to osiągnąć, Rosja wyprowadza trzy, potencjalnie mordercze, uderzenia:

Uderzenie pierwsze - zadławienie gazem.

Przypomnijmy, że Państwo – Gazprom, w formalnej szacie spółki Gazprom–Export negocjuje z nami od marca aneks do umowy „jamalskiej” z 1993r. Czego pragnie Rosja? Niewiele. Tylko tyle, byśmy zawarli długoterminowy kontrakt do 2035r. (dotychczasowy obowiązuje do 2022r.) ze zobowiązaniem do kupna 10 mld m3 gazu (do tej pory od Gazpromu kupowaliśmy niespełna 7,0 mld m3 gazu rocznie). Oczywiście, na zasadzie „bierz lub płać” (czyli, bez możliwości dalszej odsprzedaży ewentualnych nadwyżek).

Innymi słowy, Rosja chce zadławić nas swoim gazem, tym bardziej, iż Gazprom musi zrealizować swoje cele sprzedażowe, by wspomóc walący się z kwartału na kwartał (a nawet z miesiąca na miesiąc) rosyjski budżet, tak by dywersyfikacja okazała się nieopłacalna.

Negocjacje trwają. Formalnie prowadzi je resort gospodarki z wicepremierem Pawlakiem na czele. Kolejna runda zakończyła się niedawno. Ponoć bez rozstrzygnięcia. Nie znam szczegółów, niemniej, jeżeli podżyrujemy żądania Rosji, staniemy się na długi czas „skarbonką” wspomagającą jej budżet kolejnymi transzami opłat za gaz i to bez ekwiwalentu w postaci rozsądnych opłat tranzytowych.

Uderzenie drugie – przejąć tranzyt.

Ano, właśnie - tranzyt. Następnym postulatem Rosji jest gruntowna przebudowa struktury podejmowania decyzji w EuRoPolGazie zawiadującym polskim odcinkiem gazociągu jamalskiego. Do tej pory, gdy nie udawało się podjąć decyzji zwykłą większością głosów, rozstrzygało zdanie prezesa nominowanego przez PGNiG. Teraz wymagana ma być jednomyślność, która sparaliżowałaby procedury decyzyjne i blokowała możliwość zapadnięcia niekorzystnych dla Rosji rozstrzygnięć. Chodzi tu, między innymi, o opłaty tranzytowe, które ustala Urząd Regulacji Energetyki, a które od czterech lat Gazprom płaci „po uważaniu”, nie uiszczając ich w pełnej wysokości. Na dzień dzisiejszy po 48% udziałów mają PGNiG oraz Gazprom. 4% prawem kaduka przypadło Gas-Tradingowi – zadziwiającej strukturze podzielonej między PGNiG, Gazprom i Bartimpex.

Uderzenie trzecie – zablokować gazoport.

Kolejnym uderzeniem Imperium jest Nord Stream, a konkretnie – głębokość ułożenia rury, która ma przecinać tor wodny portów w Świnoujściu i Szczecinie. Obecnie tor ma głębokość 14,3 m. Na naszym, newralgicznym odcinku, rura ma być położona na dnie, a nie zakopana pod dnem. Przy średnicy rury 1,4 m. tor wodny ulegnie spłyceniu do 12,9 m. W efekcie, uniemożliwi statkom z Kataru dotarcie do świnoujskiego gazoportu, gdyż zanurzenie gazowców Q-Flex, które mają obsługiwać terminal przy pełnym obciążeniu wynosi 12,5 m., zaś wymagany dla nich bezpieczny tor wynosi 14,3 m. głębokości.

Dodajmy, że nasze zastrzeżenia są permanentnie ignorowane przez konsorcjum Nord Stream. Rura na tym odcinku ma bowiem pobiec poza obszarem naszej jurysdykcji.

IV. Wyścig z czasem.

Zatem, mamy wyścig z czasem. Jeżeli uskutecznimy dostawy do terminalu LNG przed Rosją i Niemcami, wówczas albo Nord Stream zakopie rurę pod dnem, albo poprowadzi ją na dnie, spłycając tor wodny i wywołując międzynarodowy skandal. Jeżeli nie zdążymy przed Nord Streamem – wówczas nasz gazoport stanie się mocno problematyczną inwestycją zaopatrywaną przez statki o mniejszym tonażu. Jeżeli zaś zaakceptujemy warunki Gazpromu w sprawie renegocjacji umowy jamalskiej, wówczas:

- zostaniemy naładowani rosyjskim gazem po gardło;

- kontrakt z Katarem pójdzie do kosza, tak jak kontrakt z 2001 z Norwegami (lub, co najwyżej, ocaleje w formie szczątkowej, by nie zagrażał rosyjskiej surowcowej supremacji na naszym rynku);

- dostawy LNG z innych źródeł niż Katar również staną się problemem (zmniejszona drożność portu);

- Rosja przejmie kontrolę nad EuRoPol Gazem, czyli tranzytem gazu przez Polskę;

- pogłębimy uzależnienie surowcowe (a więc i polityczne) od Rosji;

- jako importer gazu, uzależniony od jednego kierunku dostaw, będziemy w większej części niż dotychczas partycypować w „dokarmieniu” budżetu Rosji, która dodatkowo będzie mogła bez ryzyka szantażować nas zakręceniem kurka.

V. Refleksje końcowe.


1) Gazoport z niezakłóconą drożnością toru wodnego i stabilnym zaopatrzeniem w LNG, to na dzień dzisiejszy jedyna realna możliwość uzyskania solidnej karty przetargowej w stosunkach z Rosją. Rosja zresztą doskonale o tym wie, dlatego też licytuje wysoko i z pełną determinacją.

2) Celowo abstrahowałem od kwestii agenturalnych, o których wszyscy wiemy, a których nie sposób udowodnić w sensie procesowym. Zobaczymy, jaki będzie finał. Jeżeli zakończymy negocjacje po myśli Gazpromu – trzeba będzie ustalić, „jacy szatani byli tam czynni” (negocjatorzy, osoby towarzyszące itp.).

3) Do podpisania umowy polsko – rosyjskiej w sprawie gazu ma ponoć dojść 1 września, w ramach obchodów na Westerplatte, podczas których nie będzie co prawda za bardzo wiadomo kto na kogo napadł i kto z kim zawarł pakt wzmiankowaną napaść umożliwiający, jednak wiadomo będzie bezspornie, iż druga wojna światowa była „wielkim nieszczęściem” dla wszystkich, bez względu na zbędne szczegóły kto tam kogo napadał i w jakiej kolejności. Podpisanie nowego kontraktu gazowego świetnie wpisze się w ahistoryczne świętowanie historycznej rocznicy.

Jeżeli do 1 września negocjacje się nie dopną, nic straconego - polecam następną datę – 17 września. Będzie jak ulał.

Gadający Grzyb

P.S. W powyższej notce nie wspomniałem o South Stream, rosyjskich problemach z eksploatacją własnych złóż, przejmowaniu złóż kaspijskich, tudzież Nabucco i dziwnej opieszałości UE „w tym temacie”, mitycznej wspólnej strategii energetycznej i tak dalej. Celowo skoncentrowałem się na rosyjskich roszczeniach i na tym, co nasz rząd z nimi (nie) robi.