Pokazywanie postów oznaczonych etykietą multi-kulti. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą multi-kulti. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 września 2015

Wędrówki ludów

Uchodźców” z Bliskiego Wschodu w pierwszym rzędzie powinny przyjąć Stany Zjednoczone, natomiast z Afryki Północnej – Francja.

Przewijające się niekiedy w publicystyce porównanie obecnego stanu Europy do upadającego Imperium Rzymskiego właśnie znalazło kolejne potwierdzenie – wkroczyliśmy mianowicie w okres wędrówek ludów. Inna sprawa, że Zachód zafundował sobie obecną inwazję barbarzyńców na własne życzenie. Hasło do destabilizacji świata muzułmańskiego jako pierwsza rzuciła Ameryka, najeżdżając Afganistan w zemście za zamach na WTC, następnie zaś atakując Irak i obalając reżim Saddama Husajna, co w efekcie doprowadziło do wojny domowej i chaosu. Swoje dołożyła Francja „demokratyzując” Afrykę Północną serią kolejnych rewolucji, następnie przyszła kolej na Syrię – i w efekcie mamy to, co mamy. Znaczna część krajów muzułmańskich pogrążyła się w krwawej anarchii, na Bliskim Wschodzie narodziło się Państwo Islamskie – bodaj pierwsze, dla którego terroryzm stał się oficjalną doktryną, nawet afgańscy talibowie byli bardzie wstrzemięźliwi - a zagrożenie dla Zachodu jest większe niż kiedykolwiek przedtem. Aż strach pomyśleć, co by się działo, gdyby USA wcieliły w życie plany „powrotu z Bagdadu przez Iran”...

Swoją drogą, zbrodnicza krótkowzroczność amerykańskich i europejskich decydentów jest wprost powalająca. Z niezrozumiałych względów uznali oni, że jeśli obalą arabskich dyktatorów, to jakimś cudem uda się im zainstalować w regionie przyjazne Zachodowi demokracje – co w praktyce miało pewnie oznaczać przyzwolenie owych muzułmańskich „demokratur” na ekonomiczną ekspansję międzynarodowych koncernów i gospodarczą kolonizację na wzór modelu znanego chociażby z krajów latynoskich, czy nie szukając daleko – Europy Środkowo-Wschodniej po upadku komunizmu. Chciwość zaślepiła ich do tego stopnia, że woleli nie zauważać różnic cywilizacyjnych, oraz realnych nastrojów arabskiej „ulicy” podatnej na religijny fundamentalizm o jednoznacznie agresywnym, dżihadystycznym charakterze. Tymczasem, to właśnie kacykowie pokroju Husajna, Kadafiego czy Mubaraka – niewątpliwie często okrutni aż do zwyrodnienia – stanowili jedyną realną zaporę przed rozlaniem się fundamentalizmu na ogromne obszary Afryki i Azji. Demokracja jest dla islamu ciałem obcym, nienaturalnym, sprzecznym z Koranem przeszczepem ze świata zachodniego (w islamie nie ma rozróżnienia na sferę prywatną i publiczną, wszystko reguluje szariat) do którego muzułmanie czują wyłącznie pogardę, jako matecznika bezbożności i nihilizmu. W konsekwencji, obalenie dotychczasowego porządku skutkować musi rządami sfanatyzowanego motłochu i rzezią podsycaną naukami mułłów wzywających w meczetach do walki z niewiernymi. To aż nieprawdopodobne, że nikomu nie dał do myślenia przypadek Bractwa Muzułmańskiego w Egipcie, które niemal natychmiast po obaleniu Mubaraka stało się tam pierwszoplanowym graczem. Powtarzam – chciwość odebrała rozum.

A teraz ta muzułmańska dzicz zalewa Europę i Bóg jeden wie, czym to się skończy. Na domiar złego, Unia Europejska stosuje samobójczą politykę azylową, wspartą humanitarnym ględzeniem lewackich doktrynerów wciąż rojących o „multi-kulti” i nowomową każącą nazywać nielegalnych imigrantów „uchodźcami”. Co więcej, rządy zachodniej Europy usiłują wymusić na państwach naszego regionu – w tym Polsce – przyjmowanie „kwot” imigrantów. Innymi słowy – chcą na nas wydębić, byśmy pili piwo, którego oni nawarzyli. Przepraszam, ale Polska nie miała kolonii, historycznie więc nie jesteśmy tym ludziom nic winni – w odróżnieniu od krajów, które na kolonializmie zbudowały swój dobrobyt i potęgę. Jeśli zaś chodzi o sprawy bieżące, to „uchodźców” z Bliskiego Wschodu w pierwszym rzędzie powinny przyjąć Stany Zjednoczone, natomiast z Afryki Północnej – Francja, której się przyśniła budowa „Unii Śródziemnomorskiej” i w pogoni za tą nieprzytomną mrzonką zdestabilizowała najbliższe sąsiedztwo Europy.

My i tak za chwilę możemy mieć problem z napływem Ukraińców uciekających z bankrutującego i pogrążonego w wojnie państwa. Już teraz, zwłaszcza na zachodniej Ukrainie, młodzi ludzie na masową skalę uchylają się od poboru i np. nagle zdradzają przemożny pęd do wiedzy nabywanej na polskich uczelniach w Lublinie czy Przemyślu - by tu, z bezpiecznych pozycji, robić sobie „słit focie” z banderowskimi flagami. Podobnie jest z uciekinierami z krajów muzułmańskich. Zwróćmy uwagę, że przytłaczająca większość z nich to młodzi mężczyźni w wieku jak najbardziej „wojskowym”. To wygląda wręcz jak inwazja – tylko w samym lipcu granicę UE przekroczyło 107,5 tys imigrantów. Austria grzmi, by kraje uchylające się przed przyjmowaniem „azylantów” pozbawiać unijnych funduszy, a Niemcy wypominają nam, że przecież przyjmowali politycznych uchodźców z Polski za komuny. No więc dobrze – weźcie sobie te swoje „ojro”, bo żadne pieniądze nie są warte tego by fundować sobie społeczną bombę zegarową, a co do wdzięczności za pomoc z lat '80 – jeśli jakiś obywatel niemiecki wystąpi o polityczny azyl w Polsce, to oczywiście z przyjemnością takowego udzielimy.

Gadający Grzyb

Ilustracja: Andrzej111

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Zapraszam na „Pod-Grzybki” -------> http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/2415-pod-grzybki-20

Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 36 (04-10.09.2015)

niedziela, 18 stycznia 2015

Charlie Hebdo w jaskini demonów

Nie da się obłaskawić demonów. Demony zawsze w stosownym momencie rzucą się do gardła.

Przyznam, że mało co wprawia mnie w taką irytację, jak szantaż emocjonalny. Kiedy ktoś próbuje tej prymitywnej zagrywki z miejsca nastawiam się na „nie” - między innymi dlatego, że podejrzewam, iż tym sposobem ów „ktoś” próbuje mnie instrumentalnie wykorzystać do jakichś własnych, a obcych mi celów. Za szantażem emocjonalnym kryją się przeważnie nieszczere, lub wręcz wrogie intencje, w przeciwnym wypadku bowiem nie byłoby potrzeby uciekania się do sztuczek – wystarczyłoby racjonalnie wyjaśnić co i jak. Tak już mam – niezależnie czy chodzi o kogoś prywatnie mi bliskiego, czy polityka, dziennikarza lub inną, z przeproszeniem, osobą publiczną. Gdy słyszę teksty w stylu: „jak nie kupisz dwóch egzemplarzy mojej gazety to upadnie wolne słowo”, „jeśli nie wrzucisz do puszki umrą chore dzieci”, „gdy nie zadeklarujesz, że jesteś Charlie Hebdo staniesz w jednym szeregu z mordercami” - odwracam się na pięcie i staram się nie wyjmować noża, który akurat otworzył mi się w kieszeni.

I właśnie z czymś takim mamy do czynienia w przypadku ostatniej medialnej histerii na tle zamachu w redakcji tygodnika spełniającego nad Sekwaną rolę analogiczną do urbanowego „NIE” - wytarzać czytelnika w gnojówce i przekonać go, że na tym polega nonkonformizm. Zasada „wszyscy jesteśmy świniami, tylko że my odrzucamy hipokryzję i się do panświnizmu przyznajemy” jest haczykiem, na który próbują nas złapać. Taką też funkcję spełnia obecny medialny nakaz solidaryzowania się z redakcją francuskiego szmatławca. Tymczasem, ów zbiorowy wrzask ma zgoła inne zadanie, niż obrona wolności słowa, którą próbują nas na zmianę to kokietować, to szantażować macherzy ustawiający masową narrację. Ten wrzask niczego nie opisuje, przeciwnie – on ma coś zagłuszyć.

Spójrzmy. Francja, pod dyktando „pokolenia '68”, od dziesięcioleci usilnie wdrażała lewacką utopię w myśl której wszystko co jest wrogie europejskiej, chrześcijańskiej tradycji z automatu staje się dobre, wartościowe i godne promowania. Takim sojusznikiem jawił się tym nieszczęsnym kretynom również islam i muzułmańscy imigranci – widziano w nich pomocników w rozsadzeniu od wewnątrz zachodniej cywilizacji pod hasłem multikulturalizmu. Ta ideologia, ten cały poroniony tolerancjonizm i multi-kulti ponosi na naszych oczach spektakularną klęskę do której walnie przyczyniają się właśnie ci muzułmańscy imigranci dopieszczani przez lata na wszelkie możliwe sposoby. To są ludzie, którzy na żartach się nie znają – a zwłaszcza na tak obscenicznych i nędznych jakie proponowała redakcja „Charlie Hebdo” - i gdy poczują się obrażeni zwyczajnie biorą do ręki kałacha. Do tego, żywią bezbrzeżną pogardę do nihilistycznego społeczeństwa Zachodu – i w sumie, trudno im się dziwić.

Ta odraza nie jest jednak domeną wyłącznie przybyszów, bądź ich potomków żyjących w zamkniętych enklawach rządzących się prawem szariatu. Ona coraz częściej dotyczy rodowitych europejczyków mających dosyć aksjologicznej pustyni wokół siebie i poszukujących wartości mogących nadać sens ich jałowej egzystencji, lub zwyczajnie nudzących się i rozglądających za mocnymi wrażeniami. Rozwodnione, ulegające terrorowi polit-poprawności chrześcijaństwo już od dawna nie ma dla nich oferty. Tym bardziej współczesna świecka obrzędowość z gromadnymi przemarszami wyfiokowanych cweli, tudzież dywagacje o genderze nie mogą stanowić propozycji. Pozostaje więc zapuścić brodę i zacząć zabijać niewiernych – wtedy nagle świat odzyskuje fundamenty.

Właśnie tę klęskę ma zagłuszyć medialny jazgot. Frącuzy mowne nagle się przekonały, że sfajdała się cała dotychczasowa droga oswajania zła. Nie da się bowiem obłaskawić demonów. Demony w stosownym momencie rzucą się do gardła i tego właśnie doświadczyli owi martwi degeneraci z paryskiej gazety, którym się wydawało, że można bezkarnie siać zgorszenie i lżyć Proroka. Świadomość tego musi budzić zrozumiałe przerażenie wśród europejskich Elojów i dlatego wychodzą na ulice bełkocąc „je suis Charlie” - bo nie są w stanie stanąć w prawdzie i zdobyć się na adekwatną odpowiedź. Będą więc dalej mordowani przez Morloków, w akompaniamencie pouczeń rozmaitych autorytetów przestrzegających, by przypadkiem Elojowie nie ulegli pokusie „morlokofobii”.

Zresztą, te prowokacje uprawiane przez rysowników były nader wybiórcze. Kopulująca Trójca Święta, czy biskup-pedofil – proszę bardzo. Pięciolatki bawiącej się penisem Daniela Cohn-Bendita, bądź Żydów machających radośnie z transportu do Auschwitz odprowadzającym ich na peron Francuzom – jakoś nie zaobserwowałem. To już nie wchodzi w paradygmat rzekomego nonkonformizmu, którym nas czarują ci wszyscy mentalni zwyrodnialcy, wynajęci przez nie wiadomo kogo by unurzać nas w szambie.

A teraz darujcie sobie te mizerne szantaże i odwalcie się – wy nowo narodzeni wielbiciele „Charliego”. Siedźcie dalej w swej jaskini razem z waszymi demonami i – dobra rada - uważajcie na gardła.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 3(396) 16-22.01.2015