Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryzys imigracyjny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryzys imigracyjny. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 czerwca 2016

Jak turecki sułtan niemiecką cesarzową wyonacył

Wyonacona „mutter Angela” została z tabunem rozwrzeszczanych muzułmaniątek – czy zatem można się dziwić, że teraz próbuje z kolei nam opchnąć ten Scheiss?

Można śmiało powiedzieć, że od jakiegoś czasu tzw. kryzys imigracyjny przekształcił się w formę handlu żywym towarem – co zresztą od początku było zamiarem Niemiec, tylko sytuacja wymknęła się spod kontroli. A było tak, że Niemcy otwierając granice liczyły, iż upieką dwie pieczenie na jednym ogniu – zapewnią swojemu przemysłowi dopływ taniej siły roboczej, natomiast wypychając jednostki nieprzydatne do państw Europy Środkowej, dodatkowo je zdestabilizują i uzależnią od niemieckiej pomocy. Jednak, jako się rzekło, sytuacja wymknęła się spod kontroli, bowiem kanclerz Angela Merkel nie doszacowała skali migracji – tego, że w ciągu jednego tylko sezonu wleje się przez rozszczelnione granice ponad milion najeźdźców, którzy na dodatek ani myślą pracować, o poczuwaniu się do jakiejkolwiek wdzięczności wobec swych gospodarzy nie wspominając. Inaczej mówiąc, zamiast arbaiterów, Niemcy zafundowały sobie i reszcie Europy najazd głodnej szarańczy, co jest zresztą konsekwencją innego, wcześniejszego błędu – mianowicie, Niemcy maksymalnie wydłużyły okres ochronny dla swojego rynku pracy, wskutek czego gros ekonomicznej emigracji z Europy Środkowej zaabsorbowały Wyspy Brytyjskie. Berlin zorientował się w powyższym poniewczasie i na gwałt postanowił załatać dziurę demograficzną transfuzją „świeżej krwi” - z wiadomym efektem.

W tym kontekście, niedawny pomysł Komisji Europejskiej, by kraje odmawiające przyjęcia „uchodźców” w ramach obowiązkowego „mechanizmu relokacji” płaciły karę w wysokości 250 tys. euro od głowy na rzecz kraju, który przybyszów przyjmie, był już aktem czystej desperacji. Ale równie desperackie są zabiegi jakiegoś uregulowania sprawy z Turcją, która z pełną premedytacją wypycha migrantów poza swoje granice. Turcja jest państwem policyjnym i naiwnością byłoby sądzić, że flota inwazyjna na bieda-łódkach opuszcza jej wody terytorialne bez cichego błogosławieństwa władz w Ankarze. Interes Erdogana jest jasny: stworzyć mechanizm nacisku na Unię Europejską, a w szczególności na Niemcy i zmusić Europę do politycznych ustępstw. Zresztą, turecki sułtan w trakcie negocjacji z przedstawicielami UE stawiał sprawę bez ogródek. A oto próbka: „Tak naprawdę nie potrzebujemy waszych pieniędzy. Możemy po prostu otworzyć granice do Bułgarii i Grecji i wsadzić imigrantów do autobusów. (…) Co zrobicie jeśli wam się nie uda dojść z nami do porozumienia? Zabijecie uchodźców?”.

Żądania Turcji są niezmienne: odblokowanie negocjacji akcesyjnych do UE, docelowe zniesienie reżimu wizowego dla obywateli Turcji oraz zastrzyk finansowy w wysokości 3 mld euro rocznie – teoretycznie na pokrycie kosztów utrzymania obozów dla uchodźców. Ostatecznie, na mocy umowy Unia Europejska – Turcja (negocjowanej w przytoczony wyżej sposób) ustalono, że nastąpi wymiana 1:1 – czyli, za każdego wydalonego z UE „nielegała”, Turcja ma przekazać jednego „legalnego” uchodźcę ze swych obozów. Szybko jednak okazało się, że chytry turecki sułtan „wyonacył” niemiecką cesarzową i jej brukselskich podwładnych. Oto, wedle doniesień niemieckiej prasy, tureckie władze wysyłają wyłącznie materiał ludzki najgorszego sortu – chorych, bez wykształcenia – sobie zostawiając najlepiej wyedukowanych „uchodźców”: inżynierów, lekarzy, robotników wykwalifikowanych itd., wprost odmawiając im zezwolenia na wyjazd. Teoretycznie doglądająca całej procedury ONZ-owska agenda UNHCR jedynie stawia pieczątki na dokumentach przedstawianych przez tureckich urzędników. Krótko mówiąc, Erdogan zrobił to, co chciały pierwotnie uczynić Niemcy – zatrzymał element najbardziej wartościowy z punktu widzenia tureckiej gospodarki, pozbywając się jednostek wybrakowanych.

Już widzę oczami wyobraźni tę kłótnię na targu niewolników w Stambule. „- Co mi tutaj, panie Erdogan, wysyłasz, Donnerwetter! Ten szczerbaty, tamten to skóra i kości, a następny to kompletny idiota! Ja tu potrzebuję silnych, zdrowych i kumatych robotników do naszych fabryk – oni mają się nadawać do Arbeit! A tu widzę tylko same gęby do wykarmienia! Nie tak się umawialiśmy! Co ja niby mam zrobić z tym ludzkim barachłem?!”. „- A rób sobie, pani cesarzowa, co żywnie się podoba. Jak dla mnie, to może szanowna pani posłać tych niedojdów od razu do gazu. Chyba już zresztą kwaterujecie ich w Dachau i Buchenwaldzie, czyż nie? Wystarczy uruchomić komory, a potem i tak przecież wszystko zgonicie na Polaków. A ja to w ogóle nie mam teraz czasu, bo zaraz leci „Wspaniałe stulecie”. Bierzesz towar, pani cesarzowa, czy mam ich wszystkich powsadzać na pontony?”. I tak wyonacona „mutter Angela” została z tabunem rozwrzeszczanych muzułmaniątek – czy zatem można się dziwić, że tak się teraz piekli i miota, próbując z kolei nam opchnąć ten Scheiss?

*

A poza tym:

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Zapraszam na „Pod-Grzybki” ------->http://warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/3875-pod-grzybki

Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 22 (03-09.06.2016)

wtorek, 23 lutego 2016

Pod-Grzybki 39

Proszę Państwa, taka kombinacja: zły haker podszył się na Twitterze pod sędziego Łączewskiego i Tomasza Lisa (jednocześnie), prowadził następnie przez jakiś czas dyskusję uradzając sam ze sobą nad tym, jak by tu zaszkodzić PiS, następnie przejął kontrolę nad laptopem sędziego by móc robić mu fotki kamerką i przesyłać pomiędzy dwoma „fejkowymi” profilami. W końcu zaś zaprosił sam siebie na spotkanie, na którym – cóż za niespodzianka – pojawił się prawdziwy sędzia Łączewski. Nadążacie Państwo? Nie? Nic dziwnego, bo to z pewnością wielopiętrowa gra operacyjna obliczona na skompromitowanie nieposzlakowanego rycerza Temidy. Albo ostra schizofrenia, kiedy to różne osobowości przejmują na zmianę kontrolę, nie wiedząc o sobie nawzajem. Ewentualnie, jak kto woli, tak zwane głupie tłumaczenie.

*

Sędzia Łączewski oprócz tego, że skazał Mariusza Kamińskiego na trzy lata odsiadki wsławił się również tym, że nakazał kibolom w ramach pokuty za „antysemityzm” obejrzeć film Izabeli Cywińskiej „Cud Purymowy”. Przyznam się, że widziałem to dzieło zaangażowanej kinematografii w czasach, gdy korzystałem jeszcze z wynalazku zwanego telewizją. Fabuła, z tego co pamiętam idzie tak: rodzina złych, ciemnych i nienawistnych polskich antysemitów z synkiem-kibolem odkrywa nagle swe żydowskie korzenie i pod wpływem wstrząsu zmienia się w dobrych i łagodnych Żydów, pląsających z uduchowionymi minami po mieszkaniu. Poważnie. Całość zaś nakręcona jest tak topornie, że nawet w socrealistycznych produkcyjniakach znalazłoby się więcej finezji. Resocjalizacyjne walory tego czegoś mogłyby się ujawnić tylko w jednym przypadku: gdyby wzorem „Mechanicznej pomarańczy” trzymać kogoś siłą całymi dniami przed ekranem uniemożliwiwszy mu zamknięcie oczu. I sądzę, że właśnie sędzia Łączewski musiał paść ofiarą takiego eksperymentu, co tłumaczyłoby jego zaburzenia osobowości.

*

No proszsz... Premier Francji, jak mu tam... a, już wiem – Manuel Valls - zadeklarował, że jest przeciwny dalszemu przyjmowaniu tzw. „uchodźców”, w szczególności zaś – stworzeniu stałego mechanizmu podziału, o co zabiegają Niemcy. Skrytykował też politykę Merkel w tej materii. No to teraz czekamy na wrzaski, że należy odebrać subwencje dla francuskiego rolnictwa, a w ogóle to niewdzięcznych żabojadów należałoby siłą wytresować do europejskiej solidarności. Schulz, Schulz! Gdzie pan się podział?

*

Przy okazji – wyciekły stenogramy z „negocjacji” Junckera i Tuska z Erdoganem, z których wynika, że turecki przywódca solidnie przeczołgał obu euro-eunuchów. Beształ ich jak gówniarzy i otwarcie szantażował wypuszczeniem nowej fali migrantów, jeśli nie otrzyma z UE 3 mld euro rocznie. A oto próbka: „Tak naprawdę nie potrzebujemy waszych pieniędzy. Możemy po prostu otworzyć granice do Bułgarii i Grecji i wsadzić imigrantów do autobusów”. O co zakład, że Erdogan dostanie czego chce? Tak się negocjuje z politycznymi kastratami cierpiącymi na manię wielkości.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 7 (17-23.02.2016)

piątek, 22 stycznia 2016

Pod-Grzybki 35

Krążą plotki, że Tomasz Lis przeniesie swój program do internetu – konkretnie na „Onet” należący do tej samej grupy medialnej Springera, co „Newsweek”. Cóż, przypomnę, że po zwolnieniu z Polsatu, Lis zrobił już podobny manewr – i wtedy internetowa mutacja jego show zakończyła się spektakularną klapą. Będzie zatem kolejny powód do tego, by „Der Onet” omijać szerokim łukiem.

*

Słynne Centrum Eksperckie Kontrwywiadu NATO, które „zawłaszczył” przerażający Macierewicz produkowało sejmowe interpelacje, zgłaszane następnie przez posłów PO jako własne. Nic więc dziwnego, iż przejęcie Centrum tak przeraziło polityków opozycji – teraz już zupełnie nie będą wiedzieli „szto diełat'”. Pewnie dlatego od tamtej pory łażą jak oczadziali, a Schetynescu bredzi coś o przywiezieniu do Warszawy „miliona” demonstrantów. Tak to jest, jak marionetki odetnie się od zewnętrznego sterowania.

*

PiS strzela sobie w stopę – przeforsował bowiem nowelizację ustawy o policji, która daje organom prawo do montowania u operatorów internetowych tzw. bezpiecznych łączy, czyli interfejsów za pomocą których będzie można szczegółowo inwigilować aktywność użytkowników w sieci. No to teraz niech się PiS nie zdziwi, jeśli do KOD-owców zaczną masowo dołączać rozzłoszczeni internauci – niczym w pamiętnym proteście przeciw ACTA. I, choroba, będą mieli rację.

*

Media sportowe donoszą, że przenosiny do polskiej Ekstraklasy piłkarskiej rozważa litewski Żalgiris Wilno. Cóż, zważywszy, iż trzon kibiców Żalgirisu stanowią tamtejsi skrajni nacjonaliści, z kolei wśród polskich kibiców przeważają sympatie patriotyczne i narodowe, byłoby ciekawie. Pomyślmy, o ile mi wiadomo, obecnie sezon liczy sobie 37 kolejek – i tyle dokładnie byłoby okazji, żeby pogrobowcom litewskich Szaulisów spuścić konkretny wp...l. Zapraszamy!

*

Premier Bawarii Horst Seehofer zagroził Makreli Trybunałem Konstytucyjnym, jeśli ta nie zmieni swej polityki imigracyjnej. I to, w połączeniu z sylwestrowymi ekscesami migrantów oraz medialnym kneblem na doniesienia w sprawie tychże, jest dobry moment, by złożyć w Brukseli wniosek o zbadanie stanu praworządności oraz wolności mediów w Niemczech. A potem za karę „Standard & Poor's” obniży im rating. Bo to przecież chyba niemożliwe, by reguły dotyczące Polski nie obowiązywały innych krajów, prawda?

*

Niemcy wzięli sobie do serca transparent polskich kibiców „Protect your women, not our democracy” i zaczynają masowo organizować straże obywatelskie mające czuwać nad bezpieczeństwem na ulicach. Tamtejsze media uderzyły w płacz, że straże angażują „ekstremistów” i przyciągają do „skrajnych środowisk” zwykłych obywateli. Do tego bratnia Austria „zawiesiła” zasady Schengen, strasząc przy okazji końcem UE. I to, drodzy Państwo, będzie jedyny trwały efekt rządów Makreli: renesans narodowego socjalizmu (tu akurat my, Polacy, nie mamy się z czego cieszyć), secesja Bawarii oraz rozpad eurokołchozu. Pani kanclerz, oby tak dalej!

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl

„Pod-Grzybki” opublikowane w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 3 (124) (20-26.01.2016)

czwartek, 21 stycznia 2016

„Chrońcie swoje kobiety...”

Dla muzułmanów Europejki zawsze będą puszczalskimi proszącymi się o gwałt – choćby dlatego, że według ich standardów nieskromnie się noszą.

„Chrońcie swoje kobiety, nie naszą demokrację” („Protect your women, not our democracy”) - transparent o takiej treści zademonstrowali kibice Pogoni Szczecin na siatkarskim meczu Niemcy-Polska rozegranym podczas turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk w Rio de Janeiro. Była to oczywiście aluzja do sylwestrowych zajść w Kolonii i innych niemieckich miastach, kiedy to hordy muzułmańskich imigrantów napastowały, molestowały i okradały biorące udział w zabawie kobiety. Napastowały, dodajmy, zupełnie bezkarnie, bo lokalna policja dostała akurat nagłego ataku ogólnej niemożności. Policjanci usiłujący interweniować otrzymywali od przełożonych rozkazy, by zwalniać zatrzymanych napastników pod pretekstem braku miejsca w aresztach, wskutek czego rozróba trwała bez przeszkód. Tu warto nadmienić, że policja w Niemczech, gdy ma taki rozkaz, potrafi być bardzo stanowcza. Tak się bowiem składa, że ulice niemieckich miast dość regularnie są arenami starć, czy wręcz bitew pomiędzy neonazistowskimi oraz lewackimi bojówkami – i w takich przypadkach tamtejsze służby porządkowe reagują z całym arsenałem dostępnych środków: w ruch idą armatki wodne, gazy łzawiące, broń gładkolufowa i nikt jakoś nie przejmuje się, czy wystarczy miejsc dla aresztantów.

Tym razem było inaczej. Sparaliżowane polityczną presją policyjne władze, ku frustracji szeregowych funkcjonariuszy, postanowiły udawać, że nic się nie stało – podobnie jak czołowe media, które są równie „niezależne” i „pluralistyczne” jak u nas. Gdyby nie internet i mnożące się doniesienia świadków oraz poszkodowanych, sprawa zapewne zostałaby zamilczana na śmierć, a wszczęte na skutek setek zgłoszeń postępowania umorzone z powodu „niewykrycia sprawców”. Wszystko w imię obłąkańczej poprawności, by nie podważać propagandowego wizerunku „biednych uchodźców” i polityki rządu federalnego kanclerz Merkel. Na podobnej zasadzie koledzy nakazali zgwałconej we włoskim obozie dla „uchodźców” wolontariuszce siedzieć cicho i „nie szkodzić sprawie”. Ofiara milczała przez miesiąc, zanim wreszcie zdecydowała się zgłosić sprawę policji.

To zresztą nic nowego – niemiecka policja już od jakiegoś czasu miała nieformalny zakaz informowania o skali przestępczości związanej z napływem imigrantów. Z kolei policja w Szwecji odpowiada za tuszowanie ok. 150 przypadków molestowania przez afgańskich przybyszów do jakich doszło podczas ubiegłorocznego festiwalu w Sztokholmie. Wszystko w imię utrzymania ideologicznej fikcji „multikulturalizmu”. Po sylwestrowych doświadczeniach coś jednak pękło – dłużej milczeć zwyczajnie się nie dało, do czego prócz presji zaalarmowanej opinii publicznej, przyczynił się również niemiecki związek zawodowy policjantów mający dość oskarżeń o tolerowanie łamania prawa przez przyjezdnych. Niejako przy okazji okazało się, że podczas starć w ramach „arabskiej wiosny” na placu Tahrir w Kairze sytuacja była podobna: kobiety, w tym zachodnie dziennikarki relacjonujące wydarzenia, były atakowane, zdzierano z nich ubranie... podczas gdy w światowych mediach obowiązywał entuzjastyczny ton zachwytów nad „samoorganizującym się” społeczeństwem, które spontanicznie i nowocześnie skrzyknęło się przez Facebooka, by obalić złego tyrana Mubaraka. No więc teraz również młodzi muzułmanie zwołali się przez media społecznościowe, by sobie poużywać. W odpowiedzi zaś pani burmistrz Kolonii poradziła Niemkom, by „poruszały się w grupie” i „trzymały na odległość ramienia” od nagabujących je mężczyzn.

Te dobre rady cioci-Kloci na etacie burmistrza skupiają jak w soczewce nieprzekraczalne różnice kulturowe, których oficjalnie władze nie przyjmują do wiadomości. Otóż, dla muzułmanów Europejki zawsze będą puszczalskimi proszącymi się o gwałt – choćby dlatego, że według ich standardów nieskromnie się noszą – i takie wypadki jak w Kolonii będą się powtarzać. Na szczęście, zwykli Niemcy chyba już ostatecznie przejrzeli na oczy, a krętactwa władz i mediów stały się decydującym katalizatorem wybuchu społecznego niezadowolenia. Jest w tym szansa i dla nas: podobno reakcje Niemców na zacytowany we wstępie transparent były przychylne (kibice zaprezentowali go również podczas kontrmanifestacji przeciw berlińskiemu oddziałowi KOD – policja niemiecka tym razem zareagowała z całą energią, rekwirując banner). Istnieje więc możliwość, że tamtejsza opinia publiczna zacznie z równą rezerwą traktować histeryczne doniesienia o „łamaniu demokracji” w Polsce, jak już traktuje oficjalną narrację rządu i mediów w kwestii imigrantów. Chciałoby się rzec – więcej takich oddolnych akcji. A od naszych polityków oczekuję, że wykorzystają ten prezent – choćby wnosząc na forum unijnym o debatę nad stanem praworządności w Niemczech...

*

A poza tym:

  • kiedy wprowadzony zostanie zakaz reklamowania podmiotów publicznych w prywatnych mediach?

  • kiedy nastąpi przewalutowanie kredytów frankowych?

  • kiedy zostanie odtajniony aneks do raportu ws. rozwiązania WSI?

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:

„Bankructwo Angeli Merkel”

„Imigranci chędożą Europę”

Zapraszam na „Pod-Grzybki” ------->http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/3163-pod-grzybki

Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 02 (15-21.01.2016)

czwartek, 7 stycznia 2016

Bratnia pomoc coraz bliżej

Ustawę 1066” należy jak najszybciej uchylić, zanim ktoś zdąży zrobić z niej użytek.

Można było przewidzieć, że UE postara się spożytkować kryzys migracyjny do kolejnego ograniczenia suwerenności państw członkowskich i zamachu na te nieliczne prerogatywy, które jeszcze pozostają w ich gestii. Oto, jak doniosło na swych stronach radio RMF FM, z inicjatywy Francji wniesiony został do Komisji Europejskiej projekt powołania Europejskiej Straży Granicznej i Przybrzeżnej, która miałaby zastąpić obecnie działającą agencję ds. granic Frontex. Nowa służba dysponowałaby własnym budżetem, sprzętem, oraz – co najistotniejsze – oddziałami szybkiego reagowania. Zasadniczo owa „straż” miałaby zajmować się np. ratowaniem i poszukiwaniem osób znajdujących się w niebezpieczeństwie (czyli co – wyszukiwaniem „uchodźców”, którzy zabłądzili po drodze do europejskiego raju?), mogłaby również działać poza granicami Unii (ciekawe, na jakich zasadach – wkraczałaby, ot tak sobie, do Serbii czy Macedonii w poszukiwaniu zbłąkanych owieczek?). Jednak gwoździem programu są możliwości interwencyjne nowego organu. Oto w przypadku, gdyby Bruksela stwierdziła, że jakiś kraj „nie radzi sobie” z ochroną zewnętrznych granic UE, co zagraża funkcjonowaniu strefy Schengen, mogłaby (po uprzednich ostrzeżeniach i wezwaniach do usunięcia nieprawidłowości) wysłać oddziały ESGiP, by te przejęły kontrolę nad granicą. Działoby się tak nawet wówczas, gdyby dane państwo stwierdziło, że nie zachodzi potrzeba interwencji, lub wręcz przy jego sprzeciwie.

Rysuje się więc realne zastosowanie „doktryny Breżniewa” pod pozorem uszczelnienia granic. Jak łatwo zauważyć, jej ofiarami w pierwszym rzędzie mogą stać się państwa graniczne Unii – w tym również Polska, tym bardziej, że postulowana formacja miałaby również uprawnienia dotyczące zwalczania międzynarodowej przestępczości zorganizowanej i terroryzmu. Można sobie zatem spokojnie wyobrazić, że euro-straż z upoważnienia Brukseli wkracza do akcji po tym, jak na teren UE uda się przeniknąć jakimś mafiozom bądź terrorystom nie wychwyconym w porę przez miejscowe służby. Na ile dowolnie będzie można interpretować zapisy pokazuje dominująca w Brukseli opinia, iż z masami imigrantów „nie radzą” sobie... Węgry. Te same Węgry, które jako pierwsze postawiły na granicy płot, za co spotkały się ze zmasowaną krytyką i postulowały restrykcyjną politykę imigracyjną, robiąc jako bodaj jedyne państwo graniczne strefy Schengen to co należy. W tym samym czasie Niemcy i Austria w antyorbanowskim amoku zapraszały do siebie tabuny migrantów z którymi teraz nie wiadomo co począć. Dopiero niedawno władze Austrii zaczęły na gwałt stawiać płot na granicy ze Słowenią – ale nie, Austria i Niemcy radzą sobie znakomicie, podobnie jak Francja, której służby dopuściły niedawno do paryskiej masakry, choć teoretycznie miały ponoć zagnieżdżonych w Europie dżihadystów pod kontrolą...

Widać jak na dłoni, iż wszystko zmierza do zepchnięcia odpowiedzialności z głównych winowajców obecnej sytuacji i przerzucenia jej na europejskie peryferia. Opisywany tu projekt stanowi także bezpośrednie zagrożenie dla Polski. Po pierwsze, jesteśmy krajem granicznym. Po drugie, jeżeli sprawdzą się informacje o zmianie tras przerzutu migrantów, możemy stać się państwem frontowym – mówi się, że kolejne fale „uchodźców” zaczną napływać z kierunku ukraińskiego. Po trzecie wreszcie – mamy rząd, któremu Bruksela na polecenie Niemiec gotowa jest pod byle pretekstem dokopać na równi z Węgrami Orbana, choćby właśnie poprzez pozbawienie nas kontroli nad własnymi granicami i wysłanie tu zbrojnych formacji pod pozorem „bratniej pomocy”. No i nade wszystko – od lutego 2014 obowiązuje u nas ustawa o udziale zagranicznych funkcjonariuszy lub pracowników we wspólnych operacjach lub wspólnych działaniach ratowniczych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, zwana potocznie „ustawą 1066”. Ten akt prawny legalizuje z góry wszelkie tego typu działania, przewidując m.in. używanie broni i środków przymusu bezpośredniego przez obcych funkcjonariuszy na terenie Polski, a także „wwozu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej i posiadania broni palnej, amunicji oraz materiałów pirotechnicznych i środków przymusu bezpośredniego”. Tajemnicą poliszynela jest, iż ustawa została uchwalona na życzenie Niemiec i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ktoś tu zawczasu przewidział możliwość wywierania za jej pomocą na nas różnych nacisków – pogróżki Schulza o użyciu siły nie biorą się znikąd. Dodatkowe niebezpieczeństwo stwarza ewentualność przyjęcia 7 tys. „uchodźców” - wyobraźmy sobie, że „podrzucono” by nam między nimi zamachowców. Byłby pretekst do „antyterrorystycznej interwencji”? Krótko mówiąc – „ustawę 1066” należy jak najszybciej uchylić, zanim ktoś zdąży zrobić z niej użytek.

*

A poza tym:

  • kiedy wprowadzony zostanie zakaz reklamowania podmiotów publicznych w prywatnych mediach?

  • kiedy nastąpi przewalutowanie kredytów frankowych?

  • kiedy zostanie odtajniony aneks do raportu ws. rozwiązania WSI?

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 51 (18-22.12.2015)

Podzielić Niemcy

Jeżeli na serio myślimy o politycznej emancypacji Polski spod kurateli Berlina, musimy poderwać jego europejską hegemonię.

I. Dywersja

Zabrzmi to jak political-fiction, ale na miejscu zwierzchników odzyskiwanych właśnie dla Polski służb specjalnych poważnie rozważyłbym możliwość wykreowania secesjonistycznej partii... w Bawarii. Nierealne? A może przynajmniej warto spróbować? Za chwilę postaram się Państwu wyjaśnić, dlaczego sądzę, że warto zainwestować w taką „kombinację operacyjną”, ale wpierw zastanówmy się, czy „tutajkrajowe” służby byłyby w ogóle zdolne coś takiego przeprowadzić.

Otóż, jeżeli w kontekście działalności służb specjalnych III RP można mówić w ogóle o jakiejkolwiek skuteczności, to niewątpliwie na konto – przyznaję, że dość specyficznych - „sukcesów” należy zaliczyć umiejętność kreowania bytów politycznych. Zdolność ta, odziedziczona w „pamięci genetycznej” po PRL-u, została wraz z odpowiednimi kadrami przeniesiona do PRL-bis. Rękę starych sprawdzonych fachowców oraz wyszkolonych przez nich następców było znać przy wylansowaniu Stanisława Tymińskiego, później przy Lepperze sprawnie kanalizującym społeczne frustracje tak by burze omijały rząd Leszka Millera a nie omijały Jarosława Kaczyńskiego, przy narodzinach PO której jednym z akuszerów był Gromosław Czempiński, następnie wokół Palikota z Dukaczewskim i Urbanem w tle, ostatnio zaś – przy narodzinach „Nowoczesnej” Ryszarda Petru bez problemu otrzymującej wielomilionowe kredyty „na start”, zanim jeszcze na dobre rozpoczęła działalność.

Zatem, jak widać kompetencje są i warto, by wreszcie zagrały one na korzyść Polski – trzeba tylko je przenieść na pole zagraniczne. Zwerbować agenturę spośród sfrustrowanych, odsuwanych na margines działaczy politycznych i społecznych, niespełnionych rewolucjonistów, nacjonalistów wrogich berlińskiej administracji itd. Swojego czasu znakomicie dawali sobie z tym radę Sowieci konstruując i sponsorując na Zachodzie różne lewackie struktury, dziś to dzieło kontynuuje putinowska Rosja wspomagając ugrupowania nacjonalistyczne – te wszystkie Fronty Narodowe, PEGID-y, Złote Świty... Gra na ekstremizmach – zarówno lewicowych, jak i prawicowych – należy do stałego repertuaru Kremla i nie ma powodów, byśmy na własną miarę nie mieli skorzystać z tej odbywającej się na naszych oczach lekcji.

II. Bawarski kocioł

No dobrze, powie ktoś, ale właściwie czemu akurat Bawaria? Ano dlatego, że osłabienie Niemiec leży w naszym najlepiej pojmowanym interesie. Jeżeli na serio myślimy o politycznej emancypacji Polski i szerzej – Europy Środkowej – spod kurateli Berlina, musimy poderwać jego europejską hegemonię. Sprowokowanie wewnętrznych kłopotów w najbogatszym landzie zmusiłoby Niemcy do skoncentrowania się w znacznej mierze na własnych problemach i ograniczenia mocarstwowych zapędów. A tak się składa, że właśnie w Bawarii na skutek zalewu przez hordy migrantów jest obecnie największy potencjał społeczny do postulowanej tu dywersji. To trochę tak jak z naszym Śląskiem – zaniedbanie tego regionu i upadek przemysłu doprowadziły do masowej frustracji, która dała pożywkę RAŚ. Chyba nikt nie ma wątpliwości komu i czemu służy działalność Gorzelika i ferajny. Spójrzmy tylko ile kłopotów zdążyła przysporzyć Polsce ta marginalna w gruncie rzeczy organizacja. Czas odpłacić pięknym za nadobne.

Wracając do Bawarii. Samobójcza polityka Angeli Merkel stworzyła korzystne dla nas podglebie nastrojów. Przytaczałem niedawno pokrótce na łamach „Warszawskiej Gazety” relację pewnego mieszkającego w Niemczech od 35 lat Polaka – właściciela dobrze prosperującej firmy, który w 1980 wyjechał ze Śląska za chlebem do „Reichu” i tam się „zasymilował”. Tutaj nieco tę relację poszerzę. Bawarczycy są generalnie wściekli na Merkel, uważają, że wpuszczając do „heimatu” tabuny obcych, zdradziła własny naród. Ludzie są przerażeni zarówno skalą migracji, jak i nastawieniem przybyszów, którzy „od progu” pytają gdzie są te przygotowane dla nich domy... Muzułmanie zwykli np. wchodzić do „Aldiego”, brać z półek całe zgrzewki napojów (oczywiście nie płacąc), następnie przed tym samym dyskontem wylewać je na ziemię i wracać z opróżnionymi butelkami, by... sprzedać je jako surowce wtórne. Zastraszona obsługa nie śmie protestować. Można sobie wyobrazić jakie są reakcje zwykłych Niemców na takie obrazki.

Wnuki osoby, której relację tu przytaczam, mówią już bardzo słabo po polsku. Pochodzą z mieszanych małżeństw, a rodzice chcieli, by bez problemów wtopiły się w niemieckie otoczenie. Teraz na gwałt rodzice postanowili uczyć je polskiego – na wypadek, gdyby trzeba było z powrotem ewakuować się na Śląsk. Może więc okazać się, że czeka nas fala powrotów – ale nie emigrantów z Wysp Brytyjskich, tylko tych, którzy jeszcze za PRL-u wyjechali do RFN „na saksy” i już tam zostali. Część z nich „przypominała sobie” na tę okoliczność o niemieckich korzeniach – być może zaczną sobie teraz przypominać o Polsce...

W każdym razie, popularna wśród Bawarczyków teoria spiskowa głosi, iż Merkel, Obama i Putin to ilumianaci, którzy postawili sobie za cel rozwalić Niemcy i Europę. Zostawiając na boku kwestię przynależności organizacyjnej światowych przywódców, sam fakt powodzenia tego typu teorii świadczy o panujących nastrojach. Niemcy czują się oszukani i zdradzeni – i to nie tylko przez klasę polityczną, ale przez elity jako takie – w tym również media. Zatem, jeśli faszeruje się nas „opiniotwórczymi” niemieckimi gazetami, to warto mieć świadomość, że prezentowane w nich poglądy rozjeżdżają się całkowicie z opiniami zwykłych Niemców. Bo trzeba dodać, że Bawarczycy mają obecnie dwóch idoli – Victora Orbana i Jarosława Kaczyńskiego. Ów Ślązak, do niedawna zagorzały „kaczkożerca” powiedział wręcz, że gdyby mógł, to Kaczyńskiego serdecznie by wyściskał. Poza sprzeciwem wobec imigrantów, Niemcy liczą, że polityka Węgier i Polski doprowadzi do osłabienia UE, a może wręcz do rozpadu (bo za zaistniały stan rzeczy Niemcy winią również Brukselę) – a wtedy będą mogli wreszcie zaprowadzić u siebie porządek. Na podobnej zasadzie nagle „Wessi” (Niemcy z dawnego RFN) zapałali sympatią do „Ossi” (Niemców z byłej NRD), których do niedawna traktowali niewiele lepiej niż innych mieszkańców byłych „demoludów”. Płonące ośrodki dla uchodźców i generalny sprzeciw wschodnich landów wobec ich przyjmowania stały się istotnym czynnikiem przełamującym lody.

III. Bawarscy secesjoniści

Powyższe widzi również premier Bawarii i szef CSU, Horst Seehofer – w szczycie kryzysu imigracyjnego ostentacyjnie wręcz spotykał się z Orbanem, za nic mając opinię Berlina. Oczywiście, CSU nie zerwie ani koalicji z CDU, ani nie wystąpi z federacji. Dlatego właśnie należy wykreować odrębny byt polityczny prący w tym kierunku lub wspomóc któryś z już istniejących. Za jego pośrednictwem należy przedstawiać Berlin jako źródło problemów, przekonywać, że Bawaria doskonale poradzi sobie sama (co jest zresztą prawdą). No i krzyczeć, że Merkel to iluminatka na pasku mrocznych, globalnych sił. Takie proste wytłumaczenie skomplikowanych problemów zawsze działa przynajmniej na jakąś część publiczności. W 2012 czołowy polityk CSU Wilfried Scharnagl wydał książkę „Bayern kann es auch alein” („Bawaria może być też sama”). W Bawarii funkcjonuje też Bayernpartei („Partia Bawarska”) żądająca „niepodległej Bawarii w zregionalizowanej Europie” – może by do nich zapukać? Zresztą, nasi służbowi specjaliści od zagospodarowywania społecznych nastrojów sami będą wiedzieli najlepiej.

Oczywiście, odłączenie Bawarii od Rzeszy... to jest, chciałem rzec, od Federacji to plan maksimum, raczej trudny do zrealizowania (choć, jak pokazuje przykład Katalonii, uruchomione wydarzenia mogą nabrać własnej dynamiki i kto wie, do czego ostatecznie doprowadzą). Na pewno jednak w naszym zasięgu jest wywołanie niepokojów, wewnętrzna destabilizacja i rozliczne zgryzoty tym wywołane. Sięgnę tu do jednej z moich ulubionych lektur - „Bolesława Chrobrego” Antoniego Gołubiewa. Jest tam taka scena, w której Bolesław każe wyłożyć przed sobą wszystkie zgromadzone kosztowności, po czym zaczyna je rozdysponowywać: temu możnowładcy w Niemczech wysłać tyle a tyle, tamtemu znowuż tyle... i tak dalej. Efektem jest wzmożenie wojny domowej w Cesarstwie i walki o koronę. Nawet jeśli to literacka wizja autora, to co do zasady tak właśnie winniśmy postępować i partia bawarskich secesjonistów byłaby tu pierwszym krokiem. Na to nie warto żałować, tak jak Niemcy nie żałują na systemową korupcję u nas. Niemcy borykające się z wewnętrznym kryzysem społeczno-politycznym to zarazem chwila oddechu dla nas i moment w którym będziemy mogli umocnić regionalną współpracę oraz sojusze w ramach Europy Środkowej – od Bałtyku po Morze Czarne. Z niemiecką, polityczną „czapą” dominującą w przestrzeni Mitteleuropy prawdziwie wielkiej i niepodległej Polski się nie zrobi.

*

A poza tym:

  • kiedy wprowadzony zostanie zakaz reklamowania podmiotów publicznych w prywatnych mediach?

  • kiedy nastąpi przewalutowanie kredytów frankowych?

  • kiedy zostanie odtajniony aneks do raportu ws. rozwiązania WSI?

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Artykuł opublikowany w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 49 (16-22.12.2015)