Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cyryl I. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cyryl I. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 sierpnia 2015

Komu świeczkę, a komu ogarek?

Dokąd polityka świeczki i ogarka zaprowadzi Kościół i wiernych? Ba, to jest naprawdę dobre pytanie...

I. Liturgiczna feta

6 sierpnia odbędą się w Warszawie dwie ważne uroczystości religijne. Z jednej strony Archidiecezja Warszawska wraz z nową prezydencką kancelarią organizuje Mszę Św. inaugurującą kadencję Andrzeja Dudy, z drugiej zaś w kościele Wizytek na Krakowskim Przedmieściu będzie mieć miejsce zamówiona przez „licznych wiernych” uroczysta koncelebra w intencji Bronisława Komorowskiego i jego Małżonki, sprawowana w podziękowaniu za jego służbę narodowi i o Boże Błogosławieństwo na przyszłość dla całej prezydenckiej rodziny. W związku z tą liturgiczną fetą na cześć naszego Wuja Narodowego podniosły się po prawej stronie głosy oburzenia, które oczywiście doskonale rozumiem, choć przyznam, że mnie samemu trudno już wykrzesać z siebie jakiekolwiek żywsze emocje związane z przedstawicielami ustępującej ekipy. Niemniej faktem jest, że podpisując konwencję antyprzemocową sformułowaną w ideologicznym duchu wojującego genderyzmu, a ostatnio ustawę o in vitro wbrew jednoznacznemu stanowisku episkopatu, prezydent Komorowski pozostaje – o ile mi wiadomo - w stanie grzechu ciężkiego. Jestem więc ciekaw, czy przy okazji owej celebry pan Komorowski przystąpi do Komunii Św., dokładając do swej hipoteki świętokradztwo – a jeżeli tak, to czy ksiądz Aleksander Seniuk, rektor kościoła Wizytek, mu tejże Komunii udzieli. No chyba, że wcześniej Komorowski, jako skruszony penitent pójdzie do sakramentu pokuty, wypełniając zarazem wszystkie warunki dobrej spowiedzi, wśród których (o ile to, czego uczono mnie na lekcjach religii wciąż obowiązuje) znajduje się nie tylko rachunek sumienia, żal za grzechy itd. – ale również zadośćuczynienie Panu Bogu i bliźnim.

W relacje na linii Pan Bóg – Bronisław Komorowski nie wnikam, natomiast co do zadośćuczynienia „bliźnim” to mleko już się rozlało. Ustawa podpisana, Komorowski nawet gdyby się nagle opamiętał, swojego podpisu wycofać nie może i teraz wszystko w rękach Trybunału Konstytucyjnego, który znając życie, ową ustawę pisaną pod dyktando lobby przemysłu inseminacyjnego, „klepnie”. Zatem, jak widać, zadośćuczynienie „bliźnim” staje się już obiektywną niemożliwością, zaś tymi „bliźnimi” są przede wszystkim istoty ludzkie powołane do życia pod rządami eugenicznych przepisów, które w stadium zarodkowym będą selekcjonowane, mrożone, wszczepiane do macic, odrzucane przez organizmy surogatek i tak dalej. Rozwijać się będą często z licznymi wadami wykrywanymi sukcesywnie podczas badań prenatalnych, zaś matki-surogatki żądać będą aborcji i łamania lekarskich sumień, z czego przedsmakiem mieliśmy do czynienia przy okazji sprawy prof. Bogdana Chazana. Media bombardujące opinię publiczną opisami deformacji „płodu”, którego uśmiercenia odmówił profesor, skrzętnie bowiem pomijają informację, iż dziecko to zostało poczęte właśnie metodą in vitro i była to któraś z kolei „nieudana” ciąża kobiety pragnącej za wszelką cenę „samorealizować się” poprzez prawo do posiadania potomstwa.

II. Czarne Oceany

Na marginesie, zapłodnienie metodą tradycyjną zdaje się być na salonach kompletnie passe, jako że wymaga ono, jak by nie patrzeć, rozłożenia nóg przed jakąś „męską szowinistyczną świnią”, co dla starych lesb organizujących „dyskurs intelektualny” jest perspektywą gorszą od śmierci. Z drugiej strony, nawet jeśli jakaś gorącokrwista działaczka przypadkiem jest hetero, to sukcesywna selekcja doprowadziła do drastycznego niedoboru jurnych „męskich szowinistycznych świń” w jej otoczeniu na rzecz gwałtownego przyrostu osobników „metroseksualnych” o fizycznej i psychicznej konsystencji śniętego śledzia, co prowadzi do różnych żenujących sytuacji. Jeśli przypomnimy sobie publiczne pranie alkowiano-finansowych brudów przez panią Kingę Dunin i aspirującego pisarczyka Ignacego Karpowicza, to widzimy wyraźnie, że owi salonowi nadwrażliwcy pójdą do łóżka z kobietą wyłącznie dla pieniędzy i kariery (a wtedy może być to nawet pani Dunin, jeśli akurat poszukuje jakiegoś, mówiąc jej językiem, „chłopczyka”), jednak poza tym wolą oddawać się – jak pan Karpowicz – np. Juliuszowi Kurkiewiczowi, zupełnym przypadkiem sekretarzowi kapituły nagrody literackiej „Nike”. Taka sytuacja...

Z „trzeciej strony” jednakże, te same środowiska nie ustają w propagowaniu wszelkiej maści rozwiązłości, szczególnie wśród dziatek, nad czym czuwają rozmaite „Pontony” indoktrynujące kwiat młodzieży podczas Akademii Sztuk Przepięknych na woodstockowym spędzie Jerzego Owsiaka. Brzmi atrakcyjnie, bo któżby nie chciał się poedukować w ramach przyśpieszonego kursu ars amandi z jakąś koleżanką i może jeszcze otrzymać za to pamiątkowy dyplom? Tyle, że przy okazji fajnie byłoby, gdyby koleżanka była w miarę urodziwa – a cóż przyjdzie począć, jeśli srodzy seksedukatorzy z „Pontona” wydadzą rozkaz zaspokojenia koleżanki brzydkiej, by uniknąć „lookizmu”, czyli dyskryminacji na tle wyglądu zewnętrznego, lub zgoła rozchylić pośladki przed jakimś zblazowanym pedrylem, któremu – jak pani Kindze Dunin – zachciało się nagle „chłopczyka”? Na dodatek, edukatorzy bardzo dbają, by seks był „bezpieczny”, zupełnie jak praca przy materiałach wybuchowych, mając na celu jak sądzę, w długofalowym planie, oddzielenie ciupciania od prokreacji i nagonienie tym samym klienteli weterynarzom od in vitro. Stąd już tylko krok do rzeczywistości opisanej w powieści Jacka Dukaja „Czarne Oceany”, gdzie istoty ludzkie od poczęcia na szkle „dojrzewają” w inkubatorach, zaś akt płciowy między ludźmi poprzedzony jest każdorazowo deklamowaniem prawniczych formułek mających zabezpieczyć jego uczestników przed oskarżeniem o gwałt, sama akcja łóżkowa przebiega natomiast pod czujnym okiem kamer należących do wyspecjalizowanych kancelarii przechowujących zapis wideo dla ewentualnych celów procesowych.

III. Polityka świeczki i ogarka

Wracając jednak do kościelnej fety na cześć państwa Komorowskich. Oto Warszawska Kuria Metropolitarna w swym sprostowaniu artykułu zamieszczonego w serwisie „Pch24.pl” stwierdziła, iż ksiądz ma obowiązek przyjąć KAŻDĄ intencję mszalną, a jego rola sprowadza się do tego, by tę intencję odpowiednio i poprawnie pod względem teologicznym sformułował”. Innymi słowy, mamy biuro usług religijnych dosztukowujące „teologiczne uzasadnienie” na obstalunek klienta. Zastanawiam się jakież to uzasadnienie teologiczne będzie przyświecało podziękowaniom za „służbę narodowi” Arcybolesnego Bronisława, którą to „służbę” zakończył otwierając wrota piekieł? Rad bym posłuchać. Tak poza tym, skoro Komorowski w pełni świadomie postąpił wbrew nauczaniu Kościoła, to warto zadać pytanie – po kiego ta Msza jest mu potrzebna? Przypuszczam, że „liczni wierni” zamawiający Mszę chcieli wykazać, że nie cały Kościół jest „pisowski”, że są jeszcze księża nie dający się ponieść „fali nienawiści”, nie mówiąc już o własnym dobrostanie psychicznym, który domaga się zagłuszenia wyjącego sumienia biciem kościelnych dzwonów.

Przy okazji tej całej żenady nie mogę opędzić się od kilku wspomnień. Otóż w Święto Niepodległości 11 Listopada 2010 Bronisław Komorowski publicznie zbeształ kapelana Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego ks. płk. Sławomira Żarskiego za „nieprawomyślną” treść homilii, w której ks. Żarski mówił m.in. o tym, że Polska budowana jest na „antywartościach”. Kazanie tak dojadło prezydentowi, iż ten w ekspresowym tempie wymógł na władzach kościelnych odwołanie księdza Żarskiego i zastąpienie go kapłanem bardziej „konstruktywnym”. Od tej pory Komorowski wraz ze swą Dziadzią mogli już spokojnie sobie spać w kościele bez obaw, że jakiś zuchwały klecha podniesie im ciśnienie. Inny obrazek, to podpisanie w 2012 roku przez abp. Józefa Michalika i agenta KGB, patriarchę Cyryla I „Wspólnego Przesłania do Narodów Polski i Rosji” będącego jednym ze szczytowych osiągnięć słynnego polsko-rosyjskiego „resetu” dokonywanego na smoleńskich trumnach. Akt ten został zresztą entuzjastycznie przyjęty przez „portal poświęcony” Fronda.pl, która to „Fronda” dziś zajmuje się gorliwym wykrywaniem „ruskich agentów” w każdej szafie. Sam abp. Michalik w wywiadzie dla KAI z rozbrajającą szczerością przyznał „jestem absolutnie przekonany, że na obecnym etapie nie możemy tego kroku nie uczynić”. Przechowuję również we wdzięcznej pamięci wycofanie się biskupów z honorowego komitetu marszu protestacyjnego po sfałszowanych wyborach samorządowych 2013 roku w zamian za rządową dotację na Świątynię Opatrzności Bożej, oraz uroczysty kościelny pogrzeb generała Jaruzelskiego ku uciesze licznie zgromadzonych trzech pokoleń ubeków.

Nie dziwi mnie zatem koncelebra dziękczynna ku czci Komorowskiego. Jeśli natomiast ktoś chce tu widzieć jedynie wymiar religijny, to odpowiem, że doczesna działalność Kościoła, chcąc nie chcąc, ma również znaczenie stricte polityczne. Tak było od wieków, jest i będzie – i aspekt ten w pełni podlega osądowi i krytyce. Dokąd polityka świeczki i ogarka zaprowadzi Kościół i wiernych? Ba, to jest naprawdę dobre pytanie...

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Zapraszam na „Pod-Grzybki” -------> http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/2177-pod-grzybki-14

Artykuł opublikowany w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 29 (29.07-04.08.2014)

 

niedziela, 19 sierpnia 2012

Krajobraz po pojednaniu

Jakie „raty” przyjdzie Polsce i polskiemu Kościołowi spłacać w ramach „ceny za pojednanie”?

I. Za jaką cenę?

No cóż, chyba jednak miałem rację, pisząc w jednym z komentarzy pod moją ostatnią notką, iż treść „Wspólnego Przesłania do Narodów Polski i Rosji” podpisanego przez abp. Michalika i patriarchę Cyryla I będzie nieistotna, a w każdym razie – drugorzędna. Liczył się będzie sam fakt wystosowania orędzia i jego bliższe oraz dalsze konsekwencje polityczne. W dokumencie nie znalazło się bowiem nic szczególnego – jeśli go wycisnąć, zostają dwa podstawowe punkty: po pierwsze - wezwanie do pojednania i dialogu na bazie „wybaczenia krzywd, niesprawiedliwości i wszelkiego zła wyrządzonego sobie nawzajem (to budowanie fałszywej symetrii jest szczególnie rażące), tudzież wspólnych badań historycznych; po drugie – zaakcentowanie obopólnego sprzeciwu wobec galopującej Antycywilizacji Postępu. Taki sojusz „obu płuc Europy” byłby niewątpliwą wartością, rodzi się jednak pytanie: za jaką cenę?

Pierwsza „rata” owej ceny została zapłacona jeszcze przed wizytą patriarchy Cyryla w postaci słynnego wywiadu abp. Michalika dla KAI. Robił on wręcz wrażenie swoistej „podgatowki”, z odcięciem się od kontekstu katastrofy smoleńskiej na czele – przeniesieniem jej do kategorii „symboli” i pryncypialną krytyką tych, którzy posługując się „takimi teoriami i hasłami robią sobie i tragedii smoleńskiej największą szkodę!”. Zupełnie, jakby nie było skandalicznego, uszytego pod założoną z góry tezę, pseudo-śledztwa i ustaleń niezależnych ekspertów obalających oficjalną narrację. Nie da się ukryć, iż posiało to nieufność między hierarchią, a częścią środowisk wspierających Kościół w jego arcytrudnej, cywilizacyjnej batalii. Środowisk, dodajmy, opozycyjnych, które i tak są marginalizowane i sekowane w przestrzeni publicznej – zarówno przez rządzącą Dyktaturę Matołów, jak i wiodące mediodajnie, będące ekspozyturą Obozu Beneficjentów i Utrwalaczy III RP.

Jak w tej sytuacji Kościół wyobraża sobie budowanie społecznego zaplecza dla wyzwań współczesności zdefiniowanych w „Przesłaniu”, którym będzie się starał stawić czoła wspólnie z moskiewską Cerkwią?

Na dodatek, strona polska przegapiła fakt, iż „pojednanie” może stać się politycznym haczykiem – i tu kłania się zlekceważenie uzależnienia Cerkwi, na której czele stoi agent KGB „Michajłow”, od czekistowskiego reżimu Putina. Od tej pory, ilekroć Kościół będzie się starał zrewidować swe stanowisko, czy to w sprawie Smoleńska, czy też fałszywej symetrii „wzajemnych win”, Cerkiew zawsze może zagrozić zamrożeniem, czy wręcz zerwaniem „dialogu”, obarczając winą „antyrosyjskie resentymenty” po polskiej stronie.

II. Kościół w roli ulubieńca reżimowych mediodajni

Powyższych politycznych kontekstów nie omieszkał wychwycić i odpowiednio podgrzać obóz reżimowych ośrodków opinii, na co dzień skrajnie wrogich polskiemu Kościołowi, hołubiących zaś współczesną mutację „księży-patriotów” ze środowisk „katolicyzmu otwartego”, którego przesłanie można sprowadzić do wycofania się Kościoła ze swego nauczania pod dyktando lewicy – tak jak stało się to ze wspólnotami protestanckimi (i częścią katolickich) w Europie Zachodniej. Stało się tak dlatego, iż w przeciwieństwie do historycznego „Orędzia” biskupów polskich do niemieckich z 1965 roku, które pozostawało w kontrze wobec polityki Gomułki, obecna linia Episkopatu spuentowana „Wspólnym przesłaniem...” wpisuje się idealnie w prorosyjski kurs obecnej władzy, popieranej przez wiodące mediodajnie.

Kolejnym powodem było wbicie klina pomiędzy Kościół a środowiska patriotyczno-niepodległościowe, zwane wzgardliwie „sektą smoleńską” - no i rzecz jasna uderzenie w największą partię opozycyjną – Prawo i Sprawiedliwość. Stąd nieskrywana schadenfreude objawiająca się m.in. takim oto uroczym tytułem, jak „Obóz smoleński zawył na arcybiskupa Michalika”. Na taką okoliczność postanowiono w „GW” przeprosić się z batożonym dotąd na jej łamach z postępowych pozycji konserwatywnym hierarchą, którego z miejsca zaczęto prezentować jako męża stanu niemal na miarę kardynała Wyszyńskiego. Dokopanie „sekcie smoleńskiej” najwyraźniej okazało się być warte tej „mszy”. Na podobnej zasadzie postanowiono przymknąć oko na moskiewski sojusz tronu z ołtarzem, tak skądinąd niemiły postępowcom w innych krajach i okolicznościach.

Zabawne było obserwować rozkrok w sprawie wyroku na aktywistki „Pussy Riot”, ogłoszonego – cóż za przypadek – akurat w dniu podpisania warszawskiego „Przesłania”. Od siebie powiem, że uważam te „działaczki” za typowe, zacietrzewione lewackie kretynki, podobnie jak ich „siostry” z FEMEN-u, ścinające krzyż poświęcony ofiarom NKWD. Nie oszukujmy się – nawet, gdyby stosunki cerkiew-państwo były w Rosji ułożone wedle modelu zachodniego, nie powstrzymałoby to „performerek” przed profanacją świątyni, tak jak onegdaj nie powstrzymało aktywistów gejowskich przed profanacją katedry Notre-Dame, czy u nas „człowieka-motyla” przed naigrawaniem się z procesji Bożego Ciała. Albowiem, wyznacznikiem tego rodzaju „wolnościowości” nieodmiennie jest obsesyjny antyklerykalizm i nienawiść do chrześcijaństwa jako takiego.

Niemniej, postawa postępowych mediodajni, które grzmiąc o dwóch latach łagru dla „Pusiek” dokładały zarazem wszelkich starań, by odbiorca widział to „osobno” w stosunku do wizyty Cyryla I i jednoznacznie konserwatywnej trzeciej części „Przesłania”, była ciekawą poglądową lekcją manipulacji, od których aż roiło się w medialnym przekazie.

Zwróćmy bowiem uwagę na okoliczność – co stanowi kolejny dowód na potwierdzenie tezy, iż treść przesłania będzie drugorzędna wobec jego politycznej wymowy – że religijno-moralne i społeczne elementy dokumentu gdzie jest mowa m.in. o „postępującej sekularyzacji”, oraz „prawie do obecności religii w życiu publicznym”, skrywane są starannie na planie dalszym, by nie mąciły przekazu. Nawet jeśli wypowie się pan Obirek o „fundamentalistycznym polskim katolicyzmie” i „konfrontacyjnej Cerkwi”, zaś Adam Michnik w tradycyjnie kabotyńskim wstępniaku upomni się o godność dla „inaczej myślących” (zupełnie jakby „Przesłanie” komukolwiek godności odmawiało), nie zakłóci to ogólnej wymowy, że - jak ujęła to „Wyborcza” - „dzieje się historia”.

Nie oznacza to jednak, iż broń oskarżeń o katolicko-cerkiewny „fundamentalizm” nie zostanie wykorzystana w przyszłości, gdy tylko postępowe środowiska uznają za celowe użyć jej do swej antycywilizacyjnej kampanii.

III. Warto było?

Podsumowując, efekty aktu „pojednania” na dzień dzisiejszy wyglądają następująco:

1) polski Kościół zasiał ziarno nieufności w duszach swych najbardziej oddanych, patriotycznych zwolenników i obrońców;

2) w zamian zyskał kilka motywowanych koniunkturalnie słodkich słówek ze strony środowiska na co dzień wojowniczo antyklerykalnego i nastawionego wrogo do patriotyzmu, religii i tradycji, które postanowiło wykorzystać „Przesłanie” do własnych, doraźnych celów;

3) za chwilę to samo środowisko może za to samo „Przesłanie” poddać polski Kościół skrajnej krytyce, obarczając np. współodpowiedzialnością, jako „sojusznika” Cerkwi, za kolejne putinowskie wyroki w stylu tego na „Pussy Riot”;

4) Cerkiew rosyjska nie przyjęła na siebie żadnych zobowiązań dotyczących chociażby sytuacji katolików w Rosji, bez porównania gorszej, niż prawosławnych w Polsce;

5) Kościół polski wystawia się w przyszłości na polityczny szantaż, polegający na tym, by w spornych polsko-rosyjskich kwestiach zajmował stanowisko podobne temu, jakie zajął abp. Michalik wobec Smoleńska – pod groźbą zamrożenia dialogu i obarczenia winą „rusofobicznej” strony polskiej;

6) Kościół potencjalnie może stać się zakładnikiem prorosyjskiej polityki obecnej władzy i współwinnym jej konsekwencji w społecznym odbiorze;

7) i na odwrót – jeśli w przyszłości władzę przejmą siły prezentujące wobec Rosji bardziej stanowcze i podmiotowe stanowisko, Kościół może stać się obiektem nacisków, by „coś zrobić” i wpłynąć zakulisowo na złagodzenie niewygodnego dla Rosji kursu polskiego rządu – wszystko, oczywiście, w imię „dialogu” i „pojednania”.

Powyższa wyliczanka, to jedynie przykład możliwych „rat”, które przyjdzie spłacać w ramach ceny za „pojednanie”. Nie sposób nie zapytać: warto było?

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Tekst „Wspólnego Przesłania do Narodów Polski i Rosji: http://ekai.pl/biblioteka/dokumenty/x1430/wspolne-przeslanie-do-narodow-polski-i-rosji/

Na podobny temat:

http://niepoprawni.pl/blog/287/pojednanie-z-zywa-cerkwia

http://niepoprawni.pl/blog/287/poligon-doswiadczalny-watykanskiego-ekumenizmu