Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Feliks Koneczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Feliks Koneczny. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 sierpnia 2015

Cywilizacyjny wymiar Powstania Warszawskiego

Przynależność do cywilizacji łacińskiej to nie tylko zaszczyt i powód do dumy, ale również obowiązek.

I. Pomijany aspekt Powstania

Na samym wstępie napiszę o czym ten tekst NIE BĘDZIE. Nie będę mianowicie roztrząsał racji „za” i „przeciw” decyzji o wybuchu Powstania. Nie będę dywagował, czy miało ono jakiekolwiek szanse powodzenia. Nie będę również zajmował się tym, czy był to „obłęd”, czy nieuchronna konsekwencja całokształtu dotychczasowej działalności Państwa Podziemnego i społecznych nastrojów Stolicy, ani tym, czy było warto - i co by było gdyby. Nie uczynię tego z prostego powodu. Uważam, że obie strony – zwolennicy i przeciwnicy Powstania – dawno już wystrzelali się ze swoich argumentów; powiedziano w tym sporze już chyba wszystko i teraz pozostaje jedynie międlenie wciąż tych samych fraz w różnych konfiguracjach. Jak dla mnie, jest to zajęcie cokolwiek jałowe, ale jeżeli ktoś lubi ten sport, to proszę bardzo.

Zajmę się natomiast aspektem, który w publicznej debacie o Powstaniu Warszawskim wciąż jest zbyt mało obecny i niedoceniony – wymiarem cywilizacyjnym owego bezprzykładnego zrywu. Co kazało Powstańcom rzucić się z butelkami benzyny na czołgi, skoro – jakby powiedzieli Czesi – było to surowo zabronione? Jakiej sile zawdzięczamy powstanie największego ruchu oporu w okupowanej Europie? I czemu walka trwała aż 63 dni, mimo że od pewnego momentu stało się jasne, że Powstanie czeka klęska? Nie ukrywam, że będę się inspirował rozmową przeprowadzoną niedawno (z moim skromnym uczestnictwem jako współprowadzącego) w Niepoprawnym Radiu PL z udziałem profesorów: Grzegorza Kucharczyka, Tomasza Panfila i Jana Żaryna, która poświęcona była właśnie temu zagadnieniu.

II. Sojusz bizantyjsko-turański przeciw cywilizacji łacińskiej

Otóż, jeżeli wyjdziemy od podziału cywilizacji autorstwa Feliksa Konecznego, to zobaczymy, że Polska znajduje się w kleszczach dwóch obcych jej kulturowo wspólnot: cywilizacji turańskiej uosabianej przez Rosję i Związek Sowiecki, oraz cywilizacji bizantyjskiej do której należą Niemcy. Polska, jako przedstawiciel cywilizacji łacińskiej próbuje ocalić swą tożsamość i odrębność między tymi dwoma młyńskimi kamieniami. Czyni to ze zmiennym szczęściem, choć nie zapominajmy, że były w naszej historii okresy, kiedy to my dominowaliśmy nad żywiołem zarówno niemieckim, jak i rosyjskim.

W każdym razie, specyfiką odróżniającą zarówno rosyjsko-sowiecki turanizm, jak i niemiecko-narodowosocjalistyczny bizantynizm od cywilizacji łacińskiej jest m.in. stosunek do jednostki i władzy. O ile w „wojennym obozie” turańskim władca i władza jest wszystkim, zaś poddani niewolnikami, z którymi chan, car, gensek, może zrobić wszystko w imię swoich celów; natomiast w bizantynizmie, mimo jego chrześcijańskich korzeni, władca ma prawo odejść od pewnych wartości dla realizacji własnych zamierzeń (i poddani takowe prawo akceptują) - o tyle w kręgu cywilizacji łacińskiej i katolickiej władca musi respektować określone zasady i wartości: Dekalog, daną od Boga podmiotowość jednostki, prawo. W momencie gdy władza pragnie zamachnąć się na przyrodzone każdej istocie ludzkiej prawa naturalne, poddani mogą się zbuntować. Jest to element wyjątkowo drażniący przedstawicieli zarówno turanizmu, jak i bizantynizmu, stąd pomstowania Niemców i Rosjan na „polskich buntowników”. W ich systemie wartości wystąpienie przeciw władzy jest grzechem samym w sobie. Niemcy nazywając polskich partyzantów „bandytami” nie czynili tego bynajmniej jedynie w celu propagandowego zdeprecjonowania Podziemia. Z ich perspektywy, bunt niewolników faktycznie równał się bandytyzmowi zagrażającemu ustalonej hierarchii – bo władza, jaka by nie była, zapewnia ład i porządek, zaś prawo – choćby nieludzkie i okrutne – to jest prawo i koniec dyskusji. W systemie bizantyjsko-turańskim wolność człowieka jest jedynie szkodliwym miazmatem. Podmiotowość jest wyłącznym atrybutem władzy i może być realizowana również na szkodę poddanych, którym z kolei przynależy się tyle praw i swobód, ile uzna za stosowne wydzielić im władca. Dlatego właśnie Niemcy nie protestowali przeciw barbarzyńskim prawom dotyczącym ludności żydowskiej, czy totalitaryzmowi dotykającemu ich samych. Dla nich był to zwyczajny porządek rzeczy - ordnung muss sein!

Jak łatwo w związku z powyższym zauważyć, cywilizacjom bizantyjskiej i turańskiej jest do siebie znacznie bliżej, niż każdej z nich do cywilizacji łacińskiej. Ich sojusz wobec wspólnego wroga, jakim jest łacińska Polska jawi się zatem jako wręcz coś narzucającego się. Warto z tego punktu widzenia spojrzeć zarówno na rozbiory, jak i na późniejszy pakt Ribbentrop-Mołotow dający sygnał do rozpętania II Wojny Światowej. Patrząc na sprawy w ten sposób, widzimy również, że i nasze powstania narodowe były czymś nieuchronnym – naturalnym skutkiem nieuniknionych napięć generowanych przez nieprzekraczalne, cywilizacyjne różnice. Jak stwierdził Koneczny – nie można być cywilizowanym na dwa sposoby. Nie można pozostawać wskutek jakiejś kulturowej obróbki i sztukowania trochę łacinnikiem, trochę bizantyjczykiem, a trochę Mongołem.

III. Powstanie jako zryw cywilizacyjny

W tym ujęciu, Powstanie Warszawskie jawi się jako zryw cywilizacyjny. Warszawa przez dwa miesiące była redutą świata łacińskiego w sercu części Europy opanowanej przez dwa wrogie jej obozy. Zwróćmy uwagę – z jednej strony Niemcy krwawo tłumią Powstanie z całym towarzyszącym temu wściekłym zezwierzęceniem, jakie cywilizacja nie uznająca prawa do sprzeciwu rezerwuje dla buntowników; z drugiej natomiast – Sowieci zatrzymują się na linii Wisły i czekają. Niezależnie od kalkulacji politycznych Stalina, można powiedzieć, że obie strony – niemiecką i rosyjską – znów na chwilę, na tym odcinku frontu, połączył doraźny, taktyczny sojusz skierowany przeciw cywilizacji, którą należało zgnieść, by którakolwiek z nich mogła zapanować nad tym fragmentem świata. Zresztą, jeśli wspomnimy, że wraz z przesuwaniem się frontów NKWD i Gestapo zostawiały sobie nawzajem we wzorowym porządku katownie, to ujrzymy, iż mimo wojny bizantyjsko-turańskiej, cały czas obowiązywała równoległa zasada – zniszczyć obcych kulturowo Polaków wraz z ich cywilizacyjnym potencjałem. Poza wszystkim, element turański był obecny także jako siła bezpośrednio wspierająca niemieckich pacyfikatorów – rosyjskie oddziały RONA wykazywały się wyjątkowym bestialstwem w tłumieniu Powstania i gwałtach na cywilnej ludności Warszawy.

To dlatego Powstanie trwało tak długo. To dlatego w ogóle wybuchło i dlatego powstańcy dokonywali cudów heroizmu mimo beznadziejnej sytuacji ogólnej. Rachuby polityczne i porównywanie stosunku sił, uzbrojenia itp., to jedno. Na drugiej szali mamy zaś przeświadczenie, może nawet nie w pełni dające się zwerbalizować, ale jakoś tkwiące z tyłu głowy, że tu nie ma miejsca na kompromisy i półśrodki, że jeśli zostaniemy z bronią u nogi, to oni i tak nas unicestwią w taki czy inny sposób. Poprzez walkę Polska dała świadectwo swej przynależności do innego świata, niż jej obaj okupanci. Zapłaciliśmy za to, jako naród, potworną cenę. Tyle że po prostu inaczej się nie dało – gdybyśmy mieli za sobą, jak Czesi, tradycję przynależności do niemieckiej Rzeszy, w której nawet wojny husyckie nie wykraczały w sumie poza ogólnoeuropejski standard konfliktów religijnych, i którzy to Czesi po poskromieniu ich aspiracji na powrót stali się w gruncie rzeczy lojalnymi poddanymi niemieckiego Bizancjum – to pewnie nie byłoby ani krwi, ani walki, ani ofiar. Lecz wtedy zaparlibyśmy się sami siebie, zatracając tożsamość. Nie bylibyśmy łacinnikami, lecz albo bizantyjczykami, albo turańczykami – w zależności od tego, kto akurat ostatecznie sprawowałby nad nami władzę.

Na marginesie, nie sposób nie wspomnieć tu o haniebniej wizycie Bronisława Komorowskiego w Berlinie i jego udziale w niemieckiej fecie na cześć Stauffenberga, podczas której zrównał – zgodnie z niemiecką narracją – Powstanie Warszawskie z zamachem na Hitlera. To są rzeczy nieporównywalne. Trzymając się cywilizacyjnego wątku – Komorowski wraz z Niemcami zestawili wielką, tożsamościową w swej istocie batalię świata łacińskiego ze zbarbaryzowanym Bizancjum, z nieudanym przewrotem pałacowym na dworze Basileusa. Zresztą i sam Stauffenberg był nieodrodnym dzieckiem swej cywilizacji o czym wymownie świadczą jego listy, w których mówi o Polakach jako o motłochu, któremu trzeba bata.

Na zakończenie trzeba powiedzieć jeszcze, iż zarówno bizantynizm, jak i turanizm mają się dziś świetnie. Turanizm nosi obecnie szaty doktryny eurazjatyckiej realizowanej przez Putina, a jej wymiar ideologiczny najdobitniej formułuje Aleksander Dugin. Z kolei bizantynizm na naszych oczach przejął Unię Europejską pod niemieckim patronatem, która pierwotnie – któż to jeszcze pamięta – miała być tworem osadzonym mocno w katolickich korzeniach. Ani jednemu, ani drugiemu nie możemy się poddać, bo to będzie oznaczało nasz koniec. Przynależność do cywilizacji łacińskiej to bowiem nie tylko zaszczyt i powód do dumy, ale również obowiązek.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Zapraszam na „Pod-Grzybki” -------> http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/2212-pod-grzybki-15

Artykuł opublikowany w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 30 (05.08-11.08.2015)

wtorek, 4 sierpnia 2009

Antycywilizacja Postępu cz. 3


„I jeśli Miasto padnie, a ocaleje jeden

on będzie niósł Miasto w sobie po drogach wygnania

on będzie Miasto”.


Na zakończenie rozważań dotyczących Antycywilizacji Postępu (A.P.), spróbuję odpowiedzieć na trzy nurtujące mnie pytania.

Pytanie pierwsze.

W jakiej cywilizacji żyjemy obecnie – jeszcze w cywilizacji łacińskiej, czy już w A.P.?

Moim zdaniem, w obu naraz, zaś podział cywilizacyjny przebiega w poprzek społeczeństw (a nierzadko nawet w poprzek rozdwojonych ludzkich dusz), przy czym jest to podział asymetryczny – lwia część przestrzeni publicznej (i coraz większa – prywatnej) zawłaszczona jest przez A.P. Cywilizacja łacińska zaś coraz brutalniej zaganiana jest do kąta, tudzież do wiejącej pustką, coraz bardziej wyludnionej, kruchty.

Społeczna „cicha wojna”.

Efekt jest taki, że w warstwie oficjalnej szaleje A.P., zaś cywilizację łacińską (a przynajmniej jej elementy) jakiś odsetek populacji nosi w sobie, tak jak Herbertowski ocalały niósł w sobie Miasto:

„I jeśli Miasto padnie, a ocaleje jeden

on będzie niósł Miasto w sobie po drogach wygnania

on będzie Miasto”.


Z drugiej strony – przytłaczająca większość społeczeństw Zachodu nosi w sobie głęboko zinternalizowany zestaw postaw i poglądów Antycywilizacji Postępu, bądź też jakiś niedookreślony misz – masz skutkujący obserwowanym wokół permanentnym kryzysem cywilizacyjno - kulturowej tożsamości. W efekcie, rozmawiasz z człowiekiem który włada tym samym narzeczem (powiedzmy, eboniksem polszczyzny), który urodził się i wychował w tym samym kraju i teoretycznie, powinien nasiąknąć podobnymi wartościami, a tak naprawdę, po chwili rozmowy wychodzi na to, że gadasz z przedstawicielem innej cywilizacji.

Przyczynia się do tego medialna, szkolna i ustawodawcza indoktrynacja (taka inżynieria społeczna), która sprawia, że poddany jej obywatel, nawet nie zdając sobie z tego sprawy staje się kolejnym, nieświadomym bojownikiem w starciu cywilizacji. Dla takiej osoby poglądy charakterystyczne dla A.P. są bowiem oczywistością, a nie aberracją (aberracją natomiast jest dla niego cywilizacja łacińska).

Skutkiem jest bezustanna, wewnątrzspołeczna „cicha wojna”.

Porywacze dusz.

W takich razach niezastąpiona okazuje się S.F., która za pomocą swego oryginalnego warsztatu daje świetne odpowiedzi na najbardziej zaskakujące pytania. Pozwolę sobie, odwołać się do „Inwazji porywaczy ciał”. Z kosmosu spada roślinka, nasionko właściwie, które kiełkuje. Roślinka się rozrasta. Korzenie wrastają w śpiącego obok człowieka. Człowiek w trakcie snu stopniowo trupieszeje, zaś tuż obok, w postępie odwrotnie proporcjonalnym do jego strupieszenia wyrasta sobowtór – Obcy.

Idealna metafora. Obraz śpiącego człowieka, podmienianego przez kosmicznego sobowtóra, można odczytać jako obraz uśpionego społeczeństwa infekowanego przez A.P. W efekcie, otrzymujemy niby to samo społeczeństwo, złożone z tych samych ludzi, ale zupełnie inne. Atakujące z przeraźliwym, gryzącym uszy wrzaskiem niedobitków uchowanych przed podmianą.

Tak właśnie działa A.P. Zatruwa. Antycywilizacyjny przekaz wylewa się z mediodajni, z konstytucyjnych ośrodków władzy, z uniwersyteckich katedr, ba - nawet z co bardziej „progresywistycznych” ambon, a wszystko to przy bezustannym wsparciu płynącym z przeróżnych międzynarodowych struktur…

Pytanie drugie.

W jakich instytucjonalnych formach wyraża się A.P.?

Ano właśnie – struktury. W ten sposób przechodzimy do odpowiedzi na pytanie nr 2, dotyczące instytucjonalnych form, za pomocą których wyraża się Antycywilizacja Postępu.

Podstawową formą instytucjonalną jest, oczywiście, Unia Europejska – ten najbardziej zbizantynizowany element Antycywilizacji Postępu, który odszedł od pierwotnych, katolicko - łacińskich założeń swych twórców (Schuman, Adenauer i in.) tak dalece, jak to tylko możliwe. Mówiąc brutalnie, szczytny w swych zamiarach projekt stworzenia wspólnej, pokojowej przestrzeni gospodarczej został w błyskawicznym tempie „przecwelony” i zawłaszczony przez jaczejki kontrkulturowej rewolucji roku ’68, które nader sprawnie uczyniły z UE poręczne narzędzie antycywilizacyjnej pseudo – krucjaty.

Europa, na naszych oczach została oddana we władanie silnie zideologizowanej kasty biurokratyczno – politycznej, nie cofającej się przed niczym, byle tylko zapewnić sukces swego „wielkiego dzieła”, jakim ma być ostateczne pogrzebanie cywilizacji łacińskiej.

„Deficyt demokracji”

Używane są do tego celu niby – demokratyczne instytucje, funkcjonujące na zasadzie emanacji do n-tej potęgi. „Ścieżka emanacyjna” wygląda mniej więcej tak: - wybierasz parlament, ten powołuje rząd, rząd z kolei dogaduje się w sprawie nominatów do instytucji „europejskich” z innymi rządami (kandydaci muszą być „niekontrowersyjni” i „koncyliacyjni”, czytaj – albo akceptujący A.P., albo potrafiący schować przekonania do kieszeni) po czym odtrąbia się sukces, bo w eurostrukturach przybyło paru „naszych”.

Nie bez kozery jedyna euro – instytucja wybierana w bezpośrednich wyborach – Parlament Europejski, ma najmniejsze kompetencje. Nazywa się to eufemistycznie „deficytem demokracji”…

Parnasiarze.

Jednocześnie, jak wspomniałem w poprzednich częściach, główne założenia i dogmatyka wykuwane są w gronie Parnasiarzy (tzw. „Autorytetów”), skąd dopiero nieformalnie, drogą towarzyskich spotkań, odpowiednio nagłośnionych książek, tudzież prasowych artykułów, medialnego nacisku, lobbingu itp. spływają do sformalizowanych instytucji, które przetwarzają ich „idee” na literę prawa stanowionego.

Kim są Parnasiarze? To wpływowi intelektualiści, czasami politycy (obie role bywają wymienne), biznesowi magnaci pozostający pod ich wpływem, lub węszący w Antycywilizacji Postępu swój interes (np. Soros, Turner, Gates, Bloomberg, Buffet, David Rockefeller jr., którzy spotkali się 3 maja 2009r, by „uradzić”, jak zapobiec „przeludnieniu” – czytaj – jak promować „Cywilizację Śmierci”. Charakterystyczne jest, że doprosili do swego grona również Oprah Winfrey, jak mniemam w celu zasięgnięcia opinii co do najskuteczniejszych form medialnej promocji, tudzież „zadaniowania”. href="http://www.fronda.pl/news/czytaj/miliarderom_za_ciasno_na_ziemi">)

Zatrute owoce.

W efekcie, otrzymujemy antynatalistyczne prawodawstwo, eutanazję dokonywaną „prawem i lewem” (Holandia), tolerancjonistyczną promocję dewiacji, administracyjnie ustalaną nowomowę (np. rugowanie z urzędowej terminologii pojęcia „rodzice” – Wlk. Brytania), dechrystianizację przestrzeni publicznej, ubezwłasnowolnienie materialne na skutek horrendalnych danin publicznych i krępującej inicjatywę biurokracji, antyrozwojową religię ekologizmu, obezwładniający narody pacyfizm idt., itp., słowem, całe polit – poprawne menu wdrażane za pomocą fasadowych, „demokratycznych procedur” i równie fasadowych „demokratycznych instytucji” - wszystko w najlepszym razie przy obojętności społeczeństwa, a czasem nawet wbrew jego woli (np. ignorowanie przez Zapatero wielkich demonstracji przeciw jego progresywistycznym zapędom).

Oczywiście UE i poszczególne krajowe instytucje nie są odosobnione. Na skalę globalną podobną inżynierię uskutecznia ONZ i szereg innych zarówno państwowych, jak i „prywatnych” organizacji międzynarodowych. Nie zajmę się nimi bliżej, gdyż notka i tak już zanadto mi się rozrosła, a pozostało jeszcze jedno fundamentalne pytanie.

Pytanie trzecie.

Gdzie w tym całym obłędzie jest „Stara Europa”, a gdzie Polska?

Dwa zagrożenia cywilizacyjne.


Europa Zach. i Polska są zarazem w podobnej, jak i różnej sytuacji. Podobnej, gdyż obie chwieją się pod naporem dwóch wrogich cywilizacji, z których zagrożenie cywilizacyjne nr 1 jest wspólne - A.P. Różnej, gdyż zagrożenie cywilizacyjne nr 2 jest dla każdej z nich odmienne.

W przypadku Starej Europy zagrożeniem cywilizacyjnym nr 2 jest napór cywilizacji arabskiej, podbijającej kontynent od zewnątrz (imigracja) i od wewnątrz (wysoka rozrodczość, połączona z brakiem integracji i coraz wyraźniej formułowanym pragnieniem kulturowego zawłaszczenia kontynentu, by ten w efekcie stał się kolejną prowincją światowego „kalifatu”).

W przypadku Polski, zagrożeniem cywilizacyjnym nr 2 jest Rosja, czyli powstały z połączenia cywilizacji bizantyńskiej i turańskiej, zmongolizowany bizantynizm. Tu również mamy zarówno do czynienia z zagrożeniem zewnętrznym (silnie zmilitaryzowany Obwód Kaliningradzki, Białoruś), jak i wewnętrznym (postsowiecka agentura, zdeprawowany komunizmem naród z elitami włącznie, patologie utrwalane nihilizmem życia publicznego III RP i zatrutą spuścizną Okrągłego Stołu).

Skutki polityczne.

Odmienność zagrożenia cywilizacyjnego nr 2 skutkuje odmiennymi politykami zagranicznymi „Starej” i „Nowej” Europy – przy czym obie są błędne. Stara Europa nie dostrzega (lub dostrzegać nie chce) rosyjskiego niebezpieczeństwa i wiąże się z nią coraz ściślejszymi więzami gospodarczymi i politycznymi (gazociąg północny, zapraszanie Rosji do struktur gospodarczych – G8, negocjacje w sprawie członkostwa w WTO itd.). Usiłuje natomiast administracyjnie powstrzymać napływ muzułmańskich imigrantów (jednak akcje militarne w różnych punktach globu, przeżarta pacyfizmem Europa - poza Wielką Brytanią - potrafi co najwyżej pozorować).

My – odwrotnie. Trafnie na ogół definiujemy rosyjskie zagrożenie (mimo rozbudowanej agentury wpływu, która dba, by owo definiowanie nie zostało przekute na niekorzystne dla Rosji posunięcia – vide, utrącenie gazociągu norweskiego). Mamy natomiast skłonność do lekceważenia zagrożenia ze strony islamistów. Nawet nasza obecność w Iraku, czy Afganistanie to efekt sojuszniczej lojalności wobec USA, a nie pokłosie samodzielnie zdiagnozowanych zagrożeń.

Dlaczego napisałem, że obie polityki są błędne? Stara Europa nie rozumie, że Rosja traktuje nasz region jedynie jako przekąskę przed daniem głównym – podporządkowaniem sobie Zachodu (czyni to konsekwentnie od czasów sowieckich). My natomiast prześlepiamy, że islamistyczny terror fizyczno - cywilizacyjno - kulturowy po podporządkowaniu sobie Zachodu, w następnej kolejności dobierze się i do nas.

A zatem, zarówno „Stara”, jak i „Nowa” Europa, powinny wspólnymi siłami zwalczać nie tylko A.P., lecz również zagrożenie islamistyczne i rosyjskie.

Zakończenie.

A tak w ogóle – opętańcza ta Antycywilizacja Postępu, nieprawdaż? Piekielne skutki. Czysta destrukcja. Z działaniem jakiej siły może się to kojarzyć? Może Papież powinien pomyśleć o egzorcyzmach dla Europy… Wszak, dziś to on „jest Miasto”.

Gadający Grzyb

pierwotna publikacja www.niepoprawni.pl

Moje poprzednie wpisy obracające się wokół tematyki polityczno - cywilizacyjno – kulturowej:

href="http://www.niepoprawni.pl/blog/287/antycywilizacja-postepu">
href="http://www.niepoprawni.pl/blog/287/antycywilizacja-postepu-cz-2">
href="http://www.niepoprawni.pl/blog/287/refleksje-rusofoba%E2%80%A6">
href="http://www.niepoprawni.pl/blog/287/mala-analiza-ideologii-tolerancjonizmu">
href="http://www.niepoprawni.pl/blog/287/geje-kontra-homoseksualisci">
href="http://www.niepoprawni.pl/blog/287/klaus-vs-eurosaloniarze">
href="http://www.niepoprawni.pl/blog/287/pokolenie-gownojadow%E2%80%A6">


Cykl KJW:

href="http://www.niepoprawni.pl/blog/365/cywilizacje-1">
href="http://www.niepoprawni.pl/blog/365/cywilizacje-2">
href="http://www.niepoprawni.pl/blog/365/cywilizacje-3">
href="http://www.niepoprawni.pl/blog/365/cywilizacje-4">
href="http://www.niepoprawni.pl/blog/365/cywilizacje-5">

Antycywilizacja Postępu cz. 2.


Elementy zapożyczone i oryginalne A.P.

W poprzedniej części naszkicowałem zarys Antycywilizacji Postępu (A.P.). "http://www.niepoprawni.pl/blog/287/antycywilizacja-postepu"> Dziś, zgodnie z zapowiedzią, postaram się ów zarys nieco uszczegółowić, odnosząc poszczególne elementy do cywilizacji opisanych przez prof. Feliksa Konecznego i uwypuklić cechy oryginalne A.P.

Jak wspomniałem w części pierwszej, Antycywilizacja Postępu, jest cywilizacją synkretyczną i łączy w sobie szereg elementów, charakterystycznych dla opisywanych przez Konecznego cywilizacji, dorzucając od siebie nowe części składowe.

I. Cechy zaczerpnięte z różnych cywilizacji:

1) Elementy turańskie.

a) Ciągła potrzeba wojny – tyle, iż jest to wojna ukierunkowana jednostronnie – na cywilizację łacińską, a zwłaszcza na jej podglebie – religię, z katolicyzmem na czele (choć nie odpuszcza się również wspólnotom protestanckim, jeżeli te nie są skłonne zrezygnować z biblijnych pryncypiów).

b) Gromadność. Wśród wyznawców A.P. nie ma miejsca na indywidualizm, czy niezależność sądów. Przekonali się o tym, swojego czasu chociażby Zbigniew Herbert, czy Gustaw Herling – Grudziński, popadając w konflikt z rodzimą emanacją A.P. – tzw. „salonem”. Widomą oznaką gromadności są cykliczne nagonki na „nielewomyślne” osoby publiczne.

2) Elementy bizantyńskie

a) Monizm ideologiczny z tym, że jest to „monizm”, szczególnego typu, rozproszony pomiędzy grono niewybieralnych i nieweryfikowalnych „autorytetów” – parnasiarzy, uzupełniających się przez kooptację. Z ich ust płyną zalecenia i nauki (swoiste „prawa”) przejmowane następnie przez rzesze wyznawców i przekuwane w dalszej kolejności na prawo stanowione przez „demokratyczne”, fasadowe instytucje.

b) Prymat władzy świeckiej nad duchową. W A.P. władza musi mieć kontrolę nad religią. Stąd utrzymywanie kościołów krajowych z podatków – czyli, de facto, uzależnienie ich od władzy i stąd nieustanna wściekłość kierowana pod adresem Watykanu – ostatniej poważnej instytucji pozostającej poza jurysdykcją władzy A.P.

c) Rozdęta biurokracja poddająca swej kontroli najróżniejsze dziedziny życia, włącznie z tymi, które tradycyjnie przynależne były do zwyczaju lub prawa prywatnego (stosunki wewnątrzrodzinne). Wiąże się z tym również charakterystyczny dla bizantynizmu ucisk fiskalny.

3) Elementy żydowskie.

a) Ekskluzywizm. Bardzo silne rozróżnienie swój – nie swój, przy czym przynależność etniczna nie ma tu nic do rzeczy. (Np. Bronisław Wildstein w kręgach A.P. uchodzi za wrogiego oszołoma, mimo swego etnicznego żydostwa). Nie mogę się oprzeć – muszę tu przytoczyć ploteczkę, w myśl której na zamkniętym zebraniu „G.W.” pani Ł. miała krzyczeć – „Najgorszy Żyd to taki, który wysługuje się prawicy!” (było to po opublikowaniu tzw. „listy Wildsteina”).

b) Inne zasady stosowane wobec swoich, „wewnętrzne”, inne wobec obcych, „zewnętrzne”. (Przykład – usprawiedliwianie kolaboracji z komunizmem, przy jednoczesnym bezwzględnym potępieniu popierania prawicowych form dyktatury).

c) Formacyjny wpływ „niewoli babilońskiej”, tu zastąpiony legendą ucisku poszczególnych mniejszości (kobiety, kolorowi, dzieci, geje i lesbijki itd.) i świecką religią Holokaustu.

d) Poczucie elitaryzmu – wyznawcy A.P. uważają się za lepszych, bardziej oświeconych i tym samym predestynowanych do panowania nad światem – jest to odpowiednik żydowskiego mesjanizmu i koncepcji „narodu wybranego”.

4) Cywilizacja arabska.

Jej status jest specyficzny – Antycywilizacja Postępu wprawdzie raczej z niej nie czerpie, niemniej pozostaje z cywilizacją arabską w swoistym taktycznym sojuszu, mającym, oczywiście, na celu zniszczenie cywilizacji łacińskiej (przy czym, jest to sojusz jednostronny – islamiści bowiem gardzą bezbożnymi postępowcami, chyba jeszcze bardziej niż chrześcijaństwem).

5) Elementy bramińskie i chińskie.

Jeżeli że za elementy bramińskie (i chińskie) uznać generalne zaczadzenie duchowością orientu i fiksację na punkcie New Age (joga, feng shui i in.), tudzież promocję obcych nam kulturowo narkotyków, to wpływ tych cywilizacji na tworzenie się A.P. jest bardzo poważny.

(Tu uwaga - maoizmu nie zaliczam do chińskiej cywilizacji – raczej do turańskiej, ew. bizantyńskiej).

II. Cechy oryginalne A.P.

1) A.P. jest oparta na negacji i nienawiści do cywilizacji łacińskiej – żadna z opisywanych przez Konecznego cywilizacji swej wyłącznej racji bytu i celu istnienia nie opiera na potrzebie zniszczenia innej, konkretnej cywilizacji. Owszem, ścierają się i konkurują ze sobą, nigdy jednak zniszczenie cywilizacyjnej konkurencji nie jest samoistnym celem istnienia.

2) Brak oryginalnego i trwałego systemu wartości i siatki pojęciowej. A.P. jedynie przejmuje i wypacza wartości i pojęcia cywilizacji łacińskiej, nadając im znaczenie w zależności od doraźnych taktycznych potrzeb. Tak tworzy się omówiona w poprzedniej części fluktuacyjna dogmatyka politycznej poprawności.

3) A.P. przeżarta jest permanentnym fałszem. Używa retoryki „modernizacji”, „wolności” i „postępu”, podczas gdy cele rzeczywiste to destrukcja i totalne zniewolenie fizyczne, ekonomiczne i duchowe, odbywające się za parawanem fasadowych, niby-demokratycznych procedur. (Wspomniane fałsz i fasadowość zostały ostatnio obnażone przy okazji Traktatu Lizbońskiego, wcześniej zaś – Eurokonstytucji).

Na zakończenie tej części rozważań, uwaga generalna:

Otóż sądzę, że modelowych cywilizacji, tak jak opisywał je Koneczny, dziś już nie ma – warsztat Konecznego jest właśnie warsztatem do odczytywania świata - nie alfą i omegą. Cywilizacje „wymieniają się” między sobą poszczególnymi częściami składowymi. (np. Chińska z Turańską). Tylko, jakoś tak się składa, iż zgodnie z założeniami synkretyzmu, jest to przejmowanie najgorszych cech…

Tu zakończę. Na refleksje dotyczące Zachodu i Polski w związku z A.P. zapraszam do części 3 (i ostatniej) .

C.D.N.

Gadający Grzyb

P.S. Zdaję sobie sprawę, że powyższe wyliczanki są niepełne – wymieniłem elementy, które najbardziej rzuciły mi się w oczy. Zachęcam do uzupełniania we wpisach pod notką.
pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl
Wpisy K.J.W. "cywilizacje":

href="http://www.niepoprawni.pl/blog/365/cywilizacje-1">
href="http://www.niepoprawni.pl/blog/365/cywilizacje-2">
href="http://www.niepoprawni.pl/blog/365/cywilizacje-3">
href="http://www.niepoprawni.pl/blog/365/cywilizacje-4">
href="http://www.niepoprawni.pl/blog/365/cywilizacje-5">

Antycywilizacja Postępu.


Podstawowym zagrożeniem dla cywilizacji łacińskiej jest Antycywilizacja Postępu.

Dobrze, że Krzysztof J. Wojtas przypomina o spuściźnie prof. Feliksa Konecznego (cykl „Cywilizacje”). Uważam jednak, iż zarazem jest do niej zbyt niewolniczo, dogmatycznie, przywiązany. Wpływa to na jego ocenę zagrożeń dla cywilizacji łacińskiej. Jeśli chodzi o mnie, to traktuję dorobek Konecznego jako jedną ze wskazówek, a nie jako zamkniętą quasi – religijną doktrynę, służącą do objaśniania wszystkiego. Krótko mówiąc, sądzę że dzisiaj podstawowym zagrożeniem dla cywilizacji łacińskiej jest nie wymieniona przez Konecznego (bo też w jego czasach nie manifestowała się z taką mocą jak obecnie) Antycywilizacja Postępu (zwana dalej A.P.).

Poniżej przedstawię hasłowo jej podstawowe cechy, które postaram się rozwinąć w następnej notce (wraz z opisem, jak mają się do teorii Konecznego).

1) A.P. jest oparta na negacji i nienawiści do cywilizacji łacińskiej;

2) A.P. nie buduje trwałego systemu wartości – wszelkie „alternatywy”, takie jak homomałżeństwa, czy „prawa” kolejnych mniejszości, są jedynie taktycznym wybiegiem obliczonym na zniszczenie cywilizacji łacińskiej;

3) A.P. ma strukturę nieformalno – hierarchiczną. Na jej czele stoi grono wpływowych osób (tzw. „autorytetów”, zwanych przeze mnie Parnasiarzami), niewybieralnych, lecz uzupełniających się przez kooptację. Ich głos ma wagę ostatecznej wyroczni, niczym nauki guru – takie skrzyżowanie mafii z sektą.

4) A.P. oparta jest na fluktuacyjnej dogmatyce politycznej poprawności, zmienianej w zależności od aktualnych zapotrzebowań Parnasiarzy dyktujących obowiązujące trendy.

5) A.P. jest totalistyczna i antywolnościowa. Dąży do omnipotencji, przenikając i kontrolując wszelkie sfery życia publicznego i prywatnego, z życiem duchowym jednostki włącznie. Docelowo pragnie zatrzeć różnicę między sferą prywatną i publiczną. Cele te jednak kamufluje za pomocą wolnościowych i modernizacyjnych haseł.

6) A.P. bazuje na zakłamaniu pojęć charakterystycznych dla cywilizacji łacińskiej. Świadomie wytwarza „zapaść semantyczną” rozmywając, bądź podkładając pod tradycyjne pojęcia nową treść sprzeczną z pierwotnym ich znaczeniem;

7) A.P. dąży do ekonomicznego ubezwłasnowolnienia poddanych, uzależnienia ich od państwa, czyli w praktyce od silnie zideologizowanej kasty polityczno – biurokratycznej. Wpływa w ten sposób na stan ludzkich umysłów, wytwarzając w społeczeństwach mentalność quasi – niewolniczą.

Jak łatwo zauważyć, Antycywilizacja Postępu, została wyhodowana niejako na łonie cywilizacji łacińskiej. Atakuje od wewnątrz, niczym nowotwór i nie przestanie, dopóki cały cywilizacyjny organizm nie zrakowacieje ze szczętem, lub gdy nie zwalczy choroby.

A.P. jest zarazem cywilizacją synkretyczną i zgodnie z tym co pisze Koneczny, łączy najgorsze cechy opisywanych przezeń cywilizacji, dodając „od siebie” nowe.

Na zakończenie jeszcze słówko, dlaczego opisywane zjawisko ochrzciłem mianem anty – cywilizacji. Otóż dlatego, że A.P. nie buduje programu pozytywnego, swoje postulaty opiera wyłącznie na negacji cywilizacji łacińskiej. Pierwszym spektakularnym wybuchem były czasy Oświecenia i rewolucji francuskiej. Drugim – kontrkulturowa rewolta lat ’60. Od tamtej pory antycywilizacyjny napór wciąż narasta.

Nadmienię jeszcze, że wszelkie zagrożenia ze strony „zewnętrznych” cywilizacji – bizantyjskiej, judaistycznej, arabskiej, turańskiej itd., są o tyle potencjalnie groźne, o ile Antycywilizacja Postępu, zdoła rozłożyć „od wewnątrz” cywilizację łacińską. Stąd, w moim przekonaniu, A.P. należy zwalczyć w pierwszej kolejności.

C.D.N.

Gadający Grzyb


pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

P.S. Teksty Wojtasa:

"http://www.niepoprawni.pl/blog/365/cywilizacje-1">
href="http://www.niepoprawni.pl/blog/365/cywilizacje-2">
href="http://www.niepoprawni.pl/blog/365/cywilizacje-3">
href="http://www.niepoprawni.pl/blog/365/cywilizacje-4">