Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PGNiG. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PGNiG. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 marca 2012

Partia Gazpromu w Polsce


Polski Urząd Regulacji Energetyki zachował się jak gazpromowska agentura wpływu. Zapłacimy za to wszyscy.


I. Skandal z rewersem wirtualnym

Jeśli ktoś miał wątpliwości co do istnienia „partii Gazpromu w Polsce”, której przedstawiciele ulokowani są w najróżniejszych instytucjach – nie wyłączając administracji państwowej, to niedawno mogliśmy zaobserwować jej działanie w praktyce.

Oto, jak podała „Wyborcza”, od marca obowiązuje nowa taryfa za przesył gazu rurociągiem jamalskim, drastycznie redukująca opłacalność tzw. rewersu wirtualnego. O co chodzi z tym rewersem? Otóż, od czterech miesięcy istnieje możliwość wirtualnego transportu tańszego gazu z Niemiec - do Lwówka k. Poznania lub do Włocławka - za pomocą jamalskiej rury. Polega to na tym, że zamawia się gaz u niemieckiego dostawcy, a następnie „wymienia” się go na gaz dostarczony fizycznie z Rosji. Za operację odpowiada spółka Gaz System. Opłacalność tego „wirtualnego transportu” wynika nie tylko z niższej ceny „niemieckiego” gazu, ale również z dotychczasowej preferencyjnej stawki płaconej za wejście do rury przy rewersie wirtualnym - wynosiła ona dotąd 13,12 zł za 1000 m3 gazu. Jeśli zważymy, iż w tym roku za pomocą rewersu wirtualnego możemy sprowadzić aż 3,7 mld m3 gazu, czyli niecałą 1/3 całkowitego zapotrzebowania Polski, zaś wydobycie własne zaspokaja ponad 1/3 (ok. 5 mld m3), to okazałoby się, że za przepłacony gaz z Rosji bulilibyśmy w o wiele mniejszym wymiarze, niż wynikałoby to z „wynegocjowanej” przez Waldemara Pawlaka umowy.

Niestety, nie ma tak dobrze, albowiem ni z tego, ni z owego EuRoPol Gaz, zawiadujący polskim odcinkiem gazociągu jamalskiego wprowadził nową stawkę za rewers wirtualny w wysokości 26,70 zł za 1000 m3 – ponad dwukrotnie wyższą od dotychczasowej! Formalnie w EuRoPol Gazie panuje równowaga udziałów między PGNiG a Gazpromem (po 48% udziałów, 4% ma Gas Trading), jednak to Gazprom jako dostarczyciel surowca gra tam pierwsze skrzypce, a szefem przedsiębiorstwa jest Aleksander Miedwiediew, zatem logiczne jest, iż będzie on reprezentował rosyjskie interesy, z którymi koliduje możliwość kupowania przez Polskę tańszego gazu z kierunku niemieckiego. To jedno.

II. Pod dyktando Gazpromu

Jednak prawdziwy skandal tkwi gdzie indziej. Mianowicie, według EuRoPol Gazu, dwukrotna podwyżka opłaty została wprowadzona... na pisemne wezwanie prezesa Urzędu Regulacji Energetyki! Innymi słowy, polski urząd i prezes Marek Woszczyk zachowali się jak gazpromowska agentura wpływu, redukując opłacalność rewersu wirtualnego. Import z Niemiec wciąż będzie stosunkowo korzystny, ale zwiększone koszty odbiją się w cenach gazu, za który zapłacimy wszyscy. Zyska na tym jedynie EuRoPol Gaz – czyli Gazprom i Rosja.

Dodatkowego smrodku przydaje sprawie moment podniesienia opłat, następuje on bowiem niedługo po tym, jak Polska skierowała do Trybunału Arbitrażowego w Sztokholmie pozew przeciw Gazpromowi i spółce Gazprom Eksport w którym domagamy się zmiany zasad ustalania cen i obniżenia ich o 10 procent. Warto pamiętać, iż w chwili obecnej płacimy ponad 500 dol. za 1000 m3, podczas gdy zachodni odbiorcy rosyjskiego gazu płacą średnio o 1/4 taniej, zaś Rosja dodatkowo jeszcze te ceny im obniża. Nam Rosja podobnych obniżek konsekwentnie odmawia i to by było tyle, jeśli chodzi o „korzystną formułę cenową” o której bredził wicepremier Waldemar Pawlak podczas pamiętnych gazowych negocjacji.

Efekt jest taki, że bardziej opłaca się nam odkupywać rosyjski gaz od Niemców. Nasi zachodni partnerzy sprowadzają surowiec z Rosji po tak korzystnych cenach, że nawet po doliczeniu marży ten niby-niemiecki gaz jest i tak o ok. 15% tańszy niż ten sam gaz kupowany bezpośrednio od Rosjan! Zresztą, w założeniu sprowadzanie gazu za pomocą rewersu wirtualnego miało być elementem nacisku na Gazprom, by w końcu obniżył nam stawki, tak jak uczynił to wobec zachodnich kontrahentów.

III. Dziwna niemożność

Po raz kolejny daje o sobie znać brak dywersyfikacji dostaw i oddanie de facto w rosyjskie ręce jamalskiej magistrali. I tu muszę przypomnieć o tzw. gazociągu słubickim, o którym pisałem w notce „Zapomniany gazociąg”. W skrócie: chodzi o gazociąg wybudowany w 2001 roku przez niemiecki koncern EWE, przebiegający pod Odrą w rejonie Słubic i zaopatrujący w gaz kilkadziesiąt gmin w woj. lubuskim. Niemcy do 2009 roku wybudowali ok. 1200 km gazociągów i oferowali Polsce możliwość sprzedaży do 2 mld m3 gazu rocznie. Do pełni szczęścia brakowało wybudowania 30 – 40 km rurociągu, który podłączyłby infrastrukturę niemieckiego koncernu do polskiej sieci przesyłowej. W ten sposób podpięlibyśmy się do europejskiego systemu przesyłowego z ominięciem „jamalu” i moglibyśmy dziś sprowadzać tańszy gaz z kierunku zachodniego bez zawracania sobie głowy różnymi „rewersami” i stawkami za wejście do rosyjskiej rury.

Niestety, mimo opracowania w 2004 roku studium wykonalności projektu i uzyskania pozwoleń na budowę, sprawa rozbiła się o postawę państwowego monopolisty, czyli spółki Gaz-System, zawiadującej polskimi gazociągami, która nie wyraziła zgody na podłączenie magistrali słubickiej do swojej sieci. Byłaby to oczywiście zaledwie namiastka dywersyfikacji, ale w naszej sytuacji nawet to byłoby nie do pogardzenia i dawało jakąś kartę przetargową wobec Gazpromu.

Tymczasem mamy niekorzystną umowę obowiązującą do 2022 roku, budowa gazoportu w Świnoujściu się ślimaczy, nie mówiąc już o Nord Streamie spłycającym tor podejściowy do portu, gaz łupkowy to melodia przyszłości i to niepewnej, zważywszy na antyłupkowy lobbing oraz dziwne machloje wokół koncesji, zaś Gazprom funduje stypendia dla doktorantów UW, werbując świeży narybek dla swej i tak potężnej agentury wpływu.

Partia Gazpromu w Polsce działa w ukryciu ale pełną parą. Przejawy jej aktywności można od czasu do czasu zaobserwować przy takich okazjach jak negocjacje gazowe, czy opisywana tu decyzja Urzędu Regulacji Energetyki. Jednak najlepszym dowodem na jej wszechobecność jest permanentny bezwład i niemożność naszego kraju we wszystkich inicjatywach, które mogłyby zagrozić interesom rosyjskiego giganta pełniącego funkcję czołowej broni w imperialnym arsenale Kremla.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: Niepoprawne RadioPL

wtorek, 16 lutego 2010

100 miliardów dla Gazpromu…


…czyli stan naszego nie-posiadania.

Dawno już nie pisałem o temacie „gazowym”. Szczerze mówiąc – „wychłódło” mi. Wątki, które pół roku temu zaledwie przewijały się w drobnych notkach rubryk gospodarczych gazet i portali – teraz zostają zauważone i wyeksponowane. Tematy, które przynajmniej od roku (początek negocjacji z Rosją), powinny być wiodącymi - spychano na margines. Napisałem, „na margines”? – a, gdzie tam – spychano je wręcz poza margines publicznej debaty.

Dzisiaj, mówiąc kolokwialnie, jest „po ptokach”.

Gazowe negocjacje nie-szczęśliwie dobiegły kresu. W zeszłą środę (10.02.2010) rząd III RP skwapliwie zatwierdził ustalenia rozmów prowadzonych pod egidą ministra gospodarki – wicepremiera Waldemara Pawlaka. Sam sposób zatwierdzenia był skandalem. Otóż, odbyło się to… trybie obiegowym (tryb obiegowy – minister dostaje papier, podpisuje i kwita)! Bez dyskusji na posiedzeniu rządu!

Tak oto „przyklepano” renegocjację tzw. kontraktu jamalskiego.

Stan nie-posiadania.

Obecnie, stan naszego nie-posiadania wygląda następująco:

1) Do 2037r będziemy sprowadzać z Rosji 10,2 mld m3 gazu rocznie… Wrrróć! Konkretnie, to zobowiązaliśmy się, że kupimy od Rosji 250 mld m3 do 2037r. (wiem, że gdyby podzielić ogólną kwotę przez lata, to rachunek się nie zgodzi – ale, najwyraźniej, takie są antymatematyczne tajniki gazowych negocjacji).

2) Nasze roczne zużycie tegoż surowca wynosi w skali roku ok. 14,5 mld m3, przy wydobyciu własnym ok. 4 – 4,5 mld m3, co oznacza, że zostaniemy naładowani gazem „po gardło”.

3) Gaz będziemy kupować z zakazem reeksportu i w formule „bierz, lub płać”. Oznacza to, że nie będziemy mogli sprzedawać nadwyżek do innych krajów, a gdy nie weźmiemy „nadmiarowego” gazu, to będziemy płacić, tak jakbyśmy wzięli. (Dla porównania – Niemcy mogą odsprzedawać nadwyżki, ale Niemcy, to wiadomo – Niemcy…).

4) Rezygnujemy z zaległości za opłaty tranzytowe Gazpromu wobec EuRoPolGazu (różne szacunki: 180 – 300 mln dolarów plus odsetki). W zamian za to, Gazprom łaskawie obniży nam ceny gazu, by skompensować dług.

Pytanie, w jaki sposób Gazprom nam ów dług skompensuje, skoro są tak rozbieżne szacunki? Rozłoży sobie raty na dwadzieścia siedem lat? Taka formuła spłaty „rozmydli” całą kwotę do granic zauważalności.

5) Wartość kontraktu do 2037r. szacowana jest na sumę ok. 100 miliardów dolarów (żadne przejęzyczenie – co najmniej tyle zapłacimy Rosji przez najbliższe 27 lat! Dwa miliardy, siedemset milionów dolarów, płacone rok w rok na rosyjskie zbrojenia, umocnienie „mocarstwowej pozycji” i tak dalej… ).

6) Jak to skalkulowano w negocjacjach? Według obecnych cen ropy/gazu skorelowanych z kursem dolara? Czy stawki za, dajmy na to, miliard metrów sześciennych gazu są stałe, czy płynne, w zależności od tego, jak ceny surowców będą kształtowały się w przyszłości? Ale, po co pytać… Jeszcze człowiek usłyszy odpowiedź i żylaków na mózgu się nabawi.

7) Kontrolę nad EuRoPolGazem oddajemy Gazpromowi.

Gwoli wyjaśnienia:

a) EuRoPolGaz to spółka zarządzająca polskim odcinkiem tzw. „gazociągu jamalskiego” – z Syberii do Niemiec. Na dzień dzisiejszy, podział jest następujący: 48% przypada PGNiG, 48% OAO Gazprom, 4% Gas-Trading Aleksandra Gudzowatego.

b) Zobowiązaliśmy się „wykosić” z niej „prawem i lewem”, Gas-Trading Aleksandra Gudzowatego, który miał „układy” z Remem Wiachiriewem – czytaj, z ekipą Jelcyna (i dlatego wszedł do EuRoPolGazu), ale nie ma z Aleksiejem Millerem – czytaj, z ekipą Putina (i dlatego wypadnie z EuRoPolGazu).

c) Oznacza to, że w zależności od aktualnych życzeń Kremla, jesteśmy gotowi zmieniać strukturę własnościową kluczowych dla nas firm.

d) Teraz będzie fifty – fity. W EuRoPolGazie 50% będzie miało PGNiG, a 50% Gazprom. Uczciwy układ? A, guzik tam, uczciwy. Już teraz przewodniczącym rady nadzorczej jest Aleksander Miedwiediew (www.europolgaz.com.pl/firma_wladze.htm ) Proszę sobie doczytać resztę władz spółki.

e) W takiej sytuacji, gdy Gazprom jest jedynym dostarczycielem surowca do rury, sytuacja jest klarowna – wyrzekliśmy się kontroli nad tranzytowym gazociągiem. Jakkolwiek by „parytetowo” co do narodowości sformowano władze przedsiębiorstwa, Gazprom/Kreml będzie miał ostatnie słowo.

8) PGNiG wycofał się z berlińskiego procesu arbitrażowego przeciw RosUkrEnergo (taki, zarejestrowany w Szwajcarii gazpromowski pośrednik, który miał nam dostarczać rosyjski gaz z Ukrainy). RosUkrEnergo było nam krewne jakieś 60 mln dolców, ale co tam.

9) Wzdłuż jamalskiego gazociągu, którym od tej pory będzie niepodzielnie zarządzać Gazprom, biegnie kabel światłowodowy. Ot, tak sobie. Na pewno nie służy celom szpiegowskim. Rosjanie, bracia – Słowianie wszak czegoś podobnego by się nie dopuścili… Temat światłowodu niby stary, ale zawsze warto napomknąć.

Reszta cholernie dobrych wieści.


Ufff… niech no odsapnę…

A oto reszta cholernie dobrych wieści:

1) Finlandia zgodziła się na pociągnięcie rury (Nord Stream) przez jej wody terytorialne. Tym samym, Nord Stream nie ma już żadnych przeciwwskazań, by się spokojnie wybudować.

2) Gazociąg Północny przetnie tor wodny do portu w Świnoujściu, spłycając go tak, by gazowce typu Q-Flex mające dostarczać gaz z Kataru nie mogły nad nią przepłynąć. (Dane – obecnie tor wodny do portu w Świnoujściu ma głębokość ok. 14,5 m. Położenie rurociągu na dnie Bałtyku spłyci tor wodny do ok.14 m. Przy maksymalnym zanurzeniu gazowców typu Q-Flex 12,5 m., rura uniemożliwi wpłynięcie do portu, gdyż bezpieczny tor wodny dla tych statków wynosi przynajmniej 14,3 m.).

3) Niemieckie urzędy (Federalny Urząd Żeglugi i Hydrografii w Hamburgu oraz Urząd Górniczy Meklemburgii – Pomorza Przedniego w Stralsundzie) robią nas w konia, raz to twierdząc, iż wydały zgodę na położenie rury na dnie, innym razem zaś, że kwestia nie jest przesądzona. Mając na uwadze pokłady broni chemicznej z pierwszej, drugiej i trzeciej (tej zimnej) wojny światowej, jakie zalegają na dnie Bałtyku, nawet im się nie dziwię. Grzebanie w dnie naszego wspólnego morza, mogłoby być mocno niezdrowe.

4) A nasza dyplomacja, jak zwykle, jest nad podziw skuteczna…

5) Bałtycka rura zostanie, hm, jakby tu rzec… uzupełniona przez światłowód, wyposażony w czujniki pozwalające wychwytywać nie tylko okręty, ale nawet większe ryby. Innymi słowy – Rosja stanie się wywiadowczą panią na Bałtyku. I albo będzie się dzielić danymi z partnerem z Niemiec… albo nie.

6) Idę o zakład, że wskutek powyższych okoliczności, gazoport w Świnoujściu stanie się dla naszych władz „zbędną inwestycją”. Bo nieopłacalny, bo po co nam ten gazowy „kwiatek do kożucha”. Po kiego nam jakiś tam, terminal LNG… To wszystko były PiSowskie wymysły… A PiS, jak wiadomo, cierpi na gazowe, antyrosyjskie fobie…

7) Wychodzi na to, że zostaniemy zmuszeni do wybudowania nitki Bernau – Szczecin, za pomocą to którego gazociągu Niemcy będą nam, od czasu do czasu, sprzedawali swoje nadwyżki rosyjskiego gazu dostarczonego Nord Streamem (z odpowiednią przebitką). I na tym się skończy nasz sen o „dywersyfikacji”. Zaś różni przedstawiciele „rosyjskiej partii w Polsce” będą nam wpierać dyrdymały, typu: „gaz nie ma narodowości”.

8)
Za gazociągiem Bernau – Szczecin lobował od lat 90-tych Gudzowaty. Jego wizja zostanie zapewne zrealizowana, tyle że bez niego. Bo wypadł z obiegu kremlowskich korowodów. Był w Polsce człowiekiem Rema Wiachiriewa, takim jelcynowskim przeżytkiem, zaś obecnej ekipie władców Rosji potrzeba nowszych, bardziej „swoich”…

Bez obaw - nowi „swoi ludzie” na pewno się znajdą.

9)
A nasza dyplomacja jest nad podziw… A, tak – już to pisałem.

Ostatni bastion.

Cóż, budowy Nord Streamu nie da się już zablokować. Polska, zamiast działać na rzecz koalicji państw nadbałtyckich, które razem wzięte, mogły utopić tę inicjatywę, wolała w osobach tandemu Tusk – Sikorski, brylować na europejskich salonach i zbierać protekcjonalne pochwały.

W „negocjacjach” z Rosją, wicepremier Pawlak momentami wręcz przekształcał się w lobbystę Gazpromu, naciskając na PGNiG, by zrezygnowało z zaległych opłat tranzytowych i odszkodowania za nie dostarczony gaz z kierunku ukraińskiego. Na TYM odcinku pan wicepremier osiągnął pełen sukces…

Jest jeszcze jeden bastion możliwy do ocalenia. Nasza dyplomacja (która jest nad podziw…itd.) powinna zrobić wszystko, by Gazociąg Północny został zakopany pod dnem Bałtyku na newralgicznym odcinku toru wodnego do Świnoujścia.

Inaczej, naprawdę będziemy mieli przerąbane.

Gadający Grzyb

P.S. Na horyzoncie rysuje się nowa szansa. Są nią nasze złoża tzw. gazu łupkowego (ponoć jedne z większych na świecie), wydobyciem którego są zainteresowani Amerykanie. Ale o tym innym razem

Inne moje "gazowe" teksty:

www.niepoprawni.pl/blog/287/czy-dokarmimy-rosje

niepoprawni.pl/blog/287/dokarmimy-rosje

niepoprawni.pl/blog/287/gazowy-cpun

pierwotna publikacja:www.niepoprawni.pl

sobota, 31 października 2009

Gazowy ćpun.


Tak w telegraficznym skrócie można przedstawić sytuację Polski po zawarciu „kompromisu” między Polską a Rosją w kwestii renegocjacji tzw. ”kontraktu jamalskiego”.



Krótka retrospekcja.

Przypomnijmy, że po wyeliminowaniu z gazowej gry pośrednika - firmy RosUkrEnergo, która dostarczała nam rosyjski gaz z kierunku ukraińskiego, przed Polską pojawiła się groźba niedoboru tego surowca w wysokości ok.2 mld m3 rocznie. Cóż zrobiła z tym fantem strona polska? Ano, poszła po najmniejszej linii oporu i zwróciła się do Rosjan z supliką o zwiększenie dostaw gazociągiem jamalskim. Rosjanie, oczywiście, nie byliby sobą, gdyby nie spróbowali wykorzystać sytuacji do maksimum, a nasi, z przeproszeniem, „mężowie stanu” i „negocjatorzy” również nie byliby sobą, gdyby szansy, jaka pojawiła się przed Polską na częściowe uniezależnienie się od rosyjskich dostaw, kompletnie nie przesrali.

Pisałem już o tym dwukrotnie, przewidując mniej więcej taki rozwój wydarzeń jaki faktycznie nastąpił (linki pod tekstem), więc tylko krótko przypomnę:

- rosyjskie finanse publiczne są w trudnej sytuacji. Maleją dochody z eksportu surowców (w tym gazu), rezerwy finansowe państwa kurczą się z kwartału na kwartał, Gazprom odprowadza do budżetu państwa o wiele mniej niż zakładano – czyli Rosja pilnie potrzebuje zwiększenia dochodów;

- Polska rozpoczęła budowę gazoportu w Świnoujściu z planowanym uruchomieniem w 2014 roku i początkową przepustowością ok.2,5 mld m3 rocznie (oraz możliwością dalszej rozbudowy w przyszłości);

Zagrożenie czy szansa?

Na zdrowy rozum, wydawałoby się, że skoro za 5 lat ma być uruchomiona inwestycja, która z nawiązką pokryje braki w bilansie gazowym kraju, dodatkowo zaś będzie to surowiec z innego, niż rosyjskie, źródła, to warto te kilka lat się przemęczyć, łatając niedobory kontraktami krótkoterminowymi i zwiększając własne wydobycie, w ostateczności zaś dokonując okresowych cięć w zużyciu surowca. Patrząc pod tym kątem, ograniczenie dostaw z kierunku rosyjskiego jawiło się wręcz nie jako zagrożenie, lecz jako szansa. To Rosja jest w trudnej sytuacji, nie my.

Co zrobiono?

Niestety, nasze orły – sokoły pod kierunkiem wicepremiera Pawlaka postąpiły dokładnie na odwrót. Jak donosi „Rzeczpospolita”, wynik negocjacji z Gazpromem jest następujący:

- kontrakt jamalski został przedłużony do 2037 r. (obecny wygasał w 2022 r.);

- dostawy zostaną zwiększone o 2,5 – 3 mld m3 rocznie;

- ze spółki EuRoPol Gaz zarządzającej polskim odcinkiem gazociągu zostanie wyeliminowany Gas Trading Aleksandra Gudzowatego. Podział w spółce będzie wynosił 50:50.

Co z tego wynika?

Konsekwencje takiego dealu są następujące:

- przez kolejne 28 lat będziemy uzależnieni od rosyjskiego gazu niczym ćpun od jedynego dilera w okolicy;

- rosyjski diler będzie szprycował nas swoim towarem po gardło, po dziurki w nosie, by przypadkiem Polaczkom nie strzeliło do głowy szukać innego źródła zaopatrzenia;

- w sytuacjach spornych w EuRoPol Gazie głos decydujący, siłą rzeczy, będzie należał do Gazpromu, jako jedynego dostarczyciela surowca, zagwarantowanego długoterminowym kontraktem – stawia to Rosję w naturalnie uprzywilejowanej sytuacji;

- po wybudowaniu Nord Streamu tłoczącego gaz bezpośrednio z Rosji do Niemiec z pominięciem Polski, Rosjanie będą mogli szantażować nas do woli przykręceniem kurka, wymuszając rozmaite ustępstwa;

- rura na dnie Bałtyku spłyci tor wodny do portu w Świnoujściu do głębokości uniemożliwiającej ruch gazowców typu Q-Flex;

- zwiększenie dostaw na zasadzie „bierz lub płać” z zakazem reeksportu nadwyżek, postawi pod znakiem zapytania opłacalność inwestycji w gazoport.

Krótko mówiąc, jesteśmy udupieni.

Znaki zapytania.


Jakby tego było mało, możliwe, że sytuacja jest jeszcze gorsza, niż wynika z medialnych doniesień, albowiem wciąż nie wiadomo:

- ile będziemy płacić Gazpromowi;

- ile Gazprom będzie płacić nam z tytułu tranzytu „błękitnego paliwa” przez piękny Kraj Priwislański i czy będziemy mieli jakiekolwiek narzędzia do egzekwowania opłat w razie problemów.

Wiadomo jedno – PGNiG milczy jak zaklęte. Oświadczenie na stronie przedsiębiorstwa (link poniżej) to śmiech na sali.

Filia "Państwa – Gazprom".

Pozostaje zastanowić się, jak wiele (albo – jak mało) dzieli Polskę od przekształcenia się w energetyczno – polityczną filię "Państwa – Gazprom," jak niekiedy określa się współczesną Rosję. Chociaż, może lepiej nie. Wnioski mogą być koszmarne.

Gadający Grzyb

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

Linki:

www.niepoprawni.pl/blog/287/czy-dokarmimy-rosje

www.niepoprawni.pl/blog/287/dokarmimy-rosje

"Rzepa":

www.rp.pl/artykul/67299,385348_Gazowe_dylematy_rzadu.html

www.rp.pl/artykul/385347_Dodatkowy_gaz_z_Rosji_poplynie_jeszcze_w_tym_roku.html

Oświadczenie PGNiG:
www.pgnig.pl