Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rzeczpospolita Szlachecka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rzeczpospolita Szlachecka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 września 2014

O upadku Rzeczypospolitej

Historia zatoczyła koło i powróciliśmy do czasów ze schyłku I Rzeczypospolitej z prywatnymi wojskami magnackimi.

I. Wojsko magnackie

Postulat zgłoszony przez grupę podlaskich biznesmenów, by powołać w Białymstoku pięciotysięczną Gwardię Narodową przemknął na przełomie sierpnia i września przez mediodajnie raczej w charakterze podawanej z przymrużeniem oka ciekawostki. Niesłusznie, wskazuje on bowiem na pogłębiającą się dysfunkcjonalność naszego państwa. Przypomnijmy pokrótce: pomysł pojawił się podczas konsultacji dotyczących strategii Białostockiego Obszaru Funkcjonalnego w skład którego wchodzi Białystok i dziewięć okolicznych gmin. Wtedy to Hubert Kaczyński z Podlaskiego Klubu Biznesu stwierdził: „Białystok stał się miastem frontowym. Może się okazać, że jakiś konwój ciężarówek nagle wjedzie do nas, a w drodze powrotnej wywiezie z naszych fabryk urządzenia i maszyny. By zwiększyć bezpieczeństwo miasta należy powołać Gwardię Narodową”. Dalej dowiedzieliśmy się, że Gwardia miałaby liczyć pięć tysięcy rekrutów, których lokalni biznesmeni zaopatrzyliby w lekką broń ręczną z radomskiego „Łucznika”, zaś strona „państwowa” miałaby doposażyć ich dodatkowo w wyrzutnie rakiet typu Stinger.

Czy przypomina to coś Państwu? Poza ewidentną inspiracją analogiczną formacją funkcjonującą na Ukrainie utrzymywaną przez tamtejszych oligarchów, mnie skłoniło to do niezbyt oryginalnej może acz narzucającej się refleksji, iż oto historia zatoczyła koło i powróciliśmy do czasów ze schyłku I Rzeczypospolitej z prywatnymi wojskami magnackimi. Wtedy też było wiadomo, że na państwo polskie nie ma co liczyć i tylko prywatne armie są w stanie jako tako ochronić zarówno samego magnata, jego włości, jak i „klientów” ze sprzymierzonych z nim rodzin drobniejszej szlachty. Cała różnica polega na tym, że w omawianym przypadku własnej armii nie tworzy jakiś Kulczyk, czy inne „królewiątko”, lecz swojego rodzaju „magnat zbiorowy”, czyli wspomniany Podlaski Klub Biznesu.

II. Konfederacja Podlaska

Zresztą, równie dobrze można by tu użyć porównania do instytucji konfederacji, nie będę się kłócił. Pół biedy, jeśli takowa konfederacja zostaje zawiązana w celu obrony granic Rzeczypospolitej, ale kto nam zagwarantuje, że jutro nie zostanie wykorzystana jako narzędzie antypaństwowego rokoszu? Wystarczy, jeśli fundatorzy dojdą do wniosku, iż na tyle dojadło im rosyjskie embargo, że bardziej będzie się opłacało przyłączenie do Putina, Łukaszenki i korzystanie z dobrodziejstw Unii Celnej. Wszystko jest jedynie kwestią kalkulacji i stopnia zinfiltrowania środowiska biznesowego przez agenturę – bo, że taka infiltracja nastąpi, można założyć w ciemno.

A pięć tysięcy wojska to nie byle co, zważywszy na stan naszej regularnej armii, którą w znacznym stopniu tworzą nie żołnierze liniowi, tylko wojskowi biurokraci. Armia polska liczy obecnie 77,5 tys ludzi plus 20 tys w Narodowych Siłach Rezerwowych, pamiętajmy jednak, że jest to w znacznej mierze armia „wodzów bez indian” – według ostatnich danych do których udało mi się dotrzeć, w 2011 roku na jednego oficera przypadało 1,8 podoficera i 1,6 szeregowca. Do tego 70-80% wojskowych pracuje za biurkami. Zatem de facto zamiast armii mamy coś w rodzaju „urzędu Wojska Polskiego” i nie sądzę, by ten stan w ciągu kilku ostatnich lat uległ znaczącej zmianie.

Podsumowując: 80% „biurkowych” żołnierzy z liczby 77,5 tys daje nam 62 tys – i tyle należy odliczyć od ogólnego stanu armii. Zostaje więc jakieś 15,5 tys żołnierzy „realnych”, a i tu należy wziąć pod uwagę podane wyżej proporcje między oficerami a podoficerami i szeregowymi. Koniec końców wychodzi na to, że siły naszej regularnej armii w hipotetycznym starciu z „Konfederacją Podlaską” niebezpiecznie się wyrównują... No chyba, żeby doliczyć te 20 tys z Narodowych Sił Rezerwowych, jednak ich wartość bojowa pozostaje, powiedzmy uprzejmie, zagadką.

Czyli jak u schyłku XVII i w XVIII wieku. Nieliczne doborowe oddziały rozsiane są gdzieś po Dzikich Polach („misjach pokojowych/stabilizacyjnych”). Jest także „pogrzebowa husaria” (dziś – Kompania Honorowa i to, co da się bez wstydu ściągnąć na defiladę) dla ozdoby. A do tego armie „królewiąt” mogące zostać użytymi zarówno w dobrym jak i złym celu – wszystko zależy od interesów sponsora.

III. „Każdy sobie pan w naszej Rzeczypospolitej...”

Dla pełniejszej analogii z latami upadku Rzeczypospolitej przywołam przykład sprzed kilku lat. Chodzi mi o pacyfikację Kupieckich Domów Towarowych przeprowadzoną w 2009 roku przez Hannę Gronkiewicz-Waltz przy użyciu najemnych zbirów z agencji ochrony Sylwestra Zubrzyckiego – byłego podopiecznego płk. Edwarda Misztala, komunistycznego „antyterrorysty” osławionego represjami wobec opozycjonistów. Nota bene – zbirów wynajętych w trybie bezprzetargowym, w ramach zamówienia „z wolnej ręki”. Akcję przeciw kupcom z KDT przeprowadzono z naruszeniem prawa, bowiem mimo wyroku sądowego nakazującego kupcom opuszczenie „blaszaka” pod Pałacem Kultury, agencja ochrony nie miała uprawnień do przeprowadzenia egzekucji wyroku sądowego.

I znów zadam Państwu pytanie – co to nam przypomina? Ano, przypomina to nam poczciwą instytucję zajazdu znaną z realiów Rzeczypospolitej Szlacheckiej, kiedy to aparat państwa nie był w stanie egzekwować własnych wyroków, wskutek czego uciekano się do takiej właśnie formy „samopomocy”, co barwnie opisał Mickiewicz w „Panu Tadeuszu”. HG-W przeprowadziła po prostu zajazd na KDT. Jedyna różnica, to taka, że działała w interesie galerii handlowych, którym kupcy psuli biznes, no i formalnie występowała jako organ władzy samorządowej wynajmujący sobie zamiast „panów braci” z okolicznego zaścianka armię zaciężną od Zubrzyckiego.

Innymi słowy, mówiąc Kmicicem - „każdy sobie pan w naszej Rzeczypospolitej, kto jeno ma szablę w garści i lada jaką partię zebrać potrafi”, a tak w ogóle, to cytując Bartłomieja Sienkiewicza, prawnuka twórcy postaci Kmicica - „państwo polskie istnieje teoretycznie, praktycznie nie istnieje”. Trudno się z tak postawioną diagnozą nie zgodzić.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Artykuł opublikowany w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 37 (15-21.09.2014)

 

wtorek, 4 sierpnia 2009

Warszawska anarchia, czyli zajazd na KDT.


„Każdy sobie pan w naszej Rzeczypospolitej, kto jeno ma szablę w garści i lada jaką partię zebrać potrafi”.

Wprawdzie od walk o „blaszak” KDT minął tydzień z małą górką, co w mediorzeczywistości jest całą epoką, pozwolę sobie jednak odgrzać ten temat, ponieważ frapuje mnie pewien aspekt owej „bitwy o handel”, na który, jak się zdaje, nikt nie zwrócił uwagi.

Otóż, byliśmy wszyscy świadkami ni mniej, ni więcej, tylko zajazdu, jakby żywcem przeniesionego z czasów Rzeczypospolitej Szlacheckiej – i to raczej z okresu saskiego upadku, niż świetności Stefana Batorego, czy pierwszych Wazów.

Krótkie przypomnienie.

Dla porządku przypomnę, iż zajazd był szczególną formą egzekucji wyroku sądowego dotyczącego danej nieruchomości, powstałą na skutek chronicznego niedomagania władzy wykonawczej – taka zinstytucjonalizowana forma przemocy, polegająca na tym, iż lokalna społeczność obywatelska wykonywała prawomocny wyrok. Dodajmy, że o ile początkowo zajazd stanowił ostateczność (po wyczerpaniu całej procedury – wwiązanie, następne wwiązanie, rumacja) i był odgórnie zwoływany przez starostę, o tyle z czasem stał się formą samopomocy, by w końcu wyrodzić się w anarchię – kto silniejszy, kto zbierze większą kupę zbrojnych, po tego stronie prawo.

Nadmienię jeszcze, iż wbrew temu, co sugerują mediodajnie, instytucja zajazdu nie figuruje ani w naszym obecnym prawodawstwie, ani w doktrynie. Innymi słowy, prawomocny wyrok którym wymachuje Bufetowa, nie może być egzekwowany w drodze bezprawia – czyli wynajmowania przez miasto agencji Zubrzyckiego, która pod pozorem „ochrony” odbiła z rąk kupców sporny obiekt. href="https://przetargi.um.warszawa.pl/szczegoly.asp?id=35605">

Ostateczne rozwiązanie kwestii kupieckiej?

Jakoś nie mogę oprzeć się wrażeniu, że obecność komornika i nagła predylekcja władz Warszawy do prawnego rygoryzmu była ze strony miasta jedynie pretekstem do „ostatecznego rozwiązania kwestii kupieckiej”. Co innego mieć do czynienia z rozdrobnionymi przedsiębiorcami, a co innego z prężnie działającą kupiecką organizacją psującą biznes galeriom handlowym… Zwłaszcza, jeżeli ma się w stosunku do tychże galerii jakiś dług wdzięczności… ale tu zmilczę. Nie mam dowodów, a jedynie wredne insynuacje oparte na zasadzie cui prodest (czyja korzyść). Ale, to tak na marginesie.

Staropolskie analogie.

Wracając do meritum, zajazd uskuteczniony przez jedną ze stron postępowania cywilnego (w omawianym przypadku – miasto) jest smutnym świadectwem upadku Państwa w jednym z jego podstawowych wymiarów, jakim jest sprawna egzekutywa. Władze reprezentowane przez komornika i policję, okazały się boleśnie bezsilne, przyglądając się z boku zamieszkom. (Tak szczerze – zadziwiającą bierność policji odczytuję jako dobrze skalkulowany serwitut na rzecz dominującej obecnie siły politycznej).

Oczywiście, jak każda analogia, tak i ta z zajazdem nie jest pełna. Bitwa o Kupieckie Domy Towarowe zawiera w sobie jeszcze jeden staropolski pierwiastek, albowiem Hanna Gronkiewicz - Waltz zachowała się zarazem jak szlachciura dokonujący zajazdu i jak magnat wynajmujący prywatną armię, miasto potraktowała zaś jako składnik swych włości, w których warcholą jacyś tam „łyczkowie” – handlarze, których należy uciszyć.

Tę dwoistość opisu uzasadnia kontekst wynajęcia agencji Zubrzyckiego. Z jednej strony bowiem, Zubrzycki jest dowódcą zaciężnego wojska, z drugiej natomiast pozostaje „klientem domu” Platformy, której zawdzięcza wyjście z aresztu i „zapomnienie” o ciążących na nim korupcyjnych zarzutach (wątek sprawy COŚ-u). Klientelizm zaś obliguje do odpowiednich wyrazów lojalności – zwłaszcza, gdy patron potrafi sowicie się odwdzięczyć (konkretnie, sumą 166 896 peelenów).

Pełzająca anarchizacja.

Generalnie, mamy do czynienia z pełzającą anarchizacją. Niby jest władza wykonawcza, niezależne sądownictwo itp. Niby policja chwyta rzezimieszków a sądy ich skazują. Niby każdy ma zagwarantowane konstytucją prawa. Niby, niby, niby…

Aż tu nagle, w newralgicznych momentach, Państwo, jego organy, instytucje, wycofują się milczkiem w kąt i zerkają trwożliwie, czyje będzie na wierzchu. Innymi słowy, mówiąc Kmicicem, „każdy sobie pan w naszej Rzeczypospolitej, kto jeno ma szablę w garści i lada jaką partię zebrać potrafi”.

Na zakończenie, mała uwaga pół żartem, pół serio:

Kupcy popełnili jeden błąd – zamiast bronić się swoimi siłami, powinni wynająć własną agencję ochrony, sami zaś stanąć z boku z popcornem w ręku i przyglądać się starciu dwóch zaciężnych armii. To dopiero byłaby jazda – dwie firmy ochroniarskie piorące się między sobą. Ciekawe, co w takiej sytuacji zrobiłaby policja…

Gadający Grzyb

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

P.S. A teraz trochę linków:

href="https://przetargi.um.warszawa.pl/szczegoly.asp?id=35605">
href="http://bit69.salon24.pl/116413,kdt-medialne-i-polityczne-oszustwa-po-i-tvn">
href="http://www.niepoprawni.pl/blog/3/o-czym-nie-szumia-rzepy">
href="http://www.rp.pl/artykul/9133,340498_Janke__Konserwatysta_marzy_o_anarchii_.html">
href="http://www.rp.pl/artykul/338723.html">
href="http://fakty.interia.pl/felietony/ziemkiewicz/news/kdt-bezprawie-w-majestacie-prawa,1342155">
href="http://www.niepoprawni.pl/blog/376/jak-pan-koss-wykolegowal-legalistow-spod-kdt">
href="http://www.se.pl/archiwum/zubrzycki-juz-nie-pod-ochrona_35804.html">
href="http://www.niezalezna.pl/article/show/id/23009">
href="http://www.niepoprawni.pl/blog/74/o-interesie-spolecznym">