Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akcje Agory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akcje Agory. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 sierpnia 2014

Agora w Sieci

Należy jasno komunikować opozycji, że zaprzestanie dotowania „gwiazdy śmierci” z ulicy Czerskiej powinno być jednym z pierwszych posunięć po przejęciu władzy.

I. Nacjonalizacja „Agory”

Przeczytałem sobie zajawkę najnowszego numeru „wSieci” - tego, którego tematem okładkowym jest sponsorowanie i w zasadzie przejmowanie przez rząd krok po kroku spółki „Agora”. Mamy do czynienia z oczywistym procederem nacjonalizacji tylnymi drzwiami formalnie prywatnej firmy wraz z jej okrętem flagowym, czyli „Gazetą Wyborczą”, czego efektem jest stworzenie kolejnego medium rządowego i to pozostającego na bardzo krótkiej smyczy. Niby nic nowego – niektórzy może pamiętają jeszcze jak za rządów SLD ówczesna władza zafundowała sobie z państwowej kasy własny tygodnik opinii o nazwie, o ile sobie przypominam, „Fakty” (nie jestem pewien tej nazwy, ale pamiętam jak Leszek Miller pozował z nim przed kamerami). Tu mamy działanie mniej ostentacyjne, ale przez to bardziej skuteczne propagandowo - „Wyborcza” pozostając medium formalnie niezależnym może przez to skuteczniej robić lemingom wodę z mózgów.

To, że akcje „Agory” systematycznie spadają i warte są dziś ułamek tego co jeszcze kilka lat temu, zaś sama „Wyborcza” wraz z malejącą sprzedażą jest obecnie tylko cieniem dawnej potęgi świadczy z jednej strony o tym, że tonąca Platforma futrując organ Michnika chwyta się brzytwy, z drugiej zaś dobitnie unaocznia, że skupowanie aktywów spółki przez państwowe podmioty nie ma cienia uzasadnienia biznesowego. Gdyby było to chwilowe wahnięcie, po którym następuje odbicie, to państwowe przedsiębiorstwa mogłyby się na upartego tłumaczyć – kupujemy tanio, by za chwilę sprzedać drogo. Tymczasem trend spadkowy jest stały od lat, nie ma więc mowy o racjonalnym inwestowaniu, jest to ewidentnie ruch pod zamówienie politycznych mocodawców.

II. Gazeta reżimowa

Swoją drogą, ciekawy paradoks – ten sam rząd Tuska wykupił od brytyjskiego Mecomu udziały w Presspublice, a następnie ekspresowo „sprywatyzował” wydawnictwo oddając je w ręce zaprzyjaźnionego biznesmena Hajdarowicza (i zapewniając mu fundusze na zakup) – bo inaczej nie dało się spacyfikować „Rzeczpospolitej” i „Uważam Rze”. Teraz zaś po cichu nacjonalizuje inną spółkę, by utrzymać medialną dominację. Spadający nakład „Wyborczej” to bowiem jedno, a drugie – to wpływ narracji produkowanej na Czerskiej na pozostałe mediodajnie mainstreamu III RP, z telewizjami na czele, które wciąż w znacznej mierze powielają przekaz dziennika „resortowych dzieci” - niczym za komuny, kiedy to medialną linię formułowała „Trybuna Ludu”.

Platforma ma więc swój organ prasowy, rezonujący w pozostałych punktach medialnej układanki. Obecnie spółki państwowe z PZU na czele mają 17,5% akcji „Agory”, do tego dochodzi sponsorowanie „Wyborczej” ogłoszeniami różnych publicznych instytucji. Wystarczy wziąć do ręki jakikolwiek numer „GW” i podliczyć, ile jest reklam publicznych, a ile prywatnych, by wyrobić sobie ogląd skali jaką osiągnął ten proceder. O tym, że uderzenie wyprowadzone przez „wSieci” jest celne, świadczy chociażby reakcja – a w zasadzie jej brak. W niedzielnej prezentacji tygodników na stronie gazeta.pl skrzętnie ominięto najnowszy numer „wSieci” - do tej pory gazety Karnowskich w tego typu przeglądach nie pomijano. Na stronie wyborcza.pl również głucho. Wymowne milczenie, widać że temat dla funkcjonariuszy z Czerskiej jest drażliwy niczym mówienie o sznurze w domu wisielca.

III. W sieci zależności

Ta sytuacja dla samej „Wyborczej” jest niczym pocałunek śmierci. Znalazła się – nomen, omen - „w sieci” partyjno-rządowych zależności, co prędzej czy później wyjdzie jej bokiem i skończy jak ta gazeta rządu SLD o której wspomniałem na początku. Nie wyobrażam sobie bowiem, by po zmianie władzy państwowe instytucje wciąż dotowały „Gazetę” ogłoszeniami, a spółki z udziałem Skarbu Państwa podtrzymywały sztucznie kurs akcji „Agory”. Gdyby rząd PiS-u zostawił sprawy tak jak się mają obecnie, byłby to strzał w stopę, który skreśliłby partię Jarosława Kaczyńskiego w oczach znacznej części najwierniejszego elektoratu, nienawidzącego „Agory” i „Wyborczej” jak zarazy. Dlatego już dziś należy jasno komunikować opozycji, że zaprzestanie dotowania „gwiazdy śmierci” z ulicy Czerskiej powinno być jednym z pierwszych posunięć po przejęciu władzy. Tym łatwiejszym, że wystarczy nie dawać ogłoszeń, nie prenumerować i sprzedać posiadane akcje. Abstrahując już nawet od całego zła, jakie „Agora” z „Wyborczą” wyrządziły Polsce, warto spojrzeć na sprawę z punktu widzenia pragmatyki władzy. Jeśli PiS wykaże się należytą determinacją, to „Wyborcza” odłączona od publicznej kroplówki sama padnie, a związane z tym osłabienie medialnego hejtu niewątpliwie ułatwi rządy.

Jest również rozwiązanie alternatywne. Poczekać, aż pozbawiona rządowych dotacji „Agora” zacznie bankrutować i wtedy kupić ją za grosze, by następnie „przeorientować” jej media w duchu konserwatywnym – tak jak udało się to zrobić z „Rzeczpospolitą” pod rządami Lisickiego. Byłaby to zaiste piękna zemsta - „Gazeta Wyborcza” z, powiedzmy, Bronisławem Wildsteinem jako naczelnym – wyobrażacie to sobie Państwo? Nawet etnicznie wszystko by grało, więc odpadłyby ewentualne zarzuty o antysemicki spisek. Już sobie wyobrażam to wycie w kręgach medialnych piekieł – ciekawe, co powiedziałaby Helena Łuczywo, która onegdaj pod adresem Wildsteina wykrzykiwała, że „najgorszy Żyd, to taki, który wysługuje się prawicy”. Takie stworzenie „Presspubliki – bis” jest jednak obarczone podstawową wadą – po kolejnym odbiciu wyborczego wahadła „GW” wróciłaby na dawne tory polityczno-światopoglądowe, należałoby ją więc zawczasu powtórnie sprywatyzować, pytanie tylko, czy znalazłby się chętny, bo historia brytyjskiego Mecomu, którego reżim Tuska zmusił do wycofania się z Presspubliki nie napawa optymizmem. Ale, mimo wszystko – może warto zaryzykować?

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

ilustracja – money.pl

czwartek, 28 czerwca 2012

Swoje ucapić

… czyli ostatnie paróweczki w „Agorze”.

I. „Agorowe” dywidendy

Informacja pochodzi sprzed ładnych paru dni, ale sądzę, że warto ją odświeżyć i na chwilę przy niej przystanąć, pokazuje bowiem kilka ciekawych kwestii. Oto działający w „Agorze” związek zawodowy NSZZ „Solidarność” zaprotestował przeciw wypłacie dla akcjonariuszy dywidendy w wysokości 1 zł od akcji, co daje łączną kwotę 50,937 mln zł. Na dywidendę zarząd spółki przeznaczy nie tylko cały zysk netto z ubiegłego roku, czyli 20,25 mln zł, lecz również nadszarpnie kapitał zapasowy na sumę 30,69 mln zł.

W liście otwartym związkowców czytamy (za wirtualnemedia.pl):

„Naszym zdaniem w obecnej trudnej sytuacji na rynku mediów przejadanie zysku i kapitału zapasowego na wypłatę dywidendy byłoby nieroztropne” (...) „Cieszy nas to, że nasza praca w zeszłym roku przyniosła spółce dwadzieścia milionów zysku, a nasza praca w poprzednich latach przyniosła nadwyżki, z których bez uszczerbku dla spółki można wyjąć dalsze trzydzieści milionów, proponujemy jednak, by w tych niepewnych czasach zachować te sumy aż koniunktura się nie poprawi, ewentualnie przeznaczyć je na inwestycje w rozwój lub obronę pozycji spółki”.

Oczywiście, protest został zignorowany i wypłata dywidendy nastąpi, warto jednak zwrócić uwagę, iż to związkowcy, którym nader często przypisuje się postawę roszczeniową i nieliczenie się z ekonomicznymi realiami, wykazali więcej troski o dobro przedsiębiorstwa, niż prominentni udziałowcy, właściciele i zarząd koncernu!

II. Jak trwoga, to... do „Solidarności”

Przypomnijmy, iż „Solidarność” w „Agorze” zawiązała się 10 grudnia 2011 roku, kiedy to po fali zwolnień, „restrukturyzacji” i coraz słabszych wynikach finansowych spółki stało się jasne, że konfitur dla wszystkich nie starczy i trzeba „cóś robić”, by nie obudzić się z ręką w nocniku, niczym tych niemal 300 nieszczęśników zwolnionych w 2008 roku. O skali desperacji niech świadczy fakt, iż dziennikarze m.in. „Wyborczej”, słynącej z „balcerowiczowskiej”, antyzwiązkowej linii redakcyjnej, musieli przeprosić się z ideą związkowości, tudzież gwarantowanej prawem ochrony „uzwiązkowionych” pracowników i to na tyle skutecznie, że kierownictwo „Agory” do końca o niczym nie wiedziało, zaś wedle słów Wojciecha Orlińskiego spotkania odbywały się w „konspiracyjnym lokalu” (cytat za money.pl: „Rozmowy trwały długo, ponieważ wszyscy jesteśmy bardzo zapracowanymi ludźmi, a spotkania w "konspiracyjnym" lokalu w centrum Polski wymagały od nas zgrania terminarzy”).

Smaczku całej sytuacji przydaje okoliczność, iż do związku weszli gorliwi akolici sekty z Czerskiej. Dość powiedzieć, że szefem „Solidarności” jest wzmiankowany Wojciech Orliński (hipsters – związkowiec, ale jaja!), który na dodatek proudly obwieścił: „Zawsze byłem entuzjastą idei organizowania się w związki zawodowe”, zaś jego zastępczynią została Magdalena Żakowska (prywatnie małżonka TEGO Żakowskiego). I nic tu nie pomoże rytualna lojalka: „Wyrażamy gorące poparcie dla wartości i zasad koncernu Agora SA i zgłaszamy zarządowi spółki naszą pomoc w ich wcielaniu w życie” - złoty sen o firmie dopieszczającej pracowników na wszelkie sposoby się skończył, przyszła pora twardej walki o byt, spłatę kredytów oraz korporacyjnego survivalu.

Tymczasowa Komisja Międzyzakładowa NSZZ Solidarność pracowników Agora S.A. i Inforadio spółka z o.o. (ludzie, ależ to brzmi!) wybrała stałe władze w maju 2012 i z miejsca zaczęła podgryzać „Agorowych” tuzów, ironicznie gratulując szefostwu koncernu wzrostu zarobków („wynagrodzenie prezesa firmy Piotra Niemczyckiego wzrosło z 600 do 701 tys. zł, wiceprezesa Zbigniewa Bąka z 526 do 810 tys. zł, a pozostałych członków zarządu Tomasza Józefackiego i Grzegorza Kossakowskiego - z 480 do 616 tys. zł. Łącznie wynagrodzenie zarządu zwiększyło się więc o ponad pół miliona złotych.” - cyt. za wirtualnemedia.pl). Związkowcy napisali:

„Piotrze, Zbigniewie, Tomaszu, Grzegorzu - z całego serca gratulujemy wam podwyżek w kryzysowym 2011. Cieszy nasze serca także to, że w zamian za znakomite wyniki spółki otrzymaliście sporą premię w certyfikatach inwestycyjnych w ramach planu motywacyjnego dla zarządu” (…) „W tych trudnych dla mediów czasach cieszy nas to, że w Agorze przynajmniej jedna grupa pracowników w roku 2011 odnotowała kilkunasto, a nawet kilkudziesięcioprocentowy wzrost zarobków”

III. Ostatnie paróweczki

W kontekście powyższego widać jak na dłoni, że w „Agorze” toczy się walka o bardziej równomierny dostęp do korytka, gdyż spiżarnia pustoszeje w zastraszającym tempie. Wprawdzie w 2011 roku spółka odnotowała zysk, który udziałowcy pragną obecnie skonsumować wraz z częścią rezerw, póki jeszcze jest cokolwiek do podziału, ale po pierwsze - był on niższy od prognoz, po drugie zaś - wyniki medialnego giganta są z roku na rok coraz słabsze. W 2010 „Agora” osiągnęła 63,97 mln zł zysku netto, w 2011 – już tylko 20,25 mln, zaś w I kwartale 2012 zanotowała stratę netto w wysokości 1,48 mln zł, podczas gdy jeszcze rok temu mogła w pierwszym kwartale cieszyć się zyskiem na poziomie 6,13 mln zł.

Tak źle jeszcze nie było, tym bardziej, że leci również sprzedaż flagowego okrętu spółki, jakim jest „Gazeta Wyborcza”. W pierwszym kwartale 2012 roku średnia sprzedaż ogółem wyniosła 256 202 egz – najmniej od 1994 roku, czyli od kiedy dostępne są tego typu dane. Co ciekawe, największe „tąpnięcie” sprzedaży następuje od 2008, czyli od pierwszego roku panowania Dyktatury Matołów, kiedy to „Wyborcza” ostatecznie zarzuciła wszelkie pozory i stała się dziennikiem ostentacyjnie wręcz reżimowym. Widać, romans z władzą nie popłaca... Nadmieńmy jeszcze, że w ciągu ostatniego roku (od 28.06.2011 do 27.06.2012) akcje „Agory” straciły na wartości o 43,28 %! A że co bardziej „zasłużeni” pracownicy podostawali specjalne transze akcji „swojego” przedsiębiorstwa, to dziś mogą tylko z zimnym potem na czole patrzeć jak kurczy się ich majątek.

spadek akcji Agory 2011-2012

 

To są naprawdę już „ostatnie paróweczki”, że tak pojadę Bareją i stąd zapewne przywołana na wstępie decyzja o wypłacie dywidendy „przejadającej” nie tylko zeszłoroczny zysk, ale również część odłożonych w poprzednich latach rezerw. „Swoje ucapić” póki się da, bo niedługo nie będzie już z czego „realizować zysków”, a potem niech dzieje się co chce... Zaś naiwniacy, nawet ci z „nazwiskami”, za wysługę w którą zaangażowali całe swe zawodowe życie i której – może przede wszystkim - zaprzedali swe dobre imię, nie usłyszą nawet zdawkowego „dziękuję”.

Przypuszczam zresztą, że właśnie to jest powodem dla którego „Agorowe” doły, zrzeszone od niedawna w związku zawodowym podniosły krzyk – bo skoro wszystko zeżre uprzywilejowana wierchuszka, to co do podziału zostanie dla nich? A miało być tak pięknie – w zamian za sprzedane sumienia mieli wszak mieć sutą michę do końca swych dni, jak to obiecano im w picownym dokumencie „Nasze wartości i zasady” (cyt. „Wobec naszych pracowników chcemy, by Agora była: - miejscem realizacji ambicji zawodowych, - miejscem, w którym pracownicy są dobrze wynagradzani, najlepsi zaś - bardzo dobrze, - i w związku z tym - atrakcyjnym miejscem pracy.”). Nie zazdroszczę im, ale też nie żałuję, bo solidnie sobie na dzisiejsze męki niepewnego jutra zapracowali.

IV. Na kroplówce

Oczywiście, „Agora” wraz z „Wyborczą” nie znikną z dnia na dzień z rynku, mimo chudej fary i lecącej sprzedaży, albowiem są nie tyle projektem biznesowym, ile propagandowym - narzędziem pierekowki dusz, „modernizacji przez kserokopiarkę”, mającej przekształcić zacofanych nadwiślańskich autochtonów w mitycznych, kosmopolitycznych „europejczyków”, rodem z ideologicznych majaczeń prominentnych przedstawicieli plemienia Brukselczyków.

Innymi słowy, przywołując Rymkiewicza, instytucja ta ma za zadanie sprawić, by Polacy byli jak najmniej Polakami. A jeśli na tej wszechstronnej deprawacji narodu da się jeszcze zarobić pieniądze – to świetnie, jeśli zaś nie, to z pewnością „Agora” będzie mogła liczyć na jakieś transfery, które różnymi kanałami wspomogą działalność tego wiodącego organu obozu beneficjentów i utrwalaczy III RP. W końcu, od czego jest zaprzyjaźniona władza, albo rozmaite fundacje, podpięte pod inne fundacje, które z kolei zasila hojną ręką George Soros odznaczony onegdaj medalem przez Michnika, tudzież instytucje finansowane z Brukseli, lub wręcz bezpośrednio z Berlina? Są, ma się rozumieć, m.in. po to, by wspierać „Siły Postępu” mające obezwładnić Polaków „pedagogiką wstydu”, wykorzenić i wpoić im wstręt do własnej ojczyzny, tak by stali się zakompleksioną, łatwo sterowalna masą, zaś Polska jako państwo – marionetkowym obszarem „rozprowadzanym” przez wiodących graczy. To oczywiste.

Póki co, „Agora” może więc liczyć na wsparcie możnych przyjaciół – przynajmniej dopóki, dopóty jest użyteczna w swej robocie. Pytanie, na jak długo tej kroplówki wystarczy?

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: Niepoprawne RadioPL